jak grom z nieba....chyba nie dam rady :(

15.05.11, 22:40
13 czerwca będzie nasza 13 rocznica ślubu....będzie...a raczej miałaby być. Mamy dwoje wspaniałych dzieci (12 i 10 lat).Od 1,5 roku się nie dogadujemy-brak porozumienia ...zaufania....walczyłam jak mogłam-ale chyba byłam na straconej pozycji-mąż się poddał-wszystko widział w czarnych barwach. Dzisiaj mnie obudził i podał śniadanko do łóżka-potem powiedział żebym się położyła-że on wszystko zrobi (byłam w pracy na nocce). Potem podał mi obiadek-po obiadku położył się obok mnie, przytulił i powiedział że mnie kocha. Jednak widziałam że coś go męczy-nie chciał powiedzieć co. W końcu ubrał się powiedział że idzie z psem i jak wróci to porozmawiamy. No i...wrócił....i oświadczył że chce rozwodu.... Wszystko już zaplanował....w nadchodzącym tygodniu jedzie do sądu-wie już jakie papiery potrzebuje i jakie są koszty sądowe. Powiedział że będzie rozwód bez orzekania winy i że dzieci zostaną przy mnie. Szczerze mówiąc od dłuższego czasu wiedziałam że coś się święci. Spodziewałam się najgorszego-próbowałam to sobie wyobrazić-ułożyć plan na życie bez niego...a teraz....teraz mam same najgorsze myśli. Nie mogę i nie chcę sobie wyobrazić dalszego życia. Cały czas powtarzam sobie że muszę być silna-nie dla siebie tylko dla dzieci....ale nie potrafię...mam same czarne myśli. Nie wiem skąd wziąć siły do dalszego istnienia.....
    • heksa_2 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 22:53
      Moja kochana, weź natychmiast detektywa. Mnie tu pachnie inną panią. Więc może lepiej wiedzieć, co się święci, zanim sie zgodzisz na rozwód bez orzekania o winie.
      Współczuję ci.
      • marcepanna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 22:59
        A dlaczego mąż chce się rozwodzić?
      • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:02
        tylko że....jestem pewna jego wierności....Widzisz to jest sprawa psychiki....on jest chorobliwie zazdrosny-proponowałam mu nawet pójście do specjalisty-on się zgodził ale oczywiście nie poszedł. Dla niego powodem do awantury było klepnięcie szwagra w nogę czy wspólne wyjście na zakupy (po tam przecież sami mężczyźni uncertain ). I tak sam siebie nakręcał wpychając mnie i siebie w coraz większą depresję i nerwicę.
        Najgorsze jest to że mój syn powiedział że woli się zabić byle byśmy tylko byli razem...on ma 10 lat !!!
        • marcepanna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:08
          To ja myślę że podejrzenia męża jednak były uzasadnione skoro się rozwodzi
          Coś było na rzeczy
          Bo niby rozwodziłby się dlatego że go nie zdradzasz?
          • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:23
            czekałam na te słowa-i tu jednak muszę Cię rozczarować. Bo moja odpowiedź brzmi nie. Nigdy nie zdradziłam męża i nigdy bym o nie zdradziła. Nie ściskałam się z nikim i nie umawiałam. Może czerwona lampka powinna mi się była zaświecić jeszcze przed ślubem bo już wtedy były sceny . Kocham go i byłam mu wierna i pewnie będę do końca życia...choć nie wiem ile ono jeszcze potrwa.........
            • marcepanna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:29
              Myśl o dzieciach teraz! Chcesz je zostawić same?

              Zdajesz sobie sprawę jaka to trauma dla nich gdyby Tobie się coś stało?
              • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:35
                cały czas o nich myślę.....chciałabym znaleźć dobre rozwiązanie. Wiem że trauma-ale co im po matce która będzie jak duch....bez chęci do życia....nie mogę zrzucać na nich swoich kłopotów...nie mogę ich tym obarczać-jeszcze je pociągnę za sobą-jeszcze one wpadną w depresję. Może byłoby dla nich lepiej gdybym zniknęła....
                • marcepanna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:45
                  Na pewno byłoby im gorzej Kochana. To niewyobrażalne cierpienie dla nich i z tego to one by się nie podniosły.
                  A zwłaszcza syna musisz mieć na oku i NAJLEPIEJ abyś z synem poszła na jakąś terapię. Nie możecie zostać sami.

                  Tak szczerze to ja bym właśnie zdradziła męża w takiej sytuacji no ale pewnie tak nie zrobisz a szkoda.
                  • marcepanna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:48
                    Sama napisałaś że NIE CHCESZ sobie wyobrazić innego życia bez niego.

                    Nie chcesz....


                    To zechciej dla dobra swoich dzieci
                    • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:08
                      a skąd siły ??? zawsze byłam słaba i bez wiary w siebie-jako nastolatka zaliczyłam oddział psychiatryczny po trzeciej próbie samobójczej. Rozwód raczej mnie nie podbuduje...już teraz szukam winy w sobie....i pewnie ją w końcu znajdę. Bo w końcu jaki ze mnie potwór skoro mąż mnie kocha ale mówi że nie potrafi ze mną żyć. Może jestem stworzona do destrukcji. Może właśnie dlatego powinnam mu oddać dzieci i zniknąć bo przy mnie nie spotka ich nic dobrego...
                      • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:45
                        Ktoś Cię głęboko wdeptał w grunt. sad((
                        Poszukaj dla odmianty psychoterapeuty, który Ci pomoże w postrzeganiu siebie jako w pełni wartościowej osoby, zasługującej na przeciętny ludzki los, czyli dobry.
                        Brzydko mi tu pachnie przemocą. Przemoc to nie tylko biciesmile
                  • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:58
                    Nie wiem....nie potrafię sobie tego poukładać...wiem....straszna egoistka ze mnie. Boję się nie tylko rozstania z nim ale i tego że nie dam sobie rady sama...12 lat siedziałam w domu-bez pracy, imprez, znajomych. Dzieci , mąż, dom to całe moje życie....od pół roku pracuję-pod koniec maja mam dostać umowę na stałe-myślałam że teraz może być już tylko lepiej-a tu jedno słowo i wszystko przepadło. Umowy nie mam co podpisywać bo będę musiała się przenieść. Pracę ma dwu-zmianową więc nie miałby kto się dziećmi zająć-nie mam tu nikogo. Wrócę do mojego rodzinnego miasta i co dalej....bez pracy, bez mieszkania-rodzice mnie wesprą-ale psychicznie. Nie mają warunków mieszkaniowych czy finansowych żeby mi pomóc. Żeby wszystko się poukładało trzeba dużo siły i samozaparcia-a tego niestety mi brak sad
                    • marcepanna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:06
                      Nie możesz się NIGDZIE wyprowadzać z dziećmi. A rozwód musi być z jego winy i nie zgadzaj się na razie na rozwód, wydłużysz procedurę i to może potrwać z parę lat nawet
                      Tan Twój Pan znalazł sobie ofiarę do maltretowania, a nie żonę !

                      Żony się nie wyrzuca. Musisz się zaprzeć i walczyć o ten dom w którym mieszkasz
                      • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:12
                        Ale on mnie nie chce wyrzucać. On sam się wyprowadzi a ja jak chcę to mam zostać-jeśli nie zechcę to on albo zatrzyma mieszkanie na przyszłość dla dzieci albo je sprzeda i pieniążki wpłaci też dla dzieci. On je bardzo kocha i wiem że właśnie rozstanie z nimi najbardziej przeżywa. Ja chcę (choć to nie przesądzone) się przeprowadzić-bo finansowo nie dam rady i psychicznie. No i nie będzie kto miał się zająć dziećmi gdy ja będę w pracy na nocce czy drugiej zmianie
                        • policjawkrainieczarow Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:55
                          > On je bardzo kocha i wiem że wła
                          > śnie rozstanie z nimi najbardziej przeżywa. Ja chcę (choć to nie przesądzone) s
                          > ię przeprowadzić-bo finansowo nie dam rady i psychicznie.

                          no to niech pan weźmie opiekę nad dziećmi.
                        • nangaparbat3 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 08:05
                          No nie wiem - jak wyjeżdżałam kiedyś i córka była za młoda, by zostac sama, to jej tato się na parę dni wprowadził.
                          Moze mógłby ojciec nocować z dziećmi jak Ty bedziesz na nocce?
                        • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:54
                          W rozsypce jesteś. Współczujęsad
                    • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:52
                      Wydaje mi się, że należysz do osób głęboko uazleżnonych od partnerów. Gdybyś podjęła terapię dla osób uzależnnionych, niektóre sprawy zdawałyby Ci się po pewnym znacznie prostsze. Wyważasz czasami otwarte drzrwi; czasami zamknięte przez inne osoby, ale jednaksmile
                    • orien Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:58
                      Hmm. Tu chyba jest pies pogrzebany. Z tego, co piszesz, twoj partner jest przemocowcem, i gnebil Ciebie spychicznie, stad te jego napady zazdrosci, i inne toksyczne zachowania, o ktorych nie piszesz, a ktore - jak mozna sie domyslac - rzutowaly i rzutuja na cale wasze zycie rodzinne.

                      Stad zostalas stlamszona psychicznie i zmaknieta w domu. Kiedy poszlas do pracy, zostalo to odebrane jako akt agresji przeciw tyranowi, ze ktory chce Ciebie ukarac.

                      Zastanow sie, dlaczego towj maz chce rozwodu BEZ okrzekania o winie...?
                      Moze byc tak, ze pan juz ma inna ofiare na boku, tudziez jest to plan dalszego znecania sie nad toba.

                      Jestem wiecej niz pewna, ze ten rozwod - mimo iz to zabrzmi bardzo dziwnie - jest dla ciebie szansa na normalne zycie. Bez przemocy psychicznej. Dla ciebie i dzieci. Wybierz sie do psychologa/terapeuty, rozpocznij indywidulana terapie. Odnajdz w sobie to, co twoj maz ci zabral lub niszczyl przez cale wasze malzenstwo. Do tego zabezpiecz sie finansowo, i nie daj sie wmanewrowac w rozwod bez orzekania o winie. I mysl o dzieciach.... Jesli twoj syn, juz powiedzial, to co powiedzial, pomysl w kategoriach, jaki negatywny wplyw ma na dzieci zachowanie twojego meza.
                  • malgolkab Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 22:28
                    marcepanna napisała:


                    >
                    > Tak szczerze to ja bym właśnie zdradziła męża w takiej sytuacji no ale pewnie t
                    > ak nie zrobisz a szkoda.
                    >
                    super rada - mąż od razu składa o rozwód z jej winy i dostanie przynajmniej z obupólną- brawo!
                    >
                • panda_zielona Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:46
                  A Ty chcesz tego rozwodu? Przecież mąż musi jakoś swoją decyzję uzasadnić. Jeśli powodem jest jego chorobliwa zazdrość, to może warto namowić go na terapię.
                  • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:01
                    panda_zielona napisała:

                    > A Ty chcesz tego rozwodu? Przecież mąż musi jakoś swoją decyzję uzasadnić. Jeśl
                    > i powodem jest jego chorobliwa zazdrość, to może warto namowić go na terapię.

                    Nie chcę-ale to niczego nie zmieni-jedynie się odwlecze i będzie jeszcze więcej bólu. Jeśli on coś postanowi to tak będzie-taki typ. Nie raz go próbowałam namówić na trapię-lub na rozmowę z kimkolwiek-nie pomogło-zamyka się w sobie w swoim własnym świecie i istnieje-bo życiem tego na pewno nie można nazwać
                  • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:56
                    panda_zielona napisała:

                    >Przecież mąż musi jakoś swoją decyzję uzasadnić. Jeśl
                    > i powodem jest jego chorobliwa zazdrość, to może warto namowić go na terapię.
                    Pretekst jest tak śmieszny, że chyba nie warto go rozważać.
                • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:39
                  chybaduch napisała:

                  > -ale co im po matce która będzie jak duch....bez chęci do życia....nie mogę zrz
                  > ucać na nich swoich kłopotów...nie mogę ich tym obarczać-jeszcze je pociągnę za
                  > sobą-jeszcze one wpadną w depresję. Może byłoby dla nich lepiej gdybym zniknęł
                  > a....
                  Matka- duch nie istnieje. Czasami powtórnie się rodzi jako człowiek z krwi i kości dopiero po rozwodzie.
            • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:37
              Tylko że z tego w drugą stronę nic nie wynikasmile)))
            • plujeczka Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:50
              boze jakie ty bzdury dziewczyno wypisujesz, bedzie mu wierna do konca zycia? ale po co? i dziwisz sie ,że cię zostawia?=zastanów sie nad sobą, twoje przywiąazanie bije na głowę nawet przywiazanie psa do pana.Oj ciekawa jstem czy zmiesz zdanie kidy okaże się ,że Pan lata pod rękę z młoda dziwczyną.
        • laura_fairlie Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:26
          hm, osoby zdradzające często przejawiają niemal obsesyjną podejrzliwość co do wierności swoich partnerów, więc nie byłabym pewna, że jest to dowód na wierność męża.

          Od 1,5 roku się nie dogadujemy-brak porozumienia ...zaufania...
          Wszystko już zaplanował....w nadchodzącym tygodniu jedzie do sądu-wie już jakie papiery potrzebuje i jakie są koszty sądowe.
          niestety, też podejrzewam motywację zewnętrzną w postaci ponętnej dziewoi sporo młodszej. Może jeszcze dużo pracował ostatnio, zaś wszelkie sprawy były na twojej głowie?
          Też tak miałam - najpierw czepianie się o każdego bzdeta i narzekanie, jaka to ja okropna jestem, potem propozycja rozwodu - w rezultacie okazało się, że przez cały okres czepiania eksio miał romansik. Paradoksalnie, jeśliby się okazało, że mąż cię jednak zdradzał przez ostatnie 1,5 roku, wcale nie musi być to dla ciebie trudniejsze. Dla mnie psychicznie łatwiejsze było pozbycie się z domu pana, który zachowywał się jak gnój i dupek niż byłoby rozstanie z człowiekiem zachowującym się w miarę poprawnie. Bo człowiek się łudzi, że jeszcze się coś uratuje, że może to przejściowy kryzys itp. - a tak wie i ma jasność, że to całe przypieprzanie się, to była racjonalizacja i zagłuszanie wyrzutów sumienia - bo skoro ja taka okropna jestem, to on ma prawo robić to, co robi. Mnie to ułatwiło podjęcie decyzji i wyobrażenie sobie życia po rozwodzie. Bo już nie wyobrażałam sobie wspólnego życia z nim...
          Być może pani zaciążyła i stąd aż tak aktywne działania pana? Bo z reguły - przy braku motywacji zewnętrznej - mało kto bierze się aż tak szybko za rozwód, jeśli tylko w małżeństwie jest byle jak czy tak sobie.
          Proponowałabym nie ufać mężowi, zabezpieczyć środki finansowe, zorientować się w sytuacji. Dla zyskania czasu możesz powiedzieć, że absolutnie nie zgadzasz się na rozwód, że powinniście spróbować terapii itp. -ale jęśli mąż rzeczywiście kogoś ma - zareaguje wściekłością.

          Najgorsze jest to że mój syn powiedział że woli się zabić byle byśmy tylko byli
          > razem...on ma 10 lat !!!
          Moja wówczas 9-latka też tak zareagowała.
          W takiej sytuacji mówiłam, że ją kocham, ale nie mam wpływu na postępowanie i decyzję taty. To nie może być argument dla utrzymania związku - nie wyciągaj tego nigdy, nie przy dzieciach. Dzieci powinny mieć powiedziane, że jest to decyzja nieodwołalna, powinny też być poinformowane, jak będzie wyglądała ich sytuacja po rozstaniu rodziców - czyli gdzie będą mieszkać (i z kim), czy będą musiały zmieniać szkołę, jak będą wyglądały ich kontakty z tatą itp.
          • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:30
            Bardzo bym chciała żeby się okazało że odchodzi do innej-choć zapewne zgasłaby ostatnia iskra nadziei że jeszcze się wszystko ułoży. Ale może byłoby to dla mnie podbudowujące że jednak nie jestem tak fatalna. Niestety.....pewna jestem w 100 % że nikogo nie ma
            • laura_fairlie Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:42
              Niestety.....pewna jestem w 100 % że nikogo nie ma

              Jesteś z nim całą dobę? Ja też nie dopuszczałam do siebie tej myśli, do mnie musiała zadzwonić jego kochanka - z reklamacją, żeby to do mnie dotarło.
              I też wydawało mi się, że nie przeżyję tego i że umrę z rozpaczy, że nie poradzę sobie.

              a teraz właśnie zdałam sobie sprawę, że kilka dni temu minęła 3 rocznica tego mojego groma, a ja nawet o niej nie pamiętałam...
            • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:06
              chybaduch napisała:

              > Ale może byłoby to dla mn
              > ie podbudowujące że jednak nie jestem tak fatalna
              Czy jestes fatalna, czy nie nie zależy od odpinii pm. Na świecie jest sporo innych osób,
              a przede wszystkim Ty sama.

              > pewna jestem w
              > 100 % że nikogo nie ma
              Tego się nigdy nie wie... Sama nad miłosną korespondencją swojego m strawilam całą noc. Za jego wierność dałabym sobie obie ręce ociąćsad((( Co przeżyłam, to moje.
        • mozambique Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:33
          .Widzisz to jest sprawa psychiki....o
          > n jest chorobliwie zazdrosny

          zycie uczy ze najbardziej zazdrośni sa ci któyz sami mają duzo do ukrycia w tym względzie,
          są zazdrosni bo na walsnym przykladzie wiedzą jak łatwo jest zdradzic i to ukryć
          • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:14
            Bingo!
            Wszyscy myślimy poprzez siebie. Dopiero później przychodz refleksjai, albo i nie przchodzi nigdy, że nie jesteśmy klonami.
        • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:35
          chybaduch napisała:

          > Najgorsze jest to że mój syn powiedział że woli się zabić byle byśmy tylko byli
          > razem...on ma 10 lat !!!
          Chyba 10latkowi nie nie dasz prawa decycydowanioa o swoim i jego życiu.
    • heksa_2 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 15.05.11, 23:58
      Natychmiast idźcie razem na terapię.
      • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:03
        żeby to było takie proste to już teraz bym biegła-ale nie zaciągnę go nawet siłą
        • marcepanna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:08
          masz zaciągnąć na terapię SYNA i SIEBIE a nie małżonka
          • marcepanna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:11
            Ty cały czas myślisz o mężu a nie o dzieciach ! To poważny błąd

            Mąż nie jest Bogiem i czas mu to udowodnić że się myli w postrzeganiu świata i wydzielaniu ról ludziom wokół: ten zdradza, tamten nie, itd
            Trzeba mu udowodnić winę w sądzie !
            • heksa_2 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:13
              Wyjątkowo się z Tobą zgadzam tym razem.
            • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:19
              może mój problem tkwi w tym że przez długi czas on faktycznie był dla mnie bogiem. Wszystko co robiła-robiłam z myślą o nim...gotowałam , ubierałam się czy czesałam. Tak żeby był zadowolony i dumny....nie potrafię teraz pstryknąć palcami i zmienić 13-nastu lat swojego życia.
              • marcepanna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 00:39
                To służyłaś FALSZYWEMU Bogowi!

                Prawdziwym Bogiem są Twoje Dzieci

                Zrzuć cielca z ołtarza ! Bo inaczej On cię wyzuje z domu !
                • mozambique Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:38
                  Prawdziwym Bogiem są Twoje Dzieci

                  o matkobosko - tak źle jej życzysz ?
                  czemu ?
                  • 44bromba Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 10:42
                    Zgadzam się z mozamb... jak nigdy, dzieci to dzieci a Bóg to Bóg.
                • xciekawax Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 17.05.11, 21:31
                  brrrr...... prawdziwym bogiem nie sa ani dzieci ani jej ex, ale jej dusza w niej. Chcesz zeby kobieta zamiast byc sluzaca meza byla sluzaca dzieci? Straszne!!!!

                  Ona powinna znalesc przedewszystkim sile w sobie, potem pomoc dzieciom, i otoczeniu. Chory czlowiek nie jest w stanie pomoc nikomu. Trzeba zaczac od siebie.

                  marcepanna napisała:

                  > To służyłaś FALSZYWEMU Bogowi!
                  >
                  > Prawdziwym Bogiem są Twoje Dzieci
                  >
                  > Zrzuć cielca z ołtarza ! Bo inaczej On cię wyzuje z domu !
                  >
              • yoko0202 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 09:52
                chybaduch napisała:

                > może mój problem tkwi w tym że przez długi czas on faktycznie był dla mnie bogi
                > em. Wszystko co robiła-robiłam z myślą o nim...gotowałam , ubierałam się czy cz
                > esałam. Tak żeby był zadowolony i dumny....nie potrafię teraz pstryknąć palcami
                > i zmienić 13-nastu lat swojego życia.

                nie masz zmienić 13 lat, tylko kolejnych kilkudziesięciu
                ale fakt, na pstryknięcie palcem to się nie odbędzie
                będzie ciężko, i musisz się na to nastawić, nie obudzisz się prawdopodobnie radosna jak skowronek za kilka dni, no ale za kilka/naście miesięcy może już tak
              • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:26
                Powiem Ci coś okrutnego, ale wziętego z życia; czasem trzeba zosatawić sobą 30 lat. W każdym razie lepiej wcześniej niż późniejsmile
        • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:19
          To już jest wymowne: on nie ma wad, a na jakości związku z Tobą nieszczególnie mu zależy. Dobrze jest tak jak jestsad Boszzzz, komu jest dobrze?
      • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:15
        W każym razie niech sama idzie na terpaię.
    • haalszka Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 06:53
      nie jestem fachowcem, ale na pierwszy rzut oka jestes osobą uzależnioną. To uzaleznienie od partnera.. Osoba dorosła, która nie ma tych problemów w takiej sytuacji zbiera sie do kupy i zaczyna racjonalnie myslec. Tutaj widac ze poddałaś sie i jedyne o czym piszesz to o chorej milości do swojego meża, określanego nawet jako Boga!!
      Moim zdaniem powinnas sama pojsc na terapie. Porozmawiac z kims o sobie, o swoich problemach. Nie jest przesadzone ze sie rozwiedziesz, moze dokonasz zmiany siebie, że nie będzie mąż myslal o rozwodzie. jednak gdyby doszło do rozwodu, praca nad soba ci pomoze w przyszłości. Jestem tez w stanie uwierzyć że maz cię nie zdradza, a po prostu oczekuje partnerki do zycia a nie kobiety z problemami, moze jest zmeczony twoim uzaleznieniem od niego?
      rusz głowa i tylkiem i wez sie za siebie, duzo masz.. mieszkanie w ktorym mozesz zostac, dzieci dwoje dla ktorych warto zyc i prace, jakakolwiek by to nie byla.
      Powodzenia
      • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 07:49
        Nie ja pierwsza go bogiem nazwałam....Wiem też że od jego decyzji nie będzie odwrotu-pisałam już to zresztą. Nie mów proszę że nie potrzebuje kobiety z problemami bo nigdy o problemach nie było mowy-zawsze miał we mnie wsparcie i zawsze mógł na mnie liczyć-co niestety nie działało w drugą stronę. Zawsze to ja musiałam starać się trzymać fason i udawać że wszystko gra-nawet gdy tak nie było. Moją winą jest to że nie potrafię od tak przekreślić 13 lat. Jednak moja samotna walka już nie wystarczy a w pojedynkę...cóż...łatwiej się poddać...Jestem egoistką? Zapewne....Jestem już do cna wypompowana nie znajduję w sobie siły do dalszej walki a nie chcę być dla kogokolwiek ciężarem
        • nangaparbat3 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 08:09
          Strasznie nierówno się dzieliliscie obowiązkami. Aż tak, ze wietrzę tu przemoc psychiczną. Moze zaczęłabyś chodzić na jakąś grupę wsparcia dla osób z tym problemem? Myślę, że pomgłoby Ci to uporać się z aktualnymi problemami.
        • heksa_2 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 08:53
          Sorry, ale w RP sąd udziela rozwodu, a nie mąż. Więc może zastanów się trochę. Niekoniecznie musisz się zgodzić. Koniecznie powinnaś pójśc do psychologa, żeby sie trochę wzmocnić.
          • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:37
            Zawsze jestem zdania, że trzymać m za nogi to mało eleganckosmile
      • yoko0202 chyba troszkę przesadzasz 16.05.11, 09:49
        haalszka napisała:

        > nie jestem fachowcem, ale na pierwszy rzut oka jestes osobą uzależnioną. To uza
        > leznienie od partnera..

        tutaj akurat się zgadzam

        > Osoba dorosła, która nie ma tych problemów w takiej sytuacji zbiera sie do kupy i zaczyna racjonalnie myslec.

        jasne, ale nie tego samego dnia, którego dowiaduje się że mąż odchodzi - może dajmy autorce trochę czasu jednak na zebranie się do kupy, co?
        • haalszka Re: chyba troszkę przesadzasz 16.05.11, 18:58
          nie wiesz ile to juz trwa, wszystko tutaj to domysły. A odpowiedzialność za dzieci to ma się tylko jak jest się szczęsliwym? otóż nie, każdego dnia odpowiadasz za swoje dziecko. A im szybciej stanie na nogi tym szybciej ten jej Bóg przestanie być Bogiem a stanie sie kimś z przeszłości.
          Postawił ja w sytuacji bardzo trudnej, ale nie ma kilku lat a kilkadziesiat i jeśli nie wezmie sie za siebie to skonczy jak ta kobieta w filmie "Plac Zbawiciela".
          Od razu przypomniał mi się ten film........ tragedia..
          • yoko0202 Re: chyba troszkę przesadzasz 16.05.11, 21:19
            no ja zrozumiałam że post był napisany na świeżo, tuż po info o rozwodzie, ale w sumie nieistotne

            film wstrząsający, najgorsze to, że naprawdę w realu jest tyle osób, które nie potrafią się podnieść w takiej sytuacji i po prostu idą niemalże na dno, dzieci niestety nie zawsze są argumentem sad
      • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:34
        haalszka napisała:

        > rusz głowa i tylkiem i wez sie za siebie, duzo masz.. mieszkanie w ktorym mozes
        > z zostac, dzieci dwoje dla ktorych warto zyc i prace, jakakolwiek by to nie byl
        > a.
        Według mnie życie nie jest aż tak prozoiczne. Gdyby miało aż takim być, lepiej żeby go nie nie było.
    • errormix Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 07:55
      Ja to komuś kiedyś już pisałem. Ale się powtórzę.

      Jestem facetem, a my faceci nie lubimy zmian. Nam jest dobrze tak jak jest. Jeśli mamy żonę, dzieci, dom, a po przyjściu z pracy obiad, to za Boga nikt nas nie zmusi do tego, by się rozwodzić.

      Takie z nas po prostu wygodne bestie.

      Żeby to wszystko zburzyć, zniszczyć, narazić się na stres, sprawy w sądach, opuszczenie rodziny, dzieci, alimenty to trzeba mieć powód nie lada.

      I tym powodem nie jest depresja, wypalenie się uczuć czy nuda w związku.

      Jedyny powód jaki znam, to kochanka.

      A tłumaczenie w stylu: "Kocham cię, ale chcę rozwodu" równie dobrze mogłoby brzmieć:

      "Fajna jesteś i dobrze mi z tobą. Ale tamta jest fajniejsza"
      • noname2002 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 08:08
        Ja mam wrażenie, że to mąż ma spore problemy ze sobą-chorobliwa zazdrość, to "zapadanie" w siebie jak jakieś zachowanie żony mu się nie podoba. Czy to mówienie o rozwodzie nie jest przypadkiem też jakąś próbą wymuszenia czegoś od Ciebie?
      • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:41
        Bingo!!!
      • kategemi Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 13:13
        U nie tak było, jak pisze error. Wypalił się, bo ma inny cel w życiu itakie tam trele morele, a wtydzień po rozwodzie przedstawił dzieciom nową koleżankę. Niestety udało mu się wszystko wcześniej ukryć i tym wygrał sobie rozwód bez orzekania o winie
    • mayenna Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 09:29
      Uświadom mężowi przede wszystkim ze na razie rozwodu nie dostaniecie. Nie nastąpił trwały rozkład pożycia małżeńskiego; mieszkacie razem, macie wspólne łózko i finanse.
      • 44bromba Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 09:50
        Duszku, dobrze ci radzą. Powiedz stanowczo, że nie zgadzasz się na rozwód. Trzymaj się tego, to zobaczysz jaka będzie reakcja, skoro już tak zaplanował. Ja bym się zastanowiła JAKI poda powód rozpadu małżeństwa, czy aby nie chce wyciągnąć twoich prób samobójczych i pobytu w szpitalu. Wynajmij detektywa, a jak nie masz pieniędzy, a przypuszczam, ze nie, poproś kogoś, kogo nie zna, aby go troszkę poobserwował. Tu pachnie kochanką, stąd wyrzuty sumienia i śniadanie do łóżka, abyś sie tylko zgodziła.
        I koniecznie KONIECZNIE idź do psychologa, po cichu i uporządkuj razem z nim myśli. Nigdy przenigdy nie mów że ze sobą skończysz, nie płacz przy dzieciach, bo one cię bardzo teraz potrzebują. Żeby nie wiem, jak było ci ciężko musisz myśleć, zę dasz radę, że kolejny dzień będzie lepszy. Natychmiast do psychologa! A przede wszystkim pisz tutaj, wylewaj z siebie ten żal i łzy. Tutaj prawie każdy jest po takiej rozpaczy i zobacz żyjemy, dajemy radę i jest lepiej niż było. Ściskam cię mocno.
        • yoko0202 ??? 16.05.11, 10:01
          44bromba napisała:

          > Duszku, dobrze ci radzą. Powiedz stanowczo, że nie zgadzasz się na rozwód.

          to sąd udziela rozwodu a nie żona...

          > Trzymaj się tego, to zobaczysz jaka będzie reakcja, skoro już tak zaplanował.

          no, i do kaloryfera pana najlepiej przykuć, niech się zastanowi nad sobą...

          > Ja bym się zastanowiła JAKI poda powód rozpadu małżeństwa, czy aby nie chce wyciągną
          > ć twoich prób samobójczych i pobytu w szpitalu. Wynajmij detektywa, a jak nie m
          > asz pieniędzy, a przypuszczam, ze nie, poproś kogoś, kogo nie zna, aby go trosz
          > kę poobserwował. Tu pachnie kochanką, stąd wyrzuty sumienia i śniadanie do łóżk
          > a, abyś sie tylko zgodziła.

          ale to nic nie zmienia, ten pan nie chce dalej być z żoną, po prostu, kocha ją może jako matkę swoich dzieci ale nie jako kobietę, z którą chce z nią spędzać resztę swojego życia; jeżeli będzie mu utrudniała rozwód, to wtedy owszem - może powywlekać jakieś szpitale itp., zepsują się całkowicie stosunki między nimi a najbardziej ucierpią dzieci.
          trzeba po prostu przyjąć na klatę fakt, że ktoś już nas nie chce, a nie latać po krzakach z aparatem fotograficznym, może trochę honoru jednak?


          > I koniecznie KONIECZNIE idź do psychologa, po cichu i uporządkuj razem z nim my
          > śli. Nigdy przenigdy nie mów że ze sobą skończysz, nie płacz przy dzieciach, bo
          > one cię bardzo teraz potrzebują. Żeby nie wiem, jak było ci ciężko musisz myśl
          > eć, zę dasz radę, że kolejny dzień będzie lepszy. Natychmiast do psychologa! A
          > przede wszystkim pisz tutaj, wylewaj z siebie ten żal i łzy. Tutaj prawie każdy
          > jest po takiej rozpaczy i zobacz żyjemy, dajemy radę i jest lepiej niż było. Ś
          > ciskam cię mocno.

          tu akurat się zgodzę, z tym że zaproponowałabym akurat psychiatrę i ewentualne psychotropy, żeby troszeczkę się podnieść, wpompować sztuczne endorfiny do mózgu i zacząć dostrzegać też jasne barwy życia a nie tylko czarne - po 13 latach traktowania męża jak boga, i biorąc pod uwagę jej aktualny stan, autorka wątku może być nieco odporna na samą psychoterapię bez leczenia farmakologicznego.
          • laura_fairlie Re: ??? 16.05.11, 10:23
            Hm, z tą wiedzą to nie chodzi nawet o to, żeby rozwód był z orzekaniem o winie męża czy też nie i żeby ten rozwód przeciągać w nieskończoność. Chodzi o to, żeby mieć w rękawie jakiegoś asa, a nie same blotki. Bo jeśli Chybaduch łyknie każde słówko pana męża w dobrej wierze i bez weryfikacji, może wylądować z ręką w nocniku... Pan może wyciągnąć różne rzeczy - dobrze jest mieć też co jemu wyciągnąć (jeśli jest co), a nie tylko żyć w poczuciu winy za rozpad małżeństwa (bo z pewnością usłyszy, że gdyby tylko była lepsza itp.). Paradoksalnie - mnie pomogła świadomość, że eksmąż ma kochankę i stąd jego wynajdywania dziury w całym - a czepiał się o bzdety, tak , że sama miałam go dość. Gdyby nie wiedza o tej kochance - to sama nie wiem, czy zdecydowałabym się na tak radykalne kroki, jak wystawienie go za drzwi i złożenie wniosku o rozwód. Zaś pan przejawiał taką niechęć do wyprowadzki, że sam w życiu by się nie wyprowadził. O złożeniu wniosku o rozwód nawet nie wspomnę. I tkwilibyśmy sobie wspólnie w bagnie. A tak tkwi tam wyłącznie on. wink
            • heksa_2 Re: ??? 16.05.11, 11:01
              Ale skoro autorka wątku ma problem z utrzymaniem się, to chyba lepiej mieć tę winę męża udokumentowaną? Alimenty bardzo jej sie przydadzą w tej sytuacji.
          • 44bromba Re: ??? 16.05.11, 10:28
            Yoko, sąd zasądza, ale na podstawie czegoś prawda? Mają małe dzieci, mają wspólne życie, NIE MUSI się zgadzać. Dlaczego ma sie poddać bez walki, bez informacji dlaczego i z jakich powodów, bez wspólnej próby ratowania małżeństwa. 13 lat bycia razem rodziną to nie związek w liceum, odwracam się i odchodzę. A autorce wątku takie wyjaśnienia i próby naprawy się należą ze strony męża.
            Poza tym nikt nie każe ganiać z aparatem po krzakach a honor to jest do innych ważnych spraw, a nie do zdrad i kłamstw.
            Ja namawiam na ratowanie małżeństwa. To jest ten etap, musi miec nadzieje i sama zobaczy, co się wyklaruje po drodze. Tu jest za wcześnie na myślenie bez emocji.
            • to.ja.kas Re: ??? 16.05.11, 11:40
              Matka ma w nosie dzieci, ojciec ma w nosie dzieci, 10 letni syn mówi, że sie zabije jak sie rozpadnie małżeństwo rodziców, matka woła że się zabije, ojciec zazdrośnik odchodzi pewnie do innej i ma to w nosie, matka sie zabije i ma to w nosie bo "bóg" jej nie chce....o żesz.

              Wiesz co autorko wątku, ja się tylko zapytam czy jak Wy tam tak szalejecie to czy jest ktoś dla kogo wazne są Wasze dzieci?
              Może chociaż dziadkowie przejawiają jakąś refleksję i myśla o dzieciach?
              Jakieś ciocie? Wujkowie?
              No ktokolwiek z dorosłych kto tymi dziećmi się zainteresuje, bo na Was liczyć nie mogą.
              Ot rodzice.
        • puzzle33 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:48
          A ja nigdy, przenigdy nie chciałabym być niechcianą, a niekonieczną. Raczej, zdecydownie powiem: niech spada. Tak mi dyktuje ludzki stosunek do siebie i świata. Ludzki - pełen szacunku.
          • noname2002 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 11:57
            Swoją drogą sku...wo, najpierw mówić że się kocha a potem że się chce rozwodu.
            • to.ja.kas Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 12:00
              noname2002 napisała:

              > Swoją drogą sku...wo, najpierw mówić że się kocha a potem że się chce rozwodu.

              Albo ma kochanke, albo chce coś wymusić, albo to taka swoista gra by poczuc, ze jest sie kochanym i potrzebnym bo na informacje o rozwodzie wszyscy chca się jak jeden mąż zabić.
              Tak czy owak gość nie warty splunięcia.
              • noname2002 to.ja.kas. 16.05.11, 13:08
                A co do dzieci to ja zakładam, że założycielka wątku o nich myśli, tylko to wątek bardziej o kłopotach małżeńskich i ewentualnym rozwodzie.
                • to.ja.kas Re: to.ja.kas. 16.05.11, 13:20
                  Założycielka wątku podkreśla, że jest egoistką kilka razy kiedy sugeruje się, że trzeba w całym tym galimatiasie pomyslec o dzieciach.
                  I to mnie przeraziło.
                  Przeraża mnie myśl, jak małe poczucie bezpieczeństwa, własnej wartości ma dziecko które mówi o SAMOBÓJSTWIE. Gdyby moje dziecie tym groziło to pewnie zapomniałabym o mężu, bo zdaję sobie sprawe, że nie z takich powodów dzieci odbierały sobie życie !!!!!
                  Co dzieje się miedzy nią a ojcem i jak bardzo nie chronią dzieci, że padaja takie słowa!
                  I jak może to nie otrzeźwić kochających rodziców ?!

                  Każdy z nas tu przeżył kłopoty małzeńskie i większość z nas przeżyła rozwód. To boli jak jasna cholera. Świat wali się na głowę. Ale my tu mówimy o groźbach dziesięciolatka, że pozbawi się życia i o takiej histerii matki , że mimo posiadania dwójki dzieci przez jakiegoś patafiana chce je pozbawić swojej osoby.
                  Co się dzieje wokół tych dzieci nie chcę nawet myśleć,. A wydawałoby się, że kazdy kochający, rozsądny i odpowiedzialny rodzic nawet jak spotyka go nieszczęście myśli o dzieciach również.
                  • idoli re: 16.05.11, 16:12
                    według mnie, sto procent kogoś ma. Nikt nie chce być sam. I dopóki w małżeństwie jakoś tam jest, raz lepiej, raz gorzej, to się w nim tkwi.
                    A tu, śniadanie, obiad, kocham Cię i bach! rozwód! To co, rozwodzi się bo Cię kocha??? Co za bzdury. I już wszystko pozałatwiał. A Ty tylko podpisz.
                    Nie zgadzaj się od razu na wszystko co Ci powie, tylko daj sobie czas na przemyślenie sprawy. Może pojedź do mamy, siostry, jakiejś przyjaciółki, jeśli masz kogoś kto może Ci doradzić i wesprzeć. Zawsze jest jakieś wyjście, tylko czasem ciężko je dostrzec.
                    Jak ktoś tu napisał, my wszyscy przez to przechodziliśmy.
              • yoko0202 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 21:23
                > > Swoją drogą sku...wo, najpierw mówić że się kocha a potem że się chce roz
                > wodu.
                >
                > Albo ma kochanke, albo chce coś wymusić, albo to taka swoista gra by poczuc, ze
                > jest sie kochanym i potrzebnym bo na informacje o rozwodzie wszyscy chca się j
                > ak jeden mąż zabić.
                > Tak czy owak gość nie warty splunięcia.

                a dlaczego niby?
                bo przyznał się bez bicia, na spokojnie, i bez awantur, że już nie kocha i nie chce więcej?
                skąd wiecie jak wyglądało życie na codzień w tej rodzinie, może miał prawo mieć dość?
                • to.ja.kas Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 22:04
                  yoko0202 napisała:

                  > > Tak czy owak gość nie warty splunięcia.
                  >
                  > a dlaczego niby?
                  > bo przyznał się bez bicia, na spokojnie, i bez awantur, że już nie kocha i nie
                  > chce więcej?
                  > skąd wiecie jak wyglądało życie na codzień w tej rodzinie, może miał prawo mie
                  > ć dość?


                  Że najpierw wyznaje miłość a chwilę pozniej oglasza nowine o rozwodzie. Dlatego.
    • metamorphosis4 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 16.05.11, 16:50
      Przede wszystkim chciałam napisać dokładnie to, co wcześniej napisała to.ja.kas.
      Włosy mi deba stanęły, gdy przeczytałam o synu, a następnie całą resztę bredni autorki wątku.
      Kobieto otrząśnij się!
      Rozumiem, że to co Cię spotyka jest prawdziwym dramatem. Naprawde to rozumiem, ale nie bądź do cholery aż tak egocentryczna. Wkurza mnie to tym bardziej, że ostatnio staram się pomóc koleżance, która zachowuje sie bardzo podobnie i sądziłam, że to jakis ewenement. Widze tymczasem, że takich gęsi jest więcej na świecie. Syn tej mojej nawet zdołał się targnąć (na szczęście nieskutecznie), a ona zakomunikowała mi to ot tak i odrazu przystąpiła do wyliczania swoich trosk związanych z brakiem chęci do życia. No żesz ku...!

      Gdyby mojemu dziecku cos zagrażało, to ja nie byłabym w stanie myśleć o własnych kłopotach, tylko skupiła się na najważniejszym - jak uchronić dziecko. Do tego jednak trzeba mieć serce i trochę odpowiedzialności, których tu za cholerę nie widzę.

      Ogarnij się kobieto!

      Idź na terapię i zabierz tam również syna.

      Co do potencjalnej zdrady małżonka. Chce Wam powiedzieć, że zawsze uważałam tak, jak Error i Wy, ale dwa lata temu moja bliska koleżanka zosala porzucona przez męża nagle i bez wczesniejszych sygnałów. Nikt nie wierzył, że bez udziału kogoś trzeciego, a jednak... Są juz ponad rok po rozwodzie i naprawde gość nie miał nikogo. On był po prostu kompletnie odpalony "oczekiwał od życia czegoś więcej" itp...
      Tak tez się zdarza, choc faktycznie nieczęsto.
    • esteraj Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 17.05.11, 12:46
      Droga Duszyczko.
      Traktowanie przez Ciebie swojego męża bardzo przypomina moje podejście. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak bardzo liczę się ze słowami i opiniami mojego męża i dlaczego staram się podporządkowywać mu swoje życie.
      Dzisiaj po wielu przejściach zrozumiałam, że pierwsza podstawowa rzecz, to jego WYWOŁYWANIE POCZUCIA WINY we mnie, a także wykorzystywanie mojej ambicji.

      Mój mąż, podobnie jak Twój, był o mnie zazdrosny. Kierował się w życiu wartościami i zasadami, trudno było go za to nie cenić. Przez to traktowałam go jak lepszego od siebie, bo ja pozwalałam sobie na pewną elastyczność, czyli uśmiech lub zagadanie z jakimś mężczyzną, co było bardzo krytykowane przez męża i swoimi argumentami potrafił przyrównać moje zachowanie do postępków niemalże ladacznicy. W jego głowie rodziły się różne myśli i czuł się niepewny. Swoje lęki i brak dowartościowania zagłuszał wywoływaniem poczucia winy we mnie.

      Nie będąc świadoma tego mechanizmu, starałam się zrekompensować swoje "niewłaściwe" zachowanie i starałam się ze wszystkich sił sprawić jemu przyjemność oraz udowodnić , że tylko on się liczy. W ten sposób zrezygnowałam z samej siebie, z moich pragnień i naturalnego zachowania, by zadowolić człowieka, który czuł się przeze mnie "pokrzywdzony".

      Nikt nie lubi czuć się winny. Wywoływanie poczucia winy jest wykorzystywane już przez rodziców i wpajane małemu dziecku. Pewnie spotykałaś się już wcześniej z takimi słowami: "jak mogłaś to zrobić?"
      "nigdy nie spodziewałam/em się tego po tobie", "bardzo się na tobie zawiodłam/em" "jak tak możesz, przecież liczyłam/em na ciebie", "jak mogłaś się tak zachować, wszyscy tylko nie Ty", "uważałem/am ciebie za kogoś lepszego, a ty się okazałaś jak inni" ....

      Uleganie wywołanemu poczuciu winy jest reakcją obronną, bo nie chcemy by ktoś się czuł przez nas źle, a także sami staramy się być kimś ponadprzeciętnym, kimś lepszym, chcemy czuć się wartościowi, chcemy być chwaleni i cenieni.

      Zrobimy wszystko by być dowartościowani, ponieważ ktoś "udowadnia" nam, przez dobór odpowiednich argumentów, że jesteśmy nic nie warci i zaniża naszą ocenę.

      Teraz pomyśl, dlaczego Twój mąż stał się dla Ciebie autorytetem?
      Czy rzeczywiście ma racje w swoich poglądach?
      Czy Twoi znajomy również uważają Ciebie za nielojalną kobietę?
      Czy Twój mąż nie sprzeciwiał się Twoim znajomościom z innymi osobami, bo jego poglądy i argumenty co do Ciebie były zagrożone?

      Jeśli odpowiesz sobie na te pytania, może zrozumiesz, że jednak Twój mąż nie jest tym jedynym mający rację, ale Twoje poglądy i Twoje zachowanie są również bardzo cenne i jesteś wartościową osobą.

      • chybaduch Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 17.05.11, 17:47
        Dziękuję za wszystkie wasze słowa i te lepsze i te gorsze-bo wiem że teraz one wszystkie są mi potrzebne. esteraj Tobie dziękuję najbardziej bo to co napisałaś zabrzmiało bardzo znajomo. Nie mogę powiedzieć że się uspokoiłam-w każdym bądź razie przy dzieciach się opanowuje i nawet tłumaczę im wszystko w ten sposób że i one się uspokoiły (szkoda że sobie tak nie potrafię) jutro jadę na 2-3 dni do mamy-tylko nie wiem czy wieszanie przez nią psów na zięciu mi pomoże-ale zobaczymy. Powiedzcie mi tylko....czy ten ból kiedyś zniknie....i kiedy to będzie....jak długo człowiek jest w stanie wytrzymać ten uścisk w gardle w piersi a nawet na całym ciele.....
        • heksa_2 Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 17.05.11, 19:01
          Z bólem u każdego inaczej. Mama ci pomoże. Nawet, jeśli będzie wieszać psy na zięciu. Wtedy możecie się razem powściekać. Złość jest dobrym motywatorem. Nie daj się wpędzić w depresję. Złość się. A poza tym pójdź do lekarza, niech ci przepisze jakieś środki uspokajające. Tylko nie przesadź. I nadal podtrzymuję swoją radę - weź detektywa.
          • to.ja.kas Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 18.05.11, 09:14
            Duch - ból zniknie. To Ci mogę obiecać. Jak szybko nie mam pojęcia ale znika.
            Idz do lekarza po tabletki na wyciszenie. POMAGAJĄ ! Wierz mi.
            I dobrze, że zaczęłas opanowywać się przy dzieciach.
            Odpocznij u mamy ale nie rób sobie wielkich nadziei. POtrzebujesz czasu by stanąć na nogi, ale jeśli dasz sobie szansę prędzej czy później to nastąpi.
    • xciekawax Re: jak grom z nieba....chyba nie dam rady :( 17.05.11, 21:14
      Nie czytalam wszystkich wypowidzi, ale mam takie uwagi z tego co zauwazylam:

      Psycholog najbardziej jest potrzebny Tobie a nie mezowi (tzn wam obu ale zacznijmy od Ciebie), jestes bardzo dziecinna.
      Zadna dojrzala kobieta by nie wyszla za faceta ktory robi jej zazdrosne sceny jezeli nie ma powodu. Ty wolalas byc/czuc sie jak mala bezwolna dziewczynka gdy maz wszystko kieruje, wmawia jej, zachowuje sie jak ojciec. Gdzie Twoje zdanie?

      Rozwod nie oslabi cie, to cie moze jedynie wzmocnic, obudzic Cie z Twojej niedojrzalosci zyciowej. To cie moze uratowac z Twojej obecnej egzystencji. Ty naprawde chcesz nadal zyc z czlowiekiem ktory ci robi sceny gdy wychodzisz na zakuby bo tam sa mezczyzni?

      Moze nie myslisz ze maz Cie zdradza, ale ja na twoim miejscu bym zrobila sobie testy na wszystkie choroby weneryczne. Naprwde.

      Twoj maz to tez manipulator. 1) albo ma kochanke i teraz ci wmawia tak aby latwo poszlo z rozwodem (ze ty zla, bla bla bla), ALBO 2) szuka dramy i dlatego bawi sie Twoimi uczuciami. Tak czy owak to chory czlowiek. Chcesz byc z chorym czlowiekiem?????

      Wasz dom i tak jest niezdrowy. Jezeli 10letnie dziecko mowi ze chce sie zabic to cos jest w tej rodzinie nie tak. za duzo dramy, za malo stabilnego domu. Moze bez meza bylo spokojniej? nie mysl ze nie masz sily - wszystkie mamy. trzeba tylko chciec

      Idz kobieto do psychologa. cos jest nie tak, cos jest zlego, musisz to omowic.I nie mowie tego zeby cie oskrarzac ze cos jest z Toba nie tak - ale dlatego ze potrzebujesz zobaczyc swoje zycie oczami czlowieka z boku.
Pełna wersja