twiak
15.04.11, 22:34
Witam Wszystkich.
Od września mieszka ze mną (i moją drugą żoną i dzieckiem) syn z pierwszego małżeństwa w wieku szkolnym. Abstrahując od wszystkich innych spraw zdałem sobie niedawno sprawę że od kiedy dziecko mieszka z nami, kosztuje mnie to mniej niż utrzymanie go jak był z matką.
Przyznam że jestem tym zdziwiony.
Przedtem zapewniałem jemu wszystkie zakupy od skarpetek po książki i kolonie bo ugadałem się tak z byłą i nie dawałem pieniędzy gotówką, za to w miesiącu robiłem do niego samochodem łącznie przeszło 1000km. Teraz od matki dziecka nie biorę kasy, zresztą ona jest bez pracy, a nie jest moją domeną zarzynanie kogokolwiek.
I teraz właściwe pytanie: jak to jest z tym narzekaniem o alimenty? Teoretycznie mógłbym zażądać kasy od byłej, ale jak o tym pomyślę to 200zł wydaje mi się kwotą na tyle dużą że na ubrania starczy bo to 2400 rocznie a ja sobie za tyle ubrań nie kupuję, a jedzenia nie powinno się liczyć bo przecież sobie też kupuję, a ile te dziecko zje. A gdzie kwota jak czasem ktoś wyskoczy 800zł lub więcej, to chyba co 2 miesiące można komunię dziecku urządzać.
Jak to jest naprawdę?