nadrugiemiania
08.06.11, 10:10
Moje małżeństwo od przynajmniej 7 lat to pasmo łez i nieszczęść.Dzieje się w nim wiele złego, bardzo złego.Jestem dla męża tylko służącą, praczką,kucharką.Wydziela mi pieniądze (nie jestem rozrzutna, raczej planuję wydatki), nic w domu nie robi, nie rozmawiamy ze sobą, ciągle się się kłócimy

. O cokolwiek bym nie poprosiła - słyszę - nie (pojedziesz gdzieś- nie, pójdziesz na zakupy- nie, zrobimy remont-nie, zajmiesz się dzieckiem- nie, trzeba założyć w końcu listwy podłogowe- a ty nie możesz tego zrobić, trzeba przenieść meble- to przenieś, kto będzie spał w pokoju remontowanym- ty i itp. Mam już dość samotności w związku, wyzwisk, poniżania, braku szacunku, wyśmiewania się. Mam córkę , której najbardziej mi żal. Wiem,że nie chcę być już z moim mężem , ale boję się podjąć decyzję o rozwodzie, właściwie nie podjąć decyzję tylko rozpocząć jakieś kroki w tym kierunku.Gdzie pójdę? za co będę żyła? Pracuję na 1/2 etatu w szpiyalu, obecnie zarabiam śmieszne grosze, na rodziców nie mam co liczyć, nie mam dokąd pójść....i nie wiem czy go jeszcze kocham.... i nie wiem czy to wystarczy....