icebox84
10.02.11, 23:48
jesteśmy małżeństwem od prawie póltora roku, parą 5,5 roku...on zdradził mnie w pierwszym roku związku...było kilka wizyt u psychologa...myślałam że sobie z tym poradzę...niestety..jeszcze kilka innego rodzaju potknięć z jego strony, moze troche z mojej...i zaufanie niegdy nie powróciło...uczucie nadal gdzieś się tliło...ślub, wspólny kredyt na mieszkanie...mieszkamy w "naszym mieszkaniu" przeszło miesiąc a wspólne relacje to koszmar...nie umiemy ze sobą rozmawiać, kłótnie o wszystko, wszystko nas dzieli i nic nie łączy...mam takie dziwne wrażenie że jesteśmy ze soba bo lubimy wyzwania...on dusza artystyczna, ja sportowieć po awfie pracujący w banku, on fetyszysta, ja umiarkowana romantyczka która zawsze marzyła żeby mieć małżeństwo tak szczęśliwe jak moi rodzice którzy w tym roku obchodzić będą 30 rocznicę ślubu...po co nam był ten ślub, po co ten stres związany z mieszkaniem...jest pustka i nienawiść...w tym roku skończę 27 lat i chyba boje się zacząć wszystko od początku, nie mamy dzieci...tylko ten kredyt...a ja? stałam się chyba zgorzkniałą, zaborczą suką...która została kiedyś zdradzona i przez ten cały czas boi się że on może to potwtórzyć...ale jednocześnie nie umie nic zrobić by zmienić swoje życie na bardziej szczęśliwe...

jestem taka bezradna...