"Dla dobra dziecka"

07.07.11, 18:13
Jakże czesto ten argument przytaczamy w obronie jednoznacznie złych związków. Błąd, błąd, błąd!!! Dla dobra dziecka rozwiązuje się małżeństwo, aby mały człowiek nie wzrastał w atmosferze napięcia i wrogości. Dziecko patrzy i zyskuje wzory; jeśli pokażemy mu chybiony model małżeństwa, ku takiemu w naturalny sposób będzie ciążyć, to przecież wszystko, co zna. Zabieramy w dużej mierze naszemu kochaniu szansę na pozytywny związek. Będzie przecież bez trudu odnajdował się i w negatywnym (wzór).
Dla dobra dziecka wyjdźcie ze złych związków. Lepszy dom bez jednego rodzica na co dzień niż kostnica emocjonalna, miejsce zakłamania, awantury i drobne złośliwości między rodzicami. Dzieci szybko akceptują, że tatuś nie mieszka z mamusią i nimi. Lepszy niedzielny tato w dobrym humorze, autentycznie zainteresowany dzieckiem, z ochotą i przyjemnością poświęcający mu czas niż tato "z zagryzionymi zębami", aby tylko przetrwać. Dzieci znakomicie wyczuwają wszelki fałsz. Nie da się przed nimi niczego ukryć, choćby nasze wysiłki były nie wiem jak wielkie.
Ja w obronie dziecismile
    • altz Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 18:20
      Coś mi się wydaje, że chcesz sobie poradzić ze swoim problemem, kosztem dzieci.
      Ile razy słyszałem argumentację "dla dobra dziecka", gdy to było ewidentne świństwo wobec dziecka.
      Problemy są różne i niejednoznaczne, a tutaj widzę, że się to sprowadza do wojskowego powiedzenia typu "lepiej mieć stosunek z jeżem, niż dwa lata być żołnierzem", a to przecież życie jest, a nie łatwa do uporządkowania wyliczanka.
      Dobry test, to szczerze porozmawiać z dzieckiem i nie manipulować nim.
      • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 18:26
        altz napisał:

        > Coś mi się wydaje, że chcesz sobie poradzić ze swoim problemem, kosztem dzieci.
        Mam mocno dorosłe dzieci. Obrosłam nawet we wnuki.
        • zmeczona100 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 18:32
          big_grin
          Umarłam big_grin
          • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 18:36
            Starszyźnie wstęp wzbroniony?smile))
            • zmeczona100 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 18:45
              big_grin No coś Ty, po prostu strzeliłaś tym gola Altzowi idealnie big_grin
        • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 18:37
          Puzzle, no co Ty? Altz wie lepiej, że masz problem big_grin
          A jeśli chodzi o temat wątku to całkowicie się zgadzam. Też uważam, że lepiej jeśli rodzice mieszkają osobno, ale w dobrej formie niż razem, ale tocząc wojnę.
          Moje dzieci wprost mi powiedziały, że tak jest lepiej bo mają spokojną, zadowoloną z życia mamę a nie kłębek nerw jak to było pod koniec małżeństwa.
          • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 19:11
            Gdzie tylko mam sposobność, krzyczę wielkim głosem: Rozwódźcie się dla dobra dzieci!
            Może ktoś usłyszy i przypadkiem zrozumie?
            • malamelania Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 20:10
              Bardzo śmieszne.
              Usłyszałam. Przeraża mnie taka głupota.
              Zapytaj dzieci z rozbitych rodzin, czy są szczęśliwe z tego powodu. Oprócz tych, którym mocno dała się we znaki przemoc albo alkoholizm w rodzinnym domu - reszta powie NIE.
              Zapewniam Cię, że dziecko, małe i większe, ma w nosie to, czy mamusia w małżeństwie czuje motylki, czy czuje się doceniana i zrozumiana, czy ma udany seks. Dziecko chce mieć dom, w którym są rodzice.
              • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 20:38
                malamelania napisała:

                > D
                > ziecko chce mieć dom, w którym są rodzice.
                Dziecko chce mieć dom, w którym opiekę nad nimi sprawują szczęśliwi ludzie. "Rodzice" to trochę mało, aby stworzyć oddpowiednią atmosferę wychowawczą dla potomstwa.
                • malamelania Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:33
                  puzzle33 napisała:

                  > Dziecko chce mieć dom, w którym opiekę nad nimi sprawują szczęśliwi ludzie.

                  A które KONKRETNE DZIECKO tak powiedziało?
                  Bo dla mnie to jest teoryjka wyssana z palca, dla uspokojenie własnego sumienia.
                  Znam wyłącznie przykłady dzieci, które cierpią i tęsknią, nawet w sytuacjach, kiedy tatuś rzeczywiście nie nadawał się na ojca i partnera. Mówię oczywiście o małych dzieciach, nie o nastolatkach, bo te potrafią krytycznie ocenić rodzica.
                  Nie jestem zwolenniczką utrzymywania związków za wszelką cenę, ale takie postawy jak Twoja bardzo mnie bulwersują. Bo widzę w tym myślenie życzeniowe, a nie prawdziwą troskę o emocje dziecka.
                  • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 07:06
                    Swoją wypowiedź wyprowadzam przede wszystkim z literatury przedmiotu. Jak sądzę, nie ukazuje ona "wyssanej z palca teoryjki", lecz opiera się na KONKRETNYCH badaniach.
                    KONKRETNIE moje dorosłe dzieci stwierdziły, że lepiej byłoby, gdybyśmy żyli bez ich ojca. W wyniku postępowania dla dobra dziecka pozwoliłam na określone straty psychiczne wynikłe z kontaktu z ojcem. Czuję się współwinna. Ex nie pił, nie bił, zarabiał.
                    Uważasz, że dziecko wie najlepiej, co dla niego dobre?
            • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 20:36
              Wiesz, kilka tygodni temu moja córa wygrzebała stare filmy, sprzed 8-10 lat. Oglądaliśmy razem te filmy, śmialiśmy się a ona w pewnym momencie wypaliła do mnie z tekstem cyt. "Mamuś, ale ty strasznie smutna na tych wszystkich filmach jesteś. Wolę cię taką radosną jak teraz".

              W domu jest spokój a to dla dzieci najważniejsze. Po wyprowadzce exa z domu jedyne co dzieci "straciły" to widok jego pleców, gdy siedział całe dnie przy kompie. I jego warczenie i darcie mordy.
              Dzieci też są dużo spokojniejsze i radośniejsze mimo, że w chwili mojego rozstania z ich ojcem były w tym najtrudniejszym wieku.
              Gdybym wiedziała, że dzieci tak dobrze zniosą rozwód, decyzję o rozwodzie podjęłabym wiele lat wcześniej.
              • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 20:43
                mola1971 napisała:

                > Gdybym wiedziała, że dzieci tak dobrze zniosą rozwód, decyzję o rozwodzie podję
                > łabym wiele lat wcześniej.
                Za ów brak wiedzy do dziś się czuję winna. Baa, czasem za zbędną zwłokę obwiniana jestem przez moje dzieci.
                Dla dobra dziecka... Koń by się uśmiał.
                • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 20:51
                  Eee, obwiniać się nie ma sensu. Dzieciom też na to nie pozwalaj.
                  Skąd miałaś wiedzieć, że tak byłoby lepiej? Dopiero gdy coś zrobimy wiemy czy to była dobra decyzja czy zła. Nikt nie rodzi się z doświadczeniem.
                  • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 07:09
                    mola1971 napisała:

                    > Nikt nie rodzi się z doświadczeniem.
                    Nasza świadomość jest też ograniczona przez czasy, w których się kształtuje. 30 lat temu rozwody należały do rzadkości, a domowe zło bywało zamiatane pod dywan. Najczęściej nie umiano mu nadać prawidłowej nazwy.
                    • malamelania Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 08:01
                      30 lat temu był rok 1981, a nie 1881 wink
                      Rozwód był rzeczą normalną, tak jak i teraz. Nie było problemu, aby go uzyskać.
                      Zamiatanie zła pod dywan zdarzało się zawsze, a i dziś ma się dobrze w niektórych rodzinach.
                      Ty naprawę masz dzieci i wnuki? Bo piszesz, jakbyś znała te czasy z filmu.
          • altz Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:15
            > Altz wie lepiej, że masz problem big_grin
            Dla mnie to pytanie jest po prostu skrajnie głupie. Sytuacje są różne i trudno tak powiedzieć, co faktycznie będzie lepsze dla dzieci, a często się utożsamia interesy matek z interesem dziecka, a przecież nie musi tak być.

            > Moje dzieci wprost mi powiedziały, że tak jest lepiej bo mają spokojną, zadowol
            > oną z życia mamę a nie kłębek nerw jak to było pod koniec małżeństwa.
            I powiedziały też, że nie chcą ojca w swoim życiu?
            • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:20
              Ojciec z ich życia sam się wymiksował. Ja za to odpowiedzialności nie ponoszę. Nie mam żadnego wpływu na to jakim jest ojcem, wpływ mam tylko na to jaką matką jestem.
              Pewnie, że wolałyby mieć ojca, ale prawdziwego ojca a nie kogoś kto dał im tylko trochę genów.
              Takie życie, tak bywa. Ważne, że chociaż matkę dobrą mają. Jest masa dzieci, które oboje rodziców mają do kitu (vide wątek o Piotrusiu) a takich dzieci, które oboje rodziców mają dobrych może promil jest.
              • altz Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:26
                Pewno różnie bywa i ja o tym napisałem. Często jest tak, że dzieci mają weselsze życie bez któregoś z rodziców, bo nie muszą się bać, a przecież dziecko każdą kłótnię przyjmuje osobiście.
                Napisałaś o zdjęciach i radości matki. Ja też to widzę u siebie. Po rozwodzie starsza córka się zupełnie nie uśmiecha, a była radosna przedtem.
                • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:32
                  No to u Ciebie jest odwrotnie niż u mnie. Tak bywa.
                  Tyle tylko, że nie jestem pewna tego, że to rozwód jest powodem tego, że Twoja córka mniej się uśmiecha. Może po prostu jej brakuje kontaktu z Tobą? Rozwód z mężem/żoną nie powinien być rozwodem z dziećmi.
                  Tak tylko gdybam bo moje dzieci, podobnie jak ja, o niebo spokojniejsze i radośniejsze są.
                  • altz Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:47
                    > Tyle tylko, że nie jestem pewna tego, że to rozwód jest powodem tego, że Twoja
                    > córka mniej się uśmiecha. Może po prostu jej brakuje kontaktu z Tobą?
                    Rozmawiałem z nią. Brakuje jej mnie, pełnej rodziny również. Nie umie sobie z tym poradzić, tym bardziej, że matka ją okłamywała przed rozwodem, że niewiele się zmieni.

                    > Rozwód z mężem/żoną nie powinien być rozwodem z dziećmi.
                    Ale zazwyczaj tak jest, ktoś ma dziecko, a druga osoba nie ma. Metoda kontaktów zupełnie się nie sprawdza, tylko opieka naprzemienna daje namiastkę prawdziwej rodziny.
                    • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:50
                      Z tego co wiem to zmieniło się diametralnie z powodu Twojej decyzji o wyprowadzce kilkaset km od dzieci. Skąd matka miała wiedzieć, że coś takiego zrobisz?
                      Wiem, że Ty jesteś zwolennikiem metody "wszystko albo nic" - albo opieka naprzemienna, albo odciąć się od dzieci. A zapytałeś dzieci co one myślą? Czy one też wolą byś w takiej sytuacji całkowicie niemal się od nich odciął? Przecież co chwilę kogoś pouczasz, że z dziećmi trzeba rozmawiać i szanować ich zdanie.
                      • altz Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 22:14
                        Rozmawiałem, zawsze rozmawiam.

                        > Z tego co wiem to zmieniło się diametralnie z powodu Twojej decyzji o wyprowadz
                        > ce kilkaset km od dzieci. Skąd matka miała wiedzieć, że coś takiego zrobisz?
                        > Wiem, że Ty jesteś zwolennikiem metody "wszystko albo nic" - albo opieka naprze
                        > mienna, albo odciąć się od dzieci.
                        Diametralnie się zmieniło z powodu naszych decyzji. Ja już Ci pisałem, że ja nie miałem wyboru. Nie było woli współpracy ze strony przeciwnej, a sam byłem w takim stanie, że ciężko o tym mówić.
                        Teraz mam teraz koło siebie dwa silne środki trujące (tak się zdarzyło, w związku z hobby), przedtem nie mogłyby stać, bo bym łyknął, jak nic. Po każdym spotkaniu z dziećmi muszę to odchorować, mam myśli samobójcze, uspokajam się potem z trzy tygodnie. Tego się na da tak kontrolować. Ktoś musi pracować na te biedne dzieci, bo matka sama im nie zapewni podstaw, a ja muszę po to jakoś funkcjonować, albo wybrać drugie wyjście i jednak łyknąć te środki.
                        • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 22:22
                          Łykanie czegokolwiek wybij sobie z głowy. To nie jest żadne rozwiązanie.
                          I przestań obwiniać wszystkich dookoła (w tym również siebie). Rozwód to nie jest koniec świata, dla dzieci również. Staraj się mieć z nimi częstszy kontakt, choćby telefoniczny. Po moich dzieciakach widzę, że im zależy choćby na takim minimum. Pilnuj by dzieci po prostu wiedziały, że o nich nie zapomniałeś.
                    • zmeczona100 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:51
                      altz napisał:


                      > Ale zazwyczaj tak jest, ktoś ma dziecko, a druga osoba nie ma. Metoda kontaktów
                      > zupełnie się nie sprawdza, tylko opieka naprzemienna daje namiastkę prawdziwej
                      > rodziny.

                      jasne, nie ma to jak sobie dorobić teoryjkę, która usprawiedliwi swoje postepowanie.
        • argentusa Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 12:19
          Ja tez smile Cudnie wyszło. szkoda, że ALtz znowu nie załapał.
          • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 12:25
            > Cudnie wyszło
            Może i cudnie, ale głupawo. same emocje, żadnych konkretów. wink
            Ale skąd wziąć, skoro pusto w skorupce? smile
            Tak to się rozmawia z kobietami po przejściach.
      • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 18:35
        altz napisał:

        > Coś mi się wydaje, że chcesz sobie poradzić ze swoim problemem, kosztem dzieci.
        Mój problem polega na tym, że dałam przyzwolenie, aby moje dzieci dorastały w domu bez więzi i pozytywnych uczuć. Moja wina...
        • altz Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:39
          > Mój problem polega na tym, że dałam przyzwolenie, aby moje dzieci dorastały w d
          > omu bez więzi i pozytywnych uczuć.
          Więź można najpierw samemu zepsuć, a potem się odwoływać do braku więzi.
          • zmeczona100 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:42
            No widzisz, puzzle, co nie napiszesz, to i tak to będzie uznane za Twoją winę big_grin

            Altz, Twoja ex to dopiero ma teraz zycie...
            • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:46
              Z kimś podobnym się rozwiodłam. Wszystko było moją winą big_grin A ja GC całe lata w to wierzyłam uncertain Dobrze, że mi przeszło.
              • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 07:30
                mola1971 napisała:

                > Z kimś podobnym się rozwiodłam.
                Ja także, stąd z Altzem czuję się jak w rodziniesmile))
                • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 09:49
                  Nie rozumiem o co Wam chodzi.
                  Ja nikomu nie sugeruję, tylko napisałem, że może być taka sytuacja, zresztą zazwyczaj są pomieszane sytuacje, trochę tego, trochę tamtego i nie jest to takie proste, że jest jeden "winny".
                  Poza tym myślę, że stosujecie spychologię. Już o tym pisałem kiedyś.
                  Jeśli coś nie pasuje, to wystarczy to wyśmiać i już się ma lepszy nastrój. Albo stwierdzić, że ktoś nam chce udowodnić winę na siłę, albo zmienić towarzystwo na potakiwaczy.
                  Tutaj ładnie przeplatają się wszystkie metody. wink
            • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 07:19
              zmeczona100 napisała:

              > No widzisz, puzzle, co nie napiszesz, to i tak to będzie uznane za Twoją winę :
              > D
              Przywykłamsmile))
          • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:44
            Altz, czy Ty czerpiesz jakąś sadystyczną satysfakcję z wpędzania ludzi w poczucie winy?
            Ciągle kogoś się czepiasz i mu wciskasz, że to jego wina. Nie przyszło Ci do głowy, że ludzie po prostu popełniają błędy? Bo są niedoskonali. No, poza Tobą rzecz jasna big_grin Ekspercie od wszystkiego tongue_out Czyli od niczego.
            • zmeczona100 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:47
              Mola... wink

              > Altz, czy Ty czerpiesz jakąś sadystyczną satysfakcję z wpędzania ludzi w poczuc
              > ie winy?

              Idę o zakład, że to własnie jego metoda na życie. Tzn. wpędzanie w poczucie winy. I daję sobie uciąć rękę, jesli nie ma pojęcia, co w tym niewłaściwego.
              • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:53
                Gdyby miał pojęcie, że nie tędy droga to pewnie by tego nie robił.
                Ale za stary już chyba jest na reformę. Zresztą najpierw musiałby sam zrozumieć, że to zdrowe nie jest.
                W każdym razie ja w realu takich ludzi szerokim łukiem omijam.
              • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 07:33
                zmeczona100 napisała:

                > Idę o zakład, że to własnie jego metoda na życie. Tzn. wpędzanie w poczucie win
                > y.
                Klasyka manipulacji, jedno z narzędzi przemocy psychicznej. Kroczek dalej mamy przerzucanie własnej winy na wszystkich wokół.
            • altz Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 21:57
              > czy Ty czerpiesz jakąś sadystyczną satysfakcję z wpędzania ludzi w poczucie winy?
              Nie o to mi chodzi. Ja uważam, że porażka to jest porażka zawsze obu stron i nic nie jest takie czarno-białe, chociaż zdaję sobie sprawę, wina nie musi być rozłożona po równo. Czasami ktoś się pyta: "po co wzięłaś sobie taką patologię" i na takie pytanie jest tylko gniew. Ale to jest dobre pytanie i jednak jest w tym jakaś wina, dzieci byłyby jednak szczęśliwsze, gdyby miały oboje rodziców, którzy mogliby się i posprzeczać czasami, w końcu niech też zobaczą, że nie zawsze jest wspólne zdanie.

              A takie chełpienie się swoją porażką i usprawiedliwianie się na siłę jest dla mnie obrzydliwe.
              To tak, jakby nad martwą babcią ktoś zaproponował: "Umarła, to może zjemy wątróbkę?"
              Jeśli ktoś nabroił, niech najlepiej zamilczy.
              • mola1971 Re: "Dla dobra dziecka" 07.07.11, 22:03
                No to Jarkoni powinien to forum zamknąć skoro milczeć mają ci, którzy nabroili. Bo takich, którzy nigdy niczego nie zepsuli tutaj nie ma. Zresztą nie tylko tutaj, człowiek to z natury istota omylna.
                Niemniej ja nie widzę powodu by wpędzać w poczucie winy ludzi tylko za, że są ludźmi i popełniają błędy.
          • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 07:18
            altz napisał:

            > > Mój problem polega na tym, że dałam przyzwolenie, aby moje dzieci dorasta
            > ły w d
            > > omu bez więzi i pozytywnych uczuć.
            > Więź można najpierw samemu zepsuć, a potem się odwoływać do braku więzi.
            Tak też konsekwentnie czyniłam przez ćwierć wiekuwink
            • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 09:54
              Wiesz, czym się różnimy?
              Ja wiem, że sam też nie jestem bez winy i mocno nad tym zastanawiam.
              Ty wiesz, że jesteś bez winy super i hiper, niedoścignione dzieło pracy psychologów. smile
              • argentusa Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 12:24
                Mój problem polega na tym, że dałam przyzwolenie, aby moje dzieci dorastały w d
                > omu bez

                a to co? ... oj Altz, antydepresanty i leczenie. Na powaznie smile
                Najlepszego.
                Ar.
                • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 12:28
                  argentusa napisała:
                  > antydepresanty i leczenie. Na powaznie smile
                  Też brałem, ale dałem sobie spokój z lekami, bo to tylko tymczasowe rozwiązanie.
                  Wolę metodę klina. wink
                  • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 13:14
                    altz napisał:

                    > Wolę metodę klina. wink
                    Kto klinuje, ten nie trzeźwiejesmile
                • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 13:13
                  Przeczołgałam się ładnie, jeszcze do dziś goją mi się łokcie i kolana.
              • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 13:11
                altz napisał:

                > Ja wiem, że sam też nie jestem bez winy i mocno nad tym zastanawiam.
                > Ty wiesz, że jesteś bez winy super i hiper, niedoścignione dzieło pracy psychol
                > ogów. smile
                Skąd wiesz, co ja wiem?
                Dlaczego nie potraktujesz mnie jako oryginalną, twórczą jednostkę, lecz bierzesz mnie za efekty usiłowań psychologów? Aż tak mi głupio z oczu patrzy?smile
    • halinn Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 21:30
      Dzieckiem rodziców którzy się nie rozwiedli a całe życie się nad sobą wzajemnie znęcali emocjonalnie. Matka typ ofiary i kłótnicy, ojciec despota nie okazujący czułości rozkazujący i uciekający z domu do pracy, 6 dzieci z zimnego chowu zaprzężonych w kieracie domowych obowiązków od najmłodszych lat. Wszyscy zaprawieni w nienawiści i pogardzie.
      Teraz, po latach, role rodziców się odwróciły: ojciec miły szukający bliższych kontaktów, matka sfrustrowana poniewierająca nim przy byle okazji by się zemścić za swoje ciężkie lata.
      A dzieci?
      Czworo wyjechało do innych miejscowości. Praca, studia, radzą sobie. Dwoje zostało przy rodzicach i... piją nałogowo, w tym jeden od swoich nastoletnich lat a rodzice nadal się kłócą nad nim : ojciec gnoi pijanego a matka broni i karmi.
      Tylko jedna osoba założyła rodzinę i jest w małżeństwie. Tylko jednego wnuka dali dziadkom i więcej nie będzie.
      Pozostała trójka jest samotna, nie umie nawiązać albo utrzymać związku. Pojawiły się też choroby związane z reakcją organizmu na nadmierny stres. Całe dziecinstwo to był strach, że znowu rodzice będą się kłócić, albo ból że matka płacze, albo udawanie w panice że coś się robi żeby ojciec nie wytykał że się siedzi bezczynnie, poczucie odrzucenia gdy utyrana matka warknęła "co za szmaty na siebie znowu ubrałaś", albo wstyd gdy matka przy dzieciach opowiadała okropne rzeczy o ojcu do swoich znajomych. Opowiadała, a nic nie zmieniała w swoim podległym mu zachowaniu, jedynie głośniejsze awantury robiła.

      Dzieci. Wszyscy są już powyżej 40tki i mimo inteligencji, potencjału, pracowitości nie są w stanie się wybić ani finansowo ani życiowo. Szklany sufit od którego się odbijają bo niskie poczucie wartości wpojone w dzieciństwie ciągnie w dół. Tylko ktoś z zewnątrz mógłby dać nową energię, ale nieumiejętność nawiązywania kontaktów i chory przykład relacji z domu dołuje potwornie. Dziewczyny zaliczyły bycie kochankami żonatych mężczyzn, opiekuńczość starszych panów i kłamliwe komplementy wzięły za miłość, do tego trauma złego małżeństwa rodziców i przekonanie że w małżeństwie bywa źle i zapewne taki pan potrzebuje ratunku ze złego związku pozwalały mu wierzyć. Zakochanych normalnych chłopaków odpychały. Albo uciekały gdy pojawiała się perspektywa małżeństwa w naturalnym czasie gdy wszyscy znajomi się pobierali. Kojarzyło się ono tylko i wyłącznie z przymusem, niewolnictwem, wyzyskiem, bólem, kieratem obowiązków, końcem szczęśliwego życia.
      Pierwsze 30 lat życia zmagałam się ze skutkami emocjonalnymi tego jak rodzice się traktowali. Nie mieszkając z nimi i tak miałam sporo szczęścia i szansę na spojrzenie z boku a zainteresowanie psychologią pozwoliło mi na pochłonięcie stert książek na te tematy i rozłożyć to na czynniki pierwsze. Związek z mężczyzną z podobnej rodziny, nakręcająca się spirala kłótni, ucieczka z tego związku gdy zobaczyłam swoją przyszłość i gdy uświadomiłam sobie że ciągnęło mnie do kogoś kto nosi w sobie podobny rodzinny syf i z którym mogę go powielać.
      Cóż. Rodzina wielodzietna. Pokolenie później jeden wnuk. Dla dobra dzieci było zapewne to małżeństwo..

      • zmeczona100 Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 21:33
        O matko sad
        Słów mi brakuje sad
        • halinn Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 21:52
          Najśmieszniejsze, że moi rodzice pojedynczo to fajni ludzie. Z SOBĄ stworzyli chory związek. Możliwe, że gdyby trafili na inne osoby jako partnerów, mądrzejszych, wspierających, ukształtowanych.. to mogli mieć inne, szczesliwe życie. A z nimi dzieci. Poprzednie pokolenie żyło w przekonaniu, że rozwód absolutnie nie wchodzi w grę a antykoncepcja jest złem. I skutki są jakie są.
          • mola1971 Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 21:56
            To takie pokolenie i rzadko która rodzina wyglądała inaczej.
            Moja też wiele lepsza nie była.
          • malamelania Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 22:16
            >Matka typ ofiary i kłótnicy, ojciec despota nie okazujący czułości rozkazujący i uciekający z domu do pracy, 6 dzieci z zimnego chowu zaprzężonych w kieracie domowych obowiązków od najmłodszych lat. Wszyscy zaprawieni w nienawiści i pogardzie.

            >crying...) matka warknęła "co za szmaty na siebie znowu ubrałaś",

            Naprawdę wierzysz, że są fajni?
            Że matka byłaby ciepła, życzliwa i kochająca, gdyby nie nieudane małżeństwo?
            A nie myślałaś, że nieudane małżeństwo może być skutkiem, a nie przyczyną?
            Nie każda kobieta z automatu staje się wredna wobec własnego dziecka tylko dlatego, ze nie wiedzie jej się w związku.

            • altz Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 22:25
              > Naprawdę wierzysz, że są fajni?
              Ja się też nad tym zastanawiam. Czym dłużej żyję, tym się bardziej utwierdzam, że matka bywa cichą sprężyną do takich rozrób, człowiekiem z cienia sterującym rozgrywkami, a zachowuje się lepiej, przede wszystkim, że tak trzeba.
            • halinn Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 22:32
              Zrób sobie szóstkę dzieci, pierz pieluchy ręcznie, gotuj wszystkim śniadania,obiady,kolacje, sprzątaj, myj, szyj ubrania, kup 6 hektarów i uprawiaj własnymi rękami, hoduj zwierzaki bo jak nie nakarmisz to zdechną i nie będziesz mieć co do garnka wrzucić, nie miej pracy bo ktoś musi pracować w domu i przy dzieciach, bądź zależna od pensji męża która wystarcza na pół miesiąca, wysłuchaj jak ci wytyka że jesteś niegospodarna, jak potrzebujesz pieniędzy na coś to złap kurę z podwórka zabij ją, oskub, wypatrosz i idź najlepiej piechotą 6 km dalej próbować ją sprzedać na targu, wróc taszcząc w rękach reklamówy jedzenia dla wrzeszczących słodkich bachorków, wieczorem zrób im skaretki na drutach, pomóż przy zadaniach, dopilnuj, jak wreszcie pójdą spać to zaczyń chleb i koło północy upiecz go spokojnie kiedy dzieci nie latają, to nic że ze zmęczenia zasypiasz na stole, gdy dowleczesz się do łóżka nie mając siły się nawet umyć, odpraw jeszcze seks z mężem bo on ma potrzeby a to mąż i tak trzeba.
              Jak już zrobisz to powyżej po raz tysięczny ósmy, to gwarantuję, że rano obudzisz się rześka jak skowronek i słodkimi słowami będziesz obdarzać wszystkich wokoło.
              A póki co - zamilcz bo figę wiesz o życiu.
              • altz Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 22:49
                > Zrób sobie szóstkę dzieci
                Sama ma sobie zrobić? I tak na raz? smile

                Rozumiem Twój gniew na całą sytuację, ale musisz się w końcu zdecydować czy matka była fajna czy raczej nie, a może czasami fajna, a często zapracowana? U mnie to taki typ "tygrysa zabić, a skóry nie zepsuć", takie intrygi i złośliwostki słabo skrywane, ale jest jak jest, rodziców się nie wybiera. Rozmawiałem nie raz z siostrą na ten temat i oboje dochodzimy do wniosku, że u nas oboje rodzice są siebie warci, chociaż pierwsza ocena może bardzo mylić.
                A za siłę walki u Twoją mamę szczerze podziwiam.
                • halinn Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 23:17
                  Oboje rodzice mają w sobie dobre i złe cechy. Dobrali się tak, że podkreślali w sobie te złe. Matka ciepła, naiwna, kumulująca w sobie żale. Zero chwalenia, szczególnie po stronie ojca, a tylko negatywna stymulacja, krytyka, wyśmiewanie, poniżanie i rozkazy zamiast rozmowy w dłuższym okresie czasu skażą każdego. Coś pozwoliło by to zaistniało. Przypuszczm że DDA mamy.
                  Zrozumiałam w którymś z kolei związku jak różnie może być w zależności od tego, jak człowiek jest bardzo rozwinięty w umiejętności rozmowy, otwartego kontaktu, chwaleniu, zauważaniu potrzeb drugiego człowieka, drobiazgach pamięci o tym drugim... Niebo a ziemia. Kwitniesz, po prostu kwitniesz gdy dostajesz pozytywy a nie stałą negację. I możesz słońce nieść dalej albo przynajmniej swoje kompleksy zaleczyć i poczuć spokój.

                  Moja rodzina to oskarżenie społeczeństwa, chorego pojęcia małżeństwa "jesteś żoną/mężem masz znosić wszystko aż do śmierci" dość głęboko wpojonego w umysły poprzedniego pokolenia. Teraz to mamy labę, środki pomocowe, psycholodzy w każdej gminie, rozwód nie jest niczym nadzwyczajnym, małżeństwo nie jest więzieniem, przemoc jest nazwana po imieniu. Wtedy, ze złego związku nie było dokąd uciec- presja otoczenia i zero wsparcia nawet w najbliższej rodzinie.

                  Za to wnuk będzie bogatym człowiekiem, odziedziczy majątki po całej szóstce cioć i wujkówwink
              • malamelania Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 23:15
                Zdecyduj się - matka była nieszczęśliwa z powodu ciężkich warunków życia, czy przez ojca?
                Jeśli to pierwsze, to w czym miałby jej pomóc rozwód i jak to się ma do tematu wątku?
                • halinn Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 23:30
                  dziecię. idź już spać. albo jakąś książkę przeczytaj. a potem drugą. bo na razie to jak z gęsiami na wsi...
                  • malamelania Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 08:04
                    Ty przeczytałaś dużo, i co Ci z tego przyszło....
                    Jedziesz stereotypami i piszesz egzaltowane pierdoły o oskarżaniu społeczeństwa, zamiast sensownie zanalizować patologie we własnej rodzinie.
          • altz Re: Jestem takim dzieckiem 07.07.11, 22:22
            Moja była podobna, coś się udało, nikt pijany nie chodzi, ale to przez to, że jako rodzeństwo wspieraliśmy się bardzo.
            Sam się wiele razy zastanawiałem, co by było, gdyby rodzice się rozwiedli. Czy byłoby lepiej?
            I nadal nie wiem.

            U Ciebie z kim mielibyście zostać? Z matką? Z ojcem? Oboje siebie warci i dlatego taki trudny wybór. Gdyby się rozeszli, to nie wiem, czy by się ten rodzic nie odwróciło przeciwko Wam? Może by z Wami walczył, jak z partnerem w związku? Może za jakiś czas by się ta agresja wygasiła? Może by wszedł w związek z następnym takim partnerem? Trudne pytania bez odpowiedzi.
      • kasper254 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 04:52
        1.No, cóż, halinn, tyle książek z psychologii przeczytałaś, a jednak - jak się wydaje - niewielki to miało wpływ (bez urazy) na "inteligencję, potencjał, pracowitość". Na stawanie się człowieka ma wpływ wiele przyczyn, a nie tylko te - o charakterze rodzinnym. Jak będziesz umierać, to też o to będziesz oskarżać rodziców.
        2. Puzzle dba o dzieci i rozpoczyna krucjatę w sprawie masowych rozwodów, gdy brak np. szczęścia. Gdyby poczytała te partie polityki społecznej, kryminologii, wiktymologii, socjologii, które traktują o rodzinie, to byłaby bardziej wstrzęmiężliwa w sądach - ostatecznych. Tam wybija się na czoło następująca myśl: rozwód jest jedną z patologii; dopuszcza się się go tylko w krańcowych sytuacjach (np. przemoc, alkoholizm itd.), a dla dziecka ważna jest raczej zła rodzina niż żadna.
        • puzzle33 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 08:06
          kasper254 napisał:

          > 2. Puzzle dba o dzieci i rozpoczyna krucjatę w sprawie masowych rozwodów, gdy b
          > rak np. szczęścia.
          Zacytuj moje słowa, zinterpretowane powyżej.

          > Gdyby poczytała te partie polityki społecznej, kryminologii,
          > wiktymologii, socjologii, które traktują o rodzinie, to byłaby bardziej wstrzę
          > miężliwa w sądach - ostatecznych.
          ...chwila, moment...

          > Tam wybija się na czoło następująca myśl: roz
          > wód jest jedną z patologii; dopuszcza się się go tylko w krańcowych sytuacjach
          > (np. przemoc, alkoholizm itd.), a dla dziecka ważna jest raczej zła rodzina niż
          > żadna.
          1. Dlaczego zatem rozwód otrzymuje się na ogół bez większych trudności? Czy sędziowie rodzinni też nie doczytali?
          2. Lubię być pouczanasmile
          • kasper254 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 14:04
            1.Puzzle, bądź konsekwentna. Sama piszesz, że opiekę nad dzieckiem powinni sprawować szczęśliwi ludzie. Pomijam już ten lapsus: "szczęśliwi". Co to znaczy?
            2. Żyjemyw jakby w obłędnym markecie. Wszystko jest na sprzedaż, w tym i my sami. Patologia jest dysfunkcją, miłość - uzależnieniem, nowoczesność jest już po-nowoczesnością (to tautologia prof. Z. Baumana), a rozwód - dla dobra dzieci. Wolałbym, puzzle, abyś krzyczała:" bądźcie, najlepiej, jak umiecie - wobec siebie - dla dzieci.
            3. Widzisz, mola, w różnych naukach wyróżnia się kilka modeli rodzin, ale podstawą jest ta - pełna: z obogiem rodziców i co najmniej jedynym dzieckiem. Szanuję twoją rodzinę, ciebie i twoje dzieci. Jesteście obciążeni skazą (podobnie jak ja i moja rodzina) i nikt i nic na to nie poradzi. Nigdy dzadkowie wspólnie nie zabiorą dzieci i wnuków, nie pokażą im świata itd., nie usiąda przy jednym stole itd. Są o coś/procesy/zdarzenia/kogoś/emocje - ubożsi. I koniec.
            • mola1971 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 14:37
              Kasper, oczywiście, że lepiej byłoby gdyby dzieci miały oboje rodziców razem, ale czasem tak się nie da. Również ze względu na dzieci lepiej jeśli rodzice są osobno.
              Czasem patologią jest samo małżeństwo i wtedy rozwód jest wyjściem z patologii.
              To są bardzo skomplikowane sprawy i wszystkich przypadków nie można wrzucać do jednego worka. Jeśli już to należy rozpatrywać każdą rozwód indywidualnie. Co zapewne większość z nas uczyniła. Pewnie większość z nas wie czy jego/jej rozwód to patologia czy wręcz przeciwnie.
              Masz święte prawo uważać, że Twój rozwód był patologią. To Twoja sprawa. Natomiast w moim przypadku patologią było małżeństwo a nie rozwód.

              Co do dziadków... Wiesz, najlepszym dziadkiem jakiego znam jest przyjaciel mojego ojca. Jest wspaniałym dziadkiem dla córki swojego pasierba. Wcześniej był doskonałym ojczymem.
              Zatem jak pokazuje ten przykład rozwód rodziców nie musi pozbawiać dzieci i wnuków ojca i dziadka. Ojcem dla dzieci (a później dziadkiem dla wnuków) może być partner matki. W przypadku, gdy ojciec biologiczny rozwodząc się z żoną również rozwodzi się z dziećmi (a to dopiero jest patologią) tak często bywa.
        • wersja_robocza Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 08:22
          kasper254 napisał:

          > Tam wybija się na czoło następująca myśl: roz
          > wód jest jedną z patologii; dopuszcza się się go tylko w krańcowych sytuacjach
          > (np. przemoc, alkoholizm itd.), a dla dziecka ważna jest raczej zła rodzina niż
          > żadna.

          Nie nazywaj patologią dysfunkcji. Dla dziecka ważne jest mieć blisko oboje rodziców, zainteresowanych, zaangażowanych i czułych. Niekoniecznie mieszkających pod jednym dachem dwoje obojętnych sobie ludzi.
        • mola1971 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 09:21
          Zdziwiłabym się gdybyś się w tym wątku nie wypowiedział big_grin
          Oczywiście, że dla dziecka ważna jest rodzina, ale rodzina nie zawsze oznacza ojca i matkę pod jednym dachem. Moje dzieci nie mają pod jednym dachem ojca, ale mają siebie nawzajem, mnie, babcię, dziadka, trzy koty i psa. I śmiem twierdzić, że mają bardzo szczęśliwą i dobrą rodzinę.
          Zatem nie identyfikuj rodziny z obecnością obojga rodziców.
          • altz Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 09:57
            > Moje dzieci nie mają pod jednym dachem ojca, ale
            > mają siebie nawzajem, mnie, babcię, dziadka, trzy koty i psa. I śmiem twierdzi
            > ć, że mają bardzo szczęśliwą i dobrą rodzinę.
            Niektórzy mają tylko babcię i dziadka i mają pewno jeszcze lepiej?
            Inni mają już tylko koty i psa i ci mają najlepiej? sad
            • mola1971 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 10:15
              Altz, przeczytaj uważnie co napisał Kasper a potem moją odpowiedź na jego post. Może wtedy coś zrozumiesz i przestaniesz wyskakiwać z takimi durnymi wnioskami.
              Choć czasem rzeczywiście mniej znaczy więcej i bywa tak, że dziecko jest szczęśliwsze tylko z babcią i dziadkiem niż było z rodzicami. Tyle tylko, że ja pisałam o konkretnej, mojej rodzinie. A u mnie dzieci są szczęśliwe w takiej a nie innej rodzinie. Dużo szczęśliwsze niż gdy ich ojciec z nami mieszkał.
              • altz Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 10:36
                Przeczytałem jedno i drugie.
                Przeczytałem też informacje na temat konsekwencji rozwodów w postaci patologii.
                Dla mnie rozwód ze znudzenia jest dopuszczalny w wieku dzieci około 13 lat.
                Już są jakoś ukształtowane i nie zrobi im to tak wielkiej krzywdy, jak małym dzieciom.

                Napisałem o minimalizowaniu rodziny, bo tutaj wręcz przebija uwielbienie dla rodzin zdemontowanych. Dla mnie podejście "rozwiodłam się, bo nie dawałam rady" jest uczciwe, a podejście "rozwiodłam się i dzieci są szczęśliwe i radosne, prosiły mnie jeszcze w wodach płodowych, żebym się rozstała z mężem, a ja głupia nie wierzyłam w mądrość dzieci" jest dla mnie infantylne.
                • mola1971 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 10:44
                  altz napisał:
                  "rozwiodłam się i dzieci są szczęśliwe i radosne, pros
                  > iły mnie jeszcze w wodach płodowych, żebym się rozstała z mężem, a ja głupia ni
                  > e wierzyłam w mądrość dzieci" jest dla mnie infantylne.

                  A gdzie coś takiego wyczytałeś?
                  • altz Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 10:49
                    Nie przeczytałem fakt. Powinienem napisać, że wypowiedź w stylu... Ale nie napisałem, kto konkretnie tak powiedział. Nie miałem zamiaru nikogo wprowadzać w błąd.
                    Puzzle33 mają taki sposób widzenia świata.
                    • mola1971 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 10:52
                      Altz, Puzzle to dojrzała i mądra kobieta, mama i babcia. Ostatnią rzeczą jaką można jej zarzucić jest infantylizm. Przeczytaj dokładnie co w tym wątku napisała, bez swojej nadinterpretacji.
                      • altz Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 10:58
                        Aksjomat pierwszy:
                        > Puzzle to dojrzała i mądra kobieta, mama i babcia.
                        A jest jakiś drugi? wink

                        Koniec tematu, jak dla mnie.
                    • puzzle33 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 13:21
                      altz napisał:

                      > Puzzle33 mają taki sposób widzenia świata.
                      Między oryginalnymi puzzlami33 a Twoim ich złożeniem istniej ogromna różnica. Mijałoby się z celem wskazywanie, z czego to wynika i do czego prowadzi. W każdym razie są 2 bardzo różne obrazki.
        • noname2002 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 09:24
          Tam wybija się na czoło następująca myśl: roz
          > wód jest jedną z patologii; dopuszcza się się go tylko w krańcowych sytuacjach
          > (np. przemoc, alkoholizm itd.), a dla dziecka ważna jest raczej zła rodzina niż
          > żadna.
          Jakby tak iść tym tropem to Twoja nowa rodzina nie jest rodziną, bo liczy się tylko ta pierwsza, przedrozwodowa.
          Nie mówiąc już o 3/4 osób z tego forum,matka/ojciec i dziecko/dzieci, to co to jest(poza tym oczywiście, że to głęboka patologia), no bo rodziną nie są?
      • kic-anty Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 11:46
        Obwinianie społeczeństwa o to, że wychowałaś się w ewidentnie patologicznej rodzinie jest moim zdaniem grubą przesadą. Zawsze bawi mnie takie użalanie się nad sobą. Gdyby nie zła mama i zły tata to ho ho! Kim bym to nie został /a. Jestem z tego samego pokolenia co i ty i daleko nie muszę szukać- mój ojciec wychował się w domu dziecka ( na pewno miał znakomite wzorce), a uzyskał co najmniej znakomite wykształcenie itd.

        Znam zbyt wiele przykładów kumpli z polibudy, którzy mając kompletnie porąbane układy rodzinne (DDA, DDD) sobie znakomicie radzili, nie dostając przy tym ani grosza z domu.


        > Czworo wyjechało do innych miejscowości. Praca, studia, radzą sobie.

        i dalej

        > Dzieci. Wszyscy są już powyżej 40tki i mimo inteligencji, potencjału, pracowit
        > ości nie są w stanie się wybić ani finansowo ani życiowo.

        No to jak to jest, radzą sobie czy sobie nie radzą.


        Od znajomej psycholog słyszałem, że człowiek naprawdę inteligentny poradzi sobie w każdych warunkach. Czy to nie jest tak, że bardzo wiele zależy od nas samych? Mimo, że mam wrażenie, że charakter dziedziczymy w genach.
        • puzzle33 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 13:28
          Sukcesu życiowego nie utożsamiałabym z miarą dochodów. Radzenie sobie w życiu to także umiejętność bezkolizyjnego wchodzenia w różne role społeczne i wypełnianie ich, jak długo jest to potrzebne ku satysfakcji swojej i innych.
          Ciekawe z jakiej definicji inteligencji wychodziła znana Ci psycholog? Jeśli z poznawczo-behawioralnej, trudno się z nią nie zgodzić.
          • kic-anty Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 14:57

            > Ciekawe z jakiej definicji inteligencji wychodziła znana Ci psycholog? Jeśli z
            > poznawczo-behawioralnej, trudno się z nią nie zgodzić.

            Nie mam pojecia z jakiej. Nigdy nie interesowalem sie psychologia. W kazdym razie ja wychodze z nast. definicji psychologii

            ,,Inteligencja to zdolność rozwiązywania problemów,, .

            > Sukcesu życiowego nie utożsamiałabym z miarą dochodów.

            A ja tak. Bylem zmuszony szukac pracy za granica, aby uzyskiwac jakiekolwiek dochody.

            Przepraszam za brak polskich liter
            • puzzle33 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 15:17
              Często życie bawi się z nami, wtłaczając w zaprogramowany labirynt. Zgodzę się z Tobą, że znalezienie wyjścia jest przejawem inteligencji.
              • kic-anty Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 16:01
                > Często życie bawi się z nami, wtłaczając w zaprogramowany labirynt


                Jedyny czynnik, na który mamy dość ograniczony wpływ, to jest zdrowie. Cała reszta to wypadkowa naszych decyzji. Nie warto i nie wolno się poddawać.

                Czyli nie do końca się z Tobą zgadzam.

                Pozdrawiam i życzę więcej radości w życiu
                • puzzle33 Re: Jestem takim dzieckiem 08.07.11, 18:30
                  kic-anty napisał:

                  > Jedyny czynnik, na który mamy dość ograniczony wpływ, to jest zdrowie.
                  Trochę sie mylisz; większość chorób somatycznych ma podłoże w psychicznych niedomogach. Nad psyche jako tako jesteśmy w stanie zapanować.
                  Tak więc życzę niezachwianej pogody duchasmile
    • fikcyjne-konto Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 10:44
      Dzieci znajomych- rozwiedzionych nie są szczęśliwe, że rodzice się rozwiedli bo woleli by mieć pełną rodzinę (naturalne dążenie), ale są szczęśliwsze, bardziej zadbane i rozwijają się dużo lepiej niż w czasie gdy rodzice żyli pod jednym dachem i tracili energię na kłótnie z sobą. Gdyby jeszcze ojcowie zechcieli utrzymywać z nimi kontakt i interesować się..to by było wszystko ok. Niestety w większości przypadków po rozwodzie ojcowie rozwiedli się też z dziećmi i tego ojca im brak. Ale nie dlatego że był rozwód lecz dlatego że ojciec olał starą rodzinę łącznie z dziećmi.
      • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 10:57
        A co miał robić? Zamieszkać z byłą żoną po rozwodzie? Dobudować sobie obok dom?
        Czy może spotykać się raz na jakiś czas, żeby pooglądać dzieci i pogawędzić przyjemnie?
        Widać na forum, że duża grupa pań nie chce opieki naprzemiennej, nie chce częstych wizyt ojca u dzieci, a chce, żeby ojciec był w życiu dzieci stale.
        Tak się nie da zrobić, to tak jak z ciastkiem (zjeść i mieć). Musiałyby "właścicielki" najpierw same przemyśleć, co by chciały dzieci, co by chciały matki, co ojcowie i jak to tak zrobić, żeby wszyscy byli pogodzeni, a jednocześnie były pieniądze na utrzymanie wszystkich. Trudna sprawa z tym myśleniem, jeśli się wszystkich nie lubi, oprócz siebie.
        Opieka na godziny się nie sprawdza zupełnie, w końcu następuje rozluźnienie więzi, jak w małżeństwie na odległość, potrzeba dużej mądrości, żeby wszystko poukładać, a wiadomo, że mądrość, to towar deficytowy.
        • fikcyjne-konto Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 11:17
          Znowu coś wymyślasz. Nie tracić kontaktu to nie tylko wyrywać dziecko matce albo dyktować jej jak ona ma się dzieckiem zajmować i kontrolować czy wykonuje polecenia.
          Co to za ojciec, który dzwoni do dziecka raz na rok i alimentow nie płaci? Nie można raz na tydzień zadzwonić mając do dziecka otwarty dostęp? A jak jest w okolicy to zabrac na lody? Nie można się umówić na wspólne zakupy i widywać często gdy się mieszka od siebie kilkaset metrów dalej? Widać nie można. Choć matka prosi wielokrotnie przychodź lub weź dzieci bo dzieci czekają na ciebie. Widać on nie ma takiej potrzeby albo uznał, że jego to zbyt męczy. (dość częste "ja cierpię widząc że żona jest szczęśliwa beze mnie więc nie będę odwiedzał dzieci" ).
          Nie ma miejsca w swoim życiu dla dziecka, które "automatem" nie jest w jednym z nim mieszkaniu.
          Tu niestety pokutuje wychowanie, w wielu przypadkach ojciec w domu z dziećmi jest. Ale w niewielkim stopniu tym dzieckiem się aktywnie zajmuje w codziennych sprawach bo to jest działka całkiem chętnie oddana matce. Po rozwodzie ojciec zwyczajnie nie umie się zachowac w stosunku do dziecka, męczy go to, nie wie o czym rozmawiać, nie umie stworzyć z dzieckiem ich własnego świat, w którym już bez obecności przy nich matki będą oboje zacieśniac więzi. Mało ludzi jest mądrych by umieć przestać skupiac się na sobie a skupić się na dziecku.
          • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 11:38
            > Nie tracić kontaktu to nie tylko wyrywać dziecko matce albo dyktować jej jak ona ma się
            > dzieckiem zajmować i kontrolować czy wykonuje polecenia.
            Jasne, że nie tak.

            > Co to za ojciec, który dzwoni do dziecka raz na rok i alimentow nie płaci?
            Skoro nie płaci, to znaczy, że nie jest zainteresowany i nie ma o czym rozmawiać.

            > Nie można raz na tydzień zadzwonić mając do dziecka otwarty dostęp?
            Przecież o to jest bzdura i o tym pisałem. Nie da się tak utrzymywać więzi z dzieckiem, może ze starszym, a na pewno nie z małym. Dałoby się, gdyby matka była wspierająca, ale najczęściej ma to w 4 literach, bo się obraziła, ma dziecko, ma alimenty i chce mieć święty spokój.

            Takich ojców, co nic nie potrafią jest coraz mniej, a coraz więcej radzących sobie z dziećmi, a i tak statystyki opieki naprzemiennej nie rosną.

            Ja nie jestem zainteresowany życiem Byłej, natomiast ona chętnie by mi o tym opowiadała. Ucinam takie dyskusje w zarodku. Niech sobie będzie szczęśliwa, nic mi do tego. Znam wielu takich facetów, widać różnią nas nasze obserwacje i nasi znajomi.
            • ulkar Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 12:11
              Hm.... opieka naprzemienna, tylko jaki procent ojców chce tej opieki? 1%? 0,5%? Ilu o nią występuje ... ? Nie znam statystyki w tej kwestii ale znam życie i ogromna większość, jak widać nawet z tego forum ma swoje dzieci po rozwodzie w głębokim poważaniu...
              • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 12:20
                > Hm.... opieka naprzemienna, tylko jaki procent ojców chce tej opieki?
                Zdecydowanie za mało, choćby i było to w przyszłości nawet 60%.
                A ile ojców wierzy, że by dostało taką opiekę? Pewno też mizerna liczba.
                Ilu potrafi się opiekować dziećmi? Z 50% , może trochę mniej, ale zawsze państwo mogłoby pomóc i skierować więcej środków na pomoc w początkowym okresie choćby zabierając je z RODK czy z Funduszu Alimentacyjnego i tak by się opłaciło.
                • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 13:33
                  altz napisał:

                  > Ilu potrafi się opiekować dziećmi? Z 50% , może trochę mniej, ale zawsze państw
                  > o mogłoby pomóc i skierować więcej środków na pomoc w początkowym okresie choćb
                  > y zabierając je z RODK czy z Funduszu Alimentacyjnego i tak by się opłaciło.
                  Jakie formy pomocy masz na uwadze?
                  • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 16:22
                    Pomoc w rodzaju wprowadzenia do opieki nad dzieckiem, jakieś wskazówki i porady, szczególnie jeśli dziecko jest małe. Nie każdy był na szczepieniu z dzieckiem, przygotowywał posiłki czy dbał o higienę i ustalał harmonogram dnia.
                    Część panów pewno by sobie poradziła bez pomocy, a część nie i wtedy dobrze by było, gdyby to sami robili, a nie pomagały im mamy, czy znajome.
                    Zakładam, że na matki dzieci nie ma co liczyć.
        • argentusa Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 12:35
          Altz pierniczysz, że tak powiem.
          Co ma robić? A choćby to, co robi mój Obecny. Mieszka niedaleko, jest codziennie z dziecięciem nastoletnim, wozi, odrabia często lekcje i jeszcze się tym chwali smile Mi, rzecz jasna. (A wczoraj zawiózł na obóz...)
          A ja dumna jestem, że taki fajny gośc mi się trafił. Chociaż pewnie by miał dla nas więcej czasu, gdyby nie dzieć (ale takiego go zaakcpetowałam)
          Mój eks też ma codzienny kontakt z naszymi dziecmi (osobisty 2dni w tyg. i co drugi pełny weekend, a skype i tel. codziennie). Czyli można. Jak się chce.
          I też trudno mu było się pozbierac po rozpadzie rodziny. Ale, cholera się nad soba nie użalał, tylko poszeł po pomoc i w kieszeń schował animozje do mnie, gdy o dzieci chodziło. I nie oznacza to,ze we wszystkim mi przytakuje! Robi swoje.

          Najlepszego,
          Ar.
          • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 12:41
            Czyli macie prawie opiekę naprzemienną i o tym piszę. Więc się zgadzamy w zupełności.
            • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 13:36
              A gdzie poczucie bezpieczeństwa i zakorzenienia we własnym domu przy opiece naprzemiennej? Czy dziecko naprawdę się nie liczy jako autonomiczna jednostka?
              • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 16:25
                Co to za autonomia, gdy matka się zajmuje się stale dzieckiem i uniemożliwia dziecku kontakt z rodziną? To jest więzienie. Gorzej być nie może.
                A poza tym, jak sama przyznałaś, u Ciebie jest opieka naprzemienna co najmniej (1/3 czasu) i jest dobrze, tylko wstydzisz się chyba tak to nazwać.
                • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 18:32
                  altz napisał:

                  > A poza tym, jak sama przyznałaś, u Ciebie jest opieka naprzemienna co najmniej
                  > (1/3 czasu) i jest dobrze, tylko wstydzisz się chyba tak to nazwać.
                  Moje dzieciątka oscylują wokół 30tkismile))
        • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 13:30
          altz napisał:

          > Opieka na godziny się nie sprawdza zupełnie, w końcu następuje rozluźnienie wię
          > zi, jak w małżeństwie na odległość, potrzeba dużej mądrości, żeby wszystko pouk
          > ładać, a wiadomo, że mądrość, to towar deficytowy.
          BINGO!
          "...madrość to towar deficytowy"
          • altz Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 16:29
            > BINGO!
            Po co ciągle spamujesz? Jeszcze jeden troll? :-o
            Co innego robisz w życiu, co innego piszesz i jeszcze wydaje Ci się, że jesteś najmądrzejsza.
            Czyżby to był jakiś nowy nick zmęczonej?
            Ten też wyłączę w takim razie.
            • zmeczona100 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 17:51

              > Czyżby to był jakiś nowy nick zmęczonej?

              paranoik.
            • puzzle33 Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 18:37
              A róbże, facet, co Ci się podoba.

              Troll?
              Spamuję?
              Wiesz nawet to, co mnie się tylko wydaje?
              Mój siedmioletni wnuk rożróżniłby wpisy Zmęczonej i moje.

              Ręce opadająsad
    • cronat.gold Re: "Dla dobra dziecka" 08.07.11, 18:28
      Przed podjęciem opcji "niedzielnego taty" niech każda kobieta rozważy opcję "niedzielnej matki" -czasy się zmieniają był okres emancypacji teraz przyszedł czas tecierzyństwa
      Dla dobra dziecka ratujcie "każdy" związek, oboje go kochacie, rozmawiajcie - jak one nie pomagają to mediacje w towarzystwie fachowca. Nigdy nie uwierzę, że ktoś odszedł od kochającego dziecko ojca, matki, partnera dla jego dobra - co za obłuda.
      Zaczęliśmy budować lepsze drogi, samochody - wszystko staje się wokół nas lepsze tylko nie nasze związki i domy naszych dzieci.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja