anshe30
31.03.11, 09:58
Myślałam,ze juz nic mnie nie zdziwi na tym świecie i nic mnie już nie ruszy(poza śmiercią bliskich), ale to juz chyba szczyt szczytów jest.
Mam adwokata. Ma około 40 lat, żonaty, małe dziecko. Ja dobrze stoje finasnowo stać mnie na jego oplacenie itp, wiec nie potrzebuje jałmuzny i tym podobnych, wiec nie rozumiem niektórych zachowań jakimi kierują ludźmi. W maju mam kolejną rozprawę rozwodowa z winy męża. Wczoraj byłam na kosutlatcji u mojego adwokata i ten zaczał mnie podrywać i proponował przenies rozmowe np prz kawie lub lampce wina w milszym miejscu. Ewinedtnie dawał mi dozrozumienia o co chodzi. W taki szarmancki, dałoby sie wydawać niewinny, kulturalny sposób.
Podziękowałam , udałam ,ze mnie to nie ruszyło. I teraz nie wiem co robić.Komus zdazylo sie cos podobnego?
Rozprawa 4 maja, mam skomplikowana sytuację rozwodową, powiedział, że"do wygrania", ale ja nie chce by mnie juz reprezentował. Moge mu wymowic pelnomocnictwo???
Od kilku miesiecy jestem szczepkiem nerwow i jeszcze
to. Ja zwykla , normalna dziewzyna jestem... zeby nie było, że dawałam panu adwokatowi jakies"sygnały"...Brrr