demon_hrabiego
12.04.11, 22:07
W przykładowym 2006 r. sądy rozpatrzyły 63 782 sprawy o orzeczenie alimentów i 47 525 spraw o zmianę ich wysokości (statystyka nie obejmuje alimentów rozpatrywanych w sprawach rozwodowych i w sprawach o separację). Jednocześnie w związku z egzekucją alimentów pozostawało u komorników otwartych prawioe 600 tysięcy otwartych spraw o sygnaturze "Kmp".
Jeżeli kogoś interesują szczegóły, to zapraszam do obejrzenia statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości:
bip.ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/statystyki/
Jak wynika z powyższych danych, koszty tych spraw są znaczne (praca sędziów i sądów jest stosunkowo droga), koszty te zostały w całości przerzucone na budżet państwa, czyli na ogół podatników (sprawy alimentacyjne są zwolnione z opłat) i na płatników alimentów - w przypadkach ich skutecznej egzekucji.
W tym kontekście pojawia się miejsce na zainicjowane w wątku "Stara historia o egzekucji alimentów" przez Saubera pytanie - jeśli społeczne koszty związane z alimentami traktujemy w sposób szczególny, to czy wobec tego nie byłoby zasadne zdjęcie tych kosztów także z egzekucji alimentów ?
W przypadkach podobnych do Fragila, gdzie płatnik od lat ma stałą pracę to wspomniane zdjęcie kosztów w prostocie swojej mogłoby polegać na poleceniu zakładowi pracy przelewania alimentów na konto wierzycielki.
Mniejsza z tym, ale w każdym razie funcjonowanie tego kosztownego systemu (łącznie z funduszem alimentacyjnym) jest ukierunkowane na dobro osób uprawnionych do alimentów. Intencją przewodnią jego projektantów z całą pewnością nie było natomiast tworzenie narzędzia, które pozwoli sfrustrowanej rozwódce jeździć na swoim byłym partnerze jak na łysej kobyle i mścić się za rzeczywiste oraz urojone krzywdy.
Kolejna rzecz - stosowanie dużego kwantyfikatora w celu scharakteryzowania jakiejś licznej grupy - w tym przypadku grupy płatników alimentów, m.in. poprzez określanie ich alimenciarzami - jest ryzykowne. Zazwyczaj niewiele sensownego mówi o charakteryzowanej grupie, za to sporo o osobach, które się podobnego uogólnienia dopuszczają - a konkretnie w tym przypadku o frustracji rozwódek, które się z dużą dozą agresji wypowiadają n/t płatników alimentów.
Prezentowana tu przez nie logika, którą zatruwają to forum, jest mniej więcej następująca: Skoro dzieci są przy nas, to tylko my reprezentujemy ich dobro i tylko sobie przypisujemy moralne racje. Możemy wobec tego robić dowolne świństwa i będą one usprawiedliwione.
Co więcej – okazuje się, że czynienie tych świństw to z ich strony wyjątkowe poświęcenie,
bo przecież wspomniane rozwódki zawsze są zmuszone do działania w niesprzyjającym otoczeniu, a kreowanie klimatu opresji wobec byłego partnera/płatnika alimentów służy - a jakżeby inaczej - wyłącznie dobru dziecka i dobru publicznmu.
Szkoda, że wizerunek samotnej matki z dzieciątkiem na ręku staje się w ustach sfrustrowanej rozwódki jedynie rekwizytem służącym zaspokojeniu potrzeby prywatnej wendetty.
I nie ważne, że sędzia w miejscowym sądzie rodzinnym dostanie torsji, kiedy w przeciągu trzech lat widzi na stole jej piąty pozew o o podwyższenie alimentów, bo sfrustrowna rozwódka MA PRAWO, jej się NALEŻY, JUŻ, TERAZ, NATYCHMIAST. Tam w sądzie, czy tu na forum taka jest jej na zimno wykalkulowana taktyka i wszyscy mają ulec jej szantażowi.
Cóż, mam nadzieję, że zaglądające tu kobiety w sytuacji okołorozwodowej powstrzymają się
przed pochopnym przejmowaniem podobnej, bojowo-roszczeniowej postawy sfrustrowanej rozwódki, na dłuższą metę kompromis opłaci się bardziej, a przyjemniej i rozsądniej jest zachować radość życia i zasadę "żyj i pozwól żyć innym".