co po wyjściu z sali......

03.05.11, 14:33
napiszcie jak reagowaliście po orzeczeniu rozwodu.... rozumiem że inaczej Ci którzy sami złożyli pozew a inaczej Ci których "uszcześliwiono na siłę"
należe do tych drugich a jutro sądny dzień...
tak bardzo chciałabym sie nie poryczeć jeszcze na sali ... bo jak wyjdę to pewnie już nie wytrzymam ...
On pewnie powie cześc i tyle, pojedzie do swojej kochanki, szczęsliwy że już jest wolny - mam tylko nadzieję że ona nie będzie na niego czekała przed tą salą.
Jak było u Was ??? co potem zrobić z resztą dnia - gdy trzeba wrócić do "NASZEGO" domu, pójść z córką na majowe (była w niedzielę u I Komunii) wiem że dam radę bo nie mam innego wyjścia ale ....
    • gazeta_mi_placi Re: co po wyjściu z sali...... 03.05.11, 15:51
      Nie możecie we trójkę pójść na jakiegoś kielicha?
    • alexolo Re: co po wyjściu z sali...... 03.05.11, 16:01
      HM... JA PO WYJŚCIU Z SALI CHCIAŁAM SIE RZUCIĆ Z RADOSCI NA ADWOKATA, a ex szedl wsciekły holem sądowym..poszło nie po jego mysli
      Wówczs jeszcze uczucie sie tliło....ale teraz z perspektywy lat powiem ci ..że czas..i szukanie nowych wrażeń.. zaciera to co złe. męczyłam sie chyba około 1,5-2 lata...ale było co raz lepiej.
      przełomowe było dla mnie odwiedzanie starych miejsc...z nowymi znajomymi.. w innych sytuacjach...tworzyłam nowe obrazy.. starych rzeczy...w końcu to nowe wyparło stare..trzeba na to czasu łez i ludzi wokół siebie...ale uwierz jest do zrobienia.
      Bardzo pomogło mi robienie rzeczy których nigdy wczesniej nie robiłam.... np. co tygodniowe zwiedzanie zamków dolnegośląska ( to był jakiś cel, dokonywany co weekend..i trwał z kilka miesiecy ) a wypad do adrenalina park pod wrocławiam i spinaczka po drzewach ....walka ze strachem.. był tak oczyszczający i budujący....że az to opisywałam na forum w 2007 czy 2008 roku.
      bedzie ciężko, będa łzy.. bedzie bolało..... ale uwierz... zaczynasz nowe... " wazne sa tylko te dni których jeszcze nie było"..od ciebie zależy jak sie potoczą...po czasie żłoby- który jest potrzebny i naturalny...... zacznij nowe!!!!!powodzenia
      ps.
      znam rózne pary...niektóre zaraz po rozwodzie..poszły na obiad..i pogadac o wspólnych wakacjach z dzieckiem, inne poszły do wspólnego mieszkania..i tak mieszkają razem - oddzielnie już kilka lat. znowu inni podali sobie rece, i umówili sie na dowóz dziecka za tydzień. ja z exem nie odzywaliśmy sie do siebie przez 3 lata ( i to ja nie mogłam sie na to zdobyć) ale cały czas wymienialismy zdania sms'ami czy mailowo, teraz jest trochę mormalniej..
    • wredna.zmija Re: co po wyjściu z sali...... 03.05.11, 17:56
      osobiście to poszlam na obiad i wodke z bylym mężem.
    • zranionasarenka Re: co po wyjściu z sali...... 03.05.11, 18:46
      Myszko... Myslę, że nie musisz wstydzić się swoich łez. To naturalna i zrozumiała reakcja na ten wielki ból, cierpienie, złamane serce... Mnie czeka to samo za 2 tygodnie. Buczeć pewnie będę strasznie... prędzej spodziewałabym sie trzesienia ziemi, niż tego że mój małżonek się odkocha i mnie zostawi. Trzymaj się dzielnie. Będę trzymała kciuki. S.
      • hortensja3333 Re: co po wyjściu z sali...... 03.05.11, 19:02
        Nie masz się co wstydzić płaczu. W sądach bardzo często ludzie płaczą, pracownikow to w ogóle nie dziwi.

        Natomiast co do kochanki to sie nie zdziw jak przyjdzie, żeby wspierać Twojego męża, zwłaszcza jeżeli jest wrażliwy i będzie chciał mieć wsparcie.
        • titta4 Re: co po wyjściu z sali...... 03.05.11, 19:53
          Ja z trudem opanowałam radośc, ale potem z przyjaciólka, która była świadkiem pojechałysmy najpierw sprzedac obrączkę, a potem nad jezioro.Pamiętam, siedziałyśmy mimo deszczu nad wodą i na przemian śmiałyśmy się i płakałysmy. a pare dni póxniej zrobiłam babska porozwodówke , gdzie przepiłyśmy kasę z obrączkismile
          Choć brzmi to pewnie bezdusznie-mi to było potrzebne.Musiałam odreagować rok kłamstw,dramatów, zdrad....
          • bozka45 Re: co po wyjściu z sali...... 03.05.11, 22:14

            Opanowałam płacz i inne emocje! Jako DDA mam doświadczenie w zamrażaniu się. Nie polecam! Co tam pseudoklasa.
            Po wyjściu z sali podeszłam do ex, który wniósł pozew i powiedziałam : Życzę Ci szczęścia! W tamtej chwili było to szczere. Potem tzw. trudne emocje targały mną i chęć zemsty też. Zwłaszcza, gdy myślałam bardziej jako matka naszych córek, a nie zdradzona kobieta.
            Ex bez klasy. Poszedł sobie.
            • pandora81 Re: co po wyjściu z sali...... 04.05.11, 08:35
              Ja się poryczałam na sali - nikogo to nie dziwiło
              Już PO poszłam z exem na obiad, na wódkę nie mogłam, bo musiałam wrócić do dzieci.
              Ja trzymałam klasę ze względu na dzieci (jakby ich nie było i nie musiałabym dla nich trzymać dobrych kontaktów z exem, to nie wiem jak bym się zachowała).
              Ból słabnie z każdym tygodniem/ miesiącem. Mam nadzieję, że zniknie całkiem
              • errormix Re: co po wyjściu z sali...... 04.05.11, 09:12
                Dla mnie przełomowa była pierwsza rozprawa. To wtedy towarzyszyło mi największe napięcie, stres, strach. To wtedy miało się bowiem rozstrzygnąć czy praca, jaką włożyłem w przygotowanie się do rozwodu miała sens. Jak na złość, w domowej apteczce zabrakło mi jeszcze "uspokajaczy", więc chcąc nie chcąc poszedłem na żywioł.

                Bo dla mnie sam rozwód nie miał aż tak wielkiego znaczenia, jak to czy dostanę opiekę. Bo faceci przecież jej nie dostają. A ja nie chciałem brać takiej opcji pod uwagę.

                Pamiętam jak strasznie zimno było na sali, bo to styczeń był, a w sądzie wysiadło ogrzewanie. Pamiętam tę przejmującą ciszę i pytanie ławniczki, starszej kobiety, zadane mojej ex: "Czy kocha pani swoje dziecko?"

                A później była przerwa i oczekiwanie na wyrok w sprawie alimentów i opieki na czas rozwodu, i słowa sędzi: "Nie wiem dlaczego pan wnosił o opiekę, bo przecież i tak tylko pan się tym dzieckiem zajmuje".

                I wtedy już wiedziałem. Zapomniałem o przejmującym zimnie, o nerwach, o tym, że włosy prawie do ramion miałem, bo już mi kasy na fryzjera zabrakło, a wszyscy mi tu wcześniej mówili, że przed sądem trzeba schludnie wyglądać.

                Nie słyszałem już dalszej części wyroku, nie słyszałem uzasadnienia. Siedziałem w ławce sam jak kołek w płocie (bo adwokaci na wyroki nie przychodzą) i wtedy przyszła mi do głowy absurdalna myśl:

                "Co by tu dzisiaj w domu zrobić na obiad?"
          • niutka Re: co po wyjściu z sali...... 06.05.11, 17:43
            titta4 napisała:

            > Ja pare dni
            > póxniej zrobiłam babska porozwodówke , gdzie przepiłyśmy kasę z obrączkismile

            Super pomysl! Niestety ja musialam sprzedac swoja obraczke jeszcze jak bylam mezatka (w trakcie rozwodu), bo nie mialam na zycie...
            • kategemi Re: co po wyjściu z sali...... 09.05.11, 20:08
              niutka napisała: Niestety ja musialam sprzedac swoja obraczke jeszcze jak bylam me
              > zatka (w trakcie rozwodu), bo nie mialam na zycie...
              >
              U nie zaraz minie rok. Nie będę sprzedawać obrączki.
              Jadę w weekend na Mazury. Już siedzi w kieszeni razem z pierścionkiem zaręczynowym.
              Wrzucę do wszystko do jeziora.............
              Ahoj!
    • plujeczka Re: co po wyjściu z sali...... 04.05.11, 10:01
      orzeczenie rozwodu mnie zaskoczyło poniewaz parę lat walczyłam o orzeczenie wyłacznej winy ex, nie udało sie poniewaz sąd łagodnie potraktowal fakt posiadania przez ex kochanki i jego alkoholizmu.Wówczas po raz pierwszy straciłam wiarę w sądy i w sprawiedliwość. Pamietam slowa mojego kolegi prawnika, który powiedzial do mnie w momencie kiedy rozpoczynała się 1 sprawa rozwodowa cyt"...." paimetaj w sądzie wygrywa ten kto ma pieniądze i jego świadkowie lepiej kłamią"..........rozesmiałam się i nie uwierzyłam w to co mówił ale bolesnie wkrótce odczułam te słowa na własnej skórze.
      Na ogłoszniu wyroku byułam sama , ex nie przyszedł jak tez jego adwokat ale sądze, ze dobrze zbnał wczesniej sentencję wyroku bo za nia (...................) wstawcie sobie co chcecie.
      Wyszłam z sali sadowej lekka jak piórko, nie miałam poczucia kleski osobistej ale mialam poczucie kleski czlowieka prawego i uczciwego. Wygrało kłamstwo , kumoterstwo i ..............( wstawcie co chcecie)
      W sumie mineło pare lat i ciesze się ,że mam to za sobą, ex mnie n ie interesuje wogóle, jego zycie jest dla mnie obojetne choc jeszcze nie wszystko sadownie między nami załatwione ale licze ,że w tym roku koniec nastapi.
      Powiem tylko ,ze naiwnie liczyłam na kulturalny rozwód ale nieststey była to "rzeźnia"
      • emi-26 Re: co po wyjściu z sali...... 04.05.11, 10:32
        Po wyjsciu z sadu poszlismy na śniadanie (sprawa byla o osmej i trwala moze pol godziny)
        Na jednej sprawie sie zaczelo i skonczylo...
        Pozew pisalismy wspolnie.
        Mimo, iz od dawna nosilismy sie z zamirem rozwodu, nie mieszkalismy juz prawie rok razem i po wielu walkach z obu stron o malzenstwo, nie udalo sie, to wyszlam z sadu zadowolona, ze mam to za soba.

        Ale wieczorem...w tym samym dniu, poducha byla mokra, nie dlatego, ze jakies uczucia itp., tylko swiadomosc porazki i strach przed jutrem mnie dobil.
        Jednak po kazdej burzy wychodzi slonko.

        Teraz nasze kontakty powiedzialabym sa dobre, choc roznie bywa, bo eks nie do konca pogodzil sie z rozwodem...
    • puzzle33 Re: co po wyjściu z sali...... 04.05.11, 10:36
      Wołałam za m po imieniu, gdy sadził jak zając ku wyjściu. Nawet nie odwrócił głowy. Na niego czekała kochanka, na mnie samotnie wypite piwo.
    • errare_humanum_est Re: co po wyjściu z sali...... 04.05.11, 11:38
      Ex rozpłakała się podczas przerwy na naradę sądu, poza tym oboje podczas rozprawy trzymaliśmy nerwy na wodzy i cała rozprawa ( ok. 15 minut) przebiegła zgodnie z planem. Mnie osobiście dziabło podczas ogłaszania wyroku - fakt, to ja dążyłem do rozwodu i powinienem czuć coś w rodzaju tryumfu czy też zadowolenia, ale jedyne co pamiętam z tego momentu to żal, że w taki sposób kończy się 17 lat mojego życia, uczucie pustki, niepewności, co dalej.
      Po rozprawie dłuższą chwilę postaliśmy na korytarzu i pogadaliśmy z adwokatem, potem wróciliśmy do domu, ex skończyła się pakować, zawiozłem resztę jej rzeczy do domu jej rodziców i o ile dobrze pamiętam zostałem jeszcze na obiad. Potem czekała mnie trasa przez pół Polski (ca 400 km) i w ten sposób zakończył się dzień mojego rozwodu.
    • cathy_bum Re: co po wyjściu z sali...... 04.05.11, 12:07
      Emocje to nic złego, nie ma się czego wstydzić. Ja byłam granitowo spokojna, moj były mocno zdenerwowany, choć dogadane mieliśmy wszystko do ostatniego szczegółu. W sumie do wieczora trwałam w takim robotycznym nastroju: odebrałam dziecko od rodziny, poszłam na spacer i zakupy... Wieczorem przyjechała do mnie koleżanka zeznająca na rozprawie z butelką wina. Dopiero wtedy dopadło mnie poczucie ulgi i jakiegoś nieokreslonego żalu może odrobinę. Nostagia nas obie ogarnęła.

      Miesiąc później odbierałam uprawomocniony wyrok razem z przyjaciółką, ktora rozwodziła się niedługo po mnie. Wtedy odpuściły wszystkie złe emocje jak reką odjał. Poszłyśmy na obiad do restauracji, gdzie dostałyśmy ataku takiej głupawki, ze wkrótce razem z nami rechotali wszyscy kelnerzy.

      Warto wziąć ze sobą kogoś, kto poczeka pod salą (nie musi zeznawać). Byłam tak u przyjaciołki i wiem, że od razu raźniej się czuła, że nie jest "skazana" wyłącznie na towarzystwo eks.
    • ewela1_1 Re: co po wyjściu z sali...... 04.05.11, 12:24
      Nigdy nie zapomnę uścisku adwokata eks męża. Podszedł do mnie scisnal z calych sił za nadgarstek i pozyczył wesołych Swiąt. Nie wiem co to mialo oznaczać, ale było mi bardzo miło.

      Rozwod mial byc z orzekaniem o winie meza, zakonczył się bez jej orzekania i nie zaluje. Po wyjsciu z sali pojechalam prosto do rodziców, męża nawet na wyroku nie bylo, ktory zapadał 15 minut po rozprawie.

      Potem jakies 2, 3 dni mialam bardzo dziwne, czulam sie jakbym pochowała męża. A w dniu rozwodu czułam żal i ryczałam non stop- miałam skrajne emocje od poczucia ulgi bo wybuchy płaczu(dosłownie)- pewnie dlatego,ze coś co miało być z założenia ważne właśnie sie skonczyło.
    • noboru_terao Re: co po wyjściu z sali...... 04.05.11, 16:15
      Ja bylem tym "uszczesliwionym na sile" jak piszesz wink
      Po wyjsciu, coz, teraz wiem ze wtedy stracilem wiare w sady, w ludzi, w sprawiedliwosc i wszystkie te slodkie slowka.
      Wrocilem do domu, przespalem sie, a potem umowilem sie ze znajomymi, bo nie moglem wytrzymac w domu, w glowie mialem 3 wojne swiatowa. Pojechalem do nich i gadalem do wieczora o glupotach, zeby troche zapomniec wink Nie wspomnialem im slowem ze to bylo DZIS.
    • malgolkab Re: co po wyjściu z sali...... 05.05.11, 10:03
      poszłam z koleżanką na zakupy i obiad (pojechała ze mna do sądu "dla towarzystwa" i czekała) smile pozew składał ex, natomiast w momencie rozwodu już od dawna nie czułam się jego żoną- od ponad roku osobno, wcześniej też przez jakiś czas w 1 domu na osobnych piętrach, więc dla mnie było to tylko sądowne potwierdzenie faktu...
    • 0.myszka Re: co po wyjściu z sali...... 06.05.11, 16:08
      no i sie nie rozwiodłam.....
      Pani sedzina spóźniła sie na rozprawe potem nie podobały sie jej zapisy Pani mediator i stwierdziła ze musimy to napisac inaczej.... zdziwienie nasze było wielkie smile i rozprawa została odroczona az do sierpnia bo "sad w lipcu idzie na urlop" a poza tym to i tak mamy wszystko w porozumieniu mediacyjnym wiec bedzie to tylko formalnosc... zgłupiałam do reszty, a tak sie nastawiałam że to bedzie na tej rozprawie. Chwilami to wyglądalo na to że ten "sąd" nie chce nas rozwieść i "daje nam jeszcze czas" tak to odebrałam...
      wiec nadal jestem meżatką .... tylko po co ??? psychicznie pomału nie daję rady...
      • niutka Re: co po wyjściu z sali...... 06.05.11, 17:57
        Nie zdroszcze... "Moja" sedzina przed ta rozprawa, ktora miala byc ostatnia powaznie sie rozchorowala. Rozprawe prowadzila najgorsza sedzina w tymze sadzie (moja adwokat tak mowila i juz bylego tez), ktora i tak nie mogla podpisac rozwodu. Na powrot do zdrowia "naszej" sedziny czekalismy i tym samym na termin nowej rozprawy... 6 miesiecy.
    • niutka Re: co po wyjściu z sali...... 06.05.11, 17:38
      Ja po wyjsciu z sali najpierw wykonalam kilka telefonow do najblizszych (tym samym uniknelam rozmowy z ex mezem, ktory byl wkurzony na maxa, bo poszlo nie po jego mysli - w/g niego za wysokie alimenty zasadzono). A wieczorem wytrabilam sama litr szampana...
      • niutka Re: co po wyjściu z sali...... 06.05.11, 17:40
        Ten szampan to oczywiscie z powodu szczescia z uzyskanego rozwodu. Co prawda przedwczesne to bylo, bo byly zlozyl apelacje. Ale ja przegral... smile
    • pokopanka Re: co po wyjściu z sali...... 06.05.11, 22:21
      moja druga rozprawa była w maju w środę, po sobotniej komunii córki...
      bardzo bolesny jest taki zbieg okoliczności
      to była 2 z 4 rozpraw, bez orzekania, wyrok zapadł po 1,5 roku..długo, bo ex ciagle nie było, na przemian z pełnomocnikiem i okresy pomiędzy były długie

      też szłam na drugą sprawe z nastawieniem, że to bedzie ostatnia
      wyszło inaczej
      ale była to też jedyna, na której był ex
      co wtedy usłyszłam (gł. nt małej) kołacze mi sie po głowie do dziś (a komunia była 2 lata temu, nawet nie wiem, kiedy to minęło)

      jest inaczej, ale dasz radę, choć może być trudno i nieprzyjemnie...
      • jogaj Re: co po wyjściu z sali...... 07.05.11, 13:35
        Ja impreze zrobilam 3 tygodnie po wyprowadzeniu sie meza, w nasza 7 rocznice slubu, dla mnie wyprowadzka meza byla tym dniem kiedy nastapil rozwod,choc wtedy jeszcze wiezylam,ze sie opamieta. Rozprawa rozwodowa byla duzo pozniej,on mial zlozyc pozew,ale wciaz nie mial czasu,wiec zrobilam to ja,bo chcialam zalatwic sprawe formalnie,zeby nie odpowiadac za jego ewentualne dlugi. Sprawa byla jedna,na ktorej on sie nie stawil,mimo maloletnich dzieci rozwod dostalam na pierwszej sprawie, potem pojechalam do pracy z szampanem. To bylo 4,5roku temu.
        Pozdrawiam
        Jola
        • bun.seki Re: co po wyjściu z sali...... 07.05.11, 18:33
          Ja wniosłam o rozwód bez orzekania o winie. Nie było żadnych zdrad, przemocy, alkoholu. Nie mieszkaliśmy już razem 1,5 roku przed rozwodem ale bardzo często się widywaliśmy. Sprawa trwała 17 minut. Wyszliśmy z sądu razem, milcząc. Ja z poczuciem totalnej porażki, że mimo iż oboje chcieliśmy dobrze nie wyszło nam. Rozwód był w styczniu, nadal boli, że nie udało się uratować czegoś, co było kiedyś dobre. Choć składając pozew miałam pewność, że to jedyne słuszne rozwiązanie, teraz targają mną wątpliwości. Ale odwrotu nie ma.
    • zatracony72 Re: co po wyjściu z sali...... 09.05.11, 15:07
      Zakończenie mieliśmy tak samo, a może bardziej dziwne niż nasz związek. Po wyjściu zrobiłem gestem "YES" i przy okazji trzasnąłem drzwiami bo same poleciały. Potem przeparadowaliśmy przez długi korytarz obejmując się. Ludzie się dość głupio na nas patrzyli wink
      Potem jeszcze był zainicjowany przez ex pocałunek i wspólny powrót do miejsca zamieszkania. Wspólnego "imprezowania" nie było.
      Cóż wielka przegrana ale i może szansa na coś nowego. Ex rozwód był bardzo potrzebny więc już zaczęła swoją nową drogę a ja... cóż może już niedługo zacznę się rozglądać wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja