garden_party
28.01.11, 15:26
Zewsząd słyszy się o ograniczaniu praw ojców. Temat modny, medialny, o odpowiedniej dramaturgii. Powstają fora, blogi, stowarzyszenia. Na rodzica utrudniającego kontakt można nałożyć grzywnę.
A co z druga stroną medalu? Po lekturze tego wątku na emamie:
forum.gazeta.pl/forum/w,567,121406288,121406288,zle_zachowania_dziecka_w_szkole_.html
naszła mnie refleksja, że prawdziwe dramaty rozgrywają się w ciszy!
Tyle się mówi o sławetnym 'syndromie rozdzielnia' czy jak to tam zwał - oczywiście tylko w kontekście złych matek utrudniających kontakt. A gdzie informacje o skali wdupiemiania dzieci przez ojców po rozwodzie? Gdzie trąbienie o krzywdzie, jaką wyrządza się w ten sposób dziecku?
Rozwodu nie bierze się z dzieckiem o czym tak wielu panów zapomina. Ilu ojców po rozwodzie nie wywiązuje się z ustalonych wizyt? Ilu rozwodników uważa, że spotkanie z dzieckiem to jego 'prawo' a nie obowiązek? Ilu zapomina, ze dziecko po rozwodzie też musi jeść i w coś się ubierać a na to potrzeba pieniędzy?
Tylko, że to wszystko jest niemedialne. Jak matka utrudnia kontakt to można wezwać policję, iść do sądu, nałożyć grzywnę. Awantura pełną gębą! To się sprzedaje. A jak tatuś od miesięcy nie znajduje czasu dla syna? Czy prawo przewiduje jakąś karę za to? Czy policja może siłą 'doprowadzić' tatusia? NIE!
Prawdziwe dramaty rozgrywają się w ciszy!