Sumienie mnie zabija

28.02.11, 19:54
Mam rozprawę rozwodową za trzy tygodnie. Pozew złożyła żona. W treści pozwu zmieszała mnie z błotem i nakreśliła obraz najgorszych rodzinnych patologii (mało zgodny z rzeczywistością). Nie mieszkamy już razem od paru miesięcy, małżeństwo jest fikcją od półtora roku.

Wczoraj przyszła do mnie po parę drobiazgów. Zobaczyłem w drzwiach tę okropną zawistną i mściwą egoistkę i wiecie co? Dostrzegłem w niej drobną, delikatną, smutną, przestraszoną kobietkę. Żal mi się jej zrobiło straszliwie. Ona jest teraz nieszczęśliwa a ja nie mogę sobie tego darować, mimo że szczerze uważam, iż połowa odpowiedzialności za rozpad naszego małżeństwa ciąży na jej barkach.

Ten obraz jeszcze-żony prześladuje mnie. Męczą mnie wyrzuty sumienia tak straszliwe, że aż powodujące fizyczny ból gdzieś w piersi. Wyrzuty spowodowane świadomością, że zawiodłem jako mężczyzna, bo nie dałem rady zapewnić kobiecie szczęśliwej rodziny, i ta śliczna, delikatna istotka jest teraz nieszczęśliwa między innymi przeze mnie. Moje sumienie katuje mnie okropnie; w średniowieczu ludzie gorszych tortur nie wymyślili... Chce mi się wyć z rozpaczy.
    • trudnytyp Re: Sumienie mnie zabija 28.02.11, 20:08
      Jesteś współuzależniony, konieczna jest terapia.
      • kowalka33 Re: Sumienie mnie zabija 28.02.11, 20:22
        to może zastanów sie jeszcze , zawsze można zawrócić....
    • buba2002 Re: Sumienie mnie zabija 28.02.11, 21:41
      No to jej to powiedz! I zastanów się, czego naprawdę chcesz. Jeśli uważasz, że zawiodłeś, to może masz szansę to naprawić. Najgorszą rzeczą jest spalić za sobą mosty, a do tego dążysz. Rozwieść się zawsze zdążysz, ale odwrotu nie będzie. I wtedy nie będzie szansy na naprawienie czegokolwiek. Jak będziesz z tym żył?
    • adam_gsxf Re: Sumienie mnie zabija 28.02.11, 22:10
      Witaj;

      Z moich prywatnych obserwacji...

      Jest prawda, półprawda, statystyka i rzeczywistość procesowa. No i jeszcze g. prawda, oczywiście.

      Ogólnie - większa część emocji generowana jest chyba przez prawników i "rzeczywistość procesową".

      Cóż, pozew trzeba napisać. Pozew się pisze z prawnikiem. Prawnik będzie naciskał, żeby znaleźć "haki". Potem, z każdego zdarzenia (na które znajdzie się świadek, bądź da się je uprawdopodobnić - np. pamiętnikiem, czy rozmową z koleżanką) robi się regułę, której nieistnienie - trudno udowodnić.

      No i potem czytasz pozew, i nie możesz uwierzyć ... że on dotyczy ciebie, twojego życia.

      Bo może i fakty no, w sumie się zgadzają... no, może mają coś wspólnego z prawdą ... ale przecież nie takie było Twoje życie .. Było tyle jeszcze innych spraw, to o czym czytasz zdażylo się w jakimś kontekście itd. dlaczego tego nie ma?

      Bo pozew pisał prawnik. Musiał mieć choć cień argumentów w ręku, żeby mieć pewność że wygra, bądź Cię przestraszy i na wszystko się zgodzisz.


      Więc dlatego pozew tak wygląda.

      A że - za tym wszystkim stoi drobna, wystraszona kobieta, której podpowiedziano "jak go załatwić" i dlaczego tak trzeba? No ... samo życie.

      Ech, czasem mi się wydaje, że bez prawników świat byłby lepszy smile
      Ale bez nich ani rusz, jak dostaje się "taaaaaaki pozew";
      a.
      • nangaparbat3 Re: Sumienie mnie zabija 28.02.11, 22:45
        Ja się podpisze.
        I opowiem historię "naszego" pozwu:
        Rozwodziliśmy się w zgodzie, usiedlismy razem i napisalismy piękną prośbę do Wysokiego Sądu o rozwiązanie naszego małżeństwa. Ex z tym poszedł i go wysmiali, wytłumaczyli, że MUSI byc pozew (co uważam za chore). Wiec już samodzielnie napisał pozew - znów go wywalili. Z trzecim razem dali mu adres prawniczki, która ten pozew napisała zgodnie z zasadami sztuki. Jak go przeczytałam, poryczałam się z wściekłości, upokorzenia. Ex tłumaczył się, że on tak nie myśli ale go odsyłali i odsyłali, i że to tylko formalnośc.
        Nie rozumiem, dlaczego MUSI byc pozew. Mało tego - z tej konieczności wynika chyba wiele nieszczęśc, dokładnie jest tak, jak piszesz, nawet ludzie którzy mogliby sie rozwieśc w zgodzie lub przynajmniej w stanie zawieszenia broni są zmuszani do walki.
        Uważam, że w tej kwestii należałoby zmienic przepisy - te które są tylko pogłębiaja konflikty, zwiększają stres i rozwodzących się, i ich dzieci. I to KOSZTUJE - bo ludzie pod wpływem stresu gorzej pracują, więcej chorują. Więc zwykły rachunek ekonomiczny byłby przeciw takim procedurom, jakie aktualnie są narzucane.

        A Ty, Człowieku na torze, nie daj się - Twój post brzmi jakbys wciąż kochał swoją żonę, moze naprawdę na rozwód jeszcze za wcześnie?
      • pandora81 Re: Sumienie mnie zabija 28.02.11, 22:46
        A mnie jest przykro, że sprawia Ci to ból. Zastanawiam się dlaczego musimy tak cierpieć? Tak wiem, zaraz napiszecie, że takie życie tongue_out
      • altz Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 08:30
        Jeśli dostaniesz oszczerstwa w pozwie, to znaczy że masz głupią żonę i ją przeceniałeś.
        Ja dostałem takie głupoty w pozwie, trochę innych głupot było przy rozstaniu i powiedziałem sobie, że przekreślam ją jako osobę, dla mnie po prostu jakby umarła.
        Kontakty tylko niezbędne z powodu dzieci i żadnych innych.
        Żyje się razem kilka lat, a potem się okazuje, że żyło się z chamem i prostakiem.
        Albo ma się charakter, albo się go nie ma.
        • niutka Re: Sumienie mnie zabija 02.03.11, 20:56
          altz napisał:

          > Jeśli dostaniesz oszczerstwa w pozwie, to znaczy że masz głupią żonę i ją przec
          > eniałeś.
          > Ja dostałem takie głupoty w pozwie, trochę innych głupot było przy rozstaniu i
          > powiedziałem sobie, że przekreślam ją jako osobę, dla mnie po prostu jakby umar
          > ła.

          Hmm... punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia...
          Zlozylam wniosek bez orzekania o winie (niezgodnosc i te sprawy). Juz ex w odpowiedzi na moj pozew napisal, ze zalezy mu na rodzinie i jest sklonny na terapie. I po miesiacu od dostania pozwu spytal sie mnie odnosnie tej terapii chyba: "znalazlas kogos". Po prostu no comments, tym bardziej, ze ja kilkakrotnie wczesnie jego na taka terapie namawialam i prosilam!


          > Kontakty tylko niezbędne z powodu dzieci i żadnych innych.
          > Żyje się razem kilka lat, a potem się okazuje, że żyło się z chamem i prostakie
          > m.
          > Albo ma się charakter, albo się go nie ma.

          No ale czy cham, czy prostak (dla nas) powinien dbac o swoje dzieci.
          • altz Re: Sumienie mnie zabija 02.03.11, 21:12
            Zupełnie Cię nie rozumiem, chociaż się staram.
      • hanyszka Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 01.03.11, 10:14
        ...no wlaśnie. Mój (stworzony przy pomocy prawnika) był krótki i zasadniczy, pozbawiony oskarżeń i emocji: mąż jest od dawna z inną kobietą, terapia małżeńska nie przyniosła rezultatów, nie mieszkamy razem od wielu miesięcy, pożycia małżeńskiego brak.
        I co?
        Nie dostaliśmy rozwodu. Sprawa odroczona do maja. Ewidentnie wyglądalismy na zbyt przyjaźnie do siebie nastawionych. A sąd jakby oczekiwał zębów, kłów i pazurów. Nie ma jatki, nie ma rozwodu, proszę państwa.
        ----------
        Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
        • maheda Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 01.03.11, 10:22
          A myśmy mieli bez jatki, bez oskarżeń, jedna strona wniosła pozew, bo musiała, druga przyklepała.
          Sąd też klepnął.
          • hanyszka Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 01.03.11, 10:33
            A u nas sąd nie klepnął, choc byłam tego taaaaka pewna wink Kwestionował praktycznie każdy zapis w pozwie i w podpisanym w siepniu porozumieniu miedzy mną a Eksem.
            W końcu sędzia zapytała jeszczemęża, na jakiej podstawie jest pewien, że kobieta, z którą jest związany, istnieje wink Czysty surrealizm wink

            ----------
            Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
            • nangaparbat3 Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 01.03.11, 20:27
              hanyszka napisała:

              >
              > W końcu sędzia zapytała jeszczemęża, na jakiej podstawie jest pewien, że kobiet
              > a, z którą jest związany, istnieje

              Powiesz cos więcej? Bo to zachwycające jest , jak czytam, mam poczucie, że życie jest sztuką.
              > ----------
              > Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowan
              > a cebulka w sałatce owocowej.
              • hanyszka Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 04.03.11, 14:56
                nangaparbat3 napisała:

                > hanyszka napisała:
                >
                > >
                > > W końcu sędzia zapytała jeszczemęża, na jakiej podstawie jest pewien, że
                > kobiet
                > > a, z którą jest związany, istnieje
                >
                > Powiesz cos więcej? Bo to zachwycające jest , jak czytam, mam poczucie, że życi
                > e jest sztuką.

                Sztuką, tak wink Surrealizm w pełni.
                Sąd zażądał od Eksa podania imienia jego obecnej panny. Eks zapytał, jakie to ma znaczenie dla sprawy. Sąd go upomniał, że to on tu jest od zadawania pytań. Jeszczemąż uparł się, że ta dana nic nie wnosi do meritum ( a ja się z nim zgadzam BTW) i odmówił. Wtedy Sąd właśnie zadał powyższe pytanie wink
                Niewiele brakowało, byśmy się z Eksem roześmiali.
                Po rozprawie licytowaliśmy się, jakie imię i nazwisko można by było podać. Pamela Anderson była jedną z propozycji wink

                ----------
                Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
          • malgolkab Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 01.03.11, 10:37
            maheda napisała:

            > A myśmy mieli bez jatki, bez oskarżeń, jedna strona wniosła pozew, bo musiała,
            > druga przyklepała.
            > Sąd też klepnął.
            >
            u mnie tak samo. Wcześniej ex mi wysłał pozew mailem, co bym mu błędy posprawdzała wink
            • argentusa Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 01.03.11, 12:13
              ja też swojemu wysłałam, żeby wiedział co będzie. Bez jatki bez oskarżeń, suche fakty i sąd przyklepał. (tylko śmiesznie było jak sad MI tłumaczył co napisałam w pozwie, bo nie wiedziałam co odpowiedzieć dlaczego chcę rozwodu,hihihi -śmiejemy się oboje do dzisiaj z tego).
              • paryz_nie_paryz Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 01.03.11, 15:36
                ja miałam dokładnie to samo, pozew wysłany mailem, żeby wiedział, czego się spodziewać, do sądu pojechaliśmy razem, rozwód na pierwszej rozprawie.

                byłam tylko lekko zdziwiona jak sędzina zapytała czy zgadzam się na rozwód bez orzekania o winie, ale grzecznie odpowiedziałam "tak",potem okazało się że pomyliła pozwy i jak się zorientowała to kazała nam się zamienić miejscami.
          • tully.makker Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 01.03.11, 12:28
            My tez bardzo kulturalny pozew, inna sprawa, ze po 2 latach separacji...
            • pandora81 Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 01.03.11, 12:41
              Ja pozew na siebie napisałam sama (bo ex nie umiał, a to on składał big_grin ), poprawialiśmy go wspólnie. Jak ochłonęły emocje to zachowujemy się przyjaźnie i naprawdę nam szkoda siebie nawzajem i dzieci. Czasem tak jest, że się nie udaje i nic na to poradzić nie można. Ale wszyscy cierpią. Po roku oczekiwania od złożenia mam mieć sprawę w maju i mam nadzieję, że dostaniemy rozwód szybko, choć nie zamierzamy walczyć w sądzie, jesteśmy zgodni co do wszystkich punktów.
        • niutka Re: Pozew nie musi tak wyglądać, ale... 02.03.11, 20:59
          Normalnie szok! Pewnie sedzina/sedzia Rydzyka popiera...
    • anshe30 Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 00:35
      A ja Ci napiszę tak...dobry chłop jesteś i chyba jeszcze kochasz żonę.

      Dodam jeszcze, że czasami chcialabym cale zycie nienawidzić, niż z czasem miałyby się zabliźnić rany, bo wlasnie te pozytywne emocje, gdy ktoś ma w sobie odrobinę wrażliwości wykańczają.
      • czlowiek-na-torze Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 21:38
        > A ja Ci napiszę tak...dobry chłop jesteś i chyba jeszcze kochasz żonę.

        Nie, po tym co się wydarzyło, już jej nie kocham. Jestem do niej przywiązany, martwię się o nią i żal mi jej równie mocno jak żal mi siebie. Ale jej nie kocham. Przekroczona została granica krzywdy i poniżenia, której to granicy w tył przekroczyć nie potrafię i nawet nie chcę.
        Nie zmienia to faktu, że odczuwam to co odczuwam i wcale nie jest mi z tym dobrze sad.
        • altz Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 21:48
          Myślę, że Cię rozumiem.
          Ja nie mogę ze swoją rozmawiać po tragicznym stylu rozstania z jej strony.
          Rozmawiam, ile trzeba do ustaleń w sprawie dzieci i nic więcej.
        • anshe30 Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 22:52
          Pozostaje mieć nadzieję,ze ten okres "żałoby", poczucia straty i krzywdy, przykrości kiedyś minie. Jesli bedzie utrzymywal sie permamentnie moze swiadczyć o współuzależnieniu. Nie musisz sie o nią martwić, ona nie jest dzieckiem. Ty nie jestes jej opiekunem, byles mezem, partnerem, a teraz nie jestescie ze sobą i należy zamknąć ten rozdział. Moze jak zapadnie wyrok w sadzie coś pęknie i poczujesz ulgę. Nie wiem czy macie dzieci, jesli nie- tym latwiej powinno być odzyskac siebie na nowo. Dzieci zawsze w jakims stopniu powoduja,ze maamy w sobie lęk o druga strone, chociazby przed tym,ze w razie jej niepowodzen, czy nie daj Boze tragedii- to one beda cierpiec i mimowolni myslimy o tej drugiej osobie, by miała się dobrze, bo z czasem negatywne emocje zanikaja(stety lub niestety) uncertain
          Powodzenia. Przeciez nie moze być zawsze pod górke, bedzie dobrze...
          • czlowiek-na-torze Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 23:01
            > Nie wiem czy macie dzieci, jesli nie- tym latwiej powinno być odzyskac siebie na nowo.

            Pozwolę sobie się nie zgodzić. Właśnie z dziećmi jest łatwiej znieść rozstanie. Nie mamy dzieci. Rozstałem się z żoną i straciłem tym samym całą swoją najbliższą rodzinę. Jakbyśmy mieli dziecko, to wraz z rozwodem straciłbym tylko połowę rodziny. Uważam, że dzieci pozwalają lepiej przetrwać ten wstrętny okres okołorozwodowy. Wiesz, masz wtedy kogoś, kto zawsze na Ciebie czeka, komu jesteś potrzebna/y. Żałuję, że nie mam dzieci, no po prostu żałuję i już.
            • anshe30 Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 23:21
              "Właśnie z dziećmi jest łatwiej znieść rozstanie"

              Nawet nie wiesz co piszeszsad. To jest dramat, "karta przetargowa"(parszywej strony), nerwy, stres, bo cierpia dodatkowo te istoty, ból, płacz i smutna mina dziecka, Ty nie wiesz co mowic, ono rozumie wiecej niz Ci sie zdaje, a Tobie serce sie kraja. Wiem co piszę...

              " Żałuję, że nie mam dzieci, no po prostu żałuję i już.

              Na to chyba nigdy nie jest za pozno?, Twoja zona nie była tą kobietą ,skoro sie rozeszliscie ? Zona była Twoją partnerką, nie rodziną. Dobrze,ze nie macie dzieci. Uwierz mi, łatwiej bedzie o niej zapomnieć, nie bedziesz musiał sie o nią "martwić", przynajmniej nie powinieneś. Ona jest dorosla, da sobie rade, Ty też. Ona uklada zycie na nowo, Ty na nowo, bo nie ma już drogi powrotu i sie nie kochacie.
            • tully.makker Ja piorkuje 04.03.11, 19:15
              Kolejny, ktory potrafi myslec tylko o sobie.

              Dobrze, ze nie macie dzieci, bpo przez wasza glupote cierpialyby niewinne osoby, nie dlatehgo, ze TOBIE tak jest przyjemniej czy wygodniej.
            • xciekawax Re: Sumienie mnie zabija 05.03.11, 22:58
              Pewnie, nie ma to jak byc tym dzieckiem na ktorym rozwodzacy rodzic sie opiera. Klasyka Egoizmu!!! Straszne!
          • yoma Re: Sumienie mnie zabija 04.03.11, 14:17
            Jakim u licha współuzależnieniu?
        • niutka Re: Sumienie mnie zabija 02.03.11, 21:11
          Jesli piszesz prawde (przepraszam, jesli urazam ale teraz mam ograniczony kredyt zaufania co do osob z netu - zostalam oszukana na allegro), to zloz pozew o rozwod.
    • tautschinsky Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 00:54
      A ja ci tyle napiszę: jeśli coś czujesz do niej, porozmawiaj z nią. Może da się jeszcze być razem? Może nie.

      Ale jeśli ona tego pozwu nie wycofa, dojdzie do waszego sądzenia się, pamiętaj - zapomnij o swoich uczuciach ciepłych względem niej. Ta fizjonomia, a bardziej twoje niewygasłe najpewniej uczucia, wspomnienia, czynią cię słabym, a podczas rozwodu i podziału majątku trzeba być mężczyzną i babą z jajami w jednym. Na sentymenty będziesz mógł sobie pozwolić później. Na sali sądowej będą cię sądzić. A będą to robić na podstawie tego, co ona - powódka - im dostarczy. To już nie będzie twoja krucha istotka, kochana żona, ale ktoś, kto przychodzi na salę, by wygrać z tobą, zgnoić, o ile się da. Nie zatracaj swojego instynktu. Nie jednego zgubił.
      • mayenna Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 07:00
        Nie każdy przychodzi na salę rozpraw, żeby zgnoić stronę przeciwną. Przychodzi się tam głownie po skuteczny rozwód.
        Bez wykazania że nie ma więzi emocjonalnej, finansowej i fizycznej nie dostanie się orzeczenia. Jakieś zrozumiałe powody całkowitego rozpadu małżeństwa trzeba podać.'

    • tully.makker Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 12:27
      znie widza rozne sytuacje. jak czasami moj chlop cos wspomina z naszego wspolnwego zycia - nie tylko konflikty, ale i mile chwile, to sie pwoaznie zastanawiam, czy nie zyjemy we wszechswiatach rownoleglych. To bardzo pouczajace doswiadczenie.

      Z wlasnych doswiadczen wiem tez, ze mnostwo problemow bierze sie wlasnei dokladnie z takiego niezrozumienia, jak druga strona moze widziec te sytuacje. Np - kiedys widzac jak chlop sie meczy robiac remont i jednoczesnie pracujac, to zaproponowalam, zeby po prostu wziac fachowca ( byly na to pieniadze bez specjalnych problemow, dodam). Awantura jaka wybuchla po tej uwadze trwala z pol roku, nie przesadzam wink
      • zmeczona100 Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 12:51
        tully.makker napisała:

        Awantura jaka wybuchla po tej uwadze trwala z pol roku, ni
        > e przesadzam wink
        >

        No i miał rację. Podważyłaś w końcu jego kompetencje wink
        • tully.makker Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 12:59
          Zdaje sprawe, ze on tak to wlasnie widzial, a moim jedynym celem bylo to, zeby sie nie zarobil na smierc zasuwajac 18 godzin na dobe.
          • zmeczona100 Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 13:24
            Toż tak to odebrałam właśnie wink
          • altz Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 14:45
            Mężczyźni podchodzą często ambicjonalnie do takich rzeczy, tak mamy. wink
            Może bał się też, że nie upilnuje i "fachowiec" zrobi fuszerkę w domu?
      • mayenna Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 12:57
        Tully, zaczęłaś od tego jak mu współczujesz że tak ciężko pracuj,e czy od razu od propozycji wynajęcia fachowca?smile
        • tully.makker Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 13:01
          Tak, ale to nic nie pomoglo...
          • hwast1 Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 13:19
            Ty z fachowcem w domu. On illeś tam godzin w pracy wink Może po prostu nie ma do ciebie zaufania w tej mierze ? Może o to a nie o kompetencje mu chodziło wink
            • tully.makker Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 14:41
              Akurat chodzilo o fachowca w nowym mieszkaniu, do ktorego chcielismy sie jak najszybciej wprowadzic.
      • czlowiek-na-torze Re: Sumienie mnie zabija 01.03.11, 23:04
        Tą propozycją zatrudnienia fachowca zamiast męża to faktycznie wzniosłaś się na wyżyny sztuki dyplomacji wink.
        • 44bromba Re: Sumienie mnie zabija 04.03.11, 13:53
          Ja tu zauważyłam troskę i dobre serce, ale jestem kobietą. Właśnie widać, jak różnie odbieramy te same sprawy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja