Granice "dla dobra dziecka"

05.06.11, 21:33
Miałem tu wypisać elaborat na tematy które mnie gryzą ale poprzestanę na pytaniach.
Godność osobista czy dobro dziecka? Gdzie są granice zaciskania zębów? Czy kurewna powinna się w końcu dowiedzieć prawdy o sobie? Dobre stosunki dla dobra dziecka za cenę dalszej pełnej samokontroli? Jak pozbyć się strachu przed ex, wiedząc że diabeł mógłby się od niej uczyć? Czy rozpętać piekło i zrobić to swojemu dziecku wiedząc, że byle pretekst wywoła wojnę?
Mimo rozwodu jestem wciąż i coraz bardziej zmęczony ex, a ona dzięki dziecku wywiera na mnie stałą presję- kontroluje, szantażuje, straszy, gnębi, dołuje, poniża.........
Mam dość!! Kiedyś, chyba dawno temu nabyłem umiejętności tłumienia uczuć, szczególnie tych negatywnych ale przy okazji dostało się też tym wyższym. Teraz dzięki ciężkiej pracy, nie tylko mojej, staram się to nazwać na nowo, naprawić. Niestety obecne "dobre stosunki" są dobre tylko dla ex bo to ona je dyktuje. Jak długo jeszcze dam radę?
----------------------------------------------------------
Ważniejszy w związku od wzajemnej miłości jest... szacunek.
    • noname2002 Re: Granice "dla dobra dziecka" 05.06.11, 21:41
      A nie można mieć jednego i drugiego? Dla dobra dziecka nie wywrzeszczeć eks co się o niej sądzi a dla siebie samego nie dawać się kontrolować, poniżać i szantażować?
      • zatracony72 Re: Granice "dla dobra dziecka" 05.06.11, 21:45
        Zacznę od tego drugiego ale doprowadzi to niechybnie do punktu pierwszego sad
        • errormix Re: Granice "dla dobra dziecka" 05.06.11, 22:36
          Wbrew pozorom na twoje pytania można odpowiedzieć, a nawet znaleźć konkretne rozwiązania. Tylko widzisz... to nie jest możliwe poprzez forum. Tutaj dostaniesz tylko ogólniki, albo przykłady na to, jak ktoś sobie poradził będąc w twojej sytuacji lub jakby sobie - jego zdaniem - on poradził.

          Ale wiesz jak to jest. To co w przypadku innych wydaje się łatwe w twoim nie musi. I pewnie nie jest, bo piszesz na tym forum już od pewnego czasu, a nadal pojawiają się problemy, które cię przerastają.

          W dużym skrócie mogę powiedzieć ci tak: W twoim przypadku trzeba być wytrwałym. Nie poddawać się emocjom. No i być konsekwentnym. Do bólu. Do końca.

          Efekty nie przyjdą za tydzień, miesiąc, albo nawet i rok, ale jeśli będziesz się trzymał tego co sobie postanowiłeś i mimo tego, co spotyka cię ze strony ex nie dasz się sprowokować, to myślę, że pewnego dnia nastąpi po prostu przełom.

          I wtedy zrozumiesz, że po prostu było warto jeszcze bardziej zacisnąć zęby.
          • ula-bak Re: Granice "dla dobra dziecka" 05.06.11, 22:53
            ograniczyć kontakty z eks do minimum czyli kontakt tylko w sprawach dotyczących dziecka,nie dać się prowokować ani wciągać w dyskusje ktore do niczego nie prowadzą,starać się ucinać kulturalnie ale stanowczo wszelkie proby prowokacji..wiem,wiem łatwo powiedzieć.czasem zdarza się gorszy dzień i się nie udają te wszystkie postanowienia ale da się.tak jest zwyczajnie lepiej i duużo spokojniej a to luksus jeśli ktoś ma kłopotliwego eksa

            zobaczyć świat w ziarenku piasku i raj w dzikim kwiecie,zmieścić nieskończoność w dłoni i wieczność w godzinie..william blake
          • zatracony72 Re: Granice "dla dobra dziecka" 06.06.11, 07:51
            errormix napisał:

            >
            > W dużym skrócie mogę powiedzieć ci tak: W twoim przypadku trzeba być wytrwałym.
            > Nie poddawać się emocjom. No i być konsekwentnym. Do bólu. Do końca.
            >
            Staram się ale jest to trudne. Ex raz potrafi być "przyjaciółką" by za następnym razem pluć jadem. Faktem jest, że od jakiegoś czasu jakby tego jadu jest mniej, ale jestem na niego bardziej wyczulony.
            ----------------------------------------------------------
            Ważniejszy w związku od wzajemnej miłości jest... szacunek.
            • errormix Re: Granice "dla dobra dziecka" 06.06.11, 08:25
              Żeby osiągnąć to co sobie zaplanowałeś nie możesz ulegać mocjom. Zarówno tym negatywnym, ale także tym pozytywnym. A może nawet przede wszystkim tym pozytywnym.

              Doświadczanie przez długi czas przykrości sprawianej przez tę drugą stronę wewnętrznie wyniszcza. Straszliwie.

              Na początku człowiek ma nieodpartą chęć zrewanżowania się, zemsty, oddania słowem za słowo i czynem za czyn. Są więc kłótnie, sprzeczki, emocjonalna szarpanina, plucie jadem. I choć w środku czujemy, że to nie tak powinno być, wiemy jednocześnie, że musimy pokazać naszą siłę, bo jeśli cofniemy się choćby o krok to przegramy.

              Ale nagle okazuje się, że przychodzą takie momenty, że ta druga strona - ta zaciekła, ta upokarzająca, ta mszcząca się i szukająca byle pretekstu, by ci zwyczajnie dowalić pokazuje swoje ludzkie oblicze. I wtedy pojawia się nadzieja. Że może już teraz będzie lepiej, że nie jest za późno, że ona w końcu zrozumiała, że nie jest tak zła jak nam się wydawało. Że może jednak jest tym "przyjacielem/przyjaciółką".

              I kiedy ta nadzieja robi się w nas coraz większa, przychodzi grom z jasnego nieba. Bo miało być tak pięknie, a tymczasem znowu zaczyna się jazda.

              To właśnie wyniszcza. Bo nie ma nic gorszego jak żywić się nadzieją, która systematycznie jest deptana. Bo nie można bez końca podnosić się i znów upadać

              Twoje dziecko jest dokładnie w tym samym wieku, jak moje, gdy u nas posypało się małżeństwo. To wiek, kiedy dziecku niezwykle potrzebny jest tata. I to czy ten tata przy nim będzie czy też je opuści rzutować będzie później na resztę jego życia.

              Bądź więc przy swoim dziecku, bo już tylko krok dzieli cię o dnia, kiedy ono samo zdecyduje czy sobotnie popołudnie będzie chciało spędzić w towarzystwie mamy czy taty. Kiedy jego wola będzie ważniejsza od woli rodziców.

              Czas szybko mija. I nawet się nie obejrzysz, kiedy nadejdzie taki dzień, że to nawet nie ty będziesz dzwonił, by umówić się z dzieckiem, ale że to dziecko zadzwoni i umówi się z tobą.

              Oczywiście, pod warunkiem, że się teraz nie poddasz.
    • nangaparbat3 Re: Granice "dla dobra dziecka" 05.06.11, 23:11
      A ile dziecko ma lat?
      Bo w końcu dorośnie, zacznie myśleć samodzielnie, przestanie byc zakładnikiem.
      • zatracony72 Re: Granice "dla dobra dziecka" 06.06.11, 07:34
        Kończy drugą klasę podstawówki. Przy możliwościach manipulacyjnych ex jeszcze długo będzie całkowicie bezbronna jeśli oczywiście ex będzie chciała dopiąć swego.
        ----------------------------------------------------------
        Ważniejszy w związku od wzajemnej miłości jest... szacunek.
        • nangaparbat3 Re: Granice "dla dobra dziecka" 06.06.11, 09:25
          Na manipulację nie ma mocnych - pozostaje tylko trwać (w sytuacji kiedy zakładniczką manipulantki jest Twoja córka). Czas na szczęście często robi swoje, dzieci zaczynają dorastać, widzieć, rozumieć. Wybryki ex radzę na maksa olewać, dystansować się, ile się da. W chwilach desperacji kukiełka i szpileczki - fajnie można odreagować smile
    • malgolkab Re: Granice "dla dobra dziecka" 06.06.11, 11:06
      też tak miałam jakiś czas temu. W pewnym momencie przestałam reagować na zaczepki, jak ex zaczynał wrzeszczeć, wyzywać itd. to pytałam czy ma cos konkretnego, bo jak nie to odkładam słuchawkę. Rozmawiam z nim tylko na tematy związane z dzieckiem, na spotkaniach np. w przedszkolu zachowuję się jak do innych osób tam, nie daję się prowokować, jak zaczyna mi np. opowiadać o jakichś swoich rzekomych problemach finansowych itp. to grzecznie mówię, że mnie to nie interesuje. To przynosi efekty, bo on jak zaczął zauważać, że ja olewam jego prowokacje, to popróbował jeszcze trochę, a potem odpuścił, bo zauważył, ze nie ma efektu...
    • zatracony72 jestem złym ojcem 08.06.11, 13:20

      wciąż dostaję szpilami z jadem.
      Dziecko chore, trochę przeziębione, bóle brzucha, i brak apetytu. W dniu kiedy była u lekarza (dostała antybiotyk) spotkałem ją potem dosłownie na moment na polu " Cześć tato, lecę bo koleżanka czeka", wyglądała zdrowo. Potem dzwoniłem jeszcze do ex, nie odebrała. Następnego dnia nie dzwoniłem. No i mam siwy dym. Dziecko chore, gorączka, majaki( ?), ból brzucha, brak apetytu a ja nawet nie zadzwoniłem zapytać jak się czuje ( fakt, mogłem i biję się w piersi ). Z relacji ex dziecko wczoraj bardzo obrażone na mnie, że nie dzwonię a ono chore. Pewnie przerobiony scenariusz " widzisz jak Cie twój tatuś kocha, nawet nie zadzwoni" Czemu nie dałaś znać? Bo nie i tak będę robiła" Nie interesujesz się dzieckiem a nawet @#$#@$& ( obecny przydupas) dzwonił 4 razy.
      Jak nic się nie działo to potrafiła zadzwonić czy wysłać sms-a bez okazji, często jawnie kontrolnie a w takiej sytuacji nie dała znać.Na razie niestety kontakt z dzieckiem wiąże się najpierw z kontaktem z jej matką a błogosławieństwem jest jak jej nie muszę znosić choć przykładowy 1 dzień.
      Jestem zdołowany a jednocześnie się gotuję, zbieram się w sobie bo jeszcze mi się dzisiaj sporo nazrywa jak wpadnę do nich.
      ----------------------------------------------------------
      Ważniejszy w związku od wzajemnej miłości jest... szacunek.
      • anbale Re: jestem złym ojcem 08.06.11, 13:31
        Są takie sytuacje w życiu, że cokolwiek człowiek by nie zrobił- jest źle. Gdybyś zadzwonił- byłoby jeszcze gorzej, bo dziecku skoczyła temperatura, albo straciło apetyt...
        To są w sumie kompletnie irracjonalne sprawy, ktoś Cie wplątuje w grę obliczoną na "wymęczenie". Po prostu postaraj się zachowac w tym wszystkim spokój, nie dawaj się wkręcać.
      • lejla81 Re: jestem złym ojcem 09.06.11, 16:12
        Ja, jak z dzieckiem jest chorobowo źle, to sama dzwonię do eksa i go o wszystkim informuję. I uważam to za swój obowiązek wobec niego.
        • malgolkab Re: jestem złym ojcem 09.06.11, 21:50
          lejla81 napisała:

          > Ja, jak z dzieckiem jest chorobowo źle, to sama dzwonię do eksa i go o wszystki
          > m informuję. I uważam to za swój obowiązek wobec niego.

          ja też i uważam to za naturalne...
    • minnie_su Re: Granice "dla dobra dziecka" 08.06.11, 14:04
      zatracony, wez ty sobie zrob kawe, siadz na balkonie i poczytaj gazete. czy ty nie widzisz bzdurnosci tych zarzutow i wogole calej dyskusji? jesli dziecko czuje sie jakos zlekcewazone to z nim porozmawiaj i mu opowiedz czy dzwoniles czy nie, czy wiedziales ze jest chore czy nie. powiedz ze chcialbys byc przy nim, jesli cie potrzebuje. i ze cieszysz sie, ze znow jest zdrowe. ale jaki sens ma zawracanie sobie glowy dziwacznymi opowiesciami ex? masz na to czas? masz na to ochote? cos ci to wnosi? wogole jest to do czegokolwiek przydatne? swiruje sobie. zdarza sie. jak trzeba bedzie jej pomoc to to zrob. ale narazie nie masz zadnego powodu zawracac sobie glowy jej gadka.
      • zatracony72 Re: Granice "dla dobra dziecka" 09.06.11, 10:51
        minnie_su, ja to wszystko wiem, znam od lat mechanizmy jej działania ale wciąż mam problem z emocjonalnym odcięciem się od jej zaczepek. Tym bardziej, że nie jest cały czas właśnie taka bo i potrafi być całkiem miła.
        • argentusa Re: Granice "dla dobra dziecka" 09.06.11, 12:55
          Skoro nie masz wpłwu na jej działania, zrób może coś ze swoimi reakcjami na nie.
          • zatracony72 Re: Granice "dla dobra dziecka" 09.06.11, 14:15
            Mogę i powinienem ignorować ale nawet jeśli mi sie to udaje w relacjach z ex to wewnętrznie mnie dużo kosztuje. Innej metody nie ma bo się odbije na dziecku.
            Czuję się jak zakładnik a bronią ex jest dziecko sad
            • sinsi Re: Granice "dla dobra dziecka" 09.06.11, 14:38
              Kierunek: psycholog. Znajdź "centrum informacji kryzysowej" lub cos w tym rodzaju, bezpłatni psycholodzy znajacy mechanizmy przemocy w rodzinie. Weź się ZA SIEBIE. Bo ustawiając się w roli marionetki ktorej czyny zalezą tylko od kogos kto pociąga za sznurki - spieprzysz sprawę. Reagujesz jak osoba uzalezniona(poza ofiary) od ex. Albo chcesz to zmienić (terapia i walka z samym sobą) albo pozostaje ci narzekanie do końca życia że jest źle i spijanie owoców swoich błędów.
              • teuta1 Re: Granice "dla dobra dziecka" 09.06.11, 21:41
                Uodpornienie się na szantaże emocjonalne i fochy odgrywane w imię dobra dziecka jest trudne, ale możliwe. Dasz radę. I nick zmieńsmile
                • zatracony72 Re: Granice "dla dobra dziecka" 10.06.11, 15:03
                  Akurat nick nie ma nic wspólnego z ex wink No może symbolizuje to czego niestety z nią nie doznałem. No a co do pracy nad sobą to jestem w trakcie smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja