xpathx
20.04.11, 17:05
nawet nie wiem jak zacząć. może od końca. od niecałego tygodnia jestem po rozwodzie. rozwód zajął tylko 2 tygodnie (2 rozprawy). małżeństwo trwało 4 lata i nie było złe (nie było kłotni), choć może odbiegało od tego co je poprzedzało. przed malżeństwem przez 10 lat byliśmy razem (w tym przez większość czasu mieszkaliśmy razem).... no i teraz nastepuje zagadka co się stało? do tej pory nie mam pojęcia co zmieniło się w moim ex-mężu że z kochającego, oddanego, etycznego ponad normę faceta zmienil się w tak zamnkiętego, niedopuszczającego do siebie człowieka. w sadzie powiedział że ożenił się z milości, ale coś w nim się zablokowalo i że nie może już ze mna być. nie wyobraża sobie przyszłości razem. nie ma nikogo (ja też nie). a dzien przed pozwem okropnie plakał i pytał czy możemy się po rozowdzie jeszcze spotykać. powiedzialam mu ze po rozwodzie nie mamy o czym rozmwiac i poki co milczy. a ja nadal nie rozumiem co wlasciwie sie stało?