Kochanek (ka) komu się udało

19.08.11, 15:18
Komu się udalo związek z kochankiem przekształcić w dobry związek ze zobowiązaniami?
Jest dwoje ludzi, mężatka i żonaty. Poznają się gdy ona już zamiata resztki swojego pokręconego małżeństwa. Łączy ich wspólny żal do małżonków, wzajemnie wyżalają się na nich, traktują siebie niezobowiązująco jako tylko przyjemność i oderwanie od rzeczywistości ale z czasem nie mogą bez siebie żyć.
Kobieta podejmuje decyzję o swoim rozwodzie, prawie pewna że pan pójdzie w jej ślady , porzuci złą żonę na która tak narzeka która go niszczy i przestaną się ukrywać. Pan ją wspiera podczas rozwodu ale swoj odkłada na czas niewiadomy "dla dobra dziecka",
ona honorowo nie chce naciskać, chce by to była jego decyzja, rozumie że on nie chce zostawiać swojego nastoletniego dziecka by wychowywać jej nastolatków.. Że poczeka aż jego dziecko będzie miało 18 lat, w tym czasie jej dzieci też dorosną i wtedy oni będą ze sobą na stałe.
Pan kiedyś w początkach znajomości proponowal wspólny wyjazd-ucieczkę za granicę we dwoje, ale ona nie chciała zostawiać swoich dzieci.
Finansowo kochanka ma kiepsko(były mąż nie łoży na dzieci), a kochanek bardzo dobrze;dom, mieszkanie,dobra praca jego i żony. Gdy kupował mieszkanie kochanka była pewna, że to dla nich, by się wreszcie mógł wyprowadzić od żony i by mieli się gdzie spokojnie spotykać a nie w hotelach, nawet pomagala mu wybierać kolory. Jednak on mieszkanie szybko wynajął "bo zona się wkurza że mieszkanie ciągle stoi puste".
Stan który trwa od 6 lat: cały czas spotykają się ale nadal w ukryciu, nie chwalą się tym związkiem przed znajomymi ani dziećmi. On daje kwiaty, telefonicznie codziennie z sobą rozmawiają, umawiają się na wycieczki, na kawę, na seks, mają dużo wspólnych drobnych spraw. Kochanka czeka i wierzy że on będzie w końcu jej choć jest jej przykro, że on się nie rozwodzi, jednak nie ciosa mu kołków na głowie by się rozwodził żeby jej kiedyś nie zarzucił że to jej wina że mu źle bo mu "kazała" się rozwieść, żona coś podejrzewa ale nie ma dowodów ani potrzeby rozwalać sobie ułożonego spokojnego domu, od dwóch lat zona jeździ sama na wakacje, mąż grzecznie pieniądze do domu przynosi, obowiązki spełnia, dzieckiem zajmuje, do tego jak żona spędza czas się nie dopiernicza ani ona do jego czasu.

Jak myślicie, czy jest możliwość że faktycznie ten pan się rozwiedzie i zostanie z kochanką?
    • to.ja.kas Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 15:23
      jest. Pod warunkiem, że zona pana z domu wykopie.
      Jesli nie rozwiódł się do tej pory, nie odszedł i nie zaczął porządkowac swoich spraw można o tym zapomnieć.
      Zresztą po co ma cokolwiek robić, jak on ma układ idealny?
      • niutka Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 19:45
        Zgadzam sie z przedmowczynia... Moim zdaniem powinnas porzucic zludne nadzieje.
    • timetotime Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 15:24
      Naiwność bab nie ma granic.
      • lalalab Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 15:29
        mnie się udało ale nie postrzegam tego w kategorii zwyciestwa... spotykalismy sie bez zobowiazan...niczego nie oczekiwalam, nie stawialam pod sciana, nie spodziewalam sie szczesliwego zakonczenia (dla mnie)...po prostu pewnego dnia, kiedy inny pan zaczal sie mna interesowac moj M wyznal mi ze mnie kocha i nie wyobraza sobie dalej zycia w ukryciu...przyznal sie zonie...wyprowadzil z domu...mieszkamy i zyjemy razem i poki co - jest dobrze. Jestesmy szczesliwi i mam nadzieje ze tak bedzie zawsze...
      • riki_i Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 15:38
        straciłaś 6 lat i masz wszelkie szanse, aby bezpowrotnie stracić życie, a przynajmniej młodość

        w obecnym układzie ten facet nie rozwiedzie się NIGDY, ponieważ z punktu widzenia faceta jest to układ idealny

        możesz próbować nim wstrząsnąć zrywając wszelkie kontakty i grożąc wizytami u żony jeśli będzie się nadal naprzykrzał

        ale prawda jest taka, że szanse na to, że się rozwiedzie i ożeni z Tobą są rzędu 1%

        jedno co mnie dziwi, to że wątpliwości naszły cię dopiero po 6 (słownie: sześciu) latach, większości kobiet wystarcza od 1 roku do 3 lat podobnych klimatów

        • puzzle33 Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 18:17
          riki_i napisał:

          > ale prawda jest taka, że szanse na to, że się rozwiedzie i ożeni z Tobą są rzęd
          > u 1%
          Zawsze można liczyć na to, że żona wystąpi o rozwód, a ochłapy dostaną się wtedy cierpliwie wyczekującej.
          • kasper254 Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 22:02
            1. Wdowa po bardzo długim pożyciu małżeńskim: "chciałabym kogś poznać /.../ samotność jest zła, ale takiego, jak On, już nie dostanę/.../ był delikatny"(+wiele dobrych słów). Byłem wzruszony. Wszyscy znali Go z innej strony: długoletni pijak, awanturnik, porafił nałogowo, permanetnie kłamać, oszukiwać itd. (wybacz mi, Stary).
            2. nasza puzzle nadzieje miesza z determinizmem. Chłopy na forum i nie tylko! Taka kobita przed Wami, co to ze swojego byłego ochłapy zrobiła. Do brania. Jakaż wena twórcza w trakcie tej degrengolady, s t a w a n i a się kotletem. Error, jakże będziesz jeszcze piękniej pisał, a ty, z_mazur - ileż bardziej ciętych ripost, zwrotów, odniesień. Ileż podziwów niewiast. Po cóż ktoś jeszcze ma na was cierpliwie wyczekiwać - poza nimi? Pomijam już fakt mocy puzzle. Już widzę tą reklamę: "przerabiam ludzi na kotlety".
            • adaria38 Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 22:15
              Uwielbiam te wzruszające klimaty, stara wdowa płącząca po "cudownym" mężu pijaku...
              a gdzie dzieci? płaczą po nim? czy płaczą z wściekłości że taka świnia im się za ojca trafiła i z bezsilności że są takim ciężarem/ psychicznym szczególnie/ obciążone na całe swoje życie?
              -a kogo dzieci obchodzą, najważniejsze by ich matka zaspokoiła finansowo, fizycznie i emocjonalnie męża pijaka.
              -w rodzinie gdzie jest kobieta zakochana w pijaku - o dzieci nikt nie dba.
              potem na starość, gdy żona umrze wcześniej i przestanie go utrzymywać, to pijak pozwie o alimenty te same dzieci których nigdy nie wspierał, które uciekły z domu jak najwcześniej mogły, albo i te które były prze niego molestowane.

              oj Kasper, wątpię by w tym życiu ci się oczy otworzyły na prawdę, gdy pazurami chcesz trzymać się kłamstwa i degrengolady moralnej. to córki z patologicznych domów zostają kochankami byle żonatego gnypka, bo im ojciec z matką nie wytłumaczyli, że zasługują na cokolwiek więcej... Zachwycaj się dalej patologią i gloryfikuj ją. A potem popatrz w lustro.
            • errormix Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 22:45
              Kasper, zlituj się ja już piękniej nie potrafię pisać. Poza tym na mnie nikt nie czeka. A jak ktoś taki się pojawi, to zapewniam cię solennie, że wysmaruję tutaj takie pożegnanie, że nawet tobie łza w oku się zakręci.

              Trochę już jestem na tym forum i pamiętam jak kiedyś przeczytałem, że twój ojciec był pijakiem, że zostawił waszą mamę i dzieci. Że wyrządził wam wszystkim wiele krzywdy.

              Nie wiem czy w poście wyżej piszesz właśnie o swoim ojcu. Ale to jest akurat bez znaczenia.

              Ty też się rozwiodłeś. Zrobiłeś to samo co my wszyscy tutaj. I co zrobił twój ojciec. Nieważne z czyjej winy, nieważne w jakim stylu. Efekt jest ten sam. Jaki? Rozpad rodziny, czyli tego co dla wszystkich nas jest sensem życia dorosłego człowieka.

              Samotność bije z twoich wszystkich postów. Samotność przeradzająca się z roku na rok w zgorzknienie. W idealizowanie tego miałeś w życiu, a co bezpowrotnie straciłeś.

              Wielokrotnie na tym forum pouczałeś mnie, ironizowałeś na mój temat, wytykałeś to co - twoim zdaniem - jest złe w postępowaniu moim i mnie tutaj podobnych. Wiele razy zastanawiałem się dlaczego.

              Dzisiaj, wydaje mi się, że już wiem.

              Bo dzisiaj, ty jesteś jak ta wdowa, o której piszesz wyżej.
              • mola1971 Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 23:28
                Error, ani mi się waż opuszczać to forum nawet jak już se kobitę znajdziesz!
                Przypominam, że to forum traktuje również o tym "co dalej?" i ludzie, którzy już znają odpowiedź na to pytanie są tu potrzebni.
                Nie mówiąc już o tym, że lepszego "materiału badawczego" niż tutaj nie znajdziesz tongue_out

                A Kasper... Kasper jaki jest każdy widzi. Po prostu ma alergię na ludzkie szczęście, zadowolenie, radość. Niektórzy po prostu tak mają i już.
              • kasper254 Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 06:13
                Errormix, popełniasz ten sam błąd, co większość z nas: interpretujemy przez siebie, a danym treściom dajemy określony sens przez swoje wyobrażenia czy/i doświadczenia. 1. nie piszę o swoim ojcu. Szczątki wszystkich bliskich - w tym jego - przewiozłem do wspólnego grobowca, tutaj, gdzie mieszkam. Ojciec zrobił żle, ale czy miałem Go zostawić, zagubić bezpowrotnie Jego pamięć? Ludzie robią gorsze rzeczy, np. zabijają, są podli, a mimo tego może znależć się ktoś, kto wybaczy. Jego prawo. Po prostu kobieta, o której piszę, opoiwiadała mi o swoim byłym Zmarłym mężu. I oto kontrapunkt - zderzenie z tym, co zawarła puzzle: pogarda dla byłego i dla jego nowej kobiety. Pomijam już fakt, czy któraś dziewczyna będzie czekać na "kotlet". Raczej, jak mówi doświadczenie - na dobrego, porządnego człowieka.
                2.Mylisz się, nie jestem samotny; jeśli przydajesz mi tą cechę, to mam ją w znaczeniu, jak większość dorosłych, myślących ludzi - w znaczeniu ogólnoludzkim, egzystencjalnym. Mam obok siebie rodzinę, znajomych i przyjaciela.
                3. Nigdy nie ironizowałem na twój temat, nie pouczałem. Czy ty teraz ironizujesz i pouczasz? To właśnie ta warstwa interpretacyjna - w tym jest problem komunikacyjny.
                4. Jeśli przywołałem ciebie i z_mazura w moim stosunku do pogardy puzzle, to tylko z jednego powodu: prowokacja. Wg mnie jedteście jednymi z najfaniejszych ludzi na tym forum, mądrymi, dociekliwymi, jak członkowie tego allenowskiego chóru. Chciałem was wzruszyć i nic więcej. Jeśli obraziłe - przepraszam.

                5. A ty nie byłbyś zgorzkniały, gdyby najbliżsi ci wbijali ci noże w plecy przez wiele lat?
                • errormix Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 17:20
                  Nie obraziłeś. To chyba bardziej ów problem komunikacyjny, o którym piszesz. Nas - facetów - można na tym forum policzyć na palcach jednej ręki, góra dwóch. Dlatego potrafię sobie przypomnieć sporo twoich postów, tych sprzed lat i tych teraźniejszych. I przyznam szczerze, że w pewnym momencie twój obraz mi się zwyczajnie rozjechał. Tak jak rozjechał mi się obraz Leptisa. Kilka lat temu jeszcze niezwykle inteligentnego i sensownego gościa, a dzisiaj forumowego "oryginała".

                  Nie zapomnę, jak pisałeś o obrączce, której nie chciała ci oddać była żona, a którą dostałeś w prezencie zdaje się od teścia, jak ci na niej zależało i jakie uszczypliwe odpowiedzi wtedy dostałeś na forum. A ja cię rozumiałem jak nikt. Bo dla mnie też - choć z zupełnie innych powodów - ten kawałek złota, zapewne jeszcze z domieszką jakiegoś żelastwa, był symbolem tego co było dla mnie najważniejsze. Co się liczyło. Dla mnie był to symbol mojej wyidealizowanej miłości. Dla ciebie symbol dobroci i szacunku, jaki czułeś do teścia.

                  Ale wraz z upływem czasu zwyczajnie przestałem rozumieć to co piszesz. Nie miej mi tego za złe. Po prostu za każdym razem, gdy widziałem twój nick i czytałem to co napisałeś przed oczami stawał mi stary, zmęczony życiem człowiek. Emeryt grubo po 70-tce, który tak jak ta wdowa, o której napisałeś, miała w życiu przechlapane, ale gdy już zdała sobie sprawę, że jedną nogą stoi już w grobie, a wokół nie ma nikogo kto podałby jej rękę i ją z niego wyciągnął, zaczyna żegnać się z życiem, wszystkich rozgrzeszać, wybaczać. Zaczyna przekonywać sama siebie, że nie było tak źle, że tylko jej się tak wydawało.

                  Do tego doszedł ów obraz zgorzknienia i rozgoryczenia, że my młodzi nie wiemy co dobre. Nie doceniamy tego co mamy, że rozwodzimy się z powodu kaprysów, mody. Że traktujemy innych jak mięso, jesteśmy niewolnikami korporacji, że dopiero po 70-tce zrozumiemy jak wielu z nas się myliło.

                  I masz rację. Wiele osób, które tutaj były, są albo będą, na pewno wpasują się w ten model. Ja to już też widzę czytając posty niektórych. Posty, z których wręcz przebija pocieszanie się na pokaz, wmawianie sobie, że po rozwodzie jest cudownie, wspaniale, że tylko tego rozwodu do pełni szczęścia brakowało. Ale wiem też, że te same osoby przed zaśnięciem tysiące razy zadawały sobie pytanie "czy było warto". Założę się o wszystkie pieniądze świata, że gdyby można było cofnąć czas, całkiem pokaźna grupa wojujących tutaj rozwodników i rozwódek, nigdy by decyzji o tym rozwodzie nie podjęła. Walczyliby do upadłego, ratowali co tylko można, łapaliby się najmniejszego skrawka nadziei.

                  Ale tak się zwyczajnie nie da. Każdy człowiek ma prawo wyboru. I tych wyborów dokonuje przez całe swoje życie. Część z nich po prostu musi być zła. Bo nikt nie ma monopolu na doskonałość. Bo człowiek uczy się na błędach.

                  A czy ja nie byłbym zgorzkniały, gdyby moi bliscy przez lata wbijali mi nóż w plecy?

                  Na to pytanie mogę odpowiedzieć krótko: Nie.

                  Ale dlaczego, to napiszę może przy innej okazji, bo to nie wątek o mnie.

                  Pozdrawiam i cieszę się, że są tutaj osoby, z którym można porozmawiać, a nie tylko wymienić się słowami.
    • mola1971 Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 15:33
      Normalnie w szoku jestem... Sześć lat???
      Tak jak napisała Kaś - odejdzie od żony tylko i wyłącznie jeśli ta go z domu wykopie. Innej możliwości nie ma. Gdybyś chciał się rozwieść już dawno by to zrobił.
      Mało tego, nawet jeśli żona go wykopie wcale nie jest oczywistym to, że on w te pędy w ramiona kochanki popędzi. Może nabrać wiatru w żagle i popłynąć w zupełnie innym, sobie tylko znanym kierunku.

      Po co ta kochanka traci czas na kogoś takiego? Wszak wolna jest i mogłaby w wolnych facetach przebierać.
      • to.ja.kas Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 15:49
        Poza tym kop od żony może spowodowac, że pan nagle:
        a) obudzi się ze swiadomoscia, że zona jest miłoscia jego zycia
        b) zacznie o swoja rodzinę walczyć jak lew
        c) jak pisała Mola....odpłynie do innego portu
        d) zostanie na stałe i okaże się, że życie z nim sielankowe nie jest
        e) oczywiście może być happy end, ale ja po 6 latach bym na niego nie liczyła. Nie ma opcji.

        On ie odejdzie. Nie odejdzie bo mu wygodnie, bo ma poczucie obowiązku, bo kocha swoją rodzine, bo ceni sobie swój status, bo nie obniży statusu sobie i dzieciom.
        jeśli facet nie odejdzie w przeciągu roku...ok dwóch lat to można już z prawie 100% pewnością założyć, że nie zamierza tego zrobic nigdy.
        Chcesz sie przekonac. Zagroź, że powiesz zonie o waszym romansie bo masz dość. I nie, nie strasz odejściem...on pewnie już to nie raz słyszał i traktuje to jak strachy na lachy.

        Zwiewaj dziewczyno, zycia szkoda.
        • riki_i Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 16:13
          to.ja.kas napisała:

          > jeśli facet nie odejdzie w przeciągu roku...ok dwóch lat to można już z prawie
          > 100% pewnością założyć, że nie zamierza tego zrobic nigdy.

          Tak jest. I mówię to jako przeżyty facet.

          > Zwiewaj dziewczyno, zycia szkoda.

          Nic dodać, nic ująć.
    • mrsnice Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 16:30
      Finansowo kochanka ma kiepsko(były mąż nie łoży na dzieci), a kochanek bardzo
      > dobrze;dom, mieszkanie,dobra praca jego i żony

      i już masz odpowiedź.
    • gazeta_mi_placi Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 17:49
      Znajdź se wolnego chłopa.
      • puzzle33 Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 18:21
        Nigdy nie pojmę specjalistek od żonatych, a są. Albo to takie szpetne, albo mierne, że ino czerpać z pospolitego ruszenia, bo armia już w polu.
        • homerowka Re: Kochanek (ka) komu się udało 23.08.11, 20:53
          puzzle33 napisała:

          > Nigdy nie pojmę specjalistek od żonatych, a są. Albo to takie szpetne, albo mie
          > rne, że ino czerpać z pospolitego ruszenia, bo armia już w polu.

          puzzle, z perspektywy zyciowej wiem,ze zdradzajacy to po prostu osoby zakompleksione,niepewne swojej wartosci i po prostu psychicznie uposledzone. Wymagaja terapii,zobaczenia swoich bledow,zmiany patrzenia na siebie. Nie wierza ze zasluguja na cos lepszego od pokatnych spotkan.
          Cala bieda wtedy gdy normalny,dobry czlowiek znajdzie sie w zwiazku z zakompleksionym,ktory bedzie szukal potwierdzenia swojej wartosci na boku..
          • puzzle33 Re: Kochanek (ka) komu się udało 24.08.11, 17:05
            homerowka napisała:

            > Cala bieda wtedy gdy normalny,dobry czlowiek znajdzie sie w zwiazku z zakomple
            > ksionym,ktory bedzie szukal potwierdzenia swojej wartosci na boku..
            Narcyz piękny kwiatekwink
    • ekscytujacemaleliterki Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 19:06
      Nie.
    • xciekawax Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 19:22
      Moj ex zwiazal sie ze swoja obecna po tym gdy sie dopiero dowiedzialam, i wiedzial ze juz powrotu nie bedzie. Z tego co slysze golabki juz takie szczesliwe nie sa i on sam mowi ze to nie wyjdzie. Ale jest z nia zapewne aby sobie na dzien dzisiejszy zycie umilic.
      • puzzle33 Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 19:35
        Mój ex zasię znalazł to, czego szukał. Odpuszczam mu kłamstwo młodych lat, bo głęboko rozumiem jego motywy, jego ambiwolentne motywy.
    • scindapsus ale po co i dlaczego 19.08.11, 21:32
      pan ma się rozwodzic?
      doskonale się ustawił
      Kochance nie daje nic a ma miłą odskocznię za cenę kwiatów.
      Ma też rodzinę i dom
      podaj mi jeden powod dlaczego miałby to zmienic?
    • plujeczka Re: Kochanek (ka) komu się udało 19.08.11, 22:51
      znałam traki sam układ , trwqał osiem lat był idealny pasował w pewnym momencie wszystkim 3 stronom ale po 8 latach pan odszedłdo ...................kolejnej kochanki zachowującw pamięci cudony związek z poprzednią,ze o zonie nie wspomnę.
    • kara_mia Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 00:50
      Mój obecny maż kiedy był jeszcze w poprzednim związku spotykał się ze mną wink
      ale ja nie traktowałam tego poważnie.
      Rozstał się z żoną i po roku jednak mnie przekonał..
      jesteśmy razem kilkanaście lat, zdecydowanie się udało.
      Co nie oznacza, że jego rodzina nie twierdzi, że odszedł do mnie... następstwo faktów ich nie przekonuje smile
      • mola1971 Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 01:07
        Rozstał się z żoną i po roku Cię przekonał - sytuacja kompletnie nieadekwatna do sytuacji Autorki wątku.
        Ona w tym tkwi od sześciu lat a on nie ma zamiaru z żoną się rozstać. Nie widzisz różnicy?
        • kara_mia Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 01:20
          Widzę, ale autorka pytała się: komu się udało?

          Przewidywania co do sytuacji autorki nie są wesołe. Najpewniej Pan nie odejdzie od żony, bo dobrze mu się z nią żyje. Mojemu żyło się źle i dlatego odszedł.
      • adaria38 Re: Kochanek (ka) komu się udało 23.08.11, 20:41
        PAnowie najbardziej nie lubią presji. Jeśli kochanka czeka na decyzję /ona czy żona/ coraz bardziej zniecierpliwiona to on tym bardziej tej decyzji nie będzie chciał podjąć. Wy byliście w luźnym układzie i to on musiał się postarać i cię przekonać do związku. Często się zdarza ze kochanka przygarnie żonatego do mieszkania, a pan potem latami się zastanawia czy na pewno brać rozwód...
        • puzzle33 Re: Kochanek (ka) komu się udało 24.08.11, 17:11
          adaria38 napisała:

          > Często się zdarza ze kochanka przygarnie żonatego do
          > mieszkania, a pan potem latami się zastanawia czy na pewno brać rozwód...
          A jeśli żonaty przygarnie kochankę "do mieszkania", parcie na rozwód wydaje się oczywistesmile Nijak się taka żona, z adoptowaną kochanką, nie wykręci. Chociaż czy ja wiem? Najważniejsze bywa utrzymanie małżeństwa, choćby za cenę tercetu egzotycznego w małżeńskiej pościeli. W końcu komu to może przeszkadzać?wink
    • nangaparbat3 Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 09:04
      Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że po latach zasadniczego znaczenia nabrał aspekt finansowy, czemu się zresztą nie dziwię, bo przeciętnie czy nawet lepiej niż przeciętnie zarabiającej kobiecie musi byc potwornie ciężko samodzielnie utrzymać dwoje nastolatków.
      To jest jednak rzeczą ich ojca - zadbałabym o alimenty, nie wiem dlaczego "ona" odpuszcza.
      Kochanek najwyraźniej nie chce i nie zamierza budować nowej rodziny - szczerze mówiąc nie dziwię się. Dziwię się raczej "jej", że mając z jednej strony niezależność, z drugiej fajny układ erotyczno-przyjacielski, fiksuje sie na wspólnym zamieszkaniu. Rozumiałabym, gdyby fiksacja była obustronna i gdyby na kochanku można było polegać - moim zdaniem nie mozna i nie ma się o co rozbijać.
      • inez_ka7 Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 09:16
        Na tym forum trudno o odpowiedź na takie pytanie, bo tu więcej porzuconych żon, niż kochanek. U mnie było tak. Najpierw wybaczyłam poważny romans. Znałam ją i jej męża. Po kilku latach zaczęłam podejrzewać, że znowu ktoś się pojawił. Nie myliłam się. Potem okazało się, że cały czas utrzymywał kontakty z tą poprzednią. Nowa kochanka o tym wiedziała, wiedziała też, że ma żonę, i mimo to weszła w to. Dla mnie to jest niepojęte do dziś... W sumie tej ostatniej zrobiłam prezent, bo exa wystawiłam za drzwi, złożyłam pozew i pana rozwiodłam, chociaż on wcale nie był taki chętny. Z jej strony zapewne wygląda to tak, że rozwiódł się dla niej, ale to już nie mój problem...
      • ulkar Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 09:16
        Udało się kochance mego męża, po ok. 7 latach romansu męza, wyprowadziłyśmy się z córką a on zamieszkał z kochanką. Nadmienię tylko, że rozwiązanie sytuacji nastapiło wtedy gdy kochanka powiła ich wspólne dziecię. Pan przyznał się do sytuacji na dwa tygodnie przed porodem (sic!), jeszcze przez pół roku mieszkał z nami w jednym domu, mimo, że kochanka miała swoje mieszkanie to się nie wyprowadzał. W sumie nie wiem, czy to dla niej bedzie happy end, na pewno dla mnie tak... w końcu mam spokój.
      • argentusa Re: Kochanek (ka) komu się udało 24.08.11, 12:57
        Nanga, ja też się dziwię. smile
        Ja w ogóle się zastanawiam czemu często bierzemy pod uwagę "a facetowi wygodniej, fajniej, lepiej". Przecież tu chodzi o to, co kobieta ma z takiego układu. I jesli same jesteśmy zadowolone to po cholerę sobie komplikować zycie wspólnym zamieszkiwaniem?
        Ale ja dziwna jestem, bo wolę "na odległość". Co nie wyklucza, że czasem tęsknię do codzienności (choć nieprzsadnie) no i egoistka jestem wink.
        • malgolkab Argentusa 24.08.11, 13:14
          po prostu - niektóre kobiety zrobią wszystko byle "spodnie były w domu"...
    • andawie Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 13:15
      Trochę inna odsłona tematu,żona, rodzina dużo lat,pojawia się Kobieta,która kiedyś coś znaczyła,wdowa,coraz bliższa znajomość,już nie wiem kto był tym kochankiem,2 lata dobrego układu i podporządkowania sobie życia dla niej,rozwód i teraz Ona nie chce być razem,kolejny rok walki o Nią i koniec,poczucie zniszczenia sobie życia.Tylko po co czy było warto? Pozdrawiam wszystkich
    • satoja Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 13:48
      Ja mogę dołączyć historię z najbliższego otoczenia. Facet żonaty od 20 lat, dzieci, prawie zawsze jakaś równoległa do małżeństwa kochanka, często mężatka, więc gierki jasne dla obu stron. Az związał się z rozwódką ktorej jego rozwod do niczego potrzebny nie był, odszedł do niej nie rozwiązując swojego małżenstwa. Po 5 latach kobieta go wyłuskała z pieniędzy i zmieniła zamki w drzwiach zostawiając go na bruku. Żona z dziećmi poprosili by wrócił do domu, więc to zrobił. Po 3 latach miał już następną stałą kochankę, dość naiwną życiowo i mało doświadczoną młodszą pannę, której się nie przyznał, że jest żonaty więc się w nim spotykała. Zakochali się w sobie, sprawa żony wyszła na jaw, on obiecał rozwód, panna czekała jeszcze 2 lata. Facet się nie mógł na rozwód zdecydować więc go rzuciła i wtedy dopiero wziął się za rozwód, żona dała mu popalić więc się czuł pokrzywdzony przez wszystkie kobiety świata. Panna dawała mu jeszcze szanse na powrót po rozwodzie, lecz zaraz po rozwodzie facet chciał być tylko wolny i nacieszyć się wolnością. Więc odtrącona wtedy olała go już zupełnie. A wtedy jemu się zachciało jednak znowu z nią być, tylko już żadna kobieta na niego nie czekała, żona nienawidziła, dzieci pogardzały, kochanka krzywiła się na sam widok. I obecnie od kilku lat facet poluje na kolejne młode pupy na wszelkich dostępnych portalach randkowych, podając się za dużo młodszego niż jest w rzeczywistości wink

      Komu z tej czwórki się udało? No nie wiem..... chyba tylko tej pierwszej długookresowej kochance z którą był, która z premedytacją egoistycznie wyżęła go jak cytrynkę, wyrzuciła i poszła sobie dalej. tongue_out
      • gazeta_mi_placi Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 20:58
        >I obecnie od kilku lat facet poluje na kolejne młode pupy na wszelkich dostępnych portalach randkowych, podając się za dużo młodszego niż jest w rzeczywistości .

        big_grin
    • dziad47 Re: Kochanek (ka) komu się udało 20.08.11, 15:28
      Nigdy nie interesowało mnie co inni robis po cichu i w tajemnicy, dopuki nie przejzałem na oczy, co moja zonaa robi kiedy mnie nie ma w domu. Ale napisze od siebie, jezeli ktoś posiada wieź emocjionalna z partnerem to chce być z ta osobą w zwiazku. Jak ktos tylko szuka rozrywek to one moga sie mu kiedys znudzić, zauwazy pierwszy siwy włos i zmieni na młodszy model. Pora powyslec o sobie, co on tak naprawde dla ciebie robi? "Czy on z toba chodzi naa powaznie czy dla jaj?" P.S. Jestes tyle wart ile sam siebie cenisz!!!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja