beata-12345
30.04.11, 01:44
Już zostałam zjechana w poprzednim wątku, ale mimo to proszę o Waszą ocenę. Czy to ja jestem nienormalna?
Mieszkam ze swoim facetem od roku. Ja mam mieszkanie w Wawie, samochód, on nic. Wszystko zostawił zonie i córce, dorosłej. Dom, samochód. Ma tylko kredyt, który spłaca oraz wysokie alimenty na dorosłą córkę. Od roku zarabia kiepsko, prosiłam, żeby zmniejszył alimenty.
Nie zrobił tego, wręcz mi oświadczył, że pomimo kiepskich zarobków, nadal będzie płacił wysokie alimenty, a ja jestem wredną babą, która go nastawia przeciwko jego córce.
Od roku oszczędzałam na sobie - na swoim fryzjerze, kosmetyczce, żeby związać koniec z końcem. Mój facet twierdził, że przede wszystkim musi zapłacić alimenty, a resztą niech się Beatka przejmuje.
Teraz, po roku, ogłosiłam koniec oszczędzania na mnie.
Poszłam do sklepu i kupiłam sobie sukienkę. Jutro mam zamiar pójść do fryzjera, przed praca, bo pracuję na popołudnie.
Od jutra nie odmawiam sobie fryzjera, kosmetyczki, zakupów. Jak zabraknie kasy - niech on się martwi. Dotąd ja się tym przejmowałam.
Teraz pracuję na dwa etaty i jak zabraknie kasy, to ja się utrzymam.
Mieliśmy wziąć ślub za 2 miesiące, ale powiedziałam, że bez zabezpieczenia mnie3 przed płaceniem alimentów z mojego konta oraz dziedziczeniem przez córkę - nie ma mowy o slubie.