nasze ukochane dzieci

14.10.11, 20:37
Ostatnie dni dość mocno się pochorowałam. W poniedziałek miałam wrażenie, że zejdę z tego świata. Nie chcę wchodzić w szczegóły, teraz jest ok.
Uświadomiłam sobie jednak brutalnie jak ciężko być samotnym rodzicem. Nie mam na myśli codziennej opieki i pomocy, bo tutaj mam na kogo liczyć. Chodzi mi raczej o to, że gdyby coś się stało to dzieci, tak na dobrą sprawę, zostają bez najważniejszej, jedynej osoby na świecie. Na ojca raczej liczyć nie mogą.
Mam tylko jedno marzenie. Doprowadzić moje dzieci szczęśliwie do dorosłości. Czego i Wam samotnym rodzicom z serca życzę.
    • kalpa Re: nasze ukochane dzieci 16.10.11, 00:29
      Wiem, to jest bardzo trudna świadomość. Trzymaj sie...
      • rene-76 Re: nasze ukochane dzieci 17.10.11, 11:20
        wiem co czujesz i tu nie chodzi o codzienność bo jakoś tam sobie radzimy życie nauczyło nas polegać przedewszystkim na sobie,czujemy się silni,raz jest lepiej raz gorzej wiele spraw da się jednak samemu załatwić chodzi o strach o przyszłość naszych dzieci co by było gdyby...strach o zdrowie żeby się broń Boże nie pochorować nie stracic sprawności,o pracę,o to żeby nas przy dzieciach nie zabrakło.One bardzo nam ufają wierzą że tak będzie zawsze że zawsze będzie ciepło i mama lub tata, niestety my wiemy że w życiu bywa różnie i nosimy w sobie ten cholerny strach,i ja też tak mam i napewno wielu jeszcze samotnych rodziców .Powodzenia i dużo siły.
        • kobieta306 Re: nasze ukochane dzieci 17.10.11, 12:54
          Zobaczcie - jak to jest z tym zyciem. Na codzień jest ok, bo wszystko się domyka. Ale wystarczy jakis zgrzyt w postaci uszczerbku na zdrowiu i już zaczyna być groźnie, bo brakuje tego ojca (ew. matki) w życiu dziecka, jako drugiego bieguna wsparcia. Sama ta śwaidomość jest dobijająca. Pełne rodziny, normalne, zdrowe rodziny dają dzieciom bezpieczeństwo, którego samoty rodzic nie da nigdy, bo zwyczajnie nie może dać.
          • argentusa Re: nasze ukochane dzieci 17.10.11, 14:12
            którego samoty rodzic nie da nigdy, bo
            > zwyczajnie nie może dać.
            Chyba, że dzieci mają oboje rodziców, nie mieszkajacych razem! I takie wpsarcie moga dostać, moga mieć. Ilez ja znam rodzin "normalnych" z których dzieciaki zazdroszczą moim. Bo mimo traumy rozstania rodziców mają odwage powiedziec: a u nas jest fajnie, bo i mama i tata SĄ. Nie ma co generalizować.
            I czasami mam wrażenie, że to piekiełko dzieciom to rodzice robią. OBOJE. i mamy/ojcowie którzy nie moga znieść, że inny dorosły zrezygnował z ich "towarzystwa na codzień".
            Ar.
    • mola1971 Re: nasze ukochane dzieci 17.10.11, 14:37
      Tak się zastanowiłam nad tym tematem... Chwilę po rozstaniu z exem rzeczywiście przerażona byłam tym co z dziećmi, gdyby mnie zabrakło. Bo wiedziałam, że na niego liczyć nie mogłam.
      Dziś takich dylematów nie mam. Dzieci już prawie dorosłe są - Młody już pracuje i studiuje a córy też już lada moment będą dorosłe. Całą trójkę jakoś (bez pomocy exa bo nawet jak był to jakby go nie było bo się dziećmi nie interesował, był tylko fizycznie) udało mi się wychować na cudowne, samodzielnie myślące jednostki ludzkie. I gdyby mnie zabrakło to sobie poradzą. Mają jeszcze Bogu dzięki moich rodziców, mają drugą babcię, która nawet po rozwodzie okazała się wspaniałą teściową. Moją też ogromną miłość i wsparcie mojego kochanego brata.
      • bozka45 Re: nasze ukochane dzieci 17.10.11, 18:39
        Poruszyliście chyba najtrudniejszy watek porozwodowej rzeczywistości. Poważny uszczerbek bezpieczeństwa dzieci. I niepokoju, który tłucze sie czasem mniej, czasem bardziej, w sercach samotnych rodziców.
        Teraz wyraźnie inaczej przezywam swoje niedomagania, niepokojace objawy. Od razu włacza się myśl: co z 15 -latką. Wiem, że po tym wszystkim trudno jej byłoby ułozyć swoje relacje z ojcem i kobietą, do której odszedł. Widzę, ile w niej buntu, niewyrażonej złości.
        Dlatego codziennie Boga proszę, aby dopomógł mi, abym wychowała moje córki. Co tam nowe auto, co tam sukcesy zawodowe. Towarzyszenie im, wykształcenie ich jest dla mnie najważniejsze. Staram sie, aby nie czuły jednak cieżaru mojego poświęcenia. Na ile mogę, to dbam o siebie, o radośćw sobie ...
        Za mna duzy wysiłek usamodzielnienia dziewczyn. Tego, aby starsza przestała na mnie wisieć i wzięła odpowiedzialność za siebie. Młodszej staram sie zapewnić to, co miała starsza. Zblizony standard, chociaż materialny.
        W czym mi trudno? W samotnym wyznaczaniu granic. Nie jestem pewna siebie, czy zakazać, czy pozwolić... Czy nie za ostro podchodzę , czy tez jestem naiwnie liberalna... Nie ma oparcia w ojcu. Brak tzw. ojcowskiej ręki. Obawiam się, że łaczac konsekwencję i zasadniczosc ojca z łagodnościa matki jestem zwyczajnie .... niewiarygodna i labilna.
        Czasem paniczna obawa reaguję na wybryki nastolatki, a dorasta dosc burzliwie....
        Jak sobie pomagam?
        Od 3 dni afirmuję; Jestem silną i zdrową kobietą. Lepszego pomysłu - brak.
        Teściowie sie odwrócili. Maz dorabia sie z nowa zoną, rodzeństwa nie mam. Ojciec z coraz silniejszą psychozą, więc potrzebna raczej moja pomoc.
        • mola1971 Re: nasze ukochane dzieci 17.10.11, 19:30
          Bozka, z doświadczenia... Wrzucić na luz, nie wymagać od siebie bycia idealną. Dzieciom (tym nastoletnim również) naprawdę wystarczy normalna, pogodna, czuła i kochająca matka.
          Granice trzeba wyznaczać bo bez tego ani rusz, ale w tym wyznaczaniu wystarczy kierować się sercem i logiką. Nic więcej nie trzeba.
          I jeszcze jedna ważna rzecz... Twoje dzieci mają siebie nawzajem (tak jak i moje) a to wielki skarb. Moje o tym wiedzą. Wiele czasu poświęciłam na to by je nauczyć tego, że rodzeństwo to nie rywale a skarb największy.
          • kobieta306 Re: nasze ukochane dzieci 17.10.11, 20:12
            Bożka właśnie opisała to co chciałam przekazać swoim postem.
            Nie ma ważniejszej rzeczy jak ta by doprowadzić do szczęśliwej dorosłości i samodzielności własne dzieci. To co pisze Mola bardzo ważne - rodzeństwo i takie niewymuszone budowanie świadomości, że można na siebie liczyć, bo jest siostra, bo jest brat.
            Co tam nowy samochód, co tam odjechane wakacje. Dożyć szczęśliwej dorosłości własnych dzieci. Nauczyć ich samodzielności. Na co dzień nie myślę w tych kategoriach i po prostu daję dalej do przodu. Czasami jednak przychodzi taka chwila, że ta świadomośc staje sie bardzo namacalna i wtedy mi tak się robi dziwnie, bo sie boję. Trwa chwile mija i dalej daję do przodu. Rozumiecie ? wink
            • mola1971 Re: nasze ukochane dzieci 17.10.11, 20:55
              kobieta306 napisała:
              Trwa chwile mija i dalej daję do przodu. Rozumiecie ? wink

              Pewnie, że rozumiemy wink
              • teuta1 Re: nasze ukochane dzieci 17.10.11, 22:17
                Bardzo dobrze rozumiemy.
    • wawrzanka Re: nasze ukochane dzieci 18.10.11, 14:24
      Post zmuszający do refleksji. Ja opisałam swoją na blogu. Można kliknąć niżej, jeśli ktoś jest zainteresowany.
      • bozka45 Re: nasze ukochane dzieci 20.10.11, 13:25
        Moja sytuacja daleka od bycia idealną matką. Wyzbywam się codziennie takiego nastawienia. Faktycznie ogarniam to, co poszarpane i rozłażące się...
        Mam niestety wrazenie, że moje córki nie maja siebie... Choć bardzo chciałam je tak wychować, aby sie kochały i wspierały. Sama jestem jedynaczką sad( Córkom na tym nie zalezy i nie zależało... Eksmaz wiele zepsół, bo róznicował dzieci. Poniżał starszą, a faworyzował młodsza. w końcu zostawił jedna i drugą. Wciąż wyłazi zazdrośc starszej o miłość i życzliwosc ojca, której ona nie miała...
        Latami stawałam na uszach, aby scalać rodzinę, aby córki były jednakowo traktowane. Nie było na to mojej zgody... Teraz borykam sie ze złościa, że z konsekwencjami zachowań eks zostałam sama, że ja zjadam ten bigos...
        Młodsza zamknęła się po zdradzie i odejsciu ojca do innej kobiety. Więzi z ojcem są niewielkie. Obiecuje i najczesciej nie dotrzymuje słowa. Nastolatce wyswietla się w głowie, że ojcu na niej nie zalezy. Autoagresja, bunt, walenie w siebie.
        Dziś problem z papierosami i alkoholem, a jutro... Ogląda na internecie poprzekłuwane, potatuowane gwiazdy i modelki. Marzy, aby tak wygladać... Opowiada kolegom, że sie odchudza, że je i wymiotuje... Z trudem za nia nadarzam. Schowałam opór do kieszeni i powiadomiłam ojca, że są niepokojace problemy wychowawcze. Zero reakcji z jego strony. Nie odzywa się od 2 miesięcy ani do mnie, ani do córki...
        O bezpłatną terapie trudno...
        • kobieta306 Re: nasze ukochane dzieci 20.10.11, 13:50
          Bożka, z tego co czytam, to wydajesz się być spoko kobietka, która i z tym sobie poradzi. Dostrzegasz problemy, które sie pojawiają i nie uciekasz przed nimi. Moje dzieci sa duzo młodsze stąd nie potrafie Tobie doradzić konkretnie i z doświadczenia jak zachowywac sie w takiej sytuacji. Z pewnościa należy dużo z córkami rozmawiać, wyznaczac granice, wyciagac konsekwencje jeśli zostaną przekroczone. To wszystko bardzo trudne. Dobrze, że nie zapominasz o sobie. Trzymam kciuki za Ciebie i za to, żebyś przeszła przez ten buntowniczy czas życia Twoich dzieci. Mam nadzieję, że kiedys , za x lat, bedziecie sie razem z córkami śmiały z tego, patrząc jak ich dzieci, a Twoje wnuki baraszkują obok.
          • ulkar Re: nasze ukochane dzieci 20.10.11, 14:28
            Moje jest jeszcze male, wczesna podstawówka... a ja? Coraz więcej kłopotów ze zdrowiem... lata stresów wyłażą coraz wyraźniej ... I nie raz kładąc się do łóżka, myślę ... Boże ... daj mi wychować moje dziecko, dość już w swoim jeszcze krótkim życiu miało doświadczeń .... Obok siebie nie mam żadnej rodziny, ... na szczęście z eksmężem mamy więcej niż poprawne relacje (mimo, że wiele osób dziwi się, że go w ogóle do domu wpuszczam). Ojciec nie jest na codzień zbyt zainteresowany dzieckiem, szybciej mi w czymś pomoże niż córce sad tym niemniej nauczyłam dziecko, że jakby co.. dzwonisz do taty ...
            • bozka45 Re: nasze ukochane dzieci 23.10.11, 17:16
              Ależ żałuję, że nie można klikać na posty "Lubię to", bo w tym wątku zrobiłabym to za kazdym razem niemal.
              Chce dodac, że ważne, aby uważać wychowanie naszych ukochanych dzieci jako "chcę", a nie 'muszę', aby nie widzieć w tym owocu niesprawiedliwości, nie myslec o eksach nieobciazonych trudami i stresami jakich przysparzają dzieci, jako o wygranych. Czasem dopadały mnie takie głupie myśli. Ale lecznicza była też myśl: ja bym tak jak oni nie potrafiła. to nie mój swiat...
              Dzieki dziewczyny za wsparcie! I wiare we mnie! Cmoook!
              • kobieta306 Re: nasze ukochane dzieci 23.10.11, 17:30
                Bożka, tak jak piszesz, ja sama często słyszę gdy ludzie , znajomi, nawet rodzina mówią, że ten ex to ma klawe życie, żadnych obowiązków, a ze wszystkim, czyli z 2 dziećmi na głowie zostałam ja. Tylko, że te moje obowiązki są wspaniałe i kocham je nad życie smile nigdy nie zamieniłabym się na ten spokój i luz, który ma ex.
        • kiszczynska Re: nasze ukochane dzieci 23.10.11, 19:58
          bozka45 napisała:

          > Młodsza zamknęła się po zdradzie i odejsciu ojca do innej kobiety. Więzi z ojce
          > m są niewielkie. Obiecuje i najczesciej nie dotrzymuje słowa. Nastolatce wyswie
          > tla się w głowie, że ojcu na niej nie zalezy. Autoagresja, bunt, walenie w sieb
          > ie.
          > Dziś problem z papierosami i alkoholem, a jutro... Ogląda na internecie poprzek
          > łuwane, potatuowane gwiazdy i modelki. Marzy, aby tak wygladać... Opowiada kole
          > gom, że sie odchudza, że je i wymiotuje... Z trudem za nia nadarzam. Schowałam
          > opór do kieszeni i powiadomiłam ojca, że są niepokojace problemy wychowawcze.
          > Zero reakcji z jego strony. Nie odzywa się od 2 miesięcy ani do mnie, ani do có
          > rki...
          > O bezpłatną terapie trudno...

          Przeginasz. To normalne zachowania dzieci w tym wieku, wiec po co im terapia!! Niejedne wychowywały sie bez ojca, a teraz taka moda, ze to tragedia i podłamany zyciorys..
          Mozesz wysłać corki do ojca. Tez pewnie osbie wmawiasz, ze on je zabije, albo ta druga je podepcze. To juz duze dzieci, wiec naprawde takie idiotyczne pochylanie sie nad kazda rzeczą i doszukiwanie sie probmow jest debilne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja