anielica_3
21.02.11, 21:34
Tatuś się dzis pojawił. Po dwóch miesiącach pobytu gdzieś w świecie. W tym czasie 4 smsy do najmłodszego. Pojawił się, zadzwonił do dziecka i zaprosił do siebie (mieszka w poblizu szkoły syna). Dowiedziałam się od Małego. Przetrzymałam. Zgodziłam się. Rano zatelefonowałam i przypomniałam, że sposób postępowania jest taki- najpierw dzwoni do mnie, a potem umawia się dzieckiem. Przypomniałam po raz 10. Ma ograniczone prawa. Prosiłam o odwiezienie dziecka do 17.30. Wróciłam z pracy ok 18. Tatuś siedzi w najlepsze, roztacza opowieści. Przetrzymałam. Nie uzgadniał ze mną, ze przyjdzie do domu. Po 40 minutach spędzonych w kuchni , podczas których wciąż słyszałam jak tokuje i opowiada (nie rozmawia....nie....tokuje), weszłam i zapytałam, czy ma świadomość, ze jest juz późno, a Mały musi się uczyć na jutro. Przeniósł się ze starszym synem do innego pokoju. Dziecko niby próbowało rozłożyć zeszyty, ale cały czas było na nasłuchu (Tata....rzadkość w jego zyciu).
Jutro sprawdzian z polskiego, jakaś praca z techniki do zrobienia, przyroda do powtórzenia.
Tatuś tokuje.... Nie wytrzymałam....Zapytałam czy nie widzi niestosowności swojego zachowania - przychodzi bez zapowiedzi, bez umawiania się i siedzi, choc jest późno, a Mały ma lekcje....Obrażony, zabrał się i poszedł. A Mały zapytał: Mamo dlaczego wygoniłaś tatę?
Jezuuuuu....
Macie takich tatusiów? Jak sobie radzicie w takich sytuacjach?