I co wy na to?

05.07.11, 20:00
www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,9895408,Mamuniu_ratuj__Policjanci_przed_7_rano__wyciagneli.html ..
    • triss_merigold6 Żeby alimenty tak egzekwowali... 05.07.11, 20:03
      Żeby ściągalność alimentów tak skutecznie i szybko egzekwowali...
      Przemocowiec chce dop.... byłej żonie i posługuje się dzieckiem. Pan wcześniej wnioskował o umieszczenie tegoż dziecka w rodzinie zastępczej.
      • kalpa Re: Żeby alimenty tak egzekwowali... 05.07.11, 20:13
        straszne... biedne dziecko...niestety nie sa to odosobnione przypadki szalonych doroslych. Nawet jesli ta mama jest jakas nieteges, to taka akcja jest chora i przerażajaca. Niestety wsród moich znajomych był przypadek odebrania dziecka w taki sposób- nie chce pisac o szczegołach, ale chlopczyk spedził pół roku w domu dziecka a jego mama plakala pod oknami, zeby jej było wolno zobaczyc synka. Historia prawdziwa niestety. W konsekwencji chorego donosu szalonej osoby i syn i matka przezyli piekło i traumę, której chyba nie zapomną... niestety sady bywaja bardzo szalone.
    • gazeta_mi_placi Re: I co wy na to? 05.07.11, 20:14
      Skojarzyło mi się z niejakim skurwiałym drzewkiem....
    • mola1971 Re: I co wy na to? 05.07.11, 21:10
      Gestapowcy. Tyle mam do powiedzenia na ten temat.
    • sonia_30 Re: I co wy na to? 05.07.11, 21:15
      Koszmar...psycholog kontra psycholog... no i zastanawiająca postać spacerującej i niereagującej pani kurator, wysłanej chyba tylko po to by czymś kadr wypełnić..
      • zolta_iwulka Re: I co wy na to? 05.07.11, 21:28
        Czy sam fakt bycia psychologiem - rodzicem czyni z niego (z nich) kogoś lepszego, bardziej etycznego, moralnego, rozumiejącego potrzeby (własnego) dziecka?
        • sonia_30 Re: I co wy na to? 05.07.11, 21:37
          Jak widać na załączonym obrazku nie uczynił, choć świadomość potrzeb/emocji dziecka powinni mieć z racji zawodu niezłą.
      • gazeta_mi_placi Re: I co wy na to? 05.07.11, 21:28
        A co miała niby robić?
        • sonia_30 Re: I co wy na to? 05.07.11, 21:45
          Rusz inwencją.. za co Ci płaci ta gazeta, za kolorowe suwaczki?
    • raszefka Re: I co wy na to? 05.07.11, 21:39
      Nie byłam w stanie doczytać do końca... sad
    • madame_c Re: I co wy na to? 05.07.11, 21:56
      Matka manipuluje dzieckiem. Jako psycholog dobrze wie, co to dziecięca histeria i jak temu zaradzić; to doskonale wie KAŻDY rodzic oddający dziecko do przedszkola. Potępieńcze wycie chyba dobrze oddaje to, co można usłyszeć w przedszkolnej szatni o poranku. Niejeden rodzic ze złamanym sercem idzie do pracy, nerwowo telefonuje...A pani opiekująca się dziećmi mówi, że doslownie pięć minut po "koszmarze" dziecko wesoło bawi się z kolegami.
      Matka nie zrobiła nic, by dziecku umożliwić normalny kontakt z ojcem, doprowadzając tym samym do tak drastycznej sytuacji, jak ingerencja kuratorów, którzy nie pozwolili matce "uspokoić dziecka" , co zaowocowałoby eskalacją grozy.
      Były mąż dobrze wiedział, co robi szanowna małżonka i umiał wykorzystać dostępne mu narzędzia. Nie miał po prostu wyjścia, niekiedy trzeba pokazać "czerwone światło". To chłopiec, dla niego więź z ojcem jest szczególnie ważna.
      Mam nadzieję, że obojgu uda się jednak dogadać, dla dobra dziecka.
      • tricolour Weź nie żartuj... 05.07.11, 22:18
        ... dupa, nie rodzic, jeśli dziecko wyje w przedszkolu, a on idzie do pracy.
        • scindapsus Re: Weź nie żartuj... 06.07.11, 10:44
          Dlaczego zaraz dupa?
          moja mama opowiadała że przez pierwszy tydzień mojego przedszkola płakała, jak słyszała jak ja płaczę,
          Płakała że jest wyrodną matką
          Tydzień później płakała jak słyszała że przestałam zawodzic bo-uważała że jest wyrodną matką i dziecko już jej nie kocha.Bo nie płacze.
          • ewela1_1 Re: Weź nie żartuj... 06.07.11, 10:47
            To ja będę podwójna dupa, bo od września moi synowie( 3 i 4 l.) idą do przedszkola.
            Może pocieszeniem jest to, że to normalne i kazde "dzieci i rodzice tak mają" i, ze należy ten okres przeczekać.
            -------------
            "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
            • tricolour Spokojnie... 06.07.11, 10:53
              ... zawsze możesz umówić się z jakąś inną "płaczliwą" mamą i przyprowadzać pociechy większą grupą. Dzieciom będzie łatwiej.
              • ewela1_1 Re: Spokojnie... 06.07.11, 10:57
                Wezmę mamę, tzn. babciesmile.
                -------------
                "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
        • z_mazur Re: Weź nie żartuj... 06.07.11, 11:08
          No nie wiem czy taka dupa. Moja córka z trzech lat chodzenia do przedszkola przez pierwsze dwa codziennie praktycznie wyczyniała taki cyrk, ale i codziennie przy odbieraniu były problemy, żeby namówić ją do powrotu do domu, tak świetnie się bawiła i roześmiana prosiła o jeszcze chwileczkę.

          Niektóre dzieci tak po prostu mają.

          Dodatkowym smaczkiem jest to, że w przedszkolu jako pracownik gospodarczy dorabiał sobie mój ojciec (czyli lubiany dziadek mojej córki) i codziennie rano tam był, co wcale nie zmniejszało histerii córki.
        • cronat.gold Re: Weź nie żartuj... 09.07.11, 14:52
          popieram .....dupa
    • tricolour Michszyb sie kłania... 05.07.11, 22:16
      ... też tak u niego będzie.
      • madame_c Re: Michszyb sie kłania... 05.07.11, 22:21
        No, powiedziałeś, co wiedziałeśsmile
        • zmeczona100 Re: Michszyb sie kłania... 05.07.11, 23:08
          - rzekła ania1oo
      • der1974 Re: Michszyb sie kłania... 06.07.11, 00:07
        Po 176 sprawie o ukaranie żony. A potem bedzie triumfował, że z nią wygrał.
    • demon_hrabiego Re: I co wy na to? 06.07.11, 00:07
      Matka od dłuższego czasu, pomimo prawomocnego orzeczenia o kontaktach, uniemożliwiała te spotkania ojcu, więc dobrze się stało, że sąd w tej sytuacji - wskutek rażącego nadużycia przez nią władzy rodzicielskiej i ignorowania orzeczenia sądu - ostatecznie orzekł o powierzeniu opieki ojcu.

      Z przytoczonej wypowiedzi pełnomocnika matki jednoznacznie wynika, że na początku czerwca postanowienie o ustaleniu miejsca pobytu dziecka przy ojcu uprawomocniło się, o czym pełnomocnik wiedział:

      "Ostatni wniosek w tej sprawie wpłynął do sądu odwoławczego w połowie maja. Niespełna dwa tygodnie później zapadła decyzja by go nie uwzględniać - mówi Bolesław Senyszyn, pełnomocnik Barbary L ..."

      Skoro zażalenie matki zostało odrzucone, to dlaczego - zgodnie z postanowieniem sądu - nie przekazała ona opieki ojcu ?

      "...Zaraz potem sędzia Pałkiewicz orzekła o przymusowym odebraniu dziecka."

      Nie zaraz potem, tylko konkretnie 21 czerwca bieżącego roku - czyli matka miała na realizację orzeczenia około trzech tygodni zanim zapadło postanowienie o przymusowym odebraniu dziecka matce:

      "Na orzeczeniu widnieje data 21 czerwca, Senyszyn otrzymał ją jednak dopiero 4 lipca. - Mimo, że codziennie byłem w sądzie i o nią pytałem. - mówi prawnik."

      Skoro "codziennie o nie pytał", tzn. że pewnie zdawał sobie sprawę, że w przypadku wydania orzeczenia o przymusowym odebraniu dziecka, kuratorzy nie będą mieli innego wyjścia, jak to postanowienie zrealizować.
      No ale jak to - matce dziecko zabiorą ? W Polsce ? Przecież w Polsce to niemożliwe, a nawet jeśli to wezwie się dziennikarzy i do niczego nie dojdzie (myślał sobie pełnomocnik).

      W wypowiedzi pełnomocnika jest jeszcze zawarta sugestia, że być może sędzia antydatował swoje postanowienie bądź zawieruszyło się ono w sekretariacie sądu, zanim zostało wysłane do matki, lecz nawet optymistycznie zakładając że pełnomocnik nie nagina prawdy i rzeczywiście nie wiedział o postanowieniu w sprawie przymusowego oddania dziecka pod opiekę ojcu, to nie zmienia to faktu, że matka miała kolejny tydzień na realizację prawomocnego orzeczenia sądu w tym kraju.

      Co do "łomotania do drzwi", "ulubionej przytulanki Piotrusia" i "omdleń na schodach sądu" w artykuliku dziennikarki, to szkoda czasu na polemikę z jej interpretacją rzeczywistości.

      pzdr,
      • andres_nin Re: I co wy na to? 06.07.11, 09:24
        myślę, że ten mały człowiek który jest podmiotem tej historii ma gdzieś to czy jakaś decyzja się uprawomocniła czy nie i czy ten czy inny adwokat złożył pismo w terminie do sądu ... i cały nasz system sądowniczy
        on nie miał żadnej możliwości wyboru - ma takich rodziców jakich ma, którzy fundują mu "atrakcje" które pewnie zostawią ślad w jego psychice na całe życie
        przeraża mnie wynikające z treści artykułu postrzeganie przez tych akurat rodziców jako w zasadzie normalne dla traktowania dziecka jak przedmiotu, pretekstu do rozgrywania sobie swoich spraw za wszelką cenę i w imię postawienia na swoim - bardzo wątpliwa to satysfakcja
        a może czasem trzeba odpuścić ..? nawet zgrzytając zębami w poczuciu, że ma się taką czy inną rację
        czy nalot policji i odbieranie siłą dziecka jednemu z rodziców przez drugiego to na pewno jest JEDYNA możliwość .. ? a jeśli nawet to kto jak nie sami rodzice do tego doprowadzili eskalując konflikt - w tej historii jak widać nie nastąpił moment otrzeźwienia
        na marginesie to moje dzieci też chodziły do przedszkola i wcale nie było łatwo na początku .. ale chyba jest różnica pomiedzy płaczem dziecka zostającego w przedszkolu po którego mama czy tata wróci za parę godzin a płaczem dziecka wyrywanego z łóżeczka i zabieranego przez obcych ludzi z własnego "bezpiecznego" domu
        • demon_hrabiego Re: I co wy na to? 06.07.11, 10:04
          Ależ oczywiście że nie masz racji, a moment otrzeźwienia właśnie nastąpił: Wreszcie ojciec przestał odbijać się od drzwi, a dziecko trafiło do normalnego rodzica, który - mam nadzieję - rozumie jego potrzeby i prawa, także do kontaktu z drugim rodzicem.

          Niestety - jak widać na załączonym obrazku - w tym kraju facet musi być profesorem psychologii,
          żeby przekonać sąd rodzinny do tego co oczywiste.
          • andres_nin Re: I co wy na to? 06.07.11, 10:53
            a dziecko trafiło do normalnego rodzica, który - mam nadzieję - rozumie jego potrzeby i prawa

            czy aby na pewno ... ?

            swoje prawa na pewno realizuje skutecznie ale co do reszty to jak dla mnie oczywistości w tym mało
            myśle, ze nikt z nas nie zna tak naprawdę szczegółów tej historii i kto ma w niej i jaką rację, natomiast to co możemy obserwować to efekty i je akurat każdy może sobie oceniać po swojemu .. efekty dla których mimo wszystko trudno mi znaleźć akceptowalne dla mnie uzasadnienie ....i tego właśnie dotyczyła moja wypowiedź
            więc pozostanę przy swoim oczywistym niemaniu racji smile
          • burza4 Re: I co wy na to? 08.07.11, 19:14
            demon_hrabiego napisał:

            > Ależ oczywiście że nie masz racji, a moment otrzeźwienia właśnie nastąpił: Wres
            > zcie ojciec przestał odbijać się od drzwi, a dziecko trafiło do normalnego rodzica

            Normalny rodzic nie wnioskuje o umieszczenie małego dziecka w rodzinie zastępczej, no ale widać mamy inną definicję normalności.

            Na miejscu ojca wolałabym nie widywać dziecka wcale niż narażać go na coś takiego. Bo dla dobrego rodzica ważniejsze jest, żeby dziecku było dobrze. Rodzicowi nie musi.
            Ale ja nie mam mniejsze ego.
            • obrazo-burca Re: I co wy na to? 08.07.11, 19:31
              A ja dopuszczam możliwość, że ojciec wcale nie chciał umieszczenia dziecka w rodzinie zastępczej. Tylko to żądanie mogło być środkiem do celu czyli przejęcie opieki nad synem.

              Nie wiem, ale taką możliwość dopuszczam.
            • cronat.gold Re: I co wy na to? 09.07.11, 15:00
              co to znaczy dobro dziecka ? Rozmowa Jakuba Janiszewskiego z Andrzejem Popławskim w TOK FM –
          • cronat.gold Re: I co wy na to? 08.07.11, 19:48
            Mnie daje to nadzieję i wiarę jednocześnie podpowiada czego nie robić i co unikać
        • madame_c Re: I co wy na to? 06.07.11, 10:14
          "ale chyba jest różnica pomiedzy płaczem dziecka zostającego w p
          > rzedszkolu po którego mama czy tata wróci za parę godzin"

          Oczywiście.
          Dlatego uważam, ze stroną najbardziej winna jest matka, bo:
          1. nie zadbała o prawidłowe kontakty syna z ojcem - a mogła zrobić bardzo dużo, np.
          organizować spotkania u siebie w domu, potem towarzyszyć mu w domu ojca itp. W ten sposób oswoiłaby dziecko z ojcem
          2. udawała, że nie da się zrealizować decyzji sądu z przyczyn "obiektywnych", eskalując napięcie swoim beznadziejnym zachowaniem (np. pozwalając dziecku na owo "wczepianie się")
          3. Nie negocjując z ojcem dziecka zrobiła mu potworną krzywdę - z debilnej głupoty. Uważała zapewne, że jej nowy partner, autor jej ciąży, będzie dla Piotra lepszym ojcem niż biologiczny.
          A tu zonk - profesor się zbiesił.
          Ci, którzy krytykują ojca, niech powiedzą, co facet mógł w takiej sytuacji zrobić, by syn w wieku lat nastu do obcego jelenia nie mówił "tatusiu".
          pozdr.
          A.
          • tricolour A co jest złego w tym... 06.07.11, 10:24
            ... że dziecko mówi "tatusiu" to tatusia, a nie dawcy spermy?
            • madame_c Re: A co jest złego w tym... 06.07.11, 10:37
              "> ... że dziecko mówi "tatusiu" to tatusia, a nie dawcy spermy?"

              No cóż, my ludzie w zasadzie rozmnażamy się płciowo; co w tym złego?
              • madame_c Re: A co jest złego w tym... 06.07.11, 10:43
                Natomiast sprzeczne z prawem jest traktowanie jako "dawcy" ojca, który chce być ojcem w pełnym tego słowa znaczeniu.
                I bardzo dobrze.
                • tricolour Chcieć to sobie można... 06.07.11, 10:45
                  ... podłubać kikutem w nosie.

                  Na "tatusia" zapracowuje się przez całe swoje życie. Ojciec i tatuś to dwa różne światy.
              • tricolour A może trochę odwagi... 06.07.11, 10:43
                ... w używaniu głowy do myślenia?

                To nie facet decydje o tym, że dziecko mówi do niego "tatusiu". To dziecko tak nazywa faceta, który - wedla uznania dziecka - kwalifikuje się do takiego ciepłego nazywania. Nie ma w tym żadnej kalkulacji kto wsadził mamusi. Ale jest potrzrba miłości, ciepła, oddania...
                • madame_c Re: A może trochę odwagi... 06.07.11, 10:50
                  Z całym szacunkiem, ale bredzisz tak, że już zaczynasz lewitować.
                  Mówimy o tej konkretnej sytuacji, gdzie ojciec wsadził mamusi, ona mu, drogi Tri, dała, a kiedy to doszło do kontaktu spermy i jaja (dawczyni jaja) ojciec nie chciał z podkulonym ogonem się wycofać, tylko osobiście być "tatusiem".


                  • ewela1_1 Re: A może trochę odwagi... 06.07.11, 10:56
                    Z perspektywy Piotrusia nigdy nie nazwałabym "tatusiem" ojca, który wydziera mnie z krzykiem od matki.

                    Tatuś!?- chyba tylko z sarkastycznej strony rozumienia tego pojęcia.
                    -------------
                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                  • tricolour Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 10:58
                    ... że w Twoim wyobrażeniu świata moje słowa to brednie. Jednak napiszę Ci po raz drugi: to nie ojciec decyduje czy jest tatusiem. To dziecko decyduje.

                    Żaden normalny człowiek nie decyduje się na taki krok jak w tym artykule.
                    • z_mazur Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 11:02
                      No i tu się nie zgodzę.

                      Podobnie jak na określenie ojciec, tak na określenie matka trzeba sobie zasłużyć.

                      Kobieta, która celowo i z premedytacją uniemożliwia ojcu kontakt z dzieckiem (zakładając, że ojciec jest normalny i wydolny wychowawczo) nie zasługuje na miano matki.

                      I normalny człowiek - ojciec powinien w dbałości o dziecko odebrać je takiej kobiecie, co właśnie w tym przypadku najprawdopodobniej miało miejsce.
                      • tricolour A jaki zysk ma dziecko z odebrania? 06.07.11, 11:11
                        Skoro i tak nie będzie miało jednego rodzica?

                        Którą rękę byś sobie obciął mając prawo do amputacji? Przeciez masz takie prawo, a w prywatnym gabinecie oberżną z ochotą gdy tylko zapłacisz.
                        • z_mazur Re: A jaki zysk ma dziecko z odebrania? 06.07.11, 11:15
                          A dlaczego ma mieć jednego rodzica?

                          Gdzie jest powiedziane, że ojciec będzie matce utrudniał kontakt z dzieckiem?

                          Widocznie zdaniem sądu (nota bene kobiety w tym przypadku) ojciec jako codzienny opiekun będzie się lepiej sprawował w tej roli od matki. Coś pewnie za tym przemawiało.

                          Ja rozumiem, że właśnie teraz dziecko będzie pod opieką kochającego rodzica, który zapewni mu poprawne relacje z drugim kochającym (może trochę za bardzo i niemądrze) rodzicem.
                          • tricolour Jeżeli już mówimy o sądzie... 06.07.11, 11:26
                            ... to jest też sprawa karna przeciw ojcu. Co prawda nie rozstrzygnięta, ale też nie oddalona z braku merytorycznych podstaw.

                            Miałeś kiedys sprawę o spychanie kobiety ze schodów? Ja nie miałem.
                            • z_mazur Re: Jeżeli już mówimy o sądzie... 06.07.11, 11:51
                              Nie wiadomo dlaczego sprawa toczy się tak długo. Równie dobrze może tak być z powodu ciągłych odwołań matki, które mogą nie mieć żadnego sensownego uzasadnienia.

                              Jeśli sprawa toczy ponad 3 lata, to na pewno nie jest oczywista. Pewnie z zepchnięciem ze schodów, to tak jak z rozdawaniem rowerów w Moskwie.
                              • tricolour Jeżeli coś jest nieoczywiste..... 06.07.11, 11:55
                                ... to nieoczywiste, a tymczasem rowery w Moskwie kradziono ponad wszelką wątpliwośc.
                                • andres_nin Re: Jeżeli coś jest nieoczywiste..... 06.07.11, 12:07
                                  to ładne słowo "oczywiste" lub też "oczywistosć" zrobiło oszałamiającą karierę ostatnimi laty ... mam wrażenie
                                  sprawa trudna i zawikłana a tu co chwila się pojawia, że oczywiste to i tamto
                                  naprawdę ludzie są tacy zerojedynkowi w realu też ... ? bo mnie się nie wydaje
                                  ale to tak na marginesie ... smile
                            • altz Re: Jeżeli już mówimy o sądzie... 06.07.11, 12:44
                              > ... to jest też sprawa karna przeciw ojcu. Co prawda nie rozstrzygnięta, ale te
                              > ż nie oddalona z braku merytorycznych podstaw.
                              Słyszałem o innych sprawach, które były wymyślone na poczekaniu (znęcanie się, pedofilia, kradzieże, nękanie).
                              Obawiam się, że tutaj też może tak być.
                              Mama jest psychologiem i ma manipulację w małym paluszku. Po co mówi o jakiś zasłabnięciach na schodach, o rozdzierających krzykach dziecka? Dlaczego sama nie wydała dziecka ojcu i nie przygotowała go do tego? To wszystko to piękne aktorstwo, a dziecko traci.
                              U mnie też tak powinno być, że powinny zostać dzieci ze mną, gwarantuję, że miałyby oboje rodziców i matka by się dopasowała, bo by musiała. Teraz nie musi i co jakiś czas pojawiają się jakieś niespodziewane problemy. Ja jestem dupa wołowa, bo nie będę walczył z kobietą, którą wybrałem na matkę (chociaż powinienem), taki mam wbudowany mechanizm w psychice, nie zafunduję wizyty policji, pewno źle robię, ale takie mam zasady. Prędzej sobie coś zrobię, niż dzieciom i ich matce, chociaż wiem, że źle robię.
                              Zobaczymy za jakiś czas jak tam będzie to wyglądało, wierzę, że się wszystko ułoży. Dziecko miało cały czas stres, teraz stres był jednorazowy i większy, ale sądzę, że odtąd będzie miało tylko lepiej, a nie przez lata gorzej.
                              • fikcyjne-konto Re: Jeżeli już mówimy o sądzie... 06.07.11, 12:54
                                cytat z artykułu: "rodzicami - ojcem profesorem psychologii i matką, również psychologiem"

                                a teraz cytat z ciebie: "> Mama jest psychologiem i ma manipulację w małym paluszku."


                                czyli: matka psycholog "o boże ratujcie altza bo go baba bije!"
                                a ojciec psycholog "ale o sooooo chodzi? nic sie nie dzieje"

                                fajne.
                                tylko tak dalej a na pewno daleko zajdziesz w komunikacji z byłą tongue_out
                                • altz Re: Jeżeli już mówimy o sądzie... 06.07.11, 13:42
                                  > czyli: matka psycholog "o boże ratujcie altza bo go baba bije!"
                                  > a ojciec psycholog "ale o sooooo chodzi? nic sie nie dzieje"
                                  Kto opowiada rzewne kawałki? Ojciec czy matka?
                                  Matka wygrywa na emocjach pełne gamy. wink Oglądałem nagranie z matką i nie daję rady, czuję manipulację na odległość.
                                  Oboje są głupi, to fakt, ale i tak uważam, matka nakręca specjalnie emocje.
                                  • gazeta_mi_placi Re: Jeżeli już mówimy o sądzie... 07.07.11, 10:54
                                    >> Kto opowiada rzewne kawałki? Ojciec czy matka?
                                    > Matka wygrywa na emocjach pełne gamy. wink Oglądałem nagranie z matką i nie daję
                                    > rady, czuję manipulację na odległość.
                                    > Oboje są głupi, to fakt, ale i tak uważam, matka nakręca specjalnie emocje.

                                    Muszę się z Tobą zgodzić.
                                    Poza tym dość spokojnie i rzeczowo opowiada jak na osobę po takich traumatycznych przejściach...
                                    Moim skromnym zdanie niezłe ziółka z obojga, tylko jak zwykle dzieciaka przy tym szkoda...
                                    Matka niby psycholog dziecięcy a nie potrafiła własne dziecko przygotować do spotkań (wcześniejszych) z ojcem aby nie odstawiało każdorazowo histerii i krzyków? Przecież psychologowie właśnie z takimi przypadkami mają doczynienia w swojej pracy i z takimi przypadkami pracują...
                                    Moim zdaniem jedno warte drugiego...
                          • andres_nin Re: A jaki zysk ma dziecko z odebrania? 06.07.11, 11:30
                            ten kochający rodzic, będący w wieloletnim konflikcie z matką i to doprowadzonym do ostateczności w postaci sądowego odbierania dziecka matce będzie zapewniał te poprawne relacje z drugim kochającym rodzicem (choć niezbyt mądrze ale jednak) ... ?

                            trudno mi w to uwierzyć

                            choć nie wykluczam tego bo jak wiadomo cuda się zdarzają od czasu do czasu

                            czego szczerze życzę temu chłopcu
                    • madame_c Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 11:13
                      "Żaden normalny człowiek nie decyduje się na taki krok jak w tym artykule."
                      Bez obrazy, ale mieszasz pojęcia i konwencje; aby wprowadzić jaki taki w tym porządek, spróbuję wypunktować.
                      1. "to nie ojciec decyduje czy jest tatusiem. To dziecko decyduje."
                      oczywiście; tyle że ja pisałam o nazywaniu tatusiem obcego jelenia, a Ty tworzysz prozę poetyczną o cieple i takich tam.
                      2. Wiele głupich matek, zakochanych w aktualnym partnerze, robi wszystko by forma "tatuś/tato" była używana przez dzieci w stosunku do niego i im się to udaje;
                      3. robią też, świadomie czy nie, wszystko by kontakty z ojcem biologicznym ograniczyć, czyniąc miejsce dla nowego mężczyzny.
                      3. I do tego też, konsekwentnie, dążyła bohaterka reportażu (ograniczała do zera)
                      4. Ograniczanie kontaktów z ojcem biologicznym do zera uniemożliwia realizację tego, o czym piszesz, a co ja z wrodzonym sobie cynizmem nazwałam "poetyczna prozą".

                      żadna normalna matka nie doprowadzi nigdy do takiej sytuacji

                      • tricolour A kto to jest "obcy jeleń"... 06.07.11, 11:24
                        ... w tym nad wyraz uporządkowanym zestawieniu?

                        Bo można odnieśc wrażenie, że masz tak wielki emocjonalny problem z drugimi facetami kobiet, że bardziej sama wymagasz uporządkowania jak co adekwatnie nazwać.

                        Łanio z tarczą.
                        • madame_c Re: A kto to jest "obcy jeleń"... 06.07.11, 12:29
                          "Bo można odnieśc wrażenie, że masz tak wielki emocjonalny problem z drugimi fac
                          > etami kobiet,"

                          To sobie, Szanowny Dyskutancie, odnoś. Bo na rzeczową dyskusję Cię zwyczajnie nie stać - dlatego stosujesz tanie, sofistyczne sztuczki, którym to jest ten oto pseudoargument ad personam, sugerujący oponentowi jakiś tam emocjonalny problem.
                          Ja zatem zasugeruję że jesteś Pan muchą owocówką - równie sensownie.
                          z szacunkiem,
                          A.
                          • tricolour Żeby była dyskusja... 06.07.11, 14:54
                            ... to trzeba mieć partnera do dyskusji, a nie kogoś z rozchwianym sposobem myślenia.

                            Jesli dyskutant używa nastepujących sformułowań "doskonale wie KAŻDY rodzic oddający dziecko do przedszkola" z naciskiem na każdy lub "Matka nie zrobiła nic, by dziecku umożliwić normalny kontakt z ojcem" to wyraźnie widać, że dyskutant nie panuje nad myśleniem, które obija się i kaleczy o skrajności.

                            A jesli dołożyc problem obcego jelenia, do którego dziecko mówi "tatusiu" podczas gdy ojciec biologiczny ma się zwijać ze zgryzoty, to - moim zdaniem - dyskutant ma dojrzałośc dzieciaka, które jeszcze się nie nauczyło, że decyzje rodzą konsekwencje. Jedną z takich konsekwencji może być to, że ojciec przestanie być tatusiem.
                            • madame_c Re: Żeby była dyskusja... 06.07.11, 17:44
                              " ... to trzeba mieć partnera do dyskusji, a nie kogoś z rozchwianym sposobem myś
                              > lenia."
                              Zero argumentu - chwyt ad personam
                              >
                              "> Jesli dyskutant używa nastepujących sformułowań "doskonale wie KAŻDY rodzic odd
                              > ający dziecko do przedszkola" z naciskiem na każdy lub "Matka nie zrobił
                              > a nic, by dziecku umożliwić normalny kontakt z ojcem" to wyraźnie widać,
                              > że dyskutant nie panuje nad myśleniem, które obija się i kaleczy o skrajności."

                              Zero argumentu - alogiczny bełkot plus nieczyste zagranie ad personam
                              >
                              "> A jesli dołożyc problem obcego jelenia, do którego dziecko mówi "tatusiu" podcz
                              > as gdy ojciec biologiczny ma się zwijać ze zgryzoty, to - moim zdaniem - dyskut
                              > ant ma dojrzałośc dzieciaka, które jeszcze się nie nauczyło, że decyzje rodzą k
                              > onsekwencje."

                              Ojciec biologiczny ma obowiązek wobec swojego dziecka. Troski, opieki, wychowywania.
                              I jeżeli widzi, że ktoś mu to złośliwie uniemożliwia, to owszem - powinien zwijać się ze zgryzoty.

                              Jedną z takich konsekwencji może być to, że ojciec przestanie być
                              > tatusiem.

                              Zero argumentu - jakieś poezje

                              pozdrawiam,
                              A.
                              • tricolour Jesteś jak Kaczyński... 06.07.11, 17:54
                                ... zacytowana wypowiedź nie jest argumentem tylko chwytem ad personam (swoją drogą, by w ten sposób Cie nie atakować, to musisz milczeć - jedyny sposób, by nie móc zacytować).

                                I dlatego dyskusja nie ma sensu ponieważ nigdy białe nie będzie białe.
                                • madame_c Re: Jesteś jak Kaczyński... 06.07.11, 19:44
                                  "Re: Jesteś jak Kaczyński..."
                                  zgaduję, ze masz na myśli polityka Kaczyńskiego, a nie znanego krytyka muzycznego.
                                  No cóż - no comments, bo i co tu komentować?
                                  pozdr.
                                  A.
                                • obrazo-burca Re: Jesteś jak Kaczyński... 07.07.11, 11:08
                                  Tri,
                                  pieprzysz tri po trzy.
                      • mamameg Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 11:26
                        "Wiele głupich matek, zakochanych w aktualnym partnerze, robi wszystko by for
                        > ma "tatuś/tato" była używana przez dzieci w stosunku do niego i im się to udaje
                        > ;
                        > 3. robią też, świadomie czy nie, wszystko by kontakty z ojcem biologicznym ogra
                        > niczyć, czyniąc miejsce dla nowego mężczyzny."
                        Pytanie tylko czy ta matka robiła to, żeby zrobić miejsce dla nowego partnera czy bała się, że ojciec dziecka może dziecko skrzywdzić fizycznie(bo ją przecież bił)? I czy dziecko było zmanipulowane przez matkę czy też widziało jak ojciec matkę bije i stąd lęk przed nim?
                        Inna rzecz, że powinna to załatwić w sądzie na przykład widzenia w obecności kuratora a nie samowolnie ograniczać kontakty.
                        • altz Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 12:49
                          > (bo ją przecież bił)?
                          Przy całym histerycznym sposobie prowadzenia opowieści przez tą panią, nie zdziwiłbym się, gdyby już nie żyła i pisała zza grobu. smile
                        • madame_c Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 12:54
                          "bała się, że ojciec dziecka może dziecko skrzywdzić fizycznie(bo ją przecież
                          > bił)? I czy dziecko było zmanipulowane przez matkę czy też widziało jak ojciec
                          > matkę bije i stąd lęk przed nim? "


                          Po pierwsze - p. J. nie ma sprawy o znęcanie się czy bicie. Sprawa dotyczy zepchnięcia ze schodów i ciągnie się od...2008 roku
                          pewna jesteś, ze mąż zrobił to celowo, skoro wątpliwości ma ciągle badający sprawę Sąd?

                          Po drugie - dziecko ma teraz 5 lat; wydarzenie o którym mówimy musiało mieć miejsce nie później niż w 2008 roku, zatem 3 lata temu. optymistycznie licząc dziecko mogło mieć wtedy niecałe dwa lata. jakieś wnioski?

                          "powinna to załatwić w sądzie na przykład widzenia w obecności ku
                          > ratora a nie samowolnie ograniczać kontakty."
                          właśnie o tym piszemy - paradoksem natomiast jest panująca na tym Forum pogarda dla prawa. Matka ma je głęboko w d... podczas gdy psy wiesza się na ojcu, działającym zgodnie z procedurami.
                          A.
                          • andres_nin Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 13:50
                            działa zgodnie z procedurami i to go ma rozgrzeszać z każdej głupoty lub niegodziwości, którą mógłby w międzyczasie i na tę okoliczność komuś wyrządzić .. ?
                            system prawa jest zbiorem przepisów, które regulują w jakiś stopniu funkcjonowanie spoleczeństwa ale nie ma w nim odpowiedzi na wszystkie możliwe sytuacje mogące się zdarzać w życiu. Poza tym każdy ma (mam nadzieję) wrażliwość, wyobraźnię, zdolność przewidywania i empatię na przykład, do których również można się odwołać
                            nie wydaje mi się, ze panuje tu pogarda dla prawa ... raczej wydawało mi się, że pisują tu ludzie doświadczeni przez różne zakręty w swoim życiu i przez to niezbyt skłonni do formułowania kategorycznych opinii ... a że mają różne widzenie to ich prawo
                            • madame_c Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 14:32
                              "działa zgodnie z procedurami i to go ma rozgrzeszać z każdej głupoty lub niegod
                              > ziwości, którą mógłby w międzyczasie i na tę okoliczność komuś wyrządzić .. ?"

                              its itp itd

                              Stwórz zatem państwo, w którym prawa nie ma, a obywatele kierują się wyobraźnią.
                              I tam sobie żyj; przez jakiś tydzień, bo dłużej Ci się nie uda.
                              z szacunkiem,
                              A.
                              • altz Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 14:44
                                Chyba tu chodzi o to stwierdzenie:
                                Jeśli prawo nie stoi po naszej stronie, to tym gorzej dla prawa.

                                Widocznie osoba postępująca zgodnie z prawem musi myśleć o emocjach dziecka, a osoba postępująca przeciwko już nie musi. smile Taka inna postać prawa Kalego.
                                • andres_nin Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 14:58
                                  każdy sam wybiera ... zgodnie z własnym sumieniem i wrażliwością
                                  czy egzekwować bezwzględnie swoją rację zgodnie z przepisami które to umożliwiają ...
                                  czy może na przykład odpuścić nie chcąc zadawać bólu dziecku - w pewnym sensie wybór mniejszego zła być może
                                  • z_mazur Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 15:00
                                    To dlaczego matka nie odpuściła?

                                    Może parę tego typu zajść zmusi kolejne matki, do refleksji i zmiany postawy, widząc czym ryzykują.
                                    • andres_nin Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 15:35
                                      powinna była ...
                                      ona i on
                                      a jest to co jest
                              • andres_nin Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 14:51
                                skoro z szacunkiem to z szacunkiem podejdź do tego że mam inne zdanie
                                i nie sugeruj mi posiadania poglądów których nie mam - uprościłaś to co napisałem do absurdu
                                nie uważam, ze prawo jest niepotrzebne, tylko że człowieka rozumnego w tym co robi cechuje to że odwołuje się do wielu róznych wartości a nie tylko kodeksu cywilnego i karnego wklepanego na pamieć na blachę
                                dodatkową okolicznością jest na przykład to, że gdyby dwa zupełnie różne składy sędziowskie rozpatrywały tę samą sprawę mogły by zapaść dwa różne wyroki - czyli interpretacja prawa dokonywana przez sąd nie jest taka jednoznaczna wcale i zależy od wielu czynników w tym i ludzkich również w osobie sędziego
                                mam na koncu klawisza inny głośny przykład próby rozgrzeszania powołujac się na stosowanie procedur i przepisów ... ale nie będę go przytaczał
                                nikt by nie chciał żyć w panstwie w którym nie ma prawa, ale jego stosowanie nie zwalnia nas z zastanawiania się po co sie to robi i jakie skutki może przynieść
                                • madame_c Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 15:01
                                  @ Altz
                                  "Widocznie osoba postępująca zgodnie z prawem musi myśleć o emocjach dziecka, a osoba postępująca przeciwko już nie musi. smile Taka inna postać prawa Kalego."

                                  dokladniesmile


                                  @andres_nin
                                  "gdyby dwa zupełnie różne składy
                                  > sędziowskie rozpatrywały tę samą sprawę mogły by zapaść dwa różne wyroki - czy
                                  > li interpretacja prawa dokonywana przez sąd nie jest taka jednoznaczna wcale i
                                  > zależy od wielu czynników w tym i ludzkich również w osobie sędziego
                                  > mam na koncu klawisza inny głośny przykład próby rozgrzeszania"

                                  w ten sposób podważysz każdy wyrok i każde postanowienie sądu, czego kwintesencją jest granat w dłoni Pawlaka z "Sami swoi" i maksyma:
                                  "Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być nasza"

                                  "jego stosowanie ni
                                  > e zwalnia nas z zastanawiania się po co sie to robi i jakie skutki może przynie
                                  > ść"
                                  Ojciec Piotra z pewnością się nad tym zastanowił i zwyczajnie zdecydował się wziąć pod uwagę skutki jego braku w życiu dziecka - zwłaszcza te długoterminowe.
                                  • andres_nin Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 15:39
                                    Ojciec Piotra z pewnością się nad tym zastanowił i zwyczajnie zdecydował się wziąć pod uwagę skutki jego braku w życiu dziecka - zwłaszcza te długoterminowe.
                                    mam taką nadzieję i obyś miała rację, że jest to ostatnia ofiara na ołtarzu tego konfliktu
                            • z_mazur Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 14:59
                              > Poza tym każdy ma (mam nadzieję) wrażliwość, wyobraźnię, zdolność przewidywania i empatię na przykład, do których również można się odwołać

                              To dlaczego nie odwołujesz się do tego wszystkiego powyżej oceniając postępowanie matki, która nie wykazała się żadną z tych cech, celowo odcinając dziecko od ojca, a w konsekwencji doprowadzając do sytuacji, w której dziecko musiało przeżyć te zajście.
                              • andres_nin Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 15:33
                                uważam, że oboje w konsekwencji własnych działań doprowadzili do tego finału i nie wykazali się właśnie tymi cechami które przytoczyłeś z mojej wcześniejszej wypowiedzi
                                a kto się wiecej zasłuzył w tej sprawie nie podejmuję się wyrokować

                                no dobrze .. ona sie zasłużyła w sposób taki jak piszesz (pewnie tak było) ... a on musiał podjąć decyzję o sądownym odebraniu dziecka ... ? zrobił to co chciał, pytanie tylko czy na pewno zdawał sobie sprawę z wszystkich konsekwencji tego co robi ...

                      • demon_hrabiego Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 11:30
                        madame_c napisała:

                        > żadna normalna matka nie doprowadzi nigdy do takiej sytuacji


                        I znów zaczynają Ci machać przed oczyma epitetami, a finezyjnie niczym chłopi od kosy : )

                        Wycofaj się, szkoda Twoich paznokci, Madame ; )
                        • fikcyjne-konto Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 11:54
                          demon_hrabiego napisał:

                          > madame_c napisała:
                          >
                          > > żadna normalna matka nie doprowadzi nigdy do takiej sytuacji


                          A to sformułowanie mnie dość ciekawi,
                          bo właśnie znajoma matka "doprowadziła do sytuacji" że nie ma co z dziećmi jeść. Co prawda jest to prostą pochodną faktu, iż została sama z dziećmi i jej pensja nie wystarcza na utrzymanie a ojciec dzieci olał i alimentów nie płaci., no ale w myśl tej tezy, to matka jest temu winna.... bo przecież mogła mieć dzieci z fajnym bogatym i nie skąpym facetem a nie leniwym sadystą. Jest to światła myśl.
                          • mamameg Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 12:35
                            "A to sformułowanie mnie dość ciekawi,
                            > bo właśnie znajoma matka "doprowadziła do sytuacji" że nie ma co z dziećmi jeść
                            > . Co prawda jest to prostą pochodną faktu, iż została sama z dziećmi i jej pen
                            > sja nie wystarcza na utrzymanie a ojciec dzieci olał i alimentów nie płaci., n
                            > o ale w myśl tej tezy, to matka jest temu winna.... bo przecież mogła mieć dzie
                            > ci z fajnym bogatym i nie skąpym facetem a nie leniwym sadystą. Jest to światł
                            > a myśl."
                            Piękne. I jakże powszechne mniemanie. Jak już w żaden sposób do matki nie można się przyczepić, to zawsze można zakrzyknąć "a po co wybrałaś sobie gnojka! Trzeba było nogi trzymać razem!"
                            • fikcyjne-konto Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 12:50
                              Bo dobra matka to taka, która nie ma dzieci. Wydaje sie to oczywistą oczywistością, że tylko wtedy dobrą matką można być jak im się takich świństw jak wypychanie na ten świat nie robi.wink
                            • altz Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 12:53
                              Zmiana tematu?
                              Sprowadza się to wszystko do starego problemu, czy osoba zajmująca się stale dziećmi, ma obowiązek pomagać dziecku w pomyślnym układaniu kontaktu z pozostałą częścią rodziny, czy może ma prawo zignorować potrzeby dziecka, bo tak!?
                      • mamameg Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 13:31
                        " 1. "to nie ojciec decyduje czy jest tatusiem. To dziecko decyduje."
                        > oczywiście; tyle że ja pisałam o nazywaniu tatusiem obcego jelenia,
                        > a Ty tworzysz prozę poetyczną o cieple i takich tam"
                        A swojego partnera też nazywasz jeleniem? Też się związał z matką z dzieckiem.
                        • madame_c Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 13:44
                          Mój starszy syn ojca ma - i jego właśnie tak nazywa -"tato".
                          Jak widzisz, jestem uprzedzająco grzeczna, mimo że tworzysz bezsensowne, zaśmiecające Forum off-topiki.
                          z szacunkiem,
                          A.
                          • mamameg Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 14:27
                            Po prostu nie podoba mi się pogardliwe określenie "jeleń" dla osoby wiążącej się z kimś, kto ma dziecko.
                            • madame_c Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 15:47
                              @mamameq
                              Po prostu nie podoba mi się pogardliwe określenie "jeleń" dla osoby wiążącej si
                              > ę z kimś, kto ma dziecko.
                              jeleń w tym kontekście nie dotyczy mężczyzny, wiążącego się z kobieta z dzieckiem, tylko wrednego typa, który pomaga matce ograniczać kontakty z ojcem, dla:
                              1. osobistej satysfakcji
                              2. z powodu osobistych kompleksów
                              3. bo jest głupi
                              Myślałam, że dla wszystkich piszących tu Forumowiczów jest to oczywiste.
                              Ale - na wszelki wypadek - przepraszam porządnych, piszących tu facetów, którzy tego nie robią - sama przyjaźnię się z kimś takim, który to wychowuje dwoje dzieci swojej partnerki, bez grosza alimentów, a mimo to robi wszystko, by kontakty z Biologicznym, choć śladowe, były.
                              tyle w temacie,
                              A.

                              Ci, którzy krytykują ojca, niech powiedzą, co facet mógł w takiej sytuacji zrobić, by syn w wieku lat nastu do obcego jelenia nie mówił "tatusiu".
                        • altz Re: Ja się bardzo cieszę... 06.07.11, 13:47
                          > A swojego partnera też nazywasz jeleniem? Też się związał z matką z dzieckiem.
                          Ja zostałem nazwany jeleniem przez ojca dzieci Partnerki i mam to w głębokim poważaniu. smile
                          Zostałem też posądzony o to, że jestem oszustem matrymonialnym przez kogoś z rodziny Partnerki i też się nie przejmuję, najwyżej poprawia mi to czasami humor. big_grin
                          Nie przejmuję się, bo wiem, że to nie jest prawda.
                    • partyzant74 Re: Ja się bardzo cieszę... 09.07.11, 00:27
                      tricolour napisał:

                      > az drugi: to nie ojciec decyduje czy jest tatusiem. To dziecko decyduje.
                      Ciekawe o czym ma decydować dzicko manipulowane i to przez matke zapewne dyplomowaną przycholog. Rodzice walczą o dziecko bo to ostatni fant który moga sobie wyrwać. Kiedyś ludzie honoru strzelali sobie w łeb gdy zawiedli. Teraz walką o "dobro dzieka" zasłniją swój ból za straconą szansą na świadome i dobre maciezyńswo i ojcostwo.
                  • andres_nin Re: A może trochę odwagi... 06.07.11, 11:07
                    w efekcie udowadniania sobie nawzajem kto i jakie ma prawa do realizacji bycia mamusią lub tatusiem dziecko najpierw nie miało kontaktu z ojcem
                    a teraz nie będzie miało kontaktu z matką
                    która mając sprawnego prawnika i swoja rację wysoko na sztandarze pewnie za jakiś czas dokona najazdu na dom ojca i wyrwie mu dziecko ...

                    tri wcale nie bredzi ... bycie ojcem można realizować poprzez miłość ciepło i oddanie a właściwie należy wyłącznie w ten sposób
                • ewela1_1 Re: A może trochę odwagi... 06.07.11, 10:51
                  TATO- to takie piękne słowo....

                  Mam to szczęście mieć wspaniałego tatę, od zawsze mówię do niego "tatuś", nawet chyba nigdy "tato" i tak będzie już do końca....
                  -------------
                  "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
          • cronat.gold Re: I co wy na to? 09.07.11, 15:06
            Poszedłbym z madame_c na kawę by zmienić moją stopkę
    • fikcyjne-konto My na to 06.07.11, 11:47
      że to nie pierwszy przykład, iż, im wyżej wykształceni idioci zostają rodzicami
      tym dziecko ma bardziej spaprane dzieciństwo.
      • madame_c Re: My na to 06.07.11, 13:00
        oczywiście masz rację - rodzicami powinni zostawać idioci z solidnym wykształceniem gimnazjalnym.
        z szacunkiem,
        A.
        • mamameg Re: My na to 06.07.11, 14:44
          I czy naprawdę nikt nie zwrócił uwagi, na to że ojciec dziecka chciał umieszczenia dziecka w rodzinie zastępczej? Jak dla mnie to go dyskwalifikuje jako rodzica, gdyby faktycznie dziecko kochał, to chciałby przejąć opiekę a nie wysyłać je do rodziny zastępczej.
          • tricolour To niewygodny szczegół... 06.07.11, 14:58
            ... nie pasuje do wizji ojca kochającego dziecko ponad miarę i walczącego do upadłego z matką dla dobra dziecka. Stąd pominięcie.
            • andres_nin Re: To niewygodny szczegół... 06.07.11, 15:13
              mam wrażenie jakby część dyskutantów znała te rodzinę i jej historię bezpośrednio bo z taką stanowczością przedstawiają co kto w tej sprawie myślał i zrobił i dlaczego, jakie motywy nim kierowały....
              a to tylko artykuł był jeden, zresztą pewnie mniej lub bardziej tendencyjnie napisany

              problem to ja bym nazwał tak, że ten chłopiec ma przechlapane bo mu się trafili tacy rodzice którzy przekroczyli w zacietrzewieniu granicę, której moim zdaniem nie powinni przekraczać bo zrobili mu krzywdę dużo większą niż mogli i powinni byli... i moze to jest meritum sprawy i memento zarazem
            • altz Re: To niewygodny szczegół... 06.07.11, 16:59
              tricolour napisał:
              > ... nie pasuje do wizji ojca kochającego dziecko ponad miarę i walczącego do up
              > adłego z matką dla dobra dziecka. Stąd pominięcie [rodziny zastępczej]

              Ja się nad tym zastanowiłem i myślę, że to może wynikać z różnic. Kobiety dużo mówią, a robią swoje, oceniają słowną część działania. Mężczyźni oceniają czyny, chociaż mogą różne rzeczy pleść w nerwach. Matka naszych dzieci, dużo mówi o dobrych motywach, natomiast działa fatalnie i pali wszystkie mosty. Mi się zdarza powiedzieć coś skrajnie głupiego (byle nie przy dziecku, tego bardzo pilnuję!), dlatego w emocjach często wolę pomilczeć, natomiast działam dużo lepiej, a na pewno nie wbrew interesom Byłej, możemy się nie lubić, ale ustaleń dotrzymuję, choćby druga strona tego nie robiła. I to może być ta różnica.

              Może się też okazać, że ojciec powiedział sobie, że nawet rodzina zastępcza może być lepsza, niż taka sytuacja. Znam rodziny zastępcze, byłem tam, rodzice mogą swobodnie tam przebywać ile chcą, o ile się nie awanturują i stosują do zasad tam wprowadzonych. Jest to takie terytorium niezaanektowane przez żadną ze stron. Dzieci mówią do opiekunów "ciociu" i "wujku" i opiekunowie tego pilnują, żeby pokazać, że to jest azyl, ale nie jest to miejsce na zawsze.
              Kobiety mówią: "lepiej być samej, niż z mężem", a facet może powiedział "lepiej żeby dziecko było chwilowo w rodzinie zastępczej, niż było cały czas na linii ognia". Może tylko tak pomyślał?

              Nie wiemy czy naprawdę taka propozycja padła. Ale skoro sąd dał prawo do opieki ojcu, to na pewno wziął to pod uwagę, przy takich sprawach sąd się mocno pilnuje i myślę, że to było prześwietlone kilka razy.
              • glasscraft Re: To niewygodny szczegół... 06.07.11, 17:27
                Jesoooo, altz, czasami tak piane bijesz po to, zeby udowodnic ze masz racje, ze nie wiadomo o co poecie chodzi...
                • altz Re: To niewygodny szczegół... 06.07.11, 17:52
                  glasscraft napisała:
                  > Jesoooo, altz, czasami tak piane bijesz po to, zeby udowodnic ze masz racje, ze
                  > nie wiadomo o co poecie chodzi...

                  Widzę, że za trudne dla Ciebie, więc wyjaśnię.
                  Zastanawiałem się nad możliwymi przypadkami, a sam nie wiem, jak było naprawdę, zresztą Ty też nie wiesz. Może być też tak, że ojciec chce wymusić swoje, a matka jest Matką-Polką, chociaż w to niespecjalnie wierzę (w Matkę-Polkę) i raczej oboje namieszali.
                  • glasscraft Re: To niewygodny szczegół... 06.07.11, 20:49
                    Owszem, jak sie Ciebie czyta czasami, to wszystko sie staje trudne.
          • z_mazur Re: My na to 06.07.11, 15:04
            A co to za zarzut?

            Może myślał, że to ułatwi sprawę. Na zasadzie kompromisowego wyjścia z sytuacji.

            Poza tym skoro dziecko ma zbyt silną symbiotyczną więź z matką i jest negatywnie nastawione do ojca, to taki okres przejściowy w rodzinie zastępczej i fachowa opieka mogłyby unormować sytuację. Poprawić więź z ojcem i odpępowić dziecko od matki.
            • mamameg Re: My na to 06.07.11, 15:16
              Z. Mazur, serio oddałbyś swoje CZTEROLETNIE dziecko do rodziny zastępczej?
              W podobnym wieku musiałam spędzić miesiąc w szpitalu, a wtedy rodzice nie mogli przebywać z dzieckiem na oddziale, tylko je od czasu do czasu odwiedzać. Te rozdzielenie z rodziną przez następnych 10 lat mi się śniło jako największy koszmar.
              • z_mazur Re: My na to 06.07.11, 16:20
                Ktoś tu już napisał, ale powtórzę, rodziną zastępczą może być jakiś inny członek rodziny. Ktoś z rodzeństwa rodziców, któreś z dziadków inna bliska dziecku osoba. Pobyt dziecka w neutralnym środowisku pozwoliłby unormować sytuację.
          • madame_c Re: My na to 06.07.11, 15:15
            Znowu jakieś klisze.
            Ok.
            Najpierw przeczytaj, kto może dla dziecka być rodzina zastępczą i czy zawsze chodzi tu o obce osoby.
            Potem przeczytaj sobie, czy jest to sytuacja nieodwracalna i czy rodzice są pozbawieni praw rodzicielskich, czy tylko mają je ograniczone.
            A potem się zastanów, dlaczego ojciec o to wnioskował.
            W świetle całości sprawy sytuacja, kiedy prawa opieki ma np. babcia, ciocia itp. dziecka na pewno skłoniłaby matkę do mediacji. I tak właśnie zapewne było, skoro sąd powierzył opiekę ojcu. Nie zrobiłby tego, gdyby chodziło o:
            1. zemstę na matce (jak zdajesz się sugerować)
            2. złośliwe, sadystyczne dręczenie dziecka (jak zdajesz się sugerować)
            3. podłość ojca (jak zdajesz się sugerować)
            z szacunkiem,
            A.
            • zolta_iwulka Re: My na to 06.07.11, 15:50
              Oczywiście, madame, w drugim filmie widać i słychać, jak ojciec potrafi/stara się/dąży do nawiązania kontaktu z dzieckiem zamiast wrzeszczeć" B. czy zamierzasz wypałnić nakaz sądu?".
              Jest tak zainteresowany tym dzieckiem, że mam wrażenie, że chciałby aby B. przerzuciła dziecko przez płot, byle tylko "wypelniła nakaz".
              Każdy człowiek z przecietną inteligencją emocjonalną wyczuje, ze dziecko płacze przerażone, a nie z powodu - jak to sugerujesz - focha.
              Ale - nie zapominajmy - to wina matki. Ojciec się tak starał...

              • z_mazur Re: My na to 06.07.11, 16:29
                No właśnie dziecko płacze przerażone. Ciekawe dlaczego? Ojciec zwraca się do niego spokojnym tonem, a dziecko reaguje histerią.

                Odpowiedzi prawdopodobnych jest kilka na najbardziej z nich takie:
                - Ojciec to psychopata i dziecko sobie z tego zdaje sprawę, w przeciwieństwie do całego aparatu sprawiedliwości z kuratorami, opiniami psychologów itp.

                - dziecko ma symbiotyczną i zbyt silną więź z matką, co ogólnie nie jest dla niego dobre, co stwierdził sąd i pewnie podparł się w tym opiniami fachowców.

                - matka to psychopatka, która ma w dupie dziecko, ale odgrywa się na jego ojcu nastawiając je negatywnie do niego.

                Przeciętnie inteligentny człowiek, bez emocjonalnych jęków nad krzywdą dziecka, po zastanowieniu się łatwo wśród tych trzech odpowiedzi wybierze właściwą.
                • tricolour A może prostsze rozwiązanie? Bez psychopatów? 06.07.11, 17:01
                  Czyli takie, że dziecko z matką żyją w spokoju, a gdy tylko pojawi się ojciec to jest dym (dla dziecka powód zadymy jest najzupłeniej nieistotny) i ojciec kojarzony jest tylko z kłótniami?
                  • z_mazur Re: A może prostsze rozwiązanie? Bez psychopatów? 06.07.11, 17:07
                    Jaki dym? Że ojciec przychodzi razem z kuratorką po dziecko, to jest dym? I normalna zrównoważona matka nie potrafi nastawić do takiej wizyty dziecko na tyle, żeby może i z płaczem ale jednak udało się razem z ojcem i kuratorką do miejsca spotkania?

                    Ja też nie sądzę, żeby w tym przypadku chodziło o psychopatów, dlatego uważam, że skoro matka nie potrafi dziecka w ten sposób nastawić, to jest niewydolna wychowawczo i w związku z powyższym decyzja o przekazaniu opieki ojcu jest jak najbardziej uzasadniona.

                    Może kilka takich głośnych przypadków zacznie w końcu zmieniać nastawienie niektórych matek, które w naszym systemie prawnym czuły się do tej pory bezkarne.

                    Uniemożliwianie (niezależnie od tego czy celowe, czy wynikające z nieudolności) kontaktu z drugim rodzicem (który może i chce ten kontakt utrzymywać) jest krzywdzeniem dziecka, a osoba która krzywdzi dziecko nie powinna sprawować nad nim opieki. Proste prawda?
                    • tricolour Właśnie nie jest proste... 06.07.11, 17:14
                      ... bo gdyby było, to by było do rozwiązania bez pomocy czterech kuratorów i policji.

                      Oczywiście jeśli założysz - a założyłeś - że matka jest zła, a ojciec dobry, to dojdziesz do określonego wniosku. Jesli zas założysz - co ma większy sens, bo jest bardziej prawdopodobne - że rodzce walczą ze sobą bez wględu na koszty, za pomocą dziecka, to dochodzimy do wniosku, że sprawy nie da się rozwiązać bez ustąpienia przez którąś ze stron. I to jest istota problemu: brak umiejętności taktycznego oddania pola w imię strategicznego celu.

                      Zresztą te dziecinne obawy, że jelenia nazwą tatusiem, doskonale to oddają.
                      • z_mazur Re: Właśnie nie jest proste... 06.07.11, 18:01
                        Po raz kolejny starasz się tu forsować swoją "idee fix" o oddawaniu pola.

                        Wycofanie się w takich sytuacjach, to nie strategiczny odwrót tylko poddanie się. To wcale nie pozwala na przegrupowanie sił, tylko powoduje nieodwracalne straty. Dziecko za jakiś czas może kompletnie nie mieć ochoty na kontakt z rodzicem, a zmiany w jego psychice i nasatwieniu do świata i ludzi mogą być już nieodwracalne.

                        To tak jakbyś na wojnie z przeciwnikiem, który na zdobytych terenach stosuje taktykę spalonej ziemi w sytuacji gdy możesz stawiać mu skuteczny odpór, proponował wycofywanie się i zostawianie mu pola.

                        Tak się nie robi, tylko się walczy o każdą piędź ziemi.

                        Takie sprawy jak ta, są potrzebne, żeby zmieniać nastawienie sądów i rodziców.

                        Dzieci w takich sytuacjach powinny być odbierane rodzicom i powierzane albo rodzicowi bardziej odpowiedzialnemu, albo rodzinom zastępczym do momentu, aż rodzice będą w stanie uzgodnić jakieś porozumienie.

                        Dopóki możliwość takiego obrotu sprawy nie dotrze do świadomości społecznej, doputy nic się nie zmieni.
                        • tricolour "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 18:05
                          ... tam oddano pola, by mieć więcej przestrzeni. Trzeba tylko chcieć to zrozumieć, że to co na zalinkowanym filmie ograniczyło wachlarz zachowań do sądowej napierdalanki. Nic już poza tym nie ma.

                          "Po raz kolejny starasz się tu forsować swoją "idee fix" o oddawaniu pola" - bo mam takie dobre doświadczenie, że danie kobiecie oddechu spowodowało, że przestała się dusić. A gdy nabrała oddechu okazało się, że może mówić ludzkim głosem, czego nie było gdy zdychała. Ciebie to dziwi?
                          • z_mazur Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 19:00
                            Nie dziwi mnie. Za to dziwi mnie to, że na jednostkowym przypadku budujesz teorię, która ma się sprawdzić w każdej innej sytuacji.

                            A np. w Twoim przypadku różnica polegała na tym, że do czynienia mieliśmy ze starszym dzieckiem, z którym miałeś już zbudowaną relację. W przypadku małego dziecka wystarczy parę miesięcy, żeby drugiego rodzica całkowicie wyrugować z jego świadomości budując dodatkowo zupełnie fałszywy jego obraz.
                            • maniasza Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 21:31
                              z_mazur napisał:

                              > W przypadku małego dzi
                              > ecka wystarczy parę miesięcy, żeby drugiego rodzica całkowicie wyrugować z jego
                              > świadomości budując dodatkowo zupełnie fałszywy jego obraz.
                              >

                              To samo może się dziać w pełnej rodzinie, kiedy ojca non stop nie ma, bo pracuje, albo też "pracuje", słowem, jest nieobecny w codziennym zyciu rodziny, jest ojcem - ale tylko na papierze.
                              I jesli dziecko, które rosnie w takiej rodzinie jest bardziej związane z matką, to przecież nie jest to wina matki. Nie jest winą matki, że sie opiekuje dzieckiem de facto sama, mimo że ma męża i ojca dziecka formalnie na papierze. Bo ktoś musi się dzieckiem opiekować, wychowywać, uczyć, dbac o nie. To tak jak z psem. Pies uważa za swojego Pana tylko te osobę, z ktora przebywa na co dzień, taką, ktora się nim opiekuje, karmi, chodzi na spacer, czesze, szkoli, głaszcze itp. To jest dokladnie ta sama sytuacja.

                              Jeżeli nieobecność ojca trwa przez dłuższy czas - dochodzi wówczas do rozstania, rozwodu itp, i naturalnym jest, że dziecko wtedy zostaje z matką. Bo z matka ma więź, a z ojcem - na ojca własne zyczenie - nie ma. Więc po rozwodzie, w takiej sytuacji, trudno oczekiwać, że dziecko ma zostać nie z matką, a w zasadzie z obcym mu człowiekiem, który tylko formalnie jest ojcem.
                              Bo tak często bywa w rodzinach, że ojciec - to człowiek, który przychodzi do domu zjeść i przekimać, i na tym jego "rola" rodzica w zasadzie sie kończy, bo on - pracuje przecież, tj zarabia pieniądze. Skoro sam sobie rolę bankowatu narzuca będąc w pełnej rodzinie, to czego oczekuje po rozwodzie? Nagle przypomina sobie, ze ma dziecko, ktorego będąc w rodzinie itak nie widzial i nim sie nie zajmował?
                              Jakoś kobiety potrafią połączyć i opiekę nad dzieckiem i zarabianie, a faceci najczęściej wymigują się tym "zarabianiem" będąć po 20 godzin poza domem i uważają, że tym samym swój dług ojcowski spełniają.
                              Przykre, ale to samo zycie.

                              W tym artykule powiedziano, że dziecko jest rozchwiane emocjonalnie, sprawa toczy się od 2008, a dziecko ma 5 czy sześć lat. Łatwo policzyć, w jakim horrorze to dziecko przebywało przez wszystkie lata. W zasadzie od urodzenia. Czy matka może wyrugować ojca ( zacząć wyrugowywać wink) ze swiadomości dziecka od urodzenia od roku, dwóch, trzech? Z kim jest w naturalny sposób zwoiązane dziecko kiedy jest niemowlakiem albo małe? Z ojcem, ktorego więcej nie ma , niz jest?
                              A dalej, to tylko naturalna reakcja matki (chęć obrony dziecka) na psychopatyczne zachowanie ojca. Reakcja na jakąś patologiczną zazdrość ze strony ojca o jak najbardziej naturalną relację (symbiozę) matka-dziecko. No i te teksty : czy ma zamiar wykonać postanowienien sądu - chciał dopieprzyć, to dopieprzyl. Ale czy o to chodzi? I czy to ma być dobry przykład " dla przyszlych pokoleń" i źródło zmiany mentalności rozstających się rodziców? Wątpię.
                              • altz Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 21:51
                                Często jest taka umowa między małżonkami, że on zarabia i dłużej jest poza domem. To jest naturalne, bo w końcu ona karmi dziecko piersią. Potem się okazuje, że on ma same obowiązki, a spija śmietankę, zabiera wszystko, bo żadnej umowy nie było i on jest winien.

                                > Czy matka może wyrugować ojca ( zacząć wyrugowywać wink) ze swiadomości dziecka od urodzeni
                                > a od roku, dwóch, trzech? Z kim jest w naturalny sposób zwoiązane dziecko kiedy
                                > jest niemowlakiem albo małe?
                                Dawniej panowie szli na całe lata na wojnę, wracali i potrafili się jakoś dogadać z dziećmi. Jakoś kobiety to robiły, że dzieci bywały dumne z ojców. Teraz się nie da?

                                Tutaj, ojciec dziecka się uparł, że będzie cały czas w życiu dziecka, ale nie było woli współpracy z drugiej strony i taką nerwicę zafundowali chłopakowi. Gdyby była chęć od początku, to dziecko by się zachowywało normalnie, pewno matka by miała i tak swoją "zabawkę" pod ręką.

                                Co to za matka, co dziecku zafundowała takie przeżycia? Straszna kobieta.
                                Kuratorka też beznadziejna. Cała trójka jest siebie warta.
                                • glasscraft Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 21:58
                                  > Co to za matka, co dziecku zafundowała takie przeżycia? Straszna kobieta.

                                  Aha, czyli (z poprzedniego Twojego wpisu) - niewiele wiemy na temat calej sytuacji, ale i tak matka winna?
                                  • mola1971 Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:02
                                    Przecież zawsze winna jest kobieta. Od czasów Adama i Ewy wink Nie przyzwyczaiłaś się jeszcze?
                                    Na mnie takie teksty od dawna wrażenia nie robią smile
                                    • glasscraft Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:04
                                      Moze brakuje mi tutaj "bo to zla kobieta byla..." smile
                                      • mola1971 Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:08
                                        No zła była smile Facet za to oaza dobroci wink A sprawy w sądzie pewnie za niewinność ma.
                                        • altz Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:23
                                          Napisałem przecież, że wszyscy siebie warci.
                                          A matka straszna, bo zafundowała dziecku taką traumę. Mogła go przygotować, spotykałby się z ojcem raz na jakiś czas i nic by się nie działo. Wolała budować w dziecku fobie. Miała największe możliwości, bo dziecko z nią było. Patologia, tak czy siak i to cała trójka.
                                          • mola1971 Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:29
                                            Zgadzam się, że matka też nie jest bez winy, ale pamiętaj o tym, że była bita przez męża (ex ma dwie sprawy karne w sądzie) i prawdopodobnie po prostu bała się dziecko z nim zostawić.
                                            Pewnie, że żadnym rozwiązaniem nie jest izolowanie dziecka od ojca. Mogła starać się o to by spotkania z dzieckiem odbywały się w obecności kuratora. Moja przyjaciółka tak zrobiła w analogicznej sytuacji. Efekt tego taki, że jej ex w ogóle olał dzieci choć walczył jak lew by jej dzieci odebrać. Mimo wyroku za znęcanie się nad nią. Walczył by jej dokopać bo tak naprawdę wcale dzieci go nie interesowały. Myślę, że tu może być podobnie.

                                            Mnie w takiej sytuacji zawsze żal jest tylko i wyłącznie dziecka bo to ono na gierkach dorosłych traci.
                                            • zmeczona100 Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:31
                                              mola1971 napisała:

                                              Mogła stara
                                              > ć się o to by spotkania z dzieckiem odbywały się w obecności kuratora.

                                              Hej, no... Ale przez ostatnie 2 lata kontakty odbywały się właśnie w obecności kuratora. Jeden z filmów to własnie rejestracja spotkania z ojcem w "obecności" pani kurator, która spacerowała pod domem, nie reagując na to, co sie wewnątrz niego działo.
                                              • mola1971 Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:34
                                                No to tym bardziej nic z tego nie rozumiem. Sąd oddaje dziecko ojcu, który wcześniej mógł je widywać tylko w obecności kuratora (z jakiegoś zapewne powodu bo bez powodu kuratora nikt nie dostaje) i w ogóle nie ustala zasad kontaktów matki z dzieckiem?
                                                Sprawa śmierdzi na odległość...
                                            • obrazo-burca Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 07.07.11, 23:46
                                              Molka,
                                              ło matko sad

                                              > Zgadzam się, że matka też nie jest bez winy, ale pamiętaj o tym, że była bita p
                                              > rzez męża (ex ma dwie sprawy karne w sądzie)

                                              Primo, dopóki jest oskarżony jest niewinny.
                                              Secundo, chcesz zapoznam Cię z takimi ojcami, którzy byli oskarżeni o molestowanie, zatem idąc tym tokiem rozumowania molestowali (przez sąd zostali uniewinnieni).
                                              Tetro wszystkim wierzącym w prokuraturę, a w szczególności Tri poleacam kilka poniższych artykułów pokazujących jak ta instytucja działa:
                                              1. Rozmowa z B. Piwnik
                                              2. Odpowiedź prokuratorów, de facto potwierdzająca zarzuty B. Piwnik
                                              3. A tu rzeczywisty przykład
                                              • mola1971 Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 07.07.11, 23:55
                                                Widzisz, Ty patrzysz na sprawę ze swojej perspektywy, ja ze swojej.
                                                W sumie doświadczenia mamy podobne, ale Ciebie skrzywdziła kobieta a mnie skrzywdził mężczyzna.
                                                Właśnie taki zimny, cyniczny drań jak ojciec tego dziecka.
                                                A to, że różnie bywa i że ludziska by sobie dokopać wymyślają różne bzdury to ja wiem. Ale tak myślę, że nie w tym przypadku. Tzn. jakoś czuję przez skórę, że ten wielki pan prof. to zwykły przemocowy dupek.
                                                Zresztą sprawą zajął się minister sprawiedliwości i mam cichą nadzieję, że zostanie uczciwie wyjaśniona.
                                                • obrazo-burca Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 08.07.11, 00:35
                                                  Oj, oj z przeczuciami i to kobiecymi trudno dyskutować tongue_out

                                                  Tylko po czym wnosisz, że ojciec to zimny, cyniczny drań (pytam szczerze i jak mi nie odpowiesz tu, to Cię będę nękał przy najbliższym spotkaniu w realu)?
                                                  • mola1971 Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 08.07.11, 08:59
                                                    Wobec wyboru - dyskusja na forum czy nękanie w realu zdecydowanie wybieram tę drugą opcję big_grin
                                                    Poważnie, przy najbliższej okazji Ci to wytłumaczę.
                                                  • obrazo-burca Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 08.07.11, 09:52
                                                    3mam za słowo!
                                          • glasscraft Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:39
                                            A skad wiesz, ze w dziecku fobie budowala? Siedziales u niej w domu i obserwowales?

                                            Traume dziecku zafundowala policja i kuratorzy zabieracaje je z domu rano w taki, a nie inny sposob. Rodzice, prawdopodobnie obydwoje (bo ta sprawa w sadzie, ktora ojcie ma jakos nie da sie chyba pod dywan zamiesc) przyczynili sie do rozpadu rodziny i nie potrafili sie dogadac tak, zeby dziecko w tym wszystkim nie cierpialo. Wiec, ze zastanawia mnie dlaczego wedlug Ciebie ojciec nie straszny, skoro dziecko przywiazane do matki wywozi nie wiadomo gdzie i nie daje znaku zycia oraz zero mozliwosci kontaktow z matka? O tej traumie juz nie myslisz?
                                            Troche to wyglada na "jak Kuba Bogu...", nie sadzisz?

                                            -
                                            • altz Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:56
                                              > Traume dziecku zafundowala policja i kuratorzy zabieracaje je z domu rano w tak
                                              > i, a nie inny sposob.
                                              Traumę zafundowali dziecku wszyscy. Policja i kuratorzy byli zupełnie nieprofesjonalni.
                                              Matka też. Jak się chce, to dziecko można przygotować na spotkanie rodziny, to nie jest tak, że dziecko samo z siebie nagle się boi.
                                              Obserwuję dzieci, normalnie nie boją się pająków i myszy, ale uczą się tego z obserwacji zachowań dorosłych. Matka była niewydolna wychowawczo, skoro dopuściła to histerycznych zachowań dziecka i być prawdopodobnie nerwicy. Sama pewno też nie jest w normalnym stanie, nie wierzę, żeby sobie nie zdawała sprawy ze wszystkiego, skoro jest psychologiem.
                                              Ojciec wywozi dziecko i zachowuje się identycznie, jak matka. Oko za oko, ząb za ząb. Głupie to wszystko, dziecko na pewno to odchoruje. Może się w końcu opamiętają po nagłośnieniu sprawy. Mała szansa, ale jakaś szansa jest.
                                              • glasscraft Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 23:08
                                                Czy naprawde by Cie tak zabolalo, gdybys w swojej wypowiedzi rozlozyl wine za ten syf po rowno? "Traumę zafundowali dziecku wszyscy. Policja i kuratorzy byli zupełnie nieprofesjonalni. Matka też." Wpomnij ojca w tej samej linijce, skoro wszyscy, to wszyscy... nieprawdaz?

                                                "Obserwuję dzieci, normalnie nie boją się pająków i myszy, ale uczą się tego z obserwacji zachowań dorosłych." Czyli skoro matka pokazuje strach w czasie obecnosci meza (zakladam, ze nie z tego powodu, ze jej kwiatki codziennie przynosil ma sprawe w sadzie), to naturalne ze dziecko tez sie ojca bedzie balo obserwujac reakcje matki...

                                                Nienormalnosc matki oceniles po przeczytaniu artykulu prasowego jako specjalista psychiatra? Czy tez specjalista od "zlych kobiet"?
                                                • altz Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 23:42
                                                  > Wpomnij ojca w tej samej linijce, skorowszyscy, to wszyscy... nieprawdaz?
                                                  Toż napisałem, że wszyscy. Oprócz dziecka.

                                                  > Nienormalnosc matki oceniles po przeczytaniu artykulu prasowego jako specjalist
                                                  > a psychiatra?
                                                  Posłuchałem nagrania i mi wystarczy. Nikt normalny nie funduje takich przeżyć własnemu dziecku.

                                                  Być może zobaczymy za jakiś czas, jak naprawdę było.
                                              • gazeta_mi_placi Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 07.07.11, 10:38
                                                Może matka straszyła dziecko ojcem jak niektóre matki straszą Babą Jagą to nie dziwne, że dziecko wówczas dostawało histerii na widok tatusia.
                                                • altz Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 08.07.11, 08:47
                                                  Takiemu dziecku wystarczy kilka razy powiedzieć, że tatuś je zabierze od mamy i nigdy mamy nie zobaczy. Jakieś pranie mózgu było, według mnie. A facet, gdyby był mądry i miał jakieś doświadczenia z dziećmi, a nie był tylko profesorem psychiatrii, to nawet z matką manipulującą dzieckiem dałby sobie radę.
                                                  Dla mnie teksty rodzaju "chodź, nie bój się" są zupełnie nie na miejscu i świadczą źle o umiejętnościach ojca. Ja bym powiedział "zaraz wrócisz do mamy" i jakoś zachęcił czymś dziecko, choćby kupnem lizaka w kiosku, albo po prostu zaczął od zabawy w domy czy na podwórku. Pierwsze spotkanie mogło by trwać i minutę i też by było dobrze, a na pewno lepsze, niż to obecne. Pól godziny zabawy, wspólne krótkie wyjście i powrót i by wystarczyło na początek.
                                                  • gazeta_mi_placi Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 08.07.11, 10:20
                                                    To też racja.
                                • zmeczona100 Re: "Bitwę pod Grunwaldem" oglądałem... 06.07.11, 22:37
                                  Przepraszam Altz, ale piep...ysz jak potłuczony.

                                  > Dawniej panowie szli na całe lata na wojnę, wracali i potrafili się jakoś dogad
                                  > ać z dziećmi. Jakoś kobiety to robiły, że dzieci bywały dumne z ojców. Teraz si
                                  > ę nie da?

                                  Dawniej wojna tak odsiała panów, że nie ważne było z kim, ważne było, aby jakiekolwiek portki w domu były, bo inaczej kobieta sama nie dałaby sobie rady. Kobiety nie miały wyboru. Teraz mają, bo mają wykształcenie, pracę i są w stanie same utrzymać siebie i dzieci.

                                  Teraz tez się da- pogadaj z żonami górników, które skaczą wokół swych mężów, byleby tylko ich nie zostawił.

                                  > Tutaj, ojciec dziecka się uparł, że będzie cały czas w życiu dziecka, ale nie b
                                  > yło woli współpracy z drugiej strony i taką nerwicę zafundowali chłopakowi.

                                  A Ty czytac nie umiesz? Kontakty były realizowane, w obecności kuratora.
                                  Ale panu było oczywiście za mało i nie w smak. No to zrobił, jak uznał najlepiej. A że myślał o sobie, a nie o dziecku, to już inna para kaloszy.
                    • zolta_iwulka Re: A może prostsze rozwiązanie? Bez psychopatów? 06.07.11, 17:21
                      A w którym miejscu tego nagrania ojciec stara się zachęcić dziecko, aby do niego chciało iść? Wrzeszczy tylko na matkę dziecka, co na pewno nie pomaga w tej sytuacji tylko potęguje histerię dziecka.

                      • z_mazur Re: A może prostsze rozwiązanie? Bez psychopatów? 06.07.11, 17:51
                        To chyba oglądaliśmy różne filmy (chociaż nie sądzę), albo jesteś tak uprzedzona, że utrudnia Ci to nawet zwyczajny odbiór rzeczywistości (co obstawiam).

                        Od pierwszych sekund filmu słychać uspokajający głos ojca "chodź synuś". W drugiej części filmu w paru miejscach słychać postawione dość stanowczym tonem pytanie do matki "czy ma zamiar realizować postanowienie sądu". Ojcec cały czas jest opanowany, nie podnosi głosu, nie gestykuluje. I Ty to nazywasz wrzaskami?
                        • tricolour Od "chodź synuś"... 06.07.11, 17:58
                          ... znacznie ważniejsze dla ojca powinno być dziecka "boję się".

                          Naprawdę tego nie czujesz?
                          • z_mazur Re: Od "chodź synuś"... 06.07.11, 18:04
                            Nie czuję, bo to zwykłe granie na emocjach, a nie merytoryczna dyskusja.

                            Decyzję sąd podjął na pewno nie w oparciu o histeryczne krzyki dziecka, tylko w oparciu o badania psychologów, zarówno dziecka jak i obojga rodziców.

                            Jakoś nie słychać, żeby matka próbowała uspokoić dziecko i przemówić do niego, żeby chciało pójść z ojcem. Jest tylko cyniczne wykorzystanie sytuacji "dziecko nie chce z tobą iść i ci go nie dam". Tak się zachowuje odpowiedzialny i kochający rodzic?
                            • tricolour Dokładnie tak... 06.07.11, 18:06
                              ... jeśli dziecko nie chce iśc, to znaczy, że nie chce iść.
                              • z_mazur Re: Dokładnie tak... 06.07.11, 18:56
                                A jak nie chce wziąć zastrzyku, to nie chce?

                                Powiem Ci, chociaż może Cię to zaskoczy, dziecko nie zawsze wie, co jest dla niego najlepsze i rozsądny rodzic powinien umieć je do tego przekonać, a czasem nawet zmusić, dla jego dobra.
                                • altz Re: Dokładnie tak... 06.07.11, 19:21
                                  > Powiem Ci, chociaż może Cię to zaskoczy, dziecko nie zawsze wie, co jest dla ni
                                  > ego najlepsze i rozsądny rodzic powinien umieć je do tego przekonać, a czasem n
                                  > awet zmusić, dla jego dobra.
                                  Ja się zastanawiam jak zareaguje moje dziecko, jak się dowie w przyszłości, jaką decyzję podjęło. Według mnie zdecydowanie najgorszą, co widzę u siebie praktycznie. Nie zamierzam w przyszłości matki usprawiedliwiać.
                                • madame_c Re: Dokładnie tak... 06.07.11, 19:59
                                  @z_mazur
                                  Raz jeszcze - szacun; za rozsądek i opanowanie właśnie.
                                  Ja, jak czytam, że należy szanować wolę pięciolatka, to zastanawiam się jak tacy rodzice zamierzają wyegzekwować choćby obowiązek codziennego mycia stóp.

                                  Autorki (bo przeważnie to autorki) wpisów że ojciec nie ma prawa stosować takich metod zachęcam do prostego ćwiczenia mentalnego - niech wyobrażą sobie swoje dziecko, które do nowej partnerki małżonka mówi "mamusiu", podczas gdy ona stoi u płota i próbuje bezskutecznie zrealizować postanowienie Sądu co do kontaktów.
                                  • zolta_iwulka Re: Dokładnie tak... 06.07.11, 20:13
                                    Tu nie chodzi o płeć rodzica, tylko o sposób traktowania dziecka jak "telewizor" - tak właśnie wypowiedział się w TVP 1 przed chwilą w tej właśnie sprawie Rzecznik Praw Dziecka.
                                    Nikt tutaj nie broni żadnego z tych nieporadnych rodziców, chodzi o metody dążenia do celu, za wszelką cenę. Nie wiem, kto ma rację, ale na pewno prawa dziecka nie zostały tutaj uszanowane podczas tej "akcji" policji.
                                    Pięciolatek to też człowiek, nie da sieę już takiego dziecka ustawić jak kanapy. W tym wieku można i trzeba rozmawiać o tak delikatnych sprawach, jak rozwód.

                                  • tricolour Toż to problem! Mycie stóp! 06.07.11, 22:45
                                    Obowiązku mycia stóp, zębów itp się nie egzekwuje!

                                    Bo wychowyanie dziecka nie polega na egzekwowaniu pomysłów dorosłych tylko naśladowaniu, dziecino! Dlatego rodzic myje stopy (zęby, włosy, ręce przed jedzeniem) z dzieckiem... oczywiście jeśli potrafisz sobie mentalnie takie akrobatyczne ćwiczenie wyobrazić.
                                    • maniasza Re: Toż to problem! Mycie stóp! 06.07.11, 22:53
                                      tricolour napisał:


                                      > Bo wychowyanie dziecka nie polega na egzekwowaniu pomysłów dorosłych tylko n
                                      > aśladowaniu
                                      , dziecino! Dlatego rodzic myje stopy (zęby, włosy, ręce przed j
                                      > edzeniem) z dzieckiem...

                                      Słusznie.
                                    • z_mazur Re: Toż to problem! Mycie stóp! 06.07.11, 23:07
                                      Tak i bierze zastrzyki z pięciolatkiem do spółki, dając mu dobry przykład. smile
                                      • tricolour To nie wszystko... 06.07.11, 23:10
                                        ... matkę też się rżnie przy dziecku i uczy robic loda - jakbyś nie wiedział i szukał "właściwego" przykładu.

                                        tongue_out
                                        • zmeczona100 Re: To nie wszystko... 06.07.11, 23:17
                                          big_grin
                                        • mola1971 Re: To nie wszystko... 06.07.11, 23:27
                                          Tri, ja Cię nie poznaję big_grin
                                          Młode ojcostwo bardzo Ci służy smile
                                          • zmeczona100 Re: To nie wszystko... 06.07.11, 23:28
                                            dokładnie!
                                            big_grin
                                            • tricolour Może idę ku lepszemu... 06.07.11, 23:36
                                              ... przyznam, że nie byłbym zmartwiony takim obrotem sprawy.

                                              tongue_out

                                              PS. Przydałaby sie taki emotikon z wielkim jęzorem do wywalenia.
                                              • mola1971 Re: Może idę ku lepszemu... 06.07.11, 23:47
                                                A ja Ci tego z całego serca życzę smile
                                                I nie dlatego, że jakaś straszna altruistka ze mnie. Z czystego egoizmu big_grin Bo skoro Ty możesz to ja też smile Takie myślenie i dobre przykłady napędzają mnie do życia. Odkąd pamiętam. I pewnie dlatego nigdy nikomu niczego nie zazdrościłam. Co najwyżej podziwiałam. Jak teraz (i nie tylko teraz) Ciebie.

                                                P.S.
                                                Są strony z różnymi dziwnymi emotikonkami, ale nie chce mi się szukać. Sam se znajdź, miłośniku nowoczesnych technologii tongue_out
                                                • tricolour Dopraszam się łaski... 06.07.11, 23:53
                                                  ... i bardzo proszę nie zwilżać moich oczu.

                                                  Mnie do twarzy (przynajmniej na forum) gromy mieć w oczach!
                                                  • mola1971 Re: Dopraszam się łaski... 07.07.11, 00:03
                                                    Eee, ja tam od początku Cię przejrzałam tongue_out Znaczy od mojego początku na tym forumie.
                                                    Opowieści o złym Trójkolorowym zgredzie między bajki możesz włożyć big_grin
                                                    Może jakaś naiwna jeszcze da się nabrać wink
                                      • maniasza Re: Toż to problem! Mycie stóp! 06.07.11, 23:22
                                        z_mazur napisał:

                                        > Tak i bierze zastrzyki z pięciolatkiem do spółki, dając mu dobry przykład. smile
                                        >
                                        z_mazur napisał:

                                        > Tak i bierze zastrzyki z pięciolatkiem do spółki, dając mu dobry przykład. smile
                                        >

                                        Bardzo śmieszne.
                                        Jesli nie wiesz, to zanim dziecko skończy pieć lat, to od momentu urodzenia (przeciętne dziecko), choruje z 5-10 razy do roku, zanim skończy lat 7.
                                        Tak, matka pokazuje, jeśli dziecko się boi brac leki, jakieś syropy, tabletki, wdechy itp, na sobie - jak to się bierze, tłumaczy do czego służy i jak działa, i po co sie to dziecku podaje.
                                        Tak robi normalna matka. Zazwyczaj ojciec przy takich czynnościach nie występuje, więc pojęcia nie ma. Więc Twojej sarkastycznej reakcji wcale się nie dziwię.
                                    • madame_c Re: Toż to problem! Mycie stóp! 07.07.11, 11:21
                                      "Obowiązku mycia stóp, zębów itp się nie egzekwuje!
                                      Bo wychowyanie dziecka nie polega na egzekwowaniu pomysłów dorosłych tylko naśladowaniu, dziecino! Dlatego rodzic myje stopy (zęby, włosy, ręce przed jedzeniem) z dzieckiem... oczywiście jeśli potrafisz sobie mentalnie takie akrobatyczne ćwiczenie wyobrazić. "

                                      Wielki Teoretyku, wychowanie dziecka polega na stanowczym i mądrym określaniu mu granic. Tylko wtedy dziecko czuje się bezpiecznie.
                                      A stanowczość to nie:
                                      bicie, łamanie psychiczne, nieliczenie się z dzieckiem
                                      tylko mądre wyznaczanie mu granic.
                                      Metody powinny być adekwatne do jego wieku - dlatego też partnerskie negocjacje z trzylatkiem są po prostu śmieszne; nie tego dziecko oczekuje.
                                      Rodzic, który zamiast to właśnie czynić, uprawia "mentalną gimnastykę" jest nieskuteczny. Widzi się nieraz takich rodziców np. w supermarketach - z przerażeniem obserwujących atak histerii dziecka, równie przerażonego jak oni.
                                      I do takiego stanu swoją biernością doprowadzała Piotra jego nieporadna matka.
                                      • tricolour Czterech kuratorów i Policja... 07.07.11, 16:10
                                        ... to jest właściwy skład osobowy do wyznaczania granic dla pięcioletniego syna. Szkoda gadać...
                                  • maniasza Re: Dokładnie tak... 06.07.11, 22:51
                                    madame_c napisała:

                                    > @z_mazur
                                    > Raz jeszcze - szacun; za rozsądek i opanowanie właśnie.
                                    > Ja, jak czytam, że należy szanować wolę pięciolatka, to zastanawiam się jak tac
                                    > y rodzice zamierzają wyegzekwować choćby obowiązek codziennego mycia stóp.
                                    >


                                    Batem, droga madame, tylko batem.
                                    Plus oddział policjantów i kuratorów.
                                    • mola1971 Re: Dokładnie tak... 06.07.11, 23:00
                                      maniasza napisała:
                                      > Batem, droga madame, tylko batem.
                                      > Plus oddział policjantów i kuratorów.

                                      Jak pokazuje życie niektórzy inaczej nie potrafią.
                                      Mam tylko nadzieję, że dzieci tak wychowywane kiedyś się za to odwdzięczą. I będzie płacz i biadolenie na dzieci, które ojca/matkę na starość zostawią w samotności. Lub w najlepszym przypadku do DSP oddadzą. I wtedy jakoś nikomu pewnie nie przyjdzie do głowy, że to prosta zasada walizki - co włożysz to wyjmiesz.
                                      • zmeczona100 Re: Dokładnie tak... 06.07.11, 23:15
                                        Proszę nie straszyć dorosłych DPSami tongue_out
                                        Ja wręcz odwrotnie- będę się starała, aby mój syn mógł bez wyrzutów sumienia żyć swoim życiem i życiem swojej rodziny, a nie zajmował się dorosłą matką jak przyjdzie taka potrzeba wink Priorytetem w tym jest dla mnie to, aby syn wybrał dla mnie optymalny ośrodek i dokładał się do opieki nade mną, jeśli moje finanse tego nie zapewnią. Plus odwiedzał mnie od czasu do czasu. Absolutnie nie mam ochoty, aby syn poświęcał się dla mnie, zamiast po prostu żyć czy miał wyrzuty sumienia, kiedy mnie odda pod opiekę w obce miejsce i obcym ludziom. O rodziców można dbać bez osobistego udziału w opiece nad nimi wink
                                        Ja tam wolę mieć zadowolonego syna z rodziną i opiekę profesjonalnej kadry tongue_out
                                        • mola1971 Re: Dokładnie tak... 06.07.11, 23:25
                                          Generalnie myślę podobnie smile
                                          Tyle tylko, że zauważyłam, że największe wymagania od dzieci na starość mają ci, którzy najmniej w wychowanie dzieci włożyli. I bardziej o to mi chodziło.
                                      • gazeta_mi_placi Re: Dokładnie tak... 07.07.11, 10:45
                                        >Lub w najlepszym przypadku do DSP oddadzą. I wtedy jakoś nikomu pewnie nie przyjdzie do głowy, że to prosta zasada walizki - co włożysz to wyjmiesz.

                                        To nie zawsze takie proste. Są jednostki chorobowe gdzie 24h opieka jest konieczna a nie każdego na nią stać w warunkach domowych (czasowo i finansowo), wtedy zostaje DPS i łatka "niewdzięcznego dziecka" bądź "nie dość dobrego rodzica", nie uogólniajmy...
                                    • madame_c Re: Dokładnie tak... 07.07.11, 11:27
                                      "Batem, droga madame, tylko batem.
                                      Plus oddział policjantów i kuratorów."

                                      Przykro mi, droga Pani, ale nie chcę zrealizować Pani fantazji; może poszuka Pani na jakimś forum towarzyskim?
                                      • maniasza Re: Dokładnie tak... 07.07.11, 19:14
                                        Krez, tkwisz w obłędzie.
                                        Ale nie jest mi przykro. Każdy ma to, na co zasłużył.
                                        • mola1971 Re: Dokładnie tak... 07.07.11, 20:52
                                          Myślisz, że to Krez? surprised
                                          • zmeczona100 Re: Dokładnie tak... 07.07.11, 21:09
                                            Coś za krótkie posty jak na nią shock
                                            • maniasza Re: Dokładnie tak... 07.07.11, 22:09
                                              zmeczona100 napisała:

                                              > Coś za krótkie posty jak na nią shock

                                              Uczy się streszczać najwyraźniej. wink
                                          • maniasza Re: Dokładnie tak... 07.07.11, 22:10
                                            mola1971 napisała:

                                            > Myślisz, że to Krez? surprised

                                            Jestem pewna.
                                            • mola1971 Re: Dokładnie tak... 07.07.11, 22:26
                                              Ton wypowiedzi rzeczywiście podobny. Ten sam jazgot.
                                              Że też jej się chce zmieniać nicki i kogoś innego udawać uncertain
                                        • madame_c Re: Dokładnie tak... 08.07.11, 01:34
                                          smile
                                          Przez ciekawość poszukałam pani/pana? Krez i znalazłam to:
                                          forum.gazeta.pl/forum/w,24087,103058954,,to_zenujace.html?s=1&v=2
                                          No i ubolewam - to nie ja, ponieważ kompletnie nie znam się na prawie kanonicznym, co więcej kompletnie mnie ono nie interesuje...
                                          z przykrością,
                                          A.
                                          • mola1971 Re: Dokładnie tak... 08.07.11, 09:09
                                            A skąd wiedziałaś, że Krez to nick krezzzz100? suspicious
                                            • madame_c Re: Dokładnie tak... 08.07.11, 10:11
                                              "A skąd wiedziałaś, że Krez to nick krezzzz100? suspicious"

                                              Wrzuciłam do umieszczonej po prawej stronie forumowej wyszukiwarki "Krez".
                                              Z całym szacunkiem, ale już nie chcę kontynuować tego debilnego off-topicu.
                                              A.
                                              • tricolour Współtworzysz ten debilizm... 08.07.11, 10:21
                                                ... pisałem już, że skrajności ranią Cię.
                                              • mola1971 Re: Dokładnie tak... 08.07.11, 10:23
                                                Nie dziwię się, że nie chcesz bo wyszukiwarką nie znając nicka w całości, nie da się wyszukać.
                                                Zatem sama się wkopałaś smile
                                                Że też Ci się chce. Sama nie wiem - podziwiać czy współczuć?
                                                • tricolour Myślę, że to nie Krez... 08.07.11, 10:55
                                                  ... tylko jakieś dziecko jeszcze.
                                                  • altz Re: Myślę, że to nie Krez... 08.07.11, 11:01
                                                    Ja jestem Krez, "ja i moja żona"*.

                                                    *Monty Python
                                                  • madame_c Re: Myślę, że to nie Krez... 08.07.11, 12:01
                                                    "Ja jestem Krez, "ja i moja żona"*."

                                                    Sądzę, Altz, że Krezem są wszyscy potrafiący korzystać z wyszukiwarek
                                                    wink
                        • zolta_iwulka Re: A może prostsze rozwiązanie? Bez psychopatów? 06.07.11, 18:09
                          Łatwo wygłaszasz nie znoszące sprzeciwu opinie z_mazur.
                          W filmie ojciec kilkanaście razy powtarza "czy zrealizujesz postanowienie sądu", jeśli dla ciebie mowi to uprzejmym tonem (bo nie gestykuluje), to wybacz, ale mamy inny odbior rzeczywistosci.
                          Ja jestem po stronie dziecka, ktore wrzeszczy, ze chce do domku, a ojciec do niego mówi "nie bój się" - nawet początkujący psycholog powinien wiedzieć, ze na słowa "nie myśl o żółtym" ludzie zareagują odwrotnie, tak samo z "nie bój się synek".
                          Sytuacja pokazana na filmie jest dramatem, ale zupełnie nie zgadzam się z z_mazur, że za złe relacje synka z ojciem odpowiada ...matka. Co za przewrotna męska logika...
                        • zmeczona100 Jak postępować z dzieckiem? 08.07.11, 18:10
                          z_mazur napisał:

                          > To chyba oglądaliśmy różne filmy (chociaż nie sądzę), albo jesteś tak uprzedzon
                          > a, że utrudnia Ci to nawet zwyczajny odbiór rzeczywistości (co obstawiam).

                          Opinia nie do mnie, ale coś napiszę od siebie.
                          Ten film jednoznacznie świadczy o tym, jaką porażką życiową jest dla tego profesora jego wkład w wychowanie dziecka.
                          Sorry, ale te próby nawiązania kontaktu z własnym dzieckiem są tak nieporadne, że aż dziwi, że dokonuje tego psycholog.

                          >
                          > Od pierwszych sekund filmu słychać uspokajający głos ojca "chodź synuś".

                          I powtarza to wielokrotnie. Po cholerę?? Ile razy, ile dni/ miesięcy ma powtarzać ten schemat, aby się przekonac o jego nieskuteczności? Widac, że wiedza teoretyczna wybitnie panu profesorowi przeszkodziła w tym, aby podjąc inne metody- najprostsze, o których wie każdy rodzic, sprawujący opiekę nad małym dzieckiem, tj. jest próba odwrócenia uwagi z jednoczesnym zainteresowaniem dziecka czymś nowym, ciekawym. Tu aż prosi się o przyniesienie dziecku jakiejś fajnej zabawki i przeniesienia zainteresowania dziecka na nią, a nie na ojca. Nie chodzi mi o kupowanie uczuc dziecka, ale pretekst do nawiązania bliższej relacji z ojcem. Które dziecko umiejętnie pokierowane oparłoby się ciekawej zabawce, która przyniósł ojciec i o której mówi matka? Pewnie żadne. Wystarczy zastosować najprostsze "chwyty"- chocby przypomniec sobie, jak postępowalismy z dziećmi, które pierwszy raz zostały pod naszą opieką, albo w jaki sposób przygotowaliśmy opiekunkę, która pierwszy raz zostawała z naszym dzieckiem. Nic trudnego i nie potrzeba do tego nawet magisterium z psychologii; wystarczy jedynie odrobina wyobraźni i empatii.
                          Przecież dziecko nie idzie do ojca, bo nie ma po co, nie widzi w nim nic ciekawego, nie zagaduje do niego, nie stara się go czyms zaciekawic, zająć. Potem krok po kroku osiagnęliby cel, tj. opieka kilkudniowa, samodzielna nad synem. Tylko do tego trzeba czasu, pomyślunku i cierpliwości.

                          W drug
                          > iej części filmu w paru miejscach słychać postawione dość stanowczym tonem pyta
                          > nie do matki "czy ma zamiar realizować postanowienie sądu".

                          Ale czy matka przed tym się broni? Nie, to dziecko nie ma ochoty spotykac sie z dorosłym, który nie ma mu NIC do zaoferowania. Bo jakież dziecko tak łatwo oddali się od osoby sobie znanej, z która czuje się bezpiecznie, aby pobyc z całkiem obcym?

                          Ojcec cały czas jes
                          > t opanowany, nie podnosi głosu, nie gestykuluje. I Ty to nazywasz wrzaskami?

                          Gdyby tak jeszcze umiał nawiązywać kontakt z własnym dzieckiem, umiał wyjśc poza "chodź synuś"...

                          Ojciec dziecka jest faktycznie wybitnym specjalistą- neurobiologiem. Tacy czasami żyją we własnym świecie. On był kawalerem przez 40 lat- to trochę już o nim mówi samo za siebie. Byc może nie umie żyć w świecie realnym, tym poza jego własnym naukowym, nie jest przystosowany do życia w społeczeństwie. Wybitne jednostki tak własnie mają.
                          • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 08.07.11, 18:23
                            No tak i o wszelkich zachowaniach ojca i wszystkich próbach nawiązania kontaktu, które bagatela trwają od dwóch lat dwa razy w tygodniu, Ty autorytarnie stwierdzasz na podstawie 4 minutowego filmiku. Nie wiem śmiać się, czy płakać.

                            Realia są takie, że pewnie ojciec już dawno się poddał co do prób wyegzekwowania kontaktu z dzieckiem (jak miał to zrobić, skoro matka za każdym razem pod pretekstem płaczu dziecka odmawiała przekazania go) w formie jaką miał zasądzoną, jednak żeby nie przegrać batalii w sądzie pod pretekstem, że z posiadanych praw niekorzystał, był zmuszony odstawiać tą szopkę konsekwentnie do bólu (niestety nie tylko swojego, ale również dziecka).
                            • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 08.07.11, 18:41
                              Mazurek, oczywiście, że Ty wiesz lepiej, bo sprawę znasz z życia, tak?
                              Ja tylko napisałam co sądzę o tym na podstawie załączonego materiału. I nie dywaguję, czy profesor podejmował inne próby, czy matka odmawiała przekazania dziecka- odniosłam sie do tego, co widziałam, a nie co mi się wydaje. Rozumiesz różnicę?
                              • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 08.07.11, 19:39
                                Nie znam i żeby pokazać bezsens Twojej nadinterpretacji zrobiłem podobną tylko o przeciwnej wymowie.

                                Na filmiku widzimy tylko spokojnego ojca, który mówi spokojnym tonem do histeryzującego dziecka. Nie znamy ani przyczyn histerii, ani jej podstaw.

                                Ja tylko widzę (a w zasadzie słyszę) na tym filimku matkę, która nie podejmuje najmniejszych prób uspokojenia dziecka, żadnych, nawet nie mówi uspokajająco do niego (ciekawe, że żadna z pań nie skomentowała negatywnie zachowania matki, która nie reaguje na histerię dziecka). Ale Ty widzisz tylko niewłaściwe (Twoim zdaniem) zachowanie ojca. Jeśli to nie jest uprzedzenie, to ja nie wiem jak to inaczej nazwać.

                                Matce oczywiście histeria dziecka jest na rękę, bo daje jej pretekst do odmowy przekazania dziecka, ale jak to o niej świadczy?
                                • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 08.07.11, 20:22
                                  Mazurek, zapytaj opiekunki, jak skutecznie uspokoić obce dziecko- masz gotową odpowiedź. Tu potrzebna jest aktywność ze strony ojca, a nie matki. Gdyby to matka miała uspokajać chłopca, to wybacz, powinna je po prostu zabrać w bezpieczne dla niego miejsce.
                                  A tak BTW, matka Twoim zdaniem tylko patrzy i obserwuje, tak? No to obejrzyj raz jeszcze materiał.

                                  I co to w ogóle za pomysł, że to matka ma uspokoic dziecko? A ojciec to co- taki niekumaty, nierozgarnięty, czy może to nie jego rola?
                                  • obrazo-burca Re: Jak postępować z dzieckiem? 08.07.11, 23:54
                                    E, no pewnie matka wcale nie powinna dziecka uspokajać. Matka powinna stać i się gapić. I bardzom ciekaw jak wg Ciebie takie zachowanie matki zinterpretuje dziecko? Jako wsparcie histerii czy jako przykaz uspokojenia się?
                                    • mola1971 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 00:03
                                      Z matki taka sama "matka" jak z ojca "ojciec". Oboje siebie warci. Tyle tylko, że po pierwsze ojciec ma większą wiedzę w dziedzinie psychologii (przynajmniej teoretycznie bo ma wyższy tytuł naukowy) niż matka, po drugie jest przemocowcem. Matka to taka sama jego ofiara jak dziecko.
                                      Żeby nie było - "ofiara" to bynajmniej nie komplement, ani też usprawiedliwienie ino wytłumaczenie pewnego mechanizmu psychologicznego.
                                      I jeszcze jedno... Przeca to stary chłop jest a nie jakiś smark, więc nieco doświadczenia powinien mieć. Niezależnie od profesji. A on przy własnym dziecku bezradny jak dziecko we mgle.
                                      Dziecka szkoda. Bardzo. Bo rodzice tak poprani mu się trafili, że rzadko się trafia. Psycholodzy...
                                      • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 00:12

                                        > I jeszcze jedno... Przeca to stary chłop jest a nie jakiś smark, więc nieco doś
                                        > wiadczenia powinien mieć. Niezależnie od profesji.

                                        Ale skąd on niby ma mieć to doświadczenie?
                                        Własnie o tym pisałam- on był zajęty zupełnie czyms innym, niż własne dziecko. Teoria praktyki nie zastąpi, zwłaszcza kiedy dodatkowo nie dotyczy psychologii rozwojowej.
                                        • mola1971 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 00:26
                                          Odkąd pamiętam uważam, że tacy ludzie nie powinni zakładać rodziny. Bo po prostu do tego się nie nadają. Niech se żyją w świecie nauki. To taki "wyższy poziom" Piotrusia Pana.
                                          I dlatego napisałam, że powinien. Z racji wieku. No ale Piotruś Pan wieku nie ma smile
                                          Nawet na łożu śmierci będzie taki sam.
                                    • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 00:10
                                      obrazo-burca napisał:

                                      > E, no pewnie matka wcale nie powinna dziecka uspokajać.

                                      Zaraz, zaraz.

                                      A co robi matka w takim razie?
                                      A ojciec?
                                      • obrazo-burca Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 00:31
                                        Uffffff, nie zawiodłaś mnie.
                                        Trupem bym musiał paść, jakbyś udzieliła merytorycznej odpowiedzi.
                                        • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 16:26
                                          Poważnie- sądzisz, że miałabym Ci opisać to, co widać i słychać na dołączonym filmikach?? A co, sam tego nie widzisz i nie słyszysz? Bo to, że nazwałbyś to inaczej, to zupełnie nie wątpię- przecież nie napiszesz czegoś, co świadczyłoby przeciw Twoim tezom.
                                          • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 18:05
                                            Podejście TOK trudno nazwać obiektywnym i rzetelnym dziennikarstwem.
                                            Cytat z wypowiedzi kogoś spoza tego źródła informacji.

                                            "Wydaje się, że zachowanie dziecka na filmie jest efektem wieloletniego nacisku matki. Najprawdopodobniej poprzez budowanie obrazu ojca nieadekwatnego do rzeczywistości. Takie reakcje lękowe dziecka w tym wieku nie są czymś normalnym. Dziecko było cały czas pod opieką matki a później psychologa i jak zważył sąd nie przyniosło efektów."

                                            Dzieci w tym wieku nie mają zbyt dobrej pamięci. Łatwo zacierają im się jakieś nieprzyjemne doświadczenia. Tak duża niechęć do ojca z którym dziecko nie miało przez dwa lata praktycznie żadnego kontaktu nie może się brać z jakichś jego doświadczeń osobistych i najprawdopodobniej jest efektem działania matki, a to, jak już pisałem, dyskwalifikuje ją jako opiekuna.
                                            • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 18:18
                                              Dziecko miało "kontakt" z ojcem przez 2 lata- w obecności kuratora. Jeśli wszystkie kontakty wyglądały tak samo (całkowita bierność ojca), to wcale się nie dziwię, że dziecko nie chce do niego iść; obcy w tym wieku jest zagrożeniem- taka prawidłowość.
                                              Ciekawe, gdzie był ojciec wtedy, gdy jeszcze mieszkał z dzieckiem i jego matką. Jesli wybrał karierę, to czy to wina matki, że dzieciak nie zna swego ojca i histerycznie na niego reaguje?
                                              Sorry, ale nie widzę nic nadzwyczajnego w zachowaniu dziecka- boi sie po prostu obcej osoby. I nawet największe zapewnienia matki nie zmienią tej osoby w kogoś, kogo dziecko zna- tu ojciec sam musi się poznać z dzieckiem. Brak reakcji ojca, jego nieprzygotowanie, bezradnośc w żaden sposób nie ułatwiają tego procesu małemu.
                                              • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 19:40
                                                No nie rozśmieszaj mnie. Jeśli matka swoją opieką doprowadza do tego, że 5 letnie dziecko histerycznie reaguje na "obcego", to sam ten fakt dyskwalifikuje ją jako opiekuna.

                                                Dziecko może reagować na obcego nieśmiałością, ale nie histerią.
                                                • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 20:38
                                                  No nie rozśmieszaj mnie, że pan profesor psychologii o dziecku przypomniał sobie dopiero po 5 latach jego życia na świcie.

                                                  No tak, ale wiadomo, że to matka winna, że tatuś nie miał czasu dla dziecka.

                                                  > Dziecko może reagować na obcego nieśmiałością, ale nie histerią.

                                                  To mój syn był jakiś dziwiak w takim razie- ryczał w niebogłosy, kiedy zostawał z nową opiekunką.
                                                  • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 21:35
                                                    Znowu dorabiasz nieistniejące rzeczy. On nie przypomniał sobie po pięciu latach, tylko od dłuższego czasu już walczy o możliwość opieki, a wcześniej o realizowanie postanowień sądu w sprawie jego kontaktów z dzieckiem.

                                                    Nie mówimy o zostawianiu. Dziecko w tym przypadku reaguje histerią na samą obecność ojca, którego praktycznie nie zna.

                                                    Czy uważasz, że dziecko, które w obecności matki drze się na widok obcego, jest pod normalną opieką? To chyba mamy różne wizje normalności wychowywania dziecka.

                                                    Jak tak teraz z Tobą dyskutuję i bardziej się nad tym zastanawiam, tym więcej widzę faktów na potwierdzenie niewłaściwego zachowania matki i słuszności decyzji sądu.
                                                  • obrazo-burca Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 01:02
                                                    > To mój syn był jakiś dziwiak w takim razie-

                                                    Mnie to szczególnie nie dziwi tongue_out
                                                    MSPANC. A tu objaśnienie akronimu
                                            • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 20:42

                                              Tak duża niechęć do ojca z którym dziecko nie miało
                                              > przez dwa lata praktycznie żadnego kontaktu nie może się brać z jakichś jego d
                                              > oświadczeń osobistych i najprawdopodobniej jest efektem działania matki, a to,
                                              > jak już pisałem, dyskwalifikuje ją jako opiekuna.

                                              Bardzo ciekawe. Zwłaszcza, że panu profesorowi psychologii w kontaktach z synem musiał towarzyszyć kurator. Zapewne sąd tak postanowił ze względu na złosliwość i osobiste działania matki dziecka.

                                              A może jednak należałoby wyjść od tego, co spowodowało, że sąd nakazał kontaktowanie się z dzieckiem (psychologowi- profesorowi w dodatku!) w obecności kuratora...
                                              • cronat.gold Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 20:55
                                                moje dziecko już po ośmiu miesiącach uciekało przed ojcem na jego widok pomimo braku wszelkich kontaktów.
                                                • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 21:23
                                                  Nie pomimo, tylko własnie dlatego.
                                                  • cronat.gold Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 21:31
                                                    Stop. Otrzymałem wyrok (poniżający, 1:11) zabezpieczający kontakty z dzieckiem raz w tygodniu dwie godziny. Dziesięć razy jeździłem z Łodzi do Rawy Maz. i całowałem klamkę. Matka została ukarana 500 zł i co z tego jak złożyłem zażalenie na zabezpieczenie, sąd je uznał i kara stała się nie ważna. Tak więc przystaje przy swoim POMIMO
                                              • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 21:30
                                                A nie pomyślałaś o tym, że o obecność kuratora mógł wnioskować ojciec, żeby mieć niezależnego świadka na potwierdzenie zachowania matki?

                                                Ja bym tak zrobił. W tym przypadku obecność kuratora świadczy na korzyść ojca.

                                                Ale jak już pisałem, jak ktoś jest uprzedzony, to we wszystkim doszuka się potwierdzenia swoich tez.
                                                • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 21:37
                                                  > A nie pomyślałaś o tym, że o obecność kuratora mógł wnioskować ojciec, żeby mie
                                                  > ć niezależnego świadka na potwierdzenie zachowania matki?

                                                  chcesz powiedzieć, że ojciec nie wykorzystał jednak możliwości, jakie dawały mu spotkania z synem w obecności kuratora? Za to, jak sądzę, też obwiniasz matkę dziecka?

                                                  > Ale jak już pisałem, jak ktoś jest uprzedzony, to we wszystkim doszuka się potw
                                                  > ierdzenia swoich tez.

                                                  Otóż to. Matka ma być winna.
                                                  • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 09.07.11, 22:29
                                                    No przecież na filmiku widać, że nie mógł wykorzystać. Jakoś obeność kuratora w żaden sposób nie zmieniała zachowania matki. Nie wpuściła oboje do domu (czego się bała, że ją były mąż w obecności świadka pobije?) żeby dziecko miało szansę się uspokoić. Nie zrobiła nieczego, żeby do spotkania ojca z dzieckiem mogło dojść.

                                                    Nawet zgadzając się z Tobą, że zachowanie ojca jest nieporadne (chociaż jak dla mnie wcale za takie nie musi być uznane), to zachowanie matki, w obecności osoby trzeciej jaką jest kurator sądowy woła o pomstę do nieba. Jej jest to zupełnie obojętne, bo oczywiście pewnie wydawało jej się, że takie zachowanie jakie stosowała w niczym nie może jej zaszkodzić. Pewnie myślała tak jak Ty, że skoro dziecko będzie płakało na widok ojca, to sąd uzna, że widać ojciec jest zły.

                                                    Na szczęście się przeliczyła.
                                                  • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 12:02
                                                    z_mazur napisał:

                                                    > No przecież na filmiku widać, że nie mógł wykorzystać.

                                                    Chcesz powiedzieć, że profesor psychologii chciał obecności kuratora, ale nie przewidział, że to jednak nie zmieni jego sytuacji? Że ciągnął przez 2 lata tę szopkę, chociaż była nieskuteczna?

                                                    Jakoś obeność kuratora w
                                                    > żaden sposób nie zmieniała zachowania matki.

                                                    Jak powinna zachowywać się wg Ciebie matka? czyżby nie uspokajała syna?? A może po prostu powinna dzieciaka wypchnąć siłą do ojca i byłoby po sprawie? Ty naprawdę nie bierzesz pod uwagę tego, że ona swoje robiła, tj. uspokajała dziecko, ale nie miała wpływu na to, jak ojciec zainteresuje swoją osobą własne dziecko? Wracam ciągle do sytuacji, kiedy matka zostawia dziecko z opiekunką- bo to wg mnie jest identyczna sytuacja; dlatego obwiniam ojca, że to przez jego nieporadność i brak aktywności jest główną przyczyną takiego obrotu sprawy. Wystarczyłoby, aby ojciec przyniósłby chocby samochód zdalnie sterowany- już byłby pretekst, aby dziecko chciało podejśc do niego, tym bardziej, gdyby do tego go zachęciła matka (jak sie to robi oddając dziecko pod opiekę opiekunki). Do czego matka miała tu zachęcać syna? A do tego, aby podszedł do ojca i szedł z nim na spacer, co wszak czyniła.
                                                    Ojciec po prostu nie umie nazwiązywac kontaktu z małym dzieckiem, nie umie go zachęcić, zainteresować.

                                                    Nie wpuściła oboje do domu (czego
                                                    > się bała, że ją były mąż w obecności świadka pobije?) żeby dziecko miało szans
                                                    > ę się uspokoić.

                                                    Ahhh, wg Ciebie dzieciak potem nie miałby oporów, aby wyjśc z ojcem- obca sobie osobą, z bezpiecznego dla siebie miejsca? Doprawdy, cóż za wina matki.
                                                    Zauważ, że jeśli dom jest miejscem bezpiecznym, to znane sobie podwórze też- a tam się te sceny rozgrywały.

                                                    Nie zrobiła nieczego, żeby do spotkania ojca z dzieckiem mogło
                                                    > dojść.

                                                    napisz jasno, co powinna wg Ciebie zrobić.

                                                    > Nawet zgadzając się z Tobą, że zachowanie ojca jest nieporadne (chociaż jak dla
                                                    > mnie wcale za takie nie musi być uznane), to zachowanie matki, w obecności oso
                                                    > by trzeciej jaką jest kurator sądowy woła o pomstę do nieba.
                                                    J.w.- co powinna zrobić? I dlaczego kurator, który miał na to 2 lata, nie zwrócił jej uwagi, że w jej zachowaniu jest coś nie tak?

                                                    Jej jest to zupełn
                                                    > ie obojętne, bo oczywiście pewnie wydawało jej się, że takie zachowanie jakie s
                                                    > tosowała w niczym nie może jej zaszkodzić.

                                                    A ja twierdzę, że jej zadaniem było oddanie dziecka i postępowanie zgodnie z tym, na co pozwalała sytuacja. Gdyby ojciec na zachętę przyniósł jakąś zabawkę, a ona tego nie wykorzystała jako pretekstu, aby podejść z dzieckiem do ojca, to miałabym do niej uwagi.

                                                    Pewnie myślała tak jak Ty, że skoro
                                                    > dziecko będzie płakało na widok ojca, to sąd uzna, że widać ojciec jest zły.

                                                    No jakiż wróż z Ciebie. Zmień kulę czy fusy, bo bładzisz. Obserwując zachowanie ojca myślałam o tym, jak jest nieporadny w kontaktach ze swoim własnym dzieckiem, a nie o tym, jaki jest zły.

                                                    >
                                                    > Na szczęście się przeliczyła.

                                                    Poczekamy, zobaczymy, na ile on się przeliczył.
                                                    Bo coś mi się wydaje, że jego teorie za wiele mu się nie przydadzą wobec żywego organizmu małego dziecka.
                                                  • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 13:23
                                                    Wiesz co nie chce mi się w ten sposób dyskutować, bo jednorazowe nagranie rozciągasz na całość dwuletnich kontaktów ojca z synem. Taka rozmowa nie ma sensu.

                                                    A jeśli ojciec przez te dwa lata przez połowę spotkań przynosił zabawki, możemy sobie gdybać.

                                                    Na tym nagraniu matka nie robi nic, żeby do spotkania mogło dojść. Dziecko wcale nie musiało opuszczać domu. Mogła zaprosić oboje ojca i kuratorkę do domu, choćby po to, żeby dziecko trochę się oswoiło z ojcem.

                                                    Każde dziecko chowa się pierw za spódnicę mamy po to, żeby potem samo ostrożnie przełamując własne obawy ale pchane ciekawością zrobić pierwszy krok. Matka tego nie umożliwia, bo to nie byłoby w jej interesie. Skoro ojciec robi wysiłek i przyjeżdża do dziecka, to matka też mogłaby mały wysiłek zrobić, ale po co.

                                                    Jeśli tego nie widzisz, to dalsza dyskusja nie ma sensu.
                                                  • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 13:39
                                                    No własnie sensu nie ma dyskusja o domysłach, ale o faktach.
                                                    Ty mylisz swoje domysły z faktami, które można dostrzec na filmie. Zarzucasz mi, że piszę na podstawie jednorazowego udokumentowania kontaktu, podczas gdy Ty na tej samej podstawie obwiniasz stałą postawę matki.


                                                    > A jeśli ojciec przez te dwa lata przez połowę spotkań przynosił zabawki, możemy
                                                    > sobie gdybać.

                                                    Dlatego nie gdybajmy, tylko odnieśmy się do tego, co widać.

                                                    >
                                                    > Na tym nagraniu matka nie robi nic, żeby do spotkania mogło dojść. Dziecko wcal
                                                    > e nie musiało opuszczać domu. Mogła zaprosić oboje ojca i kuratorkę do domu, ch
                                                    > oćby po to, żeby dziecko trochę się oswoiło z ojcem.

                                                    Nooo jasne. Ojciec mógł uczestniczyć w życiu dziecka od pierwszego jego dnia życia na tym świecie. Ty gdybasz, to ja też. ma to jakiś sens?
                                                    >
                                                    > Każde dziecko chowa się pierw za spódnicę mamy po to, żeby potem samo ostrożnie
                                                    > przełamując własne obawy ale pchane ciekawością zrobić pierwszy krok.

                                                    Otóż to. napisz, co takiego było takiego ciekawego, że dzieciak to ignorował? Wyartykułuj to, co dzieciaka miało zainteresować.

                                                    Matka te
                                                    > go nie umożliwia,
                                                    Prosiłam o konkrety- co matka powinna Twoim zdaniem. dlaczego nie napisałeś?

                                                    bo to nie byłoby w jej interesie. Skoro ojciec robi wysiłek i
                                                    > przyjeżdża do dziecka, to matka też mogłaby mały wysiłek zrobić, ale po co.

                                                    na czym jej wysiłek powinien zatem polegać? Ale konkretnie, proszę.
                                                    natomiast bezapelacyjnie matka jest winna, bo nie docenia wysiłku ojca. dzieciak zresztą też jest jakiś niedorobiony z tego samego powodu. A ojcu należałoby wystawić przed domem pomnik niczym ten w Świebodzinie- w sam raz pomógłby mu w kontaktach z synem.

                                                    >
                                                    > Jeśli tego nie widzisz, to dalsza dyskusja nie ma sensu.
                                                    >

                                                    Dyskusja nie ma sensu, jesli Ty nadal będziesz się poruszac w gdybaniach, a nie na faktach. No i na ogólnikach, a nie konkretach ("matka coś powinna zrobić").
                                                  • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 16:24
                                                    No właśnie odnoszę się do tego co widzę na filmiku i nie widzę niczego w zachowaniu matki co mogłoby rozładować i znormalizować sytuację.

                                                    Wystarczyło zaprosić do domu, zrobić herbatę, zostawić dziecko w swoim pokoju albo posadzić przy sobie, po kilkunastu minutach pewnie samo wykonałoby pierwszy krok i przyszło zaciekawione.

                                                    Matka nie zrobiła nic poza szczuciem dziecka ojcem poprzez stworzenie nienaturalnej sytuacji gdzie ojciec stoi za płotem i jawi się co najmniej jako agresor od którego dziecko trzeba izolować.

                                                    Jeśli nie chcesz tego widzieć, trudno. Dalszą dyskusję sobie podaruję.
                                                  • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 16:50
                                                    > No właśnie odnoszę się do tego co widzę na filmiku

                                                    Czyli widzisz:
                                                    - wizyty w obecności kuratora, bo tak chciał ojciec (a nie dlatego, że ojciec ma sprawę w prokuraturze o stosowanie przemocy fizycznej, która skutkuje zarządzeniem kontaktów w obecności osób postronnych, tj. kuratora)
                                                    - szczucie dziecka przez matkę
                                                    - ojciec stoi za płotem

                                                    No kurzatwarz, obejrzelismy widocznie inny materiał.

                                                    > Wystarczyło zaprosić do domu, zrobić herbatę, zostawić dziecko w swoim pokoju a
                                                    > lbo posadzić przy sobie, po kilkunastu minutach pewnie samo wykonałoby pierwszy
                                                    > krok i przyszło zaciekawione.

                                                    Jeszcze raz- co je miało zaciekawić?
                                                  • tricolour Materiał jest ten sam... 10.07.11, 17:33
                                                    ... tylko widzicie co innego.

                                                    Jeśli dwie strony rozdziela płot, to można zobaczyć, że jedna nie chce wpuści drugą przez złośliwość lub też ze strachu. Tymczasem umyka fakt, że strony w ogóle odgradzają się płotem i jakaś tego jest przyczyna.

                                                    Zresztą nie ma o co kruszyć kopii - wystarczy poczekać na relacje prasowe.
                                                  • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 17:51
                                                    > - wizyty w obecności kuratora, bo tak chciał ojciec (a nie dlatego, że ojciec m
                                                    > a sprawę w prokuraturze o stosowanie przemocy fizycznej, która skutkuje zarządz
                                                    > eniem kontaktów w obecności osób postronnych, tj. kuratora)

                                                    Nie wiem czy ojciec wnioskował o kuratora, ale wiem, że przyczyną jego obecności wcale nie musi być sprawa w prokuraturze. Dlatego ciągle piszę, że nie potrafisz zdobyć się na obiektywizm. Nawet taki, że obecność trzeciej osoby niczego nie zmienia w postępowaniu matki.

                                                    A co do zaciekawienia. To zaciekawić mogłaby sama obecność.

                                                    Moja trzyletnia córka po dłuższym niewidzeniu dziadka, który zapuścił sobie w międzyczasie dość pokaźną brodę, gdy zobaczyła go w drzwiach (mimo, że o wizycie dziadków wiedziała i czekała na nią) uciekła z płaczem. Dziadek z babcią weszli do środka, usiedli, dostali kawę i ciastka (tak się w Polsce wita gości, nawet niespecjalnie proszonych), po niecałych 15 minutach moja córka pchała się na kolana do dziadka i tarmosiła jego brodę.

                                                    Twoim zdaniem powinienem wystawić dziadka za drzwi i czekać aż córka się uspokoi, a po chwili kazać mu jechać do domu, bo przez niego dziecko płacze.

                                                    Dlatego jak już pisałem, dyskusja nie ma sensu, bo jesteś zwyczajnie uprzedzona.
                                                  • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 18:10
                                                    z_mazur napisał:


                                                    > Nie wiem czy ojciec wnioskował o kuratora, ale wiem, że przyczyną jego obecnośc
                                                    > i wcale nie musi być sprawa w prokuraturze.

                                                    ja tez to wiem, z tym, że Ty od razu założyłeś, że na pewno miał ojcu pomóc, bo matka miała zmienic przy kuratorze swoje zachowanie i tym samym ułatwić ojcu kontakt z dzieckiem.
                                                    Ciągle o tym samym- nie gdybaj, tylko pisz na podstawie tego, co widać na filmie.

                                                    Dlatego ciągle piszę, że nie potraf
                                                    > isz zdobyć się na obiektywizm. Nawet taki, że obecność trzeciej osoby niczego n
                                                    > ie zmienia w postępowaniu matki.

                                                    No widzisz- znowu gdybasz. Skąd wiesz, jak matka się zachowywała bez kuratora? Skąd wiesz, że to z powodu jej zachowania ojciec wystąpił o kuratora?
                                                    Nie wiesz, więc odnieś się do tego, jak zachowuje sie matka, jak zachowuje sie ojciec i- wreszcie- jak zachowuje się kurator.
                                                    Jesli piszesz o postepowaniu matki, że jest ono nieprawidłowe, to napisz, jak wg Ciebie powinna się zachowywać. Tylko proszę, nie pisz już o ciastku, kawie i zaproszeniu do domu, bo nie wiesz, czy tak wcześniej nie próbowano. Napisz konkretne oczekiwania- ja napisałam, jak moim zdaniem ojciec powinien wykazać się swoja aktywnością. Bo Ty, jak na razie, za niepowodzenia ojca, obwiniasz matkę. A to on jest przecież madrzejszym psychologiem od niej.

                                                    >
                                                    > A co do zaciekawienia. To zaciekawić mogłaby sama obecność.

                                                    Czyli przez 2 lata takich spotkań ojciec nie stał się obiektem, które zaciekawić miało dziecko. Ile lat należało w ten sam sposób postępowac, aby się dziecko jednak miało szansę zaciekawić ojca obecnością? ja tam twierdzę, że nie powtarza się tego, co nie przyniosło oczekiwanych rezultatów, tylko należy zmodyfikować podejmowane działania.

                                                    >
                                                    > Moja trzyletnia córka [...]

                                                    No i o to własnie chodzi- każde dziecko jest indywidualnością. Widocznie syn profesora nie został zaciekawiony ojcem do tego stopnia, aby chciał bliżej do niego podejść.


                                                    >
                                                    > Twoim zdaniem powinienem wystawić dziadka za drzwi i czekać aż córka się uspoko
                                                    > i, a po chwili kazać mu jechać do domu, bo przez niego dziecko płacze.

                                                    Nie, moim zdaniem identyczny efekt osiągnąłbyś, gdyby dziadek potrafił sobą zainteresowac wnuczkę, a rodzice potrafiliby to wykorzystać, tj. wzmocnić to wywołane przez dziadka zainteresowanie.

                                                    No ba. ja jestem uprzedzona, Ty natomiast jesteś obiektywny i znasz skuteczne rozwiązania smile Co prawda nawet nie sformułowałes oczekiwań wobec matki dziecka, no ale to przeciez drobiazg smile
                                                  • z_mazur Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 18:48
                                                    Wiesz co, dyskusja z Tobą na prawdę nie ma sensu.

                                                    Kilkanaście postów wcześniej pisałem co powinna zrobić matka, ale skoro masz problemy z czytaniem, to powtórzę. Powinna w tym wyznaczonym terminie, skoro ojciec z kuratorką już się pojawili, zaprosić ich do domu i spróbować unormalizować sytuację.

                                                    A tak ojciec stojący za płotem nie ma żadnych szans, żeby uspokoić syna.

                                                    Dla porównania spróbuj uspokoić ujadającego zza płotu psa. Mniej więcej taką samą masz możliwość perswazji.

                                                    Gwarantuję Ci, że gdybym zostawił dziadka za drzwiami, to każde jego pojawienie się w progu wywoływałoby u córki płacz.

                                                    Jak to Tri napisał, dziecko kilkuletnie uczy się również przez naśladownictwo. Jeśli matka robi z ojca potencjalne zagrożenie (no przecież musi tak być skoro go zostawia za płotem), to dziecko będzie go odbierało jako zagrożenie, a wystarczyło wpuścić za płot, żeby to nastawienie mogło się zmienić.

                                                    Drugiego rodzica nie można do niczego zmusić (nad czym ubolewają tu często panie i Ty również), za to odpowiedzialny rodzic jeśli widzi wolę drugiego, to współpracuje. Matka na tym filmiku nie współpracuje, ergo jest nieodpowiedzialna.
                                                  • zmeczona100 Re: Jak postępować z dzieckiem? 10.07.11, 18:57
                                                    no ba.
                                                    Ojciec wszedł na posesję, jednak Twoim zdaniem jest za płotem....
                                                    No i super- matka winna, ojciec nie.
                                                    Niech Ci będzie.
                          • maniasza Brawo Zmęczona, całkowicie popieram 08.07.11, 18:44
                            tylko z tą wybitnością nieco przesadziłaś wink
                            Taki "wybitny" wychowuje potem równie "wybitne" dziecko, kompletnie nieprzystosowane do życia codziennego. A życie normalne, realne, tu i teraz tymczasem przecieka między palce.
                            Pal sześć życie tego ojca "wybitnego", bardziej o życie dziecka chodzi.

                            A co, jak obydwoje rodzice są "wybitni"? albo nawet i wybitni?
                            Odrobina normalności jednak nie zaszkodzi. A dziecko jej potrzebuje szczególnie.
                            Bo dziecko, jak dorośnie, nie będzie żyło w świecie ludzi wybitnych, tylko wśród normalnych i przeciętnych. Czy poradzi sobie z codziennością, czy też z wybitnego przeistoczy się w psychopatę, albo w najlepszym przypadku w człowieka z fobią społeczną?
                            Ta historia raczej wskazuje na drugą opcję. Dziwne, że zawodowi psycholodzy, rodzice, tego nie widzą i nie rozumieją.
                            • zmeczona100 Re: Brawo Zmęczona, całkowicie popieram 08.07.11, 18:48
                              Chodziło mi raczej o to, że nie wszyscy nadają się na rodziców- własnie choćby z powody swej "wybitności" wink
                              Tacy potrafią osiągać wiele, odkrywać, ale też często własnie nie umieją żyć w szarej rzeczywistości- a to ona jest najwazniejsza w wychowywaniu dzieci czy w ogóle rodzinie.
                    • madame_c Re: A może prostsze rozwiązanie? Bez psychopatów? 06.07.11, 17:26
                      "> Uniemożliwianie (niezależnie od tego czy celowe, czy wynikające z nieudolności)
                      > kontaktu z drugim rodzicem (który może i chce ten kontakt utrzymywać) jest krz
                      > ywdzeniem dziecka, a osoba która krzywdzi dziecko nie powinna sprawować nad nim
                      > opieki. Proste prawda?"


                      genialne w swej prostocie słowa - świetne podsumowanie calej dyskusji.
    • garibaldia Porażka psychiatrii 06.07.11, 16:44
      Obejrzałam oba filmy wideo. I mi się nasunęło Profesor psychiatrii, na stanowisku, z władzą z tego wynikającą i posłuchem wśród maluczkich w roli ojca oraz dużo młodsza matka dziecka (czy nie jego była studentka?).
      Śmierdzi mi przemocą domową i próbami dominacji na kilometr.
      • garibaldia Ps 06.07.11, 16:50
        Zanim się rozpędzę, żeby wysłać kogoś do psychologa to się poważnie zastanowię. Mogą trafić na psychopatę a nie psychologa czy psychiatrę...
    • zmeczona100 Re: I co wy na to? 06.07.11, 19:34
      „Istnieją dwa światy: pierwszy, który odmierzamy linijką oraz regułami, i drugi, w którym
      kierujemy się sercem i wyobraźnią”.
      James Henry Leigh Hunt
    • zmeczona100 cd.- kontakty w przeszłości 06.07.11, 20:26

      Dziecko - chwiejne emocjonalnie i bardzo silnie z nią związane - panicznie bało się ojca przymuszane od dwóch lat do kontaktów z nim w towarzystwie kuratorki (drastyczny film, jak wyglądały takie kontakty jest tutaj; komentarz prof. Lidia Grzesiuk, autorytetu w dziedzinie psychologii i psychoterapii -tutaj ). Nie miało z nim więzi i od wielu miesięcy reagowało przerażeniem i rozpaczliwym krzykiem na sam jego widok. Kuratorzy przyzwalali, by kontakty ojca z dzieckiem tak wyglądały.

      www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,9905307,Gdzie_jest_Piotrus__Sad_odebral_dziecku_matke__Ojciec.html
      Teraz dopiero dziecko musi być przeszczęsliwe.
      • mola1971 Re: cd.- kontakty w przeszłości 06.07.11, 21:27
        A czy kogoś w tej sprawie w ogóle dziecko interesowało?
        Tatuś na pewno jest szczęśliwy bo dokopał mamusi. Nie może jej już dręczyć fizycznie to teraz dręczy psychicznie. Jedyny wspólny element jaki mu z ex został to dziecko, więc to wykorzystuje. Gra dzieckiem.
        Typowe dla przemocowców. Profesor psychologii, kuźwa mać.
        • noname2002 Re: cd.- kontakty w przeszłości 06.07.11, 22:26
          Piękne. Czyli można dziecko zadręczyć psychicznie w majestacie prawa.
          • mola1971 Re: cd.- kontakty w przeszłości 06.07.11, 22:30
            Na to niestety wygląda. XXI wiek, Europa a dzieci i ryby nadal głosu nie mają sad
        • z_mazur Re: cd.- kontakty w przeszłości 06.07.11, 23:05
          Tiaaaa, i pewnie na wszystko są podkładki w postaci badań w RODK itp, a sąd i tak zrobił dziecku na złość.
          • mola1971 Re: cd.- kontakty w przeszłości 06.07.11, 23:12
            A w którym miejscu było coś napisane o badaniach w RODK? Bo nie zauważyłam. Za to zauważyłam wzmiankę o dwóch sprawach karnych, które ojciec dziecka ma.
            • z_mazur Re: cd.- kontakty w przeszłości 07.07.11, 13:27
              > A w którym miejscu było coś napisane o badaniach w RODK? Bo nie zauważyłam. Za
              > to zauważyłam wzmiankę o dwóch sprawach karnych, które ojciec dziecka ma.

              W sytuacjach konfliktu i walki pomiędzy rodzicami, badanie w RODK jest standardową procedurą.

              A sprawa karna? Co za problem założyć sprawę karną? Gdyby była taka oczywista, to już dawno byłby wyrok, a toczy się już od ponad 3 lat.
              • mola1971 Re: cd.- kontakty w przeszłości 07.07.11, 15:39
                Sprawy karne założył prokurator. On też na biednego tatusia się uwziął?
                A toczą się już trzy lata bo trzy razy już się zmieniał sędzia. Chyba nie muszę Ci tłumaczyć z czym wiąże się zmiana sędziego.

                To zwykły przemocowiec. Naprawdę tak trudno w to uwierzyć? Babski bokser, najgorszy rodzaj patłajstwa w portkach (bo na miano mężczyzny ktoś taki nie zasługuje).
                • z_mazur Re: cd.- kontakty w przeszłości 07.07.11, 16:14
                  No tak, a Ty w przeciwieństwie do sądu wiesz o tym już teraz.

                  Jeśli złoże doniesienie z obdukcją, że zostałem przez Ciebie pobity i poświadczy to mój brat, to prokurator nie będzie miał innego wyjścia tylko wszcząć postępownie.
                  • mola1971 Re: cd.- kontakty w przeszłości 07.07.11, 16:51
                    Tak, wiem już teraz bo mam doświadczenie, które umożliwia mi rozpoznanie objawów typowych dla przemocowców. A zachowanie tego pożal się Boże profesora psychologii pasuje do schematu przemocowego jak ulał. Nie pierwszy to raz zresztą, że szewc w dziurawych butach chodzi. Czy też jak kto woli - pod latarnią najciemniej.
                    • zmeczona100 Re: cd.- kontakty w przeszłości 07.07.11, 17:09
                      Raczej nie latarnia i nie szewc, a zastosowanie tego, co najskuteczniejsze... Toż to świadome działanie, aby uzyskać zakładany cel uncertain Pewnie był pojętnym uczniem swoich pacjentów.
                    • gazeta_mi_placi Re: cd.- kontakty w przeszłości 07.07.11, 23:03
                      Jeżeli teściowa i żona są jedynymi świadkami w tej sprawie to nie dziwię się, że sąd ma wątpliwości...
                      • mola1971 Re: cd.- kontakty w przeszłości 07.07.11, 23:19
                        Gazeciu, nie wiem czy sąd ma wątpliwości bo o tym nie czytałam. Sprawa trwa trzy lata bo już trzeci sędzia się sprawą zajmuje. A każda zmiana sędziego to zaczynie sprawy od nowa. Tak wygląda polski wymiar sprawiedliwości.
                        • gazeta_mi_placi Re: cd.- kontakty w przeszłości 08.07.11, 10:29
                          Tak czy siak niezależnie od zmian sędziów pobicie ( a właściwie zrzucenie ze schodów ) gdzie świadkami są żona i teściowa, przy czym ponoć teściowa też została pobita to sprawa dość jak dla mnie niejednoznaczna i mogąca budzić wątpliwości. Pani w tv wygląda mi nawiasem na niezłe ziółko która nie da sobie w kaszę dmuchać a nie na zastraszoną ofiarę przemocy, ale mogę się mylić.
                          Ponadto psychologowie (także kobiety psychologowie) potrafią nieźle manipulować otoczeniem.
                    • demon_hrabiego Re: cd.- kontakty w przeszłości 08.07.11, 02:48
                      mola1971 napisała:

                      >> zachowanie tego pożal się Boże profesora

                      Ty i inni "dobrzy ludzie" - jaką masz podstawę, żeby podważać jego dorobek naukowy ?
                      • mola1971 Re: cd.- kontakty w przeszłości 08.07.11, 09:11
                        Dokładnie taki samą jaką Ty masz do tego by go bronić.
                        • demon_hrabiego Re: cd.- kontakty w przeszłości 08.07.11, 09:49
                          Ja nie czytałem jego prac naukowych, więc nie wiem - może mi o nich opowiesz ?
                          • tricolour Profesor to nie tylko tytuł naukowy... 08.07.11, 10:20
                            ... to także postawa i wzór. Rozumiem, że w dzisiejszych czasach takie cuś jak wzór do nasladowania, ma niską rangę, ale kiedys bywało inaczej. Profesor to był KTOŚ. Gawiedź zdejmowała czapkę na ulicy chyląc nagie czoło nie tylko przed tytułem naukowym (którego najczęściej nie rozumiała) ale także przed pozycją społeczną wynikającą z całokształtu: że mu się chciało uczyć, że rodzice mieli na to środki, że pracuje głową (jak człowiek) nie racicami, a także za skromność, erudycję i - uwaga - umiejętnośc znalezienia się w trudnych sytuacjach.

                            I w tym ostatnum punkcie pan profesor okazał się słabeuszem, a nawet bandytą. Bo napaść na żoną, to bandytyzm. A biorąc pod uwagę, że kto jak kto, ale psycholog powinien umieć radzić sobie ze złością, to akt agresji dyskwalifikuje go zawodowo.
                            • obrazo-burca Re: Profesor to nie tylko tytuł naukowy... 08.07.11, 11:13
                              Tri,
                              przeczytaj te artykuły (kótre zamieściłem) opisujące jak działa prokuratura.
                              Dołóż do tego kto jest świadkiem w sprawie. I zastanów się nad tą napaścią na żonę.

                              BTW wczoraj czytałem o sprawach za uszkodzenie ciała. Dziś pismaki piszą o znętach. Taka mała dygresja co do ich rzetelności.
                            • madame_c Re: Profesor to nie tylko tytuł naukowy... 08.07.11, 12:09
                              "I w tym ostatnum punkcie pan profesor okazał się słabeuszem, a nawet bandytą. B
                              > o napaść na żoną, to bandytyzm"

                              Czy zdajesz sobie sprawę, że właśnie szkalujesz imię człowieka, któremu nie udowodniono żadnej winy?

                              A na to są stosowne paragrafy...
                          • mola1971 Re: cd.- kontakty w przeszłości 08.07.11, 10:32
                            Ja również nie czytałam i na pewno nie przeczytam bo to dno moralne a nie autorytet dla mnie jest.
                            Ty nie czytałeś a go bronisz.
                            • demon_hrabiego Re: cd.- kontakty w przeszłości 08.07.11, 11:26
                              Ja nie wypowiadałem się na temat dorobku naukowego.
                              Ty ten dorobek a priori kwestionujesz, pomimo że - jak sama przyznajesz -nie zapoznałaś się z nim i nie wiesz nic na jego temat.

                              Nie próbuję Ci udowodnić, kto jest lepszy - ja czy Ty - staram się Ci tylko uświadomić, że Twoje oceny są bezpodstawne, a emocje zdalnie sterowane.
                              • mola1971 Re: cd.- kontakty w przeszłości 08.07.11, 11:33
                                Widzisz, mnie dorobek naukowy kogoś, kto swoim postępowaniem przeczy idei dla jakiej pracuje, po prostu nie interesuje.
                                Co mi po teorii, której sam twórca nie potrafi zastosować? Psychologia jest nauką, która z zasady ma pomagać człowiekowi a nie mu szkodzić.
                                Dlatego nie będę tego czytać bo szkoda mi czasu, energii etc. Podobnie - nie pójdę do dentysty, który sam ma sztuczne zęby.
    • tricolour Tu mamy ciąg dalszy... 06.07.11, 23:59
      ... www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,9905307,Gdzie_jest_Piotrus__Sad_odebral_dziecku_matke__Ojciec.html

      Zdaje się, że ktoś pisał, że od teraz dziecko będzie w dobrych rekach, a matka będzie mogła swobodnie odwiedzać syna.
      • mola1971 Re: Tu mamy ciąg dalszy... 07.07.11, 00:05
        Przeca Zmęczona o 20:26 już to zamieściła suspicious
      • andres_nin Re: Tu mamy ciąg dalszy... 07.07.11, 08:48
        demon miał taką koncepcje wczoraj smile

        psychologowie jako grupa zawodowa a właściwie zawód zaufania publicznego muszą miec trochę kaca po całej tej historii skoro dwoje przedstawicieli, w tym jeden profesor czyli osoba ucząca innych zachowują się w taki sposób zaprzeczający idei uprawiania tego zawodu (przynajmniej według mnie)
        mam troche kontaktu z ludźmi uprawiającymi ten zawód i wiem ile potrafią zrobić i jak skutecznie żeby pomóc ludziom wychodzić z różnych zakrętów - natomiast ten przypadek to jakiś horror jest
        nie wiem jak oni uprawiaja ten zawód ... i to jeszcze profesor ??

        jednego kaca już przerabiali po aferze z Samsonem
        • malgolkab Re: Tu mamy ciąg dalszy... 07.07.11, 12:47
          2 godz temu w radio powiedzieli, że minister sprawiedliwości osobiście zainteresował się sprawą...
      • z_mazur Re: Tu mamy ciąg dalszy... 07.07.11, 13:25
        Minął jeden dzień. Kontakt z matką w tym momencie spowodowałby tylko kolejną histerię.

        Sytuacja musi się trochę unormować. Pogadamy za miesiąc, jeśli będzie coś w tej sprawie wiadomo.
      • demon_hrabiego Re: Tu mamy ciąg dalszy... 07.07.11, 13:42
        Dziecko jest - zgodnie z postanowieniem sądu - pod opieką ojca i rozkręcony przez matkę medialny szum nie zmieni tego stanu rzeczy. W tej sytuacji powinna ona podjąć starania celem ustanowienia kontaktów, bo sąd sam z siebie za nią tego nie uczyni - wbrew temu co twierdzą dziennikarze - matka ma przecież zawodowego pełnomocnika.
        Jak już wczoraj jak krowom na miedzy wyjaśniałem - gdyby matka dobrowolnie wykonała orzeczenie dotyczące ustalenia miejsca zamieszkania dziecka przy ojcu, to zamieszania związanego z przymusowym odbieraniem dziecka by nie było.
        Ponadto to sąd dysponuje materiałami na podstawie których kolejne instancje podejmowały merytoryczne, zgodne z interesem dziecka decyzje w przedmiotowej sprawie, a nie dziennikarze, którzy posiłkują się emocjonalnymi relacjami jednej tylko strony, żerując przy tym na niezdrowych emocjach i konserwatywnym sposobie myślenia większej części opinii publicznej.
        Ojciec moim zdaniem słusznie postępuje unikając kontaktu z mediami, nie po to napisał habilitację z psychologii, żeby się teraz barankom tłumaczyć co jest dobre a co niedobre dla jego dziecka wink

        /pzdr
        • jarkoni Re: Tu mamy ciąg dalszy... 07.07.11, 15:09
          www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,9907577,Jak_rodzice_walczyli_o_Piotrusia__AKTA_.html
        • andres_nin Re: Tu mamy ciąg dalszy... 07.07.11, 15:26
          czyli ogólnie gra gitara, szum medialny i histeria
          wszyscy postępują merytorycznie, zgodnie z literą prawa oraz jak najlepiej pojętym interesem dziecka, zarówno rodzice, inne osoby jak i instytucje, całą sprawę można w zasadzie sprowadzić do wymiany bądź zaniedbań w wymianie pism przez pełnomocników stron a jak się ma habilitację z psychologii to nikomu z niczego się tłumaczyć nie ma obowiązku (a jak tylko doktorat to co ? a magisterka? ... boję się pomysleć)

          to ja mogę i chcę być tym baranem

          może zrób sobie takie ćwiczenie umysłowe pt. co byś powiedział temu 5-latkowi żeby go przekonać, że to dla jego dobra wszystko
          • demon_hrabiego Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 02:14
            andres_nin napisał:

            > czyli ogólnie gra gitara, szum medialny i histeria

            Więc może sam sobie zrób ćwiczenie umysłowe:

            Pięć czy sześć tendencyjnych artykułów, wystawianie tematu na stronę główną, filmiki, głodne, emocjonalne wstawki, posiłkowanie się relacjami matki i wybiórczymi fragmentami
            z opinii oraz pism procesowych pozyskanych od jednej tylko strony sporu, kilka tysięcy komentarzy pod tymi artykułami - a w nich oczernianie profesora, rzucanie nazwiskami sędziów i kuratorów, w tym większość komentarzy generowana przez w kółko te same, powtarzające się nicki, a to wszystko w dwa dni.
            Czego jeszcze potrzeba, żeby zrozumieć, że to nie są obiektywne informacje ?
            To zorganizowana nagonka na gościa - przegrali bitwę w sądzie, więc kontratakują w mediach, do których mają "dojście". Pełnomocnik matki, Bolesław Senyszyn jest doświadczonym adwokatem, bronił w kilku głośnych sprawach, w tym gangsterów z Wybrzeża. Jego żona, prof. Joanna Senyszyn, posłanka sejmów IV, V i VI kadencji, obecnie jest europosłanką. A o adwokatce ojca, jak patrzę po necie, pies z kulawą nogą nie słyszał.
            Mało jest takich spraw, gdzie kuratorzy odbierają dzieciaka siłą na podstawie wyroku sądu ?
            To wzruszające że minister Kwiatkowski w trybie natychmiastowym zainteresował się
            właśnie 5-letnim Piotrusiem.
            • andres_nin Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 08:33
              nie wiem jak ty, bo nie piszesz nic na ten temat ale ja odrobiłem swoje zadanie domowe smile

              Może tak być jak piszesz, sam miałem okazję kilka razy skonfrontować zdarzenie, którego byłem świadkiem lub uczestnikiem z tym co potem było w mediach na ten temat ... i się zdziwiłem
              media przemielą wszystko na papkę, którą potem karmią tzw. statystyczną większość
              więc moje cwiczenie umysłowe dało pozytywny rezultat - może tak być
              ale nie musi ....
              ja bym zaryzykował raczej twierdzenie, ze jak to często bywa jest wszystkiego po trochu ... i świrniętej matki i ojca ze skłonnościami do przemocy i nieudolnych kuratorów i stronniczego sędziego i adwokata prowokujacego szum medialny żeby polepszyć sytuację swojej klientki
              natomiast w całej tej historii jest kilka dających się wyodrębnić faktów - na przykład zabranie przez policję i kuratorów dziecka z jego własnego domu, filmy ze spotkań z ojcem to też nie jest rzeczywistość medialna ..
              można się długo spierać kto i dlaczego doprowadził do takiej eskalacji konfliktu .... ale za to są odpowiedzialni dorośli a nie to dziecko .. i to oni zafundowali mu skazę w psychice być może na całe życie
              wszyscy załatwiają swoje sprawy ... a ja mam wrażenie, ze mały jest cały czas przedmiotem w tej historii a nie podmiotem, żywym człowiekiem przecież
              • demon_hrabiego Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 10:43
                andres_nin napisał:

                > nie wiem jak ty, bo nie piszesz nic na ten temat ale ja odrobiłem swoje zadanie
                > domowe smile


                W kwestii "zadania domowego": Na miejscu Profesora zrobiłbym dokładnie to samo, to jest system binarny - albo kochasz i walczysz o dziecko, albo Ci nie zależy i masz w dupie. Ale nie jestem na jego
                miejscu, bo nie mam jego możliwości i kapitału społecznego - on jest figurą, a ja blotką.

                Kompromis społeczny - w pewnym uproszczeniu - wygląda w tej chwili tak, że dzieckiem powinna zajmować się matka (o ile jest ogólnie fizycznie i psychicznie zdrowa), a jeśli matka nie życzy sobie
                kontaktów ojca, to widocznie wie lepiej i tak ma być, a jej postępowanie generalnie spotyka się z milczącą apropatą większości.

                Profesorowi udało się przekonać system sądowy, że ten kompromis można naruszyć, ale system
                właśnie otrzymuje informację zwrotną z zewnątrz, że na naruszanie tego kompromisu nie ma społecznej zgody nawet w przypadku Profesora, dlatego podobne przypadki na razie nie staną się precedensowe.
                • tricolour Bredzisz... 08.07.11, 10:53
                  ... kto kocha nie walczy. Miłośc nie realizuje sie w walce.
                  • z_mazur Sorry Tri, ale to ty bredzisz 08.07.11, 11:24
                    Takiego głupstwa, to już dawno tu nikt nie napisał, a biorąc pod uwagę, że jesteś mężem i ojcem, to zastanawia mnie czy wiesz na czym te role polegają.

                    Jeśli kochasz, to dla ochrony kochanej osoby w razie potrzeby i w miarę możliwości powinieneś być gotów walczyć z całym światem.

                    Oczywiście walka z kochaną osobą nie wchodzi w grę, ale tu nie mamy do czynienia z taką walką.
                    • tricolour No wiesz... 08.07.11, 11:58
                      ... nawołując do zaprzestania używania argumentów ad personam, mając na uwadze odpowiedzialna rolę admina tego forum, biorąd także pod uwagę fakt, że mężem nie jesteś i może nie będziesz, a córce celowo płacisz za małe alimenty (sam to tak nazwałeś) - poprzestań na budowaniu swoich życiowych ról zanim zaczniesz oceniać cudze.

                      A co do walki walka zawsze oznacza rany. U dziecka tym bolesniejsze...
                      • obrazo-burca Re: No wiesz... 08.07.11, 12:21
                        Tri,
                        co zatem wg Ciebie powinien zrobić ów profesor?
                        • zolta_iwulka Re: No wiesz... 08.07.11, 12:47
                          Pytanie nie do mnie, ale i tak sie wtrącę smile

                          Ktoś tu kiedyś napisał o karze finansowej/dyscyplinującej oboje rodziców, ale niestety coś takiego nie funkcjonuje, szkoda. Bo nie zapominajmy, że oboje rodzice doprowadzili do tej sytuacji.

                          Na podstawie mojej wiedzy z innego kraju powiem, jak to wygląda tam: rodzice są kierowani na przymusowe mediacje. W trakcie ich trwania uczestniczą obowiązkowo, ale oddzielnie, (pod rygorem oddania dziecka do osrodka opieki) w programie edukacyjnym dotyczącym długofalowego wpływu przedłużajacego się konfliktu między rodzicami na życie ich dziecka/dzieci. (Cóż, w tym przypadku, rodzice powinni wynieść tę wiedzę ze studiów...)
                          Są to np. krótkie filmy - spojrzenie oczami dziecka na ten konflikt, dzieci są bohaterami tych filmów, opowiadają o własnych dramatach - bardzo poruszające, ostudzające natychmiastowo chęć walki z drugim rodzicem. Jeśli po takim szkoleniu rodzic nadal chce walczyć, to znaczy, ze nie kieruje się miłością do dziecka, a jedynie nienawiscią do ex partnera. Dziecko też jest objęte ochroną, w zależności od wieku, moze koszystać z róznych form pomocy. Innymi słowy stawia się na edukację.
                          • obrazo-burca Re: No wiesz... 08.07.11, 15:05
                            Tylko, że:
                            a) u nas takich mechanizmów nie ma,
                            b) mam wątpliwości czy w tej sytuacji by one poskutkowały nawet jakby były. Sama zauważasz, że oni obydwoje to psycholgowie sad
                      • z_mazur Re: No wiesz... 08.07.11, 15:41
                        No i celowo manipulujesz i uderzasz ad personam w momencie gdy dyskusja przyjmuje niewygodny dla Ciebie obrót.

                        Sposób pokrywania przeze mnie kosztów utrzymania córki jest zgodny z tym co na tym forum często postuluję. Nie istotne jest ile ktoś płaci formalnych alimentów, a to ile rzeczywiście płaci na dziecko. To drugie łatwiej częściej uzyskać w momencie gdy nie zawyża się przesadnie tej pierwszej kwoty.

                        Więc manipulacją z Twojej strony jest pisanie, że celowo płacę za małe alimenty. Alimenty płacę w wysokości takiej jaką ustaliliśmy wspólnie z eks (ani za małe, ani za duże, chociaż pewnie patrząc obiektywnie stosunkowo niskie). Gdyby uważała, że są za małe, to pewnie wnioskowałaby o ich podniesienie.
                        • tricolour To się odczep od mojej rodziny... 08.07.11, 15:43
                          ... a ja zrobię tak samo.
                          • z_mazur A gdzie się czepiałem? 08.07.11, 18:15
                            Nie czepiałem się Twojej rodziny. Gdzie ja piszę o Twojej rodzinie? Piszę o Tobie i Twoich rolach społecznych.
                            • tricolour Ja się sprzeczać nie zamierzam... 09.07.11, 00:07
                              ... poczułem, że depczesz mi po odciskach tym kwestioniwaniem ojcostwa i męzostwa, to oddepnąłem. Może niepotrzebnie, a może potrzebnie. Nie wiem.

                              Nic mi się nie stało. Żyję dalej...

                              smile
                              • z_mazur Re: Ja się sprzeczać nie zamierzam... 09.07.11, 11:46
                                Ja pewnie też przesadziłem, bo mnie jakoś Twoje "Bredzisz" zirytowało. smile
                  • demon_hrabiego Re: Bredzisz... 10.07.11, 08:31
                    tricolour napisał:

                    > ... kto kocha nie walczy. Miłośc nie realizuje sie w walce.

                    Sam bredzisz - oskarżenia utożsmamiasz z przestępstwem, a brak dowodów winy jest dowodem winy. Twoje siatki pojęciowe i kategorie myślenia idą w ślad za językiem, który w skrócie omawiałem przy innej okazji.

                    A miłość jak najbardziej może przejawiać się w walce - w trosce o los dziecka, o jego dobro.
                    Sztuką jest oddzielać w tej walce kroki kierowane autentyczną miłością, od własnego egoizmu czy żądzy zemsty. Myślę jednak, że Profesor akurat nie ma z tym problemów, a jego działania są motywowane miłością do syna.

                    Powinieneś bardziej uważnie słuchać kazań, a mniej obcinać wzrokiem parafianki ; )
                    • tricolour No to słabo myslisz, kolego... 10.07.11, 12:39
                      ... środowisko - pożal się boże - profesora odcięło się od jego zachowania nie licującego z profesurą z psychologii. Jest oficjale stanowisko władz uczelni z uzasadnieniem.

                      "Powinieneś bardziej uważnie słuchać kazań, a mniej obcinać wzrokiem parafianki" - parafianki są cool nie zauważyłeś? No może nie zauważasz, bo latasz za mną jak ciota. Na próżno...
                      • demon_hrabiego Re: No to słabo myslisz, kolego... 11.07.11, 10:09
                        tricolour napisał:

                        > ... środowisko - pożal się boże - profesora odcięło się od jego zachowania nie
                        > licującego z profesurą z psychologii. Jest oficjale stanowisko władz uczelni z
                        > uzasadnieniem.

                        Gdybyś czytał ze zrozumieniem (czego się zresztą nie spodziewam), to byłbyś łaskaw zauważyć, że to nie jest oficjalne stanowisko władz uczelni, tylko pojedyńcze wypowiedzi poszczególnych "kolegów" Profesora inspirowane rewelacjami Tok FM:

                        "Jestem przekonany, że wypowiadam się tu również w imieniu większości
                        koleżanek i kolegów psychologów klinicznych."

                        (Dr hab. Bogusław Borys)



                        > " - parafianki są cool nie zauważyłeś? No może nie zauważasz, bo latasz za mną
                        > jak ciota. Na próżno...

                        Chyba Ci się znowu sekwencja pochrzaniła - bredziłeś coś, że bredzę ?
                        Parafianki są cool w sensie, że takie fajne czy że takie chłodne, bo chyba nie czaję tego sense of humor ? ; )

                        Tak czy inaczej zamiast tu odgrywać porucznika Borewicza i kapitana Żbika w jednym chyba jednak
                        powinieneś posłuchać rady Molki i zająć się drugim dzieckiem - może tym razem pójdzie Ci lepiej ; )

                        • tricolour Kończę rozmowę... 11.07.11, 10:31
                          .... bo nie dość, że jesteś tchórzem, który założył nick tylko po to, by zając się nie merytoryczna sprawą forum tylko, by głownie komentować cudze wypowiedzi, to jeszcze dodatakowo omijasz, co ci niewygodne:

                          "- Musimy mówić bardzo wyraźnie: nauczyciel akademicki, uczący psychologów, bo tak pracuje pan profesor, nie tylko przekazuje swoją wiedzę, ale swoją postawą, swoimi zachowaniami, także w życiu prywatnym, modeluje postawy przyszłych psychologów - mówi przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, dr Małgorzata Toeplitz-Winiewska. - Psychologa obowiązują znacznie wyższe standardy - właśnie etyczne - żeby pokazać, że ten zawód służy ludziom, a nie jest przeciwko nim. Nie można manipulować wiedzą, po to by uzyskać własne korzyści. Przekroczenie zasad etycznych jest w tym przypadku bardzo duże.

                          Konsultant woj. ds. psychologii klinicznej: to destrukcja psychiki dziecka

                          - Od lat pracuję w tym zawodzie. Razem z kolegami kształtowałem jego strukturę i nie mogę pozwolić na zrujnowanie zaufania publicznego, jakim cieszą się psychologowie kliniczni - mówi dr hab. Bogusław Borys, konsultant wojewódzki w dziedzinie psychologii klinicznej w Pomorskiem, oburzony postawą prof. J. - Dla osoby na takim stanowisku, to po prostu kompromitacja - dodaje.

                          Konsultant wojewódzki wydał oświadczenie w związku z tą sprawą.

                          - Postawa, jaką reprezentował nasz kolega psycholog, jest destrukcją psychiki. Na dodatek, destrukcją psychiki własnego dziecka. - pisze w niej dr Borys. - Protestuję przeciwko takiej postawie. Godzi ona w istotę pracy psychologa klinicznego, którego zadaniem jest, mówiąc krótko, pomoc człowiekowi.

                          - Nie od dzisiaj wiadomo, że są zawody, w których nawet najwyższe kompetencje zawodowe w sensie teoretycznym, bez odpowiednich predyspozycji osobowościowych i bez określonej postawy, nie sprawdzają się w praktyce życiowej - czytamy też w oświadczeniu dr Bogusława Borysa.

                          UG: Właściwie nie wiemy, co robić...

                          Sprawa poruszyła też kadrę Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego.

                          - Po raz pierwszy jesteśmy w takiej sytuacji, właściwie nie wiemy co robić - mówi prof. Marta Bogdanowicz, była dyrektor Instytutu Psychologii. - Powinniśmy jako naukowcy, niejako współpracownicy prof. J., wystosować oficjalny protest do ministra sprawiedliwości z prośbą, by prześwietlił tę sprawę.

                          Prof. Bogdanowicz zgłosiła taki wniosek na radzie wydziału. Kierownictwo Instytutu zapewniło, że pismo będzie gotowe w piątek. - Wobec pięciolatka zastosowano scenariusz wyciągania z meliny członków mafii. Nie możemy być obojętni - mówi prof. Bogdanowicz"

                          Jeżeli chcesz być partnerem w dyskusji, to nie omijaj rzeczy niewygodnych tylko zajmij wobec nich własne stanowisko jeśli masz tylko merytoryczne podstawy do zajmowania.
                          • demon_hrabiego Re: Kończę rozmowę... 11.07.11, 12:28
                            I znowu gadasz od rzeczy, co to "jest merytoryczna sprawa forum" ?

                            Jeśli chodzi Ci o merytoryczne stanowisko, to zajmuję je od pierwszego wpisu - matka powinna była oddać dziecko pod opiekę ojca wcześniej, kiedy sąd wydał stosowne orzeczenie w tej sprawie - tylko że wtedy nie było by całego spektaklu, a bez spektaklu nie rozpętałaby nagonki na swojego byłego męża.
                            Profesor nie złamał prawa, nie nadużył swojego autorytetu, a dziecka nie porwał, ale odebrał je od początku do końca posługując się regułami i procedurami państwa prawa i nie mogąc wyegzekowować postanowienia sądu o ustaleniu miejsca zamieszkania dziecka przy ojcu w porozumieniu z matką.
                            Nie ma żadnego "oficjalnego stanowiska władz uczelni z uzasadnieniem" jak insynuowałeś, są na razie pojedyńcze wypowiedzi poszczególnych naukowców, którzy może nie chcą, żeby opinia publiczna kojarzyła tą sprawę z ich gronem naukowym i dlatego postanowili się odciąć, a może są zazdrośni o bardziej utytułowanego kolegę - w PL niewiele mnie już zdziwi. Nie dysponują w każdym razie wystarczającymi informacjami, żeby na podstawie filmiku nagranego "zza węgła" ferować wyroki na temat jego postawy etycznej.
                            Ja także kończę rozmowę i daję sobie spokój, w końcu płacą mi za kodowanie, a nie potyczki z tłumokami.
                • andres_nin Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 11:33
                  Na miejscu Profesora zrobiłbym dokładnie to samo,
                  to jest system binarny - albo kochasz i walczysz o dziecko, albo Ci nie zależy
                  i masz w dupie

                  tu się różnimy bo ja bym tak nie zrobił
                  i nie przemawia do mnie takie zerojedynkowe stawianie sprawy ... albo-albo, system binarny obserwuję w swoim laptopie, w świecie który mnie otacza raczej niespecjalnie
                  przeważnie w tego typu historiach wszystko dzieje się właśnie w tej przestrzeni pomiędzy skrajnymi punktami - kochasz i walczysz a nie zależy i masz w dupie, którą zupełnie pominąłeś
                  jest też kwestia jakimi środkami się tę walkę prowadzi bo ewentualne zwycięstwo może Pyrrusowym się okazać i bardzo gorzki mieć smak

                  zgadzam się, że kompromis społeczny funkcjonuje mniej więcej tak jak napisałeś w pewnym uproszczeniu ale wydaje mi się, że ta konkretna historia nie do końca się nadaje do ilustrowania takiej tezy choćby z tego względu, że schemat złakobieta vs dobryprofesor raczej tu nie daje się przyłożyć
                  • jarkoni Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 17:13
                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9916635,Sprawa_Piotrusia__Psychologowie_odcieli_sie_od_prof_.html
                    • mola1971 Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 17:37
                      Z artykułu:

                      Musimy mówić bardzo wyraźnie: nauczyciel akademicki, uczący psychologów, bo tak pracuje pan profesor, nie tylko przekazuje swoją wiedzę, ale swoją postawą, swoimi zachowaniami, także w życiu prywatnym, modeluje postawy przyszłych psychologów - mówi przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, dr Małgorzata Toeplitz-Winiewska. - Psychologa obowiązują znacznie wyższe standardy - właśnie etyczne - żeby pokazać, że ten zawód służy ludziom, a nie jest przeciwko nim. Nie można manipulować wiedzą, po to by uzyskać własne korzyści. Przekroczenie zasad etycznych jest w tym przypadku bardzo duże.

                      Tyle na temat pana prof. Naukowiec, cholera jasna.
                      Oby moje dzieci podczas studiowania (i nie tylko) na takie "autorytety" nigdy nie trafiły.
                      • zolta_iwulka Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 17:59
                        oj, mola, pobożne życzenia...
                        Jakkolwiek zgadzam się z opinią wyrażoną w przytoczonym przez Ciebie fragmencie, to z własnego doświaczenia wiem, że ta wypowiedź ma się nijak do praktyki, nikt nikomu na uczelni na wydziałach psychologii w życie nie zagląda a już tym bardziej się nie wtrąca.
                        Pan piszący habilitację z etyki w psychologii może mieć rodzinę, małe dziecko, pracownicy wydziału znają jego żonę i maleńkie dziecko, a tu pan dr hab.(wkrótce prof.) ma na boku kochankę i nikogo to nie obchodzi...Dostanie habilitację, dostanie profesurę i będzie przekazywał studentom swoją wiedzę (i postawę) jak gdyby nigdy nic...
                        Niestety, bardzo często zdarza się, że psychologowie mają więcej poważniejszych problemów ze sobą niż przeciętny Kowalski. I fakt, że potrafią te problemy naukowo nazwać nie oznacza, że sobie z nimi lepiej radzą.
                        • altz Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 18:26
                          > Niestety, bardzo często zdarza się, że psychologowie mają więcej poważniejszych
                          > problemów ze sobą niż przeciętny Kowalski. I fakt, że potrafią te problemy nau
                          > kowo nazwać nie oznacza, że sobie z nimi lepiej radzą.
                          Też tak uważam, jak też moi znajomi. Dowodów na to nie mam, ale jak się o kimś mówi i okazuje się ta osoba psychologiem z zawodu, to daje się czasami można usłyszeć komentarz "to psycholog, nie do życia".
                      • obrazo-burca Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 19:35
                        Mola,
                        jako żem jajogłowy wrzucę swoje.

                        Krytykować każdy potrafi. Wolałbym jakby pp. psychologowie przy okazji wypowiedzieli się co w podobnej sytuacji można zrobić. A jak nie przy okazji, to żeby choć zadeklarowali, że coś konstruktywnego na takie okoliczności wymyślą. Całe mnóstwo małych robaczków, dostałoby jakąś użyteczną podpowiedź.
                        • mola1971 Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 21:20
                          No ale ten przypadek pokazuje, że czasem może lepiej nie słuchać psychologów tylko lepiej słuchać siebie. Swojego serca, sumienia...
                          Poza tym każdy przypadek jest inny i żaden myślący psycholog nie poda jednej, skutecznej recepty na to, jak w takich sytuacjach się zachować.
                          W tym konkretnym przypadku ktoś (prof.) nadużył władzy i wiedzy jaką ma. A na to jaka może być recepta?
                          • obrazo-burca Re: Tu mamy ciąg dalszy... 09.07.11, 00:01
                            Zgoda, czasem lepiej słuchaćsiebie.
                            Nie miałem też na myśli jednej uniwersalnej recepty, ale jakiejś wskazówki czy choćby całego ich spektrum.

                            I nie uważam, że nadużył władzy prof., jeśli ktoś nadużył władzy to sąd, ale tego nie wiem, bo nie znam szczegółów. A sąd to system, a system właśnie taki jest, kulawy to eufemizm. A pan prof. wykorzystał ten k**** system. Okazja czyni złodzieja. Niektórzy wykorzystują system do oskarżeń o molestowanie.

                            I na koniec, nie wkładajcie mi w usta, że pochwalam postępowanie ojca.
                            • mola1971 Re: Tu mamy ciąg dalszy... 09.07.11, 00:12
                              I tu się w pełni zgadzam smile
                              Choć nie zauważyłam by ktoś wciskał Ci, że pochwalasz ojca.
                              • obrazo-burca Re: Tu mamy ciąg dalszy... 09.07.11, 00:33
                                To o wciskaniu było na wszleki wypadek. I nie do Ciebie smile
                        • teuta1 Re: Tu mamy ciąg dalszy... 08.07.11, 21:20
                          Tu nie chodzi o dziecko, tu chodzi o WŁADZĘ. Bycie psychologiem, policjantem, adwokatem, nie implikuje bycia empatycznym, rozumiejącym potrzeby emocjonalne drugiej strony. A w przypadku przemocy psychicznej w rodzinie psychologowie radzą ucieczkę od źródła przemocy.
    • obrazo-burca Rzecznik Praw Dziecka się obudził. 09.07.11, 00:39
      RPD się obudził, że nie ma procedur egzekwowania orzeczeń sądów. No musiało dojść do skandalu, mąż europosłanki musiał nadać sprawę do mediów, żeby do naszych instytucji dotarły oczywiste wieści. No PKP.
      • jarkoni cd 09.07.11, 08:12
        www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,9918480,Czy_sad_wie__gdzie_jest_Piotrus_i_nie_mowi_matce_.html
        • demon_hrabiego Re: cd 09.07.11, 14:27
          Dla Tok FM sprawa Piotrusia stała się najważniejszym wydarzeniem w kraju, szkoda tylko że inne media o nim nie wspominają.
          A jeśli wspominają, to jedynie powołując się na rewelacje z Tok FM wink
    • cronat.gold Re: I co wy na to? 09.07.11, 12:06
      Rewelacja ! Powraca wiara, że można odebrać matce dziecko drogą sądową, nie trzeba go porywać. Gratuluję panu profesorowi, mam zastrzeżenia co do metody odebrania dziecka ale pewnie inaczej się nie dało. Matka gdyby była odpowiedzialna przygotowałaby odpowiednio swoje dziecko - miała dużo czasu. Tak kończą wredne matki które utrudniają kontakty dziecka z ojcem.
      • dezoksa Re: I co wy na to? 10.07.11, 15:10
        Gratuluję pewności przy ocenie tej sytuacji. Jej bohaterowie pewnie też ją mieli planując swoje postępowanie w stosunku do syna. Straszliwość
        • jarkoni Re: I co wy na to? 11.07.11, 09:24
          www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,9924206,Piotrus__po_czterech_dniach_z_prof__J__nie_rozpoznal.html
          • dezoksa Re: I co wy na to? 11.07.11, 09:33
            Nie znoszę prasy. Zawodowo miałam z nimi kilka razy do czynienia. Manipulacja i tkliwe kawałki. Nie twierdzę że w tym przypadku nie ma w tym prawdy. Ale ich sposób interpretacji mnie powala. Żerują na dobrych cechach ludzi...empatii, wrażliwości na krzywdę.
            • madame_c Re: I co wy na to? 11.07.11, 10:54
              "Jak mógł nie poznać Mateusza, o którym badającym go psychologom mówił "tata'? - zastanawia się Barbara L."
              Warto, by Pani zastanowiła się także nad tym, czy miała prawo rugować ojca Piotra z jego życia i zastępować go p. Mateuszem. nie dodam, że gdyby ten facet miał więcej klasy, nigdy by na to nie poszedł.
              Wygląda na to, że wydana przez Panią prasie opinia z dokumentów rozwodowych na Pani temat, sporządzona przez byłego męża, jest bardzo trafna. Cytuję: "Powódka, była nieodpowiedzialna, egoistyczna i rozpieszczona. Okazała się zaborczą matką, izolowała dziecko od ojca."
              Dramat Pani syna jest spowodowany przez Panią, bo Pani obecnego partnera trudno w zasadzie tu winić.
              • z_mazur Re: I co wy na to? 11.07.11, 12:46
                Jakiś czas temu była na tym forum dyskusja na temat tego, czy dziecko powinno się zwracać "tato" do partnera swojej matki w momencie gdy ma stały kontakt z biologicznym ojcem, większość pań (o zgrozo) nie widziała w tym nic zdrożnego.
                • madame_c Re: I co wy na to? 11.07.11, 12:54
                  "większość pań (o zgrozo) nie widziała w tym nic zdrożnego."

                  Zapewne byłyby bardzo zadowolone także wtedy, kiedy dzieci na nową partnerkę exa mówiłyby "mamusiu".
                • tricolour Ja też nie widzę nic zdrożnego... 11.07.11, 13:05
                  ... w tym, by moje dziecko mówiło tato do obcego faceta.

                  Ponieważ moje dziecko jest wolne i jego wolność jest cenniejsza od mojego "zranionego" ego.
                  • z_mazur Re: Ja też nie widzę nic zdrożnego... 11.07.11, 13:15
                    Zdrożne nie jest to, że dziecko tak mówi. Zdrożne jest to, że matka doprowadza do takiej sytuacji i nie reaguje.
                    • tricolour Tu się fundamentalnie różnimy... 11.07.11, 13:21
                      ... bo ja uważam, że to bardziej wina ojca, a nie matki.
                      • z_mazur Re: Tu się fundamentalnie różnimy... 11.07.11, 13:26
                        Tak, szczególnie ojca, którego matka skutecznie izoluje od dziecka. Rzeczywiście jego wina, że wybrał sobie taką babę na matkę dziecka.
                        • tricolour Fundamentalnie różnimy się... 11.07.11, 13:32
                          ... w niecierpliwości w osiąganiu celów.
          • obrazo-burca Re: I co wy na to? 11.07.11, 10:43
            I kto tu winien sprowadzenia policji?

            - Sąd wydał postanowienie w tej sprawie kilka miesięcy wcześniej. Matka go nie zrealizowała. Nie wydała dziecka dobrowolnie, w związku z tym ojciec wniósł do sądu kolejny wniosek o nakazanie kuratorowi sądowemu przymusowego odebrania dziecka - tłumaczył Kwiatkowski.

            www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,9924399,Kwiatkowski_w_TOK_FM__Sprawy_by_nie_bylo__gdyby_miedzy.html
            Ech, jak pisałem od początku. Wiemy za mało. Do wczoraj dodatkowo relacje były jednostronne.
    • pyzz Re: I co wy na to? 11.07.11, 11:39
      To, że polska policja to przebrane Gestapo, to wiadomo nie od dziś. Zupełnie inna sprawa, że to, co pisze TOK i Gazeta w tej sprawie, to jednostronna wyłącznie propaganda. Wszystko co podobno robi dziecku ojciec i jak cudowna jest matka gazeta pisze prawie wyłącznie na podstawie relacji matki i jej nowego partnera. Wybaczcie, ale nazywanie tego sprawdzonym źródłem to chyba kpina.
      • pyzz Re: I co wy na to? 11.07.11, 12:03
        Odpowiem sam sobie, żeby nie było potem powoływania się na coś, czego nie twierdzę.
        Otóż ja NIE TWIERDZĘ nic na temat tego, jaki ten ojciec jest prócz tego właśnie: że nie mam pojęcia jaki ten ojciec jest. To, co napisano w całej serii artykułów to zbiór relacji matki i jej nowego partnera i zbiór pojedynczych zdań wyciągniętych z akt sprawy, kompletnie bez kontekstu, które zaraz potem są już cytowane jako prawda objawiona.
        Na temat tej sprawy nie wiemy tak naprawdę nic, prócz tego, że matka twierdzi to, co twierdzi. Nic, a nic.
        • tricolour Można jednak się zastanowić... 11.07.11, 12:23
          ... w jakiej sytuacji samemu odbierałoby się dziecko przy użyciu policji i czterech kuratorów? Jaka by musiała być matka, bo w ogóle przyszedł do głowy pomysł, aby użyć siły do odebrania dziecka?

          I poza patologią typu alkoholizm, narkomania nie znajduję (ja nie znajduję) żadnego realnego powodu, by odebrać dziecko jednemu rodzicowi i dać drugiemu przy silnym podejrzeniu, że sytuacja dziecka się nie poprawi, bo nie ma z czego się poprawiać.

          Chodzi o to, że moralne straty dziecka są niewyobrażalnie duże, a zysk z zamiany rodziców co najwyżej potencjalny.
          • z_mazur Re: Można jednak się zastanowić... 11.07.11, 12:43
            No widzisz Tri, różnimy się w jednej zasadniczej kwestii. Dla Ciebie uniemożliwianie dziecku kontaktu z drugim rodzicem, to nic takiego, dla innych to świadome i z premedytacją krzywdzenie dziecka.

            Jak ktoś torturuje zakładników, to się mu strzela w łeb bez zastanawiania się, czy torturowana ofiara będzie miała przez to trochę większą traumę, bo go krew terrorysty opryska, a nie negocjuje z terrorystą, żeby uważał, bo przecież ofiara cierpi.
            Dopiero jak się sytuacja unormuje można pomyśleć o leczeniu traumy.

            Ponieważ nie zgadzamy się w tej podstawowej kwestii wszelkie dalsze dywagacje nie mają większego sensu.

            Jak widać z chłodnej i wyważonej wypowiedzi ministra, sprawa wygląda od razu trochę inaczej niż w zmanipulowanej i emocjonalnie podgrzanej wersji TOK FM.
            • tricolour Jest jeszcze inna zasadnicza sprawa... 11.07.11, 13:02
              ... i przyznam, że dziwi mnie skrupulatność (choćby Twoja, innych też) w nazywaniu tego ojca zwyczajnie rodzicem i jednoczesnym zupełnym pomijaniu jego sprawy karnej o pobicie czy zepchnięcie ze schodów. Pomijaniu słów dziecka. które boi się tego ojca.

              Ja nie mówię, że trzeba od razu widzieć w ojcu hitlerowca tylko chcieć zauważać, że skoro sami kryminalnych spraw nie mamy, to gość, który je ma - a jest to profesor psychologii oskarżony o przemoc - psuje swoją pozycję nie tylko procesową, ale także zawodową, społeczną i - najważniejsze - rodzinną. Jest wielki rozdźwięk między zachowaniem tego faceta, a jego pozycją wynikającą z zawodu. Jakby na sprawę nie patrzeć sprawa o przemoc skierowana przeciw profesorowi psychologii ma rangę oskarżenia księdza o pedofilię.
              • madame_c Re: Jest jeszcze inna zasadnicza sprawa... 11.07.11, 13:22
                "Jakb
                > y na sprawę nie patrzeć sprawa o przemoc skierowana przeciw profesorowi psychol
                > ogii ma rangę oskarżenia księdza o pedofilię."

                Cały czas tu się podkreśla, że oskarżenie nie oznacza uznanie winnym.
                Ty stawiasz znak równości między jednym i drugim.
                Zobacz, jak kłamie matka - mam na myśli sprawę poruszoną przez min. Kwiatkowskiego.
                I po prostu poczekaj, co powie Sąd.
                • dezoksa Re: Jest jeszcze inna zasadnicza sprawa... 12.07.11, 12:35
                  abstrahując....każde dziecko można zmanipulować tak bardzo że w kochającym rodzicu widzi oprawcę. Każde. Rodzic z którym straciło kontakt jest w pewnym sensie zdrajcą, który zawiódł. Drugi zostaje ostatnim wątłym bastionem bezpieczeństwa. Wątłym, bo dziecko już wie co to zdrada najbliższego. Smutne.
              • z_mazur Re: Jest jeszcze inna zasadnicza sprawa... 11.07.11, 13:23
                Ależ ja niczego nie pomijam. Sprawa w sądzie jest, wyroku nie ma. Może popchnął, może nie popchnął. Jeśli popchnął kiepsko to o nim świadczy, jeśli nie popchnął, to znaczy że matka wniosła fałszywe oskarżenie i to kiepsko o niej świadczy.

                Dlatego nie gdybam w tej kwestii, bo dla mnie obie wersje są tak samo prawdopodobne Chociaż w pierwszej nawet gdyby fakt popchnięcia miał miejsce, to okoliczności są również ważne, natomiast ewentualne wniesienie fałszywych oskarżeń jakoś dla mnie nie ma okoliczności łagodzących.

                Natomiast pewne w tej sprawie jest to, że dwa RODK'i wydały w niej korzystne dla ojca i niekorzystne dla matki opinie. Sąd w wyroku rozwodowym sprzed dwóch lat wspominał już o niewłaściwościach w relacji pomiędzy matką i dzieckiem i skierował rodziców na terapię, co nie przyniosło żadnych skutków. Matka jak uniemożliwiała kontakt ojcu z dzieckiem, tak dalej uniemożliwia (tzn uniemożliwiała, bo w końcu udało się coś w tej sprawie zrobić).
                • tricolour To jeśli jesteś tak skrupulatny... 11.07.11, 13:30
                  ... to zauważ, że opinia RODK jest sprzed 2 lat. Żadna opinia psychologiczna nie ma takiej ważności nawet dla dorosłego, a o dziecku pięcioletnim to nawet gadać nie ma co: to jest opinia sprzed połowy jego życia.

                  A jeśli chodzi o to popchnięcie: może popchnął, może nie popchnął, ale sprawę karną ma. Ja może popchnąłem, może nie popchnąłem, ale przeciw mnie się nic nie toczy. Warto rozróżnić, czy się toczy, czy się nie toczy.
              • pyzz Re: Jest jeszcze inna zasadnicza sprawa... 11.07.11, 13:35
                > Ja nie mówię, że trzeba od razu widzieć w ojcu hitlerowca tylko chcieć zauważać
                > , że skoro sami kryminalnych spraw nie mamy, to gość, który je ma - a jest to p
                > rofesor psychologii oskarżony o przemoc - psuje swoją pozycję nie tylko proceso
                > wą, ale także zawodową, społeczną i - najważniejsze - rodzinną.
                Mała poprawka: człowiek nie może sam psuć swojej pozycji będąc oskarżanym o przemoc. To nie on się oskarża, tylko jego oskarżają.
                W sytuacji, gdy ojciec zaczyna chcieć zajmować się dzieckiem takie oskarżenia pojawiają się ze strony zazdrosnej matki natychmiast. To jest właściwie wersja standardowa polskiego procesu o opiekę nad dzieckiem. I większość z tych oskarżeń jest wyssanych z palca. Co oczywiście nie znaczy, że to konkretne jest, ale znaczy, że sam fakt, że się pojawiło jeszcze nie znaczy, że sama przemoc w ogóle się odbyła.
                • tricolour Owszem, jego oskarżają... 11.07.11, 13:45
                  ... ale wydaje mi się mało prawdopodobne, że matka idąc po schodach nagle wymyśliła, że może być z nich spychana i poleciała z tym na Policje. Tak zupełnie bez podstaw.

                  Ja wielokrotnie chodziłem z ex po schodach i nigdy mnie nie skarżono. Normalnie o nic mnie nie oskarżono choć były czasy, że łatwo nie było.
                  • pyzz Re: Owszem, jego oskarżają... 11.07.11, 14:00
                    > ... ale wydaje mi się mało prawdopodobne, że matka idąc po schodach nagle wymyś
                    > liła, że może być z nich spychana i poleciała z tym na Policje. Tak zupełnie be
                    > z podstaw.
                    No patrz! A jednak zdarza się i to bardzo często wśród rozwodzących się.
              • obrazo-burca Re: Jest jeszcze inna zasadnicza sprawa... 11.07.11, 18:07
                Tri,
                przeczytaj ze zrozumieniem. Ci policjanci też przez 6 lat byli "winni"-->policyjni.gazeta.pl/Policyjni/1,91132,9797232,Gangster_wmowil_prokuratorom_korupcje.html
          • pyzz Re: Można jednak się zastanowić... 11.07.11, 13:56
            > I poza patologią typu alkoholizm, narkomania nie znajduję (ja nie znajduję) żad
            > nego realnego powodu, by odebrać dziecko jednemu rodzicowi i dać drugiemu przy
            > silnym podejrzeniu, że sytuacja dziecka się nie poprawi, bo nie ma z czego się
            > poprawiać.
            Tiaaa... Oczywiście takie ogólne twierdzenia się wygłasza wtedy, gdy pasują w jedną stronę, ale w sprawach takich jak ta:
            wyborcza.pl/1,76842,6667390,Polka_walczy_o_dzieci_w_Bulgarii.html
            Okazuje się, że jednak w drugą stronę wszystko jest w porządku. Wówczas też to ojciec był zły, a matka-polka cacy. GW nawet potem robiła sesję fotograficzną matki ze "szczęśliwą" córką. Teraz czytam twierdzenia, że jak dziecko reaguje tak dramatycznie to w żadnym wypadku nie wolno, wtedy mi udowadniano, że nawet mimo, że reagowało dramatycznie, to jednak wszystko jest w porządku. Z tą tylko różnicą, że wtedy broniące się dzieci dzieci szarpano i dopychano drzwiami od auta, teraz mamy ojca, który mówi "no chodź", dziecko krzyczy "nie chcę", na co ojciec odchodzi. A co do samego odebrania, to brutalność przekazania znamy WYŁĄCZNIE z relacji matki.

            Jeszcze dodam, bo epatujesz sprawą o przemoc:
            Ten ojciec też miał sprawę karną, akurat o molestowanie dzieci. A matka nie miała.
            wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34308,4321563.html
            • plain.dad Re: Można jednak się zastanowić... 11.07.11, 17:08
              www.radio.gdansk.pl/index.php/dokument/15806-jak-rzecz-reporta-anny-rbas.html
              • zmeczona100 mazurek, 12.07.11, 14:54
                Z nagrania wynika, że odwiedziny były realizowane także w domu- i nic z nich nie wychodziło. pewnie ojciec dostawał nie taką kawę, jak należało mu podawać. Albo nie takie ciasto do niej.
                I miałes rację- o kuratora sam wystapił.

                No niestety, ale z nagrania wynika dla mnie, że pan profesor to przykład psychola sad

                Aaa, no i orzeczenie o zmianie miejsca zamieszkania dziecka było nieprawomocne w dniu, kiedy odebrano Piotrusia matce.

                Szkoda dziecka sad
    • nangaparbat3 Re: I co wy na to? 11.07.11, 21:08
      Barbara L. tłumaczy, że obawiała się powierzania dziadkom Piotrusia: - Kiedyś, gdy byli u nas z wizytą, Piotruś zaczął płakać w pokoju - opowiada Barbara L. - Teściowa przytrzymywała mnie w kuchni, mówiła, żebym nie szła do synka i poczekała "aż sam padnie". Opowiedziała mi wtedy, że gdy J. był małym dzieckiem i płakał, oni po prostu wychodzili z domu na spacer, bo na ulicy było ciszej niż w domu. Kiedy wracali po dwóch godzinach, chłopiec był już cicho.

      Myślę, ze ta opowieść jest prawdziwa. Nad profesorem znęcali się kiedyś rodzice, on potem podobnie nad żoną (jeśli potrafił przez kilka dni nie odezwać się do żony, to postępowała dokładnie tak jak rodzice w stosunku do niego) - a teraz nad dzieckiem. Oddajemy najblizszym to, co sami dostaliśmy od rodziców. Bardzo prosty rachunek.
      • maniasza Re: I co wy na to? 11.07.11, 21:53
        Racja, Nango.
        To jest drastyczne. Zderzenie zupełnie innych doświadczeń z dzieciństwa, kompletnie odmiennych wzorców, jego i jej.
        To sa typowe zachowania dla toksycznych: nie odzywanie się, obrażanie się, rzucanie słuchawką w trakcie rozmowy telefonicznej, trzaskanie drzwiami itp.
        Wierzę, że to dziecko wróci jednak do matki na stałe, a ojciec pójdzie po rozum do głowy.
        Jego obecne zachowanie, ukrywanie się, skoro juz tę "władzę" odzyskał - nie wróży dobrze. To człowiek niepoczytalny, moim zdaniem. Oby nie skonczyło się tak, jak w przypadku, bodajże Włocha, jakies poł roku temu, co porwał dzieci od matki i je następnie zabił.
        Nie rozumiem, jak sąd i kuratorzy, jesli to myslący ludzie, mogli się zachować w ten sposób, by pozwolić na taki dramat dziecka.
        • nangaparbat3 Re: I co wy na to? 11.07.11, 22:12
          Autorytet.
          Mówi sie o tym, ze najtrudniejsza jest sytuacja ofiar przemocy domowej, kiedy oprawca jest wykształcony, zamożny, zajmuje ważne stanowisko.
          Teraz skojarzyłam jeszcze dwa fakty - to wychodzenie rodziców profesora kiedy płakał i jego niezdolność do słuchania płaczu własnego dziecka. Żadne wykształcenie na to nie pomoże, czasem terapia - ale do kogo pójdzie na terapię z prawdziwego zdarzenia profesor neuropsychiatrii? Jest w potrzasku. To zresztą dość powszechny problem psychologów i psychiatrów, lekarzy - w razie potrzeby nie mają u kogo odbyc terapii, zresztą z róznych wzgledów.
          Hehe - moje własne dziecko właśnie się dostało na psychologię - ale ona już jest PO terapii tongue_out
          • maniasza Re: I co wy na to? 11.07.11, 22:42
            Kwestia autorytetów została doskonale rozebrana na czynniki pierwsze jeszcze przez Zimbardo.
            Dlatego dziwię się, że w tym sądzie, kuratorium i RODK to chyba jakies niedorobione ciotki bazarowe pracują, ktorym autorytet pana, pożal się boże, profesora, rozum odebrał i jasność widzenia zaburzył.

            ps. gratulacje dla córki smile
            • plain.dad oświadczenie ojca 12.07.11, 14:06
              gdansk.naszemiasto.pl/artykul/989401,sprawa-piotrusia-przeczytaj-oswiadczenie-ojca,id,t.html#cf729d6e53fb63ac,1,3,4
              • nangaparbat3 Re: oświadczenie ojca 12.07.11, 15:16
                Wiele zachowań ujawnianych przez synka pozostającego dotychczas pod opieką matki miało cechy zespołu tzw. oddzielenia od drugoplanowego opiekuna (PAS). To forma wykorzystywania psychicznego dziecka, którego następstwa często są nieodwracalne.

                Jako remedium pan profesor stosuje radykalne oddzielenie dziecka od opiekuna pierwszoplanowym.
                Nie wiadomo, śmiać się czy płakać (nad ojcem, bo nad chłopczykiem jednak płakać).
                • zmeczona100 Re: oświadczenie ojca 12.07.11, 15:27
                  pan profesor stosuje jeszcze do tego pewną durną sztuczkę- naukowy bełkot, dla większości niezrozumiały; ma niby świadczyć o tym, jaką wiedzę tajemną posiada i jakiż to jest z niego wielki uczony...
                  Żenada.
              • demonhrabiego Re: oświadczenie ojca 12.07.11, 17:59
                Dzięki, Plain za linka,

                a widziałeś tego szkaradnego pdf-a, do którego oświadczenie wrzuciła Agora i kolejny zmanipulowany tytuł ?

                "Brak matki służy moim kontaktom z synem"

                jest nieco różne od

                "Jak obserwuję każdego dnia, brak bezpośredniej obecności matki pozwala Kubusiowi zachowywać się wobec mnie naturalnie i szczerze, w miejsce dawnych gwałtownych reakcji, które demonstrował wskutek intencjonalnych działań osób z którymi no co dzień przebywał."

                Kuba uśmiechnięty pod opieką ojca, a tak się zamartwiali "sprawą Piotrusia" - i pan dziennikarz Sebastian Furtak i co poniektóre koleżeństwo z Wydziału i po ministerstwach donosy pisali.

                Zniesmaczony kilkudniową nagonką na Profesora usuwam to konto i ani kropki więcej na tym sprzedajnym GW-nie nie postawię.
                • jarkoni cd 12.07.11, 19:49
                  www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,9934531,Sprawa_Piotrusia__Prof__J____Brak_matki_sluzy_moim.html
                  • tricolour A fe! 12.07.11, 20:15
                    No, jak możesz linkowac takie niewygodne rzeczy?
              • maniasza Re: oświadczenie ojca 12.07.11, 19:59
                Masakra. W "dumę" kopnięty facet, ten jodzio. " Kubus jest wspanialym, prawidłowo rozwijającym sie chłopcem, powodem mojej ojcowskiej dumy". No to w koncu matka źle wplywała na dziecko, czy dobrze? Źle go wychowywała, a za dwa dni dziecko wydobrzało pod wpływem "dumy" ojca i jego działań, aż swojego ojczyma nie poznało, ani psa?
                Nie mówiąc juz o tym, że, zarzucając matce ograniczanie mu kontaktow z dzieckiem - sam robi dokładnie to samo. Czysta schiza.
                • dezoksa Re: oświadczenie ojca 12.07.11, 21:05
                  Wiele kobiet będących żonami obcokrajowców porywało swoje dzieci. Czasami nawet po kilku latach. Ja nie oceniam tej sytuacji. Ale POTRAFIĘ założyć że matka tak bardzo starała się wymazać ojca życia syna że popełniła masę przestępstw przeciwko dziecku. Resztę zostawiam specjalistom. Sądowi, psychologom. Mój bark doświadczenia, wiedzy i kompetencji uniemożliwia mi ocenę sytuacji. Czego i Wam życzę. Ja o dziecko bym walczyła. Wydrapałabym ojcu siłą. Gdyby tylko uniemożliwiał mi kontakty z dzieckiem. Podobnie zachowywałabym się gdyby robił coś złego mojemu dziecku.
                  • polifonia1983 Re: oświadczenie ojca 12.07.11, 21:16
                    Dezoksa napisała:
                    "Ja o dziecko bym walczyła. Wydrapałabym ojcu siłą. Gdyby tylko uniemożliwiał mi kontakty z dzieckiem. "
                    To jasne, sama jestem w stanie wyobrazić sobie taką sytuację. Tylko dlaczego, jeśli mówi to matka, jest to bohaterstwo, a jak powie to ojciec, uważa się go za sk....syna?
                    Wystarczy się popłakać i przypomnieć o bólach porodowych, żeby móc zrobić z dzieckiem wszystko, na co ma się ochotę, przy błogosławieństwie mediów, sądów i społeczeństwa.
                    Nie mam ochoty bronić ojca Piotrusia/Kuby, moim zdaniem obydwoje rodzice są siebie warci. Ale nagonka na jednego z nich, przy gloryfikowaniu toksycznych i nienormalnych zachowań drugiego jest moim zdaniem obrzydliwe.
                    • dezoksa Re: oświadczenie ojca 12.07.11, 21:30
                      No właśnie.
                    • maniasza Re: oświadczenie ojca 12.07.11, 21:50
                      polifonia1983 napisała:


                      > Nie mam ochoty bronić ojca Piotrusia/Kuby, moim zdaniem obydwoje rodzice są sie
                      > bie warci. Ale nagonka na jednego z nich, przy gloryfikowaniu toksycznych i nie
                      > normalnych zachowań drugiego jest moim zdaniem obrzydliwe.


                      Nie mówimy o nagonce, bo to jest poboczne.
                      Mowimy o fakcie. Nie wolno używać takich sił (policja, kuratorzy) przy rozwiązywaniu tego typu konfliktów. To nie może stać się standardem, to nieludzkie w stosunku do dziecka, a ostatecznie sytuacji wcale nie poprawia, tylko pogarsza.
                      • polifonia1983 Re: oświadczenie ojca 12.07.11, 22:13
                        Ale ja w żadnym momencie nie powiedziałam, że jest to ludzkie.
                        Z tym, że jeśli miałabym obarczać kogoś odpowiedzialnością za to, że dziecko było wyrywane przez policjantów, to obarczyłabym oboje rodziców, bo obydwoje do tego dopuścili.

                        Dla ciebie nagonka jest tematem pobocznym, ja uważam, że to, co się dzieje w mediach zaważy na niejednej decyzji podejmowanej przez rozwodzących się rodziców - matek, bo zobaczyły, że mogą wszystko i mogą olewać decyzję sądów, świat i tak stanie po ich stronie. i ojców, bo widzą, że cokolwiek nie zrobią, zawsze uzna się, że zrobili źle.
                        I zupełnie na boku, gdyby sytuacja była odwrotna (obydwoje rodzice niezrównoważeni, ale to matka odbija dziecko z domu ojca), wszystko byłoby ok, w końcu to normalne, że kobieta walczy o dziecko.
                        • pyzz Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 12:13
                          > Dla ciebie nagonka jest tematem pobocznym, ja uważam, że to, co się dzieje w me
                          > diach zaważy na niejednej decyzji podejmowanej przez rozwodzących się rodziców
                          > - matek, bo zobaczyły, że mogą wszystko i mogą olewać decyzję sądów, świat i ta
                          > k stanie po ich stronie. i ojców, bo widzą, że cokolwiek nie zrobią, zawsze uzn
                          > a się, że zrobili źle.
                          Co oczywiście zostanie wykorzystane do szerzenia argumentacji w stylu "ojcowie winni, bo nie występują o opiekę nad dzieckiem", bez pytania o to dlaczego nie występują i co robią matki, gdy występują. Taka samospełniająca się przepowiednia.
                      • z_mazur Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 08:36
                        A skąd wiesz, że się pogarsza, a nie poprawia?

                        Jak widać dziecko się uśmiecha i nie wygląda na specjalnie nieszczęśliwe. Jeśli za tydzień, dwa, jak się sytuacja unormuje, zacznie się widywac z matką, to przecież będzie to lepsza sytuacja nież była tydzień temu, bo będzie dziecko miało kontkat z obojgiem rodziców.

                        No tak, ale z matką tylko okazjonalny. Przecież to niepoprawne.
                        • nangaparbat3 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 15:34
                          Już cytowałam, ale zrobię to jeszcze raz:
                          Wiele zachowań ujawnianych przez synka pozostającego dotychczas pod opieką matki miało cechy zespołu tzw. oddzielenia od drugoplanowego opiekuna (PAS). To forma wykorzystywania psychicznego dziecka, którego następstwa często są nieodwracalne.

                          W związku z czym brutalnie oddziela się dziecko od opiekuna pierwszoplanowego.

                          Mówi się o symbiotycznym związku między matką a synem - a tymczasem matka właśnie wyszła za mąż i oczekuje kolejnego dziecka.

                          Pisze się nagle, że dziecko znakomicie się rozwija, i ojciec jest z niego dumny (a przecież przez ostatnie lata dziecko wychowywała matka - fatalnie, bo trzeba było je siłą odebrać).

                          I to wszystko wypisuje "polski psycholog, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Gdańskiego, kierownik Zakładu Psychologii Ogólnej Instytutu Psychologii oraz studiów doktoranckich".
                          • z_mazur Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 16:00
                            > W związku z czym brutalnie oddziela się dziecko od opiekuna pierwszoplanowego.

                            Jeśli pierwszoplanowym rodzicem byłby ojciec pedofil, to czy brutalność oddzielenia dziecka byłoby problemem?

                            > Mówi się o symbiotycznym związku między matką a synem - a tymczasem matka właśnie
                            > wyszła za mąż i oczekuje kolejnego dziecka.

                            W Polsce na razie nie ma zakazu rozmnażania się wydawanego na podstawie oceny problemów emocjonalnych potencjalnego rodzica.

                            > Pisze się nagle, że dziecko znakomicie się rozwija, i ojciec jest z niego dumny
                            > (a przecież przez ostatnie lata dziecko wychowywała matka - fatalnie, bo trzeba
                            > było je siłą odebrać).

                            Nie nagle. Ale tak jak pisałem wcześniej, czy gdyby opiekunem był ojciec pedofil, to czy miałoby znaczenie, że dziecko wcześniej chodziło czyste, najedzone i czasem się uśmiechało?

                            Dziecko było w pewnym zakresie krzywdzone, tak jak mogłoby być molestowane przez ojca pedofila.

                            Czy fakt, że ojciec dbałby o pozostałe aspekty opieki nad dzieckiem uzasadniałby Twoim zdaniem pozostawienie dziecka pod jego opieką?
                            • nangaparbat3 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 16:12
                              Nie rozumiem o co chodzi z ojcem pedofilem. Naprawdę. Nikt matce pedofilii nie zarzucał. A opowieści o "symbiotycznym związku" - cóż, dziecko panicznie bojące się ojca będzie bardziej lgnąc do matki niż normalnie.
                              Ja przezyłam podobną sytuację z jednym z człoknów mojej własnej rodziny - dziecko zaczęło okazywać mu niechęć. I ten ktoś natychmiast zaczął oskarżać mnie, że nastawiam córkę. Nie nastawiałam. Ale oskarżyć innego dorosłego o nastawianie dziecka to powszechna metoda ochrony własnego "ja", niedopuszczenia myśli, że to moje własne zachowanie wywołuje niechęć dziecka.
                              Nie piszę, co by było gdyby, tylko co można przeczytać w oświadczeniu ojca.
                              Nic tam się kupy nie trzyma.
                              I nie może, jeśli to co opowiada była żona o metodach "wychowawczych", jakie stosowali rodzice profesora, kiedy był dzieckiem.
                              • polifonia1983 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 16:42
                                Nangaparabat, nie do końca wiadomo, jak to jest ze strachem przed ojcem i tuleniem się do matki. Nie raz byłam świadkiem sytuacji, gdy dziecko, starsze niż Piotruś, tuliło się do matki i nie chciało porozmawiać z ojcem, mówiło mamie, że nie chce, a gdy tylko matka odchodziła, rzucało się tacie na szyję, przepraszało i nie odklejało się do końca wizyty. Potrafiło też powiedzieć "bo wiesz, jaka mama jest", albo "bo mama by się denerwowała". I tak było zawsze, gdy miało dwa lata, pięć i tak jest teraz.
                                Jeśli rodzic uczy dziecko, że jest niezadowolony kontaktów z drugim rodzicem, nie życzy sobie tych kontaktów, szantażuje emocjonalnie, ustawia w konflikcie lojalności, dziecko uczy się żyć w schizofrenii tak by zadowolić tego rodzica, którego miłość i zadowolenie łatwiej stracić.
                                Symbiotyczny związek, to także związek, w którym rodzic uzależnia dziecko od siebie i daje mu sygnał, że jego miłość, jest uzależniona od tego, jak to dziecko się zachowuje wobec drugiego rodzica. Więc nie zawsze argument "nastawiania" jest usprawiedliwieniem nieradzącego sobie ojca. Poza tym, co oznacza nastawianie? Przecież nie trzeba powiedzieć nie kochaj ojca, albo ojciec jest zły. Wystarczy być smutnym lub rozdrażnionym gdy dziecko wraca zadowolone z wizyty, albo ucinać ze złością opowieści dziecka o tym, jak było u taty, pozwolić sobie na złośliwy komentarz, dyskredytować to co on robi dla dziecka, swoim codziennym poświęcaniem się dla potomstwa i jednocześnie nie pozwalanie ojcu na to.

                                Nie bronię "profesora", ale też nie uważam, żeby zupełnie się nic nie trzymało kupy w tego typu opowieściach, jakie on serwuje.
                              • z_mazur Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 17:04
                                Sie uczepiłaś tego jednego opisu i budujesz na tej podstawie jakieś karkołomne konstrukcje, o jakichś deficytach ojca, na które jakoś nic innego nie wskazuje. Zupełnie za to pomijasz cytowane opinie biegłych na temat problemów matki i nieprawidłowościach w jej relacji z dzieckiem.

                                Z tego co pamiętam z programów "naczelnej niani RP", to ona również wobec rozbestwionych dzieci, które nie chciały zasypiać w swoim pokoju stosowała podobne metody. Asertywne kładzenie dziecka spać i wychodzenie, nawet gdy dziecko płakało.
                                • nangaparbat3 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 19:53
                                  z_mazur napisał:

                                  > Sie uczepiłaś tego jednego opisu i budujesz na tej podstawie jakieś karkołomne
                                  > konstrukcje, o jakichś deficytach ojca, na które jakoś nic innego nie wskazuje.

                                  Uczepiłam się, bo to sprawa zasadnicza.

                                  > Zupełnie za to pomijasz cytowane opinie biegłych na temat problemów matki i ni
                                  > eprawidłowościach w jej relacji z dzieckiem.

                                  Pomijam także i to, że matka rozpoczęła terapię, natomiast do rodzinnej - obojga rodziców - nie doszło. I że biegłą była żona współpracownika profesora.

                                  >
                                  > Z tego co pamiętam z programów "naczelnej niani RP", to ona również wobec rozbe
                                  > stwionych dzieci, które nie chciały zasypiać w swoim pokoju stosowała podobne m
                                  > etody. Asertywne kładzenie dziecka spać i wychodzenie, nawet gdy dziecko płakał
                                  > o.
                                  Ale niania nigdy nie doradzała wyjścia z domu -i mimo to zawsze byłam przeciwna izolowaniu dziecka, zawsze mówiłam, że to kara, która może być bardziej szkodliwa od klapsa (rozumianego jako symboliczne klepnięcie ręką w pupę).
                                  Jeśli prawdą jest, co opowiada była żona - że pan potrafił nie odzywać się do niej przez kilka dni - całkiem możliwe, że mam rację.
                                  • maniasza Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 20:26
                                    nangaparbat3 napisała:

                                    >
                                    > Jeśli prawdą jest, co opowiada była żona - że pan potrafił nie odzywać się do n
                                    > iej przez kilka dni - całkiem możliwe, że mam rację.

                                    No, niezly obrazek się rysuje. Nie odzywa się, bo cos poszło nie po jego myśli, zona nie chciała pewnie sie podporządkować, więc prosty schemat - milczę i się nie odzywam. Czyli elementarny brak zdolności komunikacji interpersonalnej i umiejętności rozwiązywania konfliktow czy zwyklych nawet codziennych nieporozumień.
                                    Najpierw nie odzywa się do zony, a potem nie odzywa się do dziecka. Taki lańcuszek. Zdaje sobie sprawe, że fizycznie nie może przymusić do splenienia jego wizji zachowania sie innej osoby, więc wybiera formę z pozoru łagodniejszą. Bo niby dlaczego nie, skoro człowiek zna jedyny schemat. Bo dziecko/zona nie spełnia jego oczekiwań. Więc zamiast rozmawiać - milczy. Gorszej kary swoim bliskim nie można wymierzyć.
                                    • nangaparbat3 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 20:40
                                      Miałam ucznia, ktory powtarzał pierwszą klasę, a potem zanosiło się na powtarzanie czwartej. Miał 20 lat, dwa metry wzrostu, płakał jak dziecko i mowił, że jeśli zostanie, to się zabije - bo nie zniesie po raz drugi reakcji rodziców - kiedy został w pierwszej klasie, nie odezwali się do niego przez dwa tygodnie.
                                      • maniasza Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 20:55
                                        Moja mama jest lepsza. W tej chwili popadła w kolejną fazę nie-odzywania się, juz tydzień się nie odzywa. Ale to nie rekord w relacji ze mną - parę lat temu ponad trzy miesiące pod rząd się nie odzywała do mnie. I na zdrowie. Mnie juz to nie rusza.
                                        Ale ona ma dobrze, bo ma trzy córki - raz nie odzywa się do jednej, raz do drugiej, raz do trzeciej. I generalnie w swym mniemaniu jest w ciągłym kontakcie z dziećmi wink Tylko pogratulować dobrego samopoczucia smile

                                        Tfu. Nie wierzę, że to wywaliłam na forum. Ale może komuś da do pomyślenia, jak nie nalezy traktować swoich bliskich i ludzi w ogóle.
                                        • nangaparbat3 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 21:06
                                          A czy Wyście się nawzajem wspierały przy takich okazjach? Wy trzy siostry?
                                          • maniasza Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 21:18
                                            Dopiero od niedawna tak naprawdę. Od kilku lat, pięciu, może siedmiu. Przedtem nastawiala jedną przeciwko drugiej, a my stare krowy dawałysmy sie na to nabierać.
                                        • garibaldia Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 21:14
                                          heh, moi rodzice się nie odzywali do siebie prawie rok . mówili "w powietrze", albo wysługując się małymi wtedy dziećmi by co przekazały drugiemu rodzicowi co pierwszy od nich chce.
                                          ohyda.
                                          gorzej, że w niektórych dzieciach to zostało i długo podobny terror stosowały wobec innych.
                                          • maniasza Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 21:22
                                            garibaldia napisała:

                                            > heh, moi rodzice się nie odzywali do siebie prawie rok . mówili "w powietrze",
                                            > albo wysługując się małymi wtedy dziećmi by co przekazały drugiemu rodzicowi c
                                            > o pierwszy od nich chce.
                                            > ohyda.
                                            > gorzej, że w niektórych dzieciach to zostało i długo podobny terror stosowały w
                                            > obec innych.

                                            "Poweidz tacie, że obiad. " "Zapytaj taty, kiedy jedziemy gdzieśtam", "zapytaj taty, kiedy wroci". "zapytaj taty czy da pieniądze na... costam". itf itp.

                                            We mnie nie zostało. Mam awersję do takich zachowań. A ludzi, ktorzy się na mnie smiertelnie obrażają za nic i stosuja metode nie-odzywania się traktuję jak umyslowo chorych. Serio.
                                            • garibaldia Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 21:40
                                              dokładnie, powiedz mamie, powiedz tacie...niech mama to zrobi, niech tata tamto smile
                                              ja długi czas się "zacinałam" i "zapadałam w sobie" gdy ktoś mnie wkurzył albo zranił. wtedy zero dostępu z zewnątrz i zero mojego odzywania się szczególnie do winowajcy. dopiero parę lat temu mi się zmieniło, przerobiłam problem w związku z kimś i jest o niebo lepsze życie.
                                              niestety jedna z sióstr dostała widać najgorsze emocjonalne baty, potrafi nie odzywać się całymi dniami, jak ją coś wkurzy to trzaska drzwiami i tłucze naczyniami w kuchni ale nie powie co się stało z czym ma problem, nie zwierza się z niczego. a nie daj boże zapytać ją o coś to warknie jak wściekły psiak. jest dobrą wrażliwą dziewczyną i...potwornie męczącą emocjonalnie. Może mieszkać z tobą pod jednym dachem i nie odezwać się przez tydzień ani słowem. Dla kogoś kto nie zna "środka problemu" - nie do zniesienia. A odkręcenie takiej tresury z dzieciństwa bywa baardzo powolne.
                                              • maniasza Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 22:04
                                                Mój tata nigdy nie mówił "powiedz mamie".

                                                Zapomniałam dodać, o co mama przestala się odzywać.
                                                Otóż oświadczylam jej , przy okazji jej pytania, czy podręczniki kupiłam przed rokiem szkolnym i całą wyprawkę tp, że postanowilismy z exem, że dziecko zamieszka z ojcem od nowego roku szkolnego, czyli do niego się przeprowadzi.
                                                Wpadła w histerię z krzykiem "dlaczego mi to robisz? ja was trójkę wychowałam! jak możesz oddawać wlasne dziecko?"...
                                                Na moja odpowiedź, że to moje dziecko i moje zycie, i nie oddaje je obcemu czlowiekowi przecież, bo ojciec jest takim samym rodzicem jak ja (z ojcem syn miał od urodzenia bardzo dobry kontakt)....straciła wszelkie argumenty, aż musiałam po prostu pożegnać się wstrzemięźliwie i wyjść. I trzy miesiące ciszy nastało.
                                                Tak tez bywa, niestety. Na szczęście, ja mam charakter po ojcu.

                                                Moje siostry też nie stosują metody "nie-odzywaj się".
                                                Moim zdaniem takie zachowanie, jest najcichszą zbrodnią w rodzinie, Ktorej udowodnić się nie da w razie czego, a jest potwornie destrukcyjna dla relacji międzyludzkich. Dla mnie nieakceptowalna.
                                                • nangaparbat3 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 22:34
                                                  Jest cichsza. Unikanie wzroku. Jak to działa, przekonalam się, kiedy miałam wychowawstwo w VI klasie podstawówki, i dowiedziałam się, że kilku chłopców dokuczało jednej z dziewczynek, napadli na nią w szatni. Przyszłam na lekcję i po prostu nie mogłam na nich patrzeć, to wyszło samo - omijałam ich wzrokiem, i nagle dotarło do mnie, że oni są całkowicie zbici z tropu, wystraszeni, jacyś tacy nieszczęśni - nigdy przedtem ani potem ich takimi nie widziałam.
                                                  • maniasza Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 23:04
                                                    To jest chwilowa kara, co opisałaś. Reakcja na konkretną sytuację.
                                                    Nie odzywanie się natomiast oznacza - nie rozwiązywanie nieporozumień na bieżąco, tylko ciągnięcie tego z dnia na dzień, kumulowanie problemów, tygodniami, miesiącami, latami, aż wybuchnie.
                                                • polifonia1983 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 23:24

                                                  Wiesz, wydaje się mi, że twoja mama w ogóle jest destrukcyjna. Jeśli reaguje na twoje dojrzałe, przemyślane, a przecież nie łatwe, decyzje "Dlaczego mi to robisz", to po prostu stosuje klasyczny szantaż emocjonalny, a kiedy nie uda jej się cię zaszantażować, próbuje ukarać cię lub wymusić coś milczenie.
                                                  Jak to było, gdy byłaś dzieckiem? Przychodziłaś i przepraszałaś dla świętego spokoju, żeby tylko się zaczęła odzywać. A co było w sytuacjach, gdy karała cię milczeniem, chociaż niczym nie zawiniłaś (wtedy, chociaż wiedziałaś, że to niesprawiedliwe, też przepraszałaś?). Czy ona cię przepraszała, jeśli okazało się, że nie miała racji.
                                                  Przepraszam, że cię o to wypytuję, ale bardzo mnie to interesuje. Chciałabym zrozumieć, jakie były twoje reakcje gdy byłaś dzieckiem, zanim jeszcze jako nastolatka zaczęłaś się buntować, jak reagowano na twój bunt i czy to wpływa na twoje relacje z innymi ludźmi (np. czy przepraszasz bez powodu, czy masz zaniżone poczucie własnej wartości).
                                                  Mam nadzieję, że cię nie uraziłam tak osobistymi pytaniami.
                                                  Garibaldia, ty też napisz, jeśli możesz.
                                                  Pozdrawiam.
                                                  • polifonia1983 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 23:26
                                                    I mój powyższy post nie ma nic wspólnego z moim poniższym postem :p
                                                  • maniasza Re: oświadczenie ojca 14.07.11, 00:06
                                                    Nie uraziłaś. Bo to sę ważne pytania. widzę masę ludzi w swoim otoczeniu, którzy maja bardzo podobne problemy, tylko je wypychają, lub też idealnie naśladują swoich rodziców, bo nie widzą problemu w ogole. Przyjmują, powielają schemat. Nieświadomie.

                                                    Więc odpowiem. Do mniej więcej wieku dojrzewania byłam dosyć agresywnym dzieckiem.
                                                    Potem, jak pierwszy raz zakochałam się ( i to trwało hen, do 21 roku zycia, potem krotka przerwa, aż poznałam swojego dzisiejszego już ex) nastąpiła radykalna zmiana. Aż z rozumiałam, jak utracilam ojca i dzieki komu, tuż kilka lat przed jego śmiercią (dzieki mamie, nie pozwoliła mi czuć do niego co czuję, tylko narzucała nam swoją jego wizję). Mój ojciec już nie zdążył swojego wnuka zobaczyć, a tak się cieszył, że urodziłam syna. Zdążył tylko obejrzeć zdjęcia, a przedtem jak dzwoniłam do szpitala, zdążył usłyszeć ode mnie, że ma wnuka, chłopaka. Bo u nas byl babiniec na ten czas, mama, trzy siostry i wnuczka. Biedny moj tata był, naprawdę.
                                                    Co do mojego dziewcinstwa, czy ulegałam matce. Własnie , że nie. Jako jedyna. Irytowało mnie to, od zawsze , jak pamiętam, że mam być "przekaźnikiem" między nią i ojcem. Ale ja jestem najmlodszym dzieckiem, więc widziałam, relacje starszych i wnioskowałam.
                                                    Jako nastolatka nie buntowałam się w ogole. Nie wiem 11 lat mialam 13. jakoś tak. siedizałam w domu, miałam swoje pasję, a mama wręcz mnie wypychała z domu, na zasadzie, co siedzisz w tym swoim pokoju, idź dziecko się rozerwij. A ja mialam swoj świat, dobry, przyjazny, mialam raptem dwie bliskie przyjaciółki i to mi wystarczało. Nie musiałam chodzić na dyskoteki i nie chciałam, bo mnie to nie interesowało. Mialam zawsze, do dzis zresztą, bardzo wąski krąg ludzi, z którymi czuje się dobrze, jedna fala, podobna wrażliwość i nie mam potrzeby spełniania marzeń mojej mamy, choć do wszystkich moich znajomych czy bliskich przyjaciół ( czy w przypadku sióstr - to samo) zawsze miala ostre "ale".
                                                    Moja mam nie przepraszala mnie, w każdym razie, ja nie pamiętam. Za to ja swoje dziecko, jak coś zabagnię - przepraszam, tlumacząc, dlaczego tak a nie inaczej wyszło.
                                                    Mam zanizone poczucie własnej wartości. Jednoznacznie.
                                                    Pani, która wylapała moje cv, dziewczyna, młodsza ode mnie o lat co najmniej 10, w zasadzie na siłę mnie wpichnęła obecnemu pracodawcy po czym zadzwoniła do mnie i powiedziała: pierwsze co pani musi zrobić, po podpisaniu papierów, to pójść na kurs podniesienia samooceny wink
                                                    Jasne, że nie poszlam. Nie miałam czasu, jak do tej pory.
                                                    Jest gud. smile
                                                  • polifonia1983 Re: oświadczenie ojca 14.07.11, 00:37
                                                    Maniaszka, dzięki Ci smile To ważne pytania także dla mnie. Mnie traktowano podobnie w dzieciństwie, choć raczej stosowano szantaż emocjonalny, niż milczenie, ale myślę, że uczę sobie radzić ze swoimi zachowaniami, tzn. potrafię przeprosić, nie obrażam się, nie wychodzę, nie milczę. Z samooceną jest gorzej, ale może jeszcze wszystko przed nami.Tego też próbujemy z M nauczyć jego córkę, której sytuacja jest właściwie dokładnym odzwierciedleniem twojego dzieciństwa, i nie wiemy co robić. Jak nauczyć kogoś wiary w siebie i pokazać, że są inne formy komunikacji? tak, żeby nie stracił szacunku do swojej matki i nie zbuntował się całkowicie przeciw niej?
                                                    Gdyby te kilka lat temu, gdy siedziałaś w poczuciu winy w pokoju, a ktoś przyszedł i powiedział, że cię rozumie i chce ci pomóc, co chciałabyś od niego usłyszeć?
                                                  • maniasza Re: oświadczenie ojca 14.07.11, 14:03
                                                    polifonia1983 napisała:

                                                    > Gdyby te kilka lat temu, gdy siedziałaś w poczuciu winy w pokoju, a ktoś przysz
                                                    > edł i powiedział, że cię rozumie i chce ci pomóc, co chciałabyś od niego usłysz
                                                    > eć?

                                                    Nie słowa, a czyny smile

                                                    Co ciekawe, moja mama jest emerytowaną nauczycielką nauczania przedszkolnego. Wiesz, że zawsze, zawsze w oczach rodziców dzieci byla najlepsza? Dzieci w przedzszkolu, potem w domu dziecka pracowała (nie raz zabierała pojedyncze dzieci do nas do domu na noc, oddawala im nasze zabawki, ubrania) - bardzo ją kochali. Od dyrekcji tez dostawała jakies tam nagrody, medale i pochwały, pamiętam.
                                                    Nie raz pamiętam gdzies na ulicy, jak do szkoly chodzilam jeszcze, jak spotykałysmy jakiegoś z rodziców jej bylych wychowankow, ci rodzice prawie rzucały jej sie na szyje, z kolejnymi podziekowaniami, i że tak cieplo wspominają ją, że taka wspaniała itd itp.
                                                    Tym bardziej wiekszy kontrast miałam - że ja (siostry też, i ojciec) w oczach mamy jestem zla, choć wszyscy inni ją kochają, to znaczy coś ze mną nie tak.

                                                    To mi naprawdę nasuwa skojarzenia z tym profesorem - ceniony naukowiec i dydaktyk, a we własnej rodzinie - piekło.
                                          • polifonia1983 Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 21:32
                                            Hej, dziadkowie mojej koleżanki nie odzywają się do siebie od ponad 20 lat, a mieszkają w jednym domu. Jak się jedzie w odwiedziny, to trzeba iść najpierw do jednego, a potem do drugiego, a i tak są zawsze afery o kolejność.
                                            Ciekawe czy pamiętają, o co w ogóle im poszło...

                                            Poza tym, karanie kogoś milczeniem jest obrzydliwe i skrajnie niedojrzałe. Nie mówiąc już o tym, że małe dziecko zrobi absolutnie wszystko, żeby tylko ojciec lub matka zaczęli znów się odzywać, a nierzadko potem samo zaczyna stosować tę metodę, żeby wymusić coś na bliskich.
                              • z_mazur I jeszcze to 13.07.11, 17:14
                                A i matce nikt pedofilii nie zarzucał, ale są dowody na to, że krzywdzi dziecko, podobnie jak mógłby to czynić ojciec pedofil dlatego zrobiłem analogię, której nie skomentowałaś.

                                A co do tak rzewnie komentowanych "metod wychowawczych", które to miałby mieć dramatyczny wpływ na aktualna postawę ojca, to polecam lekturę książek poświęconych opiece nad dzieckiem. Zacząć można choćby od tego linka:

                                www.we-dwoje.pl/dziecko;nie;zasypia;we;wlasnym;lozeczku;-;praktyczne;porady,artykul,533.html
                                Szczególnie krok piąty.
                                • nangaparbat3 Re: I jeszcze to 13.07.11, 20:19
                                  Jestem za bardzo oczytana, żeby wierzyć we wszystko, co jest wydrukowane w tej czy innej książce.
                                  Proponuję:
                                  wysylkowa.pl/ks583019.html
                                  shop.mediarodzina.com.pl/catalogue/book/id/343
                                  Ja raz, owszem, spróbowałam "przeczekać" płacz dziecka. I do dzisiaj jestem wdzięczna mojej mamie, że - chociaż własciwie nigdy nie wtrącała się w to jak wychowuję córkę - wstała od stołu, stanowczym krokiem weszła do pokoju, gdzie darła się dwumiesięczna corka, przyniosła zawiniątko ze sobą. Tak, niemowle krzyczy: zajmij się mną, zainteresuj się mną, weź mnie na ręce, przytul mnie. Domaga się tego i ma rację - wystarczy poczytać o doświadczeniach Harlowa:
                                  Część I: Jedna zastępcza matka zbudowana z drewna pokrytego miękką gąbką i tkaniną frote. Wyposażona w pierś dającą mleko, emitowała ciepło, dzięki żarówce umieszczonej wewnątrz. Druga zastępcza matka wykonana z drucianej siatki, również wyposażona w pierś i ciepła. Te dwie matki umieszczono w osobnych kabinach w sąsiedztwie klatek, w których mieszkały małpie niemowlęta. 8 małpek podzielono losowo na 2 grupy: 1 grupa – małpki karmione przez szmacianą matkę; 2 grupa – pokarm dostarczała druciana matka.

                                  Cel: oddzielenie wpływu karmienia od wpływu kojącego dotyku na zachowanie małp wobec matki.

                                  Część II: Otwarte badanie terenowe. Młode małpki umieszczono w niewielkim , nieznanym im pomieszczeniu, w którym znajdowały się różne przedmioty (koce, drewniane klocki, pojemniki z pokrywkami złożone kartki papieru). Małpy, które wcześniej brały udział w I części eksperymentu zostawiono w tych pomieszczeniach albo z jedną matką (szmacianą), albo z drugą (drucianą), albo bez żadnej.

                                  Cel: Sprawdzenie, w jaki sposób małpki będą badać nową sytuację w obecności matki lub bez niej.

                                  Część III: Kiedy małpki ukończyły 6 miesięcy i przyjmowały już stałe pokarmy rozdzielano je na krótki okres, a potem łączono ponownie.

                                  Cel: sprawdzenie, czy przywiązanie małp do ich zastępczych matek przetrwa ich rozłąkę.

                                  Wyniki:

                                  I część: wszystkie matki wolały małpę szmacianą od drucianej. Zaspokojenie głodu i pragnienia nie miały żadnego wpływu na wybór matki przez małpki. Wykazano natomiast ogromne znaczenie kojącego dotyku w kształtowaniu przywiązania. Wszystkie małpki niemal cały czas spędzały przy szmacianej matce, niezależnie od tego, która miała pokarm. Nawet małpy karmione przez drucianą matkę, gdy tylko się najadły – wracały do szmacianej. Choć obie grupy małp jadły i przybierały na wadze tak samo, „dzieci drucianej matki” miały problemy z trawieniem pokarmu (biegunki) – brak „miękkiej matki” był stresem.

                                  II część: Dostarczyła dodatkowych dowodów na przywiązanie małpek do szmacianej matki. Kiedy małpki natrafiały na coś co je przerażało – uciekały do miękkiej matki. Kiedy zaś zostawały w pomieszczeniu same lub w towarzystwie drucianej matki i coś je przerażało – zastygały przerażone (emocje: płacz, przykucanie, ssanie kciuka).

                                  III część: Po 30 dniowym rozdzieleniu, na widok szmacianej matki małpki przybiegały do niej, wspinały się, przytulały. Były spragnione dotyku.

                                  Omówienie: Wyniki badań przeczą poglądom behawiorystów, iż karmienie jest przyczyną powstawania więzi między matką a dzieckiem. Harlow twierdzi: „podstawową funkcją karmienia, jako zmiennej uczuciowej jest zapewnienie częstego i bliskiego kontaktu między ciałem matki a dziecka”. Kluczem do udanego rodzicielstwa jest bliskość, a nie zdolność kobiety do karmienia, co za tym idzie, mężczyzna może brać udział w wychowaniu dziecka. Wyniki miały duże znaczenie dla ludzi: kwestie związane z przebywaniem dzieci w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, z adopcją, maltretowaniem dzieci.
                                  • maniasza Re: I jeszcze to 13.07.11, 20:38
                                    No. Próbowalam to jakos inaczej ująć we wczesniejszych postach, że nieważne czy matka urodzila, a nie ojciec i nie ważne, kto karmi. Wązny jest kontakt.
                                    A ojcowie najczęściej to błędnie interpetują i i jeszcze chwila, i zaczną wpadać w kompleksy, że nie potrafią urodzić czy karmić piersią. A przecież nie o to chodzi. Chodzi o zwykly kontakt, im mniejsze dziecko, tym wiekszy potrzebny, i więź, ktora przy częstym kontakcie tworzy się samoistnie. I że tego pan profesor nie wie, to aż dziw. Czego oczekiwać w takim razie od przeciętnego robotnika...?
                                    • nangaparbat3 Re: I jeszcze to 13.07.11, 20:48
                                      Wiesz - myślę, że wielu zwykłych robotników jest naprawdę dobrymi ojcami. To nie ma wiele wspólnego z liczbą przeczytanych książek. Albo masz potrzebę tulenia dziecka, albo nie.
                                      • maniasza Re: I jeszcze to 13.07.11, 20:59
                                        nangaparbat3 napisała:

                                        >Albo masz potrzebę tulenia dziecka, albo nie.

                                        Dokładnie. Tyle że rozszerzyłabym bardziej do uwagi poświęconej dziecku, opieki, wykonywania pewnych czynności/obowiazków względem dziecka, nie tylko do samego tulenia. 5 minut na dobę.
                                        • nangaparbat3 Re: I jeszcze to 13.07.11, 21:09
                                          A ja źle się wyraziłam. Albo odruchowo odpowiadasz na wyrażoną przez dziecko potrzebę zajęcia się nim, noszenia, tulenia, patrzenia w oczy i rozmawiania - albo nie. Bo to powinna być potrzeba odpowiedzi na potrzebę małego - a nie wykorzystanie dziecka do zaspokajania własnych potrzeb.
                                          • maniasza Re: I jeszcze to 13.07.11, 21:24
                                            Dokładnie tak smile
                        • maniasza Re: oświadczenie ojca 13.07.11, 20:31
                          z_mazur napisał:

                          > A skąd wiesz, że się pogarsza, a nie poprawia?

                          A skąd wiesz, że nie vice versa? smile


                          > Jak widać dziecko się uśmiecha i nie wygląda na specjalnie nieszczęśliwe.

                          Pedofil tez jak kupi dziecku 5-letniemu pizzę sprawi , że dziecko będzie sie uśmiechać (póki nie wie, że jest pedofilem ten darczyńca).


                          >Jeśli
                          > za tydzień, dwa, jak się sytuacja unormuje, zacznie się widywac z matką, to pr
                          > zecież będzie to lepsza sytuacja nież była tydzień temu, bo będzie dziecko miał
                          > o kontkat z obojgiem rodziców.


                          Jeśli tak sie stanie, ze ojciec, sam z siebie, nie pod wplywem decyzji sadowych, przywiezie dziecko matce, by się z malym zobaczyla, czy spędziła troche czasu, to będę uważać, że nie wszystko stracone.

                          > No tak, ale z matką tylko okazjonalny. Przecież to niepoprawne.

                          To Ty powiedziałeś.
      • obrazo-burca Re: I co wy na to? 14.07.11, 20:09
        A ja wiem, że pani L. to psycholog, w związku z czym wie jak manipulować.
    • pyzz Re: I co wy na to? 20.07.11, 14:29
      Jak na razie seria "obiektywnego i bezstronnego dziennikarstwa" nie podziałała.
      www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,9974372,Sad_oddalil_zazalenie_matki___Piotrus_zostaje_u_ojca.html
      • jarkoni Re: I co wy na to? 13.08.11, 00:45
        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,10105281,Piotrus_juz_miesiac_nie_widzial_matki___To_skandaliczne_.html
        • dziad47 Re: I co wy na to? 13.08.11, 09:17
          Ta sprawa stanowczo za mało nagłośniona, pokazuje jak destrukcyjny jest konflikt roziców dla rozwoju dziecka. Oboje rodziców to dobrze wykształceni ludzie, ale niedobrzy rodzice. Sam jestem w podobnej sytuacji i wiem jak traumatycznym przeżyciem jest uswiadomienie sobie, że nasze dziecko staje sie narzedziem w walce z nami. W tym przypadku matka manipuluje dzieckiem, łamie prawo, krzywdzi świadomie wszystkich. Uważam też, że zadaje ból wszystkim którzy stykaja sie z ta sprawą i maja refleksjie na temat losu dzieci w rozpadających się rodzinach. Napewno w zdrowym społeczństwie "Dulskim" nie dochodziło by do tylu i tak dramatycznych spraw. Bo obawa przed ocena społeczną powstrzymało by wykształconych ludzi przed publicznym rozgrywaniem takich spraw. I NAJWAŻNIEJSZA SPRAWA!!!! GDYBY SĄDY DZIAŁAŁY SPRAWNIE TO TEN KONFLIKT NIE ULEGŁ BY TAKIEJ ESKALACJI. ONA CZEKA NA UKARANIE MĘZA ZA POBICE OD 2008 ROKU. ON CZEKA NA KONTAK Z DZIECKIEM, A CZAS PŁYNIE I NIESZCZĘŚCIE TRWA.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja