wispar1
13.05.11, 11:40
Znajoma, bardzo fajna dziewczyna:
Ale
Trzy lata po rozwodzie z powodu
1.kiepskiego męża(zdrady,długi,manipulacja,wymuszanie seksu,przemoc, wyzwiska- i słodkie słówka które trzymały ułudę dobrego małżeństwa) 2.kochanka(spokojny,odpowiedzialny,poukładany-był przykładem jak inaczej można żyć w związku i zakochanym ideałem)
troje dorastających dzieci, potrzebujących mnóstwa rzeczy,
bardzo marne zawsze opóźnione alimenty od męża, płacenie jego długów. ex nie ma żadnego oficjalnego zatrudnienia.
finansowo- kiepsko, jej zarobki nie pokrywają potrzeb rodziny 4osób, rośnie jej zadłużenie.
od exmęża można dostać jedynie wyzwiska lub groźby, żadnej pomocy przy utrzymaniu i wychowaniu dzieci, długo po rozwodzie nękał,szantażował, pobił..
kochanek, wbrew wczesniejszym nadziejom (a zgodnie z przewidywaniem otoczenia), nie zamierza sam się sam rozwodzić i pomagać jej w budowaniu nowego życia. jest mu wygodnie mieć przyjaciółkę bez zobowiązań i ustabilizowaną swoją rodzinę.
Ona:
płacze od kilku tygodni, miota się, bo widzi, że finansowo choć dużo pracuje nie jest w stanie zarobić wystarczająco dużo by nie mieć długów a mieć za co kupić dzieciom jedzenie i ubrania.
bierze kolejne kredyty by spłacić stare.
i:
-nie pójdzie do sądu po wyższe alimenty na dzieci od exa, ani do komornika po zapłatę terminową zaległych bo "nie jest na to gotowa"
do tego "sama spieprzyła sobie życie i jest exmężowi wdzięczna, że już jej nie nachodzi w domu i nie terroryzuje a jedynie czasem obrzuci ją wyzwiskami gdy do niego zadzwoni przypomnieć o zaległych alimentach i wypomni jej że 10 lat temu to on zarabiał na nią(bo z 3 małych dzieci w domu nie robiła "nic")"....
-ona nie upomina się o zaległe kilka tysięcy zł, które miały być pożyczką "na gębę" dla niego o którą ją kiedyś prosił więc wzięła kredyt na siebie by mu dać pieniądze. po kilku miesiącach ex przestał jej spłacać raty, olewał upomnienia, więc uznała to za "odstępne" dla niego by ich w domu nie nękał. spłaca dług sama psiocząc na niego.
-z kochankiem nie umie się rozstać, coraz bardziej widząc, że jednak nie będą w przyszłości razem co było od kilku lat jej marzeniem, ale nadal zabiega o jego towarzystwo i kontakty, znosi jego zniecierpliwienie jej problemami i żaleniem się, jego chęć by to ona byla tą od pocieszania jego a nie odwrotnie,
woli ten układ i ukrywanie sie jako "ta druga" niz zostanie samą, obsesyjnie boi się zostać bez "swojego" mężczyzny. trzyma się na siłe złudzeń,mając przekonanie, że bez faceta to chyba umrze lub się zabije ale na pewno sobie nie poradzi.
zawsze znajdzie się wymówka by facetom ustąpić, ich usprawiedliwić a siebie pogrążyć, im dać a samej nie dostać.
współuzaleznienie? brak poczucia wartości?
czy da się pomóc tak "zakodowanej" osobie jeśli sama nie chce iść na terapię?