Dodaj do ulubionych

Śmiać się czy płakać???

28.07.11, 09:24
Czy płaci Pan alimenty?- tak...
Regularnie?- No nie...
Dlaczego?- Bo zarabiam 500 zł i nie stać mnie
ILE???????????????
To proszę zmienić pracę!!!!! Ma Pan dziecko na utrzymaniu!!
Czy jest Pan chory???- Nie...ale chodzę po lekarzach
Obserwuj wątek
      • ysssa Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 14:40
        mój eks tak samo - zapraszałam na urodziny, nie przyszedł (bo nie miał na prezent), alimentów w tym roku dostałam całe 350 zł (ściągnięty zwrot podatku) nie płaci bo twierdzi że nie pracuje (a co jakiś czas mi przysyła smsy z tekstem ze "jutro mam wypłatę - zapłacę", "jak wróce z pracy to ..", przepija wszystko co zarobi. o dziecku sobie przypomina jak jest na kasu albo po alku,na trzeżwo nie ma potrzeby kontaktu.ale zapiera się że kocha i tęskni (a potrafi nie odezwać się po 2 miesiące).
        Wczoraj zadzwonił kilka dni po imieninach córki, złożyć jej życzenia "bo nie miał na telefon". ale na picie codzień ma.
        i nie jest regułą utrudnianie, ja jeżdziłam, prosiłam, dzwoniłam, a że nałóg zwycięża - trudno.
      • szarlotka_beauty Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 14:48
        Szuka chorobysmile Jeszcze nie znalazłsmilesmile
        Coś wymyśli....bo przecież alimenty płacić trzeba- ale jemusad

        Altz-utrudnianie kontaktów?? Milion smsów i maili z prośbami o odwiedziny dziecka...
        Przyjeżdza Pan do dziecka?- byłem pięć razy....
        Czemu nie przyjeżdza pan do dziecka??- boje sie o własne życie...

        Smutne...bo tak naprawdę dziecko ma gdzieś...nawet nie zapytał przed rozprawą jak sie czuje..nie zadzwoni...nie zainteresuje sie ..sad
        • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 15:04
          Do Ciebie nie dzwoni, co nie oznacza, że nie dzwoni do kogoś innego w sprawie dziecka, czy nie rozmawia.
          Jakich kontaktów? Jaka patologia?
          Jeśli chcesz, to sama sobie zaordynuj kontakty.
          Wybacz, jedynie do czego ma prawo, to płacić na dziecko.
          Reszta jest patykiem na wodzie pisana i jest warunkowa.
          Może u Ciebie może się jeszcze spotykać z dzieckiem, ale i tak to, jak sama piszesz, są tylko "kontakty", więc g... warte.
          • blackglass Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 15:59
            Dlaczego gówno warte?

            Tak ciężko zadzwonić i zapytać o dziecko czy z nim przez telefon porozmawiać?
            Tak ciężko zabrać na spacer, pobawić się?
            Ja myślę ze im tak poprostu wygodnie być ojcem kiedy pasuje, widzieć się z dzieckiem kiedy ma się ochotę.
              • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 17:16
                Dziecko to nie cukierek. W papierku czy bez.
                W stosunku do dziecka ma się obowiązki a nie prawa. Słyszałeś kiedyś o prawach rodziców? Bo ja nie. Czegoś takiego nie ma. Za to obowiązki jak najbardziej są. Po rozwodzie również.
                • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 19:15
                  Alt, trzeba było się nie rozwodzić. Tak chrzanisz za przeproszeniem, ze aż ręce opadają.
                  -------------
                  "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                  • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 19:43
                    Nie rozwodzić jak nie rozwodzić. Sam wyprowadził się kilkaset km od dzieci a teraz łazi i jęczy, że kontaktu z dziećmi nie ma. Logika na poziomie przedszkolaka.
                    I po rozwodzie rodzic niemieszkający z dziećmi może mieć z nimi więź, ale musi o to dbać a nie fochy strzelać.
                    • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 19:57

                      Oczywiście. Straszne jest to co on wypisuje i jaką logiką się kieruje i mnie osobiście jako matkę rani jak coś takiego muszę czytać.

                      Altz, więzi ze swoimi dziecmi to Ty i mozesz miec nawet przez oceany, wystarczą chęci i trzeba mieć to we krwii. Po za tym mowi się, ze nie ilość wazna, a jakość.
                      -------------
                      "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                      • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:09
                        W XXI wieku, w dobie Internetu można mieć codzienny kontakt z dziećmi, które mieszkają na drugiej półkuli. Tylko trzeba tego naprawdę chcieć, znaleźć na to czas.
                        Ale po co? Łatwiej po forach łazić i samodzielnym matkom dokopywać. Dżentelmen, kurka wodna.
                        • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:24
                          Mola, próbowałaś mieć kontakt z dzieckiem 5-7 letnim przez telefon lub internet?
                          Nie przytulisz tak dziecka, nie pobawisz się z nim. Wymienisz kilka płytkich informacji i dziecko znajdzie ciekawsze zajęcie bo umie się tak kontaktować. D...pa a nie 'kontakt'. Serce by mi pękło jakbym w taki sposób miała widywać własne dziecko.
                          Żona Altza rozwiodła się z nim a nie on z nią. Error miał podobnie. Kobieta mówi ze nie kocha i nie chce być zoną i nic nie możesz zrobić. Na Rejtana nie każdy się nadaje.
                          Mają opiekę naprzemienną orzeczoną ale nic z tego nie wynika bo mama mówi, że nie da dzieci. Tłumaczy to warunkami odległością i co tam jeszcze jej do głowy przyjdzie. Można iść do sądu, na policję i szarpać się tylko jak się do tego ma dobro dzieci? Przecież wojna rodziców odbije się na ich. Potrzeba na to też pieniędzy a Altz w odróżnieniu od innych płaci alimenty.
                          • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:31
                            > Mają opiekę naprzemienną orzeczoną ale nic z tego nie wynika bo mama mówi, że n
                            > ie da dzieci. Tłumaczy to warunkami odległością i co tam jeszcze jej do głowy p
                            > rzyjdzie.

                            Sąd przyznał im opiekę naprzemienną mimo takiej odległości między rodzicami??
                          • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:33
                            Mayenno, ja to wszystko rozumiem, ale czy to tłumaczy jeżdżenie po wszystkich kobietach dookoła na forum?
                            I jak to ma orzeczoną opiekę naprzemienną? Chyba od czasu orzeczenia zmieniły się okoliczności? Sąd orzekł opiekę naprzemienną wiedząc, że mieszka kilkaset km od dzieci? Nie wierzę. I nie dziwię się, że ich matka w takich okolicznościach na to się nie godzi. Dzieci miałyby co tydzień czy tam miesiąc zmieniać przedszkole a potem szkołę?

                            Nawet z 5-latkiem można codziennie pogadać na Skype. Choćby 5 minut. Ważne by to robić codziennie. A że nie może przytulić dziecka? Wszak to jego wybór był. I to cały czas próbuję mu uświadomić. Rozwód był decyzją jego ex żony, ale nie ona podjęła decyzję o jego wyprowadzce na drugi koniec Polski.
                            • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:45
                              Sąd orzekł, wiedział wszystko i przystał na to, co prawda sprawa trwała 15 minut i taka była wiedza sądu big_grin

                              Ja nie miałem gdzie zostać i psychicznie dać sobie radę. Mieszkałaś z kimś w depresji, gdy ktoś sobie z Ciebie drwił i śmiał Ci się codziennie w oczy?
                              Wybrałem tani wariant mieszkania, akurat tam miałem kontakt, załatwiłem sobie jakiekolwiek zajęcie, byle nie siedzieć samemu. Nie chciałem iść do zakładu psychiatrycznego, chociaż byłem namawiany przez lekarza. Wybrałem taki wariant, na jaki mnie było stać, na nic więcej nie było mnie stać, miałem ustalone wyżywienie na 320 złotych miesięcznie, a nie chciałem przestać przesyłać pieniądze na dzieci i żyję. Nadal płacę i mam duży kłopot, jak to utrzymać.
                              To nie jest tylko mój wybór, to nasz wybór, wspólny.
                              • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:50
                                Choremu na depresję sąd przyznał opiekę naprzemienną? I to w 15 minut?
                                Sądy dziwne bywają, ale chyba nie aż tak.

                                Co do Twoich decyzji to Twoja sprawa, ale cały czas próbuję Ci uświadomić, że każda decyzja niesie za sobą konsekwencje. Trzymając się cukierków - nie da się zjeść cukierka i mieć cukierka.
                                      • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:07
                                        Nie jest, gdy nie ma innego wyjścia. Natomiast w sytuacji, gdy jeden rodzic jest zdrowy a drugi chory chyba raczej sąd przyzna opiekę temu zdrowemu (zakładając, że oboje są tak samo wydolni wychowawczo). Przynajmniej do czasu wyzdrowienia. Człowiek chory na depresję z zasady jest kiepskim rodzicem. Musi najpierw wyzdrowieć by móc się dobrze zajmować dzieckiem.
                                        • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:13
                                          > Człowiek chory na depresję z zasady jest kiepskim rodzicem. Musi najpierw wy
                                          > zdrowieć by móc się dobrze zajmować dzieckiem.
                                          To jest świetne postawienie sprawy na głowie. big_grin
                                          Jeśli z powodu straty dzieci trafiła się mu depresja, to zabierzmy mu dzieci do czasu, aż mu przejdzie ta depresja (nauczy się żyć bez dzieci?).

                                          Jestem święcie przekonany, że gdyby paniom zabrać dzieci na pół roku, to po tym czasie co najmniej połowa z nich miałaby depresję z tego powodu.
                                          O czym by to świadczyło? Że się nie nadawały do opieki?
                                        • z_mazur Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:16
                                          No ale jakoś nikt tym kobietom dzieci nie zabiera.

                                          No to zabawmy się trochę. smile

                                          Wyobraźmy sobie, że pojawia się tu kobieta, porzucona przez męża i załamana tym faktem (typowa depresja sytuacyjna) i pisze, że mąż od niej odszedł i chce jej zabać dzieci.

                                          Napiszesz jej "oddaj mu dzieci, bo przecież Ty nie jesteś w stanie się nimi właściwie zaopiekować"?
                                            • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:28
                                              mola1971 napisała:

                                              > Przykro mi Mazur, ale nie mam czasu na zabawy. Poza tym na rozwiązywanie jakiś
                                              > wydumanych, teoretycznych problemów nie mam też chęci.
                                              Taki pancerz na trudne pytania. big_grin
                                              Pracuj, przemyśl to i napisz wieczorem odpowiedź, nie daj się prosić! wink
                                              • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:06
                                                Mam teraz chwilkę przy biurku to mogę napisać.
                                                Mazur, oczywiście, że w sytuacji gdy chora na depresję jest matka dziecka a ojciec chce się dzieckiem zajmować, opiekę powinien przejąć ojciec.
                                                Człowiek chory na depresję nie nadaje się na opiekuna dziecka, najpierw musi sam wyzdrowieć. I wiem o czym piszę bo mój ojciec przez wiele lat chorował na depresję (jeszcze do końca nie wyzdrowiał), więc zetknęłam się z tą chorobą w najbliższym otoczeniu.
                                                Natomiast nie przypominam sobie na forum takiej sytuacji, że chora na depresję matka może oddać dzieci ojcu. Przypominam za to sobie wiele sytuacji, w których kobieta opiekowała się dziećmi mimo choroby bo ojciec dzieci po prostu ich nie chciał.
                                                • z_mazur Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:37
                                                  Nie chce mi się w tej chwili szukać ale wątków pod hasłem "zostawił mnie mąż, jestem załamana, straciłam sens życia, a on jeszcze chce mi zabrać dziecko" to na tym forum nie brakuje. Nigdy nie spotkałem się, żeby któraś z pań napisała w takiej sytuacji "skoro jesteś załmana i straciłaś sens życia, to powinnaś oddać dzieci ojcu"

                                                  Depresja reaktywna (a z taką mamy najczęściej doczynienia w sytuacji okołorozwodowej), nie dyskwalifikuje nikogo jako rodzica. A wiedzę na ten temat mam z pierwszej ręki, bo sam mam za sobą epizod takiej depresji (to tak w kwestii licytowania się w temacie wiedzy na temat depresji).
                                                  • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:44

                                                    > Depresja reaktywna (a z taką mamy najczęściej doczynienia w sytuacji okołorozwo
                                                    > dowej), nie dyskwalifikuje nikogo jako rodzica. A wiedzę na ten temat mam z pie
                                                    > rwszej ręki, bo sam mam za sobą epizod takiej depresji (to tak w kwestii licyto
                                                    > wania się w temacie wiedzy na temat depresji).

                                                    No to ja od siebie dodam, że nie miałabym nic przeciwko, aby syn miał zapewnioną opiekę przez ojca. Problem w tym, że nie chodzi mi o zapewnienie dziecku posiłków, dachu nad głową i ciuchów, tylko znacznie więcej, a to już, niestety, przekracza granice możliwości jego ojca. Dlatego w tej sytuacji przekazanie opieki ojcu byłoby dla mnie kolejnym obciążeniem, a nie ulgą.
                                                    Nie piszę tego teoretycznie.
                                                  • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 15:10

                                                    Słowo depresja jest czesto nadużywane. Jestem przewrażliwiona na tym punkcie, bo leczyłam się na depresję przez 2 lata, gdy urodziłam drugie dziecko musiałam zrezygnować z karmienia by dalej siebie ratować, ale to taki off topic.

                                                    Nie bylam w stanie sie opiekowac dziecmi- to fakt. Pomagała mi mama, bo męża nie było i się nie interesował. Niejednokrotnie powtarzał, ze jestem "pierd...olnieta, bo żre psychotropy" Nie zwazajac na to, ze on byl jednym z najglownieszych powodow mojej choroby i majac wszystko kompletnie w czterech literach.

                                                    Zdania "jestem załamana, nie chce mi sie zyc"- nie sa jeszcze oznaką choroby i tego, ze kobieta nie jest w stanie zajmowac sie dzieckiem.

                                                    -------------
                                                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                            • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:54
                              Mola, ja mam 5-latke i rozmawiam z nią przez telefon czasem. Gdyby na tym miaoa polegać moja rola jako matki to zrobiłabym to co Altz i nie wiem czy starczyło by mi sił aby nie wylądować w psychiatryku albo jeziorze.
                              Jesli priorytet to wspólne rodzicielstwo bo dobro dziecka jest najważniejsze to zmiana szkoły nastąpiłaby tylko raz. Potem dziecko wraca w znane środowisko, a że te zmiany następują co jakiś czas? Lepsze to niż brak ojca, takiego autentycznego, wychowującego a nie utrzymującego 'kontakt'. Tylko świadomość matkom trzeba zmienić: ojciec jest tak samo wydolny wychowawczo jak my i dziecko ma prawo go mieć.Error jest doskonałym na to przykładem. Wychowuje dziecko i nic złego się nie dzieje.Altz postuluje dokładnie o to samo.
                                  • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:38
                                    Co dwa tygodnie inna klasa, inni nauczyciele, inne zadania w klasie i domu, inne książki...
                                    No to faktycznie dobro dziecka jak jasna cholera!
                                    Niech lepiej ex Altza znajdzie sobie normalnego faceta, który zechce być dla ich dzieci ojcem, bo inaczej biedne będą te dzieci, oj, biedne.
                                    • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 08:55
                                      Dzieci Madonny tak zyją. nawet zmieniają kontynent.W USA takie zmiany nie sa niczym dziwnym.
                                      Nie musi to być co dwa tygodnie. Może w dłuższych cyklach. Moim zdaniem jak sie nawet nie sprawdzi to można to zmienić. Problem w tym ze nikt nie próbuje bo od początku zakłada, ze to niemożliwe. Skąd wiesz skoro nie próbowałaś?
                                      Ja sie jeszcze nie umiem pogodzić z nabożnym podejściem do szkoły. Wydaje mi się ze to pozostałość z czasów komunizmu gdy dążono do przejęcia wychowania przez państwo.
                                      może rozwiązaniem problemu nauki byłaby edukacja domowa?Altz znalazłby rozwiązanie tylko nie ma szansy. Tę szanse zabiera mu matka nastawiona na jedno najwłaściwsze postępowanie i rozwiązanie i tłumaczy to 'dobrem dzieci'.A moim zdaniem ojciec i jego zaangażowanie w wychowanie jest tym dobrem najważniejszym.
                                      Na świecie takie rozwiązania funkcjonują i lepsze to niz sam rozwód i brak jednego z rodziców.
                                      • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 08:59
                                        Jeśli Altz chce wprowadzić w życie swoje pomysły to dobrze by było gdyby zaczął je realizować. Najlepiej idąc do sądu. Od samego pisania co by było gdyby było, jeszcze nigdy nikomu sytuacja się nie poprawiła.
                                        • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:32
                                          mola1971 napisała:

                                          > Jeśli Altz chce wprowadzić w życie swoje pomysły to dobrze by było gdyby zaczął
                                          > je realizować. Najlepiej idąc do sądu. Od samego pisania co by było gdyby było
                                          > , jeszcze nigdy nikomu sytuacja się nie poprawiła.
                                          Ale sąd stwierdził, że rodzice są dorośli i się sami dogadają, więc do sądu nie mam po co iść.
                                          Teraz czekam, aż "druga strona" dojrzeje. Liczę na to bardzo, bo jest zafiksowana, ale często myśląca, w końcu coś tam dotrze do główki. big_grin
                                      • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:20
                                        > Ja sie jeszcze nie umiem pogodzić z nabożnym podejściem do szkoły.
                                        To jest prawda. Dla wielu osób szkoła jest najważniejszym elementem w życiu dziecka.
                                        A to przecież jest bzdura. Co do różnic programowych, to w młodszych klasach takich wielkich różnic nie ma, podręczniki są ułożone według programu, rzadko są odstępstwa.
                                        Swoją drogą, wiedza pań w szkołach jest czasami porażająca. big_grinDDD
                                        Szkoły się dopasowują do zmian ucznia, a zmiany są i nikomu krzywda się nie dzieje, kto naprawdę pracuje na zajęciach.

                                        Nawet gdyby przez ten pół roku miał sam uczyć dziecko w domu, a socjalizować w inny sposób, to co by się stało złego? A mam takie możliwości.
                              • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:59
                                Mayenno, ależ ja nie kwestionuję roli ojca i tego, że jest dziecku potrzebny. Oczywiście, że jest.
                                Natomiast nie wyobrażam sobie tego by męczyć dzieciaki co chwilę przeprowadzką tylko dlatego, że ich ojciec miał fantazję i wyprowadził się od dzieci daleko.
                                Jak sobie wyobrażasz naukę dzieci w takich okolicznościach? Przecież każdy nauczyciel realizuje program na swój własny sposób. W jednej szkole dziecko miałoby już przerobiony jakiś materiał, w drugiej nie lub odwrotnie. I tak z kilku przedmiotów.

                                Żeby nie było - ja nie mam nic przeciwko opiece naprzemiennej jako takiej. Ale ma ona sens jeśli rodzice mieszkają blisko siebie. Na tyle blisko by dziecko szkołę miało jedną a nie dwie.
                                Wystarczy, że ma dwa domy.
                                • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:18
                                  Można jednak dziecko męczyć tęsknotą za ojcem?
                                  Altz zajmował się dziećmi na równi z matka. W pewnym momencie go zabrakło. jak myślisz, co czują jego dzieci i co jest dla nich bardziej meczące?
                                  Żeby było zabawniej: Altz pomaga mi czasem w opiece nad moimi dziećmi. Wolę żeby on się nimi zajął niż ich tata, który nie zawsze ma ochotę na to. Wiem że dzieci będą zadbane, będą robiły coś fajnego, a nie siedziały przed komputerem lub telewizorem.
                                  • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:22
                                    Czy ja gdzieś napisałam, że Altz jest złym ojcem?
                                    Przecież może do dzieci jeździć by się obtęskniły. Nie wydaje mi się by w dłuższej perspektywie bardziej dla dzieci szkodliwe było to, że mają sporadyczny kontakt z ojcem niż to, że miałyby co chwilę szkołę i środowisko zmieniać.
                                    To po prostu jest sytuacja, z której nie ma dobrego wyjścia. Można wybrać tylko mniejsze zło.
                                  • ciociacesia dostrzegam tu pewna niekonsekwencje 31.07.11, 09:53
                                    > Żeby było zabawniej: Altz pomaga mi czasem w opiece nad moimi dziećmi. Wolę żeb
                                    > y on się nimi zajął niż ich tata
                                    altz jezdzi tu na forum po matkach ze ojcow od dzieci odsuwaja i nie chca uznac ich kompetencji wychopwawczych ale jak przychodzi co do czego to sam bierze udzial w podobnym procederze
                                    • altz Re: dostrzegam tu pewna niekonsekwencje 31.07.11, 10:31
                                      > altz jezdzi tu na forum po matkach ze ojcow od dzieci odsuwaja i nie chca uznac
                                      > ich kompetencji wychopwawczych ale jak przychodzi co do czego to sam bierze ud
                                      > zial w podobnym procederze
                                      To jest Twoja wizja wyłącznie. wink
                                      Ojciec dzieci nie jest zbyt chętny do opieki czy branie wszystkich dzieci, czasami mówi wprost, że nie chce wszystkich, tylko wybiera dzieci jak czekoladki z bombonierki. Dobre i to.
                                      Nigdy się nie wcinam, ale proponuję pomoc, gdy trzeba zająć się jednak wszystkimi dziećmi, czasami nawet mama potrafi mieć swoje zajęcia nie do odłożenia. wink
                                      Jeśli mają siedzieć w domu, to wolę wziąć i się z nimi przejść czy coś porobić, dla mnie to też jest przyjemność.
                                      Nie raz namawiam, żeby dzieci wyciągały ojca "z nory", szczególnie najmłodszą, na razie bez skutku. Taki typ, że robi tylko to, co jemu sprawia przyjemność, a dzieci są dodatkiem, a nie głównym daniem. Myślę też, że dobry przykład jest wart więcej, niż godziny rozmów u psychoterapeutów, mimo wszystko wierzę w faceta, że w końcu coś załapie i choćby do wnuków będzie bardziej otwarty.
                                        • altz Re: no niemozliwe 31.07.11, 21:06
                                          ciociacesia napisała:

                                          > wg tego co piszesz kazdy ojciec marzy tylko o tym zeby dzieci byly z nim a jesl
                                          > i jest inaczej to na pewno jest to wina matki
                                          Znowu lepiej wiesz, co ja myślę, lepiej niż ja, więc nie ma po co dyskutować, bo to tak, jakbym rozmawiał z samym sobą i jeszcze z własną podświadomością.
                                          To mi przypomnij, co mam jutro do zrobienia? Bo zapomniałem. smile
                              • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:00
                                "Jesli priorytet to wspólne rodzicielstwo bo dobro dziecka jest najważniejsze to zmiana szkoły nastąpiłaby tylko raz. Potem dziecko wraca w znane środowisko, a że te zmiany następują co jakiś czas? "

                                Czy Ty wierzysz w to co piszesz?
                                -------------
                                "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:25
                                  Tak i wyobraź sobie, ze nawet jak rozmawiam na uczelni z profesorami psychologii i pedagogiki o tym problemie to sa oni podobnego zdania.Zmienia się model rodzicielstwa. Korzystniej gdy rodzice sa równoprawnymi partnerami w wychowaniu niz jak jest ono tylko domena jednej strony. Jeśli czegoś nie zrobimy z tym to nasi synowie będą dokładnie takimi samymi ojcami jak nasi byli mężowie. Podświadomie przyjmą że najnaturalniejsze jest, gdy kobieta zajmuje się dzieckiem a oni sa nieobecni lub obecni sporadycznie. Ja chciałabym, żeby moi synowie jednak byli zaangażowani w wychowanie własnych dzieci.
                                  Brak ojca jest dużo gorszy niż budowanie wzorca na zaprzeczeniu bo ojciec się nie sprawdził w swojej roli.
                                  • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:35
                                    Wszystko rozumiem, ale czyli mieszkając daleko od dzieci skoro jest juz taka sytuacja angażować sie nie można?. Nalezy przede wszystkim patrzec na te dzieci i nie burzyc im poczucia bezpieczeństwa fundując sinusoidę gospodarczo-emocjonalną i dlaczego to dzieci maja sie podporządkowywać dorosłym?
                                    -------------
                                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                    • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:43
                                      Poczucie bezpieczeństwa daje dziecku rodzic a nie okoliczności zewnętrzne. Dowodem na to jest choroba sieroca. Dach, wikt i opierunek jest, wychowawcy sa a to nie to jednak. Nawet te sześć tygodni porzucenia przed adopcją odbija się na niemowlętach. Dla dziecka obecność i miłość rodzica jest najważniejsza - nie szkoła, stabilizacja czy spokój. Każdy adopcyjny rodzic Ci to powie. A niemowlę jest mniej świadome niż kilkulatek.
                                      • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:48

                                        Jedno mi sie nasuwa po tym co teraz napisałas....,że dzieci wychowywane przez jednego rodzica są kims - uzyję kolokwializmu "gorszym". Absolutnie sie z tym nie zgadzam. Dziecko ma miec poczucie stabilizacji i nie rozumiem dlaczego male dzieci ma sie narazac na stresy tylko dlatego, że dorosły rodzic mysli o swoich potrzebach i prawach.
                                        -------------
                                        "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                        • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 08:39
                                          > Dziecko ma miec poczucie stabilizacji i nie rozumiem dlaczego male d
                                          > zieci ma sie narazac na stresy tylko dlatego, że dorosły rodzic mysli o swoich
                                          > potrzebach i prawach.

                                          Stabilizacja przede wszystkim? Niech mieszka nawet w obozie koncentracyjnym, byle sytuacja była stabilna? Stabilny stres co dzień ten sam?
                                          Kobieta też myśli o swoich potrzebach i wtedy nikt nie protestuje. Przyznała się koleżanka, że walczyła o to, żeby dzieci nie spotykały się z ojcem. To było bardzo głupie, ale się przyznała i teraz wie, że to było złe i chwała jej za to. Natomiast reakcja na takie zachowania ze strony pań jest mizerna. Gdyby było to w drugą stronę, to wiem, że panie by gryzły kable przed komputerem ze złości. A jeszcze dodam, że na forach panowie by zjedli takiego faceta żywcem, bo jest wyższa świadomość u panów.
                                          Ja panów w dużej części rozumiem, że mają taki kłopot z dziećmi, że muszą wszystko załatwiać przez byłą żonę, to jest po prostu obrzydliwe. Po tych wszystkich krzywdach jakie ich spotkały muszą prosić swojego prześladowcę, a ta albo się zgodzi, albo i nie, gdy będzie miała coś ciekawszego, albo dla poprawy własnego samopoczucia i pokazania władzy.
                                          Przy takiej nierównowadze, jak obecnie, tak będzie jeszcze przez wiele lat ze szkodą dla dzieci.
                                          • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:06
                                            altz napisał:

                                            > Stabilizacja przede wszystkim? Niech mieszka nawet w obozie koncentracyjnym, by
                                            > le sytuacja była stabilna? Stabilny stres co dzień ten sam?

                                            Bardzo śmieszne jest to co napisałeś. Bez komentarza.

                                            > Kobieta też myśli o swoich potrzebach i wtedy nikt nie protestuje.

                                            Ja nie myślę o swoich potrzebach, mysle przede wszystkim o dzieciach, co jest dla nich najlepsze w patowej sytuacji, wiec nie generalizuj.

                                            Przyznała si
                                            > ę koleżanka, że walczyła o to, żeby dzieci nie spotykały się z ojcem. To było b
                                            > ardzo głupie, ale się przyznała i teraz wie, że to było złe i chwała jej za to.

                                            No i??? Nie widze dalej zwiazku z tym, ze wrzycasz wszystkie" baby" do jednego wora, chrzaniac,ze az głowa mała.
                                            .
                                            > Natomiast reakcja na takie zachowania ze strony pań jest mizerna. Gdyby było t
                                            > o w drugą stronę, to wiem, że panie by gryzły kable przed komputerem ze złości.

                                            Wiesz? Wyczytałes w kuli? Ja na głupotę nie stosuję podziału na płeć. Ona jest wszechobecna i nalezy ją tępić- jedynie z tym się z Toba zgadzam.
                                            • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:40
                                              > > Stabilizacja przede wszystkim? Niech mieszka nawet w obozie koncentrac
                                              > yjnym
                                              , by
                                              > > le sytuacja była stabilna? Stabilny stres co dzień ten sam?
                                              > Bardzo śmieszne jest to co napisałeś. Bez komentarza.
                                              Cieszę się, że posiałem odrobinę wątpliwości.

                                              > > Kobieta też myśli o swoich potrzebach i wtedy nikt nie protestuje.
                                              > Ja nie myślę o swoich potrzebach, mysle przede wszystkim o dzieciach, co jest d
                                              > la nich najlepsze w patowej sytuacji, wiec nie generalizuj.
                                              Ale jakoś te potrzeby dziecka kierują się bardzo w stronę potrzeb bytowych, a o potrzebie posiadania obojga rodziców mniej się mówi.


                                              > No i??? Nie widze dalej zwiazku z tym, ze wrzycasz wszystkie" baby" do jednego
                                              > wora, chrzaniac,ze az głowa mała.
                                              Przyrzekam, że będę chwalił, codziennie chociaż jedną osobę za coś.

                                              > Wiesz? Wyczytałes w kuli? Ja na głupotę nie stosuję podziału na płeć. On
                                              > a jest wszechobecna i nalezy ją tępić- jedynie z tym się z Toba zgadzam.
                                              Ja nie potrzebuję kuli, Wystarczy goły tekst. Gdy mi ktoś pisze, że ja coś uważam, a tak nie napisałem i tak nie myślę, to wiem, że to jest manipulacja, ale też duże emocje. Czasami ktoś mi pisze, że jestem głupi, albo że się wszystkich czepiam, a przecież jest prikaz, żeby głaskać. wink
                                              • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:55

                                                Uwazam, ze dzieciom szczegolnie malym nie nalezy burzyc poczucia przynależności, narażać na stresy, życie na walizkach, chociażbyś byl najlepszym rodzicem na świecie. Potem one moga same zadecydować,ze chcca mieszkac z Toba, a Ty sie poddales? Z innych postow wywnioskowalam, ze stawiasz na zasade" wszystko, albo nic". Czy to oznacza, ze zrezygnowales z jakikgokolwiek kontaktów ze swoimi dziećmi?. Caly czas uwazam, ze wiezi mozna budowac nawet przez Oceany, morza, lądy, kontakt fizyczny nie jest tak wazny, jak ten psychiczny. Ja jestem bardziej zwiazana emocjonalnie ze swoją babcią, ktora mieszka daleko, niz z moja mamą- którą miałam na codzień.

                                                Uwazam tylko, za za duzo oczekujesz od swoich dzieci( nie od swojej eks). Jest jeszcze inne rozwiazanie, jesli dwoje doroslych nie umieja sie porozumiec- wiesz jakie?- Rozwiazanie Salomonowe.
                                                -------------
                                                "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                                • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 10:10
                                                  ewela1_1 napisała:

                                                  >
                                                  > Uwazam, ze dzieciom szczegolnie malym nie nalezy burzyc poczucia przynależności
                                                  > , narażać na stresy, życie na walizkach, chociażbyś byl najlepszym rodzicem na
                                                  > świecie.
                                                  Jeśli zastosujemy to w życiu to nie należy sie rozwodzić. Rozwód juz burzy to o czym piszesz.Brak jednego z rodziców tylko pogłębi ten stan. Zastosowanie rozwiązań niestandardowych a pozwalających na obecność i dalsze wychowywanie dzieci przez oboje rodziców uważam za lepsze rozwiązanie.
                                                  Jeśli więź można pielęgnować przez skypa to czemu tylko ojciec ma być na to skazany? Mama też może przez miesiąc posługiwać sie telefonem. O zamienność sytuacji tu chodzi.
                                                  Altz pisze, ze kobiety uważają swoja fizyczną obecność przy dzieciach za 'świętą i nienaruszalna' a odmawiają tego ojcom.
                                                  • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 10:22
                                                    Cały czas jest tylko, co Altz moze i co by jego żona mogła. A dzieci jak te tygrysiątka maja być rozszarpywane. Ja uwazam,ze taki system opieki naprzeminennej mogły sie sprawdzic, ale w sytuacji gdzie rodzice mieszkaja blisko siebie i umieją sie porozumieć. Po prostu w sytuacji gdy oboje sa mądrymi ludźmi.
                                                    -------------
                                                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                                  • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 10:30
                                                    > A dzieci jak te tygrysiątka maja być rozszarpywane. Ja uwazam,ze taki system opieki
                                                    > naprzemiennej mogły sie sprawdzic, ale w sytuacji gdzie rodzice mieszkaja blisko siebie i um
                                                    > ieją sie porozumieć
                                                    Po co te niepotrzebne emocje i myślenie obrazowe? To nie pierwsi chrześcijanie smile Takie nakręcanie emocji niczego nie dowodzi, oprócz wymuszenia na kimś zmiany poglądów. wink
                                                    Ja uważam inaczej, że może być opieka równoważna, ale szanuję Twój pogląd.
                                                  • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 10:41
                                                    Troche rozszarpywane, bo sad tak nakazał i już...Na dluzsza męte moze byc to męczące. Jesli chodzi o dzieci nie traktuje tego w kategoriach pogladow. Wszystko jest mozlwiwe, opieka naprzemienna rowniez, ale w sprzyjajacych okolicznosciach i oboje rodziców musza chcieć i i umiec wspolpracowac. Mimo wszystko nie jest niemozliwe budowanie dobrych relacji z dziecmi na inne możliwe sposoby, a może kiedys one beda chcialy zamieszkac z Tobą.
                                                    -------------
                                                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                                  • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:28
                                                    W USA sprawdza się i na wieksze odległości. Nas też to czeka. Za kilka lat dziecko podróżujące samolotem na pomieszkanie u rodzica za granica nikogo nie będzie dziwić. W dzisiejszych czasach gdy praca wyznacza miejsce zamieszkania trudno oczekiwać, że ktoś całe życie przeżyje w jednym miejscu. świat się zmienia.Stajemy sie europejczykami a mentalność jeszcze za tym nie nadąża.Zmiany społeczne jednak wymusza zmianę myślenia jednostek.


                                                    Jechałam teraz autobusem i podróżowała ze mna babcia z wnusia tak 1,5 letnią.Babcia mieszka na Suwalszczyźnie a córka w Sieradzu. Dziecko jechało do babci na miesiąc.
                                                    Jesli nie jest to były partner to jak widać można zastosować inne rozwiązanie w opiece.
                                                  • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:36
                                                    Co innego jechać na wakacje na miesiąc lub dwa do rodzica lub babci, a co innego zmieniać szkole co np. 2 tyg.
                                                    -------------
                                                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                                  • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:47
                                                    Na czym polega ta różnica?
                                                    Szkołę też zmieniasz raz a potem wracasz na znane miejsce. Mozna to robić co semestr. To troche dla mamy mogło by byc jak szkoła z internatem - a ten internat u ojca.
                                                    ja nie widzę takiego problemu, którego nie dało by sie w takim systemie rozwiązać. Jedyny problem to myślenie: tak sie nie da, tak nie można.To mama raczej nie przeżyłaby tego no bo co ludzie powiedzą:0 Wszak ona wyrodna bo dziecko ojcu 'dała'.Problemem jest zafiksowanie kobiety na jednym właściwym sposobie postępowania.Brak akceptacji odmiennych sposobów na życie. Myślałam, ze to domena wsi, ze każdy dokładnie zna przepis na 'właściwe ' życie i postępowanie a wszelkie odstepstwo od utartych schematów budzi głęboki sprzeciw i wytykanie palcami...
                                                    Daleko nam jednak do otwartości myślenia.smile
                                                  • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:52
                                                    mayenna napisała:

                                                    > Na czym polega ta różnica?
                                                    > Szkołę też zmieniasz raz a potem wracasz na znane miejsce. Mozna to robić co se
                                                    > mestr. To troche dla mamy mogło by byc jak szkoła z internatem - a ten internat
                                                    > u ojca.

                                                    Da się, wszystko się da. Tylko jednak trzeba być świadomym "produktu finalnego", tj. jego osobowości, charakteru itp. I o to tu chodzi, a nie o czyjeś przyzwyczajenia, sposób myslenia.
                                                  • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 12:03


                                                    > Szkołę też zmieniasz raz a potem wracasz na znane miejsce. Mozna to robić co se
                                                    > mestr. To troche dla mamy mogło by byc jak szkoła z internatem - a ten internat
                                                    > u ojca.

                                                    To mamie ma byc dobrze, czy dziecku?

                                                    Nie uwazam, zebym zyla w ciemnogrodziesmile. W odniesieniu do swoich dzieci kieruje sie ich dobrem, a nie sztywnymi pogladami, ktore nie sa adekwatne do okoliczności. Roznica jest zasadnicza, zmienianie szkoly co semestr? tzn co 6 miesiecy?, a wyjazd na bezstresowe wakacje ta zasadnicza roznica jest.
                                                    -------------
                                                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                                  • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 12:31
                                                    Jaka?
                                                    Możesz mi to wytłumaczyć?
                                                    Dziecko oprócz minusów w tej sytuacji ma też bonus: tata i kontakt z nim. Ten bonus w moim odczuciu jest dla dziecka ważniejszy w rozwoju i wychowaniu niż stres związany ze szkoła. tata nie jest nieświadomy problemu i chyba dziecku pomoże sie uporać ze stresem? Jak myślisz?

                                                    Moim zdaniem stworzy najlepsze warunki by zminimalizować złe aspekty przeprowadzki czasowej.Ja to tak widzę. Ale ja zakładam ze drugi rodzic jest "drugą mną'smile
                                                  • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 15:20
                                                    Eks żona Altza nie godzi sie na żadne rozwiązania pośrednie. Stąd chyba jego decyzja o całkowitym wycofaniu się.Nie ma rzeczowej dyskusji, nie ma merytorycznych argumentów a tylko 'nie bo nie'. Wszystko ma być na jej warumkach albo wcale. Z taka osoba nie ma kompromisu.
                                                  • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 16:31
                                                    > Eks żona Altza nie godzi sie na żadne rozwiązania pośrednie. Stąd chyba jego de
                                                    > cyzja o całkowitym wycofaniu się.Nie ma rzeczowej dyskusji, nie ma merytoryczny
                                                    > ch argumentów a tylko 'nie bo nie'. Wszystko ma być na jej warumkach albo wcale
                                                    > . Z taka osoba nie ma kompromisu.

                                                    Jednym słowem- jeśli tak postępuje ex, to jest ta niedobra, zła, a kiedy dokładnie w ten sam sposób postępuje Altz ("Wszystko albo nic"), to jest biednym, skrzywdzonym tatusiem.
                                                  • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 12:51

                                                    Troszeczke meczy mnie juz ta dyskusja. Poprostu niech rodzice sie dogaduja, ale tak by nie szkodzic swym dzieciom. Dziecko ciagle przezywa stresy zwiazane ze szkoła, czasami rodzice tego nie dostrzegaja, problemy z rowniesnikami, okres dojrzewania, itp. W tej sytuacji ten stres bylby podwojny, program szkolny nie jest w kazdym miescie takli sam, w taki samym tempie realizowany?()
                                                    ------------
                                                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                                  • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 13:01
                                                    Taka dalekodystansowa opieka naprzemienna nie musi gwarantować dobrych kontaktów z ojcem.
                                                    -------------
                                                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                                  • zabelina Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 13:29
                                                    ewela1_1 napisała:

                                                    > Taka dalekodystansowa opieka naprzemienna nie musi gwarantować dobrych kontaktó
                                                    > w z ojcem.

                                                    Przyznasz jednak, że daje duzą szanse na dobre kontakty?smile

                                                    > -------------
                                                    > "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią ty
                                                    > lko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                            • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:44
                                              ewela1_1 napisała:

                                              >
                                              > Bardzo śmieszne jest to co napisałeś. Bez komentarza.

                                              A ja poprosze o wyjasnienie czemu stwierdzenie Altza jest śmieszne bo nie rozumiem. Jest to dość drastyczne porównanie, przerysowane ale bardzo słuszne. Czy warunki życia sa ważniejsze niż miłość rodzica i jego obecnośc?
                                              >
                                              > > Kobieta też myśli o swoich potrzebach i wtedy nikt nie protestuje.
                                              >
                                              > Ja nie myślę o swoich potrzebach, mysle przede wszystkim o dzieciach, co jest d
                                              > la nich najlepsze w patowej sytuacji, wiec nie generalizuj.
                                              >
                                              > Z tym stwierdzeniem się nie zgodzę.Dziecko tez ma prawo decydować o sobie i wybierać co dla niego najlepsze. Dobry rodzic nie myśli o dziecku sam ale konsultuje to z zainteresowanym i szuka kompromisu. Odgórne uszczęśliwianie i decydowanie za innych nie daje szczęścia. nie jest niczym dobrym. Moja mama zawsze lepiej niż ja wiedziała co mnie uszczęśliwi. Nie ma gorszej sytuacji. Też uważa, że ona jest świetna matka a ja wyrodna córką bo jej nie słucham juz od dłuższego czasu.
                                              Szanując własne potrzeby szanujesz tez potrzeby innych. Moim zdaniem 'poświęcanie się' dla dzieci, odkładanie własnych potrzeb na bok nie jest dobre. Kompromis pomiędzy potrzebami jest lepszy. Uczy szacunku do innych, liczenia się z ich prawami, zdaniem. nie wpędza dziecka w poczucie winy bo rodzic się tak poświęca że zapomina o sobie.
                                              >
                                              >
                                              • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 10:01

                                                Obecnosc rodzica jest bardzo wazna, co nie oznacza, ze w sytuacji gdy rodzice sie rozwiedli to dziecko ma miec przewalony swiat do góry nogami. Porownanie do obozu koncentracyjnego mnie rozbawilo, bo zazwyczaj jak sie nie ma argumentow siega sie po drastyczne w odpowiedzi przykłady. Jesli jego dzieci maja oboz koncentracyjny niech sklada pozew o pozbawienia praw ich matki.
                                                -------------
                                                "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                                • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 10:22
                                                  > zazwyczaj jak sie nie ma argumentow s
                                                  > iega sie po drastyczne w odpowiedzi przykłady.
                                                  Ja nie muszę podawać drastycznych przykładów, chciałem tylko pokazać, że ta stabilizacja i powtarzalność podoba się przede wszystkim psychologom. Dla mnie to jest bzdura.
                                                  Czy powtarzalność alkoholowych wyskoków rodzica jest czymś dobrym? Nie!
                                                  Czy zwyczaj systematycznego odwiedzania paskudnej z charakteru ciotki jest czymś dobrym? Też nie.
                                                  Czy brak rodzica w życiu dziecka to coś dobrego? Może tak się zdarzyć czasami, ale to nie reguła.
                                                  Mogę tak dłużej wymieniać.

                                                  Na czym ma polegać ta stabilizacja?
                                                  Dziecko wie, ze ma oboje rodziców, które je kochają.
                                                  Dziecko wie, że nawet jakby coś się przytrafiło, to ktoś się nim dobrze zajmie.
                                                  Dziecko potrafi sobie zaplanować tydzień.
                                                  Ma znajomych, z którymi się spotyka, niekoniecznie stale i czasami przez telefon, skype itd.
                                                  Ma podobny rytm dnia, wie o której porze je obiad, kiedy ma czas wolny itd., jeśli to jest taki zwyczajny dzień.
                                                  ...

                                                  Sama głupia stabilizacja dla stabilizacji jest nic nie warta, jeśli za tym coś nie stoi: miłość, poszanowanie autonomii, rozwijanie zainteresowań, troska o zdrowie, wspierana przyjaźń,...
                                        • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:01
                                          mola1971 napisała:

                                          > Przecież dzieci Altza mają matkę. Co ma do tego choroba sieroca? Czy ona dzieci
                                          > krzywdzi? Nie dba o nie? Jeśli tak to niech składa pozew o odebranie jej dziec
                                          > i.

                                          No właśniesmile Kompletnie nie zrozumiałaś przekazusmile. myślałam Mola, ze wiesz na czym polega choroba sieroca i skąd sie bierze. Dzieci w domu dziecka maja stabilizację o która tu tak zabiegacie a mimo to chorują. Bo stabilizacja nie zastąpi rodzica i jego miłości. to rodzic jest stabilizacją dziecka, nie szkoła, koleżanka czy mieszkanie, nawet nie dobre warunki życiowe.
                                          • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:12
                                            Matka dzieci żyje. Niektore dzieci( bo przeciez swoj rozum mają) później dziękują Bogu i matce, ze ta rozeszła się z ich ojcem.
                                            -------------
                                            "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                            • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 09:46
                                              ewela1_1 napisała:
                                              > Niektore dzieci( bo przeciez swoj rozum mają) później
                                              > dziękują Bogu i matce, ze ta rozeszła się z ich ojcem.
                                              Zaręczam, że nasze dzieci nie są z tego powodu zadowolone.
                                              Skąd wiem? Rozmawiałem na ten temat z nimi i to jest dla nich wielki problem.
                                          • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:18
                                            > No właśniesmile Kompletnie nie zrozumiałaś przekazusmile. myślałam Mola, ze wiesz na
                                            > czym polega choroba sieroca i skąd sie bierze. Dzieci w domu dziecka maja stabi
                                            > lizację o która tu tak zabiegacie a mimo to chorują.

                                            Dzieci w dom,u dziecka nie mają wyłącznego dla siebie, tego samego, stałego opiekuna- to jest przyczyna choroby sierocej.
                                            Dzieci Altza mają- jest nim matka, więc po kiego grzyba w tym miejscu jest porównanie sytuacji altzowych dzieci do tych z domów dziecka??
                                            • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:34
                                              Dzieci w domu dziecka maja opiekuna wyłącznie dla siebie. Organizacja opieki w domu dziecka jest wzorowana na systemie rodzinnym. Jedyne czego im brak to miłości. Opiekun nie zastąpi rodzica.
                                              Dziecko które ma kilka tygodni i jest w rodzinnym pogotowiu opiekuńczym inaczej reaguje na opiekunów z pogotowia a inaczej na przyszłych rodziców adopcyjnych. Sama byłam świadkiem takich sytuacji i nie wierzyłabym ze dwumiesięczniak potrafi coś takiego 'wyczuć'
                                                • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 13:35
                                                  > Czyli sugerujesz, ze matka dzieci Altza ich nie kocha?
                                                  Kocha na swój sposób, jestem przekonany. Ma trochę przegięcie w tę stronę, jak to powinno być, potrafi korzystać z szantażu wobec dzieci, ale to nie jest żadna patologia. Uważam, że to ja byłem tym rodzicem bardziej empatycznym w stosunku do dzieci, ale mniejsza o to.

                                                  Co do domu dziecka, chodziło wyłącznie o to, że dzieci mają taką przewidywalność, zapewnione warunki bytowe itp., ale to wszystko o kant d... rozbić, bo nie są szczęśliwe i mają chorobę sierocą.
                                                  Gwarantowana bliskość i akceptacja oraz pewność, że się to nie zmieni, daje poczucie takiego normalnego a koniecznego zadowolenia, zresztą u dorosłych również.
                                                  Więc już drążmy tematu z DD.
                                              • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:56

                                                > Dzieci w domu dziecka maja opiekuna wyłącznie dla siebie. Organizacja opieki w
                                                > domu dziecka jest wzorowana na systemie rodzinnym.

                                                Bzdura. Opiekun ma kilkanaścioro dzieci, w dodatku pracuje, a nie jest na 24 godz.
                                                To własnie jest największą wadą domów dziecka i to z tego powodu odchodzi się od tej instytucji na rzecz rodzinnych domów dziecka czy rodzin zastępczych.
                                                • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 12:25
                                                  Opiekun w domu dziecka ma 8- 10 dzieci pod opieką. Podobnie jak w rodzinnym domu dziecka. Rodzina zastepcza jest lepsza forma niz dom dziecka ale i tak najlepsza jest rodzina adopcyjna, najlepsza jednak biologiczna.
                                                  Nie o tym tu jednak chcialam i za duzo wiedzy musialabym przekazac, zeby wytłumaczyć swoje podejście do tego problemu.

                                                  Dla mnie istota rzeczy jest równa obecnośc obojga rodziców w zyciu dzieci pomimo rozwodu.
                        • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:24
                          To prawda. Pan wystawia sobie sam świadectwo jakim jest ojcem/człowiekiem.
                          -------------
                          "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                      • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:25
                        > więzi ze swoimi dziecmi to Ty i mozesz miec nawet przez oceany, wystarczą
                        > chęci i trzeba mieć to we krwii. Po za tym mowi się, ze nie ilość wazna, a jak
                        > ość.
                        Nie jesteś świadoma, co piszesz. Tylko tyle powiem.
                        To już! Dzieci zostaw i leć za ocean.
                        • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:37

                          Nie. Lepiej szarpać dziećmi kilkaset kilometrow fundujac im podwojny domek.Sąd na pewno nie dalby opieki naprzemiennej wiedzac,ze mieszkasz teraz tak daleko od swoich dzieci.
                          -------------
                          "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                        • aiwlysji Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 22:34
                          altz napisał:

                          > > więzi ze swoimi dziecmi to Ty i mozesz miec nawet przez oceany, wystarczą
                          > > chęci i trzeba mieć to we krwii. Po za tym mowi się, ze nie ilość wazna,
                          > a jak
                          > > ość.
                          > Nie jesteś świadoma, co piszesz. Tylko tyle powiem.
                          > To już! Dzieci zostaw i leć za ocean.

                          ojciec mojego dziecka mieszka w innym panstwie, mimo tego, ma bardzo intensywny kontakt z dzieckiem, prawie codziennie skype, przez ktory sa zabawy, czytanie bajek, nawet wspolne ogladanie telewizji. dziecko za nim przepada...a widuje go raz na 2-3 miesiace. ale moj eks mysli troche szerzej niz ty, ma swiadomosc, ze dziecko to nie tylko lata dziecinstwa, dzis jest trudno, ale jutro byc moze starsze dziecko zapragnie mieszkac z ojcem. w doroslym zyciu byc moze bedzie "oparciem", przyjacielem, kims kto wnosi inny swiat!


                          ja wyznaje zasade, ze jesli twoja ex/twoj ex sa wredni to tylko dlatego, ze samemu sie zadecydowalo o wyborze takiego wlasnie partnera, nie mozna sie wymiksowac z zycia dziecka tylko dlatego, ze samemu dokonalo sie zlego wyboru!
                    • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:35
                      > Nie rozwodzić jak nie rozwodzić. Sam wyprowadził się kilkaset km od dzieci a te
                      > raz łazi i jęczy, że kontaktu z dziećmi nie ma. Logika na poziomie przedszkolak
                      > a.
                      Ja pier... kontakty, kontakty to sobie sama weź. Ja jestem człowiekiem, mam normalne uczucia i potrzeby. Przytul sobie fotografię albo ekran komputera, skoro to lubisz, ja nie.

                      > I po rozwodzie rodzic niemieszkający z dziećmi może mieć z nimi więź, ale musi
                      > o to dbać a nie fochy strzelać.
                      Pieprzysz.
                      Napisz lepiej do mnie tekst w rodzaju: "Pierdol się facet, trzeba było się urodzić kobietą, mam w d... twoje potrzeby i to co myślisz" chociaż będzie prawdziwie, bo te wasze teksty się do tego sprowadzają.

                      Zapytałem się o prawa ojca, żadna nie odpowiedziała. Podobno dziecko nie cukierek, więc czemu tak do dziecka ciągnie?

                      Kiedyś napisałem, że po rozwodzie tego drugiego rodzica powinno się rozstrzeliwać, byłoby humanitarnie, albo przekazywać na organy. Nadal tak uważam.
                      • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:44
                        Chłopie, nawet nie próbujesz zrozumieć tego, że masz problem sam ze sobą. I to naprawdę duży.
                        Ja od swoich dzieci lecąc za nową miłością nie wyprowadziłam się na drugi koniec Polski. To Ty tak zrobiłeś a teraz ponosisz konsekwencje swojej decyzji. Jesteś niedojrzały jak zielony banan skoro tego nie rozumiesz.

                        I jakie prawa ojca? I ojciec i matka mają obowiązki a nie prawa. Prawa ma dziecko.
                        Jakie Ty byś chciał mieć prawa??? Do robienia dzieciom z życia Sajgony przewożąc je co tydzień z jednego krańca Polski na drugi???
                        • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 20:48
                          > Jakie Ty byś chciał mieć prawa??? Do robienia dzieciom z życia Sajgony przewożą
                          > c je co tydzień z jednego krańca Polski na drugi???
                          Co tydzień, to Twoja propozycja. smile Ciekawa, muszę przyznać, ja bym na to nie wpadł.
                          Poza tym to teraz dzieci mają Sajgon.
                          Matka ma prawa, ojciec też ma prawa i dzieci mają. Gdy są wszyscy mądrzy, to nikomu krzywda się nie dzieje, nie zawsze tak jest, niestety.
                          Jesteś niedojrzała, jak zielona cytryna. Życzę Ci podobnej sytuacji, jak u mnie.
                            • ewela1_1 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:03
                              "Tylko niech przestanie j
                              > eździć po kobietach na tym forum bo mnie cholera bierze jak te bzdury czytam."

                              Amen.
                              -------------
                              "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                            • altz Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 08:18
                              > Tylko niech przestanie jeździć po kobietach na tym forum
                              > bo mnie cholera bierze jak te bzdury czytam.
                              Po nikim nie jeżdżę, nad nikim się nie znęcam, staram się wam tylko otworzyć oczy na pewne sprawy, o których łatwiej nie mówić, to tak się łatwiej żyje. Będę tępił głupotę i nie przestanę.
                              Ja się w tym nie liczę, nawet jeżeli nie dam rady, to i tak dam radę. Liczą się dla mnie inni, ale to praca na lata.
                              Jeśli uważasz, że jestem jak Cronat, to nie warto niczego tłumaczyć.
                              • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:24

                                > Po nikim nie jeżdżę, nad nikim się nie znęcam, staram się wam tylko otworzyć oc
                                > zy na pewne sprawy, o których łatwiej nie mówić, to tak się łatwiej żyje. Będę
                                > tępił głupotę i nie przestanę.

                                To zacznij od tej u Ciebie. Oceń realnie swoją obecną sytuację i przestań żyć mrzonkami o opiece naprzemiennej, bo w tych warunkach nikt Ci jej nie przyzna- jest to UTOPIA.

                                > Ja się w tym nie liczę, nawet jeżeli nie dam rady, to i tak dam radę. Liczą się
                                > dla mnie inni, ale to praca na lata.

                                No ba...
                                Nie ma to jak porywać się z motyką na słońce.
                                Mnie byłoby szkoda czasu i sił; zamiast tego wolałabym je spożytkować na inne działania, które służyłyby moim dzieciom. No ale ja z racjonalistek, a nie tych żyjących wg jakichś swoich ubzduranych pseudoidei.
                                Co za satysfakcja z życia, jeśli w nim walczy się o coś, co z założenia nie ma żadnych szans powodzenia realizacji? Nie lepiej wziąć się za coś, co da efekty? Altz tak narzeka na pracę, że tak marnie płacą- to może energię skierować na podwyższenie swoich kwalifikacji, a nie jakieś pierdy o opiece naprzemiennej?
                                Że też niektórym tak się w życiu nudzi....
                                • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:38
                                  zmeczona100 napisała:

                                  >
                                  > > Po nikim nie jeżdżę, nad nikim się nie znęcam, staram się wam tylko otwor
                                  > zyć oc
                                  > > zy na pewne sprawy, o których łatwiej nie mówić, to tak się łatwiej żyje.
                                  > Będę
                                  > > tępił głupotę i nie przestanę.
                                  >
                                  > To zacznij od tej u Ciebie. Oceń realnie swoją obecną sytuację i przestań żyć m
                                  > rzonkami o opiece naprzemiennej, bo w tych warunkach nikt Ci jej nie przyzna- j
                                  > est to UTOPIA.
                                  >
                                  >Proponuję dokształcenie się z pedagogiki.
                                  To ie jest utopia i takie rozwiązania na świecie juz funkcjonują. Poczytaj o Szwecji, USA.
                                  Myślenie o wychowaniu takie jak Ty prezentujesz zaczyna odchodzić w niebyt. Zmienia sie model życia, rodziny więc i wychowania też.
                                  • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:46

                                    > To ie jest utopia i takie rozwiązania na świecie juz funkcjonują. Poczytaj o Sz
                                    > wecji, USA.
                                    > Myślenie o wychowaniu takie jak Ty prezentujesz zaczyna odchodzić w niebyt. Zmi
                                    > enia sie model życia, rodziny więc i wychowania też.

                                    No widzisz, jaka niepostępowa tradycjonalistka jestem.
                                    Póki co, to trochę pedagogiki też liznęłam i zmian, o jakich Ty piszesz, nikt nie bierze jako model optymalny, obowiązujący; raczej jako ciekawostka egzotyczna.

                                    I powtarzam- zawsze można wyjechać.
                                    • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 15:36
                                      zmeczona100 napisała:


                                      > Póki co, to trochę pedagogiki też liznęłam i zmian, o jakich Ty piszesz, nikt n
                                      > ie bierze jako model optymalny, obowiązujący; raczej jako ciekawostka egzotyczn
                                      > a.
                                      >
                                      > I powtarzam- zawsze można wyjechać.
                                      Mozesz mi podać lektury na temat wychowania dzieci po rozwodzie? Chętnie poczytam cos nowego na ten temat.
                                      Norma jest nadal wychowanie w rodzinie. Rozwód znosi małżeństwo a rodzina nadal istnieje. Szwedzi wypracowali modele rodziny rekonstruowanej. Warto poczytać. jak pierwszy raz się z tym zetknęłam to ich rozwiazania budziły mój ogromny sprzeciw. Teraz wiem, że korzystne rozwiazanie to takie które pozwala na zachowanie więzi miedzy członkami rodziny. Takich w miare normalnych.
                                      Ja szanuje ze ktoś potrafi te więzi utrzymać przez skypa. Szanuję też to że ktoś inny tego nie potrafi lub zwyczajnie nie chce. Altz nie chce być skypowym tata a takim tata co to na ryby można z nim pójść, pograć w kręgle czy potarmosić sie na kanapie. I ma do tego prawo. ale to co Altzowi wolno wyznacza jego eks zona. To ona decyduje jak ma wyglądać kontakt z jego dziećmi. I nikogo nie bulwersuje ze nie musi sie liczyć, ani z uczuciam Altza, ani z uczuciami dzieci.
                                      Oprócz sadu, do którego nie każdy ma ochotę biegać, jest jakies inne wyjscie dla Altza? Nie ma opcji 'dogadać sie'.

                                      • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 16:28

                                        > Mozesz mi podać lektury na temat wychowania dzieci po rozwodzie? Chętnie poczyt
                                        > am cos nowego na ten temat.

                                        Odniosłam się do "modelu zachodniego", tj. wielokrotnej wędrówki dzieci za rodzicami, którzy zmieniają miejsce pracy/ związku itp. Jeśli nam chodzi o to, żeby dziecko uczyło się, że jest samo, że ma sobie zawsze sam dawać radę, że nie warto nawiązywać z innymi przyjaxni, miłości, bo to tylko tymczasowe, to owszem, mozna sobie taki model przyjąć za optymalny. Mnie wychowano w poczuciu, że jestem członkiem społeczności (rodziny, grona przyjaciół) i że o więzi w niej trzeba dbac, aby kontakty były autentyczne i dawały obustronne zadowolenie.

                                        Altz nie chce być skypowym tat
                                        > a a takim tata co to na ryby można z nim pójść, pograć w kręgle czy potarmosić
                                        > sie na kanapie. I ma do tego prawo. ale to co Altzowi wolno wyznacza jego eks z
                                        > ona. To ona decyduje jak ma wyglądać kontakt z jego dziećmi.

                                        No zaraz. Ponoć mają przyznaną opiekę naprzemienną, czyli musieli się dogadywać przed sądem. Ale sąd, jak rozumiem, przyznał tę opiekę, bo spełniali określone warunki. Skoro Altz je zmienił, to dlaczego teraz oczekujesz od ex, że to jednak ona sie dostosuje?
                                        • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 16:38
                                          Odnośnie modelu rodziny rekonstruowanej to mylisz się. Jest dokładnie odwrotnie.

                                          Altz w momencie rozwodu mieszkał juz poza domem na drugim końcu Polski.Sąd po prostu uznal, ze skoro zgadzają sie na taka formę opieki to dojdą do porozumienia.jak widać nie dojdą.
                                          • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 16:43
                                            Jedyną formą opieki naprzemienną, za którą jestem, to model taki, gdzie dziecko mieszka w jednym domu i to rodzice się zmieniają, żyjąc w swoich oddzielnych domach. Wtedy dziecko ma wszystko, czego mu potrzeba. Fakt, że wymaga od rodziców więcej wysiłku i zaangazowania, no ale przynajmniej wiadomo, że to jednak dobro dziecka jest na pierwszym planie, a nie egoizm któregoś z rodziców.

                                            No cóż, nie wierzę absolutnie w to, że Altz uzyskał opiekę naprzemienną- jeśli faktycznie mieszkał już wtedy na drugim końcu Polski.
                                            A tak w ogóle, to on jakiś szybko kochliwy jest- jeszcze nie miał rozwodu, był zakochany w ex, a już miał gniazdko uwite z inną.
                                            • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 17:07
                                              Rozbawiły mnie te Twoje posty.
                                              Autentyczniesmile
                                              Już oceniłaś i wiesz wszystkosmile
                                              Jestem ciekawa czy zdanie dziecka w takiej sprawie wziełabys pod uwagę? Czy dziecko w wieku szkolnym ma prawo powiedzieć czy taka forma opieki mu odpowiada i co jesli tak?

                                              Pytam bo chciałabym miec pełen obraz twojego zdania na ten temat. Dla mnie ta dyskusja ulega wyczerpaniu.
                                    • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 15:37
                                      Ja szanuje ze ktoś potrafi te więzi utrzymać przez skypa. Szanuję też to że ktoś inny tego nie potrafi lub zwyczajnie nie chce. Altz nie chce być skypowym tata a takim tata co to na ryby można z nim pójść, pograć w kręgle czy potarmosić sie na kanapie. I ma do tego prawo. ale to co Altzowi wolno wyznacza jego eks zona. To ona decyduje jak ma wyglądać kontakt z jego dziećmi. I nikogo nie bulwersuje ze nie musi sie liczyć, ani z uczuciam Altza, ani z uczuciami dzieci.
                                      Oprócz sadu, do którego nie każdy ma ochotę biegać, jest jakies inne wyjscie dla Altza? Nie ma opcji 'dogadać sie'.
                                      • ciociacesia a ja chce byc piekna i bogata 31.07.11, 10:19
                                        > ś inny tego nie potrafi lub zwyczajnie nie chce. Altz nie chce być skypowym tat
                                        > a a takim tata co to na ryby można z nim pójść, pograć w kręgle czy potarmosić
                                        ja chce zeby moje dziecko wychowywalo sie w opelnej rodzinie, mialo kochajacych jego i siebie rodziców. wobec faktu ze to nierealne oddam je do domu dziecka, bo skoro nie moze byc tak super to niech nie bedzie nic. przecz z półsrodkami!
                                        • altz Re: a ja chce byc piekna i bogata 31.07.11, 10:36
                                          ciociacesia napisała:
                                          > ja chce zeby moje dziecko wychowywalo sie w opelnej rodzinie, mialo kochajacych
                                          > jego i siebie rodziców. wobec faktu ze to nierealne oddam je do domu dziecka,
                                          > bo skoro nie moze byc tak super to niech nie bedzie nic. przecz z półsrodkami!
                                          To też jest podejście kobiece, niestety.
                                          Oddadzą prędzej dzieci do Domu Dziecka, niż ojcu na wychowanie.
                                          Niektóre panie tak mają.
                                        • mayenna Re: a ja chce byc piekna i bogata 31.07.11, 11:31
                                          ciociacesia napisała:


                                          > ja chce zeby moje dziecko wychowywalo sie w opelnej rodzinie, mialo kochajacych
                                          > jego i siebie rodziców. wobec faktu ze to nierealne oddam je do domu dziecka,
                                          > bo skoro nie moze byc tak super to niech nie bedzie nic. przecz z półsrodkami!
                                          Skąd wiadomo, ze nie może być tak jak chcesz?
                                          Ludzie się zmieniają i kto wie czy za x lat twoja druga połowa nie dorośnie do tych założeń?
                                          Podejmując decyzję o rozwodzie wiesz na co sie piszesz. Wiesz jakie będą konsekwencje.Moim zdaniem najważniejsze jest zachowanie więzi i obecności obojga rodziców - jeśli żadne z nich nie jest patologicznie obciążone.
                                          Opieka naprzemienna może byc proporcjonalna do odległości w jakiej mieszkają rodzice. W Winsconsin np. jeśli któreś mieszka daleko to dziecko spędza u niego wszelkie przerwy szkolne i święta. Ale trzeba dobręj woli.
                                          • ciociacesia nie 31.07.11, 12:02
                                            to nie ja podjelam decyzje o rozstaniu.
                                            moja ex polowa moze za x albo nawet y lat dorosnac tylko ze obawiam sie ze bedzie wtedy obcym dla córki człowiekiem.
                                            chodzilo mi tylko o to ze ja moge sobie chceiec miec pelna rodzine, opieke naprzemienna, czarna skire i mercedesa, ale na pewne rzeczy nie mam wiekszego wplywyu - na to ze ex nas zostawil i ze olal dziecko po calosci. w tej sytuacji moge tylko robic co w mojej mocy i zachowywac sie jak czlowiek. moglabym zrobic focha i oswiadczyc ze dopuki ex nie zacznie opieki naprzemienne to ja w ogole dziecko porzucam, i liczyc ze to zmieni jego charakter, decyzje postpowanie. tylko ze to glupie - ja mam zobowiazania wobec dziecka.
                                            • mayenna Re: nie 31.07.11, 13:07
                                              Wiesz, ekstremalna sytuacja - porzucenie - może wywołałaby w nim reakcje jakiej oczekujesz. Teraz to on wie, że córka ma opiekę i najlepsza mamę na świecie i w sumie nic nie musi. Ty przejęłas odpowiedzialność za los dziecka.

                                              Altz ma prawo do swoich poglądów. Mnie cieszy, ze ludzie sa różni i lubię spoglądać na zycie ich oczami. Nie ma jednego właściwego przepisu na wychowanie. Myślę, ze rodzic jeśli proponuje opiekę w formie takiej jak Altz, to zna swoje dzieci najlepiej i wie ze ma to szanse powodzenia. Nie wierzę, że ktoś kto kocha dziecko, chce jak najlepiej dla niego.
                                              • ciociacesia Re: nie 31.07.11, 20:06
                                                > Wiesz, ekstremalna sytuacja - porzucenie - może wywołałaby w nim reakcje jakie
                                                > j oczekujesz. Teraz to on wie, że córka ma opiekę i najlepsza mamę na świecie i
                                                > w sumie nic nie musi. Ty przejęłas odpowiedzialność za los dziecka.
                                                super. tylko co z dzieckiem? jakos tak kombinuje ze sytuacja porzucenia go celem zainteresowania jego losem ojca wyrodnego moglaby jednak zwichrowac psychike. nie mowiac juz o tym ze skoro przejelam te odpowiedzialnosc - bo ktos musial to jej teraz nie zostawie po to by ojca wychowywac albo komus cos udowadniac
                                                • mayenna Re: nie 31.07.11, 21:04
                                                  Mnie korcilo też żeby sprawdzić co będzie jak mnie zabraknie. Doszlam jednak do takiego etapu, że robię swoje i nie wnikam w poczynania eksa. Jest - to dobrze, nie ma go - też dobrze. Odpowiadam tylko za siebie i swoje zachowanie. na niego nie mam wpływu.
                                                  Doradzić mogę, jeśli chcesz rady, jedynie akceptację stanu rzeczy i zamknięcie przeszłości. Po co się tym obciążać?
                                          • ciociacesia dobra wola 31.07.11, 12:05
                                            to jeden z rzadszych zasobów.
                                            dla mnie to glupie i okrutne ze alt w sytuacji gdy ex brak tej dobrej woli i nie chce opieki naprzemiennej robi w tyl zwrot i foch mowiac ze on albo bwedzie ojcem na caly gwizdek albo wcale. ja w takij sytuacji z jednej strony walczylabym o kontakty z drugiej dzwonila, wysylala zdjecia i laczyla sie przez skajpa
                                            • altz Re: dobra wola 31.07.11, 12:21
                                              > ja w takij sytuacji z jednej strony walczylaby
                                              > m o kontakty z drugiej dzwonila, wysylala zdjecia i laczyla sie przez skajpa
                                              Dzwoniłabyś do byłego męża w sprawie rozmów z dziećmi? smile Już to widzę, szczególnie po Twoich tekstach o ojcu dzieci. To nie są dorosłe osoby, to dzieci, cokolwiek się zrobi, musi przejść przez ręce strażnika. Dla mnie to jest taka sama sytuacja, jakbym dzwonił do więzienia za każdym razem musiał rozmawiać z klawiszem, który ma jak najgorsze zdanie o mnie. Nie wyrabiam po prostu.
                                              Miałem świetną więź z dziećmi, wydaje mi się, że już nie mam. Nie ma szans na utrzymanie tego, zostałem wymontowany z ich życia i tylko wspólny pobyt coś może zmienić.
                                              Liczę na to, że jednak coś tam w tej mądrej głowie zaświta z czasem, jeśli nie, to trudno.
                                              • ciociacesia Re: dobra wola 31.07.11, 20:21
                                                > Dzwoniłabyś do byłego męża w sprawie rozmów z dziećmi? smile Już to widzę, szczeg
                                                > ólnie po Twoich tekstach o ojcu dzieci. To nie są dorosłe osoby, to dzieci,
                                                mozesz sobie nie wierzyc. dzwonie do tego buca regularnie. takze do jego wrednej matki oraz babki. jesli chodzi o dobro dziecka mam raczej twarda skóre
                        • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:02
                          Miłość przyszła potem. Najpierw dzieki byłej żonie Altz stracił dach nad głową.
                          Mola, on o tym dokładnie pisze. Przeczytaj i postaraj się chociaż zrozumieć. On tam gdzie mieszkał nie ma pracy i mieszkania. Tu koszty wynajmu sa dużo mniejsze niż tam skąd pochodzi Altz.
                          Za cenę kawalerki w dużym mieście na zachodzie Polski ja wynajmuję 70 metrowe mieszkanie z widokiem na jezioro i w centrum miasta.O kosztach życia nie wspomnę.

                          Ale każdy mierzy własną miarą.
                          • mola1971 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:12
                            Mayenno, ja naprawdę staram się to zrozumieć, ale Altz jest dorosły. A dorosły człowiek podejmuje decyzje i ponosi ich konsekwencje. To naprawdę jest proste jak budowa cepa.
                            Oczywiście, że podejmując jakąś decyzję kierujemy się jakimiś okolicznościami (często niezawinionymi), ale na tym polega dorosłość, że na klatę trzeba to wziąć a nie łazić po forach i kąsać po kostkach kobiety. I to najczęściej te słabe. Bo gdyby kąsał silne to trochę inna bajka. Silna nie da sobie w kaszę dmuchać.
                            • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:38
                              On jako ojciec cały czas zbiera cięgi od kobiet. Poczytaj swoje posty i posty innych pań do Altza.
                              Nikt na dobra sprawę nie stara się zrozumieć jego podejścia do problemu bo to zaprzecza naszym prawom do wyłączności na dzieci. ojciec ma się dostosować bo matka to jest najświętsze dobro dziecka. Altz walczy z tym stereotypem. Mówi co czuje normalny rodzic jak zabiera mu sie dzieci i ustala 'kontakt'.W Norwegii nie robią różnicy i to dobro dziecka posunęli jeszcze dalej. Zabierają dzieci biologicznym rodzicom. Nie pamiętam w czym ostatnio o tym czytałam, ale problem jest bardzo podobny.
                              Uznaję, ze dorosła odpowiedzialna osoba jak podejmuje decyzję to wszystko bierze pod uwagę. Jeśli Altz pisze, ze inaczej nie mógl postąpić to uwierzmy mu, ze tak istotnie było.Łatwo na forum urządzać komuś życie pisząc: mogłeś/możesz tak zrobić albo owak. Trudno uwierzyć ze nie mógł postąpić inaczej.
                              • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 28.07.11, 21:47
                                mayenna napisała:

                                > On jako ojciec cały czas zbiera cięgi od kobiet. Poczytaj swoje posty i posty i
                                > nnych pań do Altza.

                                Bo się nad nimi nie da po prostu przejść do porządku dziennego. Pieprzy trzy po trzy takie pierdoły i dyrdymały, aż trudno uwierzyć, że on jest pełnoletni i w dodatku jest ojcem (że tylko z nazwy, to inna sprawa).

                                > Nikt na dobra sprawę nie stara się zrozumieć jego podejścia do problemu bo to z
                                > aprzecza naszym prawom do wyłączności na dzieci.

                                To nie żona wyprowadziła się z dziećmi na drugi koniec Polski, tylko on sam; niechże więc, do kuźwynędzy, zrozumie, że to z jego przyczyny nie ma częstego kontaktu z dziećmi. No chyba, że wymaga od baby, aby przeniosła się do niego, w pobliże, żeby mógł się wykazać?!

                                ojciec ma się dostosować bo ma
                                > tka to jest najświętsze dobro dziecka. Altz walczy z tym stereotypem.

                                Niom. Wyprowadzając się na drugi koniec Polski i jęcząc, że ex nie realizuje opieki naprzemiennej.

                                Mówi co c
                                > zuje normalny rodzic jak zabiera mu sie dzieci i ustala 'kontakt'.

                                No ale jemu nie zabrano dzieci, tylko sam się od nich uwolnił. No chyba, że jęczy nad tym, że ta ex śmiała złożyć pozew o rozwód. Sorry, ale jak czytam jego wypowiedzi, to wcale jej się nie dziwię.

                                W Norwegii ni
                                > e robią różnicy i to dobro dziecka posunęli jeszcze dalej. Zabierają dzieci bio
                                > logicznym rodzicom.

                                To w czym problem? Niech Altz jedzie do Norwegii i ściągnie tam ex i ich dzieci.

                                Nie pamiętam w czym ostatnio o tym czytałam, ale problem je
                                > st bardzo podobny.
                                > Uznaję, ze dorosła odpowiedzialna osoba jak podejmuje decyzję to wszystko bierz
                                > e pod uwagę. Jeśli Altz pisze, ze inaczej nie mógl postąpić to uwierzmy mu, ze
                                > tak istotnie było.

                                No i OK, tylko niech nie bredzi o opiece naprzemiennej w sytuacji, którą sam stworzył! Bo to nawet nie śmieszne, ale tragicznie egoistyczne!

                                Łatwo na forum urządzać komuś życie pisząc: mogłeś/możesz tak
                                > zrobić albo owak. Trudno uwierzyć ze nie mógł postąpić inaczej.

                                Postąpił, to- jak dorosły- niech teraz pije piwa, które sam nawarzył. Uniemożliwił opiekę naprzemienną, więc jej nie ma- to była jego decyzja.
                                • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 08:40
                                  świetnie. Piekna analiz tego co Altz mógł zrobić, A teraz zastanów sie co mogła zrobić jego była zona. Nawet w sytuacji gdy on wyjechał na drugi koniec Polski przecież coś może zrobić by dzieci widywały ojca?

                                  Zmęczona, sa tu panowie, którzy musieli odkochać się w mgnieniu oka bo im małżonki powiedziały, że już nie kochają. Altz, Error i Człowiek na torze, Zatracony to takie przykłady. Nie chcieli rozwodu ale musieli się dostosować.
                                  Piwo Altz pije, ale nawarzyli go oboje. Dzieci Altza maja dwoje rodziców i matka też decyduje w tej sprawie. Ty wina obarczasz jedna ze stron. Posłuchaj dziś raportu smoleńskiego - doskonały przykład na zbiegi okoliczności, na reakcjie i kontrreakcje i na podział winysmile

                                  Nie znoszę takiego rozkładania wypowiedzi na części bo fatalnie mi sie to czyta.
                                  • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 11:38
                                    mayenna napisała:

                                    > świetnie. Piekna analiz tego co Altz mógł zrobić, A teraz zastanów sie co mogła
                                    > zrobić jego była zona. Nawet w sytuacji gdy on wyjechał na drugi koniec Polski
                                    > przecież coś może zrobić by dzieci widywały ojca?

                                    Niby co? Zmniejszyć/ zlikwidować Altzowi alimenty, aby dojazdy go nie obciążały finansowo? Przenieść się za nim? Co, konkretnie? A może by tak Altz przestał oczekiwać zmian od innych, ale zaczął od siebie?

                                    > Zmęczona, sa tu panowie, którzy musieli odkochać się w mgnieniu oka bo im małż
                                    > onki powiedziały, że już nie kochają. Altz, Error i Człowiek na torze, Zatracon
                                    > y to takie przykłady

                                    Ale jakie ma to znaczenie, jeśli rozważamy wpływ rozwodu na więzi rodziców z dziećmi, a nie pomiędzy rodzicami? Czy rozwód oznacza zerwanie więzi z drugim rodzicem? Tak, może oznaczać- jeśli tak zadecyduje sam rodzic. A nie teraz Altz ma świetną wymówkę, bo to przecież żona go zostawiła. Tyle razy było już tu o tym, tyle przykładów, że jeśli kobieta wychodzi z małżeństwa, z którego są dzieci, to zazwyczaj robi to w ostateczności, gdy nie ma już innego wyjścia. Nie znam Altzowej, ani jego samego; mogę tylko domniemywać po tym, co facet tu wypisuje, że Altzowa miała troje dzieci i ciągnęła wszystko sama. I mogę zrozumieć jej decyzję.

                                    > Piwo Altz pije, ale nawarzyli go oboje.

                                    Oboje podjęli decyzję o tym, że Altz wyjeżdża kilkaset km od domu?

                                    Dzieci Altza maja dwoje rodziców i matk
                                    > a też decyduje w tej sprawie.

                                    Chętnie się dowiem, co wg Ciebie (czy Altza) powinna w tym momencie zadecydować Altzowa.

                                    Ty wina obarczasz jedna ze stron. Posłuchaj dziś
                                    > raportu smoleńskiego - doskonały przykład na zbiegi okoliczności, na reakcjie i
                                    > kontrreakcje i na podział winysmile

                                    Nie, nie obarczam winą jedej ze stron, bo nie mam pełnej wiedzy o tym, jak było; mogę tylko wypowiedzieć się na podstawie tego, co Altz sam tu wypisuje.
                                    Na raport smoleński reaguję alergicznie, więc nie ma szans wink
                                    • mayenna Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 12:20
                                      zmeczona100 napisała:


                                      >
                                      > Niby co? Zmniejszyć/ zlikwidować Altzowi alimenty, aby dojazdy go nie obciążały
                                      > finansowo? Przenieść się za nim? Co, konkretnie? A może by tak Altz przestał o
                                      > czekiwać zmian od innych, ale zaczął od siebie?

                                      To sa juz jakieś propozycje rozwiązania. Moze zrobić każda z tych rzeczy ale żadnej nie chce i nikt nie uważa, że powinna cokolwiek robić. Altz ma coś robić a ona nic nie musi. To jest niesprawiedliwe.
                                      >
                                      Czy rozwód oznacza zerwanie więzi z drugim rod
                                      > zicem? Tak, może oznaczać- jeśli tak zadecyduje sam rodzic. A nie teraz Altz ma
                                      > świetną wymówkę, bo to przecież żona go zostawiła. Tyle razy było już tu o tym
                                      > , tyle przykładów, że jeśli kobieta wychodzi z małżeństwa, z którego są dzieci,
                                      > to zazwyczaj robi to w ostateczności, gdy nie ma już innego wyjścia. Nie znam
                                      > Altzowej, ani jego samego; mogę tylko domniemywać po tym, co facet tu wypisuje,
                                      > że Altzowa miała troje dzieci i ciągnęła wszystko sama. I mogę zrozumieć jej d
                                      > ecyzję.

                                      Znam Altza w realu i nie zgodzę się z tym. Normalny facet, zaangażowany w rodzinę i wychowanie. Pomagający w domu. Pracujący zawodowo. Spokojny. Nie podnosi głosu. Wie co to kompromis.Abstynent.
                                      Altzowa nie ciagnęla niczego sama. Moim zdaniem miała za dobrze. Rok z moim eksem i wiedziałaby co to mieć dziecko zamiast partnera. Ja mam swoją teorię czemu im sie n ie udało. Nie jest to jednak to o czym piszesz i nie ma to nic wspólnego z wychowaniem dzieci a raczej relacjami miedzy małżonkami.
                                      Odpowiedzialnośc za relacje dziecka z rodzicami po rozwodzie ciązy na obojgu rodzicach.Obie strony musza chcieć tych kontaktów i pomagać sobie by je realizować, pomimo wlasnych uprzedzeń. Dla dobra dzieci.
                                      >
                                      > > Piwo Altz pije, ale nawarzyli go oboje.
                                      >
                                      > Oboje podjęli decyzję o tym, że Altz wyjeżdża kilkaset km od domu?
                                      Tak. Rozwód doprowadził do pogorszenia sie jego zdrowia i tym samym finansów, stracił dach nad golową. Mógl zamieszkać pod mostem w swoim mieście ale przyznasz, ze nie każdy lubi jak mu w tyłek wieje. Działania zony doprowadziły do konkretnej sytuacji.
                                      >
                                      > Dzieci Altza maja dwoje rodziców i matk
                                      > > a też decyduje w tej sprawie.

                                      > Nie, nie obarczam winą jedej ze stron, bo nie mam pełnej wiedzy o tym, jak było
                                      > ; mogę tylko wypowiedzieć się na podstawie tego, co Altz sam tu wypisuje.
                                      >
                                      Nie starasz się nawet być obiektywna i przeczytać tego co on pisze od jego strony. Jak Altz pierwszy raz mi opowiedział o swoich poglądach to też nie rozumiałam o co mu chodzi. Postawiłam sie jednak w jego sytuacji. Założyłam, ze on kocha swoje dzieci tak jak ja swoje i chce porozumienia a nie wojny z ich mama. Założyłam, ze decyzja o wyjeździe nie była podyktowana egoizmem a koniecznością życiową.Założyłam, że dzieci kochają równo oboje rodziców i chcą być z każdym z nich tak samo, że to jest korzystniejsze niż samotne wychowanie.
                                      I sa jednak rozwiązania w tej sytuacji optymalne dla dzieci ale niewygodne dla matki.. Trzeba poskromić egoizm, że ja wiem lepiej co trzeba mojemu dziecku by zgodzić sie na nie.Te rozwiązania sa juz w innych społecznościach akceptowane. U nas to pewnie przyjdzie za jakiś czas dopiero. Jak ta szkoła i stabilizacja i dobro dzieci wyrażane przez jedno z rodziców bedą mniej 'święte'.
                                      >
                                      • zmeczona100 Re: Śmiać się czy płakać??? 29.07.11, 16:14
                                        mayenna napisała:

                                        > zmeczona100 napisała:
                                        >
                                        >
                                        > >
                                        > > Niby co? Zmniejszyć/ zlikwidować Altzowi alimenty, aby dojazdy go nie obc
                                        > iążały
                                        > > finansowo? Przenieść się za nim? Co, konkretnie? A może by tak Altz prze
                                        > stał o
                                        > > czekiwać zmian od innych, ale zaczął od siebie?
                                        >
                                        > To sa juz jakieś propozycje rozwiązania. Moze zrobić każda z tych rzeczy ale ża
                                        > dnej nie chce i nikt nie uważa, że powinna cokolwiek robić. Altz ma coś robić a
                                        > ona nic nie musi. To jest niesprawiedliwe.

                                        Dlaczego Altz ze swoją panią i jej dziećmi nie przeprowadzi się w pobliże swoich dzieci? W czym jest problem?
                                        Altz się wyprowadził, dlaczego więc ex ma wędrować za nim albo płacić mu za wizyty? A jesli Altz zakocha się w jakiejś dziewczynie spod Paryża i tam się przeprowadzi, to czy Altzowa też powinna to zrobić?

                                        Dla mnie to jest dziecinada i tyle. Rozwód to była ich wspólna decyzja, opieka naprzemienna też, ale wtedy Altz mieszkał z dziećmi. Chyba Altz nie jest tak naiwny, aby brac pod uwagę, że po rozwodzie nie zmieni miejsca zamieszkania i nie utrudni tym samym sprawowanie opieki naprzemiennej?
                                        Gdyby Altzowi chodziło o dzieci, to wyprowadziłby się w ich pobliże, zakupił działkę, na której uprawiałby sobie warzywa, hodował kury i świnie i miał gdzie żyć z dziećmi. No ale Altz wybrał głos serca.

                                        >
                                        > Znam Altza w realu i nie zgodzę się z tym. Normalny facet, zaangażowany w rodzi
                                        > nę i wychowanie. Pomagający w domu. Pracujący zawodowo. Spokojny. Nie podnosi g
                                        > łosu. Wie co to kompromis.Abstynent.
                                        > Altzowa nie ciagnęla niczego sama. Moim zdaniem miała za dobrze.

                                        No cóż, w takim razie jest to pierwsza tak głupia kobieta, o której słyszałam. Z mojego otoczenia nie znam podobnego przypadku, natomiast wśród związków po rozwodzie nie ma ani jednego, w którym o rozwód wystąpiłby mąż.

                                        Aha, ja też miałam za dobrze, bo mój mąż nie pił i nie bił. I pewnie gdybym nie wykryła zdrady, do tej pory żyłabym w tym szczęśliwym związku.


                                        > Odpowiedzialnośc za relacje dziecka z rodzicami po rozwodzie ciązy na obojgu ro
                                        > dzicach.Obie strony musza chcieć tych kontaktów i pomagać sobie by je realizowa
                                        > ć, pomimo wlasnych uprzedzeń. Dla dobra dzieci.

                                        Czyli kompromis wg Ciebie byłby wtedy, gdyby ex Altza skakała wokół niego i robiła wszystklo, aby szanowny Altz zechciał kontaktować się ze swymi dziećmi... A on na pomnik zasługuje już choćby tylko z tego powodu, że chce być z dziećmi.

                                        > > Oboje podjęli decyzję o tym, że Altz wyjeżdża kilkaset km od domu?
                                        > Tak. Rozwód doprowadził do pogorszenia sie jego zdrowia i tym samym finansów, s
                                        > tracił dach nad golową.



                                        Ale ja nie pytałam o wp