dobra rada - przed rozwodem

01.06.11, 15:47
Biorąc pod uwagę doświadczenie własne i znajomych, najlepszą rzeczą gdy tylko zaświta myśl o rozwodzie, jest trafienie do dobrego prawnika-doradcy.
Nie żadnego wylaszczonego adwokata, który skasuje na dzień dobry i da "dobre rady" niczym z internetu, ale do kogoś, kto wprowadzi w arkana rozwodowe od A do Z.
Rozwód to decyzja na całe życie, tak jak ślub..., który miał być jeden i na zawsze.
Prawnika nie szukajmy jak już będzie "po herbacie", czasami warto zapłacić te 50, czy 100, - złotych i wiedzieć czym to się je i jak to w praniu wygląda.
Ja trafiłam w Wawie na taką osobę, byłam w lekkim szoku na początku, wyszłam wściekła i naładowana wiedzą po dziurki w nosie. Uważałam, że sama wiem najlepiej o co mi chodzi i czego po rozwodzie oczekuję.
Polano mi głowę kubłem zimnej wody.
Wybito z głowy że sędzia Anna Maria Wesołowska to chleb powszedni na naszych salach sądowych...
Przemyślałam wszystko, i niestety po czasie przyznałam rację i oddałam honor.
Zostałam przeprowadzona spokojnie i po sznureczku przez cały rozwód.
Byłam pouczana i instruowana co i jak, czułam się jak w amerykańskim filmie z serii Ally McBeal.
Co prawda moja sytuacja byłą bardzo, ale to bardzo skomplikowana, ale jednak prawnik i wprowadzenie przed rozwodem to był strzał w dziesiątkę.
    • heksa_2 Re: dobra rada - przed rozwodem 01.06.11, 16:12
      To może coś bliżej? Zdradź więcej szczegółów, bo z kolei dziś uzyskałam radę, że prawnicy to tylko przedłużają rozwód, bo zależy im głównie na ciągnięciu kasy w nieskończoność.
      • fifi_z_lasu Re: dobra rada - przed rozwodem 01.06.11, 21:54
        No to było tak:
        ...aby się dobrze rozwieść, to trzeba o tym pomyśleć nim cokolwiek zacznie się robić.
        I to jest święta racja.
        Osoba która mną się zajęła, (z forum tutejszego, ale dawno dawno temu) przyjęła mnie na pierwszej wizycie gratis (ale teraz chyba jakoś prawo się zmieniło i gratis już nie można ) Przedstawiła mi zwięźle na czym cała ta karuzela polega, czym to grozi i jak przebiegają rozprawy.
        Potem przedstawiła mi koszty: wersja do wyboru, kilka propozycji i kilka możliwości finansowych.
        Kobieta zna wszelkie możliwe zagrywki związane z rozwodem, podziałem majątku i dziećmi.
        System amerykański : szkolenie i symulacja rozprawy.
        Sama sprawa w sądzie po tych szkoleniach, to już tylko bułka z masłem.
        Byłam przygotowana na każdą zagrywkę drugiej strony, byłam spokojna i skupiona.
        Koszt według mojej wersji wyniósł za całość połowę przeciętnej warszawskiej stawki adwokackiej.
        Teraz mam "swojego adwokata" na telefon i spokój w głowie.
        • demon_hrabiego Re: dobra rada - przed rozwodem 02.06.11, 00:18
          Droga Fifi,

          Precyzując:

          Skorzystałaś z usług dobrego prawnika-doradcy-bez aplikacji, z tutejszego forum, który w przeszkolił Cię (w systemie amerykańskim) w arkanach rozwodowych od "A" do "Z" za połowę stawki, a na rozprawach po tych szkoleniach poradziłaś już sobie sama ?
          • nicol.lublin Re: dobra rada - przed rozwodem 02.06.11, 09:13
            a skąd wniosek, że bez aplikacji?

            niestety trudno o dobrego prawnika sad ja miałam prawniczkę z polecenia i na sali sądowej zostałam bardzo źle potraktowana. adwokatka mi nie pomogła w niczym oprócz napisania pism procesowych i dobrym nastrojem. niestety ten drugi ulotnił się na rozprawie.
            • fifi_z_lasu Re: dobra rada - przed rozwodem 02.06.11, 09:53
              Hmm..trudne pytanie z tą aplikacją, bo powiem szczerze, że nawet o to nie pytałam.
              Była wersja z wizytami w sądzie, ale ja do sądu chodziłam sama - z własnego wyboru.
              Z resztą, mojego męża reprezentował adwokat - och! i ach! - taki z koneksjami, i wyszedł dzięki mojemu byłemu na totalnego durnia, który nie wie z kim się zadał.
              Ja o tym wiedziałam, że tak może być, omówiłam to dokładnie z moją prawniczką, i to ja podjęłam decyzję że idę sama, skromna, spokojna i z dystansem do sprawy i sytuacji.
              I to był strzał w dziesiątkę.
              Moje wysłuchanie to czysta poezja, a po drugiej stronie rozgorzała walka kto co wie, i kto wie lepiej.
              Adwokat wyszedł na idiotę, bo okazało się, że był z innej bajki.
              Powiem tak, z perspektywy czasu i po kilku spotkaniach z adwokatami, ta moja osoba odstawała od całej reszty.
              Może nie wyglądem - skromnym, i nie samochodem jak na prawnika za skromnym, ale to o czym mówiła i jaka to była pasja jej życia.
              Wprowadzała tez element psychologicznego wsparcia - czego nie zaznałam u żadnego i innego, i wbrew zakazom utożsamiała się z klientem.
              Poza tym działała nie w moim interesie, ale dla mojego dobra.
              I to chyba było najważniejsze dla mnie w tamtym czasie.
              • tricolour Fajna historyjka i może urzeka... 02.06.11, 10:09
                ... ale trąci zmyśleniem.
                • fifi_z_lasu Re: Fajna historyjka i może urzeka... 02.06.11, 10:12
                  Taa....mój były mąż też tak twierdził na sali sądowej....
                  i niestety nie miał racji, a Ty ?
                  • 44bromba Re: Fajna historyjka i może urzeka... 02.06.11, 14:10
                    Zazdroszczę i gratuluję. To, co piszesz jest bardzo ważne. Ja też poszłam do adwokata w emocjach i nie z myślą o rozwodzie. Rozmawiał ze mną, jak dobry znajomy i to on namówił mnie na rozwód, bo to, co wymyśliłam nic by nie dało. Po tych spotkaniach otworzyły mi się oczy, czego ja chcę i jestem mu bardzo wdzięczna za takie podejście i empatię.
                    Mój rozwód niedługo, ale ja psychicznie nie dam rady bez niego, przynajmniej na pierwszej rozprawie. Zobaczymy, jak się sprawdzi na sali. No i też mam mieć taką symulację, jak piszesz, mam mieć magiel, żebym wiedziała co mnie czeka.

                    Fajnie, ze napisałaś.
                  • tricolour Mnie to śmieszy... 03.06.11, 00:17
                    ... "Byłam pouczana i instruowana co i jak, czułam się jak w amerykańskim filmie z serii Ally McBeal".

                    Gratuluję smaku.
Pełna wersja