ograniczenie praw rodzicielskich..czyli?

01.04.11, 22:38
6 lat temu moj ex w pozwie rozwodowym wniósł miedzy innymi o " ograniczenie( sobie samemu) praw rodzicielskich.
wówczas myslalam ż e ten zapis osnacza jedynie tyle ż e mam większa swobodę ruchów wzgledem dziecka..i nie musze konsultować z exem drobnych mało isttnych spraw dotyczacych malego..." widzenia" co 2 weekendy i każda środe...
po roku czsu zrezygnował z widzeń w tyg... bo " nie zawsze miał czas"... widzenia weekendowe.. zwykle dochodziły do skutku...od roku jednak..i te weekendowe spotkania stały sie sporadyczne....ciagle odwoływane ( nigdy nie proponował innego terminu).. do dziecka zadzwonił ....moż e 10 razy przez 6m lat.. ( nie liczac odpowiedzi na tel od dziecka )
nigdy nie zaproponował wspólnych wakacji...ani ferii...nie interesował sie tez co poczne z dzieckiem przez czas wakacji .......jeśli jego weekend nie wypadł w trakcie świąt......równiez nie zabierał dziecka.
jednym słowem starał sie widywać w wyanaczone weekendy ....i nic wiecej nie dał od siebie!!!!! ponieważ podtrzymuje mit o kochanym tacie ... dziecko nie ma żadnego urazu do taty... pisze maile ...lub sms.. kocha ale nie tęskni.
od 2 lat dziecko ma stwierdzoną nadpobudliwosć... nie musze mówić co to oznacza dla rodzica.... lekarze psycholodzy...terapie.. spotkania adhd'wców...i 2x wiećej poświeconego czasu niz zdrowemu dziecku. o wszystkim na bierzaco informuję tatę.. o porażkach i sukcesach dziecka.....ale nigdy nic nie odpowiada...nie pyta...ostatnio zapytałam mailowo czy przypadkiem nie narzucam sie tymi wiadomościami.....o jego własnym dziecku.......cisza.
za to gdy sdarzyło sie ze dziecko w piatkowy wieczór sie rozchorowało..i byłam zmuszona odwołać spotkanie taty z dzieckiem..... dostałm maila
" to pachnie ograniczaniem kontaktów!!!!!"
wiem ż e mam być asertywna i twarda...ale bardzo mnie to zabolało.... i prawie chciałam go przepraszać ż e dziecko zachorowało..... wykreciłam numer do taty aby samo dziecko powiedziało ż e żle sie czuje.."
teraz tak sobie myslę... czy przypadkiem ograniczenie kontaktów nie oznacza dla taty mego dziecka ... bezpiecznej barykady aby odgrodzić sie od małego a szczególnie jego problemów... zupełnie nie ma instynktu i empati wobec wlasnego dziecka.... ( w przeciwieństwie do ex tesciowej...która jest w stałym kontakcie z małym ..wszystko o nim wie ...i bb sie interesuje ...ale jest bb daleko)
ograniczenie kontaktow- zwalnia ojca z wszelkich obowiązków i normalnych odróchów zainteresowania dzieckiem???
    • anshe30 Re: ograniczenie praw rodzicielskich..czyli? 01.04.11, 22:48
      Ograniczenie PRAW, nie jest ograniczeniem OBOWIĄZKÓW. Tatuś delikatnie mowiac się miga I Twoje pytani bardziej rozpatrywałabym w kwestii moralnej niz prawnej.
      • alexolo Re: ograniczenie praw rodzicielskich..czyli? 01.04.11, 23:01
        też tak mysle....
        ponieważ wzrosły koszty utzrymania dziecka ..i ta cholerna przypadłość dziecka , ktora rujnuje mi kieszenie i powoduje dół psychiczny...zaproponowalam ex aby dobrowonie podniosł alimenty z 450 na 600....zgodził sie na 500....
        on mnie zna ..wie ż e nie cierpie konfrontacji i chodzenia po sądach....
        mimo ż e to żadna dla mnie roznica.... zgodziłam sie na 500.....ale gdy odmówiłam wyslania dziecka do taty ( z powodu przeziębienia i goraczki) na nastepny miesiąc wyslał 450 zł twierdzac ze ja nie wywiązuje sie z umów to on tez nie musi. ukarał mnie.
        byłam juz u prawnika... chyba sie zdecyduje na wniesienie pozwu o 900zł ... a powalcze 600-700... zobaczymy. choć wolałabym wiecej pomocy mentalnej i "fizycznej"...ale to chyba nie realne
        • anshe30 Re: ograniczenie praw rodzicielskich..czyli? 01.04.11, 23:14
          Za bardzo pobłażliwa jesteś w stosunki do niego, zdecydowanie mądrzejsza, ale występujesz w interesie dziecka i tez o jego interesy powinnas dbać.

          "Ukarał" Cie niepełna kwotą, czy dziecko???....Kurcze co za dzieciak!

          Zrób tak jak napisałaś. 500 zł alimentów to żadne ALIMENTY. Tym bardziej jak dziecko jest starsze i wymaga profesjonalnej opieki.

          Powodzenia.
Pełna wersja