prawdziwyrafi
27.06.11, 02:51
Moja sytuacja jest banalna dla wiekszosci z Was ale czlowiek tonacy i brzytwy sie chwyci , wiec pisze.....
Nasze malzenstwo mialo wiele wzlotow i upadkow , ale ogolnie bylo na 4 z plusem...
Podziwialem moja zone za to ile ma klasy , jak dobrze zajmuje sie domem , dzieckiem jak dba o mnie i ile ma serca i cierpliwosci...bylem dobrym mezem jak sama twierdzi , jestem dobrym przyjacielem............
ostatni tydzien moze dwa podejrzewalem , ze cos jest nie tak...za duzo gadala o naszym wspolnym znajomym u ktorego de facto jest zatrudniona na czesc etatu....
ciagle zajete telefony , radosc , promienienie........
nie urodzilem sie 10 min temu wiec poprosilem ja o szczerosc i po dluzszym maglowaniu wszystko bylo juz jasne..........
stwierdzila ze lzami w oczach , ze chciala by teskic za mna jak teskni za nim , ze owszem ma do mnie wiele pozytywnych uczuc , ze seks byl dobry choc nigdy nie fruwala...........
z placzem wypowiadala kolejne zdania , ze boi sie ze rozpiepsza nasze malzenstwo , ale boi sie , ze to co ja ogarnelo tak czyste i proste uczucie, ze moze sie udac.........udac zbudowac zwiazek na ktory czekala cale zycie...
czlowiek ten jest zadbany ma mnostwo czasu na basen , tenisa , golfa i w zasadzie tym sie zajmuje bo w takich miejscach zalatwia kontrakty biznesowe........jest od zony starszy o 25 lat lub troszke wiecej..........wiecie co zrobilem? kupilem jej naszyjnik na pozegnanie dziekujac za tyle wspanialych lat i mimo ogromnego bolu serca i lez naplywajacych do oczu dale rade...sowiadczylem ze spie na kanapie bo nalezy jej serce i umysl teraz do kogos innego.......podziekowala i szczesliwa poszla spac......rzecz w tym , ze wiem , ze nic nie wskuram zloscia , nerwami i rzucaniem kurwami....rozpacz tez nie wchodzi w gre bo tlumacze sobie , ze musze byc silny dla corki.mama jakos teraz dziala irracjonalnie , dziecko pyta co sie dzieje a ja tylko chce ryczec....musze byc silny i tyle.......
powiedzialem , ze bede czekal gdzies w poblizu , jakby sie jej cos nie udalo , ze moze potrzebuje sie wyszalec, bo bylem jej jedynym , ale najgorsze jest to , ze czuje ze oni do siebie pasuja, ze moze im sie udac cos pieknego......
czy ja do reszty zglupialem....nie poznaje siebie....zamiast zabrac swoje rzeczy i odejsc, szydzic w roznicy wieku po prostu zachowalem sie sam nielogicznie....
pozwolilem odejsc dajac blogoslawienstwo.........a teraz siedze sobie i sie zastanawiam jak zawiaze koniec z koncem........finansowo ledwo ledwo , uczucia w rozsypce, nie jem, nie spie i coraz wiecej pytan mam w glowie....czy znajde kogos kto pokocha mnie imoja corke , czy zadowole kobiete , ktora spotkam czy wogole drugie zwiazki sie udaja? a co jak odezwa sie zwykle potrzeby , ktore normalnie byly zaspokajane, przeciez sam seks mi nie wystarczy...jak przetrwac by nie zwariowac....jak madrze rozgrywac dalsze zycie....prosze odpiszcie.....