i.rys
11.06.11, 13:01
Od dwóch dni czytam wypowiedzi dot. alimentów i coraz większe obrzydzenie czuję do ojca mojego dziecka... i jemu podobnych.
Byłam już postawiona pod ścianą przez niektórych forumowiczów, którzy ujmowali się za panem zwanym przeze mnie "Tatusiem" nie znając go i powodów, dla których oceniam go jako osobę niegodną bycia Tatą.
Problem pieniędzy także przewija się pomiędzy nami

Moralność naszego "Tatusia" jest następująca:
- od 8 lat okrada swojego syna
- od prawie pięciu swoją córkę
- przez rok okradał mnie (4500 euro świadczenia na niepracującą matkę wziął sobie, a gdy się o to upomniałam śmiał mi się w twarz...)
Uzbierało się tego kilkanaście tysięcy euro pobranych na w/w osoby świadczeń, które powinny być przekazane matce dziecka faktycznie utrzymującej i wychowującej dziecko - łącznie blisko 50 tys. zł.
Gdy zmiana w prawodawstwie niemieckim pozwoliła na bezpośrednie przekazywanie tych świadczeń matce - "Tatuś" - wiedząc, że ich już na swoje konto nie dostanie bo mamy złożyły wnioski o ich bezpośrednie otrzymywanie (dzieci pochodzą z dwóch związków)... postanowił zamknąć działalność i przenieść się do szarej strefy.
I podsumował, że skoro jesteśmy takie wyrachowane i on tych pieniędzy przez nas nie będzie dostawał to w takim razie odbije się to na naszych dzieciach... bo przecież on te pieniądze (na alimenty) będzie musiał teraz z własnej kieszeni wyciągać... a przecież już i tak - cytuję: "dokładał do tego interesu 200zł" !!
To przecież straszne - dokładać do utrzymania dwójki dzieci 200zł co miesiąc... napiszę słownie: dwieście zł, by ktoś nie pomyślał że chodzi o 2 tys. zł
Sprawa o ustalenie wysokości alimentów toczy się już prawie rok… pan systematycznie przeciąga, korzysta z nieznajomości prawa niemieckiego i międzynarodowych regulacji (z niechęci Sędziny z doedukowania się w tym zakresie), nie złożył żadnego z żądanych dokumentów pozwalających ocenić wysokość uzyskiwanych dochodów z prowadzonej działalności usługowej, straszony karami ustawowymi, nie jest karany za brak dostarczania dowodów… kolejnych terminów ponownie nie dotrzymuje i tak rok mija.
Dobrze, że zadbałam o zabezpieczenie… ale i z niego potrąca sobie wg. uznania… bo jego uznanie uznaje kwotę 500zł i basta!
Za to ja przedstawiam w siedmiodniowym terminie wszystko co Szanowny Pan i Szanowny Sąd sobie życzą i w między czasie inwestuję z własnej kieszeni w "moje dziecko" znacznie więcej niż 100zł miesięcznie.
Moralność ojca… co to w ogóle znaczy?
No Tatusiowie – co to hasło oznacza?
Czy jest tam jakiś system wartości?
Cień człowieczeństwa?
Kropla honoru?
Coś na kształt sumienia?