małżeńskie trudy a literatura

26.01.11, 11:19
Od dłuższego czasu czytam dzieciom przed snem Mikołajka. Przygód dużo to i czytania dużo.

Lektura zamierzchła więc pozbawiona poprawności politycznej. Tata wygraża Mikołajkowi klapsem, M. mówi że ucieknie z domu i się zabije itd.

Ale polecam wam ją ze względu na obficie przedstawiany wizerunek małżeństwa rodziców. Muszę przyznać, że nawet cenzuruję niektóre historie bo kłótnie rodziców w obecności Mikołajka (i jego zabawne komentarze do nich, komentarze dziecka nie rozumiejącego właściwych intencji dorosłych) nie przechodzą mi przez gardło. Te komentarze o stosunku do babci/teściowej, mama wyprowadzająca się z domu podczas jakiejś awantury, no i ta mama ciągle przesiadująca w kuchni a ojciec z nosem w gazecie….

Od czasu do czasu wszystko jest jednak osłodzone tym że tata przytula mamę a mama się uśmiecha, a Mikołajek jest wtedy szczęśliwy.

I tak sobie myślę (w kontekście tych dyskusji o braku szczęścia w małżeństwie co prowadzi do rozwodów)- przecież ludzie nie dogadywali się od zawsze, a jednak jakoś ze sobą żyli.
Czy szczęście własne jest takie ważne, czy nie mogą wystarczyć te chwilowe radości które spotykają nas w życiu, rozjaśniając jego szarość.
    • tully.makker Re: małżeńskie trudy a literatura 26.01.11, 12:02
      przecież ludzie nie dogadywali się od zawsze, a jedna
      > k jakoś ze sobą żyli.

      No i czy to bylo takie dobre? Bo ja np bardzo soebie cenie, ze nie jestem zmuszana do trwania w zlym zwiazku.
      • naliterem Re: małżeńskie trudy a literatura 26.01.11, 12:16
        Ja nie wiem czy to było dobre. Moje spostrzeżenie jest tylko takie że ludzie mniej oczekiwali od życia.
        Małżeństwo (przynajmniej w ogólnym ujęciu) było po to żeby razem spędzić życie, wydać na świat dzieci etc. Tak jak w przywoływanych w innych wątkach przykładach naszych rodziców czy dziadków (ja na przykład wzruszałam się na 50 leciu moich dziadków - choć wiem że ich życie bylo bardzo trudne). Małżeństwo było bardziej pierwotne.
        Szczęście nie jest raczej pojęciem pierwotnym... Za szczęściem jest teraz taka gonitwa i w sumie nie bardzo wiadomo co ono znaczy. A że dla każdego znaczy co innego - to i trudno się dobrać w zgodne pary wink
        • zmeczona100 Re: małżeńskie trudy a literatura 26.01.11, 14:41
          Ponoć szczęście to nie stacja docelowa, a sposób podróżowania- to by tłumaczyło, skąd róznice w odczuwaniu szczęścia przez naszych dziadków i nas (o rodzicach nie wspomnę, bo deficyt mężczyzn po II wojnie światowej skutecznie to pokolenie przewrócił do góry nogami).
Pełna wersja