moja żałosna historia

07.04.11, 14:42
Jesteśmy małżeństwem od 2004 roku. Mamy 6-letnią córkę i to ze względu na nią tak długo trwałam w tym związku. Nie chciałam, żeby dziecko wychowywało się w rozbitej rodzinie. Doszłam jednak do wniosku, że własnie ze względu na córkę powinnam się rozwieść. Nie chce by dłużej patrzyła na ten cyrk.
Miedzy mną a M. od dawna nie było dobrze. Ja nie jestem idealna- bywam marudna, jestem bałaganiarą ale uważam, że nie zasługuję na takie traktowanie. M. od zawsze zdarzało się szarpać, uderzyć, poniżać. Często szydził ze mnie w obecności znajomych a kiedy byliśmy sami nazywał mnie 'kurwą', 'szmatą', 'penerą'. Wypominał mi mojego partnera z którym byłam zanim jeszcze się poznaliśmy. Długo to tolerowałam. Uważałam, że nie ma ludzi idealnych. Kochałam go... jak ja go kochałam...
Kiedy znalazł sobie kochankę mój świat runął. Nie wiedziałam co mam robić ale nikomu o tym nie powiedziałam. Zbyt bardzo było mi wstyd... [tak wiem, jestem kretynką]
M. początkowo chciał się rozwieść ale w końcu (jak sam to określił) dał mi 'jeszcze jedną szansę'. Nawet nie powiedział przepraszam.
Wtedy coś we mnie pękło. Zaczęłam coraz poważniej mysleć o rozstaniu.
Jesienią zeszłego roku poznałam kogoś z innego miasta. Postanowiłam odejść. Zacząć życie od nowa. Kiedy mój mąż się o tym dowiedział zaczęło się piekło. Nigdy nie zapomnę tamtej nocy...
Zagroził, że jeśli wyjadę z dzieckiem do innego miasta on to zgłosi na policję i córka zostanie mi odebrana i trafi na izbę dziecka do wyjaśnienia bo dziecko ma przebywać w miejscu zamieszkania.
Nie chciałam, narażać córki na takie sensacje. Zostałam. Zrezygnowałam z nowego związku.
Teraz mój mąż nie daje mi żyć. Nie ma dnia żebym nie słyszała obelg na swój temat (także przy dziecku). Często zdarza mu się mnie uderzyć ale nie na tyle mocno, żeby miała jakieś ślady. Kiedyś w ataku złości ściągnął mnie za włosy po schodach. Rozbił mój telefon kiedy nie chciałam mu pokazać z kim rozmawiałam. W tej chwili nie mam prawa do jakiejkolwiek prywatności. M. sprawdza mojego maila, profile na portalach społecznościowych, telefon. Sprzedał moje auto (było zarejestrowane na teścia) żebym nigdzie nie mogła jechać bez jego wiedzy (mieszkamy na wsi gdzie praktycznie nie jeżdżą autobusy). Do rodziców nawet nie wolno mi jechać.
Jestem już kompletnie wykończona tą chorą sytuacją. W dodatku nie mam co liczyć na niczyje wsparcie. moja przyjaciółka odwróciła się ode mnie po tym jak mój maż naopowiadał jej jakiś bzdur o mojej zdradzie. Z kolei rodzice nie chcą sie mieszać w nasze małżenstwo i nawet nie chcą słyszeć o tym żebym chociaż na jakiś czas się do nich przeniosła bo twierdzą, że już nie ma miejsca ( moj pokój zajął brat z dziewczyną a w salonie nie ma mowy, żebym 'koczowała').
Jeśli chodzi o nasz dom to jest z nim bardzo skomplikowana sytuacja- stoi na działce którego właścicielami są teściowie. Ja jestem tylko współkredytobiorcą. Nawet nie jestem tam zameldowana ponieważ mąż nigdy sie na to nie chciał zgodzić.
Chcę to już zakończyć ale nie wiem jak sobie poradzę po rozwodzie. Nie zarabiam dużo. Sama nie mam szans na opłacenie wynajmu mieszkania. Może ktoś mi poradzi jak mam się zabrać do tej sprawy.
    • noemi123 Re: moja żałosna historia 07.04.11, 15:31
      Miałam już nie pisać na forum ale tu muszę bo mnie aż nosi.
      Byłam w podobnej jak Ty sutuacji z tym że ja mieszkam w mieście,
      Jest kilka wyjść z tej trudnej sytuacji, ale pytanie jest jedno czy Ty dasz radę przez to przejść bo będzie trudno, bardzo.
      Jeżeli nie masz gdzie pójść z dzieckiem:
      Na Twoim miejscu nagrywałabym każdą, powtarzam każdą scysję z mężem, wzywałabym policję do każdej awantury, to nic , że przyjadą po czasie, notatka jest że było wezwanie. To bardzo ważne. Domagać się po takich wezwaniach założenia mężowi niebieskiej karty, złożyć w prokuraturze sprawę o znęcanie i jednocześnie o eksmisję i rozwód, alimenty na siebie i dzieci(jeżeli nie chcesz z nim być).
      Nie bać się, on przez swoją słabość zachowuje się agresywnie, szukać pomocy w MOPS, niech będą ślady w papierach i nie informować go co zamierzasz zrobić.
      Może to perfidne ale bronisz swojego i dziecka bytu.
      U mnie bardzo dużo dały interwencje policji, izba wytrzeźwień. Facet opamiętał się i jest git. Miał sprawę o znęcanie i gdybym nie wycofała wniosku to miałby eksmisję ze swojego własnego mieszkania.
      Jeżeli chcesz pisz na PW.
      Nie mam czasu narazie więcej pisać ale mam kilka pomysłów, pozdrawiam

      ------------------------------------------------------------------
      Mechanik powiedział mi: Nie mogłem naprawić hamulców, więc podkręciłem klakson.
      ------------------------------------------------------------------
      • goldica Re: moja żałosna historia 07.04.11, 15:49
        Z nagrywaniem próbowałam już kiedyś ale nic z tego nie wyszło bo on dobrał się do mojego telefonu. Zrobił mega wielką aferę i wszystko usunął. Potem przez jakiś czas się hamował ale nie zbyt długo.
        Szczerze mówiąc o MOPSie wcześniej nie pomyślałam. To chyba dobry pomysł tylko czy można to zrobić tak, żeby oni nie informowali męża, że u nich byłam i na niego gadałam? Boję się, że jak M. się o tym dowie to dopiero zacznie się na mnie mscić ( już się kiedyś odgrażał) i wyrzuci mnie z domu.
        • noemi123 Re: moja żałosna historia 07.04.11, 16:00
          Dziewczyno
          Mops nie powiadomi go bo tu chodzi o Twoje bezpieczeństwo, w MOPSIE jest prawnik, który udziela bezpłatnych porad odnośnie rozwodu, eksmisji, alimentów na siebie i dzieci, udaj się tam! Mi bardzo pomogli. Przy Mopsach są również grupy wsparcia, warto tam się udać.
          A z nagrywaniem- to bardzo ważne abyś udowodniła, że on znęca się nad Tobą psychicznie i fizycznie, spróbuj kupić komórkę albo dyktafon tak aby się nie dowiedział, noś zawsze przy sobie i włączaj zawsze jak jest blisko.
          Ja stosowałam taki chwyt jak się awanturował, leciał z łapami, trzymałam telefon w ręku i mówiłam-dotkniesz mnie tylko lub wyzwiesz to dzwonię po policję. Jak nie przestawał to dzwoniłam, w międzyczasie nagrywałam, wystarczyło na niebieską kartę i sprawę z urzędu o znęcanie.
          To Ty masz tu przewagę, jeszcze tego nie widzisz bo jesteś zastraszona.
          • jarkoni Re: moja żałosna historia 07.04.11, 17:13
            Noemi, na wsi z policją mogą być kłopoty. Poza tym przemocowiec mąż jak zobaczy dyktafon czy nowy telefon to zabierze, rozbije i jeszcze uderzy..
            • noemi123 Re: moja żałosna historia 07.04.11, 17:19
              Wiem Jarkoni
              mieszkam w mieście, tu każdy zna mojego m, znajomi policjanci itp.
              Czasem dzwoniłam kilka razy, kilka miesięcy dopominałam się o niebieską kartę. Walczyłam o swoje bezpieczeństwo. Złożyłam skargę do wojwwódzkiej to policja zaczęła reagować.
              Znam ten ból bezsilności.
              Telefon należy ukryć, schować w kieszeni, nawet staniku, on daje poczucie bezpieczeństwa w sytuacji zagrożenia, wiem coś o tym, pewnej nocy czterokrotnie wzywałam policję, przyjeżdżali, upominali i pojechali a on swoje, po moim tel do wojewódzkiej przyjechali i zwinęli go na 48, złapałayśmy oddech z córką a on poczuł, że to już nie przelewki.
              Nie są proste takie sprawy ale nie można nie robić nic.
              • roz.maryn Re: moja żałosna historia 08.04.11, 09:19
                Napisz na mój mail: roz.maryn@gazeta.pl, może cos pomoge
              • niutka Re: moja żałosna historia 08.04.11, 20:14
                To moze lepsza byloby MP3, z mozliwoscia nagrywania. Ja, bez podejrzen, kilka rozmow nagralam. A dodam, ze to MP3 sprzed kilku lat, a i tak zasieg nagrywania ma calkiem niezly...
            • mps61132 Re: moja żałosna historia 08.04.11, 10:48
              no i czego ją straszysz????
              Kochana kup malutki dyktafon i zawsze jak ma wrócić z pracy czy wstać czy tp. to włącz go 5 min. wcześniej i trzymaj na meblach wysoko w centrum mieszkania albo tam gdzie najczęściej się tłucicie, ale żeby on nic nie wiedział i dyktafonu nie widział wzrokowo.
              Idź do MOPSu, opisz sytuację, jedna kobieta przyjdzie do Ciebie porozmawiać ustalając wcześniej termin tel. a druga do męża,
              P.S nie mój się że powiedzą bo nie powiedzą.U mnie powiedzieli że sąsiedzi interweniowali bo były krzyki, a interweniowałam ja sama.
              • mps61132 Re: moja żałosna historia 08.04.11, 10:50
                mps61132 napisała:

                > no i czego ją straszysz????
                P.S to było do jarkoniego.
              • zmeczona100 Re: moja żałosna historia 08.04.11, 11:03
                Jarkoni postraszył?? Czym?? Tym, że napisał o czyms bardzo prawdopodobnym? Jasne, mozna napisac, że wszystko będzie OK, a życie zweryfikuje ten optymizm.
                • jarkoni Re: moja żałosna historia 08.04.11, 12:05
                  No tak, tylko czekam jak ją mąż przyuważy jak ona ściąga ten dyktafon z wysoka z mebla, akurat wejdzie.. Oj zachwycony nie będzie, delikatnie rzecz ujmując..
    • noemi123 Re: moja żałosna historia 08.04.11, 13:29
      Dajcie spokòj z kłòtniami, sà tu zupełnie niepotrzebne, kobiecie trzeba pomòc, wskazać wyjście z tej sytuacji.
      Jasne, że jest ryzyko wykrycia dyktafonu przez męża takie samo jak to, że pewnego dnia on może jej kupić sosnowà garsonkę.
      Trzeba cokolwiek robić, pròbować aby jej màż widział, że ona nie godzi się już ze znęcaniem, upokażaniem.
      Ja wygrałam, było bardzo ciężko chwilami ale warto było.
      • mps61132 Re: moja żałosna historia 08.04.11, 14:03
        noemi więc pomagamy.Ten jestem zdania że to forum powinno służyć do pomagania a nie wytykania i nie mówią tutaj o tym co pisze wyżej w postach ale ogólnie bo i tak tutaj bywa.

        Autorko więc zacznij od pójścia do MOPS, opisania im sytuacji, oni może powiadomią Policję sami (u mnie tak było że powiadomili dzielnicowego, który przychodził co jakiś czas sam) a między czasie sama od siebie rób nagrania (są na allegro "dyskretne" dyktafony wielkości MP3 lub pisaka). Ja nagrań nie robiłam i teraz bardzo żałuję.
      • goldica Re: moja żałosna historia 11.04.11, 09:21
        Bardzo dziękuję wszystkim za rady. W tym tygodniu, jeśli dostane wolne w pracy, postaram się dotrzeć do MOPSu. Mam nadzieje, że jakoś sensownie pomogą...
        Co do dyktafonu to już zamówiłam na allegro i zastanawiam się gdzie go schować. Kiedyś miałam 'lewy' telefon tak na wszelki wypadek ale niestety M. go znalazł i była wielka afera.
    • altz Re: moja żałosna historia 08.04.11, 15:31
      Tak to działa, że dla przemocowca najważniejsza jest bezkarność.
      On Cię dotąd straszy, aż Ty go zaczniesz straszyć, wtedy się zrobi potulny i przyczai się na jakiś czas.
      Twoja kategoryczny sprzeci Cię ochroni. Nie wdawaj się w kłótnie słowne, nie wygrażaj, nie machaj rękami, we wszystkim tym jesteś słabsza nie warto się porównywać.
      Masz być konsekwentna i poowiedzieć, że jeśli będzie ruszał lub straszył, to pójdziesz na policję i idź w razie czego. Koleżanki i znajomi powinni pokazać charakter, bo może będziesz musiała u nich spać, ale stanowczością i konsekwencją spowodujesz, że on się zacznie bać Ciebie. Musisz liczyć się z tym, że będzie niszczył sprzęty, może wymieni zamek, ale nie masz już wyjścia. Jeśli nic nie zrobisz, to będziesz się bała coraz bardziej i będzie Ci zoraz bardziej niebezpiecznie, będzie gorzej, nie mam wątpliwości.

      Nagrywaj, kombinuj.
      • jarkoni Re: moja żałosna historia 08.04.11, 16:10
        Kombinuj, a jakże, ale bądź bardzo ostrożna..
    • 79werka Re: moja żałosna historia 09.04.11, 14:46
      Posłuchaj masz nad nim dużą przewagę , ponieważ on jest przekonany, że jest odwrotnie bo się go boisz. Zrób plan co chcesz zrobić. Posłuchaj rad innych, ale działaj z rozwagą. Jeśli pracujesz , odkładaj pieniądze ( nawet kłam ,że coś kosztowało więcej niż kosztowało jeśli nie możesz inaczej.) Przydadzą się później. Wiem,że to okropne ale niech dziecko wie jak on Cię traktuje ( są wyśle dziecko na badania ) I nie rezygnuj. Łatwo nie będzie, na początku jest gorzej , ale da się wytrzymać . I pamiętaj nie walczysz tylko o siebie !
Inne wątki na temat:
Pełna wersja