pozew w sądzie - wątpliwości?

08.03.11, 08:57
Złożyłam pozew. Decyzja przemyslana wzdłuż i wszerz, dojrzewałam do niej prawie dwa lata. Za nami próby terapii,ostatnich szans, rozmowy i niespełnione obietnice. Wszystko przerabialismy. Nic nie dało efektu. Mąż znalazł sobie panienkę na boku, choć twierdzi, że moje informacje są nieprawdziwe (a są pewne). Udaje skrzywdzoną niewinność. Od kilku dni zachowuje sie idealnie, poprosił mnie o kolejna szansę. Jednak tym razem nie zgodziłam się. Tych prób było juz tak wiele... i zawsze dobrostan trwał najwyżej kilka tygodni. Większość ważnych ustaleń pozostawała niezrealizowana. No i ta kochanka. Jestem skrajnie zmęczona tymi kolejnymi szansami, kolejnymi "poważnymi" rozmowami, awanturami... Od kilku lat żyjemy obok siebie, zachowując się w miare przyzwoicie przy dzieciach, z soba nie rozmawiając zupełnie. Uważając, aby nie wywołać kolejnej awantury. Nie mogąc zyć tak jak by się chciało (i nie mam tu na mysli niczego zdroznego, ale np. zwykłe zaproszenie znajomych etc), bo jednak trzeba sie liczyć z obecnością tej drugiej osoby. A więc odmówiłam kolejnej szansy, on zachowuje się jak ideał, cichutki i smutny, idealny tatuś (którym przez lata nie był, bo wiecznie nieobecny - nagle potrafi wracać do domu tak by się zobaczyć z dziećmi zanim pójda spać). I choc byłam i jestem przekonana co do słuszności decyzji o rozwodzie, to znowu mam mieszane uczucia. Powinnam była odpuścić? No, nie mogę, nie mogę... Nie mam juz na to siły. I nie potrafię się przemóc. I nie potrafię uwolnić się od tej jednej mysli - o uwolnieniu sie z tego układu.
    • ekscytujacemaleliterki Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 09:37
      Odpuścic możesz zawsze, tylko po co marnować swoje życie?
    • plujeczka Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 09:43
      odpuscić mozna ale po co? dla kogo bedzie wówczas dobrze? dla dzieci? nie , dla Ciebie Nie dla niego TAK i osatnie pytanie ile lat zniesiesz taka hustawkę, pozniej długo mozna leczyć sie z depresji i ostatnie pytanie czy warto leczyć się przez dupka, który zamiast rozumem posługuje się dolną dośc ukrwiona częścia ciała ( nie zawsze sprawną)
    • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 11:50
      Hej
      Mam dokładnie to samo co Ty, są chwile (godziny, minuty, dni) że jestem pewna tego rozwodu, a są chwile kiedy wydaje mi się że jeszcze czegoś nie zrobiłam, nie spróbowałam, nie podjęłam żeby to "uzdrowić".Dziwne co??????
      A może to jest już uzależnienie od ex????
      Pozdrawiam
      • noname2002 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 12:47
        "> A może to jest już uzależnienie od ex????"
        Albo strach przed zmianą?
      • errormix Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 13:32
        mps61132 napisała:

        > Hej
        > Mam dokładnie to samo co Ty, są chwile (godziny, minuty, dni) że jestem pewna t
        > ego rozwodu, a są chwile kiedy wydaje mi się że jeszcze czegoś nie zrobiłam, ni
        > e spróbowałam, nie podjęłam żeby to "uzdrowić".Dziwne co??????

        Przed rozwodem trzeba zrobić wszystko co tylko można. Nie zaniedbać niczego. Nie zapomnieć o niczym. Wykorzystać wszelkie szanse i podjąć wszystkie próby.

        Gdy jednak do tego rozwodu dojdzie, nie będzie ci przez to łatwiej, ale o wiele łatwiej będzie ci już po rozwodzie zacząć nowe życie.

        Nie ma bowiem nic gorszego jak ciągnące się za człowiekiem miesiącami czy latami wyrzuty sumienia i myśli w stylu "a co by było, gdybym wtedy zrobiła jeszcze to..."

        Masz zrobić wszystko teraz, a później żyć długo i szczęśliwie.

        Ja tak zrobiłem. Polecam.
        • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 15:08
          erromix dzięki wielkie,wprawdzie to nie mój post ale rady dobre i potrzebne nie tylko mnie ale i autorce.
          A co zrobić jeśli ex proponuje terapie małżeńską itp.a gdy mówię "to szukaj, umów nas, zawsze można spróbować" to tylko za słowach się kończy???
          • argentusa Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 15:14
            Nic nie robić. To oznacza, że NIE CHCE tej terapii, a tylko przeciąga sprawę. I z czystym sumieniem realizować to co TY postanowiłaś.
            Z doświadczenia wiem, że najgorsza jest stagnacja, która nie prowadzi do niczego.
            A Error powyżej ma rację. Sama to przeszłam, zrobiłam wszystko co można było i z czystym zumieniem złożyłam pozew. Rozwód dostałam, bo nawet sąd zauważył, że już nic więcej NIE MOGLIŚMY (oboje) zrobić. Sen mam spokojny smile. Sen szczęsliwego człowieka smile
            Czego i Tobie życzę.
            Ar.
            • errormix Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 15:32
              argentusa napisała:

              zrobić. Sen mam spokojny smile. Sen szczęsliwego człowieka smile

              Tak, ten sen to bezcenny jest.

              A co do propozycji terapii. Ja bym na twoim miejscu sam poszedł i sam załatwił. Ale to ja. Bo ja akurat zrobiłem wszystko i nigdy mi z żadnego powodu korona z głowy nie spadła. Nawet wbrew sobie, ale robiłem.

              Ty musisz zrobić tak żeby nigdy nie żałować. Jeśli masz wrażenie, że nigdy nie będzie ci to snu z powiek spędzało to nie idź. Ale jeśli masz wątpliwości to pamiętaj, że z czasem mogą się one rozrosnąć do sporych rozmiarów smile
              • pandora81 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 17:17
                Taa mnie też trafiają się wątpliwości. Ale robiłam wszystko co mogłam (i tylko ja), więc nic więcej zrobić nie mogę, do związku potrzeba dwóch osób
              • mamameg Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 17:31
                Może warto sobie wyobrazić, że do końca życia żyjesz tak jak teraz i czy tego właśnie chcesz?
                • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 08.03.11, 19:42
                  hmm...ja zrobiłam już wszysytko poza terapią małżeńską. Nie widzę już sensu ratowania tego i tak też mu powiedziałam, więc on zaproponował tę terapię, a skoro jeszcze (jak twierdzi) kocha mnie i proponuje tą terapię to czemu nie robi nic, nie szuka jej itp.????
                  A może odwleka z czasem jak tutaj ktoś z Was ujął.
                  Ja 2 lata temu zdecydowałam się na rozwód, wycofałam się bo wiedziałam że jeszcze nie wszystko zrobiłam co mogłam zeby odejść,przez te dwa lata zrobiłam bardzo dużo,a prawie wszystko a on nic poza ograniczeniem picia, więc skoro wie że jeszcze istnieje terapia to co...liczy na mój ruch.
      • estimata Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 22:00
        Może uzaleznienie... Trudno nie uzaleznic sie przez lata tak emocjonalnego związku. Wzloty i upadki, upokorzenia i euforyczne wybaczenia, piekielne awantury i pranie emocji i w końcu walka o niezalezność. W tym wszystkim były chwile bardzo dobre. Ale i takie, które dla niejednej kobiety same w sobie oznaczałyby natychmiastowy koniec. Ja byłam niezwykle chyba odporna... Albo zatraciłam instynkt samozachowawczy.
        Chociaż teoretycznie zrobiłam chyba wszystko to wciąż myślę, że może jeszcze za mało. Gdybym szczerzej wybaczała, gdybym była bardziej spontaniczna a może bardziej wymagająca. Wiem, że tak gdybac mogę latami, bo z każdym rokiem coś nowego się w żtyciu pojawia, a nowe okoliczności sprawiają, że wierzymy, że tym razem się uda. I kolejny raz nie udaje się, może dlatego, że wobec przebytych porażek jednak zachowujemy się asekurancko a może dlatego że po prostu udac się nie może? Nie wiem. Ale teraz mam taki wielki strach przed tym, że tym razem bym zwariowała, albo wpadła w jakąs depresję, moje zmęczenie osiąga szczyt. A mujsze zadbac o dzieci, dawać energie i oparcie im. Nie mogę wypalac resztek emocji na ratowanie tego związku. Tak czuję. Ale oczywiście mam watpliwości. Miało byc przeciez pięknie, jakie to okoliczności sprawiły, że nie było?
    • dominika8 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 05:27
      ja mam odwrotnie-przez ponad rok walczyłam o uczucie męża, zmieniłam wszystko co mu się wczesniej nie podobało, zmieniłam siebie totalnie. Przez cały ten czas prawie żebrałam o jego akceptację, czułość, którą dostawałam z łaską.Robiłam wszytsko by to uratować... Zadaj sobie pytanie-czy wyobrażasz sobie takie zycie za 2, 5, 10 lat? Mimo, że w moim przypadku to on składa pozew, ja nie wyobrażam sobie dalej takiego zycia MOJEGO, naszego jak przez ostatni czas. Oczywiście warto próbowac, warto dać szansę, ale czy to ma trwać w nieskończoność?
    • noboru_terao Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 12:31
      Rozwiedz sie, skoro was nic nie laczy.
      Tylko prosze, nie badz kolejna ksiezniczka ktora przy tej okazji musi pokazac kto tu rzadzi. Nie niszcze wszystkiego co tylko mozna i nie utrudniaj mu zycia i kontaktu z dziecmi.
    • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 14:02
      estimata powiem Ci tak jak dzisiaj usłyszałam od swojej terapeutki,że facet stara się i robi wszystko bo czuje zagrożenie odejścia, rozwodu, a gdy odpuścimy to dalej bedzie jak było i tak przez kolejne dni, miesiące itp.

      Cho...lera czemu tak mam że wszystkie możliwości ratowania tego małzeństwa wyczerpałam, a dalej mi troche szkoda tych lat itp.Czy to normalne kobiety????
      Czy jeszcze coś zostało niedokończone aby to zamnkąć na 100%???
      • errormix Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 14:34
        mps61132 napisała:

        > estimata powiem Ci tak jak dzisiaj usłyszałam od swojej terapeutki,że facet sta
        > ra się i robi wszystko bo czuje zagrożenie odejścia, rozwodu, a gdy odpuścimy t
        > o dalej bedzie jak było i tak przez kolejne dni, miesiące itp.

        To, to ja akurat sobie bardzo prosto potrafię wytłumaczyć. Bo, według mnie, to jak z małym dzieckiem i czajnikiem z gorącą wodą. Mama ostrzega, tłumaczy, że nie wolno, że będzie bolało, że pożałuje, ale to tylko słowa. Bo mama tak już od pewnego czasu mówi i mówi i mówi.

        Otrzeźwienie przychodzi dopiero w momencie, gdy jednak dziecko tego czajnika dotknie. Ale wtedy już jest za późno. Bo już jest rozwód.

        Co więc zrobić? Na to też jest sposób. Również przez analogię do dziecka i tej gorącej wody. Bo można tłumaczyć, prosić, ostrzegać a to i tak nic nie da. Ale wystarczy zwrócić uwagę dziecku, gdy oparzy się np. jedzeniem i powiedzieć: A widzisz? A gdy dotkniesz czajnika będzie bolało jeszcze bardziej i może nawet do szpitala trzeba będzie pojechać.

        Dlatego ostrzeganie, tłumaczenie, proszenie dorosłych ludzi, by ratowali małżeństwo bardzo często nic nie daje. Bo to tylko gadanie. A za gadaniem muszą iść czyny.

        Trzeba więc powiedzieć co nam się nie podoba, co powinniśmy zmienić lub naprawić, ale trzeba też pokazać ewentualne konsekwencje. A więc np. konkretny ruch w postaci pozwu o rozdzielność, założenia niebieskiej karty w przypadku przemocy, przełamania się i wezwania pierwszy raz w życiu policji, gdy dochodzi np. do rękoczynów.

        Bo dorośli są często jak dzieci.
        • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 14:50
          errormix dzięki za słowa.Bardzo dużo czasami mi te Twoje słowa pomagają.
          U mnie już była policja, MOPS, szczere rozmowy, proźby, groźby, płacz.Ma nawet załozoną niebieską kartę i nadal na rozwód się nie zgadza.Pewnie myślisz "czemu go pytam, a nie robię" bo jestem w takiej przemocy psychicznej i fizycznej od 6 lat i mam dość szarpaniny,dlategowolałabym ugodowego rozwodu, a on ani nie robi nic żeby to ratować (chociaż ja nie widzę sensu,on widzi) ani nie chce rozwodu bo twierdzi że kocha...no jakoś dziwnie kocha albo próbuje grać na zwłokę.
          Co o tym sądzisz???
          • errormix Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 15:04
            mps61132 napisała:

            > errormix dzięki za słowa.Bardzo dużo czasami mi te Twoje słowa pomagają.

            Hehehehe. To co napisałem powyżej i piszę czasami w innych postach nie znaczy wcale, że mam rację, albo patent na to, by komuś pomagać.

            Bo prawda jest też taka, że ja też tłumaczyłem, ostrzegałem, złożyłem pozew o separację, chodziłem na policję (a więc dałem przykład na to, jak to może być, gdy to "oparzenie" będzie poważniejsze), a mimo tego mnie się... nie udało. Więc dupa ze mnie, a nie lekarz (zgodnie z maksymą: lekarzu lecz się sam).

            Bo czasami już tak jest, że trzeba się oparzyć. Co więcej, niektórzy potrafią się oparzyć kilka razy w życiu, a i tak ich coś do tej gorącej wody ciągnie.

            Pozdrawiam
        • mayenna Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 15:50
          errormix napisał:

          >
          > >
          >
          > To, to ja akurat sobie bardzo prosto potrafię wytłumaczyć. Bo, według mnie, to
          > jak z małym dzieckiem i czajnikiem z gorącą wodą. Mama ostrzega, tłumaczy, że n
          > ie wolno, że będzie bolało, że pożałuje, ale to tylko słowa. Bo mama tak już od
          > pewnego czasu mówi i mówi i mówi.
          >
          > Otrzeźwienie przychodzi dopiero w momencie, gdy jednak dziecko tego czajnika do
          > tknie. Ale wtedy już jest za późno. Bo już jest rozwód.

          Dlatego nie można dziecku tylko mówić o skutkach dotknięcia gorącego czajnika, ale w kontrolowany sposób pomóc zrozumieć co się stanie jak samo go dotknie. Procedura wygląda wiec tak: mama bierze dziecko za rękę i zbliża sama do czajnika tak blisko by poczuło gorąco od niego bijące, ale nie zrobiło sobie jednak krzywdy.

          Dziecko potrafi na tej podstawie zrozumieć konsekwencje dotknięcia i tu jest jego przewaga nad dorosła osobą.Dorosłej osobie pokazujesz co się stanie a ona i tak nie wierzy póki nie będzie za późno.
          >
          >
          • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 16:39
            No tak na niektórych nie podziałają nawet więzienne kraty.
            A tak poważnie to pewnie w mojej sytuacji pomoże rozwód albo separacja skoro nie pomogła nawet władza.
            Już szykuję się żeby mu to powiedzieć chociaż...może lepiej nie uprzedzać???
            • errormix Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 17:20
              Ale co ty chcesz mu powiedzieć? "Kochanie, zdecydowałam się. Tak dłużej być nie może, składam wniosek o separację, albo rozwód?

              Czyli co mu tak naprawdę powiesz? Że sama jeszcze nie wiesz co chcesz zrobić?

              Ty masz mu pokazać, że jesteś zdecydowana. Że już podjęłaś decyzję, a nie, że znowu się zastanawiasz. Ty masz go "oparzyć".

              Separacja, alimenty na dzieci (bo jedno wiąże się z drugim) i konkretna rozmowa: Jeśli tylko podniesiesz na mnie rękę, wyprowadzam się i zapomnij o zgodzie po separacji.

              A co będzie jak mu teraz powiesz? Pewnie będzie się kajał, prosił o szansę, a jak będziesz udawała twardą, to się wkurzy i ci nie daj Boże spróbuje ręcznie przedstawić swój punktu widzenia. Wtedy ty wrócisz na forum i napiszesz: "Dziewczyny, no nie wiem co zrobić".

              Tak ma być?
              • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 17:30
                errormix jak zwykle tłumaszczysz fajnie.
                Masz rację, nie jestem jeszcze pewna dlatego chodzę na terapie raz w tyg.żeby się wzmocnić psychicznie, spojrzeć na wszystko z boku i podjąć sensową decyzję, taką żebym nigdy nie żałowała.
                Moja terapeutka nawet dzisiaj stwierdziła że tutaj dla mnie najlepiej i największą terapią byłby rozwód. Też tak czuję chociaż nie do końca, ciężko tak przekreślić 12 lat wspólnego życia poza tym teraz to nawet nie wiem czy rozwód czy separacja a jeżeli jedno i drugie to czy z orzeczeniem o winie czy nie.

                errormix a jak jest z podziałem majątku, tzn.można się dogadać przed rozwodem i iść wcześniej do notariusza czy majątek musi dzielić sąd???

                • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 17:44
                  errormix mam jeszcze jedno pytanie...
                  Miałeś podobną sytuację to czy możesz mo napisać czy wziąłeś rozwód z orzeczeniem i na której sprawie go dostałeś????
                  • errormix Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 19:05
                    mps61132 napisała:

                    >Ciężko tak przekreślić 12 lat wspólnego życia poza tym teraz to nawet nie wiem czy rozwód czy separacja a jeżeli jedno i drugie to czy z orzeczeniem o winie czy nie.

                    Ja wiem, bo to widać z twoich postów. Dlatego napisałem poprzednio "separacja", a nie "rozwód". O tym jak ciężko przekreślić lata wspólnego życia nie trzeba tu nikomu tłumaczyć. Chodzi o konkretne działanie. Koniec z gadaniem, ostrzeganiem, tłumaczeniem.

                    >errormix a jak jest z podziałem majątku, tzn.można się dogadać przed rozwodem i iść wcześniej do notariusza czy majątek musi dzielić sąd???

                    Nie mam zielonego pojęcia. Całym naszym majątkiem cieszy się moja ex. Doszedłem do wniosku, że dorobienie się czegoś od zera przyniesie mi więcej satysfakcji niż przecinanie lodówki na połowę. Nie zawiodłem się. Satysfakcja jest nieziemska.

                    > Miałeś podobną sytuację to czy możesz mo napisać czy wziąłeś rozwód z orzeczeni
                    > em i na której sprawie go dostałeś????

                    Wnosiłem o opiekę nad dzieckiem, alimenty i orzeczenie wyłącznej winy mojej ex. Jak tutaj ktoś gdzieś pięknie napisał, "zalałem" sąd dowodami.

                    Na pierwszej rozprawie dostałem zabezpieczenie w postaci opieki i alimentów.

                    Na drugiej ex poprosiła, bym odstąpił od orzekania o winie. Odstąpiłem.

                    Na trzeciej ogłoszono wyrok.

                    Miałem tylko jednego świadka na okoliczność opieki.
                    • errormix Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 19:14
                      Aha, i mów mi Error smile
                      • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 08:34
                        Dzięki kolejny raz error.
                        Moja adwokatka i psycholog zdecydowanie doradzają z orzeczenie o winie tylko i wyłącznie męża.No zobaczę, jeszcze przede mną kilka pewnie trapi i pracujemy nad tym z terapeutką.
                        Wiem natomiast już jedno NIE POTRAFIŁABYM JUŻ Z NIM BYĆ, ZAUFAĆ MU, POPROSTU JUŻ NIE CHCE.
                        Mam nadzieję,że wkrótce tutaj napiszę że już złożyłam pozew,a potem napiszę że to był najlepszy krok od kilku lat.
                        Zmęczona jestem takim życiem jakie mam.
                        Pozdrawiam
                        • zmeczona100 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 10:42
                          mps61132 napisała:


                          > Moja adwokatka i psycholog zdecydowanie doradzają z orzeczenie o winie tylko i
                          > wyłącznie męża.

                          forum.gazeta.pl/forum/w,898,120251380,120251380,Juz_nie_mam_sily_.html
                          Psycholog doradza Ci rozwód, i to jeszcze z orzekaniem o wyłącznej winie męża. Dobre!
                          • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 13:31
                            zmeczona100 napisała:

                            > mps61132 napisała:
                            >
                            >
                            > > Moja adwokatka i psycholog zdecydowanie doradzają z orzeczenie o winie ty
                            > lko i
                            > > wyłącznie męża.
                            >
                            > forum.gazeta.pl/forum/w,898,120251380,120251380,Juz_nie_mam_sily_.html
                            > Psycholog doradza Ci rozwód, i to jeszcze z orzekaniem o wyłącznej winie męża.
                            > Dobre!
                            >
                            >
                            zmeczona100 z tobą nie rozmawiam tylko z errorem i tobie nie zanierzam się tłumaczyć.Proste.
                            • zmeczona100 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 13:36

                              Się poryczę z rozpaczy.
                              Nie masz się z czego tłumaczyć- tłumaczy wszystko to, co wypisujesz na róznych forach.
                              Innych może nabierzesz co do tego, że chodzisz do psychologa; ale mnie NIE.
                              • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 13:45
                                zmeczona100 napisała:

                                >
                                > Się poryczę z rozpaczy.
                                > Nie masz się z czego tłumaczyć- tłumaczy wszystko to, co wypisujesz na róznych
                                > forach.
                                > Innych może nabierzesz co do tego, że chodzisz do psychologa; ale mnie [b]NIE[/
                                > b].
                                >


                                zmeczona100 z tobą to nie zamierzałam i nie zamierzam rozmawiać, sama się wypowiadasz,a to czy chodze czy nie chodze do psychologa to nie twoja sprawa jak i to co piszę tutaj na forum.
                                Są tutaj ludzie,którzy mi pomagają a PANI DZIĘKUJĘ.
                                • zmeczona100 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 13:50

                                  Kobieto, to jest forum, więc skoro coś tu piszesz, to przyjmij do wiadomości, że każdy to może skomentować i napisać, co sądzi.
                                  Dla mnie jesteś zwykłym leniem, który chce wycyckać chłopa z jego własnej chałupy i żerować na nim dalej. Gdybyś miała trochę rozumu, to skalkulowałabyś choćby dwie sprawy- po pierwsze, że przy Twoim zachowaniu z przeszłości sąd nie orzeknie wyłącznej winy chłopa, a po drugie- chłop będzie płacił tylko częściowe koszty utrzymania dzieci, bo Ty też masz taki obowiązek. A Ty nie pracujesz i nie zamierzasz w najbliższym czasie podjąć się żadnej pracy stałej. Myślisz, że Twoja postawa wobec pracy zarobkowej nie może być przyjęta przez sąd jako twój wkład w rozpieprzenie twojego małżeństwa? Nie powiedział Ci tego adwokat?
                                  • mps61132 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 13:54
                                    zmeczona100 napisała:

                                    >
                                    > Kobieto, to jest forum, więc skoro coś tu piszesz, to przyjmij do wiadomości, ż
                                    > e każdy to może skomentować i napisać, co sądzi.
                                    > Dla mnie jesteś zwykłym leniem, który chce wycyckać chłopa z jego własnej chału
                                    > py i żerować na nim dalej. Gdybyś miała trochę rozumu, to skalkulowałabyś choćb
                                    > y dwie sprawy- po pierwsze, że przy Twoim zachowaniu z przeszłości sąd nie orze
                                    > knie wyłącznej winy chłopa, a po drugie- chłop będzie płacił tylko częściowe ko
                                    > szty utrzymania dzieci, bo Ty też masz taki obowiązek. A Ty nie pracujesz i nie
                                    > zamierzasz w najbliższym czasie podjąć się żadnej pracy stałej. Myślisz, że Tw
                                    > oja postawa wobec pracy zarobkowej nie może być przyjęta przez sąd jako twój wk
                                    > ład w rozpieprzenie twojego małżeństwa? Nie powiedział Ci tego adwokat?
                                    >
                                    Nie zamierzam Ci na żadne pytania odpowiadać.
                                    Pozdrawiam
                                    • zmeczona100 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 14:09
                                      hehe, toż to były pytania retoryczne big_grin
                                      Odpowiedzi na nie akurat tobie sa potrzebne, a nie forumowiczom.
                • mayenna Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 18:56
                  Można przed rozwodem podzielić u notariusza cały majątek.W każdej sprawie można dogadać się przed, zaproponować w sądzie i on to zatwierdzi wyrokiem.

                  Tak mnie naszło ostatnio jak czytam watki na forum. Małżeństwo stało się kontraktem. mamy wymagania, szarpiemy się komu ma być lepiej w nim. ma byc sprawiedliwie i równo, samowystarczalenie nawet. Obwarowujemy się klauzulami bezpieczeństwa...

                  A celem miłości jest miłość po prostu.
      • estimata Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 22:04
        Pewnie masz rację. Człowiek nie zmiania się w ciągu kilku dni czy tygodni.
    • tesknotazabija Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 09.03.11, 19:42
      Dwa lata to dość długo. Myślę Estimata, że Ty już dojrzałaś do tej decyzji i jesteś tak naprawdę jej pewna, a Twój mąż najnormalniej w życiu gra na Twoich emocjach, tylko że nie wie dokładnie co w Tobie siedzi.
      Życzę Ci wszystkiego dobrego, podjęcia decyzji, która da Ci przepustkę na lepsze jutro.
      Decyzja o rozwodzie to chyba jedna z najtrudniejszych decyzji w życiu. Dla ratowania małżeństwa można, a nawet trzeba zrobić dużo, ale są pewne granice, po przekroczeniu których człowiek zaczyna nie lubić samego siebie. Przynajmniej u mnie tak było. Ja co prawda jestem jeszcze przed rozwodem, ale decyzję podjełam już dawno. Jestem gotowa na rozwód. Jestem gotowa powiedzieć w sądzie: tak, nie kocham już mojego męża, tak mocno mnie skrzywdził, poniżył i upodlił, że nie mogę czuć do niego niczego pozytywnego. Ratowałam, prosiłam, poniżałam się, ale przyszedł moment, że zrozumiałam, że to już naprawdę KONIEC, bo teraz to JA już go nie kocham.
      Estimata, trzymam za Ciebie kciuki! Wiem, że podejmiesz słuszną decyzję.
      Serdecznie pozdrawiam,
      Tęsknota

      • estimata Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 10.03.11, 21:53
        Dzieki. On gra na moich emocjach, oczywiście, choć nie wiem, czy robi to w sposób do końca świadomy. Ale grał przez wiele lat, wykorzystując moje zaufanie i miłość. Pomału zmnieszając moją zdolnosć do oceny tego co jest i co być powinno. Jakims cudem z tego wyszłam. I to jest dla niego tez nowa sytuacja. Czy jednak 45-latek, który całe życie żył nie licząc się z nikim, poza tymi od których zależał, może trwale się zmienić? I czy ja, niewiele młodsza, jesli bym odpuściła, to potrafie stale trzymać fason "twardej", "kontrolującej" - bo tylko z taką "mną" będzie się liczył? I czy potrafię wybaczyć? Nawet nie tylko tę ostatnią zdradę, ale lata upokorzeń? Chyba nie... To jednak nie zmienia faktu, że kiedy emocje opadają, robi mi się po prostu smutno i tak bardzo żal, że mi nie wyszło. A włozyłam w to tyle serca, potem tyle pracy... I żal mi tych dzieci, które kupują metamorfozę tatusia bardzo dosłownie - są spragnieni ojca, którego zawsze mieli w bardzo ograniczonym wymiarze - bo miał ważniejsze sprawy. Chwilowo dla niego ważni sa oni. A oni ufają i nie boja się, że to nie jest trwałe...
        • noname2002 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 11.03.11, 09:37
          Tylko że jak minie zagrożenie rozwodem, to pewnie znów będzie miał mało czasu dla dzieci.
        • argentusa Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 11.03.11, 13:20
          tak bardzo żal, że mi nie wyszło
          > . A włozyłam w to tyle serca, potem tyle pracy...
          Klasyka. To się nazywa rachunek utopionych kosztów. Tylko, że generalnie na moje oko już nigdy nie będzie wyrównany.
          Ar.
        • nowel1 Re: pozew w sądzie - wątpliwości? 11.03.11, 22:59
          Estimata, mój ex interesował się zawsze synami w sposób znikomy. To znaczy: znikoma ilość spędzanego wspólnie czasu, obietnice bez pokrycia (pójście na ryby itp), NIGDY nie kupił im czegoś do ubrania, inne rzeczy sporadycznie, potrafił małe dziecko położyć spać bez kolacji "bo nie prosiło" albo w zimie nie założyć nic pod spodenki.
          Zaczął angażować się bardziej od czasu, gdy pierwszy raz zagroziłam rozwodem. Rozwód mamy za sobą , po kilku latach szarpaniny, a zainteresowanie ojca synami trwa. Niestety na odległość, więc siłą rzeczy widzą się rzadko, ale dzwoni praktycznie codziennie (nie dzwonił do dzieci nigdy z licznych podróży służbowych gdy jeszcze byliśmy razem), zabiera, umawia się, okazuje zainteresowanie.
          Tak może być i u Ciebie.
          A cała Twoja historia przypomina moją. Mój ex wciąż przez 6-8 ostatnich lat małżeństwa okazywał mi, jak bardzo jest mu ze mną źle, na 100 sposobów łącznie z angażowaniem się emocjonalnym w kolejne kobiety; i NIGDY nie chciał odejść, mimo że 100 x go o to błagałam. Musiałam wyprowadzić się ja. Nigdy nie żałowałam, że to zrobiłam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja