czy czas leczy rany??!!

08.05.11, 00:33
No właśnie, jak to jest u was??? Bo u mnie mija właśnie 8 lat od rozwodu, a to ciągle we mne siedzi, i nie wiem jak to zmienić...??!! Ciągle tęsknię...żyję przeszłością, jakimś uzależnieniem od tej drugiej osoby...I tak mi czasami źle...
    • mola1971 Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 00:38
      Oj, no to zdecydowanie za długo. Tak jak po śmierci kogoś bliskiego, tak i po rozwodzie można rozpaczać rok, dwa, ale nie dłużej.
      Oczywiście są to sprawy indywidualne i jeśli ktoś chce i potrzebuje może rozpaczać nawet 10 lat lub aż do śmierci. Pytanie tylko po co?
      • alexolo Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 01:35
        ja rozpaczałam około 2 lat... teraz juz jestem spokojna...mam nowe lepsze życie... ale czasem jak patrze na syna.. to myslę o ex.. czasem nawet z uśmiechem.... ale nic więcej, nie tęsknię.. nie mam żadnego uczucia, taka ... obojetnosc.
      • errormix Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 15:28
        Osiem lat to dużo. Zdecydowanie za dużo.

        Na to jak długo i jak mocno pamiętamy wpływ ma wiele różnych czynników. Pamięć jest jednym z najmniej ważnych. Bo pamięć jest ulotna. Zaśmiecamy ją każdego dnia tysiącem różnych informacji, wrażeń, doznań, odczuć. To co dziś stoi nam wręcz przed oczami i czym żyjemy z czasem blednie, robi się przezroczyste. Wspomnieniom nie towarzyszą już te pierwotne emocje, które sprawiały, że ta pamięć była swego czasu żywa, że każdy szczegół był niezwykle wyraźny. No, chyba, że towarzyszą....

        Co innego, gdy człowiek po rozstaniu zmienia środowisko, znajduje nowych znajomych, oddaje się pasjom, nowym zainteresowaniom, a co innego gdy jest sam, w czterech ścianach, a jakby tego było mało ex mieszka dwie ulice dalej, który też jest sam i na dodatek często się widujecie, bo on odwiedza dzieci.

        Wtedy na pewno ta pamięć jest żywa. Bo nie ma okazji odpocząć. Bo ciągle w głowie kłębią się na przemian wspomnienia tamtych dni i świadomość, że one jednak nigdy nie wrócą.

        Pamięć ma jeszcze jedną wadę. Z czasem usuwamy z niej to co było złe, co sprawiło, że zdecydowaliśmy się na rozwód. Wraz z biegiem życia, kolejnymi nowymi problemami i kłopotami, które spotykają nas po drodze, bywa że powody, które miały wpływ na rozwód wydają się nie być już tak ważne, jak były niegdyś. To dlatego tutaj na forum pojawiają się czasami posty w stylu: "Z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że rozwiedliśmy się przez jakieś bzdety".

        Gdy się rozwodziłem wydawało mi się, że zawsze będę pamiętać, tęsknić, wspominać. Że będę bez końca analizował co poszło nie tak i czy nie przegapiłem przypadkiem szansy, dzięki której można to było wtedy jeszcze naprawić.

        Ale u mnie to minęło. I przyznam, że mnie to trochę przeraża. Że za szybko, że zbyt gwałtownie. Bo jeszcze niedawno nie brałem takiej opcji pod uwagę, nie wyobrażałem sobie, że tak może być. Byłem gotów na rozpamiętywanie, na płacz, na stanie pod jej oknem do końca swoich dni.

        A dziś? Dziś czasami przypadkowo, gdy wyjrzę przez okno w kuchni, widzę ją. Stoi pod drzewem. Tłumaczę sobie wtedy, że pewnie wyszła na spacer.

        Sześć kilometrów od własnego domu.
        • zatracony72 Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 11:39
          Albo tak bardzo chcesz ją zobaczyć, że widzisz ją wtedy w każdej podobnej kobiecie albo ona też jednak tęskni
          • errormix Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 16:00
            zatracony72 napisał:

            > Albo tak bardzo chcesz ją zobaczyć, że widzisz ją wtedy w każdej podobnej kobie
            > cie albo ona też jednak tęskni

            Czasami się nad tym zastanawiam. Mieszkam w 100-tysięcznym (prawie) mieście. Znam tu kilka fajnych koleżanek, które z przyjemnością spotkałbym na ulicy, zagadał, zapytał czy może przypadkiem się nie rozwiodły, ale jak na złość nigdy nie mogę na nie trafić. I to od lat.

            Tymczasem kiedy nie wyjdę na ulicę to... bach... moja ex. Mieszkamy w dwóch różnych dzielnicach, na przeciwległych krańca miasta. Odległość: 6-7 kilometrów, a tylko w ciągu ostatniego miesiąca "wpadliśmy" na siebie chyba z 5 razy. Tak często to ja się z nią nie widywałem nawet jak moją żoną była smile

            Ale już poważnie.

            Gdy rozwaliła mi się rodzina myślałem, że zwyczajnie umrę. Że nie dam rady. Dobrze, że dziecko zostało przy mnie, bo nie wiem co by było. Dziś wiem, że byłem uzależniony. Od miłości, od jej obecności, od jej zapachu. Im mniej jej było tym bardziej ją kochałem. Ale ona miała to gdzieś.

            Gdy już się rozwiodłem, wyprowadziłem, zaczęliśmy z Julką nowe życie. Odkochałem się. Na siłę. Bo musiałem. Wiedziałem, że w przeciwnym razie nie uda mi się zacząć nowego życia, że do końca swoich dni będę siedział przed oknem i patrzył w miejsce, gdzie te 6 kilometrów dalej jest jej dom. I udało mi się.

            Wraz z tym, jak minęło uzależnienie, zrozumiałem wiele - nie zawsze przyjemnych dla mnie - spraw. Dotarło do mnie jak mało w tym małżeństwie dostawałem i jak wiele jednocześnie poświęcałem, zdałem sobie sprawę, że każdemu facetowi na moim miejscu radziłbym od razu uciekać gdzie pieprz rośnie, a tymczasem ja wciąż usprawiedliwiałem ją i siebie. Wciąż widziałem szanse. Kolejne i kolejne.

            Dziś czasami śmieję się do siebie, gdy przypominam sobie jak "pokracznie" wyglądało moje małżeństwo. Jak bardzo musiałem walczyć, starać się, czasami prosić o to co w normalnych związkach jest oczywistością. Zrozumiałem, że nikt nie musi żebrać o miłość, o uczucie, o pocałunek.

            I ona chyba też zrozumiała. Tyle tylko, że jej chyba brakuje tego nadskakiwania, tych moich starań, tego bycia błaznem. A mnie już nie.

            Dlatego role się odwróciły. O pełne 180 stopni.
            • zatracony72 Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 17:27
              Error, tacy faceci jak Ty rzadko się zdarzają to i nic dziwnego, że ex zaczyna rozumieć swój błąd.
              btw czy ten "jeż" z podpisu na pewno do Ciebie pasuje ?
              • errormix Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 17:39
                zatracony72 napisał:

                > btw czy ten "jeż" z podpisu na pewno do Ciebie pasuje ?

                Jeżem nie jestem. Ale muszę trochę poudawać, odrobinę podkoloryzować, a czasami i pozmyślać, bo te baby z Internetu żyć mi nie dają big_grin
                • wredna.zmija Re: czy czas leczy rany??!! 11.05.11, 08:00
                  errormix napisał:

                  > zatracony72 napisał:
                  >
                  > > btw czy ten "jeż" z podpisu na pewno do Ciebie pasuje ?
                  >
                  > Jeżem nie jestem. Ale muszę trochę poudawać, odrobinę podkoloryzować, a czasami
                  > i pozmyślać, bo te baby z Internetu żyć mi nie dają big_grin
                  pewnie nie czują żartu i ironii dlatego tak łykają jak pelikany
                  • andres_nin Re: czy czas leczy rany??!! 11.05.11, 08:59
                    baby z internetu ... big_grin
                    wygląda na to, że faktycznie chybia nie łapią ironii ..

                    foto.fvd.pl/show.php?f=http%3A//img.chip.pl/img.php%3Ff%3D0%26i%3DLTYlJjwAHQRCCh8aCAADFk0OHxQcQFwaHgYUCkxdRkQHAwIbBB8Q
                • mola1971 Re: czy czas leczy rany??!! 11.05.11, 12:40
                  Error, pragnę nadmienić, że punkt 5 Twojego manifestu jest z lekka nieaktualny tongue_out smile
            • andres_nin Re: czy czas leczy rany??!! 11.05.11, 09:44
              w antyradiu chyba w niedziele wieczorem jest taka audycja prowadzona przez niepijącego od iluś tam lat alkoholika - ludzie pijący dzwonią i on rozmawia z nimi
              bardzo poruszające bywają te rozmowy - uzależnienie innego rodzaju ale mechanizm chyba podobny, a w każdym razie skutki równie destrukcyjne
              trudno mi sobie wyobrazić jakim kosztem udało Ci się ten proces odzależnienia przeprowadzić ... ale ważne, że udało
              szacunek .. smile
            • zmeczona100 Re: czy czas leczy rany??!! 11.05.11, 10:17
              errormix napisał:

              > Wraz z tym, jak minęło uzależnienie, zrozumiałem wiele - nie zawsze przyjemnych
              > dla mnie - spraw. Dotarło do mnie jak mało w tym małżeństwie dostawałem i jak
              > wiele jednocześnie poświęcałem, zdałem sobie sprawę, że każdemu facetowi na moi
              > m miejscu radziłbym od razu uciekać gdzie pieprz rośnie, a tymczasem ja wciąż u
              > sprawiedliwiałem ją i siebie. Wciąż widziałem szanse. Kolejne i kolejne.

              No własnie... Mi ciągle nie daje spokoju pytanie, jak można wejść w taki schemat i w nim tkwić przez lata, nie widząc w nim nic niestosownego. Przecież szansę daje się jedną, i to nie od razu, a pod warunkiem. Też przeszłam przez ten schemat i tylko żal pozostał, że zmarnowałam sobie kilka ładnych lat ze swojego życia.


              > Dziś czasami śmieję się do siebie, gdy przypominam sobie jak "pokracznie" wyglą
              > dało moje małżeństwo. Jak bardzo musiałem walczyć, starać się, czasami prosić o
              > to co w normalnych związkach jest oczywistością. Zrozumiałem, że nikt nie musi
              > żebrać o miłość, o uczucie, o pocałunek.

              Ja nie jestem jeszcze na etapie śmiania się z tych moich mundrych myśli; może potrzeba mi czasu. Na razie próbuję zrozumieć, dlaczego dałam się w coś takiego pokracznego wmanewrować.
              Ale skoro Tobie udało się wyjśc na prostą, to wierzę, że mi też będzie to dane smile
              • andres_nin Re: czy czas leczy rany??!! 11.05.11, 10:43
                > No własnie... Mi ciągle nie daje spokoju pytanie, jak można wejść w taki schema
                > t i w nim tkwić przez lata, nie widząc w nim nic niestosownego.


                no właśnie taka paskudna natura uzależnienia jest - nie wiadomo kiedy dokładnie się zaczyna i nie sposób się go pozbyć bez przekroczenia paru granic, które wydawały się wcześniej nie do przejścia
            • tymczasowa_online Re: czy czas leczy rany??!! Errormix 26.06.11, 23:35
              Twoj post mi pomogl.Czuje sie chyba teraz tak jak Ty kiedys...Napisales to tak,jakbym ja pisala...Jak to zrobic,by sie odkochac ? Nie moge zmienic domu ze wspomnieniami,zreszta dzieci tez przywoluja wspomnienia...Syn taki do Niego podobny...
              Jestem prawie 2 lata po rozstaniu.Bylismy ze soba 20 lat...
              • errormix Re: czy czas leczy rany??!! Errormix 27.06.11, 22:15
                tymczasowa_online napisała:
                > Twoj post mi pomogl.

                Ja chyba jakieś pieniądze za porady będę brał, albo co.

                A teraz już znowu nieco poważniej.

                Uzależnienie od miłości jest takie samo, jako jak - dajmy na to - od papierosów. Człowiek wie, że to niedobre, że mu szkodzi, że dostanie raka, a w najlepszym przypadku i tak szybciej umrze, ale nadal po nie sięga. I o kant dupy można sobie rozbić wszelkie deklaracje, że już od jutra, od poniedziałku, od nowego roku przestanę palić. Czyli kochać.

                Bo to uzależnienie. Tu nie wystarczą dobre chęci. Bo tak jak w przypadku papierosów organizm człowieka uzależniony jest od nikotyny, tak w przypadku uzależnienia od tej drugiej osoby bezgranicznie brakuje nam jej spojrzenia, dotyku, zapachu. Jej obecności.

                I tak jak z papierosami, gdy jednak się poddamy i zapalimy, czujemy jednak, że one jednak wcale cudowne nie są, tak i w przypadku emocjonalnego uzależnienia, gdy jesteśmy w towarzystwie tej drugiej osoby czujemy do niej niechęć, wiemy że nie powinniśmy z nią być. Bo to nam szkodzi.

                A później znów to samo. Czyli głód.

                Jak to pokonać? Na pewno o wiele trudniej niż papierosy, bo dzięki firmie Glaxo mamy "cudowne" plastry posiadające prawie 100-procentową skuteczność. Ale na pamięć, na uczucia, na tęsknotę, na żal nikt niczego nie wymyślił i nie wymyśli.

                Więc po prostu musimy zacząć żyć. Musimy przestać się nad sobą rozczulać, a jednocześnie zacząć docenić samego siebie. To kim naprawdę jesteśmy, kim chcielibyśmy być, co chcielibyśmy jeszcze w życiu osiągnąć. Musimy poczuć, że to świat jest dla nas, a nie my dla świata. Że my też mamy prawo do szczęścia, do uśmiechu, do samorealizacji.

                Że teraz musimy się zakochać w sobie. Szaleńczo. Do utraty tchu.

                Bo tak jak można żyć bez papierosów, tak można i bez tej drugiej osoby.

                Trzeba sobie tylko zdać sprawę z tego, że to nas zabija.
    • maheda To zależy. 08.05.11, 14:42
      Jeśli się rany rozdrapuje (czy to świadomie, czy też przez sen), to nie ma szans na ich zaleczenie.
    • plujeczka Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 18:13
      oj to wyjdzie na to ,że ja szczęściarą jestem, ex-a kto to jest? żadnych dobrych wspomnień, żadengo zalu no moze tylko taki ze za póxno ten rozwód .Współczuje Ci bo uwazam ,że 8 lat to "dziwolag" porozwodowy okres żałoby po śmierci najblizeszj osoby czasami trwa krócej.Ty chyba to strasznire rozpamietujesz a n iepotrzebie, trzeba zyć nowym, własnym zyciem. Czasu nie cofniesz bo i jczasami po co? cóz z tego by dobrego wyszło.
      • niutka Re: czy czas leczy rany??!! 30.06.11, 19:29
        Plujeczka, jest nas, na pewno, dwie! Moj rozwod to o 8 lat za pozno sie odbyl.
    • zmeczona100 Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 18:20
      To banalna prawda. Ale- po ranach zostają blizny, czasami w dodatku trudno gojące się, więc tak naprawdę to "coś" siedzi w nas już na zawsze.
      Poza tym- często to kawał wspólnego życia i wymazanie wszystkiego oznaczałoby po prostu braki w naszym życiorysie.

      Nie obawiam się tego, co Ty przeżywasz, tj. tęsknoty, życia przeszłością. Obawiam się jednak tego, że z każdym kolejnym miesiącem moja nienawiść do prawieex będzie coraz większa- póki nie zniknie mi zupełnie z drogi. Na razie jestem na takim etapie, że powiesiłabym go za ja.. za pewną część jego ciała i wydłubała oczy uncertain
      • azmb Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 18:41
        Śmierć mojego się męża wydawałoby się nie zburzyła mi życia, ale na poznanie nowego mężczyzny byłam gotowa dopiero po ok.10 latach, a zaakceptowanie jego obecności w codziennym życiu trwało jeszcze dłużej parę lat...
        • azmb Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 18:42
          słowo "dłużej" powinno zniknąćsmile
          • 17lipiec1976 Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 20:38
            bardzo chciałabym żeby czas leczył rany. właśnie mijają 2 lata od rozwodu a ja cały czas mam mieszane uczucia, ból, cierpienie, rozpacz minęły ale czasem jest tęsknota, żal, czasem złość, że mnie zostawił. często o nim myslę, codziennie prawie, czesto mi się śni, że np spotykam go, ona ma obrączke na palcu i mówi, że ma córkę, albo, że jest w zwiazku z naszą wspolną znajomą, albo, że ja proszę go o to żeby wrócił, a on nie chce. czasem śni mi sie seks z nim.
            dzisiaj zalozylam obraczkę zeby przypomniec sobie jak to jest ja nosić.
            nie płaczę, juz dawno nie płakałam, chyba wtedy 2 lata temu wypłakałam wszytskie łzy.
            te 10 lat wspolnego zycia bedzie sie pewnie cały czas gdzies tam przewijalo....
            • tymczasowa_online Re: czy czas leczy rany??!! 26.06.11, 23:41
              Mnie tez sie ex sni.Ale chyba najdziwniejsze jest to,ze chociaz wciaz go kocham,to nie chce go widziec ani slyszec.Chce o nim zapomniec,ale nie moge....
            • niutka Re: czy czas leczy rany??!! 30.06.11, 19:41
              Inaczej podchodzi sie do sytuacji, kiedy ta druga strona chce rozwodu, a inaczej gdy my (kobiety) tego chcemy... Ups, moj ex nawet jak mial kochanke (zonata i dzieciata) nic nie mowil o rozwodzie. Wtedy pozwolilam mu wrocic ale jego nastepne fascynacje mnie przerosly... Wtedy wystapilam o rozwod.
      • zatracony72 Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 11:10
        zmeczona100 napisała:
        > Nie obawiam się tego, co Ty przeżywasz, tj. tęsknoty, życia przeszłością. Obawi
        > am się jednak tego, że z każdym kolejnym miesiącem moja nienawiść do prawieex b
        > ędzie coraz większa- póki nie zniknie mi zupełnie z drogi. Na razie jestem na t
        > akim etapie, że powiesiłabym go za ja.. za pewną część jego ciała i wydłubała o
        > czy uncertain

        trochę zazdroszczę, potrafisz określić swoje emocje, to co czujesz. Też tak chciałem ale nie potrafiłem. Dopiero teraz, już po rozwodzie zaczyna mi się trochę tlić lekkie zarzewie złości. Najlepiej by było gdybyśmy już się już nigdy nie spotkali, jednak to niemożliwe bo jest dziecko.
        Więc utrzymuję dobre kontakty, ex jest przeważnie dość miła, momentami wręcz zachowuje się jakby nic się nie stało, dość często dzwoni z pierdołami, ot by tylko pogadać.
        Również jestem miły ale nigdy jej nie zapomnę jaka była i wciąż jestem w gotowości czekając co jeszcze złego z jej strony mnie spotka.
    • atilka Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 23:13
      U mnie mineło teoretycznie 5 lat, ale bez roztań-powrotów jakieś 3. Bylismy ze sobą 11 lat, i rostalismy się jak zaszłam w ciążę. BYło ciężko, bardzo ciężko, ale myslałam, że po przetrwieniu pierwszych miesięcy, może roku, otrząsnę sie i będzie tylko lepiej. A jak jest...? Nie ma rozpaczy, tęskonoty, miłości, niedowierzenia że do tego doszło, ale pozostał żal i smutek którego nie potrafię sie pozbyć. Nie przeszkadza mi, że ma dziewczynę itp, ale zazdroszcze mu, że potrafi tak szybko wchodzić w nowe związki (to juz jego 3), a ja wciąż sama, synek juz duży nie absorbuje 100% mojego czasu i powoli odczuwam jak bardzo przeszkadza mi samotność. On dla mnie to przeszłość, ale przyszłości nie widzę w różowych barwach. Chciałabym znowu się zakochać, ale w moim wieku (37 lat) w małym mieście z ograniczoną liczbą znajomych to bardzo trudne. Gdzie wy poznajecie nowych ludzi?
      • zatracony72 Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 11:14
        ja pomalutku przymierzam się do sympatii.pl bo niestety znajomych mam również niewielu sad
        • tymczasowa_online Re: czy czas leczy rany??!! 26.06.11, 23:44
          Bylam 2x na sympatii.Sami Q::{})(* wink Teraz jestem na badoo.Wszedzie jest tak samo.Juz mam dosc nowych znajomosci
        • niutka Re: czy czas leczy rany??!! 30.06.11, 22:42
          Tam poznalam faceta, z ktorym jestem od roku... I plany obustronne dlugofalowe sa...
      • niutka Re: czy czas leczy rany??!! 30.06.11, 22:39
        napisz do mnie na priv
    • der1974 Re: czy czas leczy rany??!! 08.05.11, 23:55
      5 lat temu się rozstawałem z ex. Uważam do dziś, że dobrze się stało. Od dwóch miesięcy jestem po ślubie. Czas leczy rany zdecydowanie.
    • wredna.zmija Re: czy czas leczy rany??!! 09.05.11, 10:49
      leczy. Zostają blizny i nauka, zmiany w czleku tez zostają. 11 lat razem a jednak w chwili obecnej setek spraw mniejszych i większych związanych z eks zwyczajnie nie pamiętam i to od jakiegoś czasu już a myślałam, ze będę pamiętała wiecznie (1,5 r. po formalnym rozwodzie) . Mniej więcej tak samo jak nie pamiętam drobiazgów związanych z innymi ludźmi , którzy mi się przez chwile przewijali po życiorysie. I to było dla mnie mega zaskoczenie
      • pandora81 Re: czy czas leczy rany??!! 09.05.11, 12:17
        Mam nadzieję, że leczy. U mnie rok po rozstaniu już było chwilowo lepiej i znów jest gorzej. Jutro idę do terapeuty- zapisałam się w końcu. Chcę walczyć o swoje szczęście. Muszę się z sobą uporać
    • xciekawax Re: czy czas leczy rany??!! 09.05.11, 22:43
      ja tuz po roztaniu weszlam pod skrzydla terapeuty, przyjaciol, tego Forum, i musze powiedziec ze w blyskawicznym tepie sie z exem uporalam. a to dopiero niecale 9 miesiecy odkad zlamal mi serce.

      Pewnie, czasami sobie mysle o nim. Ale bardziej wtedy mam obrzydzenie do samej siebie ze tak dlugo z nim bylam, jaka bylam naiwna, jaka glupia i jak malo mialam wiary i pewnosci siebie, ze pozwolilam jakiemus psychopacie ukladac mi zycie, i to przez prawie 14 lat. Coz, moze kiedys sobie wybacze.

      Rowniez nie zniechecilam sie do mezczyzn (o dziwo!) i randkuje sobie radosnie.

      Bycie tym porzuconym w malzenstwie napewno rani 100 razy mocniej niz bycie osoba podejmujaca decyzjie roztania. ja przez wiele miesiecy czulam sie jak smiec. To poczucie odrzucenia/porzucenia bylo zbyt mocne aby racjonalnie sobie (wtedy) wytlumaczyc ze owym nie jestem.

      Poznanie nowej osoby czasami pomaga/skraca okres zaloby. Ja akurat juz sie wyleczylam z exa zanim zaczelam randkowac, ale tez dodalo mi to w pewnym sensie skrzydel smile
      • zranionasarenka Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 08:45
        Witaj Xciekawax. Może doradzisz koleżankom jak się szybciej pozbierać, wziąć do kupy po porzuceniu przez męża. Jak sobie poradziłaś z małą wiarą w siebie, niską samooceną? Wszystkie wskazówki mile widziane.
        Pzdr, S.
        • jarkoni Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 08:50
          Połączenie terapeuty, przyjaciół i forum działa cuda?
          Plus randkowanie..
          • pandora81 Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 14:00
            Jarkoni to za mało. Trzeba jeszcze walczyć ze sobą, o to by pozwolić sobie na to szczęście. O to, by wyjść z domu i dobrze się bawić, zapisać się na taniec (czy cokolwiek), wyjść z jakąś inicjatywą. I pewnie przerabianie tego co było boli diabelnie, ale właśnie w tym momencie, kiedy jest się najsłabszym trzeba znaleźć w sobie siły. I z dnia na dzień, tygodnia na tydzień się czuje coraz lepiej, to zdaje rezultaty. A potem bum- znowu dól. Choć tych dołów jest coraz mniej. Ja w końcu poczułam, że chcę się od tego uwolnić, że mam siłę by to zrobić. Tego też trzeba się nauczyć, kilka, kilkanaście razy nie wyjdzie, a potem się uda, znowu się nie uda, a potem udawać się będzie coraz częściej, aż w końcu stanie się to łatwe smile Przynajmniej na to liczę smile Każdego dnia każe sobie zapomnieć o nim i o tym, że jakby zmienił zdanie i chciał, tak jak mu się nie chce, to wszyscy byliby zadowoleni (a najbardziej dzieci i by tak nie cierpiały). Ale to się nie zmieni, on się nie zmieni i w momencie jak się z tym pogodzę, zacznę żyć na nowo. Uwierzę, że to mu się tak nie chciało, a nie ja byłam beznadziejna. Wszyscy mówią, że jestem dobra, mądra, piękna, a wierzę w to, że to nieprawda, bo jeden człowiek tak mnie potraktował- to nie logiczne. Więc popłacze trochę i się zbieram do kupy walczyć o swoje życie, mam siłę smile
            • kategemi Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 14:50
              pandora81 napisała:

              . Uwierzę, że to mu się tak nie chciało, a nie ja byłam beznadziejna.
              > Wszyscy mówią, że jestem dobra, mądra, piękna, a wierzę w to, że to nieprawda,
              > bo jeden człowiek tak mnie potraktował- to nie logiczne. Więc popłacze trochę i
              > się zbieram do kupy walczyć o swoje życie, mam siłę smile
              Dokładnie mam tak samo. Gdy przyjdzie piękny , słoneczny dzień, wszyscy są mili, przyjaciele nie daja spokoju, mam wrażenie , że to co było , to był tylko zły sen. Ale nagle jest ten moment: bum!!!! Widzę przed oczami te złe obrazy z przeszłości , jak realny film. I trzeba go natychmiast wyłączyć!!! Ja się staram odnaleść ten "wyłącznik".
              Staram się zapamietać, żeby nie przejmować się tym na co nie mam wpływu, nie przeżywać tego. I łapać radosci dnia codziennego. W każdej rzeczy, w kwitnącym drzewie, w rowerzyście, który wszystkich mija z miłym usmiechem, w taniej rukoli , bo nareszcie zrobię furę sałatki.......
              • jarkoni Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 17:42
                Wszystko to rozumiem i absolutnie do mnie to przemawia.
                Poza jednym małym wyjątkiem.. Co to jest rukola..
                • kategemi Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 18:13
                  Rukola to rodzaj sałaty. Wygląda jak liście szczawiu. Uwielbiam ją . Podrzucić jakiś przepis?
          • tymczasowa_online Re: czy czas leczy rany??!! 26.06.11, 23:50
            Chodzilam na terapie,rozmawialam ze znajomymi.Z randkowaniem bylo gorzej.Trafialam nie na takich facetow.Wszystkim w glowie byl tylko seks.Seks jest ok,ale nie na pierwszej randce !
            Ze mna jest jak w piosence "Ksiezycowa"-szminke zmywa kropla łzy....
            • xciekawax Re: czy czas leczy rany??!! 30.06.11, 19:42
              wiesz, trzeba byc bardziej wybrednym, nie ufac kazdemu. Ja przez pierwsze 7 miesiecy wychodzilam BAAARDZO duzo, ale z nikim nie nawiazalam znajomosci. Czasami bo mi sie nie chcialo, czasami bo mialam obrzydzenie/zniechecenie do facetow, czasami z braku zainteresowania, ale czesto dlatego ze nie bylo nikogo interesujacego. Moje kolezanki mialy "duzo brania" ale jak patrzylam z kim one rozmawiaja to myslalam sobie: "ja dziekuje bardzo, juz wole byc sama".
              Ja nawet nie myslalam o zwiazkach, ale zeby poznac kogos kto szczerze bedzie mnie lubil, szanowal..... i ze wzajemnoscia.

              I chociaz kazdy mi mowil ze powinnam jak najwiecej wychodzic na randki z roznymi facetami = to nawet nie zaluje ze tego nie robilam.

              Wiec moim zdaniem, przebieraj z kim sie zadajesz, lepiej chyba jakos ponad ilosc, bo ta "ilosc" moze cie zmienic w kogos bardzo nieufnego. smile
        • xciekawax Re: czy czas leczy rany??!! 10.05.11, 22:07
          Chyba kazdy przezywa to inaczej i nie ma wskazowek ktora by dzialala dla wszystkich.

          Ja musze powiedziec ze trafilam przypadkiem na naprawde swietnego psychologa, ktory, potem sie dowiedzialam, dawniej byl profesorem psychologi przez 20+ lat na univerku, mial swietne szkoly skonczone, bardzo wysokie dyplomy, Phd, itd...no i zyciowe doswiadczenie bo ma ponad 70tke smile I on mi bardzo pomogl.....zmienic moja psychike. Dowiedzialam sie o swoich tendencjiach masochistycznych, o powodach dlaczego z miliona mezczyzn wybralam wlasnie tego a nie innego (duzo powodow wink ), tez spojrzalam sie na swoje malzenstwo zupelnie inaczej. Wczesniej zylam w niedowierzaniu ze on mi mogl cos takiego zrobic, przeciez wszystko z siebie dawalam, przeciez go kochalam, seks byl dobry, dbalam o dom, o finanse itd..... Podczas terapi spojrzalam na nasze malzenstwo inaczej, i na niego inaczej. Juz przestal byc ta wielka figura w moim zyciu, a stal sie zwyklym aroganckim, klamliwym, egoistycznym, emocjonalnie niedojrzalym dupkiem - czyli takim jakim go wielu ludzi widzialo oprocz mnie wink Nadeszlo odkochanie, a potem to juz sielanka.

          Samotnosc i zlamane serce to nie sielanka ale ma swoje dobre strony. Przedewszystkim zlamane serce pozwala czuc wiecej, serce wtedy nie jest chronione, wiec wiecej czujemy, wiecej przezywamy. To pozwolilo mi dostrzec wielu przyjaciol, poznac wielu ludzi w podobnej sytuacji, przezywac sytuacjie inaczej. Musze powiedziec ze wtedy tez zaczelam pomagac wielu osobom co dalo mi jakis tam cel w zyciu.

          Dzieki znajomym bardzo duzo wychodzilam. Wyciagali mnie z domu, chodzilismy do barow, teatrow, kina, male wyjazdy poza miasto itd.... Te wyjscia byly malym odpoczynkiem dla mojego umyslu. A bardzo sie chwytalam tych wyjsc. Byly moim kolem ratunkowym.

          I tak jak tu ktos powiedzial, wychodzenie z tego dolka to ciagle wzloty i upadki. jeden dzien moze byc super, i nawet juz masz nadzieje ze nastepny bedzie podobny a tu nagle dolek sie pojawia przez nastepny tydzien. Z czasem te wzloty i upadki sie wyrownuja. Ale czym wiecej nad soba pracujesz, czym wiecej odkrywasz siebie...w sobie - tym szybciej to przychodzi.

          Przez 4 miesiace moje zeby nie przestaly sie trzasc, 24/7. Przez trzy miesiace moje cale cialo sie trzeslo. przez dwa miesiace nie moglam trzymac nawet kartki papieru bo rece mi drzaly. ale te i inne symptomy napewo znasz. przechodzi. Sen sie wydluza, jest lepszy, ex ze snow zanika wink

          mialam tez rozne fazy odnosnie facetow, ale krotkie. Raz ich traktowalam przedmiotowo, innym razem ich nienawidzilam, innym razem byli mi obojetni.... ale tez mialam kolege ktory przechodzil przez rozstanie z exdziewczyna i widzialam jak bardzo cierpial wiec nie moglam sie oszukiwac ze wszyscy mezczyzni to "be"

          Wiec grunt to chyba zmienic swoja mentalnosc, to byl klucz do tego jak zaczelam widziec swoja realnosc i swiat mnie otaczajacy. No i troszke przestalam byc naiwna.

          Co do wiary w siebie i niskiej samooceny, coz, to o wiele trudniejsze, bo czesto wywodzi sie z dziecinstwa, wiec proces jest dluzszy. Nadal nad tym pracuje. Ogolnie staram sie byc odwazniejsza, najpierw na sile, a z czasem, z powtorkami tego zachowania- jakos to przychodzi. czasami sobie mowie: "Jestem niesmiala, nie ufam sobie - ALE i tak to zrobie" - i robie. Poki co - mam tylko pozytywne odczucia. No i gdy spojrze wstecz to jestem troche z siebie dumna - poszlam po pomoc gdy jej potrzebowalam, okazalo sie ze mam swietnych znajomych, podjelam bardzo trudna decyzjie aby odejsc, a nie blagac o powrot i szanse, ukladam sobie zycie jak ja chce, odwazylam sie randkowac a przez to poznalam naprawde fajnego faceta ktory przywrocil mi wiare w moja kobiecosc, wiec Wow!

          Przepraszam ze to jest takie dlugie.

          • jarkoni Re: czy czas leczy rany??!! 11.05.11, 09:07
            Bardzo budujące to jest i dające nadzieję, że da się wyjść z porozwodowego marazmu, doła itp.
            Wielkie dzięki Ciekawa smile
    • alis123 Re: czy czas leczy rany??!! 11.05.11, 13:38
      Moje doświadczeniu mówi mi, że związek przechodzi różne fazy i jeśli przerwany zostanie w tej początkowej, gorącej to się później ciągnie za człowiekiem i nie można sobie z tym w żaden sposób poradzić. Na zasadzie, że tylko miłość niespełniona jest wieczna... I później latami się analizuje, co poszło nie tak, marzy, kocha, tęskni. Nikt nie jest w stanie dorównać ex.
      Natomiast, gdy się kogoś kocha, ale ten pierwszy szał minie, pierwszy głód zostanie nasycony, gdy się jest już w realnym związku z zaletami i wadami to rozstanie wygląda inaczej. Można sobie z czasem poradzić, uporządkować emocje, wytłumaczyć rozstanie. Wiadomo, że sposób rozstania może boleć, że świadomość porzucenia utrudnia, ale można.


    • dalejwdroge Re: czy czas leczy rany??!! 05.06.11, 14:44
      Kilka miesiecy minelo od decyzji rozstania, a ja budze sie z zacisnietymi ze zlosci zebami, z poczuciem upokorzenia, i czesto nie jestem w stanie robic nic. A mam duzo rzeczy do zrobienia...Wiec lezac zaciskam zeby i powstrzymuje sie od ataku, dzikiego, niepohamowanego ataku na niego. Mamy dziecko i on wciaz jest obecny w moim zyciu. Nie wiem, kiedy to minie, nie wiem co robic, zeby minelo...
    • nangaparbat3 Re: czy czas leczy rany??!! 05.06.11, 14:51
      Mnie tam leczy, zawsze o wiele szybciej, niż zakładam na początku. Podejrzewam, że to kwestia charakteru.
      • dalejwdroge Re: czy czas leczy rany??!! 05.06.11, 16:23
        Czasem mysle, ze ja tez z tego dosc szybko wyjde, czasem wydaje mi sie, ze potrwa lata. U mnie to jest tak, ze nie zaluje wspolnego zycia, nie kocham, nie bedzie mi go brakowalo, ale jak ktos tutaj juz napisal, nie wiem, czy potrafie (i kiedy) uporac sie z uczuciem nienawisci. Ja tez najchetniej powiesilabym go za j..a...Za zmarnowane 7 lat, za to kim sie stalam, za to jaka role mi wyznaczyl i ze ja sie na to wszystko godzilam...Tak naprawde to jest zlosc na samego siebie, niestety, i dlatego jest taka destrukcyjna.
        • anka262 Re: czy czas leczy rany??!! 27.06.11, 21:20
          no to dobra, pora na mnie, może mnie nie ukatrupią że zasrałam wątek.

          Nie wiem czy to czas leczy te rany, czy raczej ktoś, coś, co pojawia się "po". Jakość życia innymi slowy. Szczęście do poznawania fantastycznych ludzi, przyjaciół... a jednak trudno o to.
          Ja jestem trzy lata "po". Jest gorzej niż było, gorzej niż trzy lata temu i gorzej niż kiedykolwiek w całym moim życiu crying
          Zaczyna pamiętać się te dobre rzeczy, złe odchodzą.
          Ale nie w tym problem, nie da się tak po prostu kogoś poznać, związać się, przedstawić dzieciom nowego pana...kurcze no. Ciągle coś nie pasuje, ciągle nie wychodzi, kryteria doboru też się zmieniły przez te lata. Faceci faktycznie stawiają na seks jedynie ( żeby nie generalizować)
          A moi znajomi ? uśmiech od ucha do ucha - "Anka z Ciebie taka fajna dupa, że pewnie masz na pęczki, zdecyduj się w końcu na któregoś". A ja wchodzę do domu, zamykam w moich problemach i płaczę...albo palę...i myślę, że jednak ten mój stary nie był taki zły, że są gorsi, że tyle byśmy teraz już mieli.
          Najgorsze, że dziewczynki widzą, cierpią, dorastają. Tak strasznie chcę stworzyć im rodzinę, ale już nie umiem, nie mam siły, boję się, nie ma wartościowych wolnych facetów, może mam pecha... Oby to tylko nie depresja, nigdy nie będę nic brała...
          A ex stoi z boku i zaciesza...chciałaś to masz. tylko on się nie martwi o dziewczyny, wolny ptak, życie poukładał sobie migiem.
          Krzyczę na dzieci, najgorsze co mogę robić. Nie chce mi się z nimi przebywać, rozmawiać, czasem mi się z pracy nie chce wracać.

          Sympatia - jak dla mnie miejsce sponsoringu albo szybkiego taniego seksu, nie chcę nikogo obrazić, sama tam jestem, są wyjątki ale bardzo nieliczne.

          No a konkluzja jest taka, jak szybko komuś uda sie ułożyć "nowe życie" tak szybko może mówić o leczeniu ran. Tak myślę. Ja odniosłam totalną porażkę.


          nie wystarczy pokochać...trzeba jeszcze umieć
          wziąć tę miłość na ręce i przenieść ją przez całe życie!
          • podroznie ... 30.06.11, 22:29
            Ania,
            Przeczytałem ze trzy razy, mógłbym jeszcze kilka razy
            Bardzo szczerze napisane i w końcu można się obejść bez kosmetyczki.

            Dobrej nocy
            Czuj się przyjęta do trupy, nie jesteś u kata
            to tylko forum- nie zapominaj o tym
            pozdrawiam








            • anka262 Re: ... 01.07.11, 21:48
              Kosmetyczki......wink

              Wiesz, jak już się odezwę tutaj czasem, to zawsze tylko szczerze. Sama lubię czytać te najszczersze wypowiedzi, a forum daje nam tę /nieco większą/ możliwość, specyfika miejsca wink

              Pozdrawiam
              • podroznie ... 01.07.11, 22:30
                art. 262
                § 1. Kto znieważa zwłoki, prochy ludzkie lub miejsce spoczynku zmarłego,
                podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
                § 2. Kto ograbia zwłoki, grób lub inne miejsce spoczynku zmarłego,
                podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

                spokojnej nocy i bez stróżowania nad własnymi grobami...
    • sylwiasuc Re: czy czas leczy rany??!! 30.06.11, 15:14
      Nie powinnam się jeszcze wypowiadać w tym wątku bo do rozwodu mam jeszcze 2 tygodnie ale już wiem, że będzie to trudne bo nadal mieszkamy razem i jeszcze jakiś czas to potrwa. A ja chciałabym nie widzieć go codziennie, nie rozmawiać, móc zapomnieć. Niestety codzienne spotkania nie dają możliwości uspokojenia, wyciszenia tylko wciąż huśtawka nastrojów, pretensje, udawanie, nienawiść. Atmosfera nie do zniesienia bo co z tego, że on zachowuje się przyzwoicie jak ja chcę się wreszcie uwolnić, pozbyć go z życia i nie będę się silić na bycie miłą sad.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja