Dodaj do ulubionych

Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów

29.06.11, 15:22
W innym wątku pojawił się temat wliczenia kosztów comiesięcznej wizyty u kosmetyczki nastolataka jako koszt jego utrzymania. Bagatela prawie 300 zł.

W normalnej rodzinie, ojciec miałby prawo taką fanaberię nastolatkowi w dowolnej chwili ukrucić i syn razem z matką mogliby mu skoczyć. Wystarczy jednak zostać płatnikiem alimentów, by takie zobowiązanie wobec dziecka stało się prawnym obowiązkiem pod groźbą konsekwencji sądowych.

Ciekawe, czy jak syn stanie się pełnoletni i pójdzie do pracy za mniej niż średnią krajową (nawet absolwentom najlepszych uczelni rzadko na początku płacą więcej), to czy mamusia dalej takie rzeczy będzie synusiowi pokrywała z własnej kieszeni, bo ojciec nareszcie uwolni się od tego typu bzdurnych zobowiązań.

To mnie tylko utwierdza w stanowisku, że alimenty powinny pokrywać tylko w miarę standardowe potrzeby dziecka. Reszta nakładów na dziecko to wolna wola rodzica.

--
Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
Obserwuj wątek
    • dydaki Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 15:41
      Sorry, ale dobrze wykształcony, znający języki i zadbany-obeznany ze światem 24 latek znajdzie pracę za 3 tysiaki na rękę na dzień dobry i 6 tysiaków po roku. A po 2 latach może przebierać w ofertach firm. Bo takie przykłady znam.
      Ale on nie miał rodziców którzy skąpili mu na rozwój, zwiedzanie świata i higienę i nie musiał się wstydzić swoich pryszczy przed dziewczynami ani wyciskać ich wieczorami przy nocnej lampce brudnymi paznokciami. Bo stać rodzinę było na inny standard życia a nowe pokolenie mężczyzn bierze prysznic codziennie zmienia bieliznę i nawet dobrych kosmetyków używa ku niegasnącemu przerażeniu ich ojców ktorzy pamiętają czasy że kąpać się powinno tylko w sobotę nacierając szarym mydłem.
      Ktoś kto nie ma i nie miał kasy ani wyższego materialnego standardu nie zrozumie, że można żyć inaczej niż za najniższą krajową.
      • altz Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 15:52
        > Sorry, ale dobrze wykształcony, znający języki i zadbany-obeznany ze światem 24
        > latek znajdzie pracę za 3 tysiaki na rękę na dzień dobry i 6 tysiaków po roku.
        > A po 2 latach może przebierać w ofertach firm. Bo takie przykłady znam.
        Za granicą może i tak, bo w Polsce tak lekko nie jest.
        Chyba w innych krajach żyjemy. wink
        Dobrze wykształcony człowiek po studiach niewiele jeszcze umie.
        Może tak być, jak piszesz, jeśli takiemu gogusiowi wszystko załatwią rodzice przez swoje układy.

        > Ktoś kto nie ma i nie miał kasy ani wyższego materialnego standardu nie zrozum
        > ie, że można żyć inaczej niż za najniższą krajową.
        Za najniższą krajową albo i mniej zaczyna może z 95% absolwentów.
        Ciężko jest się podnieść po upadku z wysokiego konia. smile Są tacy, co spadają.
        • dydaki Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 16:48
          > Może tak być, jak piszesz, jeśli takiemu gogusiowi wszystko załatwią rodzice pr
          > zez swoje układy.

          gogusiowi? łatwo obrażasz innych, żółć cię zżera że mają kasę czy o co chodzi?
          otóż przez znajomości to pracę dostają sieroty życiowe, a nie zaradny, świadomy siebie i własnych możliwości młody człowiek mający za sobą zaplecze bezpiecznego finansowo domu, który nie siedział na byle jakich studiach klepiąc regułki na wykładach i paragony w Biedronce by dorobić, tylko podróżował po świecie nabierając życiowych doświadczeń i poznając szeroki rynek przyszłej pracy. ale to trzeba mądrych rodziców mieć a nie skąpiradła ciągnące dziecko w dół by tylko się od dna nie odbiło na pohybel mamusi/tatusia.

          • altz Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:09
            Jeśli stale jeździ i ma wszystko bez własnego wkładu, to jest to goguś i tyle.
            Mało który z tak rozpieszczonych dzieci odwzajemnia się później rodzicom.
            Tak to widzę, starannie się przyglądam takim rodzicom w późniejszym czasie, lekko nie mają.
            Uważam, że osoby powinny same zapracować na siebie, to wtedy doceniają wsparcie rodziców i nie wydają tego lekkomyślnie.
            W porządnych a bogatych rodzinach o wielowiekowej tradycji, zaczyna się pracę od zmywaka i nikt na to się nie oburza.
            Znam przykłady, gdzie wsparcie rodziców było powodem przyjęciach studenta do pracy na dobrym stanowisku. Gdyby takie osoby miały inne nazwisko, nie miałyby takiej szansy. Sama popatrz, ile dzieci ustawionych rodziców zrobiło choćby karierę w telewizji.
            Doceniam pracę i wykształcenie, ale nie przeceniam, bo widzę, ile osób pracuje za marną pensję, żeby "swój człowiek" dostał wysoką pensję. Umiejętności takich osób są często przeszacowane, znam mnóstwo osób, które po miesięcznym kursie są w stanie zajmować to samo stanowisko i pracować co najmniej tak samo wydajnie. Gorzej jest z językiem, tego się przez miesiąc nie można nauczyć, to fakt.
      • z_mazur Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 16:26
        Tak, te "zadbany" szczególnie interesuje pracodawców. smile)))

        Ja też znam takie przypadki, gdzie pracowity absolwent studiów o poszukiwanym przez pracodawców kierunku, bez problemu znajdował sobie pracę. Rzadko jednak przekraczała ona na początku średnią krajową (chyba znam jeden taki przypadek), reszta musiała się zadowalać zupełnie innymi kwotami (ba, od niektórych firmy chciały na początku nawet wolontariatu). Znam też dwa przypadki (na szczęście tylko dwa, bo akurat w takim środowisku się obracam, ale podejrzewam, że jest takich więcej), gdzie rozbestwiony absolwent jakiegoś marketingu, albo innej anglistyki, siedzi na garnuszku rodziców, bo za 2 tys. na rękę, to on nie będzie pracował.

        Ale temat nie o tym, tylko o tym, że normalny rodzic, poza zobowiązaniami wynikającymi z prawa - czyli zapewnienie utrzymania dzieckau, resztę nakładów na dziecko może ponosić w dowolnej wysokości, uzależnionej zarówno od jego dochodów, ale równiez od jego decyzji wychowawczych. Będzie chciał wysłać dziecko do kosmetyczki - proszę bardzo, kto mu zabroni? Nie będzie chciał (no bo ma przecież prawo nie chcieć), to kto go do tego zmusi? Rzecznik praw dziecka? Trybunał Praw Człowieka? A może jakaś Helsińska komisja?

        W momencie stania się płatnikiem alimentów, tego prawa zostaje pozbawiony i jak nie będzie chciał zapłacić, to się go do tego zmusi. To jest równość wobec prawa?


        --
        Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
      • tricolour Problem nie leży w higienie... 29.06.11, 16:30
        ... bo kosmetyczka to nie jest higiena. Higiena to codzienne mycie, zmiana bielizny, pranie rzeczy itp czynności związane z codziennością. Kosmetyczka na dojrzewającą cerę jest zabiegiem trwającym rok, góra trzy. Wlicznie jej do alimentów oznacza, że jest to stały wydatek do końca okresu alimentacyjnego czyli nawet wtedy gdy nie będzie potrzeby. A alimenty mają być na potrzeby, a nie na niepotrzeby.

        Poza tym matka wyraźnie pisze, że wliczyła całość kosztów kosmetyczki do alimentów. Bo gdyby wliczyła tylko część, to kwota 280zł (jako część ojca) by oznaczała, że młodzieniec zostawia u kosmatyczki z pięć stów miesięcznie. Zatem wyraźnie widać, że mamusi wisi i powiewa ile kosztuje kosmetyczka, bo ona za nią nie płaci nawet złamanego grosza. I o to się rozchodzi: o rozrzutność cudzych pieniędzy.
        • zabelina A propos kosmetyczki i leczenia tradziku... 29.06.11, 16:50
          Leczeniem problemów skórnych, w tym trądziku zajmuje się lekarz dermatolog a nie kosmetyczka. Dawne tzw. "oczyszczanie twarzy" dokonywane przez kosmetyczkę odchodzi do lamusa, uważane jest za zbyt inwazyjne i działające szkodliwie. Obecnie walczy się z tzw. trądzikiem młodzieńczym farmakologicznie i za pomocą róznego rodzaju preparatów zmiękczających i złuszczających, najczęściej zawierających witaminę A.
          Uznanie przez sąd wydatku na kosmetyczkę jako pozycję do wyliczenia alimentów wydaje mi się nierealne.

          --
          www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
            • belle.du.jour Re: A propos kosmetyczki i leczenia tradziku... 30.06.11, 11:24
              mój syn (15 lat) chodzi regularnie do mojej kosmetyczki i nie ma mowy o "czyszczeniu" jak za dawnych lat. Używane są właśnie preparaty odpowiednie dla skóry (zmiękczające, złuszczające) i wygląd jego skóry poprawił się znacznie przez ostatni rok. Nie widzę powodu by szprycować dzieciaka antybiotykami przez 6 miesięcy lub dłużej jeśli trądzik nie jest bardzo zaawansowany. A tatuś tutaj widocznie ma pieniądze ale skąpi bo on z pryszczami chodził i było dobrze. Taki ton świadczy o tym, że widzi swojego syna głównie przez pryzmat wydatków. Jak się ma dzieci to trzeba się liczyć z wydatkami.. im większe dziecko tym większe wydatki. Ja to nazywam inwestycją we własne dziecko, bo cóż ma się cenniejszego. Dlatego i prywatna szkoła w miarę możliwości, nauka muzyki, języki, sport, rozwijanie pasji etc. Wszystko to, czego będzie potrzebował w dorosłym życiu. Oczywiście w rozsądnych granicach i bez rozpieszczania. Czy gdyby dzieciak potrzebował aparatu ortodontycznego to też byłby to zbędny wydatek? Leczenie ortodontyczne mojego kosztowało krocie ale ma i dobry zgryz i ładny uśmiech. Nie żałuję ani grosza.
              • mali_kali Re: A propos kosmetyczki i leczenia tradziku... 30.06.11, 14:38
                Gadasz trzy po trzy. Rodzic musi najpierw chciec takie rzeczy zapewniac.

                Chcesz kogos przekonac, ze wydatki na kosmetyczke sa niezbedne do zycia???!!!

                Prywatna szkola, muzyka i jezyki - tak jak najbardziej. Ale DOBROWOLNIE!!! Inaczej potrzeby kazdego z nas sa nieskonczone i mozna takie potrzeby mnozyc w nieskonczonosc, a drugi rodzic bedzie musial spelniac wszystkie zachcianki dziecka. Normalna sytuacja jest, ze rodzic powinien wspoluczestniczyc w podjeciu decyzji, a nie sila mu narzuca sie utrzymywanie kosmetyczek i innych pomyslow.
                • altz Re: A propos kosmetyczki i leczenia tradziku... 30.06.11, 14:55
                  > Prywatna szkola, muzyka i jezyki - tak jak najbardziej. Ale DOBROWOLNIE!!! Inac
                  > zej potrzeby kazdego z nas sa nieskonczone i mozna takie potrzeby mnozyc w nies
                  > konczonosc, a drugi rodzic bedzie musial spelniac wszystkie zachcianki dziecka.
                  > Normalna sytuacja jest, ze rodzic powinien wspoluczestniczyc w podjeciu decyzj
                  > i, a nie sila mu narzuca sie utrzymywanie kosmetyczek i innych pomyslow.
                  Dlatego dobrą sprawą jest wspólne konto na potrzeby dziecka.
                  Podstawowe potrzeby to jest minimum z alimentów, a inne sprawy opłaca się ze wspólnego konta w ten sposób, że można podjąć gotówkę i zapłacić, o ile się połowę tek kwoty wpłaci wcześniej na rachunek, wtedy drugą część można podjąć z konta z wpłaty drugiego rodzica.

                  Znam przypadki, gdy przy takim traktowaniu sprawy, wyjazdy zagraniczne przestały być konieczne, inne wydatki również. smile
                  Znam też przykłady, gdy ojciec sam opłacał dodatkowo wyjazd wakacyjny dziecka razem z matką i wyjazdy były, a gdy podniesiono alimenty sugerując koszty tych wyjazdów, to się wyjazdy nagle skończyły. wink
        • dydaki Re: Problem nie leży w higienie... 29.06.11, 16:51
          nigdzie nie jest napisane, że alimenty się płaci rowno pół na pół. rodzice się składają na utrzymanie a w jakiej proporcji płacą to rozstrzyga się na sprawie sądowej. ojciec chyba nie jest jakiś niekumaty żeby słowa nie powiedzieć jeśli uważa coś za nieprawidłowe.
          • dydaki Re: Problem nie leży w higienie... 29.06.11, 17:00
            i jeszcze jedno; alimenty są na bieżące potrzeby. nie widzę powodu do nie dodawania teraz do kwoty alimentów wydatków na to co aktualnie dziecku jest potrzebne tylko dla tego, że średniostatystycznie możliwe że za 4 lata już potrzebne nie będzie.
            • dydaki Re: Problem nie leży w higienie... 29.06.11, 17:05
              i jeszcze /bo wychodzę i wyjśc nie mogę/ , w interesie obojga rodziców jest się dzieckiem interesowac by wiedzieć na co idzie kasa
              jeśli ojciec będzie się na bieżąco z synem kontaktował to i będzie wiedział jakie dzieciak ma potrzeby i czy syn potrzebuje jeszcze kasy na pryszcze czy może już na prezerwatywy.
              • zmeczona100 Re: Problem nie leży w higienie... 29.06.11, 17:40

                > jeśli ojciec będzie się na bieżąco z synem kontaktował to i będzie wiedział jak
                > ie dzieciak ma potrzeby

                Otóż to!

                Poza tym- jaki problem, aby to ojciec umawiał wizyty np. u kosmetyczki, dentysty czy innego specjalisty, a potem szedł z dzieckiem na wizytę i ją opłacał? Musi być matka? Nie sądzę.
                --
                "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
                • tricolour Czyli jak to jest? 29.06.11, 22:09
                  Jeśli ojciec się wcale nie interesuje, to kosmetyczkę doliczmy do alimentów. A jeśli się interesuje, to ma umówić, pójść i zapłacić z własnej kieszeni za zabieg, tak?

                  No i o tym jest ten wątek.
                  • zmeczona100 Re: Czyli jak to jest? 29.06.11, 22:55
                    Jak się interesuje, to normalne, że i w tej kwestii bierze udział w wychowaniu dziecka. Wtedy nie pyta i nie rozdziawia z wrażenia gęby wink

                    --
                    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
                    • tricolour Generalnie to ja Cię rozumiem... 29.06.11, 23:04
                      ... skoro ojciec się nie interesuje (jak podejrzewam) wcale, to płaci. Ty pod potrzeby i alimenty podciągasz wszelkie wydatki nawet mniej sensowne (z punktu widzenia alimentów), a facet opędza się banknotami i kupuje sobie spokój.

                      Tam podejrzewam to funkcjonuje.
                      • zmeczona100 Re: Generalnie to ja Cię rozumiem... 29.06.11, 23:38
                        Facet ma generalnie wszystko w dupie- nawet sprawa golarki to był mój problem uncertain No ale tak było i wcześniej, więc nawet nie oczekiwałam, że będzie inaczej.
                        Dlatego pisałam, piszę i nadal będę pisać o tym, iż zazdroszczę tym, których ojcowie biorą normalny udział w życiu dziecka, a nie są tylko kumplami do kina czy na kręgle.



                        --
                        "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
                        • tricolour Żebyście tylko nie przegięli... 29.06.11, 23:50
                          ... wiesz, chcę to napisać jakoś na tyle delikatnie, by Cię znów nie urazić gdy przecież nie mam takich intencji.

                          Chodzi mi o to, by z tego wdupiemania ojca i Twojej zapobiegliwości nie wyszła jakaś taka trująca mieszanka. Że dzieciak wychowa się zaspokojony materialnie, ale jakoś wyjałowiony z uczuć. Że pieniądze staną się ekranem (w sensie izolacji) między realnym światem, w którym jest też miejsce na niechęć czy nienawiść do lekceważącego ojca.

                          Rozumiesz? Chodzi o to, by kasa (relaksująca kosmetyczka, oddany komputer, czy później - praca zawodowa) nie były ucieczką przed dniem codziennym: szarym, często nudnym, znojnym.
                          • zmeczona100 Re: Żebyście tylko nie przegięli... 30.06.11, 00:08
                            Tri, kiedy własnie nie jest to możliwe smile
                            Pieniądze traktuję jako środek, a nie cel sam w sobie. One nie mają zastąpić czy zrekompensować ojca; mają po prostu służyć jego rozwojowi.
                            W ubiegłym roku sfinansowałam pobyt syna w Londynie- zysk jest wielokrotny, bo syn zobaczył, ile od niego zależy, że nauka tam i życie są w zasięgu jego możliwości- tylko musi się uczyć. W efekcie miał jedną z najwyższych średnich w klasie i zdecydowanie najlepszy z j. obcych i wcale nie ukrywał, że to przez pobyt własnie tam. Ja za niego uczyć się nie będę, wie tez, że nie stać mnie na pokrycie kosztów jego nauki tam, więc jeśli mu będzie nadal zależało na wyjeździe, to albo będzie musiał być na tyle dobry, aby otrzymać stypendium, albo po prostu pracować tam i opłacać studia.
                            Pieniądze były mi potrzebne, aby dostrzegł swoje możliwości i nabrał motywacji, bo wybór ma.
                            --
                            "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
                            • tricolour Nie będę się przekomarzał... 30.06.11, 00:19
                              ... bo i tak pozostaniemy przy swoich opiniach.

                              Zwracam jednak uwagę, że kategoryczne odrzucenie jakiejś opcji (" Tri, kiedy własnie nie jest to możliwe") nawet gdy wydaje się ona nieprawdopodobna do granic niemożliwości czyni bezbronnym na taką opcje. To tak jak z naszym rozwodem, który wydawał się niemożliwy, a jednak się zdarzył i zżarł kilkanaście lat życia.
                              • zmeczona100 Re: Nie będę się przekomarzał... 30.06.11, 00:27
                                kategorycznie nie odrzuciłam, bo napisałam, że właściwie odrzucam, a nie wykluczam- jak mamy być dokładni.
                                O tak oczywistych sprawach jak relacje z własnym dzieckiem, to nawet nie ma jak pisać.
                                To nie od nadmiary pieniędzy dzieci głupieją.

                                --
                                "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
                                • mali_kali Re: Nie będę się przekomarzał... 30.06.11, 14:43
                                  Czy ktos czyta te idiotyzmy po napisaniu? Ojciec ma byc kims wiecej niz kumplem na kregle i do kina??? Wymiekam... To niech dziecko zamieszka z ojcem, wtedy bedzie kims wiecej.

                                  Aaaa... No tak. Rozwiodlas sie i wyrzucilas tego ojca z mieszkania dziecka. Wlasnie. Zjesc ciastko i miec ciastko.

                                  Dziecko nie ma ojca, a tylko kumpla, bo tak sobie postanowilas. Trzeba bylo zostac przy mezu, to dziecko mialoby ojca.
                                  • jarkoni Re: Nie będę się przekomarzał... 01.07.11, 18:50
                                    mali_kali napisał:

                                    > Czy ktos czyta te idiotyzmy po napisaniu? Ojciec ma byc kims wiecej niz kumplem
                                    > na kregle i do kina??? Wymiekam... To niech dziecko zamieszka z ojcem, wtedy b
                                    > edzie kims wiecej.
                                    >
                                    > Aaaa... No tak. Rozwiodlas sie i wyrzucilas tego ojca z mieszkania dziecka. Wla
                                    > snie. Zjesc ciastko i miec ciastko.
                                    >
                                    > Dziecko nie ma ojca, a tylko kumpla, bo tak sobie postanowilas. Trzeba bylo zos
                                    > tac przy mezu, to dziecko mialoby ojca.

                                    Rzadko, bardzo rzadko, bardzo bardzo rzadko, ale czasami myślę podobnie....
                                    --
                                    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
              • zabelina Re: Problem nie leży w higienie... 29.06.11, 22:06
                dydaki napisała:


                > jeśli ojciec będzie się na bieżąco z synem kontaktował to i będzie wiedział jak
                > ie dzieciak ma potrzeby i czy syn potrzebuje jeszcze kasy na pryszcze czy może
                > już na prezerwatywy.

                Może jestem konserwatywna, ale osobiście uważam, że na prezerwatywy to syn powinien już sam sobie zarobić.


                --
                www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
      • rarely Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:06
        dydaki napisała:

        > Sorry, ale dobrze wykształcony, znający języki i zadbany-obeznany ze światem 24
        > latek znajdzie pracę za 3 tysiaki na rękę na dzień dobry i 6 tysiaków po roku.
        > A po 2 latach może przebierać w ofertach firm. Bo takie przykłady znam.
        >

        to ciekawe możesz podac żrodło tych informacji bo póki co to średnia krajowa w Polsce to ok 35000 brutto a największe bezrobocie jest wśród absolwentów więc proszę o źródło albo wystarczy jaka uczelnia jaki wydział i w jakiej firmie po roku jest 6000 netto bo to jest 9 000 brutto
        • zmeczona100 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:18
          > to ciekawe możesz podac żrodło tych informacji bo póki co to średnia krajowa w
          > Polsce to ok 35000 brutto

          Czyli są tacy, którzy zarabiają 1200 netto i tacy, którzy miesięcznie wyciągają i po 15 000 zł. Co kogo interesuje średnia? Chyba, że chodzi o średnią w swoim zawodzie.

          > a największe bezrobocie jest wśród absolwentów

          Masz na myśli tych po socjologii, politologii, psychologii, marketingi, polonistyce czy historii?
          Są też inne kierunki- np. inżynierskie, czy choćby prawo, architektura, budownictwo itp.


          --
          "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
          • sonia_30 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:25
            I prawnik czy architekt z rocznym doświadczeniem i bez znajomości wyciąga po roku pracy 6 netto miesięcznie? Heheheh taaa... science fiction .. z naciskiem na fiction.
            --
            Historia Frodo to historia wszystkich żonatych mężczyzn, którzy z narażeniem życia próbują się pozbyć oddziałującego na psychikę pierścienia
            • zmeczona100 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:36
              Sonia, ja nie mówię o zarobkach absolwenta.
              Doświadczenie u prawników czy geodetów daje w konsekwencji przyrost zarobków, a w przypadku wcześniej wspomnianych przykładów- nie.
              --
              "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
              • rarely przestań sie juz osmieszac 08.07.11, 13:51

                zmeczona100 napisała:

                > Sonia, ja nie mówię o zarobkach absolwenta.
                > Doświadczenie u prawników czy geodetów daje w konsekwencji przyrost zarobków, a
                > w przypadku wcześniej wspomnianych przykładów- nie.

                prawnik z rocznym doswiadczeniem to nie ma nawet aplikacji zeby miec aplikacja to kilka lat musi pracowac i jescze ją zdać

                a z geodeta po studiach i 6000 netto to chyba żes sen erotyczny miała
          • rarely ale nie sciemniaj 08.07.11, 13:46
            zmeczona100 napisała:

            > > to ciekawe możesz podac żrodło tych informacji bo póki co to średnia kraj
            > owa w
            > > Polsce to ok 35000 brutto
            >
            > Czyli są tacy, którzy zarabiają 1200 netto i tacy, którzy miesięcznie wyciągają
            > i po 15 000 zł. Co kogo interesuje średnia? Chyba, że chodzi o średnią w swoim
            > zawodzie.
            >
            > > a największe bezrobocie jest wśród absolwentów
            >
            > Masz na myśli tych po socjologii, politologii, psychologii, marketingi, polonis
            > tyce czy historii?
            > Są też inne kierunki- np. inżynierskie, czy choćby prawo, architektura, budowni
            > ctwo itp.

            tylko konkretnie wydział firma stanowisko
      • sonia_30 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:16
        Może i znajdzie, ale to raczej rzadkość, nie norma. 6 tysiaków na rękę to ma specjalista, nie tylko dobrze wykształcony, ale i z doświadczeniem sensownym. Oferta rynkowa jest bardzo szeroka i gdybym miała wybierać pomiędzy wymuskanym i wykształconym młodzieńcem bez doświadczenia, a mniej wymuskanym i równie dobrze wykształconym specjalistą z kilkuletnim doświadczeniem, młodzieniec odpadłby w przedbiegach. Przykład odrealniony.
        --
        Odkładając sprawy na później unika się nudy oraz uczucia że nie ma się nic ważnego do zrobienia
        • andres_nin Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 23:05
          przykład jak najbardziej realny (dotyczący specjalisty za 6 koła)
          opowieści o 6 tysiakach na rękę dla absolwenta z rocznym stażem NAWET jak zwiedził Europę i był w Tajlandii tydzień na Phuket i skończył jakąbądź uczelnię nawet z tych lepszych ubawiły mnie setnie
          większość znanych mi ludzi zajmujacych się biznesem liczy dość dokładnie koszty prowadzenia własnej działalności i przelicza je wprost na stopień użytecznosci danego pracownika ... a po nawet najlepszych studiach jest się dopiero na początku drogi rozwoju zawodowego - za zdobywanie doświadczeń się płaci, mnie się wydaje to normalne w każdym bądź razie
          no chyba że mówimy o firmach typu pegenige czy kopalnie miedzi - tam może tyle sie płaci absolwentom i istotny jest nagłówek na dyplomie a nie to czy taki człowiek jest do czegokolwiek przydatny
          wykształcenie jest na pewno ważne choć to jaką uczelnię się skończyło nie determinuje możliwości zrobienia kariery
          a to że niepryszczaci mają trochę łatwiej niż pryszczaci to już dawno zostało stwierdzone przez amerykańskich naukowców którzy zajmują się tego typu dziwnymi badaniami (swoją drogą kto im daje na to kasę??)
          • rarely zmeczona to faktycznie jest zmeczona :) 08.07.11, 13:48
            andres_nin napisał:

            > przykład jak najbardziej realny (dotyczący specjalisty za 6 koła)
            > opowieści o 6 tysiakach na rękę dla absolwenta z rocznym stażem NAWET jak zwied
            > ził Europę i był w Tajlandii tydzień na Phuket i skończył jakąbądź uczelnię naw
            > et z tych lepszych ubawiły mnie setnie
            > większość znanych mi ludzi zajmujacych się biznesem liczy dość dokładnie koszty
            > prowadzenia własnej działalności i przelicza je wprost na stopień użytecznosci
            > danego pracownika ... a po nawet najlepszych studiach jest się dopiero na pocz
            > ątku drogi rozwoju zawodowego - za zdobywanie doświadczeń się płaci, mnie się w
            > ydaje to normalne w każdym bądź razie
            > no chyba że mówimy o firmach typu pegenige czy kopalnie miedzi - tam może tyle
            > sie płaci absolwentom i istotny jest nagłówek na dyplomie a nie to czy taki czł
            > owiek jest do czegokolwiek przydatny
            > wykształcenie jest na pewno ważne choć to jaką uczelnię się skończyło nie deter
            > minuje możliwości zrobienia kariery
            > a to że niepryszczaci mają trochę łatwiej niż pryszczaci to już dawno zostało s
            > twierdzone przez amerykańskich naukowców którzy zajmują się tego typu dziwnymi
            > badaniami (swoją drogą kto im daje na to kasę??)
      • zmeczona100 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:23
        dydaki napisała:


        > Ktoś kto nie ma i nie miał kasy ani wyższego materialnego standardu nie zrozum
        > ie, że można żyć inaczej niż za najniższą krajową.

        Sama kasa nie wystarczy wink Potrzebne jest jeszcze trochę inne niż stereotypowe postrzeganie swoich potrzeb. Niektórzy mają forsy jak lodu, ale nie inwestują jej w swój rozwój czy rozwój dzieci, ale w siebie i swoje dzieci- fura, skóra i komóra wink A z butów słoma wystaje wink

        To dlatego pewnie dzieci adwokackie czy lekarskie nie lądują na budowie za fizycznych, a z kolei dzieci ze środowisk popegeerowskich wyjątkowo rzadko osiągają status ich bogatszych rówieśników...

        --
        "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
          • zmeczona100 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:34
            No proszę Cię....
            Nawet najlepszy absolwent Harwardu z bliznami po pryszczach miałby mniejsze szanse, niż może mniej przygotowany, ale za to nie straszący innych swoim wyglądem absolwent UJ. Oczywiście, mam na myśli pracę w kontakcie z innymi; taki programista czy informatyk pewnie nie musi mieć alabastrowej skóry wink

            --
            "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
            • jarkoni Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 01.07.11, 18:58
              zmeczona100 napisała:

              > No proszę Cię....
              > Nawet najlepszy absolwent Harwardu z bliznami po pryszczach miałby mniejsze sza
              > nse, niż może mniej przygotowany, ale za to nie straszący innych swoim wyglądem
              > absolwent UJ. Oczywiście, mam na myśli pracę w kontakcie z innymi; taki progra
              > mista czy informatyk pewnie nie musi mieć alabastrowej skóry wink

              No tak, pryszcze to koniec kariery...
              --
              forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
        • motylewbrzuchu123 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:38
          " To dlatego pewnie dzieci adwokackie czy lekarskie nie lądują na budowie za fizy
          > cznych, a z kolei dzieci ze środowisk popegeerowskich wyjątkowo rzadko osiągają
          > status ich bogatszych rówieśników..."
          To wyjątkowo niesmaczny przykład, dostawanie się na studia a potem staże i aplikacje raczej nie ma nic wspólnego z inwestowaniem w rozwój czy cechowaniem się wysoką kulturą. I wyjątkowo krzywdzące wobec dzieci ze środowisk popegeerowskich. Dawno czegoś tak wstrętnego nie czytałam.
          • zmeczona100 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 17:55
            Motyle, co w tym niesmacznego, że dzieci z biednych środowisk nie mają żadnych szans, jeśli nie mają wsparcia np. w postaci stypendium plus do tego rodziców inaczej myslących? Pisałam, że same pieniądze niczego nie załatwią, ale bez nich ambitne plany też nie będą realizowane.
            Biedą dzieci popegeerowskich jest to, że nie wiedzą, iż można żyć inaczej, a nawet nie mają na to szans. Oczywiście uogólniam, ale chodzi mi o przykład, że same pieniądze albo ambicje nic nie zdziałają- muszą iśc w parze.

            --
            "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
          • panda_zielona Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 22:02
            " To dlatego pewnie dzieci adwokackie czy lekarskie nie lądują na budowie za fi
            > zy
            > > cznych, a z kolei dzieci ze środowisk popegeerowskich wyjątkowo rzadko os
            > iągają
            > > status ich bogatszych rówieśników..."

            Nie lądują na budowie, bo w większości tatusiowie załatwiają im studia, a potem intratne posadki. A już środowisko prawnicze to zamknięta kasta i bardzo ciężko się wybić.
      • errormix Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 18:52
        Po przeczytaniu powyższego postu nasunął mi się jeden wniosek:

        Możesz mieć pięć fakultetów, możesz znać trzy języki, możesz zjeździć cały świat, by przygotować się do przyszłej pracy, możesz mieć powalające doświadczenie, ale....

        jak masz pryszcze, to i tak cię nie przyjmą.

        --
        Zaintrygował cię mój post? Masz ochotę do mnie napisać, poznać? Przeczytaj najpierw to
        • zmeczona100 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 18:56
          Error, pewnie trochę przesadzasz wink
          Ale gdybym miała wybór, to skreślam pryszczatą osobę, jeśli miałaby pracować w obsłudze klienta...
          --
          "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
              • maniasza Re: Praca w obsłudze klienta... 29.06.11, 23:19
                mola1971 napisała:

                > Nie wymaga również nieskazitelnej cery bo BOK obecnie to najczęściej call cente
                > r a przez telefon twarzy nie widać. No, przynajmniej na razie smile

                Molu, obsługa klienta dziś ma bardzo szerokie znaczenie, to może być call center, może być adwokat, lekarz, jak równiez informatyka, czy sprzedaż jogurtów. Cała gospodarka dziś jest oparta na usługach i ścisłej specjalizacji,
                U mnie w pracy młodzież zaraz po studiach dostaje na IT HelpDesku (tier 1 , ew 2) - 3,5 - 4 brutto na starcie. To jest standard. Wystarczy, by znali biegle przynajmniej jeden język obcy (oprócz angielskiego) i minimalną, użytkową, wiedzę z IT. Jest tez masa ludzi, którzy jeszcze studiują na czwartym/piątym roku i pracują, stawki mają nieco niższe niż ci, po skończonych studiach, tym niemniej, osiągają zarobki nieraz większe, niż ich rodzice.
                Taka jest kolej rzeczy i tak powinno być.

                ps. masz znajomych z Krakowa lub chętnych do przeprowadzki znających języki obce a szukających pracy? Dawaj na priv. mamy ponad 40 wakatów w tej chwili.


                --
                "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
                (by Szymon Majewski Show).
                • mola1971 Re: Praca w obsłudze klienta... 29.06.11, 23:35
                  Z wakatami sama walczę uncertain Mojego Młodego mogłabym Ci polecić, ale właśnie dziś był na rozmowie kwalifikacyjnej i prawdopodobnie dostanie tę pracę. Poza tym on do Kraka się nie wyprowadzi bo w Wawie od października zaczyna studia zaoczne na wymarzonej uczelni.
                  Ale jakbym coś wiedziała to dam Ci znać. Młodego zapytam.

                  P.S.
                  Co do obsługi klienta to wiem, że to szeroki zakres. Ino się trochę wyzłośliwiałam wink
                • zmeczona100 Maniasza 29.06.11, 23:45
                  > ps. masz znajomych z Krakowa lub chętnych do przeprowadzki znających języki obc
                  > e a szukających pracy? Dawaj na priv. mamy ponad 40 wakatów w tej chwili.

                  Ekhm... Angielski biegły, hiszpański średni i ciągle w trakcie nauki, portugalski (płd amerykański) podstawy i w trakcie nauki- może być? Tzn. znam kogoś, kto chętnie zmieni swoje aktualne miejsce pracy, a jest z Krakowa właśnie.

                  --
                  "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
                  • maniasza Re: Maniasza 30.06.11, 00:07
                    Pisz na priv.
                    Angielski nie musi być biegły, wystarczy dobry, ważne połączenie - hiszpański i portugalski (istny rarytas), choć Hiszpanie i Portugalczycy przyjezdżaja tu ochoczo (wśród Polaków - pustka), oraz francuski i rosyjski - nie do odnalezienia w Polsce, a też ani Francuzi, ani Rosjanie nie kwapią się tu przyjeżdżać. uncertain


                    --
                    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
                    (by Szymon Majewski Show).
                    • zmeczona100 Re: Maniasza 30.06.11, 00:25
                      Aaa, rosyjski- podstawowy, zapomniałam dodać smile
                      Podeślę dziewczynie Twojego maila gazetowego, to sama się odezwie do Ciebie.

                      --
                      "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
                    • jarkoni Re: Maniasza 01.07.11, 19:08
                      maniasza napisała:

                      > Pisz na priv.
                      > Angielski nie musi być biegły, wystarczy dobry, ważne połączenie - hiszpański i
                      > portugalski (istny rarytas), choć Hiszpanie i Portugalczycy przyjezdżaja tu oc
                      > hoczo (wśród Polaków - pustka), oraz francuski i rosyjski - nie do odnalezieni
                      > a w Polsce, a też ani Francuzi, ani Rosjanie nie kwapią się tu przyjeżdżać. uncertain

                      O kurde, Maniaszo, angielski i rosyjski wystarczy? I niemiecki? A dlaczego nie w Łodzi?????
                      --
                      forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
            • zmeczona100 Re: Praca w obsłudze klienta... 29.06.11, 22:53
              Jeśli masz na myśli callcenter czy kasę to masz rację. Ja jednak mam na myśli innego klienta- np. u adwokata, lekarza czy projektanta wink
              --
              "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
        • sonia_30 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 19:00
          Jak jesteś brzydki i nieforemny raczej też nie. Najlepiej już teraz w ramach alimentów zaplanować pulę na przyszłą operację plastyczną, implanty, korektę sylwetki i inne bajery, coby zwiększyć szanse dziecka w wyścigu o stołek.
          --
          Kiedy kobieta nie ma racji, pierwsza rzecz którą należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.
          • errormix Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 19:18
            sonia_30 napisała:

            > Jak jesteś brzydki i nieforemny raczej też nie. Najlepiej już teraz w ramach al
            > imentów zaplanować pulę na przyszłą operację plastyczną, implanty, korektę sylw
            > etki i inne bajery, coby zwiększyć szanse dziecka w wyścigu o stołek.

            U mnie może być problem. Zakres robót chirurgicznych byłby pewnie tak duży, że alimentów z 10 lat by pewnie nie wystarczyło. Na szczęście te moje kosmetyczne dylematy jedynie teoretyczne są, bo ex jak alimentów nie płaciła tak nadal nie płaci.

            --
            Zaintrygował cię mój post? Masz ochotę do mnie napisać, poznać? Przeczytaj najpierw to
            • kalpa Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 19:51
              Jako nastolatka miałam straszny trądzik. na tamte czasy comiesięczne wyjścia z mamą do kosmetyczki były w oczach wielu fanaberią a juz na pewno obciążały budżet mamy. Mimo to przez 2 lata regularnie ze mną chodziła do prywatnego gabinetu renomowanej kosmetyczki. Byc może to uratowało mnie od dziur i blizn po saczacych sie niemal pryszczach. Byc może problem tego młodzieńca jest z podobnej półki i matka po prostu chce mu pomóc. Nie znam jej, ani tego konkretnego przypadku- byc może to naprawde nie jest zadna fanaberia i proba udupienia ojca.
              --
              Taniec i wiatr to moje żywioły!
        • z_mazur Re:szare mydło 30.06.11, 11:22
          Tia, to tak jakby proponować: "zapytaj się prawnika jakie ma walory samoreprezentowanie się w sądzie". wink

          --
          Kobieta nie wie czego chce,
          ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
      • wkkr bzdura 30.06.11, 13:01
        6tyś miesięcznie po roku to nie jest żaden standard ale wyjątek.
        Najwyraźniej nie znasz realiów np. warszawskich.
    • nangaparbat3 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 29.06.11, 22:14
      A może to nie kosmetyczka, tylko lekarz kosmetolog?
      Zresztą teraz są i kosmetyczki z wyższymi studiami.
      A młody chłopiec może mieć dramatyczne problemy z cerą, o jakich większości się nie śni i nie śniło (na szczęście). I można z powodu zakażenia skóry twarzy nawet umrzeć, i poważny trądzik wymaga czasem poważnego leczenia.
      Może najpierw sprawdź, o co chodzi, dlaczego kosmetyczka, etc.
      Bo samo: kosmetyczka - 300 zł - nie znaczy nic.
      --
      "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
      • tricolour Jeżeli to lekarz kosmetolog... 29.06.11, 23:19
        ... to rejestrujemy się w przychodni i korzystamy z płaconych składek - po to je przecież płacimy. Ma to szczególnie sens gdy schorzenie jest przewlekłe. Zresztą kwota 280zł pokryje nawet zdrowotne ubezpieczenie prywatne, jakich teraz kilka już jest.
          • maniasza Re: Jeżeli to lekarz kosmetolog... 29.06.11, 23:36
            Faktycznie, wygląda na żart, albo na nieznajomość rzeczywistości.
            Ostatnio, jak potrzebowałam naprawdę, ostry stan zapalny, nie byłam w stanie nawet prywatnie sie dostać do ortopedy. Dwa tygodnie skręcałam się z bólu stawu i ścięgna barku, zanim doczekałam się prywatnej wizyty u ortopedy.
            Rozmawiałam ze znajomą, a ona pyta: jak ci się to udało?
            (o prywaciarza chodziło)
            A państwowym więc nie ma co marzyć.


            --
            "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
            (by Szymon Majewski Show).
            • tricolour Ale ja nie mówię o ostrym stanie zapalnym... 29.06.11, 23:41
              ... tylko przewlekłej chorobie skóry, bo z tym się przecież chodzi do kosmetyczki (jesli nie w celach rekreacyjnych) - to po pierwsze.

              Po drugie: może warto sobie wybrać taką przychodnię, która zapewni lepszą jakość usług. Przecież nie jesteśmy przywiązani do ziemi.
              • maniasza Re: Ale ja nie mówię o ostrym stanie zapalnym... 30.06.11, 00:01
                tricolour napisał:

                > ... tylko przewlekłej chorobie skóry, bo z tym się przecież chodzi do kosmetycz
                > ki (jesli nie w celach rekreacyjnych) - to po pierwsze.

                Co do kosmetyki, ja tez widze , że mój syn ma jakieś tam pryszczyki, taki wiek. Ale to normalne, wystarczy dbać i higienę i samo przejdzie wraz z burzą hormonalną.
                Ale na przyklad widziałam niedawno jego kolegę - to chłopak ma jeden wielki ropień na twarzy, twarz - to rana nie gojąca się. I tutaj tylko lekarz może pomóc. I pewnie nie ze slużby panstwowej. Bo to jest ostry stan zapalny. (na marginesie - chłopak ma pełną rodzinę)


                >
                > Po drugie: może warto sobie wybrać taką przychodnię, która zapewni lepszą jakoś
                > ć usług. Przecież nie jesteśmy przywiązani do ziemi.

                Jakby te przychodnie były..., to tak. Albo, jakby ci lekarze byli. Ale ich nie ma.
                Ja mam ubezpieczenie z NFZ, i mam z pracy zapewnioną opiekę zdrowotną. Ani tam, ani tam, jak trzeba było - nie dało się dostać do lekarza specjalisty, kiedy potrzebowałam, teraz, już.
                Dostałam się, po dwóch tygodniach oczekiwania i brania potęznie przeciwbólowych leków, kiedy nie zazywam leków żadnych, nigdy, w ogóle. Nic nie dzialało. Lek co mozna zazywać dwa razy na dobę, zażywałam co 2-3 godziny, inaczej nie szło wytrzymać z bólu.
                Dostalam się ostatecznie z polecenia, prywatnie. Wizyta trwała raptem 15 min. Zapłaciłam , co trzeba.
                Nie ma z czego wybierać, niestety.
                Strach pomyśleć, jeśli by się stało dziecku coś poważnego. Tylko jechać zagranicę do...polskich lekarzy wink



                --
                "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
                (by Szymon Majewski Show).
        • zmeczona100 Re: Jeżeli to lekarz kosmetolog... 29.06.11, 23:56
          Tri.... wink
          W małej mieścinie za podstawowe zabiegi zapłacisz o wiele mniej, niż w dużym mieście; a ja mieszkam w większym wink Poza tym- to nie są jakieś wymyślne zabiegi na zropiałą cerę- to jest normalny nastolatek, z cerą, która wymaga różnych zabiegów pielęgnacyjnych- w tym i oczyszczania. Pewnie 50 km dalej wizyta byłaby tańsza, ale opcja z dojazdem to nie tylko koszty dojazdu, lecz także i czas.

          Zresztą, dyskusja jest bez sensu, bo każdy żyje na innym poziomie i ma inne potrzeby. Mój wyjeżdża na wakacje, ale nie znowu jakieś wymyślne; a są przecież tacy jego rówieśnicy, którzy polecą do Brazylii; z drugiej strony i tacy, którzy nie wyjadą nigdzie. Dla mnie wyjazd do Brazylii jest poza zasięgiem, a dla kogoś innego- nawet pobyt na obozie harcerskim w Bieszczadach. To samo dotyczy kosmetyczki wink


          --
          "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
      • mola1971 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 00:04
        A to Mazur ma nowe dziecko? Nie wiedziałam. Pisał tylko o tym, że ma nową (nie wiem którą bo mimo ścisłego umysłu w kalkulacjach już się pogubiłam a i co nieco pewnie mi umknęło) panią. Bo, że Tri ma dziecko to wiem. I życzę jego Małemu wszystkiego co w tym życiu najlepsze smile
            • maniasza Re: Serio. 30.06.11, 22:20
              To wielkie gratulacje, Tricolour!
              Juz wiem, przeczytałam, tu i ówdzie
              Niech rośnie pięknie i zdrowo i nigdy nie będzie "obciążeniem" dla własnych rodziców. wink


              --
              "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
              (by Szymon Majewski Show).
        • nangaparbat3 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 18:30
          mola1971 napisała:

          > A to Mazur ma nowe dziecko? Nie wiedziałam. Pisał tylko o tym, że ma now
          > ą (nie wiem którą bo mimo ścisłego umysłu w kalkulacjach już się pogubiłam a i
          > co nieco pewnie mi umknęło) panią.
          Właśnie pomyślałam, że jeszcze nowszą. No - pozazdrościc smile

          --
          "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
      • tricolour Mylisz się... 30.06.11, 00:04
        ... bachor jest niewiadomego pochodzenia więc nie ma żadnego obowiązku zajmować się znajdą. Co innego jeśli chodzi o własne dzieci. Z tym, że własne dzieci wychowuje się wedle własnego uznania i może tak się zdarzyć, że ktoś to uzna za kompromitację. Ludzie tak dziwne rzeczy uznają za kompromitację, że nie ma sensu się tym przejmować.
        • zmeczona100 Re: Mylisz się... 30.06.11, 00:14
          Tri, zgadza się, jednak... po rozwodzie dzieci zaczynają ciążyć rodzicowi alimentującemu i wtedy jakoś dziwnym trafem najlepiej by było, aby miało zaspokojone najbardziej podstawowe potrzeby, bo nie daj Boże jak wyrośnie z niego goguś wink A wcześniej takich obaw nie było smile

          --
          "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
            • zmeczona100 Re: No, nie oszukujmy się... 30.06.11, 00:29
              Ale tak się dziwnie składa, że ten ciężar ciąży po rozwodzie; przed nim jest odbierany jako naturalna konsekwencja decyzji o potomstwie.
              --
              "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
              • tricolour Ale zauważ też... 30.06.11, 00:37
                ... z lektury tego forum, że po rozwodzie potrafią ciążyć: nazwisko po wrażym mężu, większe dochody byłego małżonka budzące zazdrość, sprawy majątkowe, nowi partnerzy, dobre relacje nowych partnerów z dziećmi ze starego małżeństwa itp.

                Różne sprawy są ciężarem.
                • zmeczona100 Re: Ale zauważ też... 30.06.11, 00:48
                  To wszystko zalezy od systemu wartości smile
                  Jeśli komuś ciąży własne dziecko, to ... lepiej omijać go łukiem wink
                  --
                  "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
                  • mali_kali Re: Ale zauważ też... 30.06.11, 15:02
                    A oczywiscie, ze bedzie ciazyc. Trzeba placic, placic i placic.

                    1. Wychowanie? Mamusia podejmuje sama wszystkie decyzje i nie zapyta sie nigdy o zgode.
                    2. Radosc z przytulania, bycia razem? Mamusia wzial dzieci, a meza wyrzucila z mieszkania.
                    3. Obserwacja jak dzieci rosna i sie rozwijaja? Od czasu do czasu, gdy mamusia sie zgodzi, bo co drugie spotkanie odwola z powodu "spraw niecierpiacych zwloki".
                    4. Informacje o nauce dzieci? Po nakazie sadu moze zobaczysz swiadectwo, czyli w Warszawie to tak z polrocznym opoznieniem. W trakcie roku szkolnego nie ma co marzyc.

                    Do czego sie zatem sprowadza rola ojca po rozwodzie? Tylko do placenia alimentow, bo tylko to jest egzekwowane. Dlatego wlasnie dzieci po rozwodzie staja sie ciezarem.

                    Nie chcesz, aby dziecko bylo ciezarem po rozwodzie? Rozwiazanie w jednym zdaniu: traktuj swojego bylego meza z pelnym szacunkiem i jako pelnoprawnego rodzica. Dziecko nie jest Twoja wlasnoscia.
        • nangaparbat3 Re: Mylisz się... 30.06.11, 18:33
          tricolour napisał:

          > ... bachor jest niewiadomego pochodzenia więc nie ma żadnego obowiązku zajmować
          > się znajdą. Co innego jeśli chodzi o własne dzieci.
          Mylisz Pan bachora z bastardem tongue_out
          Który też nie jest niewiadomego pochodzenia, tylko nieprawego raczej - z nieprawego łoża tongue_out


          --
          "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
      • z_mazur Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 00:55
        Powiem szczerze, że mierzi mnie ogólnie prowadzenie rozmowy z kimś, kto określa czyjeś dziezko w normalnej dyskusji "bachorem", i normalnie bym sobie odpuścił, bo to nie mój poziom, ale ten jeden raz odpowiem.

        Śmieszy mnie stwierdzenie odnośnie wydatku 300 zł, że to wyliczanie każdego grosza, ale to tylko kwestia punktu odniesienia, dla jednego to grosze, a dla drugiego to kwota, którą przeznacza na miesięczne utrzymanie jednej osoby w rodzinie.

        Ale nie w tym problem, bo jak trzeba, to ja wydaję na córki potrzeby, ale to sprawa między mną a nią i od mojej decyzji jako rodzica powinno zależeć, czy pokryję taki wydatek czy nie. Ostatnio np. sfinansowałem jej kurs i egzamin na prawo jazdy. Mogłem? Mogłem. Chciałem? Chciałem. A gdybym nie chciał, to byłbym po prostu mniej kochanym ojcem i tyle. Sprawa między mną a córką. Dostała się na studia, więc jak najbardziej na ten wydatek sobie zasłużyła.

        I córka mnie jako ojca rozliczy z dbałości o nią.

        Nie mówimy o wydawanych kwotach na dziecko, tylko o ubezwłasnowalnianiu jednego z rodziców w decyzyjności co do ponoszonych nakładów na dziecko.

        --
        Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
        • szizumami Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 08:42
          powazniejszymi problemami z trądzikeim zajmuje sie tylko dermatolog
          podrzedna kosmetyczka nie rozróżnia podłoża wykwitów hormonalnych od rezultatu alergii pokarmowej np
          a ze zwykłym trądzikiem można sobie poradzić samemu trzymając sie instrukcji,
          przede wszystkim nie rozdrapujac i nie wyciskajac,trzymając sie diety itp
          --wg mnie kosmetyczka---jest mocno naciąganym punktem
          inaczej byłoby gdyby był to lekarz prywatnie

          jesli ktoś uważa,że dbałośc o higiene oznacza notoryczne przebywanie w salonach piekności
          to pieknie--bo SEKTOR I USŁUGnie upadną,ja bardzo sie ciesze
          prosze tylko jeszcze nagminnie korzystac i wliczać do alimentów-MASAZE
          dziekuje
      • mali_kali der1974 kompromitujesz sie swoja glupota 30.06.11, 14:56
        Sprawa jest prosta: on bedzie zmuszony placic na ta kosmetyczke. A chcialby miec wybor. Chcialby miec mozliwosc uczestniczenia w podjeciu decyzji.

        Kompromitujesz sie swoja glupota. Widzisz swiat przez czubek wlasnego nosa. Chodzi o to, aby nie spelniac kazda zachcianki, pod przymusem sadowym. Jak mocno trzeba byc opoznionym umyslowo, aby tego nie zauwazyc?
      • jarkoni Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 01.07.11, 19:18
        der1974 napisał:

        > Przykro to powiedzieć ale jednak. Tri i Mazur kompromitujecie siebie jako ojców
        > . Jeśli się spłodziło dzieciaka to trzeba o niego dbać, a nie wyliczac każdy gr
        > osz. A już zwłaszcza jak się kolejnego bahora zrobiło, to tym bardziej treba db
        > ac o poprzednie.

        Użycie słowa "bahor" dyskwalifikuje Cię absolutnie jako partnera do ewentualnej dyskusji..
        Czytasz czasami to co sam napiszesz? Jakieś refleksje?
        --
        forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
    • scindapsus Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 09:13
      Smutne że wizyta u kosmetyczki przez dorastającego chłopca jest traktowana jak fanaberia.
      Moi bracia byli regularnie prowadzeni do kosmetyczki przez mamę. Tak jak i mnie prowadziła. Tata nie oponował a wręcz zachęcał.
      Teraz mają ładną cerę i zero blizn.
      Ja widzę/obserwuję i zazdroszczę uczestnikom zagranicznych wycieczek ładnej cery, białych prostych zębów, świeżych włosów.Widac na przykładzie Twojego wątku że w tym kraju jest jeszcze dużo do zrobienia.
      Aha, jak bracia zbliżali się do pełnoletności to pryszczy na twarzy nie mieli bo gospodarka hormonalna im się uspokoiła.
      Teraz nie pytam czy chodzą czy nie bo mnie to nie interesuje.
      • z_mazur Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 10:03
        Oczywiście, że to fanaberia. smile

        Na przeciętny młodzieńczy trądzik wystarczy regularne używanie odpowiednich kosmetyków. To nie ospa i w przypadku przeciętnego nastolatka pojedyncze pryszcze nie pozostawiają śladów na całe życie. Zresztą parę pań o tym już tutaj pisało, że inwazyjne oczyszczanie skóry przez kosmetyczkę nastolatkowi, to raczej przeżytek odchodzący do lamusa.

        W przypadku schorzeń skóry zdecydowanie lepiej od kosmetyczki sprawdza się lekarz dermatolog.

        Ale po raz kolejny powtórzę, że temat nie jest o tym, tylko o tym, gdzie jest granica w ingerencji w prywatne sprawy rodziny, jakimi jest decydowanie o sposobie i sumie wydatków ponoszonych na dziecko.

        --
        Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
        • scindapsus Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 10:39
          To Twoje zdanie
          Ty pozostajesz przy swoim ja przy swoim.
          Kłocić się nie będę.
          Ja przyjmuję do wiadomości że często gęsto zwykły płyn nie wystarcza i kosmetyczka to nie jest fanaberia.
          Przykre że dorośli ludzie nie potarfią się dogadac ale wielu rodziców, którzy opuścili swoje rodziny i dzieci najprawdopodobniej by chciało, aby wraz z zakończeniem małzeństwa dzieci też się kończyły.
          • niceflower454 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 13:55
            do scindapsus-dlatego żadnemu frajerowi nigdy nie ułatwię drogi do ojcostwa zaręczajac sie czy biora slub.Ma głupia gęś w garsci i moze z nia robic co chce.Niestety na rynku prokreacyjnym mniej atrakcych kobiet jest wiecej i one pijda na taki uklad (swiadome swych brakow w konkurencji) i beda z nim mialy dziatwe po promocji.

            Dotyczy to faceta kazdego bez wzgledu na status.
            Tylko głupie idiotki biora slub,a w zasadzie im facet bardziej ustawiony tym bardziej nie wolno sie z nim "chajtać".
              • jarkoni Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 01.07.11, 19:25
                altz napisał:

                > niceflower454 napisała:
                > > do scindapsus-dlatego żadnemu frajerowi nigdy nie ułatwię drogi do ojcost
                > wa zar
                > > ęczajac sie czy biora slub.
                > Zamierzasz się tylko rozmnażać z frajerami, ale już nie wychodzić za nich za mą
                > ż? wink

                Altz, tę niceflower widać własciwie na każdym dostępnym forum, nudzi się i pisze wszędzie. Nie zawracaj sobie głowy jej opiniami..
                --
                forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
                • altz Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 01.07.11, 19:42
                  > Altz, tę niceflower widać własciwie na każdym dostępnym forum, nudzi się i pisz
                  > e wszędzie. Nie zawracaj sobie głowy jej opiniami..
                  Ma duży stres dziewczyna i pewno jakieś poważne przeżycie które to spowodowało.
                  Musi swoje emocje przepracować, może za kilka miesięcy to trochę przejdzie. A ponieważ wydaje mi się to szczere, więc mnie zupełnie nie złości, chociaż nielogiczności warto wskazywać.
        • nangaparbat3 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 18:42
          z_mazur napisał:

          > Ale po raz kolejny powtórzę, że temat nie jest o tym, tylko o tym, gdzie jest g
          > ranica w ingerencji w prywatne sprawy rodziny, jakimi jest decydowanie o sposob
          > ie i sumie wydatków ponoszonych na dziecko.
          >

          Ja bardzo przepraszam, ale kto tu ingeruje w prywatne sprawy rodziny? A kto jest wg Ciebie rodziną?
          Bo chyba nie rozumiem.
          --
          "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
      • altz Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 13:42
        > Moi bracia byli regularnie prowadzeni do kosmetyczki przez mamę.(...)
        > Teraz mają ładną cerę i zero blizn.
        Ja nie chodziłem do kosmetyczki i też mam ładną cerę i zero blizn. smile
        Taką potrzebę ma może co 10-ty młody człowiek i też nie co miesiąc, raz na kilka miesięcy, a może nawet raz na pół roku. Jeśli ktoś ma stale problemy, to ja bym się przyjrzał, jaką ma dietę i jaki jest jego ogólny stan zdrowia.
        Chodzi tylko o to, żeby nie było przymusu comiesięcznego chodzenia do kosmetyczki, więc nie powinno to być wpisywane do kosztów jako comiesięczna powinność. Nikt nie przeczy tutaj, że warto iść, jeśli faktycznie jest taka potrzeba, ale coś takiego powinno się zawierać w pozycji "opieka medyczna", a nie "higiena".

        Co do prostych zębów mogę zazdrościć, ale białych już nie, bo wybielanie jest szkodliwe. Dużo się zmieniło pod tym względem w Polsce, dzieci i dorośli(!) nie wstydzą się chodzić z aparatami za zębach, nie wstydzą się pójść do kosmetyczki czy używać kremu itd., więc nie warto narzekać. Jeszcze długa droga przed nami, ale zacząć by trzeba było jednak od naciskania na Ministerstwo Zdrowia na porządną opiekę dentystyczną dla wszystkich dzieci w ramach NFZ, bo to jest teraz największym problemem. Drugi problem występujący powszechnie i wśród biednych i bogatych, to wady postawy. Widać ładne dziewczyny, z prostymi i białymi zębami i fatalnymi wadami postawy, ładnie, wykształcone i garbate. Chłopcy wypadają dużo lepiej pod tym względem, ale może dlatego, że nie unikają ćwiczeń fizycznych. Tak to jest, że mama zaprowadzi do kosmetyczki i wyda jedną ręką na to pieniądze, a drugą ręką wypisuje zwolnienie z zajęć fizycznych i jakoś jej się to nie kłóci.
      • tricolour Wątek nie wziął się z tego... 30.06.11, 10:39
        ... że Panowie nie chcą łożyć. Tylko z tego, że najpierw jedna matka głośno się zastanawiała, czy niemożnośc pójścia do kosmetyczki (i to matki, nie dziecka, słowami "jak dodatkowo przedstawić fakt, że np. nie chodzę do kosmetyczki") jest istotnym pogorszeniem warunków materialnych uprawniających do alimentów na matkę. Druga zaś doliczyła 280zł do alimentów na dziecko - co stanowi 100% kosztów w tej pozycji - czym dała znak, że matka nie ponosi kosztów kosmetyczki na dziecko, ale domaga się tego ponoszenia.

        Wątek wziął się z absurdalnych oczekiwań stojących w sprzeczności z działaniem oczekujących.
        • ewela1_1 Re: Wątek nie wziął się z tego... 30.06.11, 11:19
          A gdzie jest napisane, że koszty utrzymania dziecka dzieli sie np. 50:50?. Z tego coś ie orientuje to sądy nie stosują juz takiej praktyki, tylko uwzględniają z osobna każde przypadki.

          Ojciec który nie pomaga matce w wychowaniu dzieci, nie widuje się z nimi, nie uczestniczy generalnie w ich życiu i wychowaniu powinien ponosić 100% kosztów utrzymania dziecka/ci.
          -------------
          "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
          • altz Re: Wątek nie wziął się z tego... 30.06.11, 13:50
            > Ojciec który nie pomaga matce w wychowaniu dzieci, nie widuje się z nimi, nie u
            > czestniczy generalnie w ich życiu i wychowaniu powinien ponosić 100% kosztów ut
            > rzymania dziecka/ci.
            I to ma być zabawne? Matka dostaje dziecko, może z nim radośnie mieszkać, a facet tylko ponosi koszty. Mama = same plusy, tata = same minusy. Powinien się zgłosić do Stwórcy, że dostał złą płeć? wink
        • buba12 Re: Wątek nie wziął się z tego... 30.06.11, 11:44
          rzygać się chce jak się to czyta - panowie z_mazur i tricolor... nie chcecie i nie umiecie rozmawiać z byłymi na temat potrzeb dziecka i nie tylko. widać, że chcecie zminimalizować koszty, które w związku z posiadaniam dzieci z poprzednich związków musicie ponosić...
          tak - alimenty nie dotyczą zaspokajania tylko najbardziej podstawowych potrzeb.
          a matki moze nie byc stac na kosmetyczkę, bo to ona ponosi koszty mieszkania, pradu, gazu i wody, prania i prasowania -itp pierdół dotyczacych codzienności dziecka - to tez kosztuje!!!
          a jak dodatkowe koszty kosmetyczki obniżaja standard zycia Twojej nowe rodziny panie z_mazur - to po cos ja zakłądał skoro cie na nią nie było stac...
          liczyłes, ze w momencie rozwodu stara rodzina zniknie???



          PS jestem po rozwodzie. mam prawie dorosłe dziecko i cudowne stosunki z bylym i jego partnerką. nie ma miedszy nami problemow tego typu. a oporcz stałej kwoty alimentów - wydatki ekstra dzielimy na poł. ale bywaja sytuacje gdy ja nie mam kasy (taki zawód) i wtedy moj byly chetnie i SAM je ponosi - wiedzac ze mnie na to po prostu nie stac. bywało i tak ze jego nie bylo stac a ja mialam lepiej i wtedy ja płaciłam i nie czekałam az on mi odda
          WARTO MIEC NIECO SZACUNKU I ZAUFANIA DO BYLEGO PARTNERA I RODZICA WLASNEGO DZIECKA....
          • mali_kali Re: Wątek nie wziął się z tego... 30.06.11, 15:10
            > tak - alimenty nie dotyczą zaspokajania tylko najbardziej podstawowych potrzeb.
            > a matki moze nie byc stac na kosmetyczkę, bo to ona ponosi koszty mieszkania, p
            > radu, gazu i wody, prania i prasowania -itp pierdół dotyczacych codzienności dz
            > iecka - to tez kosztuje!!!

            Co Ty wypiszujes?! Ojciec przeciez poprzez alimenty takze ponosi koszty mieszkania, gazu i wody, prania i prasowania. Wszystkie koszty sa wrzucane na ojca. WSZYSTKIE.

            Dodatkowo nie rozumiesz (lub nie chcesz rozumiec, bo to niewygodne) , ze tylko podstawowe potrzeby powinny byc obowiazkowe. Co do ewentualnych dodatkowych wydatkow rodzice powinni dogadywac sie miedzy soba. Tymczasem w tym wypadku sad narzuca na ojca wydatki, ktore nie sa obowiazkowe i ktore nie zostaly uzgodnione. Czy to tak trudno zrozumiec...?
        • dydaki Re: Wątek nie wziął się z tego... 30.06.11, 22:24
          tricolour napisał:

          > ... że Panowie nie chcą łożyć. Tylko z tego, że najpierw jedna matka głośno się
          > zastanawiała, czy niemożnośc pójścia do kosmetyczki (i to matki, nie dziecka,
          > słowami "jak dodatkowo przedstawić fakt, że np. nie chodzę do kosmetyczki") jes
          > t istotnym pogorszeniem warunków materialnych uprawniających do alimentów na ma
          > tkę. Druga zaś doliczyła 280zł do alimentów na dziecko - co stanowi 100% kosztó
          > w w tej pozycji - czym dała znak, że matka nie ponosi kosztów kosmetyczki na dz
          > iecko, ale domaga się tego ponoszenia.
          >
          > Wątek wziął się z absurdalnych oczekiwań stojących w sprzeczności z działaniem
          > oczekujących.



          coś przekręcasz. w jednym wątku kobieta sobie zażartowała o kosmetyczce, co tłumek innych podchwycił żartem (nota bene z twoim udziałem rozpierniczono wątek dziewczyny która jest tuż przed rozwodem i ma nerwy w strzępach) , a Zmęczona zlicza sobie do alimentów zawsze wszystko bo lubi mieć porządek a ile procent z poczynionych nakładów uzyska to sprawa sądu.

          panowie jakoś chyba ci sami przerażeni gdy mowa o kasie

          nie machać dzieci więcej jak taki strach przed alimentami i sprawa załatwiona.
          • tricolour No właśnie o tym pisałem... 30.06.11, 23:09
            ... i nie było żadnego przekręcania z mojej strony: Bromba wręcz szukała jak by tu można udowodnić pogorszenie warunków materialnych. I szukała za pomocą kosmetyczki.

            Tymczasem ktoś, kto ma ciężką sytuację finansową raczej wie bez pytania gawiedzi, na co mu brakuje. Nie wymyśla ani kosmetyczek, ani nie używa słowa "status", o którym mowy nie ma w Kodeksie. Bo o ile zgadzam się, że konieczność rezygnacji z kosmetyczki oznacza pogorszenie statusu (podobnie konieczność zmiany auta na starsze, gorsze, tańsze itp) o tyle nie zgadzam się, że taka rezygnacja oznacza istotne pogorszenie sytuacji materialnej.
      • niceflower454 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 13:13
        do gazeta_mi_placi-bo nic nie musza robic by miec dzieci.Nawet PRACOWAC ,a co tam dopiero łoszczyć! A jesli juz w zacisnietymi zebami max do matury...
        Tylko problem w tym,ze cale otoczenie msci sie na dziecku,obarcza je oplatami,nie zdajac sobie sprawy,ze ono nie jest w stanie nic tu zdzialac.A kazde jego dzialanie bedzie tylko po to by ulzyc tatusiowi (niewydolnemu rodzicielsko).

        Alimenty na leczenie tradziku powinny byc traktowanie powaznie.To naprawde moze komus zniszczyc zycie i zryc psychike.Tradzik w kazdym wieku!
    • maheda Wiesz co, chłopaku Z Mazur... 30.06.11, 11:26
      sęk w tym, że jeśli - dajmy na to - fantastycznie zarabiający ojciec przyzwyczaił dziecko (z racji swoich zarobków) do tej kosmetyczki, do drogich ciuchów, do częstych wyjazdów zagranicznych na wakacje czy jeszcze innych wg Ciebie fanaberii - dlaczego dziecko ma to tracić tylko dlatego, że rodzice się rozwiedli?
      Wg mnie do obowiązków ojca jest zapewnienie dziecku nadal takiego samego poziomu życia, bo właściwie dlaczego nie? Dlatego, że ojciec się już nie dogaduje z matką? Dlatego, że ojciec ma teraz fanaberię (przykładowo) obsypywać brylantami tuziny kochanek?
      Otóż wg mnie taki ojciec tak długo, jak nie zmieni mu się poziom zarobków czy stopa życiowa, ma obowiązek zapewnienia dziecku takiego poziomu życia, do jakiego go przyzwyczaił.

      Jeśli nie chce płacić wysokich alimentów - powinien był od początku dziecko wychować w klimacie "mam pieniądze, ale Ciebie rozpuszczać nie będę, radź sobie tak, jak dzieci innych rodziców, mniej zarabiających".

      Jeśli jednak ojciec zapewniał dziecku wysoki poziom życia, a po rozwodzie uznaje, że dzieciak powinien żyć na takim poziomie, jak jego gorzej sytuowani koledzy i koleżanki - trudno się oprzeć wrażeniu, że ojciec rozwodzi się także i z dzieckiem.

      --
      Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
      Czy POTRAFISZ założyć stanik?
      • zielona.wrona Re: Wiesz co, chłopaku Z Mazur... 30.06.11, 11:47
        Otóż wg mnie taki ojciec tak długo, jak nie zmieni mu się poziom zarobków czy s
        > topa życiowa, ma obowiązek zapewnienia dziecku takiego poziomu życia, do jakieg
        > o go przyzwyczaił.
        ??????????????????????
        Czyli najlepiej by bylo, zeby ojciec dziecko od poczatku spartansko wychowywal. Nie bedzie potem problemow.
        A dziecko, jesli ma miec taki sam poziom zycia, jak ojciec, to powinno mieszkac z ojcem. Dlaczego dziecko mieszkajace z matka, ma miec poziom zycia ojca? A jesli ojciec jest biedniejszy, to co? To matka zje bulke z maslem a dziecko dostanie suchy chceb, bo ojciec suchy chleb je? Albo matka pojedzie autem a dziecko posle pieszo, bo ojciec auta nie ma?
        Kto to wogole wymyslil, ze dziecku nalezy sie taki sam standart jaki ma ojciec. Dlaczego akurat ojciec a nie matka? Dziecku nalezy sie podstawowo taki standart, jaki ma rodzic z ktorym dzeicko zyje. Cala reszta jest dobrowolnym gestem drugiego rodzica. I nie inaczej.
        zielona. wrona
        • ewela1_1 Re: Wiesz co, chłopaku Z Mazur... 30.06.11, 12:08

          Gest??? Gestem moze być sponsorowanie dorosłego dziecka.

          Piszesz o drugim rodzicu jakby był obcym czlowiekiem , a nie jego rodzicielem. Zreszta wszystko zależy od ludzi. Dla jednego nie bedzie gestem, ze pokryje dziecku dodatkowe zajecia, czy kosmetyczką, a drugi bedzie "wyrzygiwał" każdy grosz z wialka łaską, ze ma wyzsze alimenty niż by chciał dostać.
          -------------
          "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
        • niceflower454 Re: Wiesz co, chłopaku Z Mazur... 30.06.11, 14:00
          do zielonawrona-uwierz mi,wiekszosc facetow jest wlasnie tak skąpa,ze chce miec jak najwiecej dzieci i sie nie wysilać..A malzenstwo im to tylko ułatwia...zachowywanie pozorow "wzorowego tatusia".

          Bez malzenstwa byloby i trudno dlatego tak bardzo szczedza dostep do siebie kobietom wyrachowanym,czyli myslacym jak ja,badz leniwym ich zdaniem.Tymczasem jest zupelnie na odwrot.
        • maheda Re: Wiesz co, chłopaku Z Mazur... 30.06.11, 15:02
          zielona.wrona napisał:

          > ??????????????????????
          > Czyli najlepiej by bylo, zeby ojciec dziecko od poczatku spartansko wychowywal.
          > Nie bedzie potem problemow.

          Z tego, co mówisz, powinnaś wyciągnąć wnioski, i wymagać dokładnie takiego traktowania od ojca swojego dziecka.
          Ja jestem zdania, że nie trzeba spartańsko, ale za to lepiej się nie rozwodzić.

          > Kto to wogole wymyslil, ze dziecku nalezy sie taki sam standart jaki ma ojciec.

          Jeśli ojciec swoje dziecko kocha, to sam na to wpadnie, nie będzie potrzebował żadnych "wytycznych". No, ale to przy tym założeniu właśnie.

          > Dlaczego akurat ojciec a nie matka? Dziecku nalezy sie podstawowo taki standar
          > t, jaki ma rodzic z ktorym dzeicko zyje. Cala reszta jest dobrowolnym gestem dr
          > ugiego rodzica. I nie inaczej.

          Kodeks Rodzinny twierdzi inaczej, niż Ty. Twierdzi, że standard dziecka po rozwodzie ma się nie pogorszyć w stosunku do tego, co było przed rozwodem. Ups.

          --
          Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
          Czy POTRAFISZ założyć stanik?
          • mali_kali Re: Wiesz co, chłopaku Z Mazur... 30.06.11, 15:14
            > Kodeks Rodzinny twierdzi inaczej, niż Ty. Twierdzi, że standard dziecka po rozw
            > odzie ma się nie pogorszyć w stosunku do tego, co było przed rozwodem. Ups.
            >

            Nie osmieszaj sie, prosze. Przywolujesz prawo obowiazujace w PL i sie cieszysz. To chore i seksistowskie prawo. I co z tego, ze tak jest w Kodeksie Rodzinnym? Dyskusja jest o tym jak powinno byc.

            To nie sejm. Tutaj nikt prawa nie bedzie zmienial. Mozna co najwyzej wyrobic sobie opinie jak powinno byc.
            • maheda Re: Wiesz co, chłopaku Z Mazur... 30.06.11, 17:07
              Rozmawiamy o tym, jak powinien się zachować ojciec wg przepisów obowiązujących obecnie w naszym kraju. Oraz o tym, jakie są realia.
              Nie wiem, czy znasz takie stare powiedzenie łacińskie: Dura lex, sed lex (Ciężkie prawo, ale prawo).
              Skąd ono się wzięło? Otóż nigdy, ale to nigdy nie było, nie jest i nie będzie tak, żeby wszystkim pasowało ustanowione i obowiązujące prawo. Jednak jest takie, a nie inne, i nie ma siły - trzeba go przestrzegać, czy się komu podoba, czy nie.
              Jeśli komuś się nie podoba - to trzeba albo aktywnie działać na rzecz jego zmiany (nie mówię o anonimowym biciu piany tu i ówdzie, ale raczej o akcjach, zbieraniach podpisów, aktywnym działaniu w stowarzyszeniach, organizacjach pozarządowych, itd.), albo się wyprowadzić tam, gdzie obowiązujące przepisy bardziej odpowiadają poglądom.

              --
              Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
              Czy POTRAFISZ założyć stanik?
          • zielona.wrona Re: Wiesz co, chłopaku Z Mazur... 30.06.11, 15:57
            Kodeks Rodzinny twierdzi inaczej, niż Ty. Twierdzi, że standard dziecka po rozw
            > odzie ma się nie pogorszyć w stosunku do tego, co było przed rozwodem. Ups.
            >

            Ups!!
            Naprawde tak pisze? No to jesli tak, to wszystkie mamusie powinny zaiwaniac do pracy i jeszcze raz pracy, zeby zarobic na ten, nie pogaraszajacy sie standart. Czy w KR pisze, ze to ojciec ma tylko zaiwaniac i placic?
            Przeciez caly czas bijecie sie tu o "rodzice", to czemu to ojciec ma placic a nie rodzice?
            Ale caly czas bijecie piane, ze dziecko ma ponoc prawo zyc na poziomie rodzicow. Pisze, ze tylko na tym wyzszym poziomie?
            Alboscie to sobie same ubzduraly na zasadzie jedna pani drugiej pani., co?
            zielona.wrona
            • maheda Jesteś bardzo jednostronna. 30.06.11, 17:12
              A pokaż mi paluszkiem, gdzie ja napisałam o ojcu?
              Zresztą, jeśli tak było, to akurat napisałam tak, bo w tę stronę poszedł temat.
              Oczywiście, jeśli to bogata matka zostawiłaby dzieci biednemu ojcu, i to ta bogata matka dzieciom zapewniałaby wcześniej wszelkie wyjazdy na narty, prywatne szkoły i tak dalej - to jasnym jest, że w dalszym ciągu płacenie na to wszystko należałoby do bogatej matki.

              Nie rozumiem Twojego zacietrzewienia.
              Masz w tym jakiś interes? Krzyczysz, bo temat dotyczy Ciebie bezpośrednio? Może jesteś związana z jakimś zamożnym panem, od którego była żona wstrętnie żąda pieniędzy na utrzymanie dzieci na podobnym poziomie, co wcześniej?

              Spróbuj wyjść poza schemat i zastanowić się, jakbyś się czuła, gdyby obecny Twój facet (zakładam, że masz jakiegoś) utrzymywałby Ciebie i Twoje dziecko na poziomie cozimowych i coletnich wyjazdów za granice Europy, opłacając dziecku prywatne przedszkole, kursy językowe, sportowe, muzyczne, czy jakieś inne, a potem by sobie odszedł do kogoś innego i powiedziałby "będę płacił na dziecko 400 zł miesięcznie, bo mam nową rodzinę, a Ty się już zajmij tym, żeby dzieciak miał podobny standard do tego, który ja mu zapewniałem"?

              --
              Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
              Czy POTRAFISZ założyć stanik?
        • nangaparbat3 Kra kra - wrona :) 30.06.11, 18:47
          Bo wiesz? naprawdę męscy faceci dbaja o swoje dzieci, i chcą, żeby te dzieci żyły na przyzwoitym poziomie. A przyzwoity poziom to zazwyczaj taki, na jakim sami żyjemy (chyba że jestesmu nieudacznikami albo mamy cholernego pecha).
          --
          "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
      • altz Re: Wiesz co, chłopaku Z Mazur... 30.06.11, 13:56
        > dlaczego dziecko ma to tracić tylko dlatego, że rodzice się rozwiedli?
        > Wg mnie do obowiązków ojca jest zapewnienie dziecku nadal takiego samego poziom
        > u życia, bo właściwie dlaczego nie?
        Dlaczego nie? Ponieważ wzrosły koszty, choćby utrzymania dwóch domów i takich pieniędzy już nie ma, jak przed rozwodem. Cuda się zdarzają w literaturze albo w sądzie wink
        • maheda Nie mówię o delikatnie większych zarobkach ojca 30.06.11, 14:50
          Mówię o sytuacji, w której matka zajmowała się domem i dziećmi, ewentualnie do tego zarabiała 1200 netto na jakimś etacie, a ojciec zarabiał dziesięć (czy więcej) razy tyle, co ona.
          W takiej sytuacji nawet, jeśli ojciec wynajmuje mieszkanie, to i tak nie musi wcale obniżać znacznie stopy życiowej dziecka do poziomu "żyj jak Twoi koledzy, którzy mają dwójkę rodziców zarabiających po tysiąc złotych każde".

          Oczywiście do tego dochodzi jeszcze powód, dla którego rozpadło się małżeństwo - jeśli pan znalazł sobie kochankę czy kochanki, to powinien mieć na tyle rozumu, żeby mieć świadomość, że trzeba w związku z tym zarabiać więcej (a nie tyle samo, co wcześniej), bo będzie miał wybór - albo obsypie diamentami kochankę, albo zapewni swojemu własnemu dziecku dotychczasowy poziom życia.
          Jeśli go na to nie stać - wypadałoby, jak powiedziałam wcześniej, niestety zrezygnować z kochanki/kochanek, jeśli miałoby na tym ucierpieć dziecko.
          Oczywiście wyłącznie wtedy, jeśli pan stawia dziecko nad kochanką. Jeśli stare dziecko mu się już znudziło i nowa kochanka stoi nad dzieckiem pana, to nie ma dyskusji. Ale też świadczy to o panu i powinno dać do myślenia kochance, jeśli wpadnie jej do głowy pomysł urodzenia kolejnego dziecka tego pana - choćby dlatego, że schematy lubią się powtarzać.

          --
          Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
          Czy POTRAFISZ założyć stanik?
          • altz Re: Nie mówię o delikatnie większych zarobkach oj 30.06.11, 15:09
            Jakoś przebija przez to wszystko filozofia Kalego. sad Delikatnie, ale jednak.
            Rozumiem, gdy rodzic wykopsany ma spore pieniądze, to może żyć na na wysokim poziomie, pomimo rozstania, zapewnić podobny poziom dzieciom i ich matce, ale takie przypadki, to jaki procent rozwodów? 2%? 3%?
            Ja osobiście czuję się oszukany, zostałem pogoniony z domu, obniżył mi się bardzo poziom życia i mam jeszcze za karę ponosić tego koszty, chociaż moja w tym wina nie jest wielka.
            Mam prawo założyć nową rodzinę, mieć dzieci i obniżyć standard życia obecnych dzieci i nikomu nic do tego. Nikt nie ma prawa zmuszać wykopsanego rodzica do hibernacji, niewolnictwo się skończyło i trzeba się liczyć z tym, że po rozwodzie wszystko się zmienia, a życie toczy się dalej.
            Ja traktuję wszystkich jednakowo, chciałbym, żeby wszyscy żyli na podobnym poziomie, jak w jednej dużej rodzinie, nie rozróżniam dzieci swoich od nie swoich.
            • maheda Mówimy o dwóch różnych sytuacjach 30.06.11, 17:00
              Ty mówisz o sytuacji, w której pani żonie znudził się mąż i wystawiła go za próg, żądając kasy.

              Ja mówię o sytuacji, w której pan mąż znajduje sobie kochankę/kochanki i w związku z tym nie chce swoim dzieciom zapewniać dłużej poziomu życia, który zapewniał im do tej pory.

              --
              Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
              Czy POTRAFISZ założyć stanik?
              • altz Re: Mówimy o dwóch różnych sytuacjach 30.06.11, 17:27
                > Ja mówię o sytuacji, w której pan mąż znajduje sobie kochankę/kochanki i w zwią
                > zku z tym nie chce swoim dzieciom zapewniać dłużej poziomu życia, który zapewni
                > ał im do tej pory.
                Jasne, że nie chce. A czemu miałyby jego nowe dzieci żyć poniżej poziomu tych pierwszych? Zresztą poziom życia dzieci "kochanki" też nie powinien specjalnie odbiegać od poziomu życia "niekochanki", chyba że matka dzieci ("niekochanka") sama podwyższa poziom życia dzieci, bo ma taki kaprys.
                • maheda Re: Mówimy o dwóch różnych sytuacjach 30.06.11, 18:53
                  No ale ja nie mówię o sytuacji, w której pan zakłada nową rodzinę i kolejne dzieci.
                  Nigdzie tak przecież nie napisałam, prawda?
                  I owszem - pełna prawda, że standard życia (czyli kasa łożona na dzieci) powinna być taka, żeby zapewnić im równy poziom życia, co nie oznacza takich samych pieniędzy - wiadomo, że inne są koszty utrzymania trzylatka, a inne szesnastolatka.

                  --
                  Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
                  Czy POTRAFISZ założyć stanik?
    • niceflower454 Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 13:10
      Dlatego nigdy w życiu nie wezmę ślubu.Wyłącznie na emeryture.

      To instytucja zniewalająca i na dodatek pozbawiająca ojców (mężów) jakiejkolwiek odpowiedzialności.Albo stanowczo zbyt tania....

      Slub jest wyłącznie dla kobiet,które nie sa absolutnie pewne przyszłosci w związku,mają slaba pozycje w tym calym malzenstwie i co tu duzo kryc trzymaja goscia na sile....
      Inaczej nigdy by sie z nimi nie zwiazal.....

      To sie NIE OPŁACA!
      Na pewno dla dzieci!
      • altz Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 14:03
        > Slub jest wyłącznie dla kobiet,które nie sa absolutnie pewne przyszłosci w zwią
        > zku,mają slaba pozycje w tym calym malzenstwie i co tu duzo kryc trzymaja gosci
        > a na sile....
        > Inaczej nigdy by sie z nimi nie zwiazal.....
        Ślub jest zabezpieczeniem majątku małżonków i dzieci na szczególne sytuacje typu: poważna choroba czy śmierć. Poza tym, mądrym ludziom nie jest potrzebny, a głupim i tak nie pomoże.
        • maheda Głupota?!?! 30.06.11, 14:54
          altz napisał:

          > Ślub (...) mądrym ludziom nie jest potrzebny, a głupim i tak nie pomoże.

          Czy to znaczy, że jeśli ktoś ma taki światopogląd, że chce mieć ślub (bo np. jest wierzącym chrześcijaninem czy muzułmaninem, czy też jest wyznawcą jakiejkolwiek innej religii kładącej nacisk na wartość małżeństwa), to jest głupi?

          Rozmawiałam nie tak dawno temu z grupą znajomych po rozwodach.
          Część z nich mówiła, że śmieszą ich przysięgi przed ołtarzami, to całe "na zawsze" oraz "że Cię nie opuszczę aż do śmierci".
          A część stwierdzała, że okres ironicznego podchodzenia do ślubów ma już za sobą.
          Wynika z tego, że aby chcieć wziąć ślub, trzeba się pozbyć z psychiki traumy porozwodowej.

          Czego Ci, Altz, jak również innym forumowiczom po rozwodach, serdecznie życzę.

          --
          Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
          Czy POTRAFISZ założyć stanik?
          • altz Re: Głupota?!?! 30.06.11, 15:22
            > > Ślub (...) mądrym ludziom nie jest potrzebny, a głupim i tak nie pomoże.
            >
            > Czy to znaczy, że jeśli ktoś ma taki światopogląd, że chce mieć ślub (bo np. je
            > st wierzącym chrześcijaninem czy muzułmaninem, czy też jest wyznawcą jakiejkolw
            > iek innej religii kładącej nacisk na wartość małżeństwa), to jest głupi?
            Skąd takie dziwaczne wnioski? smile
            Napisałem tylko, że ślub nie może być elementem, który przytrzymuje ludzi przy sobie.
            Powinno być to przekonanie, że się chce być z tą osobą, odpowiedzialność za drugą osobę, chęć bycia razem, empatia, życzliwość, pociąg seksualny itp. itd.
            A ślub powinien być tylko świadectwem, że tak jest w rzeczywistości i małą pomocą w utrzymaniu integralności małżeństwa, po to się w końcu nosi obrączkę, żeby na każdym kroku nie musieć się tłumaczyć, że się nie ma ochoty na flirt.
            Mądrym ludziom ślub nie jest niezbędnym, żeby być do końca razem, chociaż mogą się zdecydować na ślub z różnych powodów, choćby religijnych czy rodzinnych. Mądre rodziny traktują pary jak małżeństwo, a partnerów, jak rodzinę, a głupie muszą mieć na to podkładkę.
            Głupim to wszystko i tak nie pomoże w utrzymaniu małżeństwa. Niektórzy partnerzy potrzebują obrączek, pierścionków, prezentów, ciągłych zapewnień, hołdów, całej tej otoczki feudalnej, widocznie nie są czegoś pewni, swoich walorów albo realności związku. Im to i tak nie pomoże.
            • niceflower454 Re: Głupota?!?! 30.06.11, 17:09
              do altz-no też wlasnie tlumacze,ze slub i tak nie pomoze niedobranym malzenstwom,a dziecko pogorszy ich stan.Wszak wielu panow wstydzi sie swoich narzeczonych,potem żon,dlugo chce uchodzic za kawalera,nie nosi obraczki i ma wielką ochotę na flirt.W sumie sie nie dziwie.....Nikogo nie da sie zmusic do miłości.....

              Takze potwierdza sie teza,ze malzenstwo sluzy glownie tym,ktorzy są pomyłką w życiu współmałzonka.Pytanie tylko jaką za to zapłacą CENĘ?

              Choc obsesja na tym tle dlugo do kobiet nie dociera....
              • altz Re: Głupota?!?! 30.06.11, 17:36
                > niedobranym malzenstwom,a dziecko pogorszy ich stan
                Nie rozumiem. Że pogorszy stan posiadania? Czy utrudni flirtowanie?

                > Takze potwierdza sie teza,ze malzenstwo sluzy glownie tym,ktorzy są pomyłką w życiu
                > współmałzonka.
                Ja znam pozytywne przykłady, znam dobrze swoją partnerkę, więc się nie boję małżeństwa.
                Widzę dużo plusów, najważniejsze są te związane z majątkiem wspólnym, opieką nad dziećmi w przypadkach losowych i bezpieczeństwem w chorobie. Reszta spraw nie potrzebuje małżeństwa, żeby dobrze działały. Masz żal, ale Tobie też się zmieni niebawem. smile
              • jarkoni Re: Głupota?!?! 02.07.11, 08:45
                niceflower454 napisała:

                > do altz-no też wlasnie tlumacze,ze slub i tak nie pomoze niedobranym malzenstwo
                > m,a dziecko pogorszy ich stan.Wszak wielu panow wstydzi sie swoich narzeczonych
                > ,potem żon,dlugo chce uchodzic za kawalera,nie nosi obraczki i ma wielką ochotę
                > na flirt.W sumie sie nie dziwie.....Nikogo nie da sie zmusic do miłości.....
                >
                > Takze potwierdza sie teza,ze malzenstwo sluzy glownie tym,ktorzy są pomyłką w ż
                > yciu współmałzonka.Pytanie tylko jaką za to zapłacą CENĘ?

                Spytam bardzo poważnie, bo chciałbym Cię dobrze zrozumieć:
                "Takze potwierdza sie teza,ze malzenstwo sluzy glownie tym,ktorzy są pomyłką w ż
                > yciu współmałzonka."
                Czyli: "również potwierdza się teza"?
                Czy też chciałaś napisać: "Tak że potwierdza się teza.."
                Co by znaczyło "tak więc potwierdza się teza.."
                Co chciałaś powiedzieć?

                PS. Także = też, również
                Tak że = tak więc


                --
                forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
    • obrazo-burca Re: Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów 30.06.11, 15:02
      Ja płacę (alimentami) całkowite koszty utrzymania dzieci. Bo mamusia nie pracuje i łozy przez własne starania. Tak w swojej światłości orzekł sąd. Gęby otworzyć nie mogłem, bo to zabezpeiczenie, więc zapadło zaocznie. Odwołałem się do SA i szkło.

      Żaden sąd nie wział pod uwagę, że ja też łożę na dzieci poprzez własne starania, żaden sąd nie wziął pod uwagę, że mamusia nie pracuje, bo jej się nie chce. Przy moich alimentach się nie dziwię.