asiek06
30.08.11, 07:13
Niektórzy z Was znają moją historię. W skrócie - jesteśmy po pierwszej rozprawie - mąż podtrzymał pozew, że chce rozwód bez orzekana o winie, ja się na rozwód nie zgodziłam. Na mediacje nas nie skierowano ponieważ mąż stanowczo powiedział, że on na nie nie pójdzie i basta! Sąd dał mu do wyboru, że albo zmienia pozew na z wyłącznej mojej winy albo z winy obojga. Wybrał opcję drugą. W ciągu 14 mamy dostarczyć wnioski dowodowe stanowiące o naszej winie w rozpadzie związku. Ja już zaczęłam współpracę z adwokatem, gdyż nie zgodzę się na rozwód z winy obojga, zgodzę się na rozwód, ale tylko pod warunkiem, że będzie orzeczony z wyłącznej winy męża. No i tutaj zaskoczenie - mąż się do mnie odezwał po rozprawie i powiedział mi, że weźmie winę całą na siebie bo nie chce powoływać świadków bo jak twierdzi-nic na mnie nie ma-a wie, że ja na niego mam sporo...zamierza mi też oddać pieniądze, które jest mi winien, ale pod warunkiem, że nie będę chciała od niego żadnych alimentów i nie obciążę go żadnymi dodatkowymi kosztami...Powiedzcie proszę czy powinnam się na to zgodzić? Będę oczywiście rozmawiać o tym ze swoim adwokatem, ale chciałam też zasięgnąć Waszej opinii??
Co robić?
1. Rozwód z wyłącznej winy męża plus zwrot pieniędzy, które mi się od niego należą i brak alimentów.
2. Czy może jednak walka, wywlekania brudów, wołanie świadków...i ewentualne alimenty, jeśli wygram...
Mąż oczywiście mi zapowiedział, że jeśli na to nie pójdę to on pieniądze, które ma dla mnie wyda na adwokata i na pewno do winy się nie przyzna no i będziemy prać brudy...