jak to jest z ta winą....trochę pod włos

18.08.11, 10:11
Podoba mi się ten wątek o winie po środku. Osobiście uważam, że związek nie arytmetyka i nie ma sensu zastanawiać się ile kto w ilu procentach zawinił. Jakie ma znaczenie czy ja 50% i ty 50% czy ja 20% a ty 80%, czy jedna strona w ogóle a druga wszystko? Znaczenie ma tylko to czy umiemy czerpać wiedzę z tego co nas spotyka, z własnych i cudzych doświadczeń, czy widzimy pewne mechanizmy i rozumiemy zależności.
Kiedy związek już się rozpadł, kiedy najbliższe sobie osoby ponownie stają się sobie obce nie ma sensu zastanawiać się czy on/ona ma poczucie winy za krzywdy nam wyrządzone.
Bo co to za różnica teraz?
Istotne natomiast jest pytanie, czy wiemy jakie mechanizmy się zadziały i jak ewentualnie ich unikać jeśli są niepożądane. MY! MY powinniśmy je znac, MY powinniśmy wiedzieć, MY powinniśmy rozumieć, MY jesli chcemy umieć stworzyć kolejny związek zastanówmy sie nie nad winą (bo jakże często tej winy nie ma w ogóle, w sensie winy) a nad tym jak osiagnąć to o co nam chodzi, czego pragniemy. Jak iśc do przodu. A nie pójdziemy dalej zastanawiając się latami, czy on/ona żałują za te błedy i wypaczenia i zaniechania. Ja czytając to forum latami (bo lubie kilka osób tu piszących) ciagle natykam się na ludzi (zwłaszcza kobiety) które mimo rozstania ciagle zyja w związku z którego czasami same się wymiksowały. Paradoks, nie? smile Karzą partnera a to sądami, a to odbieraniem dzieci, a to jadem, a to innym upierdliwym zachowanie, by UKARAĆ ZA TE WINY ...za które sensu karać juz nie ma. I tak naprawdę to karają same siebie. Bo one NIGDY nie wyciszą się, nie poczują zadowolenia innego niz satysfakcja z tego, że "znowu mu się dostało", nie zasną bez myśli o tym czy on przemyślał i żałuje i co zrobić by tak było i żyją tak by udowodnić, że to ich na wierzchu. Nawet nie wiecie ile się traci z życia i ilu ludzi wokół zraża się do siebie. Nikt mądry i fajny nie zaryzykuje żadnej relacji z osobą która zyje ciągłą chęcia zemsty i udowodnienia winy facetowi/kobiecie z którym juz nie jest. Każdy normalny człowiek boi się takiego mściwca.
Ja wiem, że wszystko trzeba przejść jak ospę. I poczucie winy, i poczucie straty i poczucie krzywdy. Na wszystko jest czas. Ale jest to tylko jakiś czas. Znacie osoby które skrzywdzone zamykają się na świat i ciagle cierpią, ciagle pielęgnują swoją krzywdę i ciagle czekają, że jemu/jej się odmieni? Nie ma sensu zastanawiac się kto bardziej zawinił i kto świnia większa a kto mniejsza. Czasami po prostu kończy się, nie udaje, nie wychodzi. I można szukać krzywdy latami, a można po prostu wyciągnąć wniosek co nie zagrało. Mozna wołać, że to zbyt ważne i stratę trzeba okupić tym samobiczowaniem i biczowaniem drugiej strony. Tylko co to da? I co zmieni? Ja każdemu życzę by jak najszybciej wrócił do równowagi i zamiast zastanowić się czy on/ona żałuje i czy adekwatnie do winy lepiej niech po prostu zastanowi się czego teraz chce i jak to osiągnąć. Powodzenia.
    • katja75live Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 10:41
      I to sobie chyba wydrukuje i bede czytac przed snem. Ja jeszcze kiedys uslyszalam cos w podobnym tonie w programie u Ophry: Takie palanie checia zemsty, dokuczanie, to nic innego jak trucizna ktora sami zazywamy i mamy nadzieje, ze ktos inny sie otruje.
      To tyle teorii, ale w praktyce to trudno zaakceptowac, ze bedac oszukiwanym perfidnie przez lata, druga strona nie ma sobie nic do zarzucenia i jeszcze probuje zwalic cala wine na nas.
      Nie czuje sie winna, ale chyba czas przestac miec nadzieje, ze byly partner zwyczajnie przyzna sie do bledu i przeprosisad
      • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 10:48
        Ja myślę, że my te "przepraszam" idealizujemy. Wydaje nam się, że jak on/ona już ZROZUMIE, POŻAŁUJE, UKORZY SIĘ i ŁZY WYLEJE to nagle rozstąpią się niebiosa, nasz ból zamieni się w słodycz szczęścia i w końcu pójdziemy do przodu. A najlepiej, że czas się cofnie i zaczniemy wszystko od początku i tym razem my będziemy górą !

        A doopa.

        Z życiem jak z włażeniem pod górę. jak się chce gdzieś wleźć to trzeba samemu nogami machac a nie rozglądac sie czy inni maszerują. wink)))
        • katja75live Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 11:11
          Kas,
          Na pewno masz racje, i swiete slowa ktore tu piszesz. Tylko jak dojsc do takiego stanu?
          Moze u mnie to wszystko jeszcze swieze, moze malo czasu minelo? Nie wiem. Ale ja wciaz czekam na jakas ''sprawiedliwosc'', na ''rehabilitacje"' mojej osoby. I wiem, ze sie nie doczekam, ale co innego rozum, a co innego dusza. Teraz widze, jak bardzo bylam naiwna, i czuje ze dostaje teraz lekcje zycia, bo pierwszy raz zetknelam sie z takimi klamstwami , taka podloscia najblizszej mnie przez lata osobysad
          • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 11:28
            rację mam zawsze wink))
            Serio.
            I zaraz Ci to udowodnię.
            Własnie dlatego, że to ja mam zawsze rację, to ja wiem JAKA JEST PRAWDA. I mój eks nie musi mi jej przyznawac by ona była bardziej prawdziwa niz jest wink))

            A teraz poważniej.
            Potrzebny jest czas. Jakaś chwila <chwila !!!>.
            I miec świadomość, że sprawiedliwości się nie doczekamy ! I że tak naprawdę zalezy nam na tym na co wpływu nie mamy - na uwadze, uczuciach OBCEGO człowieka. Bo takim się staje. I że o sprawiedliwość i poczucie winy i związek to się walczy jak on jest a nie jak się skończył. Bez sensu, nie? Walczyć o to co mysli partner który partnerem już nie jest, a jest obcy.

            Widzisz, Ty ciagle piszesz ...JA ucierpiałam w tym związku, JA zostałam oszukana, JA byłam naiwna (czytaj to jako "dobra"). I poczucie krzywdy i żalu rośnie.

            Kiedy wracałam z moim ukochanym męzczyzna z zagli w poniedziałek on powiedział "bosze, jak ja żałuję że tak krótko i musimy wracać". A ja mu powiedziałam "ty sie lepiej ciesz, ze w ogóle popłynęliśmy bo w tym roku miało to nie wypalić" Po chwili stwierdził, że jak tak pomyślał, to zaraz mu sie lepiej zrobiło wink)) (Kategemi dziękujemy smile )
            I to jest ten mechanizm...coś było, było róznie, mamy doświadczenia, boli teraz, ale w końcu przestanie, a my ciągle mamy siebie, bliskich, przyjaciół, swiat i przede wszystkim doświadczenia i mądrość. Mój eks małżonek był i ciagle jest osłem. Ale co mnie to teraz obchodzi? No jakie to ma znaczenie w moim obecnym zyciu? Za to jestem wdzięczna sobie, że sie naumiałam wtedy tego co umiem i teraz mogę to wykorzystywać wink
            • argentusa Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 11:34
              . Ale co mnie to teraz obchodzi? No jakie to ma znaczenie w moim obecnym zyciu? Za to jestem wdzięczna sobie, że sie naumiałam wtedy tego co umiem i teraz mogę to wykorzystywać

              hihih, to jest nas dwie smile))))))))))) W powszechnej opinii (którą mam w głebokim jednak poważaniu) jesteśmy EGOISTKAMI, co to nie liczą się z nikim i niczym.
              • malgolkab Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 12:12
                argentusa napisała:

                >
                > hihih, to jest nas dwie smile))))))))))) W powszechnej opinii (którą mam w głeboki
                > m jednak poważaniu) jesteśmy EGOISTKAMI, co to nie liczą się z nikim i niczym.
                to ja jestem trzeciasmile
                • jagienka_2 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 12:26
                  Kaś, dziękuję za ten wątek. Wydaje mi się, że nie bez znaczenia jest fakt, że wszystkie trzy jesteście w nowych związkach. Ale pewnie, żeby wejść w nową relację, trzeba się uporać z przeszłością. Ja jestem na etapie, że owo sławetne „przepraszam”, a nawet „byłem dupkiem” nie jest mi już do niczego potrzebne, a gdy to wreszcie usłyszałam, nie przyniosło spodziewanej satysfakcji ani ulgi, sama muszę sobie poradzić z tym, co mi siedzi w łepetynie, bez oglądania się na to, co on myśli, mówi o mnie i naszym małżeństwie.
                  • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 12:38
                    Jagienka, ja rozwiodłam sie na poczatku (styczen, albo luty nie pamietam) 2001r. odeszłam dokładnie 23 grudnia 1999r. Do tego co teraz piszę doszłam już daaaawno temu. Nauka jaka wyciągnęłam i z małęństwa i z kolejnych sattysfakcjonujących relacji przyprowadziła mnie do miejsca gdzie jestem czyli do zwiazku który trwa bodaj od listopada zeszłego roku wink

                    A co wiem? Wiem, ze nie ma co sie biczować a juz na pewno nie ma co biczowac partnera i oskarżać winami. Związek to nie miejsce na oskarżenia, a miejsce na negocjacje i rozmowy. I to jest czas na pracę nad tym by samemu byc szczesliwym i by ktoś szczęsliwy był z nami. Jesli ten związek się rozpadnie z mojej czy Roberta winy, słowo daję, ze tak jak przy poprzednich nie zamierzam doszukiwac się winy w sobie czy w Robercie a popatrzec na mechanizmy jakie zaistniały. Ja nie mówie do partnera "twoja wina, ze jestem zła". Ja zamieniłam to na "byłoby mi miło i zalezy mi na tym by....". To wiele zmienia w postrzeganiu świata. I albo nam zalezy na tym samym, albo nie. Jeśli nie...czyja to wina? Czasami przychodzi czas by się rozstać po wiekszych lub mniejszych ceregielach. Ale zywię nadzieję, że tym razem to jest TO i że są wszelkie szanse na to by się udało na "do grobowej deski". wink))

                    Poradzisz sobie Jagienka, poradzisz sobie bo już wiesz, że to co mówi obca osoba nic nie zmienia, a całym motorem napędowym Twego zycia jesteś tylko Ty sama.
                    • jagienka_2 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 12:46
                      Mam nadzieję, że sobie poradzę. Cieszę się, że wreszcie zrozumiałam, że to jest obca osoba, która ma niewiele wspólnego z tym uroczym chłopakiem poznanym w pociągu.
                      A wszelkie sugestie biorę do serca, a jakże...
                  • argentusa Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 14:02
                    Jagienko,
                    ja doszłam do tego wszystkiego zanim poznałam Obecnego. Przyjęłam po prostu (łatwo nie było, przyznaję), że muszęe się najpierw dogadać ze sobą, a dopiero potem otworzyć na nową relację.
                    Ale tez jest tak, że odkąd zmieniłam swoje postępowanie i odczuwanie świata, duża część mojego otoczenia przestała mnie rozumieć i niektóre relacje osłabły mocno. Tylko, że teraz nie ma to znaczenia. A uświadomił mi to jakiś czas temu ktoś bliski. Ja tego trochę jednak nie zauważałam.
                    Trzymam za Ciebie mocno kciukismile
                    Ar.
        • argentusa Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 11:32
          A ja to widzę tak: znacznie trudniej jest odpuścic innym i zająć się sobą. Bo wtedy zostajemy sami ze soba i własnymi uczuciami, nawykami czy odruchami.
          Bo nie ma zewnętrznego "wroga". Tylko my. A oprócz tego jest nawyk zrzucania odpowiedzialności na innych. Bo większość z nas nauczono, że inni mają rację, nawet jak się buntujemy przed tym. I dlatego to INNI sa wykładnią i ich reakcje, odczucia, wypowiedzi wływaja na nas.
          Jak ktoś ma poczucie własnej wartości w normie to sam wie, że jego opinia jest wiążąca. I nie ma pokusy sprawiać by inni robili jak myśli i tez nie oczekuje za bardzo od innych, żeby go utwierdzali czy nieutwierdzali w opiniach.
          Ale ja egoistka jestem wink. Bo moje zdanie najwazniejsze jest. Dla mnie. Inni nie muszą się z nim liczyć.
          Ar.
          • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 11:38
            Yhm. Zgadzam się z tym. Całkowicie.

            Moja opinia też najlepsza nie jest u niektórych i szczerze mówiąc póki w konstytucji nie zapiszą, że kaś trza kochać, szanowac i wielbić to cała reszta świata może sobie o mnie myśleć co mu sie żywnie podoba. Ja odwdzięczam się światu dokładnie tym samym wink
    • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 13:40
      Hmm... Mnie tam żadne przeprosiny ani kajania się exa do niczego potrzebne nie są. Nigdy tego nie oczekiwałam, nie oczekuję i oczekiwać nie będę. Kiedyś, dawno temu, gdy był jeszcze moim mężem, po pewnym wyjątkowo podłym jego zachowaniu (przemoc i to w dodatku, gdy byłam w ciąży a potem znów - gdy trzymałam dziecko przy piersi) oczekiwałam jednego prostego słowa "przepraszam". Nie doczekałam się. Skoro nie doczekałam się przeprosin za świństwo wyrządzone, gdy byłam słaba i bezbronna prawdopodobieństwo przeprosin za świństwa mniejszego kalibru jest bliskie zero. A jakoś na cuda nigdy nie liczyłam i liczyć nie zamierzam.

      Dla mnie najważniejsze jest to, że sama sobie wybaczyłam, że z kimś takim wytrzymałam aż 17 lat.

      P.S.
      Widzę, że Klub Wrednych Wydr sukcesywnie nam się powiększa wink
      • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 14:16

        Wszystko sie zgadza, tylko chyba wszystko zalezy od tego co działo sie w danym malżenstwie. Czasami krzywdy sa tak upadlajace i bylo ich az tyle, ze czlowiek w koncu popada w chorobe zwana depresją i nie jest to tak bez konca bez znaczenia, ze potrzebuje jakiejsc moralnej sprawiedliwości. Ja nie oczekuje przeprosin od eksa, ale w dziwny irracjonalny sposób ich potrzebuje, z czego to moze wynikać?. Najgorsze jest to jak wychodzi sie z takiego toksycznego malzenstwa gdzie sa dzieci, ma sie gdzies w glebi duszy poczucie winy, ze i one muszą ponosic odpowiedzialnosc za czyny zony, męża. Ja mam poczucie glebokiej porażki, a miało być "dopooki smierc nas nie rozlaczy". Staralam sie zrobic wszystko by z nim byc, nawet wbrew rodzinie, ktora widziala, ze mnie wykancza. Do tej pory maja do mnie o to żal, bo rodzice bardzo przeżywali, a on nie robił nic...a mówił, ze kocha.
        -------------
        "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
        • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 14:30
          Ewela, nie rozumiesz tego, że nikt nie ma obowiązku przepraszać Cię za Twój wybór, Twoją decyzję. Zdecydowałaś być w tym małżeństwie mimo tego, że było do kitu. Kto zatem ma Cię przepraszać za to, że sama sobie krzywdę zrobiłaś?

          Dzieci to oddzielny temat. Choć rzeczywiście czasem dla nich znosimy pewne rzeczy. Byle tylko nigdy ich za nasze decyzje nie obwiniać i nimi nie obciążać.
          A że generalnie proste to wszytsko nie jest? No takie już jest życie smile
        • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 14:32
          Ewela masz rację.
          Ale zobacz z jakiego założenia wyszłaś.
          Pierwsze to takie, że nie mamy dzieci
          drugie, że nasze przeżycia i krzywdy wobec nas nie były upadlające
          że nie cierpiałyśmy iż naszym dzieciom rozpadła się rodzina
          że rodzina nas wspierała w naszych ucieczkowych działaniach
          że nie miałyśmy depresji
          że nie miałysmy poczucia głębokiej porażki
          że u nas nie było "dopóki śmierć nas nie rozłączy"

          Oczywiście, mogę Ci tu zacząć uzmysławiać, że każda z nas przeszła to samo, tak samo i też mamy prawo do tego by nas ktoś przeprosił i poniósł odpowiedzialność.
          Ty masz prawo do swoich oczekiwań, poczucia krzywdy, niesprawiedliwości i do tego by czekać na wyrównianie tych krzywd nawet.
          Nikt Ci tego prawa nie odbiera.
          Ja byłam w depresji (byłam hospitalizowana z jej powodu, brałam silne leki...ot cała historia) dopóty dopóki czekałam na CUD. Cud który miał mi teraz wyrównac wszystko złe co mnie spotkało.
          Ale cudów nie ma. Nikt nikomu nie zabrania natomiast spędzić zycia na tym czekaniu.
          Mi (i kilku tu osobom) pomogło odpuszczenie, nie doszukiwanie sie winy, otrzepanie i pójscie dalej (tak skrótowo).
          To zupełnie coś innego niż np. dochodzenie w sądzie prawa do majątku który nam się słusznie należy czy prawa do opieki nad dzieckiem. Jedno z drugim nie ma NIC wspólnego.
          Możesz w sądzie wygrac wszystko co chcesz i być ciągle w związku i cierpieć bo będziesz widziała, że on/ona dalej uważa Cię za winną i oskarża o niepowodzenia a Ciebie to będzie boleć! BO TO PRZECIEŻ NIEPRAWDA !!!! Dopiero jak się uwolnisz i zrozumiesz, że opinia obcego człowieka NIE MA WPŁYWU na Twoje zycie i znaczenia dla jego przebiegu zaczniesz zdrowieć. czego Ci życzę.

          I pamietaj, że PO rozstaniu nie można oczekiwać od partnera niczego. Na to za późno.....znaczy oczekiwac mozna, ale naprawdę kazdy z nas ma prawo do spieprzenia sobie zycia na własny rachunek wink
          • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 14:48
            Dzieki Kas za to co napisalassmile, Mola tezsmile. Tez uwazam, ze poki bedzie mi to zupelnie obojetne, bede naprawdę uwolniona. Moze moje poczucie bierze sie stad, ze moje malzenstwo trwalo zaledwie 5 lat, dzieci urodzilam rok po roku na samym poczatku, a potem piekło....Jestem raczej mloda przed 30 i mam poczucie, ze zycie przecieka miedzy palcami, ale i tak wiem,ze decyzja o rozwodzie byla najlepszą jaką podjełam...Dzieki dziewczyny za kopasmile
            -------------
            "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
            • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 14:51
              smile))
              A polecamy się na przyszłość.
              Jakbym o sobie czytała wink Tylko małżeństwo rok dłużej trwało i dziecko mam jedno. Za to Molka ma trójkę to się wyrównuje.
              Staniesz na nogi. Dziękuj Bogu i własnej zapobiegliwości, ze zakończyłaś szybciej niż później smile
              A życie zaczyna się po czterdziestce wink ...no dobra zaczyna się wcześniej jak juz okrzepniesz smile
              • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 14:54

                Dzieki...bardzo dzięki :]
                -------------
                "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 15:00
                  Ewela, całe życie przed Tobą! Młoda jesteś a każdą porażkę da się przekuć w sukces. Nawet rozwód. Czego się nauczyłaś to Twoje.
              • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 14:59
                Kaś, Ty se moich dzieckufff nie przypisuj! Trza było se samej w bólach urodzić tongue_out
                Jeszcze może mój staż małżeński se przypiszesz by statystykę poprawić? suspicious big_grin
                Ale jak co to wiesz - ja Twoją Młodą mogę zaadoptować smile)))
                • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 15:16
                  smile)) Ku pokrzepieniu serc se przypisałam. Przecież wiesz, że ja nie wyrywna do hodowli dzieciskuf wink))
                  Swoje z całym dobrodziejstwem inwentarza czyli Młoda + Kazio + narzeczony Młodej + syn bonus + jego dziewczyna oddam chętnie wink)))

                  A tak poważnie, to powiem Ci Ewela, że nic tak nie podcina skrzydeł jak tkwienie w czymś co nas upadla. I chociaz na poczatku wszystko wydaje się niesamowicie groźne i nie do przejścia to z każdym kolejnym krokiem jest łatwiej i dalej.

                  Kiedy jakiś czas temu (a z dwa tygodnie będą wink ) mój eks wysyczał mi w ucho, że stoczył sie przeze mnie (a jakże) TOTALNIE to po mnie spłynęło, a wręcz rozbawiło. On se może opowiadać wszem i wobec jaka ja byłam zła, jak go skrzywdziłam i jakiż on biedny miś. On ma prawo czuc się jak mu się żywnie podoba. Mi to ZWISA! Jeśli ktoś w to wierzy....mi to zwisa. Jesli to mnie ktoś uważa za złą....mi to TOTALNIE zwisa. Mój ogląd na tą sprawę jest najmojszy i jedyny prawdziwy. Czy ktoś się z nim zgadza to mi zwisa. Ja byłam w związku który dał mi moją Młoda, dał mi niezłą szkołę, nauczył wielu rzeczy, uodpornił, sprawił min to, że jestem tu gdzie jestem z nadzieją na więcej. Czy można patrzeć na to jak na czyjąś winę? Można. Tylko myslenie o winach eksa mnie totalnie nudzi. Opowiadam o nim jak o pewnej historii która sie była, wydarzyła, zakończyła. Czy jego to cokolwiek nauczyło mnie nie interesuje. Mogło się nie wydarzyć, ale wybrałam to. Czy to moja wina? Ja miałam niecałe 20 lat, byłam młoda, niedoświadczona i uczyłam się życia. A szkoły bywają bolesne. Jego wina bo był jaki był? Pewnie tak. Ale co mi z jego poczucia winy? Po co rozbierać to na części ? Tego już nie ma. I jemu i mi rozpadło się małżeństwo i rodzina jaką chcieliśmy stworzyć. Pewnie i ja i on mieliśmy na początku wiarę, że to będzie to....i nawet nie wiem co pisac, bo tak mało mnie juz interesuja tamte dzieje, motywy, zachowania, mechanizmy, winy i racje. I tego zyczę Tobie. Byś sobie poszła dalej wolna.
                  • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 17:02
                    I mam zły w oczach...pierwszy raz odkąd czytam to forum mną drgnęło. Odwdzięczę się jedynie podziękowaniami , bo tyle mogę i wyryje sobie ten tekst na ścianie. Naprawdę DZIĘKUJĘ!
                    -------------
                    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                    • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 17:03

                      ŁZY!!!!! TO wszystko przez te łzysmile
                      -------------
                      "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                • argentusa Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 08:56
                  Molka, to niech se Kas "pożyczy" moje któreś, tyz przypominam,że mam czi śtuki. A zfionzek to trwał duuuzo za długo.
                  Do Ewelki,
                  Życie, kochana to się tuz przed czterdziechą dla mnie zaczęło. Poprzednie sie skończyło. I dobrze, bo i ja i eksio odzyliśmy.
                  Też trzymam kciuki.
                  Ar.
            • malgolkab Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 15:03
              ewela1_1 napisała:

              > Tez uwazam, ze poki bedzie mi to zupelnie obojetne, bede naprawdę uwolniona. Moze moje poczucie bierze sie stad,
              > ze moje malzenstwo trwalo zaledwie 5 lat,
              moje wg prawa 6, po 5 się rozstaliśmy (wcześniej kilka lat mieszkania razem)- z perspektywy czasu uważam, że i tak za długo...
              > dzieci urodzilam rok po roku na samym
              > poczatku, a potem piekło....
              ja mam jedno - 1,5 roku po ślubie, a potem też piekło...
              >Jestem raczej mloda przed 30
              jakie raczej?? ja mam 30 i uważam, że jestem bardzo młodawink z esem po paru latach czułam się jakbym była bardzo stara...>
              mi przez kilka miesięcy zależało, zeby ex przeprosił- przyznał się do winy, poczuł się winny po prostu, a potem nagle stwierdziłam, że ja wiem jak było i nie potrzebuję potwierdzenia z jego strony - ba, jego zdanie na ten temat kompletnie mnie przestało interesowaćsmile

              > "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią ty
              > lko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
              • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 15:30
                Ja miałam 27 lat i 1 dzień jak odeszłam od eksa. wink)))
                Zostawiłam mu wszystko, poza Młodą. Bo ja nie tyle odeszłam co uciekłam.
                Piekło zaczęło się dokładnie w noc poślubną (znaczy wtedy jeszcze nie wiedziałam, że oto zaczęło się piekło, ale romantycznie nie było, co to to nie)
                Młoda miała kilka miesięcy bo ślub braliśmy jak mój ukochany wrócił z wojaży po Ameryce Łacińskiej. Znaczy wrócił wcześniej, ale ja nie chciałam go zmuszac do małzeństwa i zgodziłam się na małżeństwo dopiero po tym jak już Młoda na świecie była (no nie GC ze mnie? wink )
                Wigilia i święta 1999r. - nie pamietam, to była trauma.
                Bardzo poważna depresja
                Poczucie winy i POTWORNY strach, że się nie uda, że nie mam nic.
                15 grudnia 1999r. straciłam bardzo dobrą pracę.

                Rok później spędziłam CUDOWNE, RADOSNE, SZCZĘŚLIWE święta w...Żyrardowie (a mieszkałam w Olsztynie wink ) Te święta pamiętam, bo Młoda była tak cholernie radosna jak jeszcze nigdy w życiu. A ja zaczynałam rozumieć, że mam rację i że ten smiech i radość jest tego dowodem.
                A potem to juz pooooszłoooooo.
                I o nie, moje dalsze zycie nie było juz tylko z górki. Było jak to w zyciu raz tak, raz siak. Ale ja po prostu wiedziałam, ze tamto już nie ma znaczenia.
                Trzymam kciuki Ewelina smile
                • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 17:11

                  Rozkleiłam sie do reszty... Dziekuje:]
                  -------------
                  "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                  • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 19:40
                    Ewela smile)) zaraz ja się rozkleję. Nie dziękuj, bo nie ma za co nam dziekowac. Doświadczenie przez nas mówi. Kiedyś jak staniesz na nogi od czasu do czasu podzielisz się własną mądrością z kimś kto tego będzie potrzebował.

                    ja wierzę, że skoro podjęłas decyzję i jesteś zdeterminowana to w końcu zaczniesz zmieniać na lepsze własne życie. Łatwo nie będzie, dopadac Cię będa watpliwości, poryczysz sobie nie raz, nikt nie da Ci gwarancji na nic. Ale na tym polega dorosłe zycie, że nikt nic nie obiecuje, nie gwarantuje i nie zawsze jest różowo. Ale jeśli odzyskasz poczucie własnej wartości i siły zaczniesz dostrzegac mozliwości które teraz wydają się poza zasięgiem Twoich możliwości. Ja wiem, że nie warto rozpamietywac i skupiac się na kims kto już jest przeszłością a juz na pewno nie ma sensu przywiązywac sie do tego co ten ktoś mysli o nas i naszym działaniu. Szkoda prądu. Otaczaj się ludźmi którzy ładują Cię pozytywnie. To lepsze niż wszystko inne, z terapiami włącznie. Ja wśród takich ludzi poznałam smak normalnego życia a potem po prostu zaczęłam powielać i wierzyć, że ja tez tak mogę. Paczka przyjaciół którzy słuchają, słuchaja, słuchają, opierniczą, naprostuja a potem przytulą - bezcenna. Za leki (czasami potrzebne) i terapie (podobno sa tacy co im pomogły) zapłacisz masterard.
                    Powodzenia. smile
                    • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 19:53
                      A ja się pod tym co napisała Kaś podpisuję rękami i nogami smile

                      W tym początkowym etapie najlepiej szerokim łukiem omijać ludzi, którzy dodatkowo wpędzają człowieka w poczucie winy, dołują i odbierają nadwątlone już i tak poczucie własnej wartości. Otaczać się ludźmi pozytywnymi, najlepiej również mądrymi.
                      Rozwód to zmiana w życiu. Ogromna. Każda zmiana jest trudna a ta jest chyba jedną z najtrudniejszych. I jako zmianę należy to potraktować a nie jako koniec świata.
                      Jak już się zacznie powoli na prostą wychodzić jest łatwiej. Duuużo łatwiej. A po pewnym czasie jest dobrze smile

                      I jeszcze jedno... Na tym forum jest masa naprawdę wspaniałych, wartościowych ludzi. Ludzi, którzy przeszli przez to samo, więc rozumieją nas. Ewela, przyjeżdżaj na spotkania forumowe, zaprzyjaźnij się z jakąś pokrewną Tobie duszą stąd. Czy Ty wiesz jak bardzo takie spotkania ładują pozytywną energią? To jest coś niesamowitego. Spróbuj koniecznie!
                      • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 20:02
                        Zdecydowanie trzeba zacząć rozpieszczać siebie. Na początku człowiek nie potrafi, bo się odzwyczaił, ale powoli, powoli....Ewela przeczytaj Molę i zastosuj. Bo warte tego.
                        • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 20:47

                          Na pewno przebywanie wśrod ludzi ma zbawienny wpływ, a takich co maja podobne doświadczenia tym bardziej. Najważniejsze by nie zamknac się w swojej dziupli, ja ostatnio troche sie tak czuje. Zycie towarzyskie-ostatnio obce mi słowo. Czy zabrzmi banalnie jak usprawiedliwię się brakiem czasu(?)- pytanie z tych retorycznychsmile
                          Miło mi, że wyszła propozycja spotkań forumowych, czuje sie po częsci "przyjęta", bo udzielam się od niedawna na forumsmile. Jeśli takowe będą w planie to pewnie jakieś info będzie i byłoby mi milo na takim się pojawić:]. Ja żem ze Ślunska tzn. z Zagłebiawink, wiec jeśli ktos miedzyczasie mialby ochote porozmawiac to bedzie mi miło.

                          Dzieki dziewczyny raz jeszcze!kiss
                          -------------
                          "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                          • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 20:57
                            Ewela, spotkania w mniejszych lub większych gronach cały czas się odbywają tylko nie zawsze na forum o tym się trąbi. Ja np. wczoraj u Kaś na plotach przy kawie byłam. Trochę ponad tydzień temu w kilka osób spotkaliśmy się na piwie, 2 tygodnie temu też. Ostatnio niemal co tydzień się spotykamy smile
                            Z tego co wiem "frakcja" śląska jest tu dość silna zatem na pewno znajdziesz kogoś, z kim się polubisz. I nie ma co czekać na wątek spotkaniowy tylko sama zakładaj a chętni na pewno się znajdą.
                            Wyjdź z tej dziupli koniecznie. Nie mówię, że od razu masz się rzucić w wir życia towarzyskiego, ale zacznij wychodzić małymi kroczkami. Ja też kiedyś w takiej dziupli siedziałam bo bezpiecznie się w niej czułam, ale w pewnym momencie miałam już dość samej siebie wink)))
                            • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 21:11
                              Znowu napiszę tylko: słuchaj Moli. Ja dzięki temu foru poznałam kilka wspaniałych osób, które mają do mnie cierpliwosc wink
                              • obrazo-burca Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 11:59
                                A ja napiszę słuchaj Moli, Kaś i innych.
                                Ja też poznałem tu masę fajjjjjjjnych ludzi, którzy nie mają nawet pewnie pojęcia jak mi pomogli.
                                Przede wszystkim jako facet poznałem tu normalne i rozsądne kobity, a po moich jazdach myślałem, że wszystkie są takie pochrzanione jak prawie ex.

                                A teraz uśmiech numeru. Niektórzy to wiedzą, niektórzy nie. Długo podczytywałem to forum i najbardziej były widoczne trolle płci kobiecej. Tak na pierwszy rzut oka to forum wydawało się być takie jedynie dla pewnego sortu zajadłych, mściwych bab.
                                A ja jako, żem nie bojaźliwy wink, przyjąłem takiego, a nie innego nicka, bo wiedziałem, że te wredne baby szlag trafi, jak będę stawiał swoje tezy np. że kobiety też biją mężów/partnerów.
                                I co i szok i nagle się okazało, że to pierwsze wrażenie było takie cholernie powierzchowne i bardzo mylne, no i że fajne kobitki, które serdecznie pozdrawiam, tutaj poznałem.
                                • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 12:06
                                  Fajne kobitki też Cię pozdrawiają żeglarskim Ahoj i oczekują tych przyobiecanych lodów na koncercie w następny weekend wink
                                • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 12:19

                                  Nie musisz mnie pisać, ze tu fajne kobietki sąwink i mądre!.

                                  W koncu po drugiej stronie monitora tez siedzi człek, a jak to w życiu bywa i w realu i w internecie trza dokonać sortu i wybrać co cenne.smile

                                  Pozdrawiam.
                                  -------------
                                  "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                                • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 12:40
                                  Oj tam, zaraz fajne. Wredne zołzy jesteśmy big_grin
                                  Pozdrowienia smile

                                  P.S.
                                  Ja tam tego Twojego nicka od razu rozszyfrowałam tongue_out I z tego co pamiętam to chyba nawet napisałam Ci, że jak będziesz takim szowinistą to Cię żadna normalna baba nie będzie chciała smile
                                  • obrazo-burca Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 12:48
                                    Molka,
                                    nie pamiętam żebyś mi tak napisała.

                                    A jeszcze jedno chciałem dodać z racji swoich doświadczeń obracałem się tylko w towarzystwie facetów z podobnymi problemami, siłą rzeczy człowieka spojrzenie na płeć przeciwną wykrzywiało.
                                    Kobiety pewnie mają to samo, zatem z własnego doświadczenia zalecam otwarcie się na drugą płeć, bo nie każdy facet to świnia, jak i nie każda baba wredna jest.

                                    Boszzzzzzzzzzzz, jak ja dobrze zrobiłem, że się na to Lolkowe spotkanie wybrałem smile
                                    • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 19:14
                                      Normalnie aż zwątpiłam w siebie i w swoją słoniową pamięć big_grin
                                      Trochę poszperałam i znalazłam smile
                                      • obrazo-burca Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 22.08.11, 13:02
                                        No to już wiem co mi nie zagrało, bo coś pamietałem.

                                        Napisałaś tak:
                                        P.S.
                                        Ja tam tego Twojego nicka od razu rozszyfrowałam tongue_out I z tego co pamiętam to chyba nawet napisałam Ci, że jak będziesz takim szowinistą to Cię żadna normalna baba nie będzie chciała


                                        A tam napisałaś jednak inaczej smile
                                        Tylko z tą premedytacją uważaj bo etykietkę męskiej szowinistycznej świni dostaniesz i żadna Cię nie będzie chciała tongue_out Tzn żadna normalna.

                                        Też zwątpiłem w swoją pamięć, ale pamiętałem, że nie pisałaś, o szowinizmie, pisałaś o etykietce. Kurna ten umysł ścisły wink
                                        • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 22.08.11, 13:15
                                          To ponad rok temu było, więc nawet umysł ścisły miał prawo nieco słowa poprzestawiać, ale najważniejsze, że sens ten sam wink
                                          • obrazo-burca Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 22.08.11, 15:00
                                            A ja się będę upierał, że sens zbliżony, a nie ten sam smile
                                            • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 22.08.11, 15:05
                                              A to się upieraj tongue_out
                                              Nie chce mi się z Tobą kłócić smile
                          • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 21:09
                            My Warszawa. Ale może będzie okazja. Na śląsku tez jest kilka fajnych osób. I zawsze sa maile, telefony, fujsbuki i fora.
                            brak czasu? smile))) więcej go nie będzie, słowo. Ale życzę Ci byś zawsze znalazła go trochę na porozpieszczanie siebie smile))

                            Powolutku. smile
                            • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 21:52

                              Dokładnie...powolutkusmile
                              Dobrze zrozumiałam, ze jest jakieś forum fejsbukowe?, bo kilka razy to slowo mi sie przerzucało przez oczysmile, Wiem,ze byly proby zakladania, nawet sama pomagałambig_grin, ale jakos nie smialam zapytać czy jednak cos się wykluło.

                              Tak czy owak forum tez jest wystarczające :] Dużo tu mądrych babekwink.
                              -------------
                              "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                              • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 21:57
                                Ewela, odbierz pocztę proszę smile
                                • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 22:04

                                  Odpisałamsmile. Dzięki wielkie, dzisiaj chyba nie przestanę dziękowaćbig_grin
                                  -------------
                                  "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
              • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 17:08

                smile, 30-tke skończe za rok, wiec niech bedzie, że młodasmile. Jakoś tak mną pozytywnie wstrząsnęło dzięki waszym mądrym wypowiedziom, wiec sie jedynie usmiechamsmile

                Pozdrawiam.
                -------------
                "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
      • motylewbrzuchu123 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 15:51
        A dlaczego tyle lat zostałaś z kimś kto używał przemocy wobec ciężarnej?
        • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 15:55
          Ja nie Mola, ale ja wiem dlaczego.
          Mam nadzieję, że Ty szybko tracisz nadzieję i naiwność i nigdy nie dasz kolejnej szansy komuś kto na nia nie zasluguje. wink
          • motylewbrzuchu123 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 16:23
            > Mam nadzieję, że Ty szybko tracisz nadzieję i naiwność i nigdy nie dasz kolejne
            > j szansy komuś kto na nia nie zasluguje. wink

            Nie jestem ani młoda ani naiwna, a przemoc wobec ciężarnej uważam za wyjątkowe zezwierzęcenie i nie rozumiem jak można z kimś takim być dalej w związku.
            • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 16:27
              Nie musisz tego rozumieć. Wystarczy, że ja samą siebie rozumiem. Rozumiem swoje ówczesne motywy.
              Natomiast jeśli czegoś nie rozumiem to motywów mojej następczyni, czyli exa obecnej kobiety. Łazi za mną po forum, gryzie po kostkach miast zastanowić się nad tym z kim się związała. Ja wychodząc za mąż za niego wiedzy o tym jaki jest nie miałam. Ona tę wiedzę podaną na talerzu ma a dalej w to brnie. Jak ćma lecąca do płomienia.
              • obrazo-burca Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 12:05
                Molka,
                ona ma podaną wiedzę, że Ty jesteś zła, niedobra, etc. I ona w to wierzy!
                • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 12:42
                  No tak... Wiara czyni cuda big_grin Naprawdę głębokiej wiary potrzeba by wierzyć, że potwór w Anioła nagle się zamienił smile
                  Ale na szczęście to już nie moje małpy i nie mój cyrk.
        • mola1971 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 15:59
          Wiesz, dziś to ja sama sobie się dziwię, ale powodów było mnóstwo. Bo to mąż przecież a ja przysięgałam mu miłość dozgonną. Bo to ojciec moich dzieci a dzieci mają mieć pełną rodzinę. Bo co rodzice powiedzą. Bo się odejść bałam. Bo bałam się, że sama z trójką maleńkich wtedy dzieci sobie nie poradzę. Tych wszystkich "bo" było dużo więcej. No i dlatego, że mimo wszystko wtedy jeszcze go kochałam, choć już mu nie ufałam za grosz.

          Dziś, z perspektywy czasu te wszystkie obawy wydają mi się absurdalne, ale wtedy tak to właśnie widziałam. Od tamtego czasu minęło 14 lat. Tyle ile ma moje najmłodsze dziecko.
          • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 16:52
            Mechanizmy przemocy domowej opisują mundre książki. Można wykładać to godzinami. Po czym co przy drastyczniejszym przypadku, ktos kto w takim zwiazku nie tkwił powie "ja nie pojmuję.....".
            Serio, ja byłam jak Mola i ciągle nie pojmuję mimo iż sam mechanizm znam. Nie pojmuję.
            Ale przyjmuję, że czasami robie rzeczy dla mnie nie do przyjecia i niepojęte.
            • noname2002 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 17:29
              " Mechanizmy przemocy domowej opisują mundre książki. Można wykładać to godzinami
              > . Po czym co przy drastyczniejszym przypadku, ktos kto w takim zwiazku nie tkwi
              > ł powie "ja nie pojmuję....."."
              Kas, ale przecież nie wierzysz w mundre książki i psychologię, tylko w zdrowy rozsądek. No to dlaczego, skoro zdrowy rozsądek podpowiada, że komu wybaczymy bicie, uderzy kolejny raz?
              • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 18.08.11, 19:27
                Nie wierzę w mundre książki... w sensie, że nie wierzę że wszystko można wyjaśnić oklepanymi teoriami. A już na pewno nie każdą przyczynę i motywację . Ale ja sama wykształciuch więc jednak książek nie unikam. A jednak stosuję mocno wybiórczo . Przyjmuje tylko to co jest zgodne z moją intuicja i filtruje przez mój zdrowy rozsądek, doświadczenie i obserwacje. Wolno mi, nie? Zwłaszcza jak przynosi dla mnie efekty pożądane? Dlaczego pozwoliłam się źle traktować tyle czasu? Powodów było wiele i różne. Jak u Moli. Dlaczego nagle przestałam na to pozwalać? Powodów też było kilka. Ale jednym z ważniejszych był strach. Strach w oczach córki. Na pewno wiem jedno...wiem, że przemoc się nie skończy po "przepraszam, nigdy więcej" i, że ja więcej na to nie pozwolę. Więc od tamtej pory bardzo, ale to bardzo wnikliwie obserwuję osoby wokół mnie i eliminuję ja z otoczenia, a własciwie osoby które przejawiają do niej skłonności. Wierzę w zdrowy rozsądek i wierzę, że mozna nauczyć sie nim kierować. Ale wbrew temu jak wiele osób mnie postrzega, nie jestem doskonała i różnie mi to idzie...aczkolwiek coraz lepiej wink)))

                Ale watek nie o mnie Noname, mimo iż widzę, że Cię korci. wink Pozwol, ze nie będę kontynuować tu tego co pisałysmy "tam". Zapraszam na priw, jeśli masz pytania o moją przeszłość a ja jeśli uznam iz moge i chcę Ci odpowiedzieć na pytania to odpowiem.

                Wierz mi, ze zdrowy rozsadek się przydaje. I zrozumienie i dar obserwacji i umiejetność odpuszczania sobie i komuś też. Łatwiej się wtedy zyje. W kazdym bądz razie ja tak uwazam i to "promuję". Ty możesz Ewelinie polecić jakąś bardzo mundra książke i może to tez jej pomoże i ja wesprze w jej walce o normalnośc i spokój. Nie ma znaczenia czy rację mam ja czy Ty, tylko czy nasze decyzje nas same prowadzą do celu jaki sobie wyznaczamy. smile)))
                • noname2002 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 08:04
                  Nie zamierzałam drążyć Twojej przeszłości czy Ci ją wytykać, raczej chciałam wytknąć niekonsekwencje-piszesz, że nie wierzysz w psychologię a jednocześnie tłumaczysz się mechanizmem, który znamy właśnie dzięki psychologii.
                  Jeśli mówiąc o "mundrych książkach" masz na myśli poradniki masz na myśli poradniki, to też w nie nie wierzę i nie korzystałam, myślę, że są zbyt dużym uproszczeniem. Ale psychologia i psychoterapia to już inna rzecz. Często tak jak ofiara przemocy tkwimy w różnych przekonaniach czy wzorcach i psychoterapia pozwala to zauważyć i zmienić.Być może udało by się to zrobić samemu ale może nie albo zabrałoby to o wiele więcej czasu.Pisanie, że psychologia to bzdura, to trochę tak jak mówienie osobie chorej na depresje, żeby zamiast brać lekarstwa spotkała się ze znajomymi i uprawiała sport, owszem osobie, która ma lekką depresję to pomoże ale na ogół potrzebna jest pomoc lekarza i leki.
                  • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 10:44
                    Mi terapia nie pomogła. Wpędziła mnie w jeszcze większego doła i gdybym jej nie zaprzestała pewnie bym tkwiła w czarnej doopie dużo dłużej.
                    Te mechanizmy o których pisze znamy nie dzięki psychologii, a dzieki obserwacjom ludzi i zdrowemu rozsądkowi. Pewne mechanizmy ludzie znali i wiedzieli o nich zanim zaistniała psychologia. I fajnie, ze psychologia niektóre zjawiska opisała wink
                    Co do depresji...Ty wiesz Noname, że depresja to choroba ludzi: mało aktywnych, dobrze wykształconych, mieszkających w miastach , mających czas. Kiedyś mówiono, że to choroba arystokratów. Ruch i ludzie wokół zapobiegają i w dużej części leczą depresję lepiej niż terapię. Ja jestem tego najlepszym przykładem. Nie pomogła mi terapia i nie pomogły leki. Nie pomógł mi szpital. Pomogli mi ludzi nijak nie związani z psychologia i psychiatria i pomogło mi zaangażowanei mnie (na poczatku wręcz na siłę) w zycie.

                    I JA WIEM, ze sa przypadki depresji osób aktywnych i z wykształceniem podstawowym i mieszkających na wsi. WIEM. I ja wiem, że sa rózne rodzaje depresji. Od endogennej, przez egzogenną, po poschizofreniczną. Wiem , że każda ma inne podłoże , inaczej się leczy. Kiedy piszemy tu na forum najczęsciej mamy do czynienia z depresją epizodyczną, która jest wynikiem naszej sytuacji rodzinnej. I o takiej się wypowiadam. I by nie wpaść w stan przewlekły, by nie pogarszać sobie samopoczucia, czasami wg mnie i zgodnie z tym co obserwuję po znajomych najlepszym lekarstwem jest życzliwośc ludzi obok. Nie prochy nawet, chociaz sa pomocne w ostrym stanie, nie terapia (ileż osób tu pisze, że poszło i guzik daje) ale w tym przypadku ważny jest zdrowy rozsądek własnie, wiedza o mechanizmach, czyli że pojawiają sie takie i takie emocje i że bezcenny jest czas i ludzie. Ludzie którzy wysłuchaja, porozmawiaja, są, zaangażują. I ja wiem i polecam (bo o tym był ten wątek Noname, chce Ci przypomnieć, a nie o mnie i o moim poglądzie na psychologie) luz, czyli nabycie umiejętności budowania własnej wartości nie na podstawie tego co mówia, myśla inni, zwłaszcza były partner a na podstawie oceny tylko i wyłacznie własnej osoby. Nie opieranie się na poczuciu krzywdy a na własnych osiagnieciach (chocby drobnych na poczatek), nie zastanawianie sie co on/ona mysli, a skupienie się na patrzeniu wprzód, nie na pielęgnowaniu poczucia straty a na planach na zaś. I na boga, nie czekaniu na CUD, na CUD przeprosin. Zwłaszca, że to przepraszam jesli ktos je juz usłyszał czesto jest bez znaczenia (jak to juz ktoś tu pisał). Oczywiscie o tym pewnie nawet psychologia mówi....ale o tym to mówiła już moja babcia która mieszka na wsi, ma ze 100 lat i psychologa na oczy nie widziała, a gdybym jej wizyte u niego zaproponowała top by z krzykiem uciekła, bo to lekarz od wariatów. wink))) A na moje doły i jeczenia, zawsze mówiła "zajmij się wnuczko robotą, zaraz ci pierdoły z głowy wylecą" , I im starsza jestem tym bardziej doceniam to co mówiła, niż madrze zbudowane zdania panów i pań z tytułami przed nazwiskiem. Zdrowy rozsądek przydaje sie i w słuchaniu babci i przy czytaniu mundrych teorii...a już na pewno przy słuchaniu (jak koniecznie musimy to robić) tego co mówi o nas eks partner i jego poplecznicy. Mam nadzieje, że rozwiałam Twoje obawy. Pozdrawiam.

                    PS. Zawsze miałam ciągoty do etnosocjologii wink
                    • ewela1_1 Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 11:10

                      Ja chodziłam do bardzo młodej psychoterapeutki i bardzo mi pomogła, chodziłam do niej cała druga ciąże, bo leków brać nie mogłam, jednak zaraz po urodzeniu synka byłam w stanie go wykarmić chyba ze 3 tyg i musiałam wrócić do leków, bo....miałam stany lękowe, one były tak silne, ze miałam momentami wrażenie,ze jestem opętana:/. Wyobrażałam sobie przeróżne rzeczy, niedorzeczne sytuacje, a najgorsze było to, ze pomimo, ze dzieciątko urodziłam zdrowiutkie byłam przekonana,ze jest chore, nie potrafiłam sie nim cieszyć...cos strasznego dla kobiety. Byłam przekonana, ze jak to mozliwe, ze majac depresje w ciazy moglam urodzic zdrowe, piekne, duze dziecko(?). Moja sytuacja była o tyle skomplikowana, że ja już miałam depresję poporodową po urodzeniu pierwszego dziecka, brałam leki, zaszłam w drugą ciąże pomimo, ze się zabezpieczał(przyznał sie potem, ze chciał drugie dziecko, bo wtedy od niego na pewno nie odejdę). Sodoma i Gomora:/.
                      W ciąży moja depresja i stany lekowe(pewnie tez za sprawa zmian hormonalnych) sięgnęły zenitu. Ja naprawdę nie wiem jak ja przetrwałam ten okres, zreszta niewiele z tego okresu pamiętamsad. Tak czy siak u mnie leki były wybawieniem, rodzina, znajomi nie byli w stanie pomóc, bo to co dzialo sie z moim umysłem w trakcie choroby jest materiałem na film. Od tego momentu zawsze jak ktoś mówi, ze"ma depresje, bo...cos tam" strasznie sie wkurzam i jestem bardzo przewrażliwiona, ponieważ to slowo jest często nadużywane, ale tak jak napisała Kas wszystko zalezy od tego jaki rodzaj depresji się przechodzi....
                      -------------
                      "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
                      • to.ja.kas Re: jak to jest z ta winą....trochę pod włos 19.08.11, 11:34
                        "wszystko zalezy od tego jaki rodzaj depresji się przechodzi...."
                        Amen.

                        Tez nie lubię stawiania diagnoz pseudopsychologicznych na podstawie jednego czy dwóch postów na forum.
                        Rozwód, rozpad związku, zdrada jest przeżyciem traumatycznym. I boli. człowiek jest wtedy smutny. Ale na Boga, nie każdy dół czy smutek jest depresją tak jak nie każdy ból głowy jest migreną a każdy guz nowotworem.
                        Ja nie jestem przeciwnikiem lekarstw, zwłaszcza jak człowiek w szoku, dzieci płaczą u piersi, my w amoku a sytuacja nas przerasta. Jedzta na zdrowie wink Pomaga to jakoś się poukładać.
                        Ale warto zanim uderzymy w ciężkie stany chorobowe i diagnozy zamykające nas w Tworkach po prostu DAĆ SOBIE CZAS I PRAWO do smutku.

                        Kiedyś moja mama powiedziała mi, że człowiek z wiekiem staje się spokojniejszy, bardziej tolerancyjny, wyluzowany i mniej rzeczy wyprowadza go z równowagi.
                        To święte słowa. Do tego czasami dochodzi jeszcze do wniosku, że bycie smutnym to jeszcze nie koniec świata. Czasami się smutnym bywa.
                        Nasz kultura kreuje trend, że szczęsliwi są tylko młodzi, bogaci, piękni i uśmiechnięci. A to nie jest prawda. Okres smutku czasami jest potrzebny by sobie poukładać pewne sprawy, przemyśleć, znaleźć inna perspektywę.
                        I znowu, nie piszę o lekceważeniu stanów o jakich pisze Ewel.
                        Jeśli każdy smutek będzie powodem by biec do terapeuty i jeść Prozac, to okaże się, że za jakiś czas jesteśmy tak do tego smutku nieprzyzwyczajeni i tak się go boimy, że nie zleziemy z kozetki u naszych psychoanalityków.
                        Smutek naprawdę jest częścią życia. Dokładnie tak samo jak smiech. Uświadomienie tego sobie pozwala na dużo łatwiejsze radzenie sobie z nim.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja