brzydula09
13.05.11, 12:06
Witajcie, choć już kiedyś pisałam o tym, że wyrok tuż tuż - to jednak okazało się, że na nowo otwarto przewód sądowy i kolejne zeznania i ... czas. No ale wkońcu po 3 latach "doczekałam się" - zapadł nie prawomocny jeszcze wyrok - rozwód z winy męża (uzasadnienie - K O C H A N K A), zwrot kosztów dla mnie, alimenty dla Dziecka (takie o jakie się starałam) i ograniczenie praw (chodziło mi tylko o to, bym nie musiała pytać o wszystko, mieszkamy w innych miastach i dlatego, ale kontakty są normalne i tak pozostanie - nie ma mowy, żeby coś w tym temacie się zmieniło).
Co czuję? - ulgę, że koniec już ze stresem i zeznanami, ale tak naprawdę, to tak jak kiedyś o rozwodzie napisal ERROR - to osobista porażka.
Nie ważne czy będzie apelacja - zaczynam nowe życie z nadzieją, ufnością (choć już pewnie ograniczoną i... pozytywną energią) - wierzę ,że się uda.
Dziękuję Forum i Forumowiczom za mnóstwo rad i wiem ,że nie przestanę na spotkaniach z Wami.
Pozdrawiam serdecznie.