estimata
26.04.11, 16:51
Witajcie.
Mam pytanie praktyczne.
Czy komus sąd odmówił rozwodu, pomimo udowodnienia winy drugiej stronie, przez wzgląd na dobro małoletnich dzieci (przy wydolności finansowej obu stron wystarczającej na zapewnienie dzieciom bytu)? Wiem, że teoretycznie jest taka mozliwość, ale jak to wygląda w praktyce? Mój mąż bez żadnych skrupułów zdradzał mnie przez lata i robił awantury, licząc, że się nie dowiem/nie odważę na rozwód. Dziecmi zajmował się sporadycznie lub wcale. Teraz, po otrzymaniu pozwu, ponieważ nie chce rozwodu, wiedząc, że to jest jego jedyna linia obrony, stał się ojcem podwójnie aktywnym. Wręcz niezmordowanym w wymyślaniu dzieciom róznych zajęć i przyjemności. Ponieważ czas od pozwu do I rozprawy to ok. 3 mce (zostało jeszcze 1,5), to dzieci, które jeszcze niedawnio ryczały na widok ojca, teraz chętnie się z nim bawią. I niechby się bawiły. Tylko czy sąd nie poczyta tego za dobre rokowanie na przyszłość i nie oddali pozwu, pomimo jego obiektywnej zasadności, własnie ze względu na dobro dzieci? Czy orzeknie, że mam trwać w małżeństwie z facetem, z którym mnie już nic nie łączy, bo mamy dzieci, które on dostrzega od kilku tygodni? Czy ktoś ma takie doświadczenia? Bo jak tu przeglądam różne posty to sytuacje są zgoła inne - albo tatuś (względnie oczywiście mama) był dobry i jest nadal dobry i jakoś te kontakty wspólnie da się ustalić. Albo tatuś/mama nie spotyka się z dziećmi i już. Ale żeby grac dziećmi w walce o orzeczenie/nieorzeczenie rozwodu to jeszcze tu nie czytałam. Dodam, że uprzednio twierdził, że jeśli dam o rozwód to mnie zniszczy, nie oglądając się na to, że przy okazji zniszczy i dzieci. I jeszcze dodam, że nigdy mu nie utrudniałam kontaktów, wręcz namawiałam czy żądałam aby pomógł przy dzieciach, a kiedy już poinformowałam go o pozwie, zadeklarowałam jego codzienny nawet udział w opiece nad dziećmi (proponowałam 3-4 popołudnia w tygodniu i część dni wolnych). Naprawdę nie chcę dzieciom ogranioczac kontaktów z ojcem, ale nie chcę, by były kartą przetargową. No i jeszcze jest kwestia braku porozumienia w praktycznych aspektach tego jego zaangażowania, np. w kwestii pory spania, rodzaju jedzenia itp (tzn. ja jestem ta zła, bo on na wszystko pozwala, a ja bym oczekiwała, że bedą jakies stałe zasady)...