lektor-ka
16.01.11, 21:34
od półtora roku jesteśmy w nieformalnej separacji.mamy 4 letniego synka. N. jeszcze przed małżeństwem rozstawał się ze mną kilka razy, jednak zawsze wracał ...a ja ..no cóż, kochałam go nad życie i wybaczałam. Może dlatego, że nigdy powodem rozstania nie była kobieta. Zaszłam w ciążę, ślub...potem zaczęły się kłótnie, najczęściej o niesprawiedliwy podział obowiązków. N. cenił sobie czas wolny, prywatny, ja nigdy go nie miałam. Praca, dziecko....gdzieś po drodze popełniliśmy wiele błędów, do których uczciwie się przyznaję. Jednak wierzyłam, że wszystko jakoś uda się posklejać, mieliśmy przecież takie same problemy jak tysiące młodych rodziców. On jednak zrezygnował. Ze mnie, z naszej rodziny. Zażądał rozwodu i nic nie pomagały moje prośby o terapię, przeczekanie... wyprowadził się. Pozbierałam się jakoś, znalazłam w sobie supersiłę i wszystko zaczęło dobrze się układać. minął rok, N. znowu pragnie do nas wrócić. Przez ten cały czas, mieliśmy bardzo dobre relacje, przyjeżdżał często do synka, poświęcał mu czas, tak jak nigdy wcześniej tego nie robił ( przez moment wierzyłam, że ta separacja wyszła im tylko na dobre, mały miał wreszcie tatę, a tata synka), N. dba o to czy wszystko jest ok, opiekuje się małym gdy ten jest chory ( zanim się wyprowadził nidgy nie wstał w nocy do niego!). Synek nawet jakoś się przyzwyczaił do tej sytuacji, ale...od jakieś czasu, cała sielanka obróciła się w koszmar. Za każdym razem jak odbieram małego od taty- płacz, za każdym razem jak tata wychodzi- płacz. Staramy się nie tylko poświęcać mu dużo swojego czasu, ale też spędzamy razem conajmniej jeden dzień w weekend we trójkę. I stąd moje pytanie...prośba o pomoc...
NIe chcę wrócić do męża. Wypaliłam się kompletnie, nie ufam mu, nie mam w nim wsparcia jako kobieta. Po prostu już nie umiem go pokochać.Ale widząc jak synek cierpi, płacze do taty zaczynam mieć wątpliwości.Ja wiem, że nie należy się poświęcać dla dziecka, że ono w przyszłości nie podziękuje za te lata, że mając nieszczęśliwą matkę, samo nigdy nie będzie szczęśliwe.Ale ludzie! ja nie mam siły, mam takie ogromne poczucie winy, że dla najkochańszej i jedynej w moim życiu osoby...robię coś złego...zabieram mu tatę, zabieram mu to, na czym najbardziej mu zależy. Jak wytłumaczyć mądremu czterolatkowi, że to tatuś nie chciał mamusi, a teraz znowu chce, tylko ,że teraz to już mamusia nie ma siły...?może jednak popsuć sobie z N. relacje, nie spędzać czasu razem? och jak ja czasem zazdroszczę kobietom, których faceci mają gdzieś ich dzieci. Mają święty spokój i mogą żyć dalej...a ja? nadal w zawieszeniu nie składam pozwu...nie wiem co robić. Mały jak na razie nie ma problemów z rówieśnikami, rozwija się super. Co robić...wrócić- dać jeszce jedną szansę w imię miłości do synka...?pomóżcie proszę