problem zasądzonych alimentów

16.05.11, 11:06
Witajcie,

wiem, że problem powraca. Może na wstępie powiem, że będę wdzięczna za informacje z doświadczeń własnych i otoczenia. Nie chcę teoretycznych zapisów, które nie mają zastosowania.

Błagam....może jest jakiś sposób na dziada, który od dnia zasądzenia alimentów nie zapłacił dobrowolnie grosza? Z roku na rok jest mi dłużny kolejne 4000,00 zł. To i tak mało, ma zasądzone sądownie 350,00 zł miesięcznie. Moje długi rosną, w tym roku syn (11 lat) nie jedzie na wakacje, bo nie mam za co nawet książek we wrześniu kupić.
Dochód przekraczam o jakieś 200,00 zł, więc Fundusz już mi nie będzie płacił. Do tego się rozwodzę i "m" wymyślił sobie orzekanie o mojej wyłącznej winie. Czym to skutkuje, nie muszę wspominać – nie omawiajmy tego wątku. Szans na taki wyrok nie ma wielkich, ale nie jest to komfortowe położenie dla mnie.

Reasumując, nie mam pieniędzy, bo nie dostaję należnych alimentów na dziecko, a jeszcze jest ciąg dalszy gnębienia mnie finansowo.

Komornik już dawno rozłożył bezradnie ręce. On ukrył się w wiadomej strefie i ani myśli ujawnić dochody. Kutas, nawet prezentów dziecku nie kupuje, słowem DRAMAT! Podobno można podać do sądu komornika o nieskuteczność, nawet się zastanawiam nad takim rozwiązaniem, bo przecież w sądzie w sprawie rozwodowej daje mi popalić. Nawet pozew jest za moje pieniądze i nie liczę, że się zwróci (nieważne). Ja się wyprowadziłam i ponoszę w pełni koszty utrzymania dziecka, wynajmu itd. Dbam o syna, on zawsze ma wyjazdy, ja nie jeżdżę nigdzie (wyjątkowo w te wakacje nie jedzie na obóz, ale ma czas już zapełniony wyjazdem do ukochanej babci). Gdyby był sposób na ściągnięcie tych pieniędzy....

POMÓŻCIE!
Pełna wersja