mama wszystkiego sie nauczy ;)

08.02.11, 20:47
no bo jest sama i nie moze liczyc na pomoc z zewnatrz, czyli mama samodzielna na emigracji.
Np. uczę sie grac na gitarze elektrycznej, bo dziecię mlodsze zapragnelo zostać muzykiem. Tata wspaniałomyślnie kupił mu sprzet, ale cała reszte to już mama.... musi, czyli ja...
Pan instruktor pokazał nam podstawowe chwyty i kazal Mikołajkowi nabrać płynności.. no ale, żeby on nabral najpierw ja muszę... coby pilnowac jak dziecię układa paluszki na strunach, jak je zmienia itp, itd.
kto ze mna zaklada zespól?
    • malgolkab Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 08.02.11, 21:28
      no to gratulacje dla Mamy smile jak zostałam sama, to po jakimś czasie byłam w szoku ilu nowych rzeczy się nauczyłam (za które bym pewnie nigdy się nie chwyciła, gdyby nie to, że nie było nikogo innegowink
      • 44bromba Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 08.02.11, 22:11
        Tak sobie przypominam, czy coś u mnie takiego było, ale chyba nie, ale ja większe dzieci mam. Za to moje dzieci zaczęły pytać, co jeszcze trzeba w domu zrobić, bo chcą wyjść - znaczy bardziej odpowiedzialne się zrobiły. I widzę, że zajmują rolę chłopa w domu, czyli zawiozę cie mamo samochodem, daj ja to przykleję. Aż czasami jakaoś tak stara się czuję.
    • biedroneczka370 Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 08.02.11, 22:59
      6 lat szkoły muzycznej, sama. Dziewczę grało na fortepianie, załtwiła do domu pianino, żeby miało łatwiej - sama, uczłam nutek układu paluszków - sama, przygotowywałam do egzaminów i koncertów dorocznych - sama. Mimi, że wtedy byłam jeszcze żonką, to mój ślubny powiedział, że jak chciałam, to ma i muszę radzić sobie sama. Poradziłam jak ze wszystkim innym. Ty też sobie poradzisz, to nic trudnego.
      • altz Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 08.02.11, 23:59
        Fajnie macie, ja już tak mieć nie będę nigdy. :-\
        • errormix Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 09:33
          Najtrudniej mi było pojąć ile to jest 100 mililitrów, 5 dekagramów, albo "dodać do smaku". Męczyłem się, liczyłem, z ołówkiem, kartką, czasami kalkulatorem. Później zacząłem zwracać uwagę na wagę lub pojemność, która zawsze jest na opakowaniu i dzieliłem sobie w pamięci.

          Na początku zupy wychodziły wodniste, ziemniaki przesolone, a wszystko co piekłem na patelni się przypalało, nawet jeśli przez cały czas stałem przy niej i pilnowałem. Ale za punkt honoru wziąłem sobie, że u mnie nie będzie gołąbków ze słoika, zupek z paczki, czy ciasta z cukierni.

          Marzyła mi się waga elektroniczna, ale - jak to po rozwodzie - ciężko z kasą było, więc na zbytki nie mogłem sobie za bardzo pozwolić. Jako, że moja ex nigdy w życiu dobrze się w kuchni nie czuła, wyprowadzając się zwyczajnie buchnąłem jej z półki wielką książkę kucharską, na której od lat tylko kurz się zbierał i mole książkowe miały ucztę. Zabrałem też wielkiego kuchennego robota, którego mojej ex na 5 rocznicę ślubu kupiłem i przez 10 lat stał opakowany nadal w folię i w kartonie, bo nigdy go nawet nie wypróbowała. Szkoda go było, ale że każdy złodziej szuka zawsze usprawiedliwienia, to ja sobie to tłumaczyłem, tym, że dla dziecka to biorę smile

          I zacząłem eksperymentować.

          Dodawałem trochę tego, trochę tamtego, jeśli coś dziwnego w lodówce akurat było to też wrzuciłem. Czasami dziwnie to smakowało, czasami zwyczajnie od razu do sedesu trafiało, a moje dziecię umierało wtedy ze śmiechu, ale po jakimś czasie zaczęło smakować.

          Koleżanki w pracy codziennie mnie jakimś przepisem uraczyły, do tego gdzieś mięso mi czasami zmieliły, albo dobry sklep doradziły. Wieczorami, gdy Julia szła spać, ja wchodziłem do kuchni z myślą "co by tu teraz zrobić" i robiłem.

          Dziś, gdy to wspominam śmiać mi się chce. Zwłaszcza, gdy sobie przypomnę, jak placki z jabłkami zacząłem robić i Julia je kiedyś do szkoły zaniosła. Musiałem później przy nich siedzieć chyba ze dwa tygodnie, bo wszystkie koleżanki też chciały, a na końcu zadzwoniła pani wychowawczyni mówiąc: "Ja bardzo pana przepraszam, ale jak pan te placki robi?"

          Jedyne, do czego jeszcze się nie przyzwyczaiłem, to te sterty brudnych naczyń. Bo nikt mi wcześniej nie powiedział, że w domach je się np. jednodaniowe obiady, a ja od początku robiłem zupę, drugie danie i deser do tego. No i tak mi do dzisiaj zostało.
          • biedroneczka370 Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 10:15
            Dzielny chłopaksmile
          • tully.makker Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 12:58
            wielkiego kuchennego robota, którego m
            > ojej ex na 5 rocznicę ślubu kupiłem

            Nie moge uwierzyc. Kupiles zonie na rocznice slubu ROBOTA KUCHENNEGO?????????????

            Do tego jeszcze zonie nie zainteresowanej gotowaniem?
            • errormix Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 13:02
              Nie chciałem. Sama mnie o niego męczyła chyba przez pół roku. Ale później instrukcja obsługi ją przerosła, więc w kartonie został.
          • garden_party Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 20:36
            errormix napisał:
            > Zabrałem też wielkiego kuchennego robota, którego m
            > ojej ex na 5 rocznicę ślubu kupiłem i przez 10 lat stał opakowany nadal w folię
            > i w kartonie, bo nigdy go nawet nie wypróbowała.
            (...)
            > Jedyne, do czego jeszcze się nie przyzwyczaiłem, to te sterty brudnych naczyń.
            > Bo nikt mi wcześniej nie powiedział, że w domach je się np. jednodaniowe obiady,
            > a ja od początku robiłem zupę, drugie danie i deser do tego. No i tak mi do
            > dzisiaj zostało.

            To ja proponuję na którąś kolejną rocznicę (rozstania) sprezentować sobie zmywarkę smile Naprawdę warto!
    • kuczynska78 Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 12:26
      Przede mną malowanie mieszkania i zalepianie dziur gipsem, mam nadzieję, że mi sie uda.

      A.
      • altz Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 13:38
        A cóż w tym trudnego? wink Nauczysz się.
        Jeśli nie wiesz, kup piłkę gumową(silikonową) przetnij na pół, będzie można w niej dobrze gips mieszać i wyskubywać wyschnięty.
        • noname2002 Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 13:56
          Nauczyłam się remontować mieszkanie, przepychać zlewy, wymieniać bezpieczniki i grać w piłkę nożną z synem.
          • plujeczka Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 15:04
            mnie do dzisiaj najwiecej trudności sprawiają sprawy hydraulicznie i nijak sie w nich nie moge połapać, pamietam jak do 2 w nocy próbowałam zakręcić kolanko , które wczesniej rozkreciłam bo zapchała się wanna i efekt był mizerny .Chociaż i tak do tej pory sobie musioalam radzić sama bo ex ze wzgledu na charakter pracy był czesto pozadomem to nie nauczyłam się pod jego okiem tych czynności.
            Ale wolę te awarie niż wspólne zycie razem .Z reszta daję sobie doskonale radę, auto nie ma dla mnie takjemnic, remonty również i to mnie cieszy.Pozdrawiam \was wszystkich.
            • naliterem Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 10.02.11, 09:24
              Ja zaprowadziłam sobie zeszyt w którym zaczęłam spisywać instrukcje męża: jakie kurki należy przekręcić i w jakiej konsteracji je ustawić żeby wywołaś określony hydrauliczny skutek. Może jestem beznadziejna, bo nie widzę szans na zrozumienie tego mechanizmu, ale chociaż procedury się wyuczę jak małpa.

              Może to nie jest wielkie osiągnięcie, ale ja, jako wyłączna kucharka w domu nigdy nie robiłam ciasta do pizzy. Bo mąż miał na to patent.
              A jak ostatnio je wygniotłam i wywałkowałam według własnej procedury, to mogłabym z niego szyć stroje sportowe - takie było elastyczne, cienkie i sprężyste.
              Nie mówiąc o efekcie po upieczeniu.
              • zabelina Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 10.02.11, 09:36
                Naliterem,
                to może podzielisz sie przepisem?smile
                • naliterem Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 10.02.11, 10:37
                  mąka, drożdże rozpuszczone w wodzie, trochę soli i oliwa.
                  Tak zwany przepis na oko.
                  Proporcji się nie odtworzy, kluczem do sukcesu jest chyba to żeby dodawać płynów powoli i nie zagniatać od razu całego ciasta, tylko najpierw robić takie farfocle (tak jak w kruchym cieście) a zagnieść w kulkę dopiero na końcu, jak jest już szansa ze to wszystko się zlepi. Oliwy nie żałować.
                  No i wygniatać, wygniatać, wałkować, podrzucać, głaskać, i znów wygniatać aż do osiągnięcia pożądanego efektu.
                  No jak teraz to przeczytałam - to chyba nie jest to najbardziej użyteczny przepis....
                  • mayenna Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 10.02.11, 11:06
                    Myślę że oliwy jednak żałować
                    Za dużo powoduje że cisato jest za twarde po upieczeniu.
                    • zabelina Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 10.02.11, 12:41
                      dzięki dziewczynysmile
                      W sobotę u mnie będzie pizza na obiadsmile
              • noname2002 Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 10.02.11, 10:10
                Naliterem
                mam dokładnie to samo, mnie brat tłumaczy(a jak ma czas to mi naprawia)różne techniczne rzeczy, to po pierwszym zdaniu umysł mi się wyłącza. Jak miałam kupować jakieś części czy narzędzia to do niego dzwoniłam i dawałam komórkę sprzedawcy, żeby wytłumaczył co właściwie chcę nabyćsmile
    • xciekawax Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 09.02.11, 16:52
      Nauczylam sie myslec samodzielnie, sama podejmowac decyzje i ufac sobie ze decyzje sa trafne. Gotowac jeszcze nie potrafie ale kanapki robie swietne wink
    • mayenna Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 10.02.11, 11:17
      Mam trochę inne podejście do wychowania. Nie muszę ani umieć, ani wiedzieć wszystkiego.
      Nie umiem angielskiego i moje dzieci mnie uczą. Nawet klasówki mi podpisują.
      Czasem rozwiązanie powinno przyjść we wspólnym działaniu i to jest korzystniejsze ze względów wychowawczych.
      Dużo zależy od tego jak widzimy swój model wychowania dziecka. Ja przyjęłam model partnersko - wspierający. Nie ingeruję za mocno w strefę prywatną dzieci. Moja córka też uczy się grać na gitarze. ja się tym interesuję. Ona mi pokazuje co już umie, rozmawiamy o tym, ale nie mam potrzeby być w tym lepsza od niej.Ma prawo nie umieć i popełniać błędy. Nie mam poczucia że muszę za jej naukę odpowiadać lub muszę robić to z nią.Nie mam tez potrzeby być mentorem w każdej kwestii.
    • mayenna Re: mama wszystkiego sie nauczy ;) 10.02.11, 11:33
      Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na to jak dumnie jesteśmy z tego co sami osiągamy.Jakie mamy poczucie satysfakcji że dajemy sobie radę samodzielnie z gotowaniem, hydrauliką. Masze dzieci tez tak maja, dlatego Kalpa, z całą sympatią i szacunkiem, ja bym mu tych palców nie układała i nie pilnowała... Raczej motywowałabym przez pochwały i dumę z tego że sam umie, że daje radę samodzielniesmile
Pełna wersja