i.rys
05.07.11, 15:51
Rozprawa o ustalenie wysokości alimentów trwa już prawie rok. Dziś ponownie wysłuchano naszych zeznań - ponoć by ostatecznie ustalić treść wyroku
Ojciec dziecka dowodzi, że powinnam zaakceptować kwotę 500zł jako jego wkład w utrzymanie codzienne córki. Dowodzi także, że przeznacza kwotę ok. 700zł (takie świadczenie otrzymuje na dziecko w Niemczech i wbrew mojej woli zatrzymuje je do swojej dyspozycji) na zapewnienie dziecku atrakcji i zabawek podczas dwóch weekendów w miesiącu.
Zatrzymuje tę kwotę także wówczas gdy kontakty nie są realizowane, twierdząc że kupuje dziecku zabawki i one czekają na nią w domu jego partnerki

W takim razie od kilku miesięcy co miesiąc przybywa kolejna sterta, bo przecież sporo ich można kupić za 700zł...
Ręce mi opadają... to przecież ja jestem rozrzutna... ja wydaję pieniądze bez opamiętania (na szczęście swoje pieniądze).
Jak więc nazwać Jego "politykę finansową"?
Czy ktoś może mi logicznie wytłumaczyć jak mam się doszukać sensu w takiej "gospodarności"?
W jaki sposób dorosły męźczyzna bez żenady może dowieść, że wydaje przez kilka godzin w sobotę i niedzielę w sumie 350zł na przyjemności realizowane z niespełna pięcioletnim dzieckiem?
Przy założeniu, że płacimy pół na pół to ja mam do dyspozycji 1000zł na cały miesiąc (w tym wszystkie potrzeby i koszt przedszkola) a On ma spore kieszonkowe

Proszę o propozycję jak wydać 700zł na przyjemności małego dziecka w 4 dni - to na pewno jest możliwe i zasadne
PS: Chciałabym ubarwić moją frustrację więc może poszalejemy z pomysłami... tylko nie proponujcie kosmetyczki na trądzik, bo Ona go jeszcze nie ma