real.gejsza
12.05.11, 16:06
Witam. Za tydzień mam pierwsza sprawę rozwodową. Do tej pory był to termin jakoś taki dziwnie odległy a teraz to juz prawie odliczanie do...Piekielnie się boję. Boję się co mnie tam spotka. Wiem że muszę być przygotowana na wszystko, na każdą okoliczność. Mam w głowie tysiac mysli- zwłaszcza jedną czy wszystko zrobiłam by do tego nie doszło. Myślę,ze chyba jednak tak- kosztem własnego zdrowia- psychicznego i fizycznego bo jak wiadomo jak człowiek psychicznie siada to i ciało choruje. Obawiam się ze na sali rozpraw spotkam mojego jeszcze męża który przyjdzie tam nie po to by się kulturalnie rozstać ale po to by mi "dokopać", by mnie jeszcze bardziej bolało, by znów zobaczyc jak płaczę. Rozwód jest dla mnie porażką, boli jak cholera mimo ze juz nie widzę szans na cokolwiek. Chcę jednak zachowac do niego szacunek by móc na niego patrzeć, rozmawiać bo przeciez mamy dziecko i musimy współpracowac. Trudno mi jednak będzie tego dokonać, gdy on zrobi tam wszystko by mnie psychicznie zgnębić. A moze zachowa się przyzwoicie? Nie jestem w stanie przewidziec jego zachowania. Przykre to. Jak się nie rozkleić na sprawie, jak się nie poryczeć, jak zachowac trzezwośc umysłu w czasie kiedy człowiekowi będzie chciało się wyć? nie wiem