puzzle33
07.07.11, 18:13
Jakże czesto ten argument przytaczamy w obronie jednoznacznie złych związków. Błąd, błąd, błąd!!! Dla dobra dziecka rozwiązuje się małżeństwo, aby mały człowiek nie wzrastał w atmosferze napięcia i wrogości. Dziecko patrzy i zyskuje wzory; jeśli pokażemy mu chybiony model małżeństwa, ku takiemu w naturalny sposób będzie ciążyć, to przecież wszystko, co zna. Zabieramy w dużej mierze naszemu kochaniu szansę na pozytywny związek. Będzie przecież bez trudu odnajdował się i w negatywnym (wzór).
Dla dobra dziecka wyjdźcie ze złych związków. Lepszy dom bez jednego rodzica na co dzień niż kostnica emocjonalna, miejsce zakłamania, awantury i drobne złośliwości między rodzicami. Dzieci szybko akceptują, że tatuś nie mieszka z mamusią i nimi. Lepszy niedzielny tato w dobrym humorze, autentycznie zainteresowany dzieckiem, z ochotą i przyjemnością poświęcający mu czas niż tato "z zagryzionymi zębami", aby tylko przetrwać. Dzieci znakomicie wyczuwają wszelki fałsz. Nie da się przed nimi niczego ukryć, choćby nasze wysiłki były nie wiem jak wielkie.
Ja w obronie dzieci