przeciez sama tego chciałam...

19.03.11, 18:16
Pisałam juz kiedys o mojej sytuacji tak pokrutce ale dzis mozecie mnie zlinczowac za reszte wyznan... niech sie dzieje co chce. Mam 35 lat i jestem chwile przed rozwodem w trakcie 16letniego małzenstwa nigdy nie zaznałam prawdziwej miłosci ze str mojego męza. Zaraz po ślubie dostałam w twarz za to ze zabrałam auto bez pytania a świeca była do wymiany...żałosne. Na nasze pierwsze wakacje pojechał ze znajomymi sam bo jak stwierdził cytuje:'' to ze ty nie dostałas urlopu to nie znaczy ze ja mam siedziec w domu'' Jedyne czego chciałam to miłosci i tej fizycznej(sypialismy ze sobą naprawde rzadko ) i emocjonalnej, mam wrazenie ze często prosiłam o nią upokarzając sie przy tym niesamowicie. Chciałam zeby mnie kochał, szanował i dbał o mnie jak dba sie o swoją kobiete.. nie chciałam pieniedzy ani zagranicznych wyjazdów ani dobrego auta chciałam tylko przytulenia i dobrego słowa..jak piesek.... Uderzył mnie kilka razy, czesto sie nie odzywał nawet po kilka dni a jak pytałam co jest odpowiadał :'' a z czego mam sie k... cieczyć'' powiedział kiedys ze jest jeszcze młody a w zyciu nie ma zadnych rozrywek- no tak miał tylko mnie i dziecko... Tak bardzo potrzebowałam miłosci , akceptacj i potwierdzenia swojej kobiecościi ze w pewnym momencie zaczełam jej szukac nie tylko u niego ale u kogokolwiek..żałosne. 4 lata temu spotkałam kogos kto dał mi tę miłosc i nic w zamian nie chciał.. był dla mnie dobry, czuły i kochający jak nikt nigdy przedtem. Chce ze mna byc ale ja boję sie ze nie bede z nim bo JA GO KOCHAM TYLKO BEDE Z NIM BO W KONCU KTOS KOCHA MNIE. Po rozmowie z męzem zgodził sie na rozwód (nie wie ze kogos mam) i zamiast ucieszyc sie ze uda mi sie wyrwac z toksycznego związku wpadam w jakąs depresje...ze sie zgodził... nic mi sie nie chce i niczego juz nie jestem pewna a przeciez mam czego chciałam: moge uwolnic sie od niego i zacząc zycie z kims moze nie przystojnym ale naprwde dla mnie dobrym.. czy to ze poprostu wizualnie nie podoba mi sie ma jakies znaczenie?)tylko tutaj i tylko Wam moge to opowiedziec bo jest anonimowo... taka ze mnie bohaterka... wpadam w depresje ..pomózcie
    • anka_cyganka35 Re: przeciez sama tego chciałam... 19.03.11, 18:27
      no tak to bywa jak jest się w toksycznym związku... wez sie w garść i ciesz się, ze życie postawiło na twojej drodze kogoś kto da ci miłość a nie w morde (sory za brutalnosc)
    • gyubal_wahazar Re: przeciez sama tego chciałam... 19.03.11, 18:47
      Nie pamiętasz już co czułaś będąc maltretowana, że nie umiesz docenić wyrwania się z tego chorego małżeństwa ? Zrozum, że zaczynasz nowe, lepsze życie. Zostaw za sobą złe wspomnienia, zrób plan by rozwód przebiegł jak najsprawniej i myśl o przyszłości, bo masz powody do radości, tylko zapomniałaś pewnie już jak się to robi ...
      • melani73 Re: przeciez sama tego chciałam... 19.03.11, 19:10
        widać sama nie wiesz czego chcesz..może lepiej zostaw na razie tego nowego faceta-bo najprawdopodobniej go skrzywdzisz.
        podejrzewam, ze on się zaangażuje, a ty na jedno skinięcie paluszka męża-wrócisz do niego udając szczęśliwą odrodzoną rodzinkę.
        muszisz najpierw pobyć sama-musisz nauczyć się życia w samotności, przemyśleć swoje życie i cele-a dopiero wówczas możesz wejśc w nowy związek.
        • errormix Re: przeciez sama tego chciałam... 19.03.11, 19:21
          Nigdy nie pochwalałem zdrady. Dla mnie to zaprzeczenie małżeństwa. Bez wybaczenia.

          Ale ja wybaczać nie muszę, a twój mąż o innym facecie nie wie. Więc są i plusy smile

          A to, że masz dylemat?

          Sama napisałaś, że nowy facet dał ci to, czego nigdy nie miałaś, a czego bardzo pragnęłaś. Teraz się rozwodzisz. Pojawiają się dziesiątki myśli, których wcześniej nie było.

          Pewnie też myśl, że już niebawem nie będzie tego "czynnika sprawczego", który sprawił, że zmuszona zostałaś do szukania miłości poza małżeństwem. Nie będzie męża. Tymczasem przez kilka ostatnich lat żyłaś ze swego rodzaju świadomością, że masz innego, bo ten dotychczasowy jest do niczego. To było takie swego rodzaju usprawiedliwienie.

          Dlatego się pewnie teraz zastanawiasz, co to będzie. Bo teraz usprawiedliwienia nie będzie.

          Ale chyba nie powinnaś się bać.

          Bo teraz jak sobie pościelesz tak się wyśpisz.
    • plujeczka Re: przeciez sama tego chciałam... 19.03.11, 20:05
      dziwczyno masz w koncu to co chaiałaś i czego w zyciu szukałaś, kogoś kto cię sanuje, dba o ciebie i pewnie kocha czyli wszystko to czego w małżeństwie nie miałaś i za czym tęskniłaś.Teraz jesteś zdzwiona ,że maż chce dać ci wolnośc, to ją kobieto bierz i ciesz się ,że ponisłaś małe straty, zacznji cieszyć się życiem bo raczej u boku tak zimnego i i bezjajowego meza tego nie zaznasz.Osobiscie nie potepiam tego co zrobiłaś bo kazdy chce być kochany a ty nie byłaś wiec teraz kiedy na twojej drodze los postawił ci partnera o jakim marzyłaś to weż sprawy w swoje ręce, bądż na tyle odwazna by stawić temu czoła.A jesli jesteś rozchwiana emocjonalnie i sama nie wiesz czego chcesz to odejdz od obu Panów i daj im świety spokój by nikogo nie krzywdzić będąc sama " zimnym lodem"
      • dar.ja Re: przeciez sama tego chciałam... 19.03.11, 22:20
        sisi - daleka jestem od tego aby Cie urazić, ale... na moje oko powinnaś zacząć od... rozmowy z psychologiem.
        • sisi.4 Re: przeciez sama tego chciałam... 19.03.11, 23:02
          Dzieki wszystkim... a psycholog sie przyda- kiedys myslałam ze jemusmile a teraz wiem ze to ja go potrzebuje
          • plujeczka Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 09:29
            psycholog wskazany tylko pamietaj psycholog za Ciebie zycia nie przezyje , decyzja i tak bedzie należeć do Ciebie.
            • mps61132 Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 09:44
              sisi wypisz wymaluj przedstawiłaś swoją opowieścią równiez moje małzeństwo, dołożyłabym jeszcze iine rzeczy u mnie ale nie będę do tego wracała.
              Uprzedziłam męża o rozwodzie tylko dlatego,że nadal mnieszkamy razem, a chciałam żeby się wyprowadził, nie chciałam "walki" w sądzie, prania brudów bo zwyczajnie nie mam siły i szkoda mi czasu bo i tak go sporo zmarnowałamsad
              jeszcze mąż nagle się ocknął i stwiedził że nie chce rozwodu, stara się, robi wszystko w domu i ryczy, a ja tak jak Ty mam teraz mieszane myśli, mimo że jestem po terapi u psychologa i leczę depresję. Tak więc widzisz,że nie tylko Tobie ciężko, chociaż powiedziałabym że lżej bo Twój ex (o ile pamiętam) zgodził się na rozwód a mój go nie chce bo wierzy że można to naprawić, ale to on wierzy bo ja już niewink
              • jarkoni Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 10:29
                No i jest rozdwojenie jaźni.
                Nie kocha, szykanuje.
                Z drugiej strony kochający, zdradziłam..
                Co zrobisz?
                • sisi.4 Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 16:17
                  mps ja ponad rok temu tez mówiłam o rozwodzie wtedy mój mąz tez płakał... nawet sie zmienił na równe 10 mc.... kupił mi nawet bielizne czego nigdy w zyciu nie robił a ja cieszyłam sie jak idiotka... żałosne co??? ale pewnego dnia znów był sobą... rzucił czymś o podłoge nawet nie wiem juz z jakiego powodu... ludzie sie nie zmieniają tylko dobrze udają...
                  jarkoni zapytał co zrobie... zostawie go, chce rozwodu, 80% małżenstwa byłam najbardziej samotną kobietą na świecie i tyle samo % przepłakałam... mysle ze wciąż cos do niego czuje.. zaczął mi sie nawet jakos bardziej podobać ostatniosmile ale nie chce przezyc zycia tak jak do tej pory...mamy jedno dziecko, zawsze chciałam miec 3smile ale przez to jaki dla mnie był nie zdecydowałam sie nawet na drugie-przykre, czasami oglądam nasze stare zdjęcia z wakacji... i przypominam wtedy sobie ze na wszystkich wczasach przez niego płakałam...im dłużej tutaj z wami rozmawiam i sie nad sobą zastanawiam coraz bardziej uświadamiam sobie ze nie chce juz z nim życ
                  Dzieki Wam za każdy wpis
                  • mps61132 Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 16:32
                    sisi i znów moje życie przytaczasz.
                    Wiem że ludzie się nie zmieniają od tak poprostu, musi coś w nich "uderzyć" żeby chcieli się zmienić.
                    Ciągle sobie powtarzam, że przecież już wszystko zrobiłam a on się nie zmienił, że skoro on nic nie robi żeby coś zmienić to widocznie tak mu dobrze z tym co jest a skoro w tym swoim "dobrze" nie widzi mojego cierpienia i dzieci to jest egoistąsad
                    Zadziwiające, ale ostatnio też przeglądałam zdjęcia bo chciałam wszystko uporządkować na "zaś" gdyby.....i na wszystkoch jestem smutna, odsunięta od niego.Wszystkie wakacje to były pod niego, ja z dziewczynkami chciałam jechać nad morze a on nie bo góry woli...ok jechaliśmy w góry żeby tylko było dobrze.
                    Łudziłam się ,wierzyłam i co z tego mam. Pół lat tego związku przepłakane dosłownie po kątach albo w poduszkę to czemu mi żal go zostawić?????
                    A może to jest toksyczny związek??????
                    sisi napisz czy masz @ gazetowego polikamy sobie, może nam będzie łatwiej razem przez to przejść do rozwodu.
                    Pozdrawiam
                    mps
          • nangaparbat3 Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 17:33
            sisi.4 napisała:

            > Dzieki wszystkim... a psycholog sie przyda- kiedys myslałam ze jemusmile a teraz w
            > iem ze to ja go potrzebuje

            Sisi, spokojnie. OBOJE go potrzebujecie.
      • sisi.4 Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 16:30
        plujeczka dzieki-masz racje..a ten "zimny lód" dał mi do myslenia....
    • tully.makker Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 16:34
      Ale czego sama chcialas? Bo teraz ci sie wydaje, ze rozwodu, ale tak naprawde sama chcialas takiego zycia, jakie mialas z mezem...
      • sisi.4 Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 16:37
        ja chciałam zycia jakie miałam z mężem?????????????? nikt nie chce takiego życia
        • jarkoni Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 18:16
          Nie chciałaś.. Zgadzałaś się na takie życie, byłaś uległa.. Po co? Dla dobra związku? Żeby tylko było dobrze za wszelką cenę? Też taki byłem..
          • mps61132 Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 19:21
            ....i jak się "wyzwoliłeś" jarkoni???
            • tully.makker Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 19:36
              > ....i jak się "wyzwoliłeś" jarkoni???

              Zona go wyzwolila...
        • tully.makker Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 19:37
          Wiekszosc kobiet jednak nie wychodzi za takich facetow, a jesli jednak popelni taka pomylke, to szybko sie z nimi rozwodzi. A ty zylas w tym uklazie, dopoki ci sie nie tarfil inny facet...
          • sisi.4 Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 19:53
            tully.makker napisała:

            > . A ty zylas w tym uklazie, dopoki ci sie nie tarfil inny facet...

            > dokładnie tak... bo dopiero ten inny facet pokazał mi ze mozna życ inaczej. Tkwiłam w związku tyle lat łudząc sie ze cos sie zmieni... teraz wiem ze to głupota, ale wczesniej miałam nadzieje..a to zycie wcale mi sie nie podobało... nie znam Cie ale tez by Ci sie nie spodobało... wiec nie byłam z nim bo chciałam - wydawało mi sie ze nie ma innej opcji... a teraz juz jest- i całe szczęśćie- i z jednej strony bardzo sie ciesze ze moge uciec a z drugiej cholernie sie boje rozwodu, podziału ,świadomości ze moja córka bedzie z rozbitej rodziny... i miliona innych rzeczy..
            • tully.makker Kobieto, otrzasnij sie 21.03.11, 20:10
              Przez 16 lat zylas z facetem, ktory na rozpoczecie malzenstwa dal ci w morde, zrobilas sobie z nim dziecko i potrzebowalas dopiero innego faceta, zeby sie dowiedziec, ze normalni mezowie nie bija swoich zon po twarzy? Jestes niedorozwinieta, uposledzona, nieczytata i niepisata, czy tez moze piszesz z Arabii Saudyjskiej?
              • sisi.4 do tully .makkerRe: Kobieto, otrzasnij sie 22.03.11, 15:20
                tully.makker napisała:

                > Przez 16 lat zylas z facetem, ktory na rozpoczecie malzenstwa dal ci w morde, z
                > robilas sobie z nim dziecko i potrzebowalas dopiero innego faceta, zeby sie dow
                > iedziec, ze normalni mezowie nie bija swoich zon po twarzy? Jestes niedorozwini
                > eta, uposledzona, nieczytata i niepisata, czy tez moze piszesz z Arabii Saudyjs
                > kiej?
                >

                tully.makker zdrowo po mnie pojechał(ła) ale znaczy to ze nie masz pojęcia o zyciu człowieku... udajesz tutaj na forum kogos spełnionego, kto wie czego chce i jak wyglądac ma jego codzienność, kto ma poczucie własnej wartości i nigdy na takie zycie by sie nie zgodził.... a ja jestem przekonana ze jestes samotną zgorzkniałą osobą pewnie nigdy nie kochającą , nie wierzącą ze moze byc lepiej, poprostu zimny głaz samotny w swoim małym świecie udający sam przed sobą ze w kazdej sytuacji wiesz co bys zrobił i jakbys sie zachował.....ze nie pozwoliłbys sobie na pewne rzeczy.... nigdy nie mów nigdy... tak szczerze to zycze ci porządnego kopa tak zebys miał inny punkt widzenia na zycie innych ludzi...wiesz, czytając kilka zdan od ciebie odrazu skojarzył mi sie mój beznadziejny jeszcze mąż... mam wrazenie ze jestes dokładnie takim samym człowiekiem ZIMNY, SAMOTNY, NIELUBIĄCY NIKOGO DRAŃ- jednym słowem zakompleksiona, żałosna osóbka, która swoją mocną postawą chce dowartościowac samego siebie....
                • argentusa do tully .makkerRe: Kobieto, otrzasnij sie 22.03.11, 19:23
                  sisi,
                  z Tully raczej nam nie po drodze, ale niestety odnosze wrażenie, ze na własne życzenie miałaś to, co miałaś. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy-godziłaś się na takie zycie -to była też TWOJA decyzja. Ale nie o to chodzi. Teraz ważne zebyś SAMA podjęła decyzję, czego naprawdę chcesz i wcieliłą decyzję w życie. Nie użalająć się nad sobą, nie narzekając jak to ciężko Ci było. Teraz jest inna rzeczywistość. I na klatę ją trzeba wziąć.
                  Powodzenia Ci życzę jak nie wiem co!!!!! I będe trzymać kciuki smile
                  Ar.

    • fikcyjne-konto Re: przeciez sama tego chciałam... 20.03.11, 20:01
      Terapia u psychologa konieczna. Musisz sobie "odkręcić" uzależnione myślenie, wyjść z pozycji ofiary z którą się oswoiłaś i wydaje ci się że tylko w takiej potrafisz się poruszać. Nie ma się co zastanawiać komu bardziej z waszego towarzystwa potrzebny psycholog bo to do niczego nie prowadzi, jeśli chcesz zawalczyć o siebie, zajmij się sobą, wreszcie, przepracuj intensywnie problemy z psychologiem. To ważne, inaczej będziesz błądzić jak dziecko we mgle w oparach chorych od lat relacji, i "ratować się" przed podjęciem decyzji uciekaniem w chorobę.
      Wychodzenie z toksycznych układów często wywołuje takie stany euforia/depresja.
      Więc nihil novi, ale dziewczyno musisz mieć niezależne spojrzenie na siebie i swoje odczucia = psycholog.

      I jeszcze-mąż teraz godzi się na rozwód, jak się dowie że kogoś masz, to przemocowy typ ci urządzi piekło. Więc nie myśl o wpadaniu w depresję, ale o tym jak sobie urządzić niezależne mieszkanie, zorganizować oddzielne lokum, finanse na oddzielne życie, itd. TO będzie ci potrzebne.
      I jeszcze- jeśli kiedykolwiek mąż podniesie na ciebie rękę zawsze MUSISZ to zgłosić na policję i zrobić obdukcję. TO WAŻNE.
      • mps61132 Re: przeciez sama tego chciałam... 21.03.11, 18:15
        ....ale masz szczęście że w tym całym problenie z mężem i stresie masz kogoś na kim możesz się wesprzecz.
    • krajobraz_po_bitwie Re: przeciez sama tego chciałam... 21.03.11, 19:03
      chciałam założyć podobny wątek...smile tylko, że ja już po rozwodzie, byłam w podobnej sytuacji co Ty, z tym, że mąż mnie nie bił - ogólnie to brak miłości, kłopoty finansowe, oddalaliśmy się od dwóch lat... też kogoś poznałam... próbowałam coś zrobić jeszcze ze swoim małżeństwem ale chyba bez przekonania. Leczyłam depresję, korzystałam z pomocy psychologa, której (kobieta), miałam wrażenie zależało, żebym taką decyzję podjęła...wreszcie. Zrobiłam to, jestem z tym drugim mężczyzną i przestałam brać leki... od rozwodu minęły jakieś dwa miesiące a ja mam potworne jazdy... czasami stwierdzam, że to był błąd, że za szybko ta decyzja... czuję się wyrwana z dotychczasowego życia (były mąż został w domu za który płacę kredyt bo on nie ma co ze sobą zrobić póki co), które może nie dobre to jednak takie moje, znane mi... przypominam sobie chwile, kiedy było mi z mężem dobrze... a za chwilę nie wyobrażam sobie życia bez obecnego partnera...nie wiem z czego się to bierze i o co mi chodzi... może właśnie tego mi zabrakło... tej chwili żeby zostać samej, przemyślec czego chcę... a może jestem uzależniona i nie potrafię tej pępowiny do końca odciąć...
      • niutka Re: przeciez sama tego chciałam... 21.03.11, 21:25
        krajobraz_po_bitwie napisała:

        ... Leczyłam depresję, korzystałam z pomocy psychologa, której (kobieta), miałam wrażenie > zależało, żebym taką decyzję podjęła...wreszcie. Zrobiłam to, jestem z tym drugim
        > mężczyzną i przestałam brać leki... od rozwodu minęły jakieś dwa miesiące a ja
        > mam potworne jazdy...

        Hmmm... Psycholog nigdy nie mowi, nawet nie sugeruje (bynajmniej nie powinien tak robic!), jak pacjent powinien postapic... Moze na cos ukierunkowac ale decyzja nalezy do tzw. pacjenta.


        > czasami stwierdzam, że to był błąd, że za szybko ta decyz
        > ja... czuję się wyrwana z dotychczasowego życia (były mąż został w domu za któr
        > y płacę kredyt bo on nie ma co ze sobą zrobić póki co)

        a czemu to Ty sie wyprowadzilas? (chyba ze wczesniej tego nie doczytalam...)


        > , które może nie dobre to
        > jednak takie moje, znane mi... przypominam sobie chwile, kiedy było mi z mężem
        > dobrze...

        Kiedys pewnie bylo... Ale to BYLO, a nie JEST...


        > a za chwilę nie wyobrażam sobie życia bez obecnego partnera...nie wi
        > em z czego się to bierze i o co mi chodzi... może właśnie tego mi zabrakło... t
        > ej chwili żeby zostać samej, przemyślec czego chcę... a może jestem uzależniona
        > i nie potrafię tej pępowiny do końca odciąć...

        Powinnas isc do psychologa... Poradz sie znajomych, czy tez na forum, jaki psycholog jest kompetentny w twoim miescie.
        • mps61132 Re: przeciez sama tego chciałam... 21.03.11, 22:42
          niutka napisała:
          >
          > Hmmm... Psycholog nigdy nie mowi, nawet nie sugeruje (bynajmniej nie powinien t
          > ak robic!), jak pacjent powinien postapic... Moze na cos ukierunkowac ale decyz
          > ja nalezy do tzw. pacjenta.
          >
          >
          niutka mnie też psycholog powiedziała a raczej zadała pytanie "jak bym się czuła gdyby męża nie było" odpowiedziałam "zobaczyłabym kolory świata" i powiedziała że też widzi że ten rozwód rozwiązał by wszystkie moje cierpienia i problemy ze zdrowiem.
          Nie nakazała ale zasugerowała drogę wyjścia.
        • krajobraz_po_bitwie Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 10:05
          Wyprowadziłam się bo czuję się winna tej sytuacji, co były mąż cały czas podkreśla - zmarnowałam mu życie, on musi się odnaleźć, pozbierać... na płacenie rat kredytu go nie stać (tak twierdzi), więc ja płacę a mieszkam z nowym partnerem.... co oznacza de facto, że to on utrzymuje mojego byłego męża nie pozwalając mi się dołożyć do wydatków... Za wyprowadzkę chce spłatę w gigantycznej wysokości, gdyż "ciężką się tu napracował" sad przy czym dom budowała ekipa najęta do tego i dawno opłacona...
          • fikcyjne-konto Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 13:08
            Dziewczyno- idziesz do prawnika, zlecasz mu przeprowadzenie sprawiedliwe podziału majątku i zapominasz o sprawie. Podporządkowujesz życie szantażom emocjonalnym exa , do tego okradasz swojego obecnego partnera by tylko exa nie ruszyć.... to nie w porzadku wobec nowego. Pora sobie to uświadomić.
            • krajobraz_po_bitwie Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 13:44
              Masz rację, zupełną... muszę brać się w garść i zacząć działać... tyle wiem, tylko ruszyć jakoś nie mogę do przodu...
      • mps61132 Re: przeciez sama tego chciałam... 21.03.11, 22:36
        krajobraz_po_bitwie napisała:

        > chciałam założyć podobny wątek...smile tylko, że ja już po rozwodzie, byłam w podo
        > bnej sytuacji co Ty, z tym, że mąż mnie nie bił - ogólnie to brak miłości, kłop
        > oty finansowe, oddalaliśmy się od dwóch lat... też kogoś poznałam... próbowałam
        > coś zrobić jeszcze ze swoim małżeństwem ale chyba bez przekonania. Leczyłam de
        > presję, korzystałam z pomocy psychologa, której (kobieta), miałam wrażenie zale
        > żało, żebym taką decyzję podjęła...wreszcie. Zrobiłam to, jestem z tym drugim
        > mężczyzną i przestałam brać leki... od rozwodu minęły jakieś dwa miesiące a ja
        > mam potworne jazdy... czasami stwierdzam, że to był błąd, że za szybko ta decyz
        > ja... czuję się wyrwana z dotychczasowego życia (były mąż został w domu za któr
        > y płacę kredyt bo on nie ma co ze sobą zrobić póki co), które może nie dobre to
        > jednak takie moje, znane mi... przypominam sobie chwile, kiedy było mi z mężem
        > dobrze... a za chwilę nie wyobrażam sobie życia bez obecnego partnera...nie wi
        > em z czego się to bierze i o co mi chodzi... może właśnie tego mi zabrakło... t
        > ej chwili żeby zostać samej, przemyślec czego chcę... a może jestem uzależniona
        > i nie potrafię tej pępowiny do końca odciąć...



        Masz coś podobnego co ja mam obecnie tzn. jestem w trakcie leczenia depresji w którą wpędził mnie mąż, korzystam też z terapi u psychologa. To psycholog uświadomiła mi,że nie warto już dawać szansy komuś kto zmarnował ją już setki razy bezskutecznie. Moja historia oczywiście podobna do autorki.
        To psycholog namawia mnie do rozwodu bo mówi,że wpędzę się w kozi róg zostając z nim i ma rację w 100%, wiem że powinnam odejść, zdecydowałam tylko że mój mąż nagle zmienił się o 360' i chce to ratować a ja zaczełam się wahać czy oby tak jak Ty nie będę żałowaćsad
        Pozdrawiam
        mps
        • fikcyjne-konto Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 10:11
          > Masz coś podobnego co ja mam obecnie tzn. jestem w trakcie leczenia depresji w
          > którą wpędził mnie mąż
          , korzystam też z terapi u psychologa. To psycholog uświa
          > domiła mi,że nie warto już dawać szansy komuś kto zmarnował ją już setki razy b
          > ezskutecznie. Moja historia oczywiście podobna do autorki.
          > To psycholog namawia mnie do rozwodu bo mówi,że wpędzę się w kozi róg zostając
          > z nim i ma rację w 100%, wiem że powinnam odejść, zdecydowałam tylko że mój mąż
          > nagle zmienił się o 360' i chce to ratować a ja zaczełam się wahać
          czy oby tak
          > jak Ty nie będę żałowaćsad


          Jesteś uzależniona. To nie mąż cię wpędza w depresję, to sama TY się wpędzasz bo nie chcesz żyć samodzielnie. Wyrzekłaś się siebie, swojej decyzyjności, własnej woli, bo odpowiada Ci ten byle jaki mąż i chora sytuacja. Wystarczy że mąż gwizdnie, od razu porzucasz swoje marzenia i stajesz się jego służącą.
          Typowa kobieta-ofiara, mąż bije,pije,okrada, znęca się przez kilkanaście lat, a ona płacze po kątach ale ciągle chce z nim być, właśnie z takim. Wystarczy słowo męża "jutro się zmienię", a ona zostanie z nim kolejne kilkanaście lat bita,okradana, poniżana, zapłakana.
          Zmiany należy przeprowadzić w sobie. By uświadomić i nazwać w sobie to coś czemu sprawia przyjemność bycie przynależną do beznadziejnego męża, dlaczego tak bardzo nie ufa się sobie że nie ma się odwagi żyć niezależnie. Może wygoda, że w razie czego można wszelkie niepowodzenia małżeństwa zwalić na konto złego męża a wtedy samej zostaje się niewinną i nie trzeba ponosic odpowiedzialności za to co się zbudowało własnym udziałem i staraniem.
          Uzależnienie, współuzależnienie.
          I jak nie popracujecie nad sobą to będziecie tęsknić za toksycznością i agresją w każdym innym związku i chlipać po kątach, czemu takiego wspaniałego męża rzuciłyście.
          • mps61132 Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 12:48
            fikcyjne konto bardzo Ci dziękuję za słowa racji.
            Tyle wycierpiała, wypłakałam,usłyszałam a ciągle nie mam pewności siebi zeby odejść.Czemu tak jest??? a może właśnie dlatego że to uzależninie????
            Jak się wzmocnić, jak z tego wyjść. Terapeutka mówi mi to samo ale jakoś wzmocniona i pewna siebie nadal nie jestem, dlaczego???sad
            • fikcyjne-konto Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 13:04
              Bo to długi proces, długa praca nad sobą, nad zmianą myślenia, postrzegania siebie, szacunku do siebie. A "będąc pod wpływem" trudno nie trzymać się dawnych nawyków.
              Wiele lat tkwiłas "w czymś". Nie licz, że po np 3miesiącach będziesz nową osobą. Zanim nauczysz rozpoznawać się u siebie symptomy automatycznego wchodzenia w złą relację, opanowywać je, trochę wody upłynie. Zmiany muszą się na dobre utwierdzic w głowie i w schematach zachowań.
              Najważniejsze: czy chcesz naprawdę zmiany, czy chcesz działac i decydowac o swoim życiu czy tylko zaspakajac potrzeby exa.
              Wiele wycierpiałaś, a mówisz "ex chce więc ja zostaję"... nadal w Twoim myśleniu nie ma myślenia o Tobie, o tym czego chcesz i co REALNIE się da osiągnąć z takim człowiekiem jakim jest ex, nie ma myślenia o dobru i spokoju dla dzieci. Poszukaj grup AlAnon w okolicy i tam chodź.
              • mps61132 Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 15:42
                Tylko czy takie grupy wsparcia mi pomogą czy tylko wpędzą mnie w jeszcze większe goły.
                Psycholog też tak radzi.
                Z nim nie można się dogadać w sprawie polubownego rozwodu, zostaje mi pewnie z orzeczeniem o winie a tutaj obawiam się czy mam wystarczające dowody (nie mam obdukcji, nagrań).
                Pogubiłam się, nie wiem czy iść do pracy i się wyciszyć czy lepiej najpierw zamnkąć jeden rozdział (rozwód) zanim zacznę drugi.
                Cho..lera jest mi tak ciężko, czuję się taka bezradna, samotnasad
                • fikcyjne-konto Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 15:56
                  Jesli będziesz siedzieć i się zastanawiać co robić, to w efekcie nie zrobisz nic i będziesz tkwiła w pogarszającej się dla Ciebie sytuacji (praca i zawodowe doświadczenie nie będzie czekać i samo się nie zjawi, także pieniądze na życie. Rozwód może się wlec, jak nie pójdziesz do AlAnon to będziesz do końca życia rozważać "a może trzeba było iść?". Jak nie zadzwonisz na policję gdy podnosi rękę, to będziesz spijac tego złe skutki dla siebie (brak dowodów).
                  Zacznij coś ROBIĆ. konkretnie. Nie tylko zastanawiac się i czekać by jakoś samo...albo żeby on... albo kto inny...
                  Nie szukaj wymówek i usprawiedliwień dla siebie by nic nie zmienić w swoim zachowaniu. Jeśli chcesz zmianć- znajdziesz drogę do Alanon, do Interwencji Kryzysowej, po porady prawnika, na policję, do pracy. Jeśli nie chcesz nic zmieniać - to otoczenie straci cierpliwość do wysłuchiwania ciągle tych samych żali. W końcu to Twoje życie i jeśli będziesz go chciała spędzić w przemocy i alkoholizmie to choćby sam Bóg Ci inne rozwiązania pod nos podstawiał, to za nimi nie pójdziesz tylko zostaniesz w tym co jest. Tak to się toczy. smile

                  • mps61132 Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 18:07
                    Wielkie dzięki, Twoje słowa dużo dały mi do myslenia i uzmysłowiły. Masz rację, muszę zacząć coś robić, zająć się sobą i iść do pracy.A potem może będzie mi łatwiej, bo już się wzmocnię.
                    Dzięki.
                    mps
        • krajobraz_po_bitwie Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 10:12
          U mnie było tak, że już dwa lata wcześniej miałam taki pomysł, żeby się rozstać, wtedy wszystko wróciło do normy... na ok rok, kiedy w zasadzie miałam powtórkę z rozrywki... to mi uswiadomiło, że jest źle i że ciągle będę szukać czegoś innego - a więc nie ma sensu... mimo wszystko ta mieszanina uczuć - poczucia winy, żalu, smutku.... zabójcza...może za szybko rozstałam się z lekami? wiem też, że nie można budować związku na poczuciu żalu i odpowiedzialności za dorosłego człowieka, bo przecież to właśnie mnie przerosło kiedyś... Psycholożka ewidentnie uznała, że ten związek doprowadza mnie do ruiny i mam się od męża ewakuować - uznała, że wszystko jedno, nawet żebym się chociaż wyprowadziła i postarała nie mieć z nim kontaktu, to było ważne, żebym miała właściwy ogląd sytuacji - to mi się nigdy nie udało...
          • sisi.4 DO TULLY.MAKKER Re: przeciez sama tego chciałam... 22.03.11, 15:23
            tully.makker zdrowo po mnie pojechał(ła) ale znaczy to ze nie masz pojęcia o zyciu człowieku... udajesz tutaj na forum kogos spełnionego, kto wie czego chce i jak wyglądac ma jego codzienność, kto ma poczucie własnej wartości i nigdy na takie zycie by sie nie zgodził.... a ja jestem przekonana ze jestes samotną zgorzkniałą osobą pewnie nigdy nie kochającą , nie wierzącą ze moze byc lepiej, poprostu zimny głaz samotny w swoim małym świecie udający sam przed sobą ze w kazdej sytuacji wiesz co bys zrobił i jakbys sie zachował.....ze nie pozwoliłbys sobie na pewne rzeczy.... nigdy nie mów nigdy... tak szczerze to zycze ci porządnego kopa tak zebys miał inny punkt widzenia na zycie innych ludzi...wiesz, czytając kilka zdan od ciebie odrazu skojarzył mi sie mój beznadziejny jeszcze mąż... mam wrazenie ze jestes dokładnie takim samym człowiekiem ZIMNY, SAMOTNY, NIELUBIĄCY NIKOGO DRAŃ- jednym słowem zakompleksiona, żałosna osóbka, która swoją mocną postawą chce dowartościowac samego siebie....
    • mps61132 Re: do sisi.4 22.03.11, 18:10
      sisi i usuneli Twój post.
      Wiedz że byłam z Tobą, mnie ta osoba też nie raz nawytykała i nerwy ruszyła. Przestałam się przejmować i czytać jej posty i wypowiedzi.
      • melani73 Re: do sisi.4 22.03.11, 19:31
        Niestey, choć słowa napisane prze Tully są ostre-ale prawdziwesad
        Sisi-sama godziłas się od początku na tkie zycie, i z tego co napisąłś-dopiero gdy poznałaś nowego faceta, a mąż zgodził sie na rozwód-coś ci się przestało podobać.
        Wybacz-ale chyba msz ze sobą jakiś problem.
        Nie jesem psychologiem-sama niejednokrotnie dałąm sie wodzić za nos swojemy ex męzowi-ale żeby oczywiste rzeczy akie jak bicie zauważyć dopiero gdy sie poznaje nowego faceta?
        i naprawdę, kompletnie nie rozumiem woje rozgoryczenia, co do reakcji męża odnośnie rozwodu....
        kobieto ciesz się !!!! zaczniesz w końcu żyć !!!!! smilesmile
        • mps61132 Re: do sisi.4 22.03.11, 22:24
          Właśnie sisi ciesz się że mąż godzi się na rozwód i korzystaj puki mu się nie odwidzi.
          Nawet jak się coś w Tobie zmieni to i tak pierwsza rozprawa jest pojednawcza.
          Co ja bym dała żeby mój chciał rozwodu, a drań nie chce ani się wyprowadzić, ani rozwodu ani kochankiwink
          • zmeczona100 Re: do sisi.4 23.03.11, 10:05
            mps61132 napisała:


            > Nawet jak się coś w Tobie zmieni to i tak pierwsza rozprawa jest pojednawcza.

            Od kiedy niby tak jest?

            > Co ja bym dała żeby mój chciał rozwodu, a drań nie chce ani się wyprowadzić, an
            > i rozwodu ani kochankiwink

            Byłby głupi, gdyby się wyprowadził, bo Ty tak chcesz. Albo gdyby sobie znalazł kochankę.
        • mps61132 Re: do sisi.4 23.03.11, 10:26
          melani73 zgadza się że słowa jej są ostre, ale szasami mam wrażenie że ona zwyczajnie albo jest złośliwa albo się wyładowuje tutaj. Nie mówię ,że nie ma racji ale ma przekaźnik tego nie halo.
    • demon_hrabiego Re: przeciez sama tego chciałam... 24.03.11, 06:56
      Piszesz, że mąż nic nie wie. Z całym szacunkiem, ale po czteroletnim romansie żony to nie zdziwiłby mnie ani widok kochanka w szafie ani jego maszynki do golenia w łazience, nie tylko propozycja rozwodu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja