czlowiek-na-torze
28.02.11, 19:54
Mam rozprawę rozwodową za trzy tygodnie. Pozew złożyła żona. W treści pozwu zmieszała mnie z błotem i nakreśliła obraz najgorszych rodzinnych patologii (mało zgodny z rzeczywistością). Nie mieszkamy już razem od paru miesięcy, małżeństwo jest fikcją od półtora roku.
Wczoraj przyszła do mnie po parę drobiazgów. Zobaczyłem w drzwiach tę okropną zawistną i mściwą egoistkę i wiecie co? Dostrzegłem w niej drobną, delikatną, smutną, przestraszoną kobietkę. Żal mi się jej zrobiło straszliwie. Ona jest teraz nieszczęśliwa a ja nie mogę sobie tego darować, mimo że szczerze uważam, iż połowa odpowiedzialności za rozpad naszego małżeństwa ciąży na jej barkach.
Ten obraz jeszcze-żony prześladuje mnie. Męczą mnie wyrzuty sumienia tak straszliwe, że aż powodujące fizyczny ból gdzieś w piersi. Wyrzuty spowodowane świadomością, że zawiodłem jako mężczyzna, bo nie dałem rady zapewnić kobiecie szczęśliwej rodziny, i ta śliczna, delikatna istotka jest teraz nieszczęśliwa między innymi przeze mnie. Moje sumienie katuje mnie okropnie; w średniowieczu ludzie gorszych tortur nie wymyślili... Chce mi się wyć z rozpaczy.