kartopaka
19.07.11, 08:35
Wystąpiłam o rozwód... bez orzekania winy chociaż od ponad dwóch lat to mój mąż mnie zdradzał, okłamywał i prowadził podwójne życie. Zrobiłam wszystko żeby ratować nasz związek, nasze małżeństwo. Nie raz, nie dwa poniżałam się przed nim, rozmawiałam, prosiłam, tłumaczyłam- walenie głowa w mur. Była też terapia małżeńska- nic to wszystko nie dało. Kiedy się wyprowadził i wynajął mieszkanie- ściągnęłam go do domu. dałam szanse chociaż- nigdy nie usłyszałam , że tego żałuje, że mu na mnie zależy - nie było skruchy. A od jakiegoś czasu znowu zaczął mną pomiatać. telefon (przyjaciel największy) znowu zaczął być noszony przy tyłku - łącznie z tym, że chodził z nim do toalety. A jak już zostawiał na wierzchu bez kontroli to go od razu wyłączał. Wcześniej miał drugi telefon ukrywany przede mną do kontaktów z nią...
I teraz kiedy ja już nie wytrzymałam i złożyłam pozew i to bez orzekania winy, że bardziej sie nie ranić, żeby to w miarę szybko rozwiązać on chce walczyć o dzieci. Chce mi je odebrać. Ja w pozwie określiłam miejsce zamieszkania dzieci przy mnie. Władza rodzicielska ma być wspólna bo niby na jakiej podstawie mam mu odebrać prawa rodzicielskie a on po tym wszystkim chce mnie jeszcze tak pogrążyć... Wiem, że wiele z Was miało różne doświadczenia. czy on ma szanse odebrać mi dzieci? Nie ma na mnie żadnych dowodów. Nie jestem chora psychicznie. Zawsze z nimi , zawsze byłam wierna i oddaną matką i ... żona niestety. Co mogę zrobić? Czy na razie siedzieć cicho nic nie robić i czekać na jego reakcje na pozew. Poradźcie mi proszę bo jak mi odbierze dzieci to stracę sens życia.