Czy upadł już ostatni powód do bycia razem?

11.05.11, 20:27
Nie ma wspólnych zainteresowań, tematów, wieczorów, nocy, poranków, problemów, radości, sukcesów, porażek, śniadań, obiadów, kolacji, wyjazdów, wyjść.
Wszystko, co zostało raczej dzieli niż łączy.

To nie jest decyzja podjęta pod wpływem emocji, chwili, zaburzenia psychicznego, widzimisię.

Temat przerobiony, przeanalizowany, przemyślany po stokroć, tysiąckroć, milionkroć.
Do entej potęgi.
Wynik zawsze ten sam - zero, null, runęła wieża, nie ma co zbierać.

Ostatnie 4 lata:
On wiecznie nieobecny. Praca, wyjazdy, spotkania, szkolenia, gazeta, telewizja, spanie.
"Jestem zmęczony, z pracy wróciłem, myślisz, że ja tam leżę i odpoczywam!?"
Ona pracująca matka, żona, wieloczynnościowy robot domowy, na 24-godzinnym dyżurze, teraz, i zawsze, i na wieki wieków.
"Ale o co ci chodzi? Nie musisz przecież pracować/sprzątać/prać/gotować/prasować/robić zakupów/umyć kibla/wynieść śmieci/wstawić dowolne!".
Samo się zrobi, albo zarośnie się brudem, a smród nas znieczuli.
Krasnoludki zatrudnię od zaraz.
On zupełnie nie zainteresowany rodziną, dziećmi, żoną, domem.
"Ale po co ty mi to mówisz?", "Za chwilę, zaraz, potem, jutro".
Pytanie testowe: do której klasy chodzi twoje dziecko?
Odpowiedź: yyyyy, do..... "c"?
Rozmowa, jedna, druga, tysięczna.
Wszystkie rzeczowe, spokojne, bez awantur, jasne określanie potrzeb i żądanie ich określenia przez niego.
Skutek - "tak, masz rację, ja się zmienię, będę inny, poprawię się", poprawa na 2 miesiące, miesiąc, tydzień, w końcu: "ja się nie zmienię, mi jest tak dobrze".
Rozmowa tysiąc pierwsza.
Może terapia małżeńska?
"Jestem normalny! Żaden obcy człowiek nie będzie grzebał w moim życiu! Sam sobie poradzę! Jak chcesz to sobie sama idź!"
Alkohol - rzadko, ale dosadnie, przemoc fizyczna - 2 razy w ciągu całego małżeństwa, po więcej niż paru głębszych.

Dziecko duże, majątek nieruchomy i ruchomy podzielony notarialnie, alimenty na dziecko ustalone na piśmie.
Ustalony nawet przebieg rozwodu.
Nie kocham go, Wysoki Sądzie, Nie kocham jej, Wysoki Sądzie.
Tak, bez orzekania o winie.

Rozwód.
I nawet wiem, co dalej.
Ale nie wiem, jak się przemóc i złożyć ten cholerny pozew? Mam go już nawet napisany. Plan wychowawczy również.
Nie potrafię podać racjonalnego albo nieracjonalnego powodu, dla którego ten pozew jest jeszcze plikiem elektronicznym na moim komputerze, a nie pismem na papierze złożonym w sądzie. Co mnie zatrzymuje? Co mnie hamuje? Czego się boję?

Psychicznie - samotna.
Fizycznie - samotna.
Finansowo - niezależna.
Mieszkaniowo - zabezpieczona.
Wsparcie przyjaciół - zapewnione.
Wizja przyszłości własnej i dziecka - w jasnych barwach.

Poproszę solidnego kopa w cztery litery.
Albo pokazanie mi, że ostatni powód do bycia razem jeszcze nie upadł.

Dziękuję i pozdrawiam.
    • tricolour Studnia potencjału... 11.05.11, 20:52
      ... pamiętasz?

      Siedzi ładunek w studni potencjału, bo jest tam uwięziony swoim oddziaływaniem z zewnętrznym polem. Tak jak Ty. Mechanika klasyczna więzi ten ładunek na wiek wieków, ale kwantowa już nie, bo znamy efekt tunelowy.

      Więc nie bądź tchórzem i złóż papier w sądzie. Odmóżdż się, wydrukuj pozew, zanieś i złóż, a reszta potoczy się sama. Za rok napiszesz tutaj, że byłas głupia jak but czekając i marnując az tyle życia.
      • nevja Re: Studnia potencjału... 12.05.11, 20:30
        tricolour napisał:

        > ... pamiętasz?

        A więc siedzę w studni i naginam prawa fizyki.
        Prawa fizyki i własne ja.
        Łudzę się, że coś się zmieni?
        Nie, już nie, bo gdyby miało się zmienić to stałoby się to już dawno.
        Po trzeciej rozmowie, a nie po milion sto trzeciej.
        Jedyne, co mnie tu trzyma to grawitacja.
        Ale taki kop był potrzebny.
        Dziękuję.
    • ekscytujacemaleliterki Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 11.05.11, 21:30
      Albo pozew albo kolejne zmarnowane 4 lata. I tak będziesz wegetować dopóki dziecko z domu nie wyfrunie, przestaniesz być potrzeba i poczujesz się jak stary wysłużony mebel, chcesz?
      Ale wiesz może być inaczej. Popatrz! Wiosna ... możesz pójść gdzie chcesz, robić co chcesz, uśmiechać się bo...nie będziesz musiał prać, prasować, sprzątać, gotować, myć kibli i innych takich...bo sama tyle nie nabrudzisz, nie zjesz, po prostu odpadnie Ci obsługiwanie męża.
      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:15
        Małe Literki, podoba mi się takie postawienie sprawy.
        Albo, albo.
        I wybór w zasadzie jest prosty.
        Dziecko już nie potrzebuje niańczenia, taki wiek i taki typ, więc już czasami tak się czuję, jak stare krzesło - stoi w kącie, czasem ktoś na nim siądzie, niby stare, niepotrzebne, ale może się jeszcze przyda...
        Wiosna. Wiesz, Literki, on jest samoobsługowy od paru lat.
        Pewnego dnia zastał pustą lodówkę, brudne skarpetki i niewyprasowane spodnie.
        Nie z zemsty, trochę z braku czasu, trochę z braku chęci.
        Nie zapytał, co się stało, obraził się.
        Na dodatek mogę pójść, gdzie chcę i kiedy chcę.
        I wrócić kiedy chcę.
        Albo nie wrócić.
        I obawiam się, że mógłby nawet tego nie zauważyć.
        Dziękuję Ci za ten post, nie chcę się poczuć jak stary mebel.
        Pozdrawiam Cię ciepło.
    • niutka Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 11.05.11, 22:03
      nevja napisała:

      > Nie ma wspólnych zainteresowań, tematów, wieczorów, nocy, poranków, problemów,
      > radości, sukcesów, porażek, śniadań, obiadów, kolacji, wyjazdów, wyjść.
      > Wszystko, co zostało raczej dzieli niż łączy.

      Wiec juz dawno upadl ten powod do bycia razem...


      > To nie jest decyzja podjęta pod wpływem emocji, chwili, zaburzenia psychicznego
      > , widzimisię.

      Domyslam sie..


      > Temat przerobiony, przeanalizowany, przemyślany po stokroć, tysiąckroć, milionk
      > roć.
      > Do entej potęgi.
      > Wynik zawsze ten sam - zero, null, runęła wieża, nie ma co zbierać.

      Wiec nie masz co sie dalej zastanawiac... To jest juz koniec.


      > Ostatnie 4 lata:
      > On wiecznie nieobecny. Praca, wyjazdy, spotkania, szkolenia, gazeta, telewizja,
      > spanie.
      > "Jestem zmęczony, z pracy wróciłem, myślisz, że ja tam leżę i odpoczywam!?"

      Hmmm. Kochanka mi tu "smierdzi"... Znam z autopsji.


      > Ona pracująca matka, żona, wieloczynnościowy robot domowy, na 24-godzinnym dyżu
      > rze, teraz, i zawsze, i na wieki wieków.

      Tez to mialam...


      > "Ale o co ci chodzi? Nie musisz przecież pracować/sprzątać/prać/gotować/prasowa
      > ć/robić zakupów/umyć kibla/wynieść śmieci/wstawić dowolne!".
      > Samo się zrobi, albo zarośnie się brudem, a smród nas znieczuli.

      Dobry tekst...


      > Krasnoludki zatrudnię od zaraz.

      Po wyprowadzce od wtedy jeszcze meza stwierdzilam, ze krasnoludki sa mi niepotrzebne... Daje sobie rade sama, z mala pomoca nastoletnich synow.


      > On zupełnie nie zainteresowany rodziną, dziećmi, żoną, domem.

      Moj zainteresowal sie dopiero, jak dostal pozew rozwodowy...


      > Rozmowa, jedna, druga, tysięczna.
      > Wszystkie rzeczowe, spokojne, bez awantur, jasne określanie potrzeb i żądanie i
      > ch określenia przez niego.

      Plus duzy dla Ciebie, ze takie rozmowy umialas przeprowadzic.


      > Skutek - "tak, masz rację, ja się zmienię, będę inny, poprawię się", poprawa na
      > 2 miesiące, miesiąc, tydzień, w końcu: "ja się nie zmienię, mi jest tak dobrze
      > ".

      Bo to prawda. On sie nie zmieni... Nawet Twoj wniosek o rozwod go nie "zmieni".


      > Rozmowa tysiąc pierwsza.
      > Może terapia małżeńska?
      > "Jestem normalny! Żaden obcy człowiek nie będzie grzebał w moim życiu! Sam sobi
      > e poradzę! Jak chcesz to sobie sama idź!"

      Skad ja to znam?! "Ja nie jestem nienormalmy".
      Jak dostal pozew to w odpowiedzi na niego napisal, ze chce isc na terapie. I "wyjechal" do mnie z tekstem, zebym to ja kogos poszukala. Ja mu od razu powiedzialam, ze mi nie zalezy na ratowaniu malzenstwa , tylko, NIBY, jemu... Oczywiscie nie zrobil nic w tej kwestii.


      > Dziecko duże, majątek nieruchomy i ruchomy podzielony notarialnie, alimenty na
      > dziecko ustalone na piśmie.

      I bardzo dobrze!


      > Ustalony nawet przebieg rozwodu.
      > Nie kocham go, Wysoki Sądzie, Nie kocham jej, Wysoki Sądzie.

      Hmmm, tu juz mezowi bym nie ufala...


      > Rozwód.
      > I nawet wiem, co dalej.

      Dalej bedzie inaczej. Inaczej ale lepiej...


      > Ale nie wiem, jak się przemóc i złożyć ten cholerny pozew? Mam go już nawet nap
      > isany. Plan wychowawczy również.
      > Nie potrafię podać racjonalnego albo nieracjonalnego powodu, dla którego ten po
      > zew jest jeszcze plikiem elektronicznym na moim komputerze, a nie pismem na pap
      > ierze złożonym w sądzie. Co mnie zatrzymuje? Co mnie hamuje? Czego się boję?

      Dziwie sie Tobie majac tyle przeciwko trwaniu w tym zwiazku.


      > Psychicznie - samotna.

      To "widac" w Twoich postach..


      > Fizycznie - samotna.

      Tu tylko sama wiesz...


      > Finansowo - niezależna.

      Brawo!


      > Mieszkaniowo - zabezpieczona.

      Brawo!


      > Wsparcie przyjaciół - zapewnione.

      Bardzo wazne!


      > Wizja przyszłości własnej i dziecka - w jasnych barwach.

      Super!
      CZyli wszystko mogloby isc ku dobremu... ku lepszeu. Jesli tego chcesz...


      > Poproszę solidnego kopa w cztery litery.
      > Albo pokazanie mi, że ostatni powód do bycia razem jeszcze nie upadł.

      Mam nadzieje, ze ukazalam Tobie, iz nie powinnas tkwic w tym zwiazku!!!

      Pozdrawiam Ciebie bardzo cieplo
      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 20:37
        Niutka, mnie też śmierdzi kochanką, ale lichy ten smród.
        Żadnych innych "standardowych" objawów.
        Zresztą - może ich nie widzę, bo po prostu ich nie szukam.
        To byłby kop.
        I masz rację, pozew go nie zmieni, a raczej rozjuszy.
        W związku z tym masz również rację, żeby nie ufać, co do umowy w sprawie rozwodu bez orzekania o winie.
        Dziękuję Ci, pokazałaś mi, że się nie mylę.
        Pozdrawiam również ciepło.
    • mola1971 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 11.05.11, 22:04
      Skąd ja to znam? wink
      Przyjdzie taki dzień, w którym ten pozew wyślesz. Po prostu pewnego dnia poczujesz, że na 100% tego rozwodu chcesz. Na razie jak na moje oko chcesz go tylko/aż na 99%. Pozostał Ci jeszcze ten 1% nadziei? złudzeń?
      To co napisałaś niemal całkowicie zgadza się z tym co było u mnie.
      Dziś jestem 2 lata po rozwodzie (3 od rozstania) i jedyne czego żałuję to tego, że decyzji o rozwodzie nie podjęłam wieeeeeele lat wcześniej.
      Teraz dobrze jest smile I u Ciebie też będzie.
      Powodzenia! Trzymam kciuki.
      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 20:43
        Mola, liczę, że ten dzień przyjdzie szybko, bo zaczynam już zaglądać na strony ze słowem "depresja" w tytule.
        To już nawet nie są złudzenia. Strach? Przed czym? Przecież w zasadzie nic się nie zmieni w stosunku do tego, co jest dzisiaj.
        I obawiam się, że właśnie za parę lat będę żałować, że nie zrobiłam tego wcześniej.
        Łatwiej byłoby rozwodzić się z pijakiem, zdemolowanym mieszkaniem i podbitym okiem zerkającym raz po raz na młodszą kochankę.
        Dziękuję Ci, dałaś mi nadzieję, że ten dzień może przyjść szybciej niż mi się wydaje.
        Pozdrawiam Cię ciepło, dziękuję za kciuki, na pewno się przydają.
    • kowalka33 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 11:44
      Myślę że ten powód jest, dlatego nie wysłałaś pozwu. Tutaj wszyscy albo prawie wszyscy ci doradzą złóż pozew, będziesz za rok szczęśliwa może tak , a może nie -nie wiadomo. Powiem a raczej napiszę wydaje mi się że facetom jest łatwiej np zaangażować się na nowo. Czemu twój mąż nie czuje się związany z dziećmi, nie próbowałaś budować więzi jak dzieci były małe (bo on jakoś nie budował , może wyniósł to z domu, żeby było jasne nie usprawiedliwiam go to jego dzieci ). jakoś mam wrażenie że za dużą wagę przywiązujemy do samopoczucia innych osób i na tym budujemy swoje szczęście , tak jabysmy nie mogli być szczęsliwi sami. A inna sprawa na której mam wrażenie dajemy ciała my kobiety to pieniądze, ta ciagła pogoń żeby mieć dom, wakacje w tropikach , a potem się dziwimy ze lepiej znamy ludzi z korporacji niż własnych mężów.Wiesz ilu facetów czuje się samotnych , bo mają wrażenie że chce się tylko kasy od nich, a potem zdziwienie że jest pani basia albo kasia....
      • andres_nin Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 13:04
        w tym konkretnym przypadku punkt, a raczej granica za którą nie ma już powrotu została chyba przekroczona już dawno .... a powód, że trudno się zdobyć na wysłanie pozwu ? przecież to kawał wspólnego życia mimo wszystko, jakieś emocje nawet jak wygasły, ale kiedyś były ...
        mimo wszystko raczej kop w 4 litery ... smile
        tam gdzieś jeszcze może być lepiej, tu już na pewno nie
        • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:01
          Andres, to jest jakaś myśl.
          Kawał życia, historyczne wydarzenia, chwile radości.
          "Ale to już było, znikło gdzieś za nami"
          To już nie wróci.
          Nawet, jeśli jakimś cudem, tak, CUDEM, on się zmieni, to... ja też się już zmieniłam.
          Poza tym... moja podświadomość i tak nie uwierzy, że to jest trwała zmiana.
          Bo te zmiany już były, wszystkie na dłuższą lub krótszą chwilę.
          A w cuda nie wierzę.
          Dziękuję Ci za kopa.
          Pozdrawiam serdecznie.
      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 20:57
        Kowalka, szukam tego powodu, ale znaleźć nie potrafię.
        Wiem, że nikt nie podejmie za mnie decyzji, ale nie tego oczekiwałam pisząc swój post.
        Potrzebne mi spojrzenie z boku, spojrzenie ludzi, którzy przeżyli coś podobnego - rozstanie i rozwód.
        Dziecko, jedno dziecko. Można kogoś zmusić do zbudowania więzi z kimkolwiek? Nie sądzę.
        Kiedy zbudować te więzi? Dziecko w nocy śpi, a tylko wtedy on miał i ma czas.
        Ręce opadają i smutek mnie ogarnia, kiedy to piszę, ale taka jest prawda.
        I masz rację, pisząc o dbaniu o samopoczucie innych.
        Wiem, że w tym zakresie popełniłam błąd.
        Paradoksalnie - byłam za miła, za dobra, zbyt uczynna, za mało zołzowata.
        Wzięłam na siebie wszystkie obowiązki domowe i pozadomowe, związane z rodziną.
        Na jedną osobę - za dużo.
        Zmęczenie, zniechęcenie, w końcu olśnienie - trzeba się podzielić.
        Za późno.
        Wtedy nie była to według niego "propozycja podziału obowiązków", ale "czepianie się i zamach na niego".
        Nie pracuję w korporacji i nigdy nie pracowałam.
        Wykonuję wolny zawód, a moi klienci nigdy nie byli i nie są ważniejsi od rodziny.
        Mam tyle, na ile mnie stać. Nie mam kredytów, mam oszczędności.
        Kiedyś interesowałam się jego życiem zawodowym, ale słysząc któryś raz "nic nie słychać", "nic się nie dzieje", "nie ma o czym gadać" zaniechałam.
        Ileż można skomleć jak pies o chwilę rozmowy, o uwagę?
        Dziękuję Ci, że napisałaś.
        Pozdrawiam.
    • bellagnos korozja 12.05.11, 13:16
      www.odnowa.jezuici.pl/szum/ewangelizacja-mainmenu-56/w-rodzinie-mainmenu-86/399-uwaga-maeska-korozja
      Nic dodać nic ująć, pytanie tylko w którym miejscu wy jesteście, może pozew rozwodowy wydrukowany otworzy małżonkowi oczy?? Może da się namówić na weekend małżeński??
      www.spotkaniamalzenskie.pl/pl/terminy
      Wydaje mi się, że ty kochasz męża jednak nagromadzone emocje, żale przykrywają tę miłość. Nie chodzi mi tu o miłość uczuciową ale miłość wyboru, wierność
      • nevja Re: korozja 12.05.11, 21:08
        Bellagnos, śmiem twierdzić, że nawet miesiąc małżeński nic by tutaj nie zmienił.
        To człowiek ma się zmienić, a nie okoliczności.
        I ten człowiek musi chcieć się zmienić, sam, wewnętrznie musi nabyć przekonania, że chce być inny niż do tej pory.
        On nie chce.
        Sam to deklaruje.
        "Ja się nie zmienię, mi jest tak dobrze".
        Dobrze - czyli jego wszystkie potrzeby niższego i wyższego rzędu są zaspokojone.
        Więc po co coś zmieniać?
        No, chyba, że za nas zmienią...
        ("Byle nie nas, bo nam jest tak dobrze". Ot, co...)
        I druga sprawa: jak długo mam sama o to walczyć? próbować? namawiać? organizować? przekonywać?
        Bez pewności na powodzenie?
        Dziękuję Ci za głos.
        Pozdrawiam.
    • plujeczka Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 14:21
      ROZWÓD TO OSTATECZNOŚC ALE RACZEJ SZNS DLA WAS NIE WIDZE, 2 PRZEMOC TO CZYNNIK, KTÓRY BARDFZO WPŁYWA NA PSYCHIKE KOBIETY GDZIEĆ W PODŚWIADOMOŚCI ODKŁADA SIĘ TAKI FAKI I.....NIGDY JUZ NIE JEST JAK DAWNIEJ.
      nARAZIE DOKI NIE ZŁOZYŁAŚ POZWU "KONTROLUJESZ SYTUACJĘ' A ,MOŻE łudzisz się ,ze zieni sie twojezycie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdzki? moze sądzisz ,ze fakt nie złozenia pozwu pozwoli uzmyslowić mezowi ,ze jdnak chcialabyś aby się zminił a miozeto tak naprawde krzyk rozpaczy=chcesz zrwóić jego uwage na waszą ( jeszcze ) rodzinę. Tylko czy uslyszy? czy zrozumie chyba nie.
      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:20
        Plujeczko, jako jedyna do tej pory zwróciłaś uwagę na przemoc.
        Masz rację, to odciska piętno.
        To było na tyle dawno, że nie mam już odruchu odsuwania się na bok, kiedy się do mnie zbliża, ale mam to głęboko w pamięci i tego najprawdopodobniej nigdy tak do końca nie wybaczę.
        Nie łudzę się, naprawdę nie łudzę się, że on się zmieni.
        Myślę, że nawet złożenie pozwu go nie zmieni, bo on sam tego nie chce.
        Takie życie, jakie prowadzi obecnie, mu odpowiada, a po co zmieniać coś, co nam odpowiada?
        Ten krzyk rozpaczy to będzie wołanie na puszczy...
        Dziękuję Ci za Twój post.
        Pozdrawiam.
        • mola1971 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:30
          Nevja, z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że przemocy nie wybaczysz nigdy. Może nie tyle nie wybaczysz co nie zapomnisz. Nie zaufasz. A bez zaufania nie da się zbudować niczego dobrego.
          Im więcej piszesz tym większe widzę podobieństwo do mojego ex małżeństwa.
          Pisz tu częściej. To świetna terapia.
          Pisałaś też o depresji... Idź do lekarza, nie czekaj.
          • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:06
            Mola, tak, masz rację, zaufanie zostało zrujnowane, a odbudowa jego jest chyba niemożliwa.
            Nigdy nie zapomnę tych oczu z błyskiem mordu.
            Nie zapomnę też tych dni po tym, kiedy cierpłam cała ze strachu, gdy się do mnie zbliżał.
            Znasz to? Słyszysz słowa słodkie jak miód, ale ciągle widzisz tylko wściekłego niedźwiedzia.
            Co do depresji - mam takie podejrzenia. Szukam specjalisty.
            Terapia już rozpoczęta, tutaj.

            • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:15
              Nevja, wybacz.
              Uważam, że jeżeli nie kochasz i nie widzisz powodu do zostania to dobrze jest odejść. Nie ma miłości i więzi nie ma małżeństwa.
              Idź i się realizuj.

              Ale...ostatnio moje dziecko przyniosło do domu kota....moje oczy pewnie też były pełne mordu do niej i do narzeczonego który na tego kota się zgodził.
              Mało tego wściekłam się, nagadałam obu, zagroziłam urwaniem głów przy samej doopie.
              Mój wzrok musiał zabijac.
              Ale nie sądzę by to była domowa przemoc.

              Jeśli chcesz odejdź odejdź. Ale nie doszukuj się tego czego nie ma, JEŚLI nie ma.
              By podjąć właściwe decyzje trzeba być uczciwym także przed samym sobą, zobaczyć równiez swoje własne błedy (zapewniam Cię że i Ty i ja i Mola mamy takie na sumieniu i nie są to li tylko błedy typu "bo byłam za dobra" ) i wyciagnąć nauki na przyszłość.
              Czego nam wszystkim życzę.
              • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:36
                to.ja.kas napisała:

                > Nevja, wybacz.
                > Uważam, że jeżeli nie kochasz i nie widzisz powodu do zostania to dobrze jest
                > odejść. Nie ma miłości i więzi nie ma małżeństwa.
                > Idź i się realizuj.

                Tu się zgadzam.

                > Ale...ostatnio moje dziecko przyniosło do domu kota....moje oczy pewnie też był
                > y pełne mordu do niej i do narzeczonego który na tego kota się zgodził.
                > Mało tego wściekłam się, nagadałam obu, zagroziłam urwaniem głów przy samej doo
                > pie.
                > Mój wzrok musiał zabijac.
                > Ale nie sądzę by to była domowa przemoc.

                Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałam albo nie doczytałaś. To była przemoc w pełnym tego słowa znaczeniu, a nie tylko "wzrok, który zabija". Gdyby wzrok mógł zabijać, to wierz mi, niejednokrotnie trup ścieliłby się wokół gęsto.

                > Jeśli chcesz odejdź odejdź. Ale nie doszukuj się tego czego nie ma, JEŚLI nie m
                > a.

                Właśnie, jeśli nie ma.
                To tak jak ze skarpetkami w szufladzie - skąd mam wiedzieć, że tam są lub ich nie ma?
                Muszę tam zajrzeć, porozglądać się, poszukać, dotknąć, żeby stwierdzić.
                Teraz jeszcze szukam.
                Ostatni raz się rozglądam, żeby mieć pewność.
                Uczciwie się rozglądam i uczciwie szukam.
                Dokładnie, żeby niczego nie przeoczyć i nie mieć poczucia nie zajrzenia w któryś kąt.
                Tylko, że ta moja szuflada jest dość spora.

                > By podjąć właściwe decyzje trzeba być uczciwym także przed samym sobą, zobaczyć
                > równiez swoje własne błedy (zapewniam Cię że i Ty i ja i Mola mamy takie na su
                > mieniu i nie są to li tylko błedy typu "bo byłam za dobra" ) i wyciagnąć nauki
                > na przyszłość.
                > Czego nam wszystkim życzę.

                Uważam, że wszystkie błędy można włożyć do teczki pod tytułem "byłam za dobra".
                Przypominam sobie mnóstwo sytuacji, które dzisiaj podsumowuję w ten sposób.
                I , co ciekawe, mój mąż się ze mną zgadzał i zgadza.
                Po takim podsumowaniu nie pozostaje mi nic innego, jak stać się wredną zołzą.
                Tyle, że ciężko udawać kogoś kim się nie jest i nigdy nie było.
                Dziękuję Ci za kopa, znowu jestem bliżej.
                Pozdrawiam ciepło.

                • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:46
                  Nevja,

                  wbrew pozorom jesteśmy podobne.
                  Mój ostatni związek był naprawdę szczęsliwy. PRAWIE szczęśliwy skoro się zakończył. Kurcze ile ja się naryczałam bo nie wiedziałam co robic wie min Mola. Bolało jak cholera.
                  Jeśli byłaś/jesteś ofiarą przemocy to kobieta po 6 letnim, przemocowym małżeństwie (czyli ja) powie Ci tylko jedno:
                  zabieraj tyłek w troki i nie oglądaj się.
                  Jeśli jednak był to epizod sprzed lat - I NIGDY WIĘCEJ się nie powtórzył, a uczucie ucieczki pojawiło się dużo potem, poszukaj prawdziwej przyczyny tego, że uczucie umarło.
                  Dlaczego? By nie popełnić znowu podobnego błedu.

                  Ja też byłam za dobra dla eks męża. W końcu sześć lat znosiłam regularna, poważną przemoc. Ale wiem i zdaję sobie sprawe z wielu własnych błedów innych niż te "że byłam za dobra". One wyszły później, w kolejnym związku. I tam gdzie nie było przemocy one min zaważyły na tym, że sie nie udało.

                  Trzymam kciuki. Za to byś poczuła wiosnę.
                  • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 12:04
                    to.ja.kas napisała:

                    > Nevja,
                    >

                    Kas, uczucie ucieczki pojawiło się nieco wcześniej niż do przemocy doszło.
                    Ta przemoc to, w moim odczuciu, była próba ostatecznego ustalenia władztwa.
                    Coś w rodzaju utemperowania niepokornej żony.
                    Ale ta niepokorność żony nie pojawiła się nagle jak letnia burza, ona była taka od zawsze, odkąd się znali.
                    I kiedyś mu to nie przeszkadzało, ba, zachwycało wręcz, w każdym razie odpowiadało.
                    Myślę dzisiaj, że komuś z zewnątrz to się nie podobało, a on, więzień "tego, co powiedzą ludzie" próbował na siłę, dosłownie na siłę, mnie zmienić.
                    Po prostu przez całe lata zaledwie mnie tolerował, ale nigdy nie akceptował.
                    Dlatego też tak uparcie szukam swoich błędów, naszych błędów, żeby w przyszłości ich nie popełnić.
                    Pozdrawiam ciepło.
                    • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 12:13
                      Nevja,

                      ludzie się zmieniają.
                      Zmieniają się na przestrzeni lat i pod wpływem nowych doświadczeń.
                      Ja kiedyś jako małolata lubiłam (i ciagle lubię) blondynów. Ale wybrałam....bruneta.
                      Lubiłam zylastych, wysokich a mam średniego wzrostu miska,
                      lubiłam wyszczekanych i mających swoje zdanie a wybrałam spokojnego faceta.
                      Kiedyś nam nie przeszkadzało....kiedyś Ci też nie przeszkadzało że on nie zmywa, nie sprząta i jest taki jaki jest.
                      ALE PRZESZKADZAĆ CI ZACZĘŁO.
                      A jemu zaczęła przeszkadzać Twoja niepokorna natura. Z jakiegos powodu.
                      Rozumiesz?
                      Nie ma czasami win. Są za to ZAWSZE POWODY.
                      Zastanów się przede wszystkim nad kilkoma sprawami :
                      DLACZEGO chcesz odejść?
                      Czy jest szansa na to byś została? (szansa w sensie czy Ty tego chcesz a on to spełni? ma być to prawdziwy pomysł na zmianę a nie pobożne zyczenia)
                      Czy jeśliby się zmienił to będziesz z nim jeszcze szczęśliwa czy juz sam fakt, że on to on przekreśla szansę na Wasze razem?
                      I nie zastanawiaj się nad tym co by było gdyby.
                      Potem będzie czas na zastanawianie się nad tym czy chcesz spróbowac z kims innym jescze raz, jakie są Twoje ograniczenia, jakie zalety, jakie wady, czego chcesz a na co nigdy się nei zgodzisz i takie tam....ale to potem smile
                      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 12:25
                        Kas, ja wiem, że ludzie się zmieniają.
                        Życie byłoby nudne, gdyby każdy trwał uparcie przy wymyślonych w dzieciństwie jego torach.
                        Jakoś trudno mi porównać zmywania szklanek do charakteru człowieka.
                        Ja go akceptowałam takiego, jaki był, również niemyjącego szklanek.
                        I miałam prawo oczekiwać tego samego.
                        Przecież nie kupowaliśmy kota w worku, chciałoby się powiedzieć: widziały gały, co brały.
                        A więc widziały.
                        I ja nadal akceptuję te brudne szklanki, bo nie zmieniam zdania jak wiatr zawieje, nie interesuje mnie, co powiedzą ludzie.
                        Widzisz, tak myślę, że to zależy od wychowania człowieka - jeśli jemu rodzice w dzieciństwie wmówili, że we wszystkim musi, musi, nie chce, a musi, być najlepszy to on to realizuje i wszystko, co może spowodować, że nie będzie najlepszy - usuwa z drogi.
                        Zastanowię się nad sprawami, o których napisałaś.
                        • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 12:31
                          Nevja jeśli tak jest wychowany...to taki był.
                          Aczkolwiek ja uważam, że ludzie często mocno się zmieniają, zwłaszcza jeśli zaistnieje tak duża zmienna jak związek.

                          Nie jesteś chyba na etapie zastanawiania się nad metodami wychowawczymi teściów, ani na etapie zastanawiania się dlaczego on jest taki a nie inny. No jest. I co?
                          Zastanów się nad tym CZY TY go takiego chcesz?
                          Czy Ty i on umiecie i CHCECIE SIE zmienić tak byście z tego związku mieli zadowolenie?
                          Czy jeśli on się zmieni to Ty go chcesz czy juz go nie chcesz i koniec kropka?
                          Czy jest sens czekania na te zmiany?

                          Zastanawiaj się w tzw. przód a nie w tył. W tył tylko tyle by umiec sobie odpowiedziec na wprzód. Chcesz zmian. Chcesz iść do przodu. W jakiś sposób. Więc nie trzymaj się tyłu tak kurczowo w mysleniu.
            • mola1971 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 17:42
              nevja napisała:
              > Nie zapomnę też tych dni po tym, kiedy cierpłam cała ze strachu, gdy się do mni
              > e zbliżał.
              > Znasz to? Słyszysz słowa słodkie jak miód, ale ciągle widzisz tylko wściekłego
              > niedźwiedzia.

              Widzę, że dziewczyny pięknie Ci w tym wątku odpowiedziały, więc ja odniosę się tylko do tego fragmentu.
              Tak, znam to. Nie przestałam się go bać nawet po kilkunastu latach od pewnego bardzo złego jego zachowania. Szczegóły pominę bo raz, że nie chcę do tego wracać a dwa, że one i tak niczego nie wniosą. I wiem, że tak nie da się żyć. Żyjesz w ciągłym strachu. Jak dziki zwierzak.
              Przecież ta druga osoba ma być kimś na tym świecie najbliższym a bliskich nie powinniśmy się bać. Niby proste, ale wiele lat zajęło mi zrozumienie tego.
              Dziś sama sobie się dziwię, że kogoś takiego się bałam, ale pamiętam tamto życie, więc doskonale Cię rozumiem.
              • niutka Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 14.05.11, 15:13
                Ja tez nigdy nie zapomne dnia, kiedy ex maz (wtedy jeszcze nie ex ale to bylo na krotko przed zlozeniem pozwu) mnie pobil... Widzialam te nienawisc w jego oczach. A potem w odpowiedzi na moj pozew napisal, ze nie wyobraza sobie zycia beze mnie. Pewnie nie, bo wtedy nie mialby kogo dreczyc...
    • annalena Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 14:48
      jeśli masz wątpliwości - złóż o separację.
      zawsze to pół kroku do przodu.

      jeśli mężowi otworzą się oczy i zechce z tobą pójść na terapię - plus dla ciebie. zawsze będziesz mogła się cofnąć o te pół kroku.
      jeśli nastąpi obraza majestatu i zero chęci naprawienia małżeństwa - wtedy zrobisz następne pół kroku do przodu i zmienisz wniosek z separacji na rozwód. też plus dla ciebie.

      tylko nie stój w miejscu.
      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:25
        Annalena, szczerze mówiąc nie lubię takich półśrodków.
        Jeśli to się ma skończyć, to niech kończy jednym strzałem, a nie takie "morderstwo na raty".
        Znam go trochę i wiem, że pozew o separację tak urazi jego przerośniętą dumę, że nie dość, że nie zgodzi się na terapię to jeszcze będzie próbował zrobić ze mnie osobę niepoczytalną (terapia, psychiatra, wariatka).
        Poza tym, ile razy mogę go prosić i błagać, o to, żeby coś zrobić, zmienić, naprawić?
        Dla mnie w tej chwili to już poniżanie się, a świadomość tego mnie wykańcza.
        Dziękuję Ci, że napisałaś.
        Pozdrawiam serdecznie.
        • annalena Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:45
          napisałam, i to chyba pierwszy raz na tym forum, dlatego że zobaczyłam w twojej historii siebie i poczułam taką potrzebę.

          i też nie lubię półśrodków i też myślałam, że to bez sensu, w dodatku wszyscy mi tego odradzali. łącznie z prawnikiem. nie chciałam rozwodu, a jednocześnie wiedziałam, że muszę coś zrobić.
          i powiem ci, że gdybym wiedziała, co się potem wydarzy, nie wahałabym się tak długo.
          nie wiem czemu ludzie tak nie doceniają separacji. ktoś ją wymyślił po to, żeby takie osoby jak my, mogły z niej skorzystać.
          no chyba, że jesteś już zdecydowana na rozwód. w każdym razie COŚ zrób.
          • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:17
            Annalena, może i separacja nie jest bez sensu w przypadku osób, które się pogubiły, które wiedzą, że ten krok może otrzeźwić drugą stronę, dać jej szansę na przemyślenie wszystkiego, na poprawę, zmianę siebie i związku.
            Biorąc pod uwagę różnicę między prawnymi skutkami separacji i rozwodu - dla mnie nie mają one żadnego znaczenia: w związek małżeński wstępować nie zamierzam, zmieniać nazwiska również nie, a wzajemna pomoc jest fikcją już teraz bez orzeczenia któregoś z powyższych.
            W tym przypadku separacja dla mnie to podtrzymywanie na siłę przy życiu zdychającej nadziei.
            Ale, być może, że jednak się mylę.
            • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:20
              Nie mylisz się. Mas ztaką sytuację i taką konstrukcję psychiczną.
              Mam podobnie, rozumiem.
              Dla mnie i półrozwody i półśluby sensu nie mają.
              • annalena Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:32
                to.ja.kas napisała:

                > Nie mylisz się. Mas ztaką sytuację i taką konstrukcję psychiczną.
                > Mam podobnie, rozumiem.
                > Dla mnie i półrozwody i półśluby sensu nie mają.

                ale trwanie w obecnej sytuacji i trzymanie gotowego pozwu w szufladzie też nie.

                dlatego napisałam nevji na zakończenie: "no chyba, że jesteś już zdecydowana na rozwód".
                wygląda na to, że jest.
                w takim wypadku faktycznie separacja nie ma sensu.
                • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:44
                  nnalena napisała:

                  > to.ja.kas napisała:
                  >
                  > > Nie mylisz się. Mas ztaką sytuację i taką konstrukcję psychiczną.
                  > > Mam podobnie, rozumiem.
                  > > Dla mnie i półrozwody i półśluby sensu nie mają.
                  >
                  > ale trwanie w obecnej sytuacji i trzymanie gotowego pozwu w szufladzie też nie.

                  Też nie.
                  Wiem, że w którąś stronę pójść trzeba.
                  Właśnie dlatego tu jestem.
                  Właśnie dlatego czytam te wszystkie dobrze zakończone historie i napawam się nimi, żeby w końcu zrozumieć, że życie, nie dość, że jest krótkie to jest tylko jedno.
              • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:41
                to.ja.kas napisała:

                > Nie mylisz się. Mas ztaką sytuację i taką konstrukcję psychiczną.
                > Mam podobnie, rozumiem.
                > Dla mnie i półrozwody i półśluby sensu nie mają.

                Dokładnie.
                Nie satysfakcjonują mnie też półsłówka wypowiedziane półgębkiem.
                Bo, niestety, komunikacja też szwankuje.
                • annalena Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:43
                  ale jednak trwasz w półmałżeństwie...
                  • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:48
                    annalena napisała:

                    > ale jednak trwasz w półmałżeństwie...

                    Owszem, jednak, na razie, póki co, w tej chwili i natenczas trwam.
                    Piszę to wszystko po to właśnie, żeby między innymi zrozumieć siebie, dlaczego to robię, żeby nabrać pewności i przekonania, że to nie ma sensu.
                    Rozumiesz? Taki wirtualny rachunek sumienia.
                    Zawsze mi było łatwiej coś zrozumieć i zapamiętać, kiedy mogłam to przeczytać.
                    Tutaj, nie dość, że czytam siebie to również innych, którzy ten krok zrobili i są szczęśliwi.
                    • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:53
                      Nevja jest różnie. Najczęściej kazdy z nas jest po jakimś czasie zadowolony z tego faktu, że się zdecydował.
                      tacy którzy nie są starają sie tym nie chwalić, nie piszą o tym, szukają sposobu by jednak to co ich boli zamienić w sukces.
                    • annalena Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:55
                      > Owszem, jednak, na razie, póki co, w tej chwili i natenczas trwam.

                      Tylko nie trwaj zbyt długo wink

                      > Piszę to wszystko po to właśnie, żeby między innymi zrozumieć siebie, dlaczego
                      > to robię, żeby nabrać pewności i przekonania, że to nie ma sensu.
                      > Rozumiesz? Taki wirtualny rachunek sumienia.

                      doskonale rozumiem smile trzymam kciuki!
                      • laura771 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 12:04
                        Ja postanowiłam się dopisać do wątku.
                        Co do terapii, to tak jak napisałam katagemi, ja również bardzo ją przezyłam i też mówię Tobie: zastanów się czy warto? ty mam już w głowie poukładane, człowieka nie zmienisz, nie łudź się. Idąc na terapię jak będziesz nastawiona? Ze on się zmieni, prawda? I będzie Cię to drogo kosztować.
                        My mielismy dwie terapie, ja po pierwszej wiedzialam, że on sie nie zmieni. Trafilismy na drugą niejako przypadkowo, ale ta mnie juz kosztowała ogromnie dużo. A mąż jeszcze do niej podszedł jak do interesu: chciał udowodnić przy świadkach, że mam coś z głową i pozałatwiać swoje interesy przez psychologów, których nie udało mu się wydębić ode mnie sam na sam.
                        • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 12:14
                          Lauro, ja bez terapii widzę, że on się nie zmieni.
                          Bo widzę jego zachowanie.
                          Bo sam mi to powiedział.
                          Czegóż więcej chcieć? Na co więcej liczyć?
                          Człowiek musi sam chcieć zmian, nikt go nie zmieni skoro on sam chce trwać w takim stanie, w jakim jest.
                          A on nie chce.
                • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:50
                  Zawsze szwankuje komunikacja jeśli związek się sypie.
                  I zazwyczaj z obu stron.
                  My nie krzyczymy, chociaz krzyk może by usłyszał i coś zrobił, albo krzyczymy, albo mówimy innym kodem. On ma dokładnie to samo.

                  Nevja, czasami się nie udaje. I czasami nie ma jednego winnego. Po prostu się nie udaje.
                  Zwyczajnie
                  Po ludzku
                  Normalnie
                  nie udaje się mimo szczerych chęci na początku a potem coraz mniejszych i mniejszych bo dwie strony wierzą coraz mniej w cud.

                  Półmałżeństwo - fajne określenie. Każdy z nas w takim był póki się ono nie rozpadło. Świadome czy nie, to doświadczenie każdego z nas. Czasem trzeba czasu by to ogarnąć i COŚ z tym zrobic. Nevja się budzi. Co zrobi? Kazdy z nas sam pracuje na swój sukces i sam pracuje na to by spierniczyć sobie życie.
                  • ladyhawke12 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:52
                    to.ja.kas napisała:

                    > Zawsze szwankuje komunikacja jeśli związek się sypie.
                    > I zazwyczaj z obu stron.
                    > My nie krzyczymy, chociaz krzyk może by usłyszał i coś zrobił, albo krzyczymy,
                    > albo mówimy innym kodem. On ma dokładnie to samo.
                    >
                    > Nevja, czasami się nie udaje. I czasami nie ma jednego winnego. Po prostu się n
                    > ie udaje.
                    > Zwyczajnie
                    > Po ludzku
                    > Normalnie
                    > nie udaje się mimo szczerych chęci na początku a potem coraz mniejszych i mniej
                    > szych bo dwie strony wierzą coraz mniej w cud.
                    >
                    > Półmałżeństwo - fajne określenie. Każdy z nas w takim był póki się ono nie roz
                    > padło. Świadome czy nie, to doświadczenie każdego z nas. Czasem trzeba czasu b
                    > y to ogarnąć i COŚ z tym zrobic. Nevja się budzi. Co zrobi? Kazdy z nas [b]sam[
                    > /b] pracuje na swój sukces i sam pracuje na to by spierniczyć sobie życi
                    > e.

                    Amen
    • haalszka Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 15:49
      a może sama idź z kimś porozmawiać? może nie żeby ratować małżeństwo ale żeby nabarć przekonania co dalej?
      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:26
        haalszka napisała:

        > a może sama idź z kimś porozmawiać? może nie żeby ratować małżeństwo ale żeby n
        > abarć przekonania co dalej?

        Haalszko, właśnie dlatego tu jestem, żeby porozmawiać, żeby się upewnić, albo i nie.
        Dziękuję Ci i pozdrawiam.
      • niutka Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:58
        To bardzo dobra rada. Ja jak nie bylam pewna co do rozwodu poszlam do psychologa. Po kilku wizytach wiedzialam, ze chce i musze sie rozwiezc. Bo inaczej bede "siedziala na kozetce" przez caly czas, jak bede z mezem... I wiem, ze tak by faktycznie bylo. Dopiero teraz dochodze do rownowagi psychicznej (2 lata po wyprowadzce, rok po rozwodzie).
    • estimata Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 15:55
      Trudne pytanie. Myslę, że potencjalnych powodów, dla którego nie złożyłać jeszcze pozwu jest parę. Po pierwsze - może nie jestes pewna, czy naprawde już go nie kochasz. Innymi słowy rozważasz, jak by mogło być wspaniale, ghdyby on był inny. Ale nie jest. Więc - czy zrobiłaś wszystko, aby się zmienił? Może myslisz, że starałaś się za mało, że może trzeba postarac się bardziej (ale nie masz w obecnej sytuacji na to wielkiej ochoty, co zamyka błędne koło), albo, że może terapia, której nie było, byłaby skuteczna. Więc może masz nadzieję, że on się w końcu na terapię zgodzi. Albo też teraz wiedziesz w końcu ustabilizowane życie, a rozwód wiąże się nie tylko ze zmianą, co już samo w sobie niesie ryzyko, ale także z niepewnością, jak on się zachowa. Wiele osób pisze o piekle przechodzenia przez rozwód, zwłaszcza, jeśli tej drugiej stronie jest wygodnie w małżeństwie (hotel z bezpłatną obsługą) - będzie walczyc jak lew o utrzymanie status quo. I ta walka może wcale nie byc czysta ani honorowa (tak jest właśnie u mnie). Ktoś tu napisał, że może się ocknie jak dostanie pozew. Może... Ale czy to nie świadczy o czymś - że tylko pozew rozwodowy go rusza, a rozmowy, prośby itp nie?

      Nikt Ci nie napisze jaka masz podjąć decyzję. Pewnie czasem trzeba poczekać, aby się upewnić co do słuszności rozwodu - po to, aby mieć motywację do jego przeprowadzenia, o ile szykuje się na niełatwą przeprawę. Lub żeby sobie nie wyrzucać, że czegoś tam się nie zrobiło. Ja decyzje podejmowałam bardzo długo, a potem jeszcze bardzo długo się w niej upewniałam. I nie do końca żałuję, że starciłam tyle czasu. Ponieważ na tej drodze miałam chwile zwątpienia, żal za utraconym małżeństwem, poczucie winy, że może nie byłam dość dobra i chęć "poprawienia" się (nie jego - on miałby sie poprawić samoistnie w wyniku mojej pracy nad sobą). Może i to kretyństwo, ponieważ w życiu domowym miał udział jak twój, a ciężka praca przeplatana była licznymi paniami na boku i niezłą zabawą. Ale dziś jestem pewna. Po prostu pewna. A jeszcze pół roku temu nie byłam. Więc może dojrzejesz lub stanie się coś, że decyzja będzie oczywista. Tymczasem dużo gadaj z ludźmi - także i o tym. Spróbuj go jednak nakłonić do terapii. Może zamiast spokojnych rozmów raz wrzasnij, że to ostatnia wasza szansa - może to go obudzi?
      Pozdrawiam
      Esti
      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:36
        Esti, ja już jestem pewna, że go nie kocham, ale byłabym skłonna zostać w imię innych wartości: szacunku, przyjaźni, jakiejś wspólnoty budowanych na wspólnym spędzaniu czasu, wspólnych zainteresowaniach.
        A tego już nie ma.
        Ja mam inną wizję życia, on ma inną.
        Moja wizja jest niezmienna od 20 lat i on ją dobrze zna.
        Jego wizja ciągle ewoluuje.
        Nie nadążam.
        I masz rację, o ile dobrze Cię zrozumiałam: po co trwać w związku, którego podstawą od tej pory będzie machanie przed nosem pozwem rozwodowym przy każdym objawie "niesubordynacji" męża wobec mnie?
        Dużo o tym rozmawiam, z rodziną, z przyjaciółmi, ale nie zrozumie syty głodnego, dlatego tu jestem.
        Co do terapii, jak napisałam wyżej, nie mam złudzeń, bo deklarację w jej nieuczestniczeniu otrzymałam już od męża niejednokrotnie.
        Poza tym - załóżmy, że pójdzie tam ze mną.
        Dla świętego spokoju.
        Swojego, oczywiście.
        To tylko odwlecze pewne decyzje w czasie.
        Bo to on musi chcieć się zmienić, a nie ja muszę chcieć go zmienić, ani tym bardziej "jakiś psychiatra czy inny taki".
        Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuję Ci za Twój post.
        • estimata Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 23:10
          No tak, to dlaczego? Może się boisz jego reakcji? Czy wiesz, przypuszczasz, jak może zareagować? czy jest agresywny jak się zezłości? Czy masz w razie czego gdzie sie wyprowadzić z dzieckiem? Czty teraz poza tym, nie masz innych problemów? Może boisz się własnych emocji, bo te i tak będą (u mnie były, pomimo wszystko). Może spróbuj przymierzyć sie do sytuacji, np. pójdź do adwokata, po poradę na razie, pogadaj o sprawie, przymierz się, jak będziesz się z tym czuła - podejmując juz jakies konkretne kroki. czy Ci będzie zal, czy radośnie na sercu? Czy"dostaniesz" wiatr w żagle czy przyklapniesz? Zresztą ta przymiarka niekoniecznie będzie tylko emocjonalna - mnie adwokat na pierwszej wizycie doradził bardzo wiele praktycznych rzeczy - i sie przydały, bez tego dziś bym drżała jak osika przed pogrózkami m. Zastanów się, co zrobisz, jeśli twój mąż odmówi rozwodu - przy braku orzekania o winie ma takie prawo. Pozew zostanie oddalony, jesli powie, że bardzo Cie kocha i obiecuje poprawę. Zap;ytaj, co możesz wówczas zrobić.
          Sama przymiarka to jeszcze nie rozwód a naprawde dużo daje. Mnie dała. Pomimo, że tak jak i ty, jestem osobą raczej samowystarczalną, na pewno świetnie wykształconą, pracującą i obytą. Ale w tym wszystkim człowiek pomimo dyplomów i fakultetów jest jak dziecko we mgle. Bo emocje są, nawet jak juz nie ma uczuć.

          Pozdrawiam
        • kategemi Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:48
          Popieram poprzedniczki w tym ,żebyś złorzyła ten pozew....zobaczysz, odetchniesz za jakiś czas smile
          Chciałam napisać o terapii. Chodziłam na nią z moim byłym w ramach "ratowania małżeństwa". Teraz już wiem , że zgodził sie na nią , żeby wyglądało, że ON zrobił wszystko, żeby ratować nasz związek . ( On złożył pozew). Potem okazało się, że miał kochankę.....a chodził po to, żeby dobrze wyglądać przed znajomymi i nie tylko. Lubił zawsze pozory w życiu, pozory bycia dobrym człowiekiem , wrażliwym, a w rzezcywistości to wyrachowany, zimny drań i egoista. Terapię tę przeżyłam strasznie, nie spałam po nocach, starałam się go zrozumieć, walczyłam jak głupia. Wydawało mi się, że wszystko idzie ku dobremu. Byłam pełna nadziei i coraz szczęśliwsza. Myślałam: Nam się uda!!!!!
          A tu nagle bach....podpisałam pewne papiery majatkowe, bo zakładaliśmy firmę i takie tam......i o zgrozo , w tydzień potem dostałam pozew!!!!!!! To wszystko było udawane po to, żebym podpisała papiery , niczego nieświadoma......oczywiście niekorzystne dla mnie w momencie rozwodu........
          I rospisałam się o sobie, ale chodziło mi tu o powody terapii. Mogą być różne- jak sie okazuje, a sama terapia jest bardzo ciężka. I tak jak kiedyś , w trakcie trwania poleciłabym ją kazdemu, tak dziś mówię: zastanów się czy warto?
          • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 12:09
            Kategemi, co do kochanki to nie mam pewności, ale, tak jak wcześniej pisałam - nie sprawdzam, to nie wiem.
            Mam wrażenie, że to ci sami faceci - wrażliwi, dobrzy, szlachetni pozoranci.
            I wiem, że jeśli jakimś cudem do terapii dojdzie to właśnie tylko dlatego, żeby mógł wszystkim oznajmić, iż zrobił wszystko, a ona go nie chce.
            Nie warto.
    • ada828 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 21:37
      Bo nadzieja umiera ostatnia? Tylko dlaczego my mamy umrzeć przed nią?

      PS. Jestem w tej samej sytuacji (tylko agresji było więcej), ale JA złożę ten pozew do 10 czerwca wink.
      • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 10:55
        ada828 napisała:

        > Bo nadzieja umiera ostatnia? Tylko dlaczego my mamy umrzeć przed nią?
        >
        > PS. Jestem w tej samej sytuacji (tylko agresji było więcej), ale JA złożę ten p
        > ozew do 10 czerwca wink.

        Wiesz, Ada, chciałoby się sarkastycznie rzec: 10 czerwca? A którego roku?
        Przepraszam, nie gniewaj się, nie chciałam być złośliwa, może trochę, ale w stosunku do siebie.
        Bo ile takich "granicznych dat" już wyznaczyłam?
        Nie chciałam robić "scen" przed świętami, wakacjami, czyjąś rocznicą czegośtam, i czymśtamjeszczeinnym.
        Życzę Ci większej determinacji niż moja i trzymam za Ciebie kciuki.
    • niutka Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 22:08
      Po przeczytaniu wszystkich Twoich postow, mysle, ze jestes bardzo ciepla i dobra kobieta. Zycze Ci podjecia wlasciwej decyzji. Trzymam kciuki i sciskam...
      • mola1971 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 22:15
        Na 100% jest ciepłą i dobrą kobietą. I do tego bardzo mądrą.
        Ja też trzymam kciuki smile
        • niutka Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 12.05.11, 23:14
          Zapomnialam dodac, ze bardzo madra, dzieki Mola.
          Nevja, jak bedziesz miala jakies pytania, to mozesz pisac do mnie na priv: haneczka225@wp.pl
          • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 09:45
            Ten wątek powinien być dowodem dla Heksy, że nie odchodzi się łatwo.
            I że odchodzi się z jakiegos powodu.
            Może słuchając męża dowiemy się, że "ona była zła i odeszła do innego, a on był taki dobry"?
            I serio, nie sądzę by ból rozstania u tych odchodzących dotyczył tylko kobiet. I by tylko kobiety odchodziły bo mają powód , a mężczyźni robili to dla kolejnego kaprysu.

            I jeśli odejść może kobieta, bo ma powody. I nie zawsze jest to wybity ząb czy siniak pod okiem, lub przepita wypłata, a po prostu "rozeszło się", tak samo swoje zycie może oceniać mężczyzna.
            • heksa_2 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:21
              Ależ wiem, że nie odchodzi się łatwo. Czytam ten wątek tak, jakbym przegladała się w lustrze. Prawie.
              • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:26
                Czytając Twój inny watek miałam wrażenie iż powielasz pogląd iz jeśli raz odejdzie to kolejny raz będzie już z górki.
                Co jest akurat wierutną bzdurą.
                Kiedyś przeglądałam badania i okazało się, że 2 małżeństwa są trwalsze i respondenci oceniają je jako szczęśliwsze.
                Badania były robione przez jakiś Instytut, przytaczał je ISNS Uniwersytetu Warszawskiego wydział socjologii co powoduje, że wierzę iż badania zrobione były w sposób poprawny (w końcu jakieby te badania nie były i tak sa bardziej wiarygodne niz "wydaje mi się"), więcej danych co do tego badania nie pamietam. wink
              • ladyhawke12 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:37
                Większość osób na tym forum ma swoje przezycia i na róznych etapach, jedni sa juz na innych torach, w nowych szczęśliwych związkach inni wchodzą na ściezki spokoju pogodzenia i szukania własnej drogi, jeszcze inni tak jak ty szarpia sie z myslami i z zyciem. Warto czuytac warto słuchac, i warto wyciagac wnioski, nie na szybko bo decyzja jaka podejmiesz niesie za soba, nie tylko twoje działanie ale i konsekwencje. Zwiazki sie wypalają, zmieniaja, lub najzwyczajniej w świecie umieraja, jeśli twoje próby nie dały efektu, jesli w twoim odczuciu nie naszym zrobiłas wszystko co mogłas ( nie pisze tu a poswiecaniu sie jako matki polki itp.) to knsekwecja tego jest nastepny krok, i czy on bedzie do przodu czy do tyłu czas się nad tym zastanowic.To nie sa czasy naszych babc, matek, gdzie chłop w domu musi byc bo innaczej jestes bezwartosciowa, liczą sie tez twoje potrzeby i nie pisze tu o kosmetykach, tylko o poczuciu bezpieczęstwa, spokoju stabilizacji, i mozliwosciach rozwijania lub odnalezienia wlasnych pasji. Popatrz w lustro jak zobaczysz tam zmeczona, zaplakana i nie kochana istote, to złoz ten pozew zrób krok do przodu. Łatwo nie jest nigdy, ale wspinaczka mimo trudów jest cudowna i jaki wspaniały widok jak juz dotrzesz na góre, wdeptana w ziemie nie widzisz nic.
        • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:38
          mola1971 napisała:

          > Na 100% jest ciepłą i dobrą kobietą. I do tego bardzo mądrą.
          > Ja też trzymam kciuki smile

          Dziewczyny, dziękuję za miłe słowa i za kciuki.
          Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo mi pomagacie to wszystko układać.
          Dziękuję.
          • ladyhawke12 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:44
            Nie dziekuj, tylko wstawaj z tych kolan, otrzep sie i do przodu. My ci ramie podamy jak sie potkniesz, ale nikt za reke prowadzic nie bedzie, a to dlatego ze jak zrobisz cos sama, to z kazdym razem do przodu, bedzie rosła twoja pewnosc siebie, a tego na dzis bardzo ci brakuje.
            • nevja Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:53
              ladyhawke12 napisała:

              > Nie dziekuj, tylko wstawaj z tych kolan, otrzep sie i do przodu. My ci ramie p
              > odamy jak sie potkniesz, ale nikt za reke prowadzic nie bedzie, a to dlatego ze
              > jak zrobisz cos sama, to z kazdym razem do przodu, bedzie rosła twoja pewnosc
              > siebie, a tego na dzis bardzo ci brakuje.

              W takim razie jeszcze chwilę sobie pomarudzę, a potem wstaję i idę dalej.
              Nie oczekuję prowadzenia za rękę.
              Dobrze napisałaś, że brakuje mi pewności siebie, choć wydawałoby się, że jest wręcz odwrotnie.
              Tak czy siak - podziękowania się należą.
              • ladyhawke12 Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:58
                nevja napisała:

                > ladyhawke12 napisała:
                >
                > > Nie dziekuj, tylko wstawaj z tych kolan, otrzep sie i do przodu. My ci ra
                > mie p
                > > odamy jak sie potkniesz, ale nikt za reke prowadzic nie bedzie, a to dlat
                > ego ze
                > > jak zrobisz cos sama, to z kazdym razem do przodu, bedzie rosła twoja pew
                > nosc
                > > siebie, a tego na dzis bardzo ci brakuje.
                >
                > W takim razie jeszcze chwilę sobie pomarudzę, a potem wstaję i idę dalej.
                > Nie oczekuję prowadzenia za rękę.
                > Dobrze napisałaś, że brakuje mi pewności siebie, choć wydawałoby się, że jest w
                > ręcz odwrotnie.
                > Tak czy siak - podziękowania się należą.

                Marudzic możesz jak juz wstaniesz też, bo od tego kleczenia poczujesz ze kolana i stawy ci wysiadły, i przyda sie regeneracja. Tak na poważnie, to juz jeden krok masz do przodu, odwazyłas sie napisac i odaważyłas sie na samodzielne myslenie, to duzo. Poza tym czytasz ze zrozumieniem i analizujesz duzy plus. Głowa do góry jak juz wszyscy pisali łącznie ze mna prosto nie bedzie, ale z kazdym krokiem latwiej, a i stawy i kolana ci podziekuja wink
              • to.ja.kas Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 13.05.11, 11:59
                Nevja, dylemat CO ZROBIĆ i czy NIE BĘDĘ ŻAŁOWAĆ i czy POWINNAM to dylemat każdej osoby tu piszącej która samodzielnie podejmowała decyzję o rozstaniu i częsci osób która przed takim faktem stanęła.
                Jakbyś nie miała dylematu byłabys dopiero nienormalna wink

                Myśl, myśl, myśl o tym co zrobić. W przeciwieństwie do innych powiem Ci tyle, że myśl tak długo jak długo będzie Ci to potrzebne i ani chwili dłużej. A potem działaj. smile
              • niutka Re: Czy upadł już ostatni powód do bycia razem? 14.05.11, 15:33
                Mnie tez brakowalo pewnosci siebie. Rozmowy z psycholog bardzo mi pomogly w tym wzgledzie. Dzis wiem na co mnie stac! Z jakiego jestes miasta? Moze ktos z nas moglby polecic Tobie dobrego psychologa, jesli sie zdecydujesz na terapie...
    • yoko0202 czy Ty lubisz siebie? 15.05.11, 10:50
      bo jeżeli tak, to dlaczego sama pozwalasz żeby działa ci się krzywda?

      czy ty wiesz jak to jest fajnie otworzyć rano oczy i czekać z radością na nowy dzień? mieć kontrolę nad własnym życiem, czuć się dobrze sama ze sobą, mieć spokój w swoim własnym domu, nie czekać nerwowo na weekend bo znowu będzie standard - stresujący marazm bez namiętności; żyć po swojemu, stawiać małe kroczki do realizacji własnych nieograniczonych celów, i nie móc doczekać się następnego dnia?

      nie wiesz? to złóż kochana ten pozew, bo sądząc po tym co opisałaś, z tym panem przy boku raczej się nie dowiesz.
Pełna wersja