Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...?

29.03.11, 13:54

Historia pewnie jak jedna z wielu. Mąż zdradza mnie z sąsiadką... tyle, że ja czuje się jak w akcji jakiegoś fatalnego thrillera. Ona (kochanka) - ma już spore doświadczenie na koncie w tych sprawach. Manipuluje nami wszystkimi. 14 lat temu rozwaliła w dokładnie ten sam sposób małżeństwo swojego partnera i swojej przyjaciółki (bo nigdy nie wyszła za mąż). Dodatkowo w tym czasie sama była zaręczona a sukienka ślubna wisiała już na wieszaku w domu i ślub był już ustalony. Zdradzała swojego narzeczonego z aktualnym partnerem. Oczywiście rozstali się chłopak to bardzo przeżył. Następnie rozwaliła ostatecznie małżeństwo swojej przyjaciółki i obecnego jeszcze partnera. On zostawił dla niej dwie malutkie córeczki. Ponieważ to wszystko było jedno środowisko to podobno przez te 14 lat kilka razy zdradzała swojego partnera z jego kolegami. Az niestety zabrała się za mojego męża, który tez był kolega jej partnera i naszym sąsiadem. Mieszkaliśmy obok- ona zna mnie, nasze dzieci. Bywaliśmy u siebie i w zimny, wyrachowany sposób to zrobiła i nadal robi wszystko żeby nas zniszczyć, żeby wziąć to co postanowiła zdobyć. Wiem nie tłumaczy to mojego męża ale wiem, że trafiłam na modliszkę a poza tym jest takie brzydkie powiedzenie "jeśli suka nie da- pies nie weźmie...". Jest złą i zepsuta kobietą bez zasad. Nigdy nie była żoną , nie ma dzieci i nigdy za nikogo nie była odpowiedzialna. Robi to co chce i bierze co chce. Co ja mam robić? Jak można walczyć z tą kobietą? Niestety mój mąż zaangażował się emocjonalnie- wiem, że ten "związek" nie ma szans. Jego też zniszczy a przy okazji mnie, nasze rodziny i życie moich dzieci. Nie wyobrażam sobie, żeby mogła mieć jakiś kontakt z moimi dziećmi. czy są w ogóle metody na takie kobiety... skąd się one w ogóle biorą!?
    • bestoti na pewno przejrzy... 29.03.11, 14:08
      Wstyd mi czasami za niektóre kobiety bo sama nią jestem. To larwa jedna. Pytanie, czy Ty w ogole jesteś w stanie wybaczyć mu tą zdradę. Bo jeżeli tak to poczekaj, aż owa sąsiadka pobawi sie Panem mezem. Predzej czy poźniej znudzi jej sie bo tak wynika z tego co piszesz a mąż wróci z podkulonym ogonem do Ciebie.
    • ap_u Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 14:28
      Wiem nie tłumaczy to mojego męża ale wiem, że trafiłam na modlis
      > zkę a poza tym jest takie brzydkie powiedzenie "jeśli suka nie da- pies nie weź
      > mie..."


      No tak, dawała to brał - uczynny człowiek. Wymagasz lojalności od męża czy obcej baby?
    • garden_party Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 14:31
      kartopaka napisała:
      > nowiła zdobyć. Wiem nie tłumaczy to mojego męża ale wiem, że trafiłam na modlis
      > zkę a poza tym jest takie brzydkie powiedzenie "jeśli suka nie da- pies nie weź
      > mie..."

      Na poziomie rozsądku 'wiesz'. Na emocjonalnym - klapa.
    • tully.makker Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 14:50
      Mam znajoma ( kiedys przyjaciolke, ale nie o drodze nam bylo pod katem etyki i moralnosci). 42 lata, na koncie wylacznie romanse z zonatymi facetami, ktorych zawsze to ona wyczepiala niemalym nakladem wysilkow, czasami nawet inwestowala w podroze na drui koniec kraju... Wszyscy ci faceci wczesniej czy pozniej kopali ja w dupe.

      Ale - ja bym jednak meza oddala pani sasiadce.
    • errormix Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 15:22
      Pytanie nie powinno brzmieć "kiedy on się otrząśnie", tylko kiedy ty przejrzysz na oczy i zauważysz co się tak naprawdę wydarzyło i jak wygląda twoje małżeństwo.

      Bo jeśli nie przejrzysz, a on wróci, to do końca życia po każdym orgazmie podczas seksu z nim będziesz się zastanawiać: "Czy on jej sprawiał taką samą przyjemność jak mnie?"
      • mozambique Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 15:30
        alez one biedny tez mąz
        tak po prostu zosatla przejety w leasing
        jak niemota kompletna

        cieakwe ze bez zadnego probelmu przyjaznilas sie, bywalas i plotkowalas przez cale lata z tak okropną i zdzirowatą psijapsiółką?? tyle o niej wiedząc....
        • kartopaka Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 15:38
          Niestety to wszystko wiem juz po fakcie... Nawiązałam kontak z byłą żona jej partnera i on wszystko mi opowiedziałajak to było u niej i jakos dziwnie u mnie dokładnie powtarza sie ten sam scenariusz... Doprowadziłam do konfrontacji męża z ta byłą zona- przestraszył się. Bylismy razem, było dobrze- doprowadziłam do zmiany mieszkania. Mielismy zacząc nowe życie... I chyba kochanka mojego męża nie mogła zniesć takiego policzka i zrobiła wszystko żeby udowodnic mi , że to ona tu rozdaje karty... Była straszna afera jak sie dowiedziała, że wiem o niej to wszystko. I teraz mam wrażenie, że się mści... Poza tym jej partner jest nisko sytuaowany, jest dłuznikiem alimentacyjnym i chyba postanowiła moim kosztem zmienic swoje zycie... No i upatrzyła sobie mojego męża. Straszne to.
      • mps61132 Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 15:35
        Po pierwsze to jest takie powiedzenie, że jak raz uderzył uderzy kolejny, więc jak raz zdradził i mu to posmakowało to prędzej czy później zdradzi kolejny raz, nie ra tydzień, nie ra ro a le kiedyś zdradzi.
        Po drugie tłumaczysz męża troche bezsensu, facet jest dorosły i dobrze wie co robi, gdyby nie chciał Cię zdradzić to by nie było takiej siły żeby jakaś durna sąsiadka zaciągnęła do łóżka.
        Przecież nie wzięła go siłą kobieto tylko on sam musiał też w jakimś stopniu tego chcieć, no chyba że go opiła i chłop stracił świadomość ale wtedy to niezdolny byłby do seksu.
        Po trzecie co z tego,że ona (sąsiadka) go kiedyś zostawi jak on już będzie rocznikiem używanym. Tak jak napisał error będziesz szła z nim do łóżka i myślała czy tak samo mu było z tamtą, a ja dodam że każde jego wyjście z domu u Ciebie będzie budziło niepokój "A MOŻE ZNOWU IDZIE DO INNEJ".
        • nangaparbat3 mps, error 29.03.11, 23:57
          Tak jak napisał error będziesz szła z nim do łóżka i myślała c
          > zy tak samo mu było z tamtą, a ja dodam że każde jego wyjście z domu u Ciebie b
          > ędzie budziło niepokój "A MOŻE ZNOWU IDZIE DO INNEJ".

          Okropni jesteście.
          Nie wiecie, co ona bedzie myślała. To są tylko WASZE fantazje.
          • errormix Re: mps, error 30.03.11, 08:51
            nangaparbat3 napisała:


            > Okropni jesteście.
            > Nie wiecie, co ona bedzie myślała. To są tylko WASZE fantazje.

            Może nie tyle fantazje, co pewien punkt widzenia. Mój jest męski. Tak widzą to faceci. Zresztą przykładem na to, że tak to właśnie jest, może być jeden z wątków, który się tutaj pojawił jakiś czas temu, w którym autorka opisywała, że zdradziła męża, on jej "wybaczył", a kilka lat później niby bez powodu ją jednak zostawił, mimo że się starała, że dbała, że robiła wszystko, by mu to wynagrodzić.

            Tutaj wielkie znaczenie ma także więź między małżonkami.

            Osobiście przez całe życie podkreślałem, że wybaczyłbym mojej ex wszystko z wyjątkiem zdrady. Ale kiedy moje małżeństwo legło w gruzach, kiedy nie widziałem już nawet iskierki nadziei, prawie w ostatnim geście rozpaczy pomyślałem sobie, że wybaczyłbym nawet jej zdradę, gdyby tylko można to było jeszcze uratować.

            Ale zaraz później dotarło do mnie, że już nic nie byłoby takie samo, już nigdy nie dotykałbym jej tak jak wcześniej, już nigdy nie myślałbym, że jesteśmy w jakimś sensie jednością. Bo ten "drugi" byłby już między nami do końca życia.
            • nangaparbat3 Re: mps, error 30.03.11, 09:21
              Wszystko ma dokładnie takie znaczenie jakie my sami mu nadamy. Zawsze broni,e emocji, ale tym razem chciałabym przypomnieć, że jest jeszcze myślenie, i naprawdę mamy wpływ na to co i o czym myślimy. Może nie całkowity wpływ, ale jakiś na pewno. Możemy się nakręcać, a możemy powiedzieć sobie "stop".
              Facet z którym mieszkałam jeszcze przed poznaniem Exa zdradzał mnie i nigdy wtedy - choc byłam młoda i naprawdę głupia - nie przyszło mi do głowy wyobrażać sobie, co on z nią robi, co wtedy czuje, etc. Przecież jakiś instynkt samozachowawczy trzeba mieć, trochę wybierać w życiu, w czym się zanurzamy i pławimy, a co tylko przyjmujemy do wiadomości. W końcu to ja interpretuję moją rzeczywistość i ona taką się staje, jaką ją widzę.
              • zmeczona100 Re: mps, error 30.03.11, 10:07
                Ale człowiek ma wpływ na swoje zachowania, a nie na emocje.
                • nangaparbat3 Re: mps, error 30.03.11, 17:06
                  Ma. I może panować nad swoimi myślami, nad tym, czy coś sobie wyobraża, czy nie, czy coś rozpamietuje, czy nie. Nad myślami można - przynajmniej do pewnego stopnia - panować. Nabrać dystansu, popatrzeć z innej strony. W jakiś sposób wpływa to na emocje.
                  • zmeczona100 Re: mps, error 30.03.11, 20:35
                    Nabranie dystansu to jednak zupełnie inna sprawa, niż emocje.
                    "Kierowanie" emocjami to po prostu oszukiwanie siebie samego.
                    • nangaparbat3 Re: mps, error 30.03.11, 20:55
                      Słuchaj, emocje są i trzeba je akceptować - rozpoznawać, nazywać, nie winic za nie. Ale nie musisz im ulegać, robić wszystkiego, co Ci podpowiadają. Powiedzieć: boję się - i przyjrzeć swojemu strachowi, zamiast uciekać. Powiedzieć: jestem wściekła, i napisać list wyrażający Twoją wściekłość, zamiast chwytać za topór.
                      WYOBRAŻANIE SOBIE nie jest emocją - jest działaniem. Jak ktoś chce sobie wyobrażać żonę/męża w objęciach kochanka i katować się tym widokiem, na zdrowie. Ale naprawdę nikt NIE MUSI tego robić.
                      • zmeczona100 Re: mps, error 30.03.11, 22:11
                        nangaparbat3 napisała:

                        Ale nie musisz im ulegać, robić wszystkiego, co Ci podpowiadają. Powiedzie
                        > ć: boję się - i przyjrzeć swojemu strachowi, zamiast uciekać. Powiedzieć: jeste
                        > m wściekła, i napisać list wyrażający Twoją wściekłość, zamiast chwytać za topó
                        > r.

                        Toż pisałam- za czyny my odpowiadamy.

                        > WYOBRAŻANIE SOBIE nie jest emocją - jest działaniem. Jak ktoś chce sobie wyobra
                        > żać żonę/męża w objęciach kochanka i katować się tym widokiem, na zdrowie. Ale
                        > naprawdę nikt NIE MUSI tego robić.

                        Być może da się odczuwac wściekłośc na exa za to, że był w łózku z tą babka bez wyobrażania sobie ich sytuacji (czy tak samo całował, pieścił, szeptał itp.) , ale mogę za siebie tylko napisac, że nie wierzę, iż mozna wyłączyć wyobraźnię.
                        • nangaparbat3 Re: mps, error 30.03.11, 22:31
                          A ja wierzę, że można nie być w stanie wyłączyć wyobraźni - i wiem, z doświadczenia, że można nawet nie włączyć.
            • hanyszka zdrada a romans 30.03.11, 10:18

              Nigdy nie zrozumiem takiego myślenia, jakie prezentuje Error.
              I chyba nie chciałabym mieć partnera, który tak myśli.
              Osobiście rozgraniczyłabym zdradę (rozumianę jako jednorazowy wyskok bez znaczenia i zaangazowania, głupi, nie przeczę) od romansu, czy trwającego określony czas quasi-związku, z którym nieuchronnie łączy się lawirowanie, kłamstwo i nielojalność wobec osoby zdradzanej. I właśnie tych 3 rzeczy nie umiałabym wybaczyć, utrata szacunku i zaufania rujnuje związek, choćbym nawet jeszcze partnera resztką sił kochała. Zagadnienie, co mu inna pani fajnego robiła jest akurat dla mnie drugorzędny.

              I odwrotnie - jestem w stanie sobie wyobrazić swój jednorazowy wyskok. Nie zdarzył mi się, ale nie wykluczam, że mógłby. Sytuacji romansu sama sobie bym nie darowała.

              Error, sorry, ale myślisz jak jaskiniowiec - "mojej kobiety dotykał ktoś inny, nieczystą dla mnie jest".
              I nie wmawiajcie mi, że wszyscy faceci tak mają. To nieprawda. Ludzie tak mają, i to, na szczęście nie wszyscy.
              ----------
              Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
              • zmeczona100 Re: zdrada a romans 30.03.11, 10:28
                To ja też jaskiniowiec jestem, a w dodatku nie rozróżniam romansu od długiego związku. I jedno i drugie skutkuje utratą zaufania.
                No chyba, że jest się altruistką wink
              • ekscytujacemaleliterki Re: zdrada a romans 30.03.11, 11:00
                Nie wiem czy wszyscy faceci tak myślą czy nie ale ja tak. I nie ma dla mnie znaczenia czy to jednorazowy skos w bok był, czy długofalowy romans. Jedno i drugie jest zdradą, jedno i drugie boli.
              • errormix Re: zdrada a romans 30.03.11, 11:01
                hanyszka napisała:

                > I odwrotnie - jestem w stanie sobie wyobrazić swój jednorazowy wyskok.

                I tu się właśnie różnimy. Bo ja nie wyobrażam sobie nawet "wyobrażania". Bo nie po to wiążę się z kimś zakładając, że ta osoba mnie zdradzi, a nawet jeśli się to kiedyś wydarzy, to będzie to "głupi, nic nie znaczący wybryk".

                W każdym związku powinny być i z reguły są granice, których się nie powinno przekroczyć. Pod żadnym pozorem. Dla mnie taką granicą była, jest i będzie zdrada. I nieważne, że z zapomnienia, z zauroczenia, czy z głupoty.

                Ty bierzesz pod uwagę "wyskok", ja nie.

                Bo dla mnie sprawa intymności w małżeństwie jest priorytetem. Najważniejszą rzeczą. Stawianą na równi z zaufaniem, szacunkiem i miłością. Bo delikatność, czułość i przyjemność z obcowania z drugą osobą (czytaj: żoną) to taka moja kwintesencja miłości postrzeganej przeze mnie. Bo ta moja czułość, bliskość i delikatność jest i powinna być przeznaczona tylko i wyłącznie dla niej. Bo ona jest dla mnie kimś wyjątkowym.

                Może więc jestem jaskiniowcem, ale jeśli ktoś wystawia dupę poza jaskinię, to się powinno mu tę dupę obić maczugą.
                • nangaparbat3 Re: zdrada a romans 30.03.11, 17:10
                  errormix napisał:
                  >
                  > Może więc jestem jaskiniowcem, ale jeśli ktoś wystawia dupę poza jaskinię, to s
                  > ię powinno mu tę dupę obić maczugą.
                  >

                  A fiuta odrąbać toporem.
                  • errormix Re: zdrada a romans 30.03.11, 18:33
                    nangaparbat3 napisała:

                    > A fiuta odrąbać toporem.

                    Można też cycki. To zależy kto wystawia.
              • altz Re: zdrada a romans 30.03.11, 17:40
                Ja też nie rozumiem wyskoków. Nie rozumiem nawet małych kłamstw, bo to bardzo psuje zaufanie. Zrozumiem małą tajemnicę w celu zrobienia urodzinowej niespodzianki.
                Jestem troglodytą, jak ktoś dotknie kobietę, to zabiję i zjem w potrawce oboje!
                • zmeczona100 Re: zdrada a romans 30.03.11, 20:33
                  altz napisał:

                  > Ja też nie rozumiem wyskoków.

                  Znaczy się, ona nie może, bo Ty możesz.
          • altz Re: mps, error 30.03.11, 09:18
            > Nie wiecie, co ona bedzie myślała. To są tylko WASZE fantazje.
            Utrata zaufania jest najgorszą rzeczą. Już nic nie będzie tak, jak było.
            Żona inaczej się ubierze czy pomaluje i już będą wątpliwości, czy nie ma kogoś trzeciego.
            Ona się zdenerwuje i palnie, że z tamtym było lepsze to i owo.

            Ja się nie oburzam, ja wiem, że kobiety porównują i o tym mówią swojemu partnerowi.
            Mężczyźni też porównują, ale co najwyżej powiedzą swojemu najlepszemu koledze bez podawania szczegółów.
            Kobieta zapyta męża, ile miał kobiet przed nią, jak on odpowie szczerze, to ona ma potem już z tym problem na lata. Facet do tego podchodzi inaczej i nie ma z tym problemu, byle tylko przy kłótniach nie wyciągała tego, to jest w porządku.
            • nangaparbat3 Re: mps, error 30.03.11, 09:29
              Facet, kobieta, kobiety, mężczyźni - o czym Ty mówisz? Każdy z nas jest inny, inaczej przeżywa, inaczej doświadcza, nadaje inne znaczenie.
              Wiesz, jak się rozstawaliśmy z mężem największy problem miałam i tak zwanymi życzliwymi (rodzina, przyjaciele), którzy domagali się, bym nienawidziła Exa i źle o nim mówiła. Bo taki był ich stereotyp porzuconej kobiety. Nawet jedna z moich przyjaciółek pościągała ze ścian obrazy, które Ex malował - mnie to w ogóle nie przyszło do głowy.
              Myślę, że bardzo wiele złego dzieje się w naszym życiu dlatego, że inni nakręcają nas, mówiąc, co powinnismy czuć - jak źle zostaliśmy potraktowani, jakie okropne jest to drugie. Co innego współczuć, akceptować cudzy ból, złość, nienawiść nawet, co innego je podsycać czy wręcz wywoływać.
              • altz Re: mps, error 30.03.11, 17:34
                Ja mam takie doświadczenia, ze kobieta się pyta partnera o poprzednie jego partnerki, ale w zasadzie nie chce wiedzieć, a jak już się dowie, to ma z tym wielki problem. Mężczyźni się nie pytają, bo ich nie interesuje.
                Wśród kobiet jest moda na porównywanie się z innymi paniami i to jest chyba gorsze od wzajemnego nakręcania się, a to zjawisko też widać, i to pięknie, na tym forum.
          • mps61132 Re: nangaparbat3 30.03.11, 10:17
            Nie okropni tylko z życiowym doświadczeniem i takie rzeczy się wie i zna.
            • zabelina Re: nangaparbat3 30.03.11, 17:49
              Myślisz, że Nanga nie ma życiowego doświadczenia??
      • nangaparbat3 Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 23:53
        >
        > Bo jeśli nie przejrzysz, a on wróci, to do końca życia po każdym orgazmie podcz
        > as seksu z nim będziesz się zastanawiać: "Czy on jej sprawiał taką samą przyjem
        > ność jak mnie?"
        >

        A to już by była patologia.
    • kara_mia Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 16:00
      Pytanie nie powinno brzmieć "kiedy on się otrząśnie", tylko kiedy ty przejrzysz na oczy i zauważysz co się tak naprawdę wydarzyło i jak wygląda twoje małżeństwo.

      Bo jeśli nie przejrzysz, a on wróci, to do końca życia po każdym orgazmie podczas seksu z nim będziesz się zastanawiać: "Czy on jej sprawiał taką samą przyjemność jak mnie?"


      podpisuję się oboma rękami z podkreśleniem najważniejszego.
      Dla mnie post autorki wątku jest takim"dziełem zebranym" stereotypów i często spotykanych opinii, które tak naprawdę nic wspólnego z rzeczywistością nie maja. Dlatego tez pozwalam sobie krok po kroku odpowiadać:

      Historia pewnie jak jedna z wielu. Mąż zdradza mnie z sąsiadką... Tyle, że ja czuje się jak w akcji jakiegoś fatalnego thrillera. Ona (kochanka) - ma już spore doświadczenie na koncie w tych sprawach. Manipuluje nami wszystkimi.
      Do tego trzeba 2,: tego, kto usiłuje manipulować oraz tego, który sobie na to pozwala. Napisałabym raczej: Pozwalamy sobie na manipulowanie przez naszą sąsiadkę.
      14 lat t emu rozwaliła w dokładnie ten sam sposób małżeństwo swojego partnera i swojej przyjaciółki, (bo nigdy nie wyszła za mąż).
      Małżeństwo to nie ściana, nie da się rozwalić z zewnątrz i przez osobę trzecią
      Napisałabym raczej: Małżeństwo jej partnera i jej przyjaciółki rozpadło się i pretekstem do tego była ona.
      Dodatkowo w tym czasie sama była zaręczona a sukienka ślubna wisiała już na wieszaku w domu i ślub był już ustalony.
      Bywa, jak rozumiem w ostatniej chwili zmieniła zdanie.
      Zdradzała swojego narzeczonego z aktualnym partnerem. To pewnie dlatego w końcu nie wyszła za niego za mąż – to nawet lepiej się stało.
      Oczywiście rozstali się chłopak to bardzo przeżył. – jak to zwykle przezywa się rozstanie.
      Nie wiemy, dlaczego, kto i jak miedzy nimi było i nikomu z nas sądzić, kto dobry a kto zły
      Następnie rozwaliła ostatecznie małżeństwo swojej przyjaciółki i obecnego jeszcze partnera.
      Jak już pisałam : Małżeństwo to nie ściana, nie da się rozwalić z zewnątrz i przez osobę trzecią
      Napisałabym raczej: Małżeństwo jej partnera i jej przyjaciółki rozpadło się i pretekstem do tego była ona.
      On zostawił dla niej dwie malutkie córeczki.
      Dzieci nie można zostawić, czy kto chce czy nie zawsze będą dziećmi. Można przestać poświęcać im czas i uwagę, wykorzystując różne preteksty – w tym np. nową partnerkę.
      Poza tym ze względu na różnicę miejsca w rodzinie nie sposób, aby dzieci rywalizowały z kobieta u boku ojca. Kobieta ma swoje miejsce a dzieci swoje. Można je jedynie zaniedbywać wykorzystując różne preteksty – w tym np. nową partnerkę. – ale to tak na prawdę nie ma nic wspólnego z partnerką – tylko z ilością czasu i sił, jakie ojciec chce poświęcać dziecku.
      Ponieważ to wszystko było jedno środowisko to podobno przez te 14 lat kilka razy zdradzała swojego partnera z jego kolegami. –
      Kluczowe jest słowo podobno… kto widział kto słyszał… ale jak jak uwielbiam plotki
      Az niestety zabrała się za mojego męża, który tez był kolega jej partnera i naszym sąsiadem.
      Napisałabym raczej: Ostatnio spodobał się jej / zrobiła wrażenie mój mąż ( to nawet naturalne, bo pewnie męża masz fajnego, jak by był ostatnim menelem to ani tobie ani innym by się nie podobał)
      Mieszkaliśmy obok- ona zna mnie, nasze dzieci. Bywaliśmy u siebie i w zimny, wyrachowany sposób to zrobiła i nadal robi wszystko żeby nas zniszczyć, żeby wziąć to co postanowiła zdobyć.
      Wyrachowany – to tylko metka, która przyklejasz i uogólnienie, nie ma nic wspólnego z faktami.
      robi wszystko żeby nas zniszczyć – to również metka, która przyklejasz a poza tym nie znasz jej intencji.
      Podejrzewam (!), że niszczenie ciebie ma głęboko w nosie, jej najpewniej chodzi o niezły sex z twoim mężem.
      Wiem nie tłumaczy to mojego męża ale wiem, że trafiłam na modliszkę
      ale wiem, że trafiłam na modliszkę – to tylko nazwa i twoja inwektywa pod jej adresem, nie ma pokrycia w faktach
      a poza tym jest takie brzydkie powiedzenie "jeśli suka nie da- pies nie weźmie...".
      To prawda, pies nie weźmie jak suka nie da. Tylko pojawia się pytanie :
      To , żeby pies nie wziął to żadna suka w okolicy musiałby nie chcieć mu dać, a on by biedny latał od jednej do drugiej sfrustrowany i słyszał ciągłe NIE. – No , nieźle postrzegasz swojego meża. smile
      Bo to w 100% on jest odpowiedzialny za to, co zrobił.
      Jest złą i zepsuta kobietą bez zasad. –
      Ho, ho, ho, kolejna inwektywa i uogólnienie a nie fakt. Ma zasady tylko inne niż twoje,ot i co.
      Nigdy nie była żoną , nie ma dzieci i nigdy za nikogo nie była odpowiedzialna.
      Jest – za siebie, czy jej się to podoba czy nie
      Robi to co chce i bierze co chce.
      To jakby normalne.. też tak robię  czasem się musze postarać, ale jak chcę coś i umiem na to „zapracować „ to czemu nie ?
      Co ja mam robić?
      Po pierwsze uspokoić, choć wiem, że może być trudne i wziąć do serca słowa errora. Zadbać o siebie i skoncentrować się na sobie.
      Jak można walczyć z tą kobietą? – nie można, tzn można, ale to nie przyniesie żadnych efektów, tylko się zmęczysz.
      Niestety mój mąż zaangażował się emocjonalnie- bywa.
      wiem, że ten "związek" nie ma szans – tego nie wiesz, tego nikt nie wie, może twój maż ona , ale i to nie do końca.
      Jego też zniszczy a przy okazji mnie, nasze rodziny i życie moich dzieci. – nie ona, ty zniszczysz, jak będziesz nie umiejętnie z sobą się obchodzić i ze swoimi dziećmi. A wasza rodzina z mężem nie zniknie- bo macie wspólne dzieci, najwyżej będzie "inna".Więź pozostanie - bo są dzieci. Po prostu przestaniecie istnieć jako para, ale skoro maż już odszedł ( tak rozumiem) to i tak Was już jako pary nie ma.
      Nie wyobrażam sobie, żeby mogła mieć jakiś kontakt z moimi dziećmi.
      Jak twój maż i ona zostaną razem – to będzie miała kontakt, jako ich macocha. bo będzie rodzina i nie masz na to wpływu.
      czy są w ogóle metody na takie kobiety – nie bardzo wiem, do czego owa metoda miałaby prowadzić, co powodować? Nie masz wpływu, najmniejszego i mieć nie będziesz na jej postępowanie, zresztą na postępowanie męża też.
      skąd się one w ogóle biorą!?
      Jak to ludzie, z ojca i matki…

    • laura_fairlie Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 23:30
      A już myślałam, że to sąsiadka eks Michszyba.
      Biedny tej twój mężulek - taki bezwolny i bez zasad. Ty przeżyjesz, dzieci też, zaś pan mąż będzie miał jeszcze za swoje. To on ci przysięgał, nie ona.
    • nangaparbat3 Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 29.03.11, 23:51
      Jak to mówią Chińczycy?
      Jeśli tylko dość długo będziesz siedzieć nad rzeką, zobaczysz jak płyną nią trupy Twoich wrogów.
    • czlowiek-na-torze Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 30.03.11, 00:51
      Pretensje miej do męża a nie do sąsiadki.
      To nie sąsiadka ślubowała Ci wierność, tylko mąż!
      Ona ma taki a nie inny system wartości i nic na to nie poradzisz, nie masz na to wpływu a w zasadzie to nic Ci do tego. Twój mąż natomiast ma być Ci wierny i ma dbać o stan związku z Tobą. Tyle na temat.
      • argentusa Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 30.03.11, 09:40
        Święte słowa Człowieku smile.

        Do autorki:

        Kochana, nie próbuj rozwiązywać problemów męża za niego. Sąsiadka, jak sąsiadka, nie ona miała dbać o Twój związek, tylko osoby w tym związku.
        Żeby nie było, że teoretyzuję: sama nie mam absolutnie nic do kobiety, z którą romans był ostateczną przyczyną rozwodu (bo za rozłożenie związku odpowiadam JA i mój Eks). Ona mi nic nie obiecywała, co więcej - nic nie jest mi winna. Nie zajmuję się Nią. Pretensje miałam do Eksa. Poza tym, dorośli ludzie są autonomiczni w swpoich decyzjach. Nie można im nakazywać, czy uświadamiać.
        I pytanie: a jak sobie wyobrażasz rzeczywistośc po "powrocie" marnotrawnego? Wierz mi, NIE i NIGDY już nie będzie takie samo.
        Ar.
        • kartopaka Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 30.03.11, 10:14
          Dobrze, ale czy na bazie doświadczeń, przeżyć tych lepszych i niestety tych aktualnych - złych nie można zbudować czegoś nowego trwalszego...Wyciągnąć wnioski. Niestety ja tego ciągłe chcę... Nie wiem jak będzie- tego nie wie nikt...
          • kasper254 Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 30.03.11, 10:21
            Ubiegłaś mnie. Właśnie to ci odpowiedziałem. To dobrze, że chcesz. Tutaj niektórzy chcą ci zakazać i myśleć i czuć. Po prostu chciej. Jeśli nie wyjdzie, będziesz zawsze mogła powiedzieć, że zrobiłaś wszystko. Ci, którzy kierują się stadnym instynktem, to zazwyczaj frustraci, a niekiedy - konformiści.
          • argentusa Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 30.03.11, 10:48
            Kartopaka, można.
            Warunek: muszą tego CHCIEć MOCNO obie strony. To, że Ty chcesz to już 50%. Na pozostałe 50% nie masz żadnego wpłwu. A nawet jeśli chcieć będziecie jednakowo mocno oboje -nie masz żadnych gwarancji, że się uda.
            I nie jest prawdą, że odmawiamy Ci czucia i chęci smile. Ja raczej próbuję powiedzieć, że decyzja o powrocie męża to dopiero POCZĄTEK, a nie koniec trudności. Najważniejsze, byś wiedziała czego naprawdę chcesz. I, ze chcesz ratować wydaje mi się naturalne i dobre. Jednak nie oznacza to, że osiągnięty rezultat Cię zadowoli.
            (to są doświadczenia mojej przyjaciółki, która po zdradzie jest dalej w związku -oboje przeszli swoje terapie, potem razem terapia małżeńska). I niestety cień przesżłosci dalej z nimi jest. Decyzję o powrocie do siebie podjęłi "rozumem", na początku było ok, a nawet lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Teraz po 5 latach - znowu coś szwankuje i oboje mówią, że mają wątpliwości, czy taki powrót był dobrym rozwiązaniem. ale to oczywiście jedna sprawa.)
            U Was może być inaczej -lepiej lub gorzej. Nie ma reguły.
            Powodzenia
            Ar.
        • kasper254 Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 30.03.11, 10:15
          1. Kartopaka, nie wiadomo, kiedy on się otrząsie, kiedy przejrzy na oczy i czy w ogóle to się stanie. Nie wiadomo też, czy mają rację ci, którzy dają ci tak radykalne rady, co do zostawienia męża, którzy piszą, że nic nigdy nie będzie już takie samo, że nie można sobie wyobrazić życia po powrocie marnotrawnego itd. Może im się tylko wydaje, może nie starcza im wyobraźni, może teraz są tacy mądrzy. Czasami ludzie siwieją z głupoty, a często z perpektywy czasu każdy jest Sokratesem.
          2. Jeśli jest szansa, ratuj rodzinę, ratuj dzieci. Daj mu i sobie szansę, wyznacz czas powrotu, a gdy trzeba będzie, jeszcze raz. Nikt nie zagwarantuje, że okręt z połamanymi żaglami nie dopłynie do portu. Widać, że kochasz i że jesteś odpowiedzialna. To dużo. To znaczy rozumiesz, iż nic nigdy nie jest takie samo, ze zdradą czy bez niej. Gdy jest dom, z perspektywy starości bledną wszystkie sprawy, gdy go nie ma - mają karykaturalny wymiar.
    • hanyszka Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 30.03.11, 10:26

      Tak, bo to one złe kobiety takie są. Zarzucają sieci, uwodzą i niewolą. A mężczyźni jako te barany, potulnie idą na rzeź.
      Tekstu o psie i suce nie skomentuję, jest tak wulgarny i prostacki, że szkoda słów.
      Proponuję na razie założyć, że on może nigdy, jak to ujęłaś, się nie "otrząsnąć". Ja osobiscie żałuję, że nie przyjęłam takiego założenia na początku, tylko zgodnie z kiepską radą Kaspra "ratowałam rodzinę".
      Szkoda. Oszczędziłoby mi to kilku miesięcy łez i miliona rozczarowań po drodze.
      ----------
      Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
      • tully.makker Re: Kiedy on sie otrząsnie, przejrzy na oczy...? 30.03.11, 17:20
        > Tak, bo to one złe kobiety takie są. Zarzucają sieci, uwodzą i niewolą. A mężcz
        > yźni jako te barany, potulnie idą na rzeź.

        Nikt nie neguje, ze podstawowa odpowiedzialnosc za zdrade ponosi osoba zdradzajaca, a nie przygodny instrument tej zdrady.

        Ale - widzialam w akcji owa moja znajoma, o ktorej wspomnialam wyzej. Wyobtaz sobie taka sytuacje - sliczna, zadbana wybitnie inteligenta trzydziestka ze stolycy startuje do 45-50 letniego pana, nierzadko z prowincji. I to na delegacji, kiedy wydaje sie, ze realne zycie zostalo gdzies daleko.
        Na pewno bylo bardzo wielu, ktorzy sie oparli pokusie, ale i rownie wielu, ktorzy sie nie oparli. W wiekszosci po jakims tam czasie romansu wrcali do zon, co jak dla mnie bylo dowodem, ze ani tej zdrady nie chcieli, ani nie planowali. Ot, skorzystali z okazji. A ile przy tym wycierpialy sie zony i nastolenie juz na ogol dzieci, ktore przeciez nie byly slepe? Oczywiscie, podstawowa wina jest meza i ojca. Ale czy to by sie wydarzylo, gdyby nie moja kolezanka, majaca jak sadze powazne problemy ze soba, swoja samoocena? Dla niej wolny facet nie istnial, byl interesujacy o tyle, o ile mogla rywalizowac z inna kobieta.

        Wiec to wszystko nie jest takie proste. Nie tylko z rozsadku, instynktu samozachowawczego, ale przede wszystkim, by nie krzywdzic innych, warto nie wcinac sie miedzy wodke i zakaske. Co sie stosuje to obojga plci.
    • ciociacesia to ty sie musisz otrzasnac nie on 30.03.11, 10:29
      ona jest zla i zepsuta, ale twoj maz niestety nie lepszy. pogodz sie z tym i zyj dalej
      • kartopaka Re: to ty sie musisz otrzasnac nie on 31.03.11, 10:06
        Wiecie w sumie macie rację. Od 2 lat włączę o ten związek. Była terapia rodzinna był jakiś regres w ubiegłe wakacje. Zmiana mieszkania. A teraz już nic nie mogę zrobić- równia pochyła. Mój mąż jest zakochany. Jego kochanka też. Teraz to walka z wiatrakami. Muszę się zatroszczyć o siebie i o dzieci. Myślę, że kiedyś w końcu przejrzy na oczy i bardzo bym chciała, żeby czuł to wszystko co ja czułam. Żeby ona go upokorzyła i skrzywdziła tak jak on mnie ... Mam nadzieję, że dla mnie koniec tego związku to początek czegoś nowego- lepszego. Niestety życie nie jest łatwe...a zderzenie z tą przykra rzeczywistością bardzo bolesne, ale co nas nie zabije to nas wzmocni..! Mam dwoje wspaniałych dzieci i mam dla kogo żyć. Czasami brakuje mi kogoś bliskiego, ale pewnie i na to przyjdzie czas... Pozdrawiam Was wszystkich bo chyba tutaj to tylko kobiety po przejściach i mężczyźni z przeszłością... Jeszcze będzie przepięknie- tak? ...
        • maheda Jeszcze będzie normalnie. 31.03.11, 10:07
          Tak.
          • to.ja.kas Re: Jeszcze będzie normalnie. 31.03.11, 10:10
            Zdecydowanie tak.
        • argentusa Re: to ty sie musisz otrzasnac nie on 31.03.11, 11:06
          No pewnie, że tak smile)))))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja