Jutro sprawa... a ja mam dość

06.06.11, 10:13
Jutro mam rozprawę. Jestem wykończona. Od 2 miesięcy, odkąd mąż dostał pozew, szykanuje mnie, w każdej minucie, kiedy tylko może. Jest obok zawsze, choć ja tego sobie nie życzę, z przyklejonym uśmiechem, widocznym z daleka, do mnie cedzi słowa pełne nienawiści, groźby, oszczerstwa. Nie wyprowadziłam się, najpierw licząc na jakieś porozumienie, potem ze strachu o dzieci - że po szkole i po pracy np. będę je szukac po mieście bo on np. je odbierze i gdzieć wywiezie - ma prawo!
Liczyłam ,że sąd na pierwszej rozprawie coś w kwestii opieki nad dziećmi postanowi i będe mogła się z nimi wyprowadzić (paranoja - uciekac z własnego domu). Ale osoby znające sie na rzeczy mówią, że mam na zbyt wiele nie liczyc podczas tej pierwszej rozprawy. A nastepna może być za pare miesięcy. Nie wyobrażam sobie kolejnych paru miesięcy pod jednym dachem. Czuję jakbym stała przed ścianą, jestem bezradna wobec jego zagrywek, uwag, manipulacji dziećmi (robi wszystko, byle się kręciły wyłacznie wokół niego - a potem zabiera je byle dalej ode mnie - a wczesniej w ogóle ich nie zauważał). Po prostu ręce mi opadają, a czas płynie, czuję, że powinnam coś zrobić, a boję się zrobic jakiegoś złego ruchu, który by naraził dzieci na jakis jego odwet. One są narzędziem w jego ręku. Boję się, boję. Choc udaję twardą. Pomocy!!!
    • argentusa Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 06.06.11, 10:57
      Estimata -bądź pewna, ze mężowi to nadmiarowe zainteresowanie dziećmi przejdzie. W końcu sie zmęczy. Jeśli do tej pory niewiele iał kontaktu z nimi, to w końcu odpuści. Bo tak ludzie mają.
      A jesli był dobrym tata to takim zainteresowaniem dzieciaki tylko zyskają smile nie martw się za dużo, dowiesz się już jutro smile trzymam kciuki.
      Ar.
    • i.rys Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 06.06.11, 11:31
      W każdym mieście wojewódzkim funkcjonuje MOPR a przy nim Dział Interwencji Kryzysowej – zwykle czynny całą dobę:
      www.interwencjakryzysowa.pl/osrodki-interwencji-kryzysowej
      Są tam dyżury psychologów, którzy przyjmują bezpłatnie. Oczywiście terminy są zwykle odległe ale nie zrażaj się tym! Zarezerwuj wizytę i poproś by w sytuacji gdy ktoś zrezygnuje ze spotkania zadzwonili do Ciebie. Pamiętaj też, że w sytuacji nagłej możesz się tam pojawić z marszu.
      Przy Sądach Rejonowych w określone dni funkcjonują dyżury specjalistów: prawników, psychologów, terapeutów (trochę im udzieli programy ale sprawdź co jest dostępne u Ciebie).
      Jeśli dzieci są w wieku szkolnym i uznasz, że zmiany w ich zachowaniu są niepokojące lub sama będziesz chciała porozmawiać z psychologiem czy pedagogiem to w Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej możesz umówić bezpłatną wizytę.
      W każdej z tych Instytucji nie daj się zbyć! Jeśli przekonasz ich, że potrzebujesz wsparcia udziela go nawet poza grafikiem spotkań.

      Zastanów się także nad ofertą Niebieskiej Linii:
      www.niebieskalinia.pl/index.php?assign=ofiary_przemocy
      Niestety moje doświadczenie jest takie, że dopóki nie ulegacie przemocy fizycznej to jesteście tylko „małym i mniej pilnym problemem”. Przemoc i presja psychiczna nie jest powodem do alarmu. Jeśli opadną Ci skrzydła a osoby zatrudnione w Instytucjach potraktują Cię i Twoje problemy przez palce to pozostaje Ci oferta płatna lub fora dla osób doświadczających przemocy w rodzinie.
      Istotnie – nie licz na jakieś istotne rozstrzygnięcia na pierwszej rozprawie.
      To co ważne – jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś w pozwie – to koniecznie na sprawie złóż (pisemnie lub ustnie ale wówczas dopilnuj by to zaprotokołowano!!) wniosek by miejsce dzieci było określone przy matce i by na czas trwania postępowania zabezpieczono to roszczenie oraz kwoty alimentów, o które wnioskowałaś. Zapis określający miejsce dzieci przy matce sprawia, że ojciec z pełnią praw musi na Jej żądanie oddawać dzieci pod jej opiekę. Zabezpieczenie alimentów (zwykle niższe od wnioskowanej kwoty) to też sposób na zachowanie płynności finansowej.
      Jeśli mąż będzie taki jak sądzisz to spędzisz w Sądzie przynajmniej rok… wiele też zależy od lokalizacji Sądu i od tego jak szybko zainteresuje się kimś nowym (czego życzę, bo wtedy będzie miał mniej czasu i energii na „umilanie” życia Tobie).
    • i.rys Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 06.06.11, 11:38
      A jak już bardzo będziesz miała dość to napisz: i.rys@gazeta.pl i przejdziemy na inną formę komunikacji.
      • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 06.06.11, 14:29
        Faktycznie, z niebieskiej linii juz korzystałam, udzielono mi porady. Nic praktycznego. Moje "mam dosć" wynika z bezsilności wobec jego zagrywek poniżej pasa i z tego, że uzywa do ich realizacji dzieci. Mam nadzieję, że to miejsce dzieci bedzie przy mnie ustalone, trzymaj kciuki za to. To mi znacznie ułatwi życie, zwłaszcza, jeśli dodatkowo uda się ustalić sposób kontaktów (nie zamierzam żałować, niech sie spotyka ile chce - albo na ile mu starczy zapału... ale chcę wiedzieć jak i kiedy a nie spodziewać się zawsze i wszędzie).
        • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 06.06.11, 16:17
          Dla mnie to jest takie bicie piany.
          Albo piszesz z czym masz problem, albo nic nie mówisz.
          Jeśli tak wygląda wasza komunikacja, to dzieciom współczuję.
          Na jakieś konkrety można coś poradzić, na jakieś bleblanie nic nie można pomóc.
          • noname2002 Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 06.06.11, 18:14
            Altz, przecież napisała w pierwszych zdaniach, myślisz, że to przyjemne jak ktoś za Tobą wszędzie chodzi i Ci mówi różne okropne rzeczy? I nie jesteś w stanie we własnym domu się odprężyć i czuć się bezpiecznie?
            • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 06.06.11, 21:12
              Jasne że nie jest przyjemne już sam pobyt byłej bliskiej osoby razem. wink
              Liczy się jednak konkret. "Zagrywki poniżej pasa" nic nie oznacza, pewno dlatego nie dało się nic zrobić w sprawie rzekomej przemocy domowej. Piszę "rzekomej", bo nic nie wiem na ten temat, oprócz tego, że Autorce jest niemiło.

              Jeśli groźba jest w rodzaju: "nie dasz sobie rady i nikt ci nie pomoże" a w rodzaju groźby uszkodzenia ciała czy zabójstwa, to jednak jest zupełnie inna sprawa. Myślę, że się z tym zgodzisz?
              Pierwsze trzeba ignorować, a drugie trzeba dyskretnie nagrać i ujawnić w sprzyjającym czasie, ale ignorować nie wolno.
              Tu jest rozwód, a nie odprężalnia, lekko nie może być, taka jest brutalna prawda. Dom jest pewnie wspólny, a jak ktoś nie umie znieść takich rzeczy czy sensownie zareagować, to jak później doprowadzić sprawy do końca i się definitywnie rozstać bez przeciągania latami?
              • noname2002 Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 07.06.11, 08:01
                Napisz Estimato jak poszło na rozprawie. Trzymam kciuki.
                • anka_cyganka35 Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 07.06.11, 09:24
                  trzymam kciuki. daj znac po sprawie.
                  • pandora81 Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 07.06.11, 09:33
                    Ja też trzymam kciuki. Widzę, że jest ci ciężko, ale zaciśnij ząbki, niedługo wszystko się ułoży i będzie łatwiej smile Daj znać co tam na rozprawie
                    • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 20.06.11, 14:49
                      Było tragicznie, jest tragicznie, i bedzie pewnie też. Mąz z pewnością siebie, jak i jego adwokat, z podniesiona głowa kłamał w żywe oczy - że on się zawsze dziećmi zajmował a ja nie. Nie przesłuchano żadnego świadka. Nie wysłuchano żadnych argumentów. Na mój wniosek zabezpieczenia opieki przy mnie sąd odmówił, skierował nas do RODK, ustalił tylko sposób spędzania weekendów oraz wakacji - po połowie, nie zważając na wiek dzieci (najmłodsze 3 lata) oraz moje słowa - że nigdy z ojcem tak długo nie zostawały same. RODK Bóg wie kiedy, orzeczenie musze respektować, dzieci cierpią a on mnie szantażuje, że mi dzieci odbierze, bo sąd niejako stanął po jego stronie. Przez 3 tygodnie nie pisałam, bo byłam tak zgnebiona. Oczywiście, zgromadziłam już góre dowodów na to, kto sie dziećmi zajmował. Ale nastepna sprawa bedzie pewnie za pare miesięcy a dzieci na wakacje muszę dać. Mówi, że jesli będe chciała je odwiedzić, to wyjedzie, albo zamknie je tak, aby nie mogły mnie nawet zobaczyć. Już weekendy są trudne, nie wyobrażam sobie wakacji. A on mi macha orzeczeniem sądu, mówiąc, że sąd mnie wreszcie nauczy porządku. Oto Twoje konkrety, Alz!!! Czuję się bezsilna. Robie wszystko co mogę, ale prawo musze respektować, bo maż jest niebezpiecznym człowiekiem i wykorzysta z pewnością wszelkie postępowanie typu zmiana zamków, odmowa wydania dziecka etc. Krzywdy fizycznie dzieciom nie robi, szkody w psychoce trudniej udowodnić. Jak RODK będzie za pare miesięcy, strach pomysleć, jakie beda nastepstwa dla nich. Może powinnam cos zrobić, faktycznie go wywalić etc. Ale boję się nastepstw. Adwokat (dobry, z opinią, znany jako skuteczny) mówi, że wszystko jest na dobrej drodze, że czekać. Ale to moje dzieci a nie adokata płaczą.
                      • mobu Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 21.06.11, 09:32
                        Estimata,
                        Czytam Cię od początku Twoich zmagań i wiem, że jesteś silną, mądrą kobietą.
                        Chciałam nawet napisać do Ciebie, bo obawiałam się, że jesteś w dołku, tak cicho siedzisz.
                        Te zagrywki zapewne mają na celu złamanie Cię, gdy będziesz się bała pewnie łatwiej będzie mężowi coś "ugrać". Macie wspólny majątek, oszczędności, długi?
                        Poza tym nie wyobrażam sobie, że mąż wytrzyma z dzieciakami sam przez miesiąc. Nawet jak wezwie mamusię do pomocy. Nie wyobrażam sobie trzylatka bez mamy przez miesiąc. Da im popalić. Wiem, że ciężkie to wszystko. Masz dowody, sąd przyzna Ci opiekę nad dziećmi. To co twierdzi mąż będzie obalone. Szkoda, że trafiło na wakacje.
                        Czy mąż ma zamiar się wyprowadzić przed wakacjami? Bo tylko tak może się odegrać zabierając ci dzieci. Potraktuj to jak plus, bo raczej już nie wróci, a może odda dzieci po dwóch tygodniach.
                        Swoją drogą co za gość, żeby tak szarpać się z dzieciakami.

                        Wiem, że gadanie- będzie dobrze- nic Ci nie da.
                        Tak więc- bądź silna, nie załamuj się.
                        Dzieci są małe, ale mądre i naprawdę dużo mogą znieść bez uszczerbku na psychice.

                        Pozdrawiam
                        • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 21.06.11, 14:21
                          Nie zamierza się wyprowdzać w ogóle. Jego postawa jest taka: nie chce rozwodu. Jedniczesnie gnoi mnie i straszy na każdym kroku. Na przykład wczoraj przy dzieciach szyderskim tonem świadczył kulturalnym gładkim głosem, że jestem wariatka i on dopilnuje aby ktoś taki jak ja nie wychowywał JEGO dzieci. Że trafię do zakładu zamknietego, bo to co JA wyprawiam (czyli rozwód) to spowoduje. Z jednej strony deklaruje, ze widzi szanse naprawy małżeństwa z drugiej takie wisty. On jest moim zdaniem chory. Zreszta kiedyś się leczył.
                          A co do wakacji i zmęczenia - no nie wiem. Mały da mu popalić i córka też, ale i on im także. On się nie męczy, on jest jak robot. Jak sobie coś założy to po trupach ale realizuje. A co gorsza, w pierwszej ocenie na ogół wypada pozytywnie, mało kto poznaje się od razu (choc już po paru razach tak).

                          Rzeczywiście miałam dół. I nadal mam.
                          Więc dzieki za miłe słowa
                      • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 21.06.11, 09:46
                        Daj sobie na luz, takie numery kobiety robią facetom nagminnie i ci jakoś dają radę, Ty też dasz radę. Dziecko 3-letnie już jest dość duże, że nie musi mieć stale mamy przy sobie, gorzej pewno to Ty znosisz. Dzieci sobie dadzą radę, o ile to nie jest obóz pracy. wink Dziecko nie szklanka, nie zbije się. Uwierz też trochę w ojca dzieci, krzywdy im nie zrobi. Ma dzieci przez miesiąc, Ty na drugi, będzie dobrze.
                        Facet głupio gada, mam nadzieję, że nie przy dzieciach, ale przy takich akcjach raczej przy dzieciach też tak gada. Będzie badanie w RODK, to się dowiesz, jak było, najwyżej będzie Ci łatwiej zabrać ojcu dzieci, jeśli będzie głupio robił.
                        Zajmij sobie jakoś ten czas, może pojedziesz do znajomych, bo zawsze nie było czasu? Może na jakiś kurs wspinaczkowy? Wykombinuj coś, byle nie siedzieć w domu i nie rozpaczać.
                        • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 21.06.11, 14:27
                          No głupio robi tez przy dzieciach, oczywiście.
                          Z drugiej strony je przekupuje. Tyle prezentów co od tych paru miesięcy od niego nie sotały przez całe życie. I jest przy nich bez przerwy (teraz, wczesniej wcale). Kiedy ja chcę cokolwiek z nimi zrobić np. poczytać, zbudować z klocków - wyskakuje jak królik z cylindra i przejmuje pałeczkę - a jest ekspansywny. Czuje się bezsilna...
                          Co do zagospodarowania czasu, nie mam z tym kłopotów. Kobieta, jak mówią, zawsze ma w domu coś do roboty, bo raczej o kursach wspinaczkowych i rozrywkach nie myślę. Nie mam weny. Bez sensu podejmować coś atrakcyjnego, skoro i tak nie cieszy...
                          • i.rys Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 21.06.11, 15:12
                            Przewlekłość Sprawiedliwości sprawia, że z jednej strony Ty długo będziesz czekać na kolejną rozprawę i badanie w Rodku ale z drugiej strony On długo będzie czekał na termin rozprawy o ukaranie Ciebie grzywną za nie stosowanie się przez Ciebie do wyroku Sądu w kwestii np. wakacyjnego pobytu dzieci pod opieką ojca.

                            A dlaczego Ten dobry adwokat nie zażalił takiej decyzji Sądu?
                            Jeśli czujesz, że realizacja wyroku przyniesie szkodę emocjonalną dzieciom to ich nie wydawaj. Nawet jeśli mąż będzie machał prawomocnym orzeczeniem Sądu a dwóch policjantów będzie stało nad Twoją głową to:
                            - nie mają prawa wziąć dzieci siłą
                            - wejść do Twojego mieszkania siłą
                            - zmusić Cię jakkolwiek do realizacji orzeczenia
                            To co mogą:
                            - pouczyć Cię o tym co powinnaś
                            - sporządzić notatkę, która zostanie wykorzystana przeciwko Tobie w Sądzie
                            - a mąż może złożyć wniosek do Sądu o ukaranie Ciebie i poczekać ok. 2 mies. na termin rozprawy - a to już będzie po wakacjach smile

                            I oczywiście jeśli mąż idzie przez życie po trupach to On może zgotować Wam podczas wakacji piekło i może pod Twoją nieobecność podebrać dzieci i wywieźć je w miejsce Tobie nie znane... jeśli sądzisz, że ma takie warunki by taki manewr wykonać to płacz w poduszkę ale wybierz mniejsze zło... i licz na to, że po kilku dniach sam zrezygnuje z tematu, bo przerośnie go skala obowiązków.
                            • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 21.06.11, 15:33
                              Matka porwie dziecko, potem ojciec się zrewanżuje i zabierze z podwórka...
                              Taka głupia wojna, w której będą tracić dzieci.
                              Sąd orzekł równy udział w wakacjach, niech tak będzie, nikomu krzywda się nie stanie.
                              Jeśli to nie jest psychopata latający z nożem albo upijający dzieci wódką do snu, to nie warto proponować pełnego wrażeń stylu walki, bo on to podejmie i oboje będą winni.
                              Bez przesady z tym płakaniem w poduszkę, dzieci żyją, są zdrowe, krzywda im się nie stanie, nawet jeśli będą kilka dni chodziły w tych samych rzeczach.
                              • i.rys Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 22.06.11, 09:28
                                Nie proponuję tylko informuję o możliwościach i prawdopodobnych konsekwencjach dokonywanych wyborów smile
                                Co do tego, że dzieci przeżyją - nie wątpie ale poczucie tego czy zostaną podczas tego pobytu w jakiś sposób zachowaniem ojca skrzywdzone jest subiektywne i nie chodzi tylko o to, że może nie będą codziennie myte czy nie będą miały co dzień innej zupy na stole...
                                Czasami rodzice, toczący emocjonalne potyczki z drugim rodzicem, krzywdzą emocjonalnie także dzieci i nawet tego nie dostrzegają... czasami nawet sądzą, że robią to z miłości... Niestety opis zachowań męża autorki wątku wskazuje na realne zagrożenie, że to nie będzie łatwy pobyt dla dzieci i że te dzieci emocjonalnie bezpieczne pod opieką ojca nie będą... ale może się mylę...
                                • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 22.06.11, 14:10
                                  > Czasami rodzice, toczący emocjonalne potyczki z drugim rodzicem, krzywdzą emocj
                                  > onalnie także dzieci i nawet tego nie dostrzegają... czasami nawet sądzą, że ro
                                  > bią to z miłości...
                                  Obawiam się, że nie czasami, ale często. sad
                                  Myślę, że zazwyczaj wtedy robią to obie strony.
                                  Nie było napisane, jakie zagrożenie stanowi dla dzieci ojciec, więc myślę, że realnie nie stanowi.
                                  Najgorzej, że jest wobec siebie nastawienie wrogie. Myślę, oboje są siebie warci, choćby tak samo uparci.
                                  Ojciec będzie szedł w kierunku pokazania, jaki jest świetny i może być problem po miesiącu z porządkiem i zasadami, ale ja bym się poza tym nie obawiał o dzieci. Myślę, że takie wakacje wyjdą obojgu rodzicom na plus, ojciec zauważy pewne problemy, których sobie nie wyobrażał, matka się odpępkuje trochę od dzieci i zobaczy, że nie jest niezastąpiona, a dzieci nie szkło i nie zbiją się. Byle tylko nie było codziennych telefonów, to się sytuacja uspokoi.
                                  • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 12:44
                                    Bez urazy, rozpuszczanie dzieci na złośc matce lub po to by je przekupić nie jest dobre. Jak również fundowanie małym dzieciom rozłąki z matką bez istotnego powodu. Ja rozumiem wyjazd np. nad morze, ale kiedy sa na miejscu, nocowanie po rodzinie byle nie w domu nie jest dla mnie do przyjęcia. I nie mów o upartustwie obu stron - ja tak nie robię, choc bym mogła, bo mam lepsze warunki po temu niz on. Jednak podczas "moich weekendów" wracam na noc z dziecmi do domu, robie im w domu obiad, wyjeżdzam i wychodzę, owszem, ale nie na siłę. I kiedy ojcu pasuje i chce, to w tym czasie nie staram sie sztucznie odizolować dzieci od niego. Podczas wakacji, z wyjątkiem tygodniowego wyjazdu dalej, zadeklarowałam mozliwość odwiedzin (w poprzednich latach ani razu nie skorzystał!!!). On natomiast twardo deklaruje, że zamknie dzieci, lub wywiezie, byle mnie nie zobaczyły, jeśli przyjadę. Przy czym chodzi o przyjazd na własną działkę. Uważam, że to jest stwarzanie nienaturalnych sytuacji, ostre cięcia w stosunku do dzieci. To nie o to chodzi, że ja nie wytrzymam. To one nie będą rozumiały co sie dzieje, dlaczego muszą byc odseparowane od matki - nagle i bez powodu. Uważam, że normalni dorośli ludzie powinni dzieciom stres minimalizować a nie pogłębiać. Jednak dla mojego męża tak naprawde liczy sie tylko jego cel, a nie to co czuja dzieci. A jego celem, jak to sam wielokrotnie zaznaczył jest aby mnie zniszczyć. I tez juz wczesniej m ówił, że uzyje do tego celu dzieci. Niestety, nie mam na to dowodów, jest tylko moja pamięć, troche pamięta starsze dziecko z tych awantur, ale przeciez to tylko dziecko. A poniewaz rozumie o co chodzi, to bardzo się boi - jedyne dziecko, które juz pojmuje o co tu chodzi. Jedyne, które sobie poradzi w sensie praktycznym, ale kto wie, co w środku. I to dziecko jest świadome, że tata będzie wściekły, jesli zajmie otwarcie moją stronę. A z drugiej strony nie chce być z nim, nawet na wakacjach.
                                    Nie mów mi, że tu chodzi o odpępnienie. To chodzi o bezpieczeństwo emocjonalne moich dzieci.
                                    • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 14:24
                                      Mąż gada, bo gada. Głupio robi, bo tak nawet nie powinno się myśleć, a co dopiero opowiadać.
                                      Rozpuszczanie nie jest dobre, przekupstwo też nie, tak samo niepozwalanie na kontakty w zdrowym zakresie. Ale sama popatrz, że z dzieckiem 3-letnim nie porozmawia się przez telefon, a niszczenie spokoju przez odwiedziny mamy czy taty, którzy będą się codziennie użalać nad maleństwem, to też nie jest dobre, dziecko będzie wtedy kompletnie rozbite emocjonalnie. Ja sobie tego nie wyobrażam, a mam duże doświadczenia z dziećmi. Lepiej zrobić cały dzień przerwy, niechby dziecko pobyło cały dzień z drugim rodzicem, razem z nocą, niż się spotykać na godzinę i iść do domu. Mam nadzieję, że takich stresów nie zafundujesz dziecku.
                                      Starsze dziecko jest między młotem, a kowadłem, myślę, że przy tym poziomie emocji, nie będzie z Tobą rozmawiać szczerze i będzie się obawiać Was obojga.
                                      Szkoda mi Was, ale jeszcze bardziej żal mi dzieci, bo te dopiero mają jazdy z takimi rodzicami.
                                      Myślę, że oboje z osobna jesteście sympatycznymi ludźmi, ale razem to już jest ładunek wybuchowy.
                                      Dziecko bezpieczeństwa emocjonalnego teraz nie ma, już gorzej mieć nie będzie.
                                      • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 18:45
                                        Ależ ja nie chcę wpadac na godzinę. Niech sobie jedzie nad morze nawet. Ale na tydzień, 5 dni. A potem np. 2-3 dni ze mną, nawet w jego obecności, prosze bardzo i potem niech jedzie jeszcze raz. Nie miej mnie za taką kretynkę, które nie wie, że godzinny czy parogodzinny pobyt matki po paru dniach rozłąki ich nie wytrąci z równowagi - ja tego nie chcę. Ja chcę co pare dni z nimi pobyć, aby miały szansę mi opowiedzieć jak było fajnie, naładować akumulatory i nastawić się na fajny ciąg dalszy. Naprawdę nie staram się przenosić moich animozji do męża na dzieci, choć ty, zdaje się, to właśnie sugerujesz!!!
                                        • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 20:13
                                          To dobrze, że to czujesz, chociaż szczerze miałem wątpliwości co do tego.
                                          Natomiast mam pewność, że ojciec tego nie czuje.

                                          > Naprawdę nie staram się przenosić moich animozji do męża
                                          > na dzieci, choć ty, zdaje się, to właśnie sugerujesz!!!
                                          Starać się to połowa sukcesu. Jednak ja nie wierzę, że przy takim poziomie emocji nie przekazujesz. Dziecko widzi wszystko. Nawet, gdybyś nic nie mówiła, to ono czuje wszystko i jakoś na to reaguje.
                            • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 12:30
                              Niestety sądzę, że tak może zrobić i właśnie dlatego sie jeszcze nie wyprowadziłam. Bo by zabierał te dzieci gdybym tylko do sklepu poszła. Zresztą nie zgłosiłam wniosku o uchylenie postanowienia sądu w sprawie tego podziału właśnie licząc na to, że pomimo wszystko jest to mniejsze zło niż sytuacja, jaką stwarzał od chwili otrzymania pozwu - śledzenie mnie, krytykowanie na każdym kroku, odciąganie dzieci itd. Oraz brak zgody na jakikolwiek podział (udało sie tylko w świeta, że ja jeden dzień a on drugi). Gdybym się od tego odwołała, CAŁE wakacje by mi zabierał dzieci (a dotąd przez lata nie spędzał z nami wakacji, bo NIE MÓGŁ WZIĄĆ URLOPU HA-HA). Może faktycznie sie przekona, mając je przez parę dni z rzędu, jakie skutki jak dotąd ma jego zachowanie, chocby w kwestii tego, że nie słuchają lub z łaską - bo tata przeciez na wszystko pozwala. No i jednak liczę na to, że po 2 pierwszych tygodniach mu się znudzi. A jego rodzinka skłonna do pomocy nie jest (zreszta wcale bym nie chciała, mają specyficzną moralność). Niemniej jednak pocieszyłaś mnie tym co piszesz w sprawie postawienia się. Jak bedzie trzeba to tak zrobię, a już na pewno po wakacjach. A jeszcze w ich trakcie postaram sie pod jego nieobecnośc wynieść z dziećmi i wystapić o dalsze wytyczne w sprawie kontaktów. Nie wiesz, czy moge bez jego zgody przemeldowac dzieci?
                        • real.gejsza Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 21.06.11, 14:51
                          altz napisał:

                          > Daj sobie na luz, takie numery kobiety robią facetom nagminnie i ci jakoś dają
                          > radę, Ty też dasz radę. Dziecko 3-letnie już jest dość duże, że nie musi mieć s
                          > tale mamy przy sobie, gorzej pewno to Ty znosisz. Dzieci sobie dadzą radę, o il
                          > e to nie jest obóz pracy. wink Dziecko nie szklanka, nie zbije się. Uwierz też tr
                          > ochę w ojca dzieci, krzywdy im nie zrobi. Ma dzieci przez miesiąc, Ty na drugi,
                          > będzie dobrze.
                          Altz z całym szacunkiem, ale ostatnio moim zdaniem głupoty pleciesz. 3 letnie dziecko, którym do tej pory zajmowała się matka ma nie widziec jej cały miesiąc i to jest twoim zdaniem ok? Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

                          • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 21.06.11, 15:42
                            Nie twierdzę, że jest OK. Jakiś kontakt powinien być, a na pewno informacja o zdrowiu dziecka i zachowaniu. Rodzice mają do niego prawo. Tutaj facet przegina i to mocno.
                            Rozmowa telefoniczna odpada, bo to jest za małe dziecko, żeby potrafiło rozmawiać przez telefon.
                            Ale wiszenie nad kimś stale też jest bez sensu i też nie warto przecież zostawać blisko domu tylko dlatego, że drugi z rodziców będzie chciał się zobaczyć z dzieckiem. Mieszkali razem, dziecko jest przyzwyczajone do obojga rodziców i miesiąc sobie da radę, tragedii nie ma.
                            • real.gejsza Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 21.06.11, 16:02
                              Ciekawa jestem czy tatuś ma takie mozliwości urlopowe by wyjechac z dzieckiem na miesiac? Uważam,ze dla dobra dzieci wyjazd na wakacje z ojcem powinien byc, jak najbardziej ale na okres czasu dostosowany do wieku dziecka/dzieci. W przypadku takiego 3 latka to np.tydzień jednorazowo. Nic nie stoi na przeszkodzie by za jakiś czas ponownie wyjechac, na kolejny tydzień. Tylko by miec takie podejście trzeba miec choć odrobinę dobrej woli i mysleć o dziecku a nie o sobie i by utruć życie kobiecie.
                              Mimo wszystko ubolewam nad tym ze Sąd olał sprawę i klepnał to co klepnął. Przeciez jego nadrzednym celem jest zadbanie o dobro dziecka...
                              • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 22.06.11, 14:13
                                Zgadzam się z Tobą. Tydzień u matki, potem tydzień u ojca i znowu ojciec... W ten sposób doszliśmy do opieki naprzemiennej, której ja jestem zwolennikiem. smile
                                Uważam, że oboje rodzice są równie ważni i dzieciom potrzebni, stąd taka symetria.
                                • real.gejsza Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 22.06.11, 16:25
                                  Ja zwolenniczką opieki naprzemiennej NIE jestem. Ten tydzień z matką, tydzień z ojcem to tylko w kwestiach wakacyjnych. Dziecko to nie walizka, którą się przestawia. Ty chciałbys tak skakac z kwiatka na kwiatek, nigdzie nie czując się tak naprawdę u siebie?
                                  Poza tym rodzice, którzy zdecydują sie na takie typ opieki musza miec z założenia dobre relacje ze sobą, wspólny plan wychowawczy i wiele innych. Jezeli oboje tak to widzą i dziecku to nie przeszkadza ( oczywiście gdy jest w takim wieku ze sam potrafi się na ten temat wypowiedzieć) to ok, ich wybór. Jednak człowiek, który ewidentnie robi eks na złość, do opieki naprzemiennej się nie nadaje. Nadaje się ewentualnie na kozetkę do terapeuty albo na jakies elektrowstrząsy. Mozna by jeszcze zaproponowac trepanację czaszki- kiedyś robiono takie zabiegi by zły duch miał którędy się wydostać wink
                                  • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 22.06.11, 16:58
                                    > Dziecko to nie walizka, którą się przestawia. Ty chciałbys tak skakac z kwiatka na kwiatek,
                                    > nigdzie nie czując się tak naprawdę u siebie?
                                    A jeśli jest i czuje się w obu domach u siebie? wink

                                    > Poza tym rodzice, którzy zdecydują sie na takie typ opieki musza miec z założe
                                    > nia dobre relacje ze sobą, wspólny plan wychowawczy i wiele innych.
                                    Fakt, muszą się jakoś dogadywać, chociaż średnio.

                                    Tutaj oboje są uparci i robią sobie na złość, to co, zabrać dzieci i oddać do rodziny zastępczej? wink
                                    Też nie, na pewno się zgodzisz. Dlatego, według mnie, decyzja sądu wyjątkowo w tym przypadku to takie mniejsze zło.
                                    • real.gejsza Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 22.06.11, 22:34
                                      altz napisał:

                                      > > Dziecko to nie walizka, którą się przestawia. Ty chciałbys tak skakac z k
                                      > wiatka na kwiatek,
                                      > > nigdzie nie czując się tak naprawdę u siebie?
                                      > A jeśli jest i czuje się w obu domach u siebie? wink

                                      Nie wiem Altz w jakim wieku masz dzieci, ale dla maluchów a takie ma założycielka wątku opieka naprzemienna byłaby krzywdą. Dziecko musi miec zapewnione poczucie bezpieczeństwa, swoj dom i bazę z której wyrusza np do taty. W przypadku starszych dzieci, które same podejmują decyzje albo przynajmniej współdecydują opieka naprzemienna moze w niektórych sytuacjach wyjśc na zdrowie.
                                      >
                                      > Tutaj oboje są uparci i robią sobie na złość, to co, zabrać dzieci i oddać do r
                                      > odziny zastępczej? wink
                                      > Też nie, na pewno się zgodzisz. Dlatego, według mnie, decyzja sądu wyjątkowo w
                                      > tym przypadku to takie mniejsze zło.

                                      Dlaczego zabrac do rodziny zastępczej? Co ma piernik do wiatraka? To że kobieta martwi się o dzieci, jak zniosą rozłąkę ( a ma ku temu podstawy bo to małe dzieci i ona de facto sprawowała nad nimi opiekę) oznacza dla Ciebie, ze robi facetowi na złość? Nie, decyzja sądu w moim odczuciu jest wynikiem nygustwa i olewczego podejścia do sprawy. Nie chciało się po prostu wgłębić w sytuację. Z reszta pewnie nie było czasu, bo kolejna sprawa na wokandzie.
                                      • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 22.06.11, 22:59
                                        > To że kobieta martwi się o dzieci, jak zniosą rozłąkę ( a ma ku temu podstawy bo to małe dzi
                                        > eci i ona de facto sprawowała nad nimi opiekę) oznacza dla Ciebie, ze robi face
                                        > towi na złość?
                                        Ojciec dzieci zabiera, więc się nimi zajmuje. Pewno nigdy nie był z dziećmi tak długo, ale kiedyś musi być pierwszy raz. Myślę, że mama reaguje histerycznie, mam nadzieję, że nie będzie się tak zachowywała przy dzieciach i nie nakręcała dzieci podczas wakacji z ojcem.
                                        Według mnie, spokój jest najważniejszy dla dzieci i dla rodziców, obawiałbym się zachowania pokroju agresywnych, jakie proponuje plujka. Wojna nikomu nie służy, a będzie nakręcać ojca dzieci, w sądzie też nie pomoże. Wygra spokojniejszy i zrównoważony, a wtedy wygrają dzieci.
                                        Dobrze, że sąd dał szansę ojcu, szkoda, że ojciec nie zachowuje się w porządku, tylko robi dym, ale pewnie gdyby był spolegliwy, wtedy nigdy by nie dostał dzieci na wakacje, takie jest życie, albo kogoś kopiesz, albo jesteś kopany przy rozwodzie w naszym kraju.
                                        • real.gejsza Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 22.06.11, 23:12
                                          altz napisał:
                                          takie jest życie, albo kogoś kopiesz, albo jesteś kopany przy r
                                          > ozwodzie w naszym kraju.

                                          gorzka refleksja, ale w wielu przypadkach niestety prawdziwa. Szkoda tylko ze w takich sytuacjach nie zwycięża zdrowy rozsądek.
                            • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 12:45
                              Nie jest przyzwyczajone do obojga, ot co. Bo go w domu nie bywało znacznie więcej niż bywało. Jest przyzwyczajone do jego kapci w przedpokoju i tyle.
              • niutka Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 20:43
                altz napisał:

                > Jeśli groźba jest w rodzaju: "nie dasz sobie rady i nikt ci nie pomoże" a w rod
                > zaju groźby uszkodzenia ciała czy zabójstwa, to jednak jest zupełnie inna spraw
                > a. Myślę, że się z tym zgodzisz?
                > Pierwsze trzeba ignorować, a drugie trzeba dyskretnie nagrać i ujawnić w sprzyj
                > ającym czasie, ale ignorować nie wolno.

                A uwazasz, ze to pierwsze to nie godzi w kobiete? W jej poczucie wlasnej wartosci? Jesli tak , to bardzo sie mylisz. Ale cale szczescie mozna, a nawet trzeba, podniesc sie po ponizaniu psychicznym (z pomoca specjalisty). Ja potrafilam. I teraz szlag ex meza trafia, ze swietnie radze sobie bez jego obecnosci...
        • pokopanka Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 07.06.11, 16:25
          kontkt niebieska linia powinien zaobligować Cię do założenia iebieskiej karty na policji, przemoc psychiczna jest wystraczającym tego powodem, nie musisz być bita, sąsiedzi nie muszą skarżyć, policja nie musi interweniować - żeby ją założyć
          wiem, bo sama ją mam, pomimo tych wszystkich powyżej, "tylko" w oparciu o przemoc psychiczną
          sporo odwagi mi zajęło jej załozenie i odwaga mi się skończyła, żeby z niej skorzytać na okoliczność wezwania policji w syt.kryzysowej...ale dodała mi odwagi
          trafiłam na sensowengo policjanta, który po wstępie zapytał krotko, czemu przyszła pani dopiero teraz
          inna sprawa, że gdybym trafiła na swojego dzielnicowego (akurat był na zwolnieniu i trafiłam na zastępstwo), to z jego podejściem do sprawy byłoby wymiernie gorzej (wiem z rozmów, które musiał z urzędu odbyć ze mną podczas wizyt w domu)
          wiele zależy od "przyjmującego", ale to co piszesz jest wystraczająco nieprawidłowe
          • plujeczka Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 22.06.11, 20:31
            bardzo Ci współczuję a także wszystkim kobietom, które toczą walkę z takimichamami bo ,ze jest to perfifny cham to nie mam złudzeń i świetny manipulant.Swoją drogą a sama odczułam to na własnej skórze w sądach wcale kobietom nie jest łatwiej w walce o swoje prawa i prawa dzieci.Nie umiemci nic poradzic ponieważ sama przeszłam pieko ze strony exmeza ale mialam to szczescie ,ze mojedziecko w momencie znikniecia z naszego zycia exa byłodorosłe i nie musiałam toczycbatalii o widzenia, wakacje itp.sama nie wiem jak bym przezto przeszła.Jesli jestes wierzaca (bo ja nie) to moze zaufaj losowi, nie daj sie złamać psychicznie bo o to mu chodzi a jesli czujesz sie słaba to idźdo psychiatry po dobre leki, kóre Cie " spionizują" i dadza siłę do walki bo ,ze bedzie zaciekławalka to nie wątpię.
            Szkoda dzieci a juz odwoływanie sie do przekupstwa zabawkami, słodyczami i innymirozrrywaki w stosnkudo dzieci po to aby osiągnacsówj własny cel jest po prostu świnstwemżeby nie nazwac tego inaczej. Naprawde ogromnie współczuje ale wierze ,ze wyjdzieszztego zwyciesko choc stracisz zdrowie, nerwy i chec do zycia ale moze póxniej bedzie lepiej? pamietaj o jednym dzieci rosna, nie stoja w miejscu,pożniejduzo rozumieją i same potrafia wiele rzeczy ocenic tylko music pilnowc tego aby nie "zrył" im psychiki .Trzymaj sie i wiedz o jednym KOBIETY SĄ silne tylko o tym czasami nie wiedzą.
            • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 13:00
              Dzieki wielkie. Niestety, dzieci rosną a małe zapominają, co było wczesniej. Już niedługo zapomną, że go dotąd nie było, bo teraz jest super. Raj na okrągło, zabawki, rozrywki, zero wymagań, hulaj dusza. W oprzypadku starszego inna sprawa, ono widzi manipulację i się boi co on jeszcze wymysli. I widzę, że boi się o mnie i to mnie najbardziej wścieka, że to dziecko za szybko czyje się dorosłe, bo palant sie tak zachowuje. A maluszków mi żal, a krew mnie zalewa z bezsilności. Liczyłam naprawdę na rozsądne rozwiązania na rozprawie, a tak naprawdę sąd spowodował tylko zaostrzenie konfliktu i przeciąganie go na wiele miesięcy. Czuje sie zawiedziona. Czy nie można było wyznaczyć kolejnej sprawy szybciej, obejrzeć dowody na opiekę nad dziećmi, wysłuchac świadków - a nie tak w czambuł wyznaczać coś co ma trwać przez wiele miesięcy? Bo on sprawia dobre wrażenie? Jest ładny, gładki, dobrze ubrany i elokwentny. I ma wprawę w bajerowaniu kobiet, mało która sie opiera. Jak na razie tylko 2 osoby po pierwszym spotkaniu powiedziały, że on ma "coś" lub że ma "zło" w oczach.
              • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 14:08
                Zło w oczach a sztylet w sercu.. big_grin Bo to zły człowiek był. smile
                Fajnie, że sąd zgodził się na wyrównanie szans rodziców. Dzieci na tym tylko zyskają.
                Pomyśl o sobie, może faktycznie ktoś mógłby Ci pomóc w złych emocjach? Jak tak dalej pójdzie, to zupełnie nie będziesz się nadawać do opieki nad dziećmi, a to by było naprawdę złe dla dzieci.
                Na badaniach w RODK wyjdą takie rzeczy, jak Twoje zachłanne nastawienie do dzieci.
                • argentusa Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 14:31
                  > Na badaniach w RODK wyjdą takie rzeczy, jak Twoje zachłanne nastawienie do dzie
                  > ci.
                  no i znowu Altz robi za Wróżka.
                  Cholera, jak ja nie lubię tkich wszystkowiedzących, co to wiedzą na pewno jak bedzie.
                  Wyjdzie albo nie wyjdzie. Się zobaczy.
                  Z jednym się zgadzam: kiedyś musi być pierwszy raz z tatą, i to na dłużej.
                  Im wczesniej, tym lepiej. Dla dzieci ofkors. Pod warunkiem, że tata naprawde chce dzieciom dobrze zrobić, a mama to umie zaakceptować sercem i rozumem.
                  • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 20:17
                    > no i znowu Altz robi za Wróżka.
                    Wyciągam wnioski po prostu, bo znam wiele takich spraw.
                    Jeśli w RODK będzie się chciało zrobić poważne badanie (czyli trafi się do dobrego ośrodka i w dobry czas), na co są szanse około 40%, to wyjdą takie sprawy na wierzch.
                • estimata Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 18:51
                  Chyba się zagalopowałeś oceniając mnie.
                  A co do złych emocji, to nie ja je eskaluję. To ja chciałam ugody, to ja proponowałam porozumienie i szybkie rozstanie bez prania brudów (jego). Oraz proponowałam szeroko kontakty z dziećmi (byłyby o niebo większe, niż kiedy niby byliśmy razem). Nie chciał, bo, jak mówi, nie może się doczekać walki w sądzie. I wątpię w szczere intencje dotyczące dzieci, obecne postepowanie słuzy jednemu celowi - jest to jedyna droga, aby usiłowac oddalic powództwo. Bo kwestia jego winy jest banalnie jasna. A rozwód jest dla niego zwyczajnie nieopłacalny - w każdym aspekcie, nie tylko finansowym.
                  • altz Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 20:26
                    Złe emocje widzę w wątku, natomiast szczegółów sprawy nie znam.
                    Czy złe emocje są uzasadnione czy też nie, to i tak źle wpływają na dzieci.
                    Ja sobie odpuściłem, bo nie chciałem i nie byłem w stanie walczyć z osobą, którą wybrałem na matkę dzieci, postanowiłem walczyć ze sobą. Nie mam przez to najlepszego zdania o sobie.
                    Nie zrobiłem niczego złego podczas rozstania. Pomimo to, zostałem oceniony i oszkalowany i opisany na forach. Dlatego mam prawo nie wierzyć we wszystko, chociaż szczerze powiem, że ta sprawa nie wydaje mi się zmyślona i z Twojej perspektywy jeszcze szczerze opisana, pomimo wielkich emocji.
              • plujeczka Re: Jutro sprawa... a ja mam dość 24.06.11, 14:55
                doskonale cię rozumiem i wiem jak to jest gdy w sadzie facet zgrywa się i robi doskonałe wrazenie na sędzi zwłaszcza kobiecie=miałam podobnie nawet sedzia dawala mi za wzór ex męża o zgrozo. Fakt kobiety sa bardziej emocjonalne ale tez wiedzą czego lub czego , kogo bały się w trakcie zwiazku małżeńskiego i jaka jest prawada ale prawda też jest to ,ze wielu facetom udaje się oszukać sąd i RDOK wszak tam tez pracują ludzie. Musisz przede wszystkim stawiać na świadków, pomysli kto jeszcze bedzie mógł zaświadczyc o tym co tak naprawdę w waszym małżeństwie się działo i jaki wpływ wywiarał i wywiera na dzieci. Nie martw się idiotycznymi podpowiedziami Pana ALTZ mam wrazenie ,że jest złosliwy ponieważ ex musiała nieźle dac mu popalić i teraz jedna miarką mierzy wszyskie kobiety.Współczuję -musisz mimo wszystko otacza dzieci głęboką troska, duzo z nimi rozmawiać, tłumaczyć i być z nimi .Nie zgadzaj się na wsyztsko co "zepsuje" ojciec bo to taka chamska taktyka =a w sądzie no cóz niczego nie przyspieszysz tam nikogo czloaiwek, dzieci nie obchodzi, machina sadowa WOLNO miele, miele, miele
Pełna wersja