Dodaj do ulubionych

żona pasożyt - dlaczego?

23.10.11, 14:23
Zauważam jak naszych forumowych panów mocno boli fakt, że na świecie są mężczyźni, którzy mogą pozwolić sobie na luksus, by ich małżonka nie pracowała, wychowywała dzieci, piękniała w domu. Jeśli żonie i mężowi to odpowiada, jeśli nie ma przymusu ekonomicznego to skąd w was panowie taka zawiść?? Wyjaśnijcie mi dlaczego taka kobieta jest Waszym zdaniem pasożytem? Sama pracuję więc akurat niestety się do tej grupy nie zaliczam ale szczerze zazdraszczam moim koleżankom, które maja takiego farta, że mają męża który je kocha, utrzymuje i do tego jeszcze wszyscy są zadowoleni i szczęśliwi.
Jedyny minus, który obecnie przychodzi mi do głowy, to ekonomiczna zależność od innej osoby na wypadek gdyby się to w przyszłości miało ewentualnie zmienić.
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 14:32
      kobieta306 napisała:
      > Jedyny minus, który obecnie przychodzi mi do głowy, to ekonomiczna zależność od
      > innej osoby na wypadek gdyby się to w przyszłości miało ewentualnie zmienić.

      To jest bardzo duży minus. Tak duży, że nigdy, przenigdy nie byłam i nie będę uzależniona finansowo od żadnego mężczyzny.
      Też mam koleżanki, które nie pracują, mają dobrze (a nawet bardzo dobrze) zarabiających mężów, ale nie zazdroszczę im. Wolę swoją wolność.
      • kobieta306 Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 14:37
        tak ja się z tym zgadzam. Moje doświadczenie jest akurat takie, że to ja pracowałam, a na mnie wisiał mój były, który na rozwodzie się po prostu wzbogacił. Nigdy nie miałby tego co ma teraz.

        Ale pomijając to. Zastanawia mnie fakt, że akurat panowie forumowi tak się ostro wypowiadają o takich sytuacjach, gdzie żona siedzi sobie w domku. Dlaczego ich to tak mocno boli???
            • lia.13 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 22:50
              jak facet da kobiecie to i owszem, i kobiecie zdarza się starać dać facetowi orgazm? Tobie się jeszcze taka kobieta nie przytrafiła? Albo miałeś pecha i "to złe kobiety były", ale kiepsko się sam w łóżku sprawdzasz, myśląc wyłącznie o własnej przyjemności, skutkiem czego takiej kobiecie nie chce się myśleć w łóżku o Twoich potrzebach.
              • lord_viadro Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 12:28
                Wydaje mi się, że czasem facet czynny zawodowo i rozwijający się , może przestać szanować kobietę która była maskotką w jego domu a popadła w seriale, gary, pieluchy i sklepy.
                może z nią zabraknąć też tematów do rozmowy.
                dodatkowo taki układ jest fajny, jak jedna strona na na tyle duże zrobki, by sobie rodzina mogła na to pozwolić i z jednej pensji utrzymywać / kupić dom, auta, itp
                dużo bezpieczniejszy jest układ partnerski, gdzie oboje coś w noszą do rodziny a w razie rozpadu, mogą żyć i utrzymać się niezależnie.
                Ciekawy jest fakt, że model facet zarabia dotyczy - często ludzi z małych miejscowości, z niskim wykształceniem i zarobkami poniżej średniej. Wtedy nie jest sielanką tylko leczeniem kompleksów, przez faceta, że babka samodzielna i pracująca puści go kantem, a poza tym bedzie cos wymagać i mu podskakiwać w domu,,, wink
              • e-droczek Re: żona pasożyt - dlaczego? 27.10.11, 20:35
                Oj czyżbym poruszył bolesny temat?smile Mówię tu tylko o tym, iż większość kobiet działa na zasadzie - daj to Ci oddam. Nawet Twój wpis zdradza, że tak jest, gdyż kluczowym słowem jest "zdarza się" xD Takie typowe ;]
        • mola1971 Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 14:44
          Majątek można podzielić, jeśli nie było intercyzy, ale co z codziennością? Zostaje sama (najczęściej z dziećmi) kobieta bez doświadczenia zawodowego. I z czego ma żyć? Z alimentów na dzieci? Dziękuję za taki układ.
          • kobieta306 Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 14:53
            Mola, ale pomyśl, zupełnie teoretycznie, o takiej sytuacji, w której jesteś obecnie Ty czy ja. Mamy doświadczenie zawodowe, wykształcenie, pracę znajdziemy nawet jeśli za jakiś czas trzeba byłoby jej szukać. Zjawia się książę, który mówi nie pracuj, tylko piękniej w domu, a ja zapłacę wszystkie twoje składki, ubezpieczenia, polisy i jeszcze dam Ci spore kieszonkowe, żebyś miała na wszystko co tylko potrzebujesz wink Do tego kocha Cię bezgranicznie, bo jesteś młodsza, kumple mu zazdroszczą, on ceni ciepło domowego ogniska i świata poza tobą nie widzi. Ty nadal masz doświadczenie zawodowe i wykształcenie i wszelkie możliwości zawodowe "gdyby co".
            • mola1971 Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 14:58
              Nie, nie i jeszcze raz nie. Nawet w takiej sytuacji bym pracowała. Z pracy mogłabym zrezygnować albo gdybym wygrała 6 w lotto (przy kumulacji, no i grać trzeba a ja nie gram), albo gdybym odziedziczyła jakiś spory majątek. Mogę nie pracować tylko jeśli mam własne pieniądze a nie jakiegoś chłopa.
              Natomiast co do doświadczenia zawodowego to po nawet roku niepracowania bardzo trudno z powrotem wejść na rynek i właściwie wszystko trzeba zaczynać od początku.
              • tesknotazabija Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 16:15
                Podpisuję się pod tym co pisze Mola. W dzisiejszych czasach niezależność w moim odczuciu to podstawa. Miłość dziś jest, jutro jej nie ma. Przykład mojego małżeństwa pokazuje, że para, która przez lata żyje w wielkiej zgodzie i miłości może po prostu rozstać się z dnia na dzień. I tak czasami zastanawiam się w jakiej sytuacji byłabym dzisiaj, gdybym nie pracowała i zajmowała się od lat tylko domem, bo na pomoc kiedyś kochającego męża wiem, że dzisiaj nie mogłabym liczyć.
                Są panowie, którzy bardzo lubią czuć, że kobiety są od nich zależne i są kobiety które się na to godzą, z różnych powodów, o których można by tu pisać i pisać. Jak jest dobrze to panowie kochają swoje żony, dają pieniądze, komplementują, wszystko jest och i ach, jak kończy się miłość to o tych samych kobietach mówią pasożyty. Życie ...
            • argentusa Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 15:21
              Zjawia się książę, który mówi
              > nie pracuj, tylko piękniej w domu, a ja zapłacę wszystkie twoje składki, ubezp
              > ieczenia, polisy i jeszcze dam Ci spore kieszonkowe, żebyś miała na wszystko co
              > tylko potrzebujesz wink
              Jak pragnę zdrowia dostałam taką propozycję. I nie skorzystałam, okazało się po paru latach, ze zupełnie słusznie smile)))))).
              Bo nie lubiezależności ekonomicznej i szkoda m by było wypaść z rynku pracy.
            • michalng Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:31
              > Ty nadal masz doświadczenie zawodowe i wykształcenie i wszelkie możliwości z
              > awodowe "gdyby co".

              Ta. Przez ile czasu ? 2 lata, 5 lat (Zależnie od branży)? Potem twoje doświadczenie zawodowe przestaje cokolwiek znaczyć. Nie pamiętasz już w zasadzie nic, a to co pamiętasz to "prahistoria", na znalezienie pracy szanse masz małe, Samotna matka, nie pracujaca ponad 5 lat ? Kto taka zatrudni. Po 5 latach zamknięcia w domu jesteś albo kura domowa, albo pustą idiotką, to dzieje się ze wszystkimi kobietami nieczynnymi zawodowo przez dłuższy okres. ( i z facetami w sumie też , oni zmieniają się w grubych piwożłopów przedtelewizyjnych, najczęściej) .
        • argentusa Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 15:18
          No właśnie, majątek majątkiem a codzienne utrzymanie choćby SIEBIE (zakładam mega optymistyczny wariant ,ze tata chce i utrzymuje w 100% dzieci).
          Je niepracowanie kobiet uważam za niefrasobliwość (w najlepszym wypadku), nie wpsomnę o braku emerytury, renty, jakiegokolwiek zabezpieczenia w rozsądnej wysokości w przypadku nieszczęsliwego wypadku i np śmierci "utrzymującego" rodzinę. Niestety świeżo przygladam się takiemu przypadkowi - nasz był pracownik nagle zachorował i zmarł po 3 mieisącach. On sam utrzymywał przez ostatnie 16 lat rodzinę (nieźle zarabiał, dorabiał też poza etatem). Kobieta teraz ma do dyspozycji jakieś grosze z tytułu renty dzieci i coś z zasiłków bo: nigdy zawodowo nie pracowała -nie było takiej potrzeby.
          A poza tym pozostaje coś takiego jak wymuszony rozwój osobisty. Kontakty z innymi często odświeżają. To jest co prawda niemierzalny, ale jednak ważny dla mnie aspekt.
          W przypadku żony naszego pracownika jest jeszcze inny dinks. Ona popadła w depresję, bo poza domem i dbaniem o męża nie miała innego zycia. A teraz pyta: jak mam żyć, co ja będe robić -dzieci za chwilę wyfruną z domu (oboje studniują) a ona ROZPCZ CCZARNA bo została sama. A miało być inaczej.
          Jak sobie popatrzę tak na świat obok to mi od razu ochota na "woln od pracy" przechodzi.
          Ale ad rem: jeśli oboje małżonkowe tak sobie ustalili, nic mi do tego. Ich sprawa. A już n pewno nie będe porować, że jedno pasożytuje na drugim. Bo przeciez nie NA MNIE. Jak ktoś lubi tak zyć -jego biznes.
          Ar.
          • demodee Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 12:26
            > Ale ad rem: jeśli oboje małżonkowe tak sobie ustalili, nic mi do tego. Ich sprawa. A już n pewno nie będe porować, że jedno pasożytuje na drugim. Bo przeciez nie NA MNIE. Jak ktoś lubi tak zyć -jego biznes.

            Argentusa - niestety, nie masz racji. Niepracujące żony (i dzieci) pasożytują na Twojej i mojej składce zdrowotnej. Bo składkę odprowadza się od zarobków, nie od ilości ludzi, którzy z niej korzystają
            • elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 28.10.11, 07:56

              Nie wiem czy wiesz, ale twoja składka emerytalna jest płacona dzisiejszym emerytom, a na twoją emeryturę będą płacić twoje dzieci jeżeli takowych dzieci nie posiadasz to będą to inne dzieci np twojej sąsiadki, która nie pracuje, a wychowuje 2-4 dzieci po to żeby miały dobre wykształcenie.

              Więc teraz się zastanów kto tu będzie żerował i czy tej kobiecie i tym dzieciom nie należ się opieka zdrowotna nawet po części płacona z twojego konta.

              A propos nie pracuję, a mój mąż ma dużą wypłatę i płaci dużą składkę zdrowotną, więc moje dzieci i ja korzystamy z jego ubezpieczenia, a nie z twojego!!! tongue_out
      • malgolkab Re: żona pasożyt - dlaczego? 24.10.11, 09:20
        mój były mąż zarabiał sporo (i dalej zarabia, choć oficjalnie 2 razy mniej ode mniewink
        jest współwłaścicielem w 3 firmach w branżach przynoszących duże zyski (od paru lat firmy zmieniaja właścicieli wśród jego rodziny, ale teraz to nie moja sprawa). Wielu moich znajomych było zdziwionych, że po wychowawczym wracam do pracy za niezbyt duże pieniądze (tym bardziej porównując z ówczesnymi zarobkami męża), skoro mogę nic nie robić lu ewentualnie "pracować" u męża (piszę w cudzysłowiu, bo chodziło o to, bym była zatrudniona i czasem jak mi sie zachce pojawiała się w pracywink całe szczęście, że dla mnie pomysł był nie do zaakceptowania, bo albo byłabym bez środków albo dalej tkwiła w nieudanym małżeństwie... w międzyczasie do stałej pracy doszły dobrze płatne zlecenia (niewymagające godzin spędzanych stacjonarnie w miejscu pracy, co jest wyjątkowo wygodne przy sytuacji, gdy jest się jedyna osobą, która odbiera dziecko z przedszkola) - mąż był im bardzo przeciwny ("bo to będzie kosztem zaniedbywania domu"), bo już było między nami nieciekawie, a wiedział, że w ten sposób będę całkowicie niezależna od niego.
        Teraz ma partnerkę, która pracuje u niego, mieszka u niego (a właściwie u jego siostry, bo na nią jest mieszkanie), na dodatek nie ma rodziny (moi rodzice zawsze duzo pomagali) i mu pasujesmile a ja patrzę na jego bratową, która właśnie poszłą na układ pracy "u nich" - pieniądze mają, samochody, wyjazdy, dzieci w szkole prywatnej, ona chodzi do pracy jak chce, tylko on od kilku lat ma babę na boku- o czym ona wie (wszyscy wiedzą), nie ma w domu nic do powiedzenia, sexu nie uprawiali od 5 lat, a pokazują się razem tylko na imprezach rodzinnych. I nie umiem zrozumieć jak można się w takiej sytuacji postawić.
      • sonix24 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 17:32
        Tu wcale nie o to chodzi. Ujmując to najprościej- dlaczego tylko mężczyźni mają się zajmować zarabianiem, dlaczego nie ma żadnej kobiety która zarabiałaby na dom i na męża i była z tego powodu szczęśliwa? Tylko o brak symetrii chodzi, o nic więcej. Jak będzie tak że i mężczyźni będą mogli siedzieć w domu a kobiety zarabiać i być szczęśliwe z tego powodu, nie mówie że wszyscy ale pewnie paru by się znalazło, to wtedy będzie bardziej sprawiedliwie
        i przestaniemy mówić o pasożytach. Tyle.
        • ta_ruda Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 17:45
          mysle ze jest bardzo malo mezczyzn ktorzy zdecydowaliby sie na rezygnacje z pracy zawodowej na rzecz 'siedzenia' w domu, wychowywania dzieci i zycia na zasadach zarabiajacej zony.
          sonix24 napisał:

          > Tu wcale nie o to chodzi. Ujmując to najprościej- dlaczego tylko mężczyźni mają
          > się zajmować zarabianiem, dlaczego nie ma żadnej kobiety która zarabiałaby na
          > dom i na męża i była z tego powodu szczęśliwa? Tylko o brak symetrii chodzi, o
          > nic więcej. Jak będzie tak że i mężczyźni będą mogli siedzieć w domu a kobiety
          > zarabiać i być szczęśliwe z tego powodu, nie mówie że wszyscy ale pewnie paru
          > by się znalazło, to wtedy będzie bardziej sprawiedliwie
          > i przestaniemy mówić o pasożytach. Tyle.
          • sonix24 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:20
            ta_ruda napisała:

            > mysle ze jest bardzo malo mezczyzn ktorzy zdecydowaliby sie na rezygnacje z pra
            > cy zawodowej na rzecz 'siedzenia' w domu, wychowywania dzieci i zycia na zasada
            > ch zarabiajacej zony.
            Myslisz ale pewna nie możesz być bo nawet takich badań się nie prowadzi. Ale mi nie o to chodzi; niech mężczyźni, co którzy chcą też spróbują tej drugiej strony, niech mają szansę. Niech kobiety im na to pozwolą bez imperatywu "masz zarabiać jak nie to rozwód".
            • ta_ruda Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 22:43
              zgadzam sie z Toba w 100% - powinnismy miec dostepne 'tacierzynskie' taki jak jest 'macierzynskie' i oboje, mama i tata powinni byc zaangazowani w zycie rodzinne - zarabianie, opieka nad dziecmi; mam nadzieje ze kiedys w Polsce i nie tylko, dojdziemy do sytuacji kiedy i mama i tata bada mogli zostac w domu i miec pewnosc ze po tacie-macie-rzynskim moga wrocic do pracy. i tylko wtedy kiedy tacierzysnki bedzie obowiazkowy, bedziemy miec naprawde rowne mozliwosci.
              sonix24 napisał:


              > Myslisz ale pewna nie możesz być bo nawet takich badań się nie prowadzi. Ale mi
              > nie o to chodzi; niech mężczyźni, co którzy chcą też spróbują tej drugiej stro
              > ny, niech mają szansę. Niech kobiety im na to pozwolą bez imperatywu "masz zara
              > biać jak nie to rozwód".
        • spondeo Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 20:29
          sonix24 napisał: dlaczego nie ma żadnej kobiety która zarabiałaby na dom i na męża i była z tego powodu szczęśliwa?

          Alez jest, znam takie malzenstwo, ale zeby on byl z tego zadowolony, nie powiem.
          Ciagle mu malo, przez nia jezdzi slabym samochodem, musi ja pytac o rozne sprawy, korzysta z jej konta, bo po co ma miec swoje, nie liczy extra wakacji oraz tego, ze wydaje to co ona zarobi dla nich, a ona ciagle poza domem, poza krajem, delegacje ... dochodzi jeszcze aspekt spelniania sie, kobieta majaca obowiazki w domu czasem sie w nim spelnia, mezczyzna w domu rzadko kiedy traktuje obowiazki domowe jako swoje, raczej i tak przerzucane sa na kobiete, na dodatek znudzony stagnacja zaczyna poszukiwania kobiety swoich marzen. W sumie traktujemy go luzacko, nie jest ani podpora swojej zony, nie wspiera jej kiedy potrzebuje zwyczajnie meskiego filara, ogolnie zaczyna marudzic bo mu si enudzi, zamiast ruszyc 4litery do jakiejkolwiek pracy.
          Mamy tez wsrod znajomych malzenstwo, z dlugim bardzo stazem. On pracuje ze mna za zwykla pensje, jego zona mi kilka firm i czasem znowu prosi zeby sie zwolnil i u niej pracowal, a on swoje. Zyja za jej, jakzeby inaczej, wkrotce gosc przechodzi na emeryture, ale wlasnorecznie wypracowana. Ona nigdy nie wypomniala mu, ze sama zapiernicza, bo zatrudnia tylu pracownikow wlacznie z zarzadzajacymi, ze stac ja na usmiech dla meza. Zagadkowa para, nie powiem ale zyjaca na tej planecie i w tym kraju.
          • ta_ruda Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 22:48
            jest duzo takich par, na mojej wiosce chyba ze 3 na mezow pijakow robia, faceci szczesliwi ale nie wiem czy zony bardzo szczesliwewink

            spondeo napisała:

            > sonix24 napisał: dlaczego nie ma żadnej kobiety która zarabiałaby na dom i na m
            > ęża i była z tego powodu szczęśliwa?
          • sta-fraszka Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 02:05
            To ja dodam jeszcze dwa inne:

            Pierwszy to para, w ktorej ona pracuje (bo ma prace lepiej platna i bardziej stabilna) a on zajmuje sie domem i trojka dzieci.
            Przekalkulowali koszt zlobkow/przedszkoli dla trojki, po prostu im sie nie oplacalo.
            Z tym ze ona nigdy przenigdy nie mowi, ze on w domu siedzi. Ona uwaza, ze on w tym domu z trojka dzieci CIEZKO PRACUJE.
            Wie, bo po urodzeniu dzieci przez jakis czas byla w z nimi w domu.
            Wiec nawzajem szanuja i doceniaja co robia.

            Druga para to taka, w ktorej urlop rodzicielski (tak to sie tu nazywa) rodzice podzielili tak, by pasowalo obojgu (oboje sa zatrudnieni na uczelni) by mogli wypelnic swoje obowiazki w pracy a jednoczesnie byc w domu z para blizniakow.
            Tu nadmienie - on bardzo chcial wykorzystac czesc urlopu, zbudowac wiez z chlopakami, jak sam mowil "docenic" te strone medalu.
            • sonix24 Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 11:50
              sta-fraszka napisała:

              > To ja dodam jeszcze dwa inne:
              Dziękuję za podanie tych przykładów. Jednak można, a ja uważam że nawet trzeba, bo mężczyźni nie wiedzą co tracą nie mając możliwości wychowania, nawiązywania więzi ze swoimi dziećmi kiedy one są w wieku niemowlęco-przedszkolnym. Poza tym niebagatelne jest również że mogą małe dziecko wychowywać na swój sposób a nie tak jak życzą sobie babcie.
              To bardzo dużo. I daje poczucie spełnienia.
    • tautschinsky Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 14:46
      Bo każdy, kto jest zdrowy, powinien na siebie zarabiać. Jeśli jest inaczej - jest pasożytem. Dlaczego jest pasożytem? Dlatego, że ktoś INNY MUSI pracować na jej utrzymanie. Ma więc taki pasożyt swojego żywiciela, którym jest zwykle mąż. Inaczej sprawa się ma, kiedy ktoś odziedziczył majątek, żyje z procentów. Tu nie zachodzi bezpośrednia zależność: ktoś haruje, żebym ja mógł/mogła się paść w swoim nieróbstwie.

      Swoje córki wychowuję w niezależności od kogokolwiek na tyle, na ile się da. Żeby miały dobrze płatne zawody a o ich zatrudnieniu nie decydowała jakaś szuja, która w pierwszym rzędzie przyjmie swoich ziomków, nie patrząc na stronę merytoryczną takiego zatrudnienia.
      • bifka Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 17:38
        "Swoje córki wychowuję w niezależności od kogokolwiek na tyle, na ile się da. Żeby miały dobrze płatne zawody a o ich zatrudnieniu nie decydowała jakaś szuja, która w pierwszym rzędzie przyjmie swoich ziomków, nie patrząc na stronę merytoryczną takiego zatrudnienia."

        Ciekawa jestem jakie zawody masz na myśli, bo znam prawników (sam jestem), lekarzy, psychologów, architektów i aktorów, którzy plują na układy w swoich branżach mówiąc, że wszędzie kumoterstwo, korupcja, nepotyzm i feudalne układy władzy typu fornal i jego pan. Więc jakiż to zawód wybrałeś dla córek, że będą takie niezależne i samostanowiące? Pewnie po prostu zatrudnisz je w swojej firmie ?!
      • rikol Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:32
        a ile kosztuje urodzenie i wychowanie dziecka? Mezczyzny nikt do slubu nie zmusza. Mezczyzna sie zeni po to, zeby mu kobieta urodzila i wychowala dzieci. ciaza i porod zagraza zdrowiu i zyciu kobiety. Ile jest warte pieniedzy wedlug ciebie jest zycie, zdrowie, oraz utracone perspektywy zawodowe?
      • elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 23:28
        Moim zdaniem to nie pasożytowanie tylko SYMBIOZA, kiedy jedno z małżonków ma za zadanie zarabiać na rodzinę a drugie dba o tą rodzinę. W końcu to dbanie to też praca. Oczywiście można by zatrudnić pomoc domową, która będzie spędzać czas z potomstwem, sprzątać i gotować.

        I teraz weźmy pod uwagę stereotypową sytuacje "pasożytowanie" - chociaż ja bym ją nazwała SYMBIOZĄ. Mężczyzna z wykształceniem lub bez, zarabiający więcej od kobiety, która zarabiałaby najniższą krajową (np 1400). Taki mężczyzna i kobieta postanawiają założyć rodzinę i mieć potomstwo.

        1. Kobieta musi urodzić potomstwo
        - w naszym pięknym kraju pracodawcy nie przychylnie patrzą na kobiety, które są w ciąży lub mają dzieci - więc są pierwsze do zwolnienia
        -w trakcie ciąży i porodu w ciele kobiety zachodzą takie zmiany, których najlepszy chirurg nie poprawi
        2. Jeżeli takie małżeństwo decyduje się na to, że kobieta zrezygnuje ze swojej marnej kariery po to, aby się opiekować domem i potomstwem, bo przecież jakby poszła do pracy, to i tak by trzeba było zatrudnić kompetentną osobę, która zajmie się tymi samymi obowiązkami i dostanie taka samą pensje, albo i większa od niej samej.
        - W tej sytuacji decyzja jest oczywista, zazwyczaj wybiera się wariant pierwszy.

        Jestem w podobnej sytuacji. Początek małżeństwa. Mam wolny zawód, jak na razie zarabiam tyle co nic - może za mało kreatywna jestem. Mój mąż zarabia, ale pieniądze są wspólne - korzystamy z wspólnego konta. Według prawa dobre nabywane w czasie małżeństwa są wspólne dla małżonków, więc wypłata męża jest wspólna z punktu prawnego. Mój mąż nigdy by się nie odważył wypomnieć mi, że to jego kasa.

        Obecnie jestem w ciąży z naszym pierwszym dzieckiem. Mój mąż planuje sobie już drugie z rozpędu uncertain , bo niby jedynaki są zepsute. Niestety musiałam mężowi uświadomić, że aby mieć więcej dzieci to musi sam sobie je urodzić. Po za tym mamy też za małe mieszkanie.
        Mój mąż dużo pomaga w domu i chociaż nie mam stałych dochodów, ani znacznych i prawie nic nie robię w domu , to nie czuję się pijawką, ani utrzymanką. I zaznaczam, że nie "pasę się w swoim nieróbstwie", jako kobieta w ciąży jestem w lekkiej niedyspozycji, praktycznie od początku ciąży mam straszne mdłości, a jak ich nie mam to dlatego, że biorę tabletki po których zasypiam na cztery godziny i tak na okrągło. Trudno mi sobie wyobrazić taką sytuacje o której opowiada np moja teściowa: "Jak byłam w ciąży też się źle czułam, ale wszystko robiłam, i nikt się nie patrzył że mam mdłości (tzn mój teściu)." Ja nie zamierzam uchodzić za cierpiętnice. Trudno wymagać od kobiety, że kiedy jest w ciąży i przez dwie godziny dziennie czuje się dobrze, to żeby jeszcze tyrała się w domu po to żeby wszystko lśniło i mąż miał co zjeść w domu jak wróci. Na całe szczęście mąż, aż takich wyrzeczeń ode mnie nie oczekuje.

        Jeżeli mój mąż kiedyś by odważył się mnie zostawić, zdradzać lub wypomnieć, że on pracował na nas, to od razu biorę rozwód. Mam nadzieje tylko do jednego, że do tego czasu zmieni się mentalność w polskim sądownictwie i dostane duże alimenty.

        Co do facetów, którzy po takim życiu wyrzucają swoim byłym żonom od pasożytów, to myślę, że są żałośni i płytcy, bo nie widzą jak ich była połówka musiała się poświęcić:
        1. Ciało - aby zaspokoić ich obojga chęć do posiadania potomstwa z ciała i krwi
        2. Czas - ten poświęcony dla domu, męża i dzieci czasem zajmuje więcej niż jeden etat - chociaż ja zamierzam poświecić domowi, małżonkowi i dziecku tyle czasu co on swojej pracy, a resztę obowiązków na pół
        • grosz-ek W sprawie drugiego, Twój facet 26.10.11, 10:37
          ma w zasadzie racje. Jak już będzie jedno, to staraj się z rozpędu o drugie. I tak będzie nimi co najmniej rok odstępu. Ponadto, chodzenia wokół dwójki dzieci jest niewiele więcej niż wokół jednego, a nawet z czasem coraz mniej, bo zajmą się sobą nawzajem. Kosztowo też jest nieznacznie drożej, bo rzeczy po starszym zostają dla młodszego. No i w końcu, masz na swojego facet haka - chciał dwójkę, to niech się stara, żeby mieli co jeść i gdzie mieszkać. Jedyny minus - o rok później wrócisz na rynek pracy.
    • ewa_2009 Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 14:51
      Wszystko jest zmienne... Jakiś czas temu mój ex zarabiał kilka razy więcej ode mnie. Kiedy narzekałam na atmosferę w mojej pracy, powiedział, żebym przestała pracować i zajęła się domem i dzieckiem, bo spokojnie nas utrzyma. Oczywiście nie zgodziłam się.
      Potem ex zmienił pracę, założył własną firmę i ja nas utrzymywałam, na końcu się rozwiódł. A jednym z pomysłów okołorozwodowych był nierówny podział majątku (no bo przez kilka lat on zarabiał więcej).
    • heksa_2 Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 15:25
      Taka sytuacja ma jeszcze drugie dno. Taki facet ma uzależnioną od niego kobietę w garści i może sobie robić co chce, wiedząc, że zona mu nie fiknie. Znam takie przypadki. I faceci mówią o tym z pełną otwartością.
      • kobieta306 Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 15:32
        tak tu się zgadzam w 100%. Facet czuje się absolutnym bogiem i panem sytuacji, bo żonka nie ma wyjścia i musi mu jeść z ręki. Często faceci wykorzystują swoją przewagę wtedy i kochankę na boku mają, a w domu służbę.
        • ca.melia Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 18:52

          Tak, siedzi sobie taka szczęsliwa żona w domu a potem.... ryczy na forum, że mąż ją zostawił i co ona ma teraz zrobić??!!!! bo ona nie wie, nie ma pojęcia. Pracę znajdzie (jeśli znajdzie)do dupy, bo nie ma doświadczenia zawodowego, bo nic nie umie.

          Niewiele jest pań, które siedząc w domu zrobią coś dla siebie, typu studia, kursy. Siedzą jak księżne udzielne myśląc , że bedzie zawsze tak uroczo.

          Kobieta MUSI być samodzielna, MUSI mieć własne pieniądze, bez względu czy mąż śpi na kasie.
          • elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 23:37

            > Tak, siedzi sobie taka szczęsliwa żona w domu a potem.... ryczy na forum, że mą
            > ż ją zostawił i co ona ma teraz zrobić??!!!! bo ona nie wie, nie ma pojęcia. Pr
            > acę znajdzie (jeśli znajdzie)do dupy, bo nie ma doświadczenia zawodowego, bo n
            > ic nie umie.

            No niestety, tak jak każdy człowiek w kryzysowej sytuacji zastanawia się co zrobić, to co musi to wynająć dobrego adwokata i liczyć na przychylność sądu i na to, że w werdykcie każe mężowi płacić sowite alimenty.
      • sonix24 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 17:40
        heksa_2 napisała:

        > Taka sytuacja ma jeszcze drugie dno. Taki facet ma uzależnioną od niego kobietę
        > w garści i może sobie robić co chce, wiedząc, że zona mu nie fiknie.
        Jest i trzecie dno takiej sytuacji. Jakim trzeba być zakompleksionym fiutem, by żeby móc robić co się chce i mieć żonę która "nie fiknie" uzależniać ją od siebie finansowo. Ale te kompleksy muszą takim mężczyznom dokuczać.
      • elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 28.10.11, 08:06
        whiteczeremcha napisała:

        > To zadziwiające ,że kobiety w XXI wieku traktują zamążpójście jako sposób na ży
        > cie właśnie pasożytując ,kiedy sytuacja się komplikuje budzą się z ręką w nocni
        > ku....

        Moja babci by ci powiedziała, a co ty tam córeńko wiesz o życiu - i ja ci mówię tak samo.
    • wendd Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 20:07
      Ja tego "pasożyta" z zapytania kobiety306 odbieram trochę inaczejsmile
      I takie przypadki się zdarzają.

      Uamwia się dwoje najczęściej młodych ludzi na podział ról - ja będę pracował poza domem, ty będziesz pracowała w domu (w sensie zajmowania się domem i dziećmi).
      Tylko, że lata płyną, a po drodze wiele się może zmienić - można się rozchorować, pracę stracić, zarabiać zbyt mało jak na potrzeby rodziny.
      I ktoś mi pewnie za za chwilę powie - że jak za mało, to trzeba takiej pracy szukać żeby wystarczałosmile
      No ale nie każdy jest Stevem Jobsem i nie każdy ma talent do zarabiania milionówsmile
      Czasami szczytem możliwości jest najniższa krajowa.
      I kiedy przychodzi do zmiany umowy - oboje pracujemy poza domem i w domu - to kobieta stawia vetosmile

      Mój kumpel ma taką właśnie sytuacjęsmile 9-10 godzin w pracy (ciężkiej i wyczerpującej), a później w domu do 23, 24 pranie, sprzątanie, 3 dzieci i etc.
      Żona jak on wraca z pracy najczęściej wybywa do mamusi albo przyjaciółeczek na ploteczki i seriale bo musi się zrelaksować po ciężkim dniu.
      I ewentualnie nawrzuca mu, że znowu brakuje kasy.
      Powoli dociera do niego jakim jest osłem (ma poczucie marnowania życia) ale próby wprowadzania jakichkolwiek zmian zaowocują jedynie wywaleniem go z domu, a mieszka u teściów.
      Więc będzie tak chyba żywił tego swojego pasożyta do śmierci
    • heksa_2 Re: żona pasożyt - dlaczego? 23.10.11, 22:05
      Zadziwia mnie to, choćby z takiego powodu, że życie jest dynamiczne i nieprzewidywalne. Istnieją wypadki samochodowe i choroby, zdrady i kalectwo. Lepiej mieć jakieś wyjście awaryjne. No i stosunki w małżeństwie lepiej się układają, jak żona ma poczucie własnej wartości. I lepiej się układa, jak mąż wie, że nie cała odpowiedzialnośc spoczywa na nim.
      • elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 23:45

        > No i stosunki w małżeństwie lepiej się układają, jak
        > żona ma poczucie własnej wartości. I lepiej się układa, jak mąż wie, że nie cał
        > a odpowiedzialnośc spoczywa na nim.

        Ja nie rozumiem jak kobieta pracująca w domu, tzn zajmująca się domem i dziećmi ma się czuć niedowartościowana, jak już to może przez szablonowe myślenie ludzie których wypowiedzi mogą sugerować, że kobiet zajmujące się domem są gorsze.

        Co do odpowiedzialności za rodzinę to warto wykupić sobie sporawą polisę na życie.
        • nicoleta2 Re: żona pasożyt - dlaczego? 24.10.11, 11:38
          Moja historia jest bardzo dobrym przykładem, że zawsze trzeba starać się być niezależną finansowo, nawet jak ufa się mężowi w 100%.

          Przed małżeństwem pracowałam ok.8 lat, miałam ładne z mieszkanie, żyłam na średnim poziomie, ale bardzo ceniłam swoją niezleżność. Potem wyszłam za mąż, przeprowadziłam się na drugi koniec Polski, urodziłam dwójkię dzieci i przez parę lat byłam na urlopie wychowawczym, po którym nie mogłam już wrócić do poprzedniej pracy (odległość).
          Na początku małżeństwa ustaliliśmy że dzieci będą ze mną w domu ( a nie w żłobkach i przedszkolach, a nie miałam babci do pomocy), bo mąż zarabia tyle że nas na to stać.
          Przez całe małżeństwo nie czułam się z tym dobrze, że muszę "prosić" o pieniądze, że nie mam swoich dochodów, ale miałam nadzieję że mąż docenia to że zajmuję się domem i dziećmi. W swojej naiwności byłam przekonana że nasze małżeństwo (mimo gorszych okresów) nie załamie się.
          No i parę miesięcy temu kiedy okazało się że mąż od dawna ma kochankę, usłyszłąm od niego : " no i gdzie ty pójdziesz teraz pracować ? przecież nic nie potrafisz, a to co umiałaś to zapomniałaś . Ty chcesz mi zabrać dzieci, a jak chcesz je utrzymać ? nie dostaniesz żadnej pracy, bo jesteś stara i nie nie umiesz " No i dowiedziałam się jeszcze, że "absolutnie nic w tym domu nie jest twoje, bo to ja na wszystko zapracowałem" .







          • nicoleta2 Re: żona pasożyt - dlaczego? 24.10.11, 11:42
            nicoleta2 napisała:

            (a nie w żłobk
            > ach i przedszkolach, a nie miałam babci do pomocy),

            Pomyłka, chodziło mi oczywiście tylko o żłobek, a nie o przedszkole, bo jak dwójka dzieci pójdzie już do przedszkola i tak zamierzałam szukać pracy (nawet jak bym dalej była z mężem).
          • kobieta306 Re: żona pasożyt - dlaczego? 24.10.11, 12:01
            zgodziliście się oboje na układ i Ty się z niego wywiązywałaś. Nie byłas pasożytem. Nie masz sobie nic w tym względzie do zarzucenia. Za to mąz okazła się w moim pojęciu pasożytem, który pasozytował na Tobie i Twoim szczerym podejściu do tematu.
            Pasożytnictwo, o którym ja staram sie napisać, ma niejedno oblicze. Oszukanie zony, poprzez złamanie przyjetych kilka lat wczesniej zasad, jest czymś gorszym niz to niby pasożytnictwo kobiety niepracującej w związku.
            • tautschinsky Re: żona pasożyt - dlaczego? 24.10.11, 15:51
              kobieta306 napisała:

              > zgodziliście się oboje na układ i Ty się z niego wywiązywałaś.


              Nie pojęłaś tego, co w większości postów napisano, że każdy, w tym
              kobieta, musi być niezależna i że "umawianie się" ludzi, kiedy są
              młodzi i się kochają, może być nawet pociągające dla kobiety
              - zero stresu powodowanego zdobywaniem środków do życia,
              wstawanie o której się chce, jeśli odliczyć ranne, a też nie zawsze
              mające miejsce, robienie kanapek i wyprawianie męża i dzieci
              do obowiązków - to droga donikąd. Czasy się zmieniły, kobiety
              w większości są z tego powodu szczęśliwe, że mogą się realizować
              i dysponować pieniędzmi, które same zdobyły, tyle że zawsze znajdą
              się takie, które chciałyby czerpać pełnymi garściami z nowych praw,
              a już niekoniecznie wywiązywać się Z OBOWIĄZKU, bo tym jest
              praca zawodowa każdego z PARTNERÓW, wobec drugiej strony.

              • herta_m Re: żona pasożyt - dlaczego? 24.10.11, 16:24
                Tautschinski, z tego co wiem, mianem pasożyta nazywa także kobiety, ktore zostają z dzieckiem na urlopie wychowawczym. Kobieta ma urodzić i jak najszybciej wracać do roboty, bo inaczej wisi na facecie. Nic to, że dziecko chorowite, że wymaga większej opieki, że kobieta umiera z niepokoju o jego stan zdrowia.
                Mężczyzna, ktory wie (tak jak zdrowo myśląca kobieta), że w dzisiejszych czasach nie ma nic pewnego, radzi żonie powrót do pracy, gdy tylko dziecko jest na tyle duże, by mogło zostać pod opieką osób trzecich (w moim odczuciu jest to wiek 3 lat, ale wiadomo, że to trudne do zrealizowania w dzisiejszych czasach) i nie jest wyjątkowo chorowite. Mężczyzna, ktory chce panować, lubi mieć kogoś pod swoją kontrolą, stać go na to, często namawia żonę na pozostanie w domu. Na szczęście naiwnych kobiet jest chyba coraz mniej i mało ktora godzi się na taki układ. Nawet nie tyle z wrodzonej pracowitości, ale z rozsądku.
                • argentusa Re: żona pasożyt - dlaczego? 24.10.11, 16:51
                  Ja po macierzyńskim korzystałam z pomocy niani. Prawie 100% mojego wynagrodzenia szło na nianię, ale komfort psychiczny i świadomość, że nie wypadam z rynku pracy to kompensowała. Poza tym z zaufaną nianią mgłam zostawić podleczone a nie całkiem zdorwe dziecko i wszystkim wychodziło to na dobre. (na zwonlnienia mogą tez chodzić ojcowie -nie ma dowodu, że ojcowie nie umieją sie opiekować chorymi dziecmi).
                • herta_m Re: żona pasożyt - dlaczego? 24.10.11, 16:55
                  Mam w dalszej rodzinie taki przykład. Mąż, typowy nowobogacki, doradzał żonie pozostanie w domu i dopilnowanie synów. Ona w dobrej wierze się zgodziła, powodziło im się bardzo dobrze, mąż niby opłacał jej ubezpiecznie emerytalne. Co prawda nie zabierał jej na wyjazdy służbowe, mimo że od żony wspólnika dowiedziała się, że inni mężowie brali żony. Zaczęła po jakimś czasie podejrzewać go o romans z sekretarką, ale on ją wyzywał od chorych umysłowo, gdy to sugerowała. W końcu znalazła smsa: Tak bardzo cię kocham, twoja ... (tu imię sekretarki). Przyparty do muru nie miał wyjścia i się przyznał. Przyznał, ale nie przeprosił, bowiem całą winą za swoją zdradę obarczył ją, nudną, wredną, czepialską. Wyprowadzić się nie chciał, a na dodatek interes zaczął podupadać. Z kochanki oczywiście też nie zrezygnował. Dom byl zadłużony hipotecznie na grube miliony, sprzedać się go nie dało, nie miała ani pieniędzy, ani przede wszystkim determinacji, by się gdzieś wyprowadzić z dwoma już całkiem dużymi synami, była długo w depresji.
                  Firma splajtowała, pan zostal bez pracy i z długami. Żeby mieć z czego żyć, pani najęła się do pracy przy sprzątaniu na budowach. Szybkie i płacone do ręki pieniądze (komornicy już na nich wisieli), żeby było na jedzenie i podstawowe potrzeby. To bardzo ciężka, wyniszczająca praca, kobieta jest bez żadnych widoków na emeryturę. Jej przykład dawałabym wszystkim kobietom, ktore wierzą w wielką miłość mężów, deklarujących zadbanie o nie do końca ich dni.
              • kobieta306 Re: żona pasożyt - dlaczego? 24.10.11, 18:48
                wyobraź sobie tautschunsky ze ja pojęłam to akurat bardzo szybko, bo jeszcze w liceum. Zawsze byłam i będę niezależna. Na mnie używił się, a wręcz upasł, taki jeden męski pasożyt ale sama poniekąd na to przyzwoliłam, więc się nie żalę.
                Nie zmienia to faktu, że jeśli facet łamie względem kobiety niepracującej zawartą wcześniej umowę to jest to zwykły oszust. Dlatego wam nie wolno nigdy ufać - taka jest naczelna zasada każdej rozsądnej kobiety - nie ufać takim gadom jak WY (sory malgolka, jeśli tu zajrzysz i znowu zobaczysz, że porównuję do innych gatunków wink
                • tautschinsky Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 12:38
                  kobieta306 napisała:

                  > Nie zmienia to faktu, że jeśli facet łamie względem kobiety niepracującej zawa
                  > rtą wcześniej umowę to jest to zwykły oszust.


                  Dla mnie taka 'umowa' jest nieważna od samego jej zawiązania
                  z racji swojego niewolniczego, pasożytniczego charakteru.
                  Nie każda umowa czy regulamin, odnosząc się do prawa cywilnego,
                  nawet ze złożonymi podpisami, pieczątkami, świadkami, ma moc
                  prawną. Tutaj oczywiście mamy umowę 'na gębę', istotą jednak
                  jej jest według mnie niedopuszczalność. Żyjemy w XXI wieku,
                  nikt na nikogo zdrowego i dorosłego nie powinien pracować,
                  a jeśli tak się dzieje, jest to z gruntu złe i powinno być piętnowane.

                  Kobieto, sama zdajesz się orędowniczką takich umów, ale jak widzę
                  tylko wtedy, kiedy osobą pracującą lub pracującą więcej, jest mężczyzna
                  na rzecz kobiety, bo sama się na takiej 'umowie' przejechałaś i uważasz
                  się za skrzywdzoną. To samo co ty czujesz wobec swojego partnera,
                  wyobraź sobie, odczuwają również mężczyźni, którzy zmuszeni są do
                  pracowania w pojedynkę na całą rodzinę, w której kobieta albo w ogóle
                  nie zarabia lub zarabia kwoty, które wystarczają 'na waciki', a cały ciężar
                  utrzymania spoczywa na nim.
                  • katja75live Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 13:33
                    To samo co ty czujesz wobec swojego partnera,
                    > wyobraź sobie, odczuwają również mężczyźni, którzy zmuszeni są do
                    > pracowania w pojedynkę na całą rodzinę, w której kobieta albo w ogóle
                    > nie zarabia lub zarabia kwoty, które wystarczają 'na waciki', a cały ciężar
                    > utrzymania spoczywa na nim.

                    No dobrze, ale co to oznacza, ze kobieta zarabia ''na waciki"'. To oznaczaloby, ze dobrze zarabiajacy facet, z wysoka pozycja absolutnie nie powinnien sie wiazac na przyklad z nauczycielka, pielegniarka, pracownikiem biurowym i tu jeszcze by mozna wymieniac dlugo. Jezeli taki maz pozniej narzeka, ze jego zona zarabia na ''waciki'', to moze miec pretensje tylko do siebie, lub powinno sie zakazac wogole takich malozenstw. A druga kwestia to taka, ze nie kazdy ma mozliwosci zarabiac krocie, a tacy ludzie tez przeciez maja prawo zyc.

                    Osobiscie znam jedno baardzo udane malozenstwo, gdzie maz jest pilotem, a do tego bardzo dobrze prosperujacym przedsiebiorca z miedzynarodowa firma. Znaja sie jeszcze z czasow dzieciecych, pewnie wtedy nikt nie mogl przewidziec, ze on zajdzie tak daleko, ale udalo sie i oboja czerpia z tego duzo przyjemnosci. Maja 3 dzieci, (ktorymi sie on rowniez badzo duzo zajmuje), a ona siedzi w domu. Tak im sie ulozylo, i nigdy nie slyszalam aby mowil o niej, albo myslal 'pasozyt"'. Pewnie jak dzieci troche podrosna to albo wroci do pracy, albo zatrudni sie w jego firmie. Jednym slowem nie ma co generalizowac.
                    • malgolkab Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 13:44
                      katja75live napisała:


                      > No dobrze, ale co to oznacza, ze kobieta zarabia ''na waciki"'. To oznaczaloby,
                      > ze dobrze zarabiajacy facet, z wysoka pozycja absolutnie nie powinnien sie wia
                      > zac na przyklad z nauczycielka, pielegniarka, pracownikiem biurowym i tu jeszcz
                      > e by mozna wymieniac dlugo. Jezeli taki maz pozniej narzeka, ze jego zona zarab
                      > ia na ''waciki'', to moze miec pretensje tylko do siebie, lub powinno sie zakaz
                      > ac wogole takich malozenstw.
                      Zakazać na pewno nie, natomiast jestem zdania, że ludzie powinni się dobierać również pod względem wykształcenia i możliwości zarobkowych, pozwala to uniknąc konfliktów w okresie, gdy minie pierwsza fascynacja (choć oczywiście są wyjątki). Druga kwestia - wiadomo, ze póki są małe dzieci (małe tzn do lat 3 mniej więcej) to zazwyczaj jedna ze stron często rezygnuje czasowo z pracy luyb tę pracę ogranicza (tylko u niektórych dziwnie się to przeciaga w czasie, bo przecież trzeba się zajmować 15 letnim dzidziusiem np. wink
                      > Osobiscie znam jedno baardzo udane malozenstwo, gdzie maz jest pilotem, a do te
                      > go bardzo dobrze prosperujacym przedsiebiorca z miedzynarodowa firma. Znaja sie
                      > jeszcze z czasow dzieciecych, pewnie wtedy nikt nie mogl przewidziec, ze on za
                      > jdzie tak daleko, ale udalo sie i oboja czerpia z tego duzo przyjemnosci. Maja
                      > 3 dzieci, (ktorymi sie on rowniez badzo duzo zajmuje), a ona siedzi w domu.
                      jakim cudem przedsiębiorca z międzynarodową firmą, do tego pilot bardzo duzo zajmuje się dziećmi? Co to wg Ciebie znaczy bardzo dużo?
                      >Tak
                      > im sie ulozylo, i nigdy nie slyszalam aby mowil o niej, albo myslal 'pasozyt"'
                      > . Pewnie jak dzieci troche podrosna to albo wroci do pracy, albo zatrudni sie w
                      > jego firmie. Jednym slowem nie ma co generalizowac.
                      a w jakim wieku są dzieci?
                      • katja75live Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 13:58
                        > Zakazać na pewno nie, natomiast jestem zdania, że ludzie powinni się dobierać r
                        > ównież pod względem wykształcenia i możliwości zarobkowych, pozwala to uniknąc
                        > konfliktów w okresie, gdy minie pierwsza fascynacja (choć oczywiście są wyjątki
                        > ).
                        Zgadzam sie z tym, ze czym mniej roznic miedzy ludzmi, tym wieksze sznase na udany zwiazek. Tylko na poczatku przeciwienstwa sie przyciagaja, pozniej kazda roznica w pochodzeniu, wyksztalceniu, religi moze sie odbic czkawka, ale nie zawsze wszystko da sie przewidziec. Ludzie moga sie poznac na studiach, a pozniej sie okaze, ze jeden sie bardzo rozwinie, zlapie wiatr w zagle, a drugi utknie w 'budzetowce'.

                        jakim cudem przedsiębiorca z międzynarodową firmą, do tego pilot bardzo duzo za
                        > jmuje się dziećmi? Co to wg Ciebie znaczy bardzo dużo?
                        To znaczy, ze widze go regularnie jak odprowadze, przyprowadza dzieci ze szkoly (jak nie jest w rozjadach)- a sumie mogly to zawsze robic 'pasozyt' zona, zawsze przychodzi na wszystkie przedstawienia szkolne 2 dzieci i jeszcze w miare mozliwosci udziela sie w roznych szkolnych akcjach. Wiem od jego dzieci, ze zawsze wieczorem siedza razem na skypie jak juz przyleci i siedzi w hotelu. itp. Poza tym to widac z daleka, ze maja bardzo dobry kontakt ze soba, a takiego nie moze miec wiecznie zabiegany ojciec, ktory nie ma czasu dla dzieci, jak widac jeden ma czas na wszystko inny na nic.

                        a w jakim wieku są dzieci?
                        2, 5 7-lat
                  • koniczynka20 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:35
                    Szkoda tylko, że nikt nie bierze pod uwagę tego, że taki "pasożyt" = siedząca w domu żona, robi zakupy/sprząta (mąż w pracy), robi obiad itp. (bo mąż pracuje), a jeżeli są dzieci, to się nimi zajmuje - po co żłobek itp. skoro jest w domu (bo mąż pracuje), po za tym sex, który nie zawsze daje to samo obojgu partnerom. Jakby podliczyć całą jej PRACĘ, na rzecz domu i rodziny, to nie wyszłoby mało - jakby taki facet był sam, a chciałby mieć to wszystko. Oczywiście zakupy mógłby robić sam, po pracy, ale sprzątanie to jakieś min. 400zł/m-c dla miłej pani, posiadanie gosposi to jakieś 800zł/m-c, dzieci sam nie urodzi, ale jakby miał, to żłobek ok. 500zł/m-c, a sex hmmm we własnym zakresie?;>. Innym problemem jest, że najwyraźniej faceci tego nie widzą, nawet jak żona pracuje - zazwyczaj "robi" na kilku etatach, bo tych domowych nikt z niej nie ma ochoty zdjąć - nadal robi obiady/kolacje/śniadania, sprząta, a jak jest zbyt zmęczona na zbliżenia, to jest foch i niezrozumienie "że niby dlaczego?!" Faceci są w sumie śmieszni, i tyle ;D
                    • malgolkab Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 09:28
                      koniczynka20 napisała:

                      > Szkoda tylko, że nikt nie bierze pod uwagę tego, że taki "pasożyt" = siedząca w
                      > domu żona, robi zakupy/sprząta (mąż w pracy), robi obiad itp. (bo mąż pracuje)
                      hm, my pracujemy oboje, zakupy też robimy na zmianę, obiad częściej robię ja, za to on więcej sprząta. obiad jest zawsze (2-3 razy w miesiącu idziemy do rodziców lub restauracji), posprzątane też jestwink
                      > , a jeżeli są dzieci, to się nimi zajmuje - po co żłobek itp. skoro jest w domu
                      > (bo mąż pracuje),
                      z tym nie dyskutuję, jestem zwolenniczką urlopów wychowawczych zanim dziecko nie pójdzie do przedszkola (jesli ktoś ma możliwość), ale tu raczej rozmawiamy o osobach, których dzieci nie są niemowlakami (jak czytam, ze ktoś nie pracuje, bo ma 2 nastolatków, którymi się zajmuje to mnie pusty śmiech ogarnia)
                      >po za tym sex, który nie zawsze daje to samo obojgu partnero
                      > m.
                      w normalnym związku sex daje tyle samo obojgu


                      > że najwyraźniej faceci tego nie widzą, nawet jak żona pracuje - zazwy
                      > czaj "robi" na kilku etatach, bo tych domowych nikt z niej nie ma ochoty zdjąć
                      > - nadal robi obiady/kolacje/śniadania, sprząta, a jak jest zbyt zmęczona na zbl
                      > iżenia, to jest foch i niezrozumienie "że niby dlaczego?!" Faceci są w sumie śm
                      > ieszni, i tyle ;D
                      to trzeba sobie znaleźć takiego co bierze udział w obowiązkach domowych. U mnie podział jest taki, że kto akurat danego dnia krócej jest w pracy, ten więcej robi w domu - proste. Tak samo jest u moich rodziców.
                      Ale domyślam się o czym mówisz, bo mój ex mąż był właśnie z takich, co uważał, że on po pracy nie robi nic i wszystko jma mieć pod nos.
    • cathy_bum Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 10:30
      Umawiać to ja się mogę z hydraulikiem na wymianę kolanka pod zlewem, a nie z drugim człowiekiem, że mu się uczucia i plan na życie nie zmienią. wink Nie liczę wychowawczego, bo uważam, że to niezłe rozwiązanie ze względu na dziecko, a przy okazji ciężka praca. Aczkolwiek ze względu na charakter swojego zawodu nie byłam nawet na macierzyńskim, tylko mocno zwolniłam obroty, gdy dziecię mniejsze było. Akurat wtedy ex małżonek piął się po szczeblach kariery i zapowiadało się, że zostanie Wielkim Szefem. Namawiał mnie, żebym całkowicie zrezygnowała z pracy, bo zarobię li tylko na waciki, a tak to poświęcę się ognisku domowemu i będę żoną przy mężu, jak to w wielkim świecie wypada. Nie zachwyciła mnie ta szczodra propozycja i z roboty nie zrezygnowałam.
      Wobec wszelkie szantaże finansowe przy rozwodzie nie zrobiły na mnie wrażenia. Miałam swoje pieniądze i doświadzenie zawodowe. W dodatku życie pisze różne scenariusze. Ex nie zaszedł aż tak wysoko, jak się spodziewał. Za to ja dostałam kopa w górę i często zarabiam lepiej od niego.
      A życie "utrzymanki" ma wiele cieni. Nie trzeba kochanki i rozwodu, by w chwili kryzysu odkryć, kto rozdaje karty i reguluje finansowy strumyczek.
      • kobieta306 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 10:39
        cathy_bum napisała:

        > Umawiać to ja się mogę z hydraulikiem na wymianę kolanka pod zlewem, a nie z dr
        > ugim człowiekiem, że mu się uczucia i plan na życie nie zmienią. wink


        a czy sam ślub nie jest taką własnie formą umowy?
    • obrazo-burca Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 12:49
      To ja o swoim pasożycie napiszę.
      Choć dobrze zarabiam, nigdy nie mieliśmy umowy, że ona nie będzie pracować. Zawsze chciałem, żeby ona pracowała. Czy to dla własnego rozwoju czy to na wszelki wypadek, jak się coś z moją pracą stanie na ten przykład.

      Przy drugim dziecku, ona se umyśliła, że zostanie w domu. Nie uzgadniając tego ze mną. Pewnie bym przełknął, ale nie w parze z eskalacją wymagań finansowych. Wszyscy mieli lepsze samochody, większe domy. Dodatkowo, jej "siedzenie" w domu nie służyło. Jazdy miałem o wszystko.

      Ale swój cel zrealizowała. Dobrze zarabiam, więc płacę wysokie alimenty. Ona nie myśli kategoriami, a co jak ja z róznych względów takich alimentów płacić nie będę.
    • alfalfa Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 15:31
      kobieta306 napisała:

      > Zauważam jak naszych forumowych panów mocno boli fakt, że na świecie są mężczy
      > źni, którzy mogą pozwolić sobie na luksus, by ich małżonka nie pracowała,

      Faceci to olewają, to kobitki myślą, że pracując są bardziej wartościowe i wolne. Jestem takim facetem z "niepracującą" żoną. Jest bardzo fajnie, od 17 lat. Kasą rządzi ona, mi sprawia satysfakcję zarabianie, po prostu to lubię i umiem robić, ona robi praktycznie całą resztę, nie nudzi się - są dzieciaki, dom itd. Wbrew pozorom sporo pracy.
      A.
      • agak23 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 15:51
        Zazdroszczę twojej żonie. Po prostu, przy trójce małych dzieci, też chciałabym niepracować i być z nimi, przynajmniej dopuki nie pójda do szkoły. Ale cóż, co jakiś czas jedno z nas zostaje bez pracy i dzięki temu że drugie pracuje, nie wpadamy w czarną rozpacz. Ale patrząc na dzieci, żałuję, że ich dzieciństwo mija beze mnie. Bo te 4 godziny dziennie (z których 1 trzeba poswięcić na walkę o umycie zębów, rozebranie sie i kąpiel, sprawdzenie zeszytów itd..) soboty i niedziele, to tylko ułamek ich życia.
        • mola1971 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 17:37
          Przestań się bawić w nauczycielkę i sprawdzać dzieciom zeszyty a zyskasz czas na bycie matką.
          Przestań z dziećmi walczyć o mycie a zacznij się z nimi bawić w mycie a zyskasz kolejne godziny codziennie.
          • wandersten Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:15
            nie no jasne niech same sobie sprawdzają zeszyty , bo w sumie od czego są rodzice taaaa , a z myciem....... , to w sumie niech się nie myją bo po co , ....... nie rozumiem takich postów , nie ogarniam takiego toku myślenia , .... nie wyobrażam sobie żeby nie zajrzeć dziecku do zeszytu , nie pokazać mu błędów itd . ....
            • mola1971 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:38
              Rozumieć nie musisz, jeśli nie jesteś w stanie. Ja to co piszę, piszę z własnego doświadczenia.
              Wychowałam troje dzieci (obecnie to student, licealistka i gimnazjalista) pracując zawodowo i nigdy nie bawiłam się w ich nauczycielkę, nie sprawdzałam im zeszytów. Od początku dzieci nauczyłam tego, że uczą się dla siebie a nie dla mnie.
              Co do mycia to nigdzie nie napisałam, że dzieci mają się nie myć. Chodziło mi o to, że mycie można potraktować jako wspólną z dzieckiem zabawę a nie jako kolejny przykry obowiązek.
              No ale i jedno i drugie trzeba chcieć. No i trzeba widzieć w swoim rodzicielstwie radość a nie poświecenie i użalać się nad sobą.
        • rikol Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:40
          Dzieciom matka nie jest potrzebna - poza przygotowaniem obiadu, praniem i innymi czynnosciami, ktore nie maja nic wspolnego z kontaktem. Dzieci najlepiej sie bawia z innymi dziecmi, rodzice tylko przeszkadzaja.
        • malgolkab Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 09:31
          agak23 napisała:

          > Zazdroszczę twojej żonie. Po prostu, przy trójce małych dzieci, też chciałabym
          > niepracować i być z nimi, przynajmniej dopuki nie pójda do szkoły.

          a w przedszkolu im się krzywda stanie? wink
    • bifka mam kilka takich znajomych - nie polecam 25.10.11, 18:03
      w dzisiejszych czasach nie ma już rycerskich mężczyzn, którzy w przypadku rozwodu zostawią dom i sowicie zaopatrzą żonę na dalsze samotne życie, jak to drzewiej robili ludzie honoru! jak dzisiaj dochodzi do rozpadu związku to najbardziej kochający przedtem mąż, choćby nawet baaaardzo zamożny, walczy z żoną do upadłego o każdy garnek i każdą 100 zł alimentów nie zważają na to, że skazuje swoje dzieci na życie w biedzie ... ale to się nie liczy, bo skoro jest nowa pani, w planach może nawet nowe dzieci, to z byłą trzeba się rozstać bezkompromisowo i jak najtaniej! obserwowałam kilka takich historii wśród znajomych i niedobrze mi się robi co zamożni faceci, przedtem utrzymujący swoje rodziny na wysokim poziomie, potrafią zrobić aby odebrać kasę niepotrzebnej już rodzinie!
      a co do szczęścia takich kobiet - wszystkie znane mi egzemplarze luksusowych żon żyją w stałym stresie o utrzymanie tego stanu. ponieważ wiedzą, że ich żywiciele to łakome kąski dla innych kobiet i jest duże ryzyko, że któraś sekretarka czy asystentka się zakręci, więc stale monitorują swoi misiów, sprawdzają komórki, kalendarze, kieszenie, wąchają koszule, rozliczają z każdej godziny poza domem ... żyją pod presją świetnego wyglądu, każda zmarszczka to godziny u kosmetyczek, każdy dodatkowy kilogram to godziny ćwiczeń, bo przecież pan mąż musi mieć reprezentacyjną żonę, inaczej może stwierdzić że inwestycja w nią się nie opłaca i zmieni na młodszy model ... a jednocześnie muszą rodzić dzieci, bo to polisa ubezpieczeniowa na wypadek romansów męża i ewentualnego rozwodu ... zazwyczaj mąż wydziela im pieniądze, więc raczej się nie kłócą, ustępują, nie mogą tak po prostu nawrzeszczeć na misia, żeby się ogarną i nie rozrzucał skarpetek, bo się obrazi i nie da pieniędzy na nowy samochód ...
      czy takie życie może być naprawdę szczęśliwe? wątpię.
      • aiwlysji Re: mam kilka takich znajomych - nie polecam 25.10.11, 18:30
        rozumiem, ze praca zawodowa jest dana czlowiekowi na zawsze? nikt nie "wykopie" z pracy, nie ma 50letnich bezrobotnych....czyli: raz praca-zawsze praca.
        dlaczego ryzyko "zabezpieczenia" przez slub z kims, kto umie i lubi zarabiac pieniadze jest wieksze od ewentualnej utraty pracy?
        czy na forum sa sami dyrektorzy firm?
        panie pracujece na kasie w biedronce zapewne nigdy nie powinny rezygnowac z pracy na rzecz np. wychowywania dzieci, wszak robia oszalamiajaca kariere, dodajmy do tego, ze nasz sytem emerytalny umiera....nic tylko tak pracowacwink. pani z kasy moze sie zwiazac z panem, ktory jest hydraulikiem i wlasnie zalozyl swoja firme (absolutnie moze to byc dobrze dobrany zwiazek).

        plus psychika ludzka jest duzo bardziej skomplikowana niz to sie wydaje, ludzie dobieraja sie wedle "bardzo dziwnych" kluczy np. on dyrektor....ona "pasozyt" ale w domu on dostaje przed kazdy seksem batem po pupie i nie zamienil by jej na zadna porzadnie pracujacawink

        to co jest niewydolne w naszym kraju to: egzekwownanie prawa, jak widac mozna oszukac pracownikow i puscic ich z torbami (i odwrotnie), mozna oszukac wlasna zone (i odwrotnie).

        ja na "szczesliwe zycie" nie znalazlam jedynej receptywink
        • bifka słuszna uwaga, ale tylko do pewnego stopnia 26.10.11, 07:50
          nic w dzisiejszym świecie nie jest już pewne, ale mimo wszystko praca zawodowa stwarza lepsze perspektywy niż mąż, ponieważ jak pracujesz i zdobywasz doświadczenie, podnosisz kwalifikacje, to jednak twoje szanse na znalezienie nowej pracy po utracie poprzedniej są spore i jest też szansa, że będzie to jakoś rozsądnie popłatna praca. natomiast jak szukasz pracy z 20 - letnim stażem luksusowej żony, to nie wiem jakie są szanse na rynku pracy i czy będzie wielu chętnych pracodawców aby kogoś takiego zatrudnić. oczywiście, nie twierdzę, że każdą żonę - utrzymankę spotka smutny koniec w przytułku, bo to przeginka, są też na tym świecie szczęśliwe małżeństwa, są odpowiedzialni faceci potrafiący zabezpieczyć rodzinę, więc nie można generalizować, jednak zależność przez całe życie od cudzych pieniędzy nie jest zdrowa i nikomu nie wychodzi na zdrowie. pewnie dlatego wśród małżeństw wipów popularne jest też zawieranie w intercyzie klauzuli, która określa ile kasy żona będzie dostawać w trakcie małżeństwa i w przypadku rozwodu. i wtedy kobieta jest zabezpieczona umową, którą może egzekwować w sądzie. pytanie tylko czy wtedy to wciąż jest małżeństwo czy już spółka?
          • aiwlysji Re: słuszna uwaga, ale tylko do pewnego stopnia 26.10.11, 10:52
            mysle, ze opisujemy skrajnosci. znam kobiety "niepracujace", sa zazwyczaj dobrze wyksztalcone z mezami na dobrych stanowiskach, badz z firmami. oczywiscie, ze sa tez kobiety, ktore "siedza w domu", a malzonek ledwo dyszy przynoszac 2tys miesiecznie....ale one od dawna nie maja prespektyw w naszym kraju (dlatego czesta siedza w domu).
            moja ex tesciowa nigdy nie pracowala, maz jej nie opuscil, wszystko co posiadaja maja we wspolnej wlasnosci, do tego bonus: ona nie pracujac poza domem rozwijala rowniez swoje umiejetnosci malarskie, dzis zaczeto ja doceniac i miala pare wystaw.

            to o czym ty piszesz odnosi sie do wyksztalconych, swiadomych kobiet....ale te zawsze sobie dadza rade w zyciusmile

            umiejetnosc doboru meza jest rownie wazna jak odpowiedniego zawodu, nie powinno sie tego bagatelizowacwinksmile
      • welcometopoland jakże prawdziwe to co piszesz.. ale dla faceta raj 25.10.11, 18:41
        bifka napisała:

        > żyją pod presją świetnego wyglądu, każda zmarszczka to godziny u kosme
        > tyczek, każdy dodatkowy kilogram to godziny ćwiczeń, bo przecież pan mąż musi m
        > ieć reprezentacyjną żonę, inaczej może stwierdzić że inwestycja w nią się nie o
        > płaca i zmieni na młodszy model ... a jednocześnie muszą rodzić dzieci, bo to p
        > olisa ubezpieczeniowa na wypadek romansów męża i ewentualnego rozwodu ... zazwy
        > czaj mąż wydziela im pieniądze, więc raczej się nie kłócą, ustępują, nie mogą t
        > ak po prostu nawrzeszczeć na misia, żeby się ogarną i nie rozrzucał skarpetek,
        > bo się obrazi i nie da pieniędzy na nowy samochód ...
        > czy takie życie może być naprawdę szczęśliwe? wątpię.
      • rikol Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:46
        Znasz jakies badania na ten temat? A ilu facetow zrezygnowaloby z pracy dla rodziny - gdyby mieli dosc pieniedzy? Ci, ktorzy dziedzicza fortuny, raczej sie nie przepracowuja. a bogate kobiety maja nianie - wiec najwyrazniej przebywanie z dzieckiem nie jest atrakcyjnie dla kobiet, ktore maja wybor. zreszta co jest atrakcyjnego w przewijaniu i sluchaniu wrzaskow?
    • ciuciumorales Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:23
      Nie wszystkie kobiety musza robic kariere jako korposzczur: wklepywac dane do exela, pisac "super wazny" raport w Wordzie i przygotowywac prezentacje w Power Point. Ale zapomnialem, ze na forum gazeta wszystkie kobiety zarabiaja min. 10 000 zl, maja swoj dom i w razie czego jak je ten wstretny samiec zwany na razie ich mezem zostawi to sobie swietnie dadza rade. Beda wszak NIEZALEZNE FINANSOWO smile. Kobieta powinna miec wybor a nie prikaz pracy.
    • kjubus Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 18:30
      nie wiem jak ty, ale wiekszosc osob, ktore znam, dostaja "na glowe" gdy dlugo siedza w domu bez szkoly czy pracy, czegos co by im wypelnialo dzien. jasne, przy narodzinach dziecka cos takiego to jest "na reke", ale ile mozna siedziec w domu? gdy dzieci juz podrosna i beda bardziej samodzielne, to nie zaczniesz sie nudzic?
    • mola1971 off top 25.10.11, 18:40
      Widzę Kobieto, że Twój wątek adminów Gazety zainteresował, wystawili go na główną i znów mamy "dzięki" temu atak jętek jednodniówek wink
    • monkeysoundsystem takie kobiety sa zazwyczaj potworne. 25.10.11, 19:00
      sa nudne do pozygania. nie chodzi o to zeby koniecznie pracowaly (moga miec swoje pasje -a ale prawdziwe pasje. nie jezdzenie na koniu i inne bzdury), ale jelsi pracuja, to znaczy, ze czesto robia to co chca robic, albo maja przynajmniej jakies aspiracje. poza tym, kobieta ktora zdaje sie na meza, to jest bez zawoalowania czlwoek ktory zdaje sie na innego czlowieka i jest od niego uzalezniaony a taki czlowiek - kobieta musi byc jakim glutem mentalnym.
    • powierzchnietnace Chwała niezależnym kobietom. 25.10.11, 19:48
      Mnie zwyczajnie pociągają niezależne, pewne siebie kobiety. Nie mógłbym się związać z "zawodową kurą domową". Czasami wracam z pracy wcześniej niż moja ładniejsza połowa i z radością gotuję dla nas kolację. Po prostu precz ze skrajnościami.
    • osmiol Nieporozumienie? 25.10.11, 21:24
      Zażarte dyskusje feministyczno-męskoszowinistyczne zawsze prowadzą na manowce. Pozwól więc , że odpowiem z mojego punktu widzenia.
      Każdy związek dwojga ludzi to forma zmiennego w czasie kontraktu. Wywodzi się z uczucia i fascynacji, ale po czasie wymaga też przybrania pewnych form organizacyjnych. Taką organizacją jest rodzina lub, jak komuś wygodniej, związek partnerski.
      Taka rodzina oprócz realizacji potrzeb uczuciowych, seksualnych, płodnościowych i innych wesołych zajmuje się też całkiem przyziemnymi - zarabianiem, wychowaniem dzieci, dbaniem o dom, kontaktami ze światem zewnętrznym itp.
      Każda może ustalić albo wspólne wykonywanie wszystkich obowiązków, albo się nimi podzielić. Dobrowolnie. Może też zmienić te zasady w trakcie tegoż kontraktu przy określonych warunkach i wzajemnej zgodzie.
      Ja akurat zajmuję się zarabianiem pieniędzy. Ale protestuję przeciwko twierdzeniu, że moja żona nie pracuje! Pracuje i to bardzo ciężko! Jedyna różnica między nami to fakt, że za moją pracę wpływają na moje konto pieniądze, a za jej pracę te pieniądze nie wypływają. Z ekonomicznego punktu widzenia jest to jednak to samo dla rodziny. Ktoś przecież wychowuje moją córkę, zajmuje się domem tak,że wygląda wspaniale, zajmuje się naszymi sprawami administracyjnymi, zakupami, gotowaniem, sprzątaniem itd. Jeżeli nie robiłoby tego jedno z nas, to trzebabyłoy komuś za to zapłacić - prawda? A więc i zarobić na tą zapłatę. Dodatkowo.
      Kwestią oceny osobistej jest to, czy jakość tego , co zrobi moja żona jest w ogóle do osiągnięcia za jakiekolwiek pieniądze od kogoś, kto nie jest uczuciowo związany z naszą rodziną. Szczerze wątpię.
      Następna sprawa to pojęcie tzw "wolności". Czy naprawdę ktoś uważa, że wolną jest kobieta, która musi codziennie gonić na określoną godzinę do roboty i słuchać poleceń przełożonych? We własnym domu organizuje sobie pracę sama. Nawet ten znikomy procent kobiet wolnych zawodów czy na kierowniczych stanowiskach jest zawsze pod presją chociażby wyniku finansowego, I tenże wynik właśnie nią zarządza.
      Cóż wznioślejszego czy wymagającego bardziej intelektualnie jest w realizacji jakiegoś planu udzielenia pożyczek tysiącom ludzi przez panią bankier czy nauczaniu setek gówniarzy historii przez nauczycielkę czy obmacywaniu śmierdzących i nieznośnych staruszków przez lekarkę w porównaniu z nauczeniem wlasnego dziecka jak żyć, projektowaniem dnia codziennego dla rodziny, zrobieniem fajnej kolacji, zaplanowaniem wakacji czy weekendu lub dekoracją mieszkania?
      Obawiam się, że feministki zupełnie chyba niechcący przyjmują męski punkt oceny rzeczywistości.Wartość ma to działanie , które kończy się oceną finansową w formie wypłaty. A to przecież nieprawda!
      Za troskę, miłość, zainteresowanie, współczucie, ciepło, wsparcie duchowe, budowanie więzi międzyludzkich, kształtowanie postaw moralnych, budowanie wysokiej samooceny i tożsamości niktnie płaci w gotówce ani przelewem. Czy to oznacza, że te wszystkie działania są bezwartościowe?
      Przytacza się kwestie problemów w sytuacji rozpadu związku. One zawsze powstaną, bez względu na podzial obowiązków w rodzinie. Kobieta spłacająca ze swojej też pensji kredyt na dom czy samochód wspólnie z mężem jest tak samo uzależniona od okoliczności życiowych jak ta, której kredyt spłacany jest tylko z pieniędzy zarabianych przez męża. Czysta arytmetyka. 2 razy 3 tysiące pensji minus koszty na organizację domowego życia gdy nie robi się tego samodzielnie to tyle samo albo i mniej niż raz 3 tysiące .
      W organizacji rodziny liczy się też komfort psychiczny jej członków. Ja nie umiałbym zbudować od podstaw mieszkania , w którym żyjemy. Jestem ułomny estetycznie. Nie mam takiego poczucia smaku jak moja żona. Potrafię tylko zarobić na te elementy potrzebne do konstrukcji. Jej rola inwencyjna i umiejetność realizacji jest bezcenna.
      I wreszcie aspekty czysto przyziemne. Po pracy każdy człowiek jest zmęczony. Chce odpocząć. A zajęcie się domem to ciągła praca. Gdy oboje pracujących ma się po normalnej zawodowej robocie zabrać za resztę spraw to robią to po łebkach i z frustracją. Cierpi na tym ich związek i dzieci.
      Gdzieś slyszałem powiedzenie, że kobieta przynosi dom do pracy a facet pracę do domu. Coś w tym jest. W przypadku pracy traci na tym pracodawca a pracownica jest obciążona stresem spraw domowych w robocie. W sytuacji domu facet marudzi o pracy, ale w pracy koncentruje się na niej i zapomina o sprawach domowych.
      Wreszcie kwestia ostateczna. Pod oczywiście krytykę feministyczną. Różnimy się od siebie kobiety i mężczyźni. Nie tylko fizycznie. I te różnice nas pociągają. Naturalną męską cechą jest walka ze światem zewnętrznym o zdobycze dla domu. Czasem się wygrywa czasem przegrywa. Ale walka jest właśnie męska. Naturalną cechą żeńską jest dbanie o rodzinny świat wewnętrzny. O to wszystko pozamaterialne. Takie kobiety przyciągają mężczyzn i odwrotnie. Zazwyczaj.
      Można oczywiście stawiać sprawy na głowie. Tylko jak długo niepracujący facet zajmujący się dziećmi będzie pociągał jego ambitną waleczną żonę? To może być nawet cool...przez parę miesięcy. Potem układ może trwać gdy kobieta jest bardzo męska a facet zniewieściały.
      Która z Was nie lubi dostawać kwiatów, być uwodzoną, zdobywaną, nie interesują jej popisy sprawności intelektualnej czy fizycznej jej faceta? No przecież właśnie praca jest tego współczesną formą i umożliwia to. Czy pociągałby Was facet kupujący Wam prezent z kieszonkowego od Was? Mnie natomiast pociąga moja żona kreująca dom za pieniądze, które ja zarabiam. Bo ja umiem tylko to, a ona setki innych rzeczy.
      I dajmy spokój z bredniami o myciu podłóg, wycieraniu garów i praniu brudnych skarpet. Nie uważam za szczególnie wznioślejsze mycie samochodu, odtykanie kibla czy wynoszenie śmieci.Doskonale wiadomo, że zajmowanie się domem to nie tylko takie prymitywne ruchy.
      Ostatnia sprawa. Mam piękną żonę. Cieszy mnie to bardzo. Sądzę, że zdecydowana większość kobiet też chciałaby być piękna. A napewno nie chciałby brzydnąć. Smutną konsekwencją wysiłku fizycznego i intelektualnego w pracy jest zmęczenie i stres. A te urodzie nie służą.
      Nie robimy sobie z żoną żadnej łaski dzieląc się rodzinnymi obowiązkami. Czy ona bywa nieszczęśliwa? Jasne! Chciałaby pracować zawodowo. Jest wykształcona,inteligentna i pracowita. Czyta, ogląda, interesuje się światem.Ale każda analiza ewentualnej pracy zarobkowej prowadzi do zazwyczaj tego samego wniosku. Albo - albo. Pójdę do pracy, to kto przypilnuje dziecka, odwiedzi matkę, zajmie się psem, zrobi sensowne zakupy i obiad? Jak zorganizujemy sobie święta, wakacje gdy oboje będziemy musieli uzgadniać urlopy. Co w wakacje z córką?Jak zorganizować wizytę u lekarza, pójście na wywiadówkę, spotkanie z przyjaciółmi? Czy można? Pewnie ,że można. Tylko czy będzie równie porządnie?
      • mola1971 Re: Nieporozumienie? 25.10.11, 21:35
        Że też Ci się chciało taki elaborat pisać...
        Ale mnie interesuje jedna prosta rzecz - co z Twoją żoną i Waszym dzieckiem się stanie jeśli mówiąc trywialnie szlag Cię trafi? W życiu bywa różnie, nawet młodzi ludzie umierają, giną w wypadkach. I co wtedy?
        • elajulia Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 00:13
          Na taką ewentualność trzeba się przygotować i wykupić polisę i to taką która po śmierci "głównego żywiciela rodziny" wystarczy na utrzymanie tejże rodziny na tym samym poziomie przez okres trzech lat.
        • osmiol Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 00:34
          Napisałem , co uważam. W dwóch zdaniach się nie dało. Dziękuję za przeczytanie.
          A odpowiedź na pytanie jest jedna - jestem ubezpieczony - jak mnie zabraknie, to rodzina utrzyma się z odszkodowania po mnie. Może nie na takim jak dziś poziomie, ale z głodu nie umrze. Żona zresztą napewno jakąś pracę znajdzie i da sobie radę.
      • garibaldia Re: Nieporozumienie? 25.10.11, 21:52
        No pięknie, długaśny wywód, ale umyka clou tematu: osoba w związku zajmująca się domem/dziećmi w przypadku rozpadu tego związku ląduje z ręką w nocniku - czyli w biedzie i niemożności znalexienia dobrze płatnej pracy z powodu wypadnięcia z rynku pracy.
        osoba pracująca zarobkowo zatrzymuje swoją część "rodzinnej" pensji, osoba nie pracująca zarobkowo traci część rodzinnej pensji za którą się utrzymywała.
        czy po rozwodzie kupi chleb za szczytne hasło "byłam najlepszą kurą domową w okolicy"?
        czy może ma przejść na utrzymania dobrze wychowanych dzieci?

        byli partnerzy fundusze przeznaczają na nowe partnerki, a nie zastanawiają się za co "domowa" stara żona będzie żyć po rozwodzie, w momencie kryzysu umowa "ja dom, ty finanse" okazuje się niewiążąca i osoba która lata poświęciła na dom i wychowanie dzieci ląduje w biedzie.
        • elajulia Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 00:17
          Powinno się w takich układach dodatkowo podpisać umowę coś jak intercyza, tyle że na wypadek zdrady lub innej winy rozpadu małżeństwa współmałżonek (i tu wedle umowy) płacić bycze alimenty i pozostawić majątek swojej poszkodowanej "super kurze domowej".
      • elajulia Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 00:08
        Osmiol masz wspaniałą żonę, nich inni mężczyźni też tak doceniają swoje kobiety i się zastanowią na ile oni znikają w pracy, a ile godzin pracuje ich partnerka "wcale nie pracując", a zajmując się domem i dziećmi i zastanowią się czy mimo wszystko nie należy jej odciążyć i pomóc.
        • rachmaninov Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 00:30
          Do wypowiedzi osmiola:

          To jest właśnie dla mnie "ulubiony" typ argumentów, w eleganckiej formie pokazujemy listę "niewątpliwych" różnic między płciami, po czym między wierszami czytamy, że faktycznie żona jest "ku ozdobie" (bo przecie - jak to napisano - zbrzydnie od pracy, a jak wszyscy wiemy doskonale - ta jest najważniejszą ostoją kobiecości wink oraz po to, by podziwiać (cyt. za Autorem) "popisy sprawności intelektualnej" małżonka. A, jest jeszcze lista tzw. pseudoprzywilejów, jak otrzymywanie kwiatów i "zdobywanie" (niczym zwierzaka wink oraz przepis na to, jak być "męskim mężczyzną" oraz "kobiecą kobietą".
          Jasne, że różnimy się, biologicznie, psychicznie i oczywiście kulturowo. I szanuję Państwa wybór, ale proszę mi przy okazji nie przypisywać cech żony, nawet jeśli jest najpiękniejszą i najcieplejszą kobietą na świecie, bo ja z kolei mam ochotę czerpać z bardziej różnorodnego życia niż Pańska połówka, nawet z workami pod oczami, a nawet - o zgrozo - mieć w tym wsparcie mojego partnera. Bo proszę sobie wyobrazić, że poza kobietami, które jak ktoś brzydko nazwał na początku wątku "pasożytują" na partnerach, są też takie które walczą, by wybić się na jakiś tam swoją niezależność (nie tylko finansową, również emocjonalną i poniekąd intelektualną, zderzając się nie tylko z Pana "popisami intelektu" z posta wink, pogodzić obowiązki z różnych dziedzin aktywności, sprawdzić się w innych tez sytuacjach niż "upiększanie i ocieplanie domu" (nie piszę tego z lekceważeniem, ale wymiar estetyczno-pogodowy w poście Autora dziwnie wybił się na plan pierwszy smile, choć często pozostają bezradne i sfrustrowane, kiedy ktoś wie lepiej, gdzie ich najwłaściwsze miejsce... I powszechnie wiadomo, że nie każda praca /zawodowa, naukowa/ rozwija, ale na pewno łatwiej stać się samodzielnym, pełniejszym człowiekiem. PS: Jeśli kobiety przynoszą (ponoć!) do pracy dom, co - jak dobrze zrozumiałam - w pewnej mierze dyskwalifikuje je jako dobre pracownice wink, to idąc za ciosem - mężczyźni, którzy przynoszą pracę do domu, powinni być zdyskwalifikowani jak osoby przebywające w domu big_grinDD
          • osmiol Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 01:01
            Jeżeli ozdobą jest wychowanie dzieci i organizowanie mojej rodziny, to zgadzam się. Moja żona jest ozdobą.
            Podziwianie intelektu czy sprawności fizycznej był żartem - napisalem dalej wyraźnie, że dzisiejszą wersją popisów samczych jest po prostu zdolność utrzymania rodziny.
            Jeśli sprawianie sobie przyjemności i wyrażanie uczucia uznajemy za pseudoprzywileje a zdobywanie względów partnerki za coś odrażającego znów zgoda - jestem zwierzakiem.
            Cechy mojej żony przypisuję jedynie jej. Nikomu niczego nie narzucam ani nie sugeruję. Moja opowieść ma charakter opisu osobistych doświadczeń.Ma pani prawo do własnych. I mi nic do tego.
            Nie wie pani nic o różnorodności życia mojej żony. Zakłada pani jednak stereotypowo, że niechodzenie do jakiejś pracy zarobkowej zmniejsza jej zdolność czerpania z tej różnorodności. Nie zmniejsza. Ilość kontaktów międzyludzkich w miejscu pracy nie jest podstawą ich jakości.
            Naturalnie, że są rózni ludzie. Nie muszę sobie tego wyobrażać. Wiem o tym. Bałamutne jest dla mnie tylko stwierdzenie o niezależności, bo dostaje się wypłatę. Bez przelewu co miesiąc kobieta pracująca we własnym domu też może być niezależna intelektualnie i emocjonalnie. Zapewniam.Tak samo jak ta z duża wypłatą może być bardzo zależna.
            Rozumiem pani zafrasowanie faktem mojego zadowolenia z ciepła i estetyki miejsca gdzie żyję. Wiem, że są ludzie, dla których jest to drugorzędna sprawa. Ich sprawa.
            Bezradność również nie jest powiązana bezpośrednio z faktem zarobkowania osobiście. A imputowanie, że ktoś coś tam lepiej wie? Co też pani wygaduje? Wyraźnie piszę o DOBROWOLNOŚCI w tworzeniu określonej formy związku. niech panii spróbuje zmusić do czegoś moją żonę wbrew jej woli - życzę szczęścia!

            Nie wiem też skąd pani wzięła :"powszechnie wiadomo, że nie każda praca /z
            > awodowa, naukowa/ rozwija, ale na pewno łatwiej stać się samodzielnym, pełniejs
            > zym człowiekiem"
            To się nazywa manipulacja. Żona poczytała Cialdiniego i mnie douczyła. Tzw mechanizm powszechności poglądu. Skąd szanowna pani wzięła to "powszechnie wiadomo"? Argument wyssany z palca.
            Z ostatnim akapitem zgadzam sie w 100%. Gdyby nie wysiłki socjalizowania mnie w domu - byłbym nie do zniesienia. I za te wysiłki też jestem żonie wdzięczny.
            • bifka elegancki antyfeminizm? 26.10.11, 08:39
              to bardzo ładny wywód i miło się czyta, że tak doceniasz żonę i jej domowe życie, problem jest w tym, że nawet nieświadomie ją deprecjonujesz, bo stwierdzasz że jest dobra w urządzaniu domu, dbaniu o rodzinę, zakupach i robieniu eleganckich kolacji, ale między wierszami czytamy, że uważasz iż jest to zgodne z jej "kobiecą" naturą, a wobec czego nie jest zapewne zdolna żeby walczyć na konkurencyjnym rynku pracy, zdobywać zawodową pozycję i przynosić do domu tyle co ty. ale w swojej pracy zapewne spotykasz kobiety, które są równe tobie zawodową pozycją i zarobkami, które się rozwijają poprzez pracę, pną w karierze i mimo to są budzącymi pożądanie pięknymi kobietami? niewątpliwie tak i ciekawa jestem czy nie widzisz tej zasadniczej różnicy pomiędzy takimi kobietami a twoją żoną i czy z czasem któraś z tych kobiet kiedyś nie zawróci ci w głowie na tyle skutecznie, że domowe walory żony przestaną się liczyć? bo tak niestety bardzo często się dzieje, mam takie przykłady w pracy na co dzień i widzę jak koledzy nawiązują w pracy romanse z niezależnymi i będącymi wyzwaniem kobietami sukcesu lekceważąc swoje domowe kobiety uwiązane do garów i dzieci (sorry - zajmujące się odpowiednim wychowaniem ich wspólnych dzieci i stwarzaniem pięknego ogniska domowego), bo co one mogą zrobić? nic. twoja żona może zrobić dokładnie to samo - nic. jest skazana na ciebie, a jak jakaś fajna sekretarka zawróci ci w głowie i uwiedzie swoją kompetencją nie tylko w excelu ale i w ars amandi, to będzie mogła sobie popłakać w poduszkę, bo rozwód będzie dla niej katastrofą. i właśnie o tę niezależność i poczucie samostanowienia większości kobiet chodzi. bo żeby nie wiem jak doceniać domową pracę takich kobiet, to jednak dysponentem kasy jest mąż, który ma pełną autonomię w kształtowaniu swego życia i wydawaniu swoich pieniędzy, spełnianiu swoich kaprysów, natomiast kobieta domowa - nie. i gdy coś się w związku psuje, gdy mąż zakręci kurek z kasą, gdy z różnych powodów nie dotrzymuje umowy - a tak się w życiu dzieje, bo życie to nie bajka, a ludzie się zmieniają - to jest bezradna i skazana na kaprysy partnera. i dlatego większość kobiet wybiera trudną drogę przez mękę i godzi pracę zawodową z życiem domowym, aby takiej sytuacji uniknąć i gdy mąż ma romans z sekretarką wystawić mu walizki za drzwi nie rujnując podstaw swojej egzystencji. historie wielu kobiet potwierdzają, że warto. niezależność jest wiele warta a swoje własne pieniądze wpływające na konto potrafią cieszyć nie mniej niż kwiaty i komplementy od męża (które wszak i tak są możliwe, bo dlaczego nie?)
              • osmiol Re: elegancki antyfeminizm? 26.10.11, 13:52
                Proszę nie czytać między wierszami.Jam nie poeta. A nie widzę żadnej deprecjacji w docenieniu umiejętności mojej żony. Takie same trudności intelektualne lub większe nastręcza załatwianie spraw bankowych, ubezpieczeniowych, finansowych i szkolnych jak moja codzienna praca.
                Widze różnicę pomiędzy zagonionymi koleżankami z pracy a swoją żoną.
                Zawrócenie w głowie przez sekretarkę czy kogokolwiek innego nie ma żadnego związku z zajęciem współmałżonka. Czy twierdzi pani,że te kobiety zawodowego sukcesu nie są zdradzane?
            • pppopularna Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 09:24
              Problem leży w tym, że bycie ozdobą oznacza bycie kobietą piękną i młodą, tymczasem to szybko mija i po czterdziestce taka kobieta z funkcji ozdoby przechodzi do funkcji balast ... Ponadto całe te piękne i beztroskie życie twojej żony (zgadzam się, że może być fajne, samorealizację można osiągać nie tylko tyrając cały dzień w korporejcie) zależy od twojej dobrej woli i chęci podtrzymywania układu, który zawarliście na początku. W tej chwili dobrze się wam układa i żona jest szczęśliwa i ma na waciki, ale wystarczy, że zrobi coś nie tak jak sobie życzysz albo ty kogoś poznasz i cała ta sielanka weźmie w łeb, prawda? Ja i wiele kobiet podobnie nie mogłoby znieść właśnie tej zależności - chyba że masz z żoną notarialną umowę i wypłacasz jej zagwarantowaną pensję, bo o takich rozwiązaniach też już słyszałam? bo jak nie to cała egzystencja twojej żony zależy od tego, czy jesteś zadowolony z tego układu, jak masz dobry humor to kopsniesz jej na fryzjera i karnet na fitness, jak masz gorszy dzień, to powiesz żeby się wypchała. Oczywiście, przejaskrawiam, bo wiele takich żon jak twoja ma dostęp do wspólnego konta i czerpie z nich wedle swojej woli, ale w sumie i tak dopływ gotówki do tego konta jest warunkowany zgodą męża, prawda? I tego właśnie nie chcemy - bycia ozdobą i uzależnienia od pieniędzy męża. Ja nie muszę sobą ozdabiać domu i być luksusowym dodatkiem do kariery mojego męża - mam własną karierę i piękna jestem przede wszystkim dla siebie, dla niego - oczywiście też, ale jak zbrzydnę, zachoruję i przytyję 20 kg i na ozdobę nie będę się nadawać, to moja użyteczność się nie skończy, bo będę mieć jeszcze pracę. Podobnie z pieniędzmi - mam full access do pieniędzy męża a on do moich, ale jak mam kaprys kupić sobie coś extra drogiego albo inaczej zaszaleć finansowo - nie muszę pytać, biorę swoje i tyle! I mój mąż wie o tym, że nie finanse mnie przy nim trzymają i że musi się na każdym kroku liczyć z moim zdaniem, bo jak mi się coś nie spodoba, to powiem mu dziękuję i nie odbije się to na moim poziomie życia. A twoja żona tego nie może. I to jest ta zasadnicza różnica.
              • osmiol Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 14:04
                Niskie zdanie ma pani o kobietach i o związkach międzyludzkich. Wolno pani. Truizm pt starsza kobieta jest mniej atrakcyjna od młodszej jest zbyteczny.Młodszy mężczyzna od starszego też.
                Nigdzie nie napisałem,że moja żona ma beztroskie życie. Nie twierdzę,że żyję w sielance. Opisałem jedynie mechanizm wybranej przez nas codzienności.
                To kurczowe materialistyczne gadanie o pieniądzach już mnie zmęczyło. Czy ja mam powiedziec, że zona robi mi łaskę pozwalając na kontakty z dzieckiem i rodziną? Że od jej widzimisie zależy co zostanie za wspólne pieniądze kupione i załatwione? Dlaczego pani deprecjonuje jej rolę? Ja chodzę do pracy żeby żyć jak człowiek a nie zyję żeby pracować! Karierą jest rozwój mojej rodziny a nie jakieś zarabianie pieniędzy. Celem jest wykształcenie i wychowanie dziecka, odłożenie pieniędzy na starość, możliwość wspólnie spędzanego czasu na interesującym nas poziomie a wypłata jest do tego środkiem. Chyba inaczej rozumiemy cele życiowe i stąd nieporozumienie. Praca mojej żony jest w mojej naszej wizji dopełnieniem mojej pracy w realizacji wspólnych celów - nie jest ani dodatkiem, ani ozdobnikiem - jest tak samo ważna a najczęściej dużo ważniejsza.
                W dupie mam wartość cyferek na koncie w banku. Istotne jest to do czego się przydadzą. Do ich właściwego sensownego użycia potrzebuję współpracy z partnerką.
            • heksa_2 Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 10:05
              Ciekawe, czy Pan Osmiol będzie tego samego zdania, jak się okaże, że żona, jednak nie tak bardzo dowartościowana, jak się Panu Osmiolowi wydaje, dowartościowuje się w swoim pięknym i estetycznym domu (lub ewentualnie poza nim) z jakimś przemiłym innym panem. Takim, który potrafi dostrzec w niej człowieka, a nie tylko kobietę. Albo ma po prostu więcej czasu.
              • osmiol Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 14:09
                Ciekawe, jak można polątać się we własnych rozważaniach - prawda? Przemiły pan baraszkujący z moją zdradzającą żoną będzie w niej widział człowieka a nie kobiete tak? Zabawna pani jest.
                Rozumiem też , że pognanie żony do roboty za pieniądze ustrzeże mnie przed taką ewentualnością. Bardzo ciekawa logika. Pewnie oparta na dogłębnych analizach socjologicznych...
                • heksa_2 Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 22:04
                  Nie. Chciałam tylko uzmysłowić Panu, że życie nie jest takie proste. NIekoniecznie jest tak, jak sie Panu wydaje, że jest. Żona może mieć zupełnie inne odczucia. A do tego jedną ze zmiennych jest czas.
            • rachmaninov Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 11:54
              @osmiol

              Problem pierwszego komentarza polegał głównie na tym, że Autor wymieszał w nim poziomy in abstracto i in concreto i pisząc o swoim przykładzie - rozszerzył swoje założenia oraz wyciągane przez siebie wnioski na kobiety jako takie. A potem zaskoczony, że niezrozumiany tak, jak prawdopodobnie się tego spodziewał.
      • anabel_mei Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 04:09
        Pięknie napisane. Mimo tego, że większość wypowiedzi na tym forum wskazuje (obawiam się, że niestety miarodajnie) na powszechność "pochwały niezależnych finansowo kobiet", chcę wierzyć, że takich mężczyzn jak Pan jeszcze trochę na tym świecie zostało. Niestety najwyraźniej dobrze się ukrywają sad
        Podobnie jak Pan obawiam się, że feministyczne hasła równego dostępu kobiet do funkcji publicznych, równego prawa do awansu, itp interpretowane są o krok za daleko. Jeśli kobieta pracuje, to faktycznie powinna otrzymywać pensję w tej samej wysokości co kolega na takim samym stanowisku. Jeśli chce być burmistrzem, posłem, niech kandyduje. Jednak twierdzenie, że warunkiem wysokiej samooceny jest pensja implikuje, jak Pan powiedział, przyjęcie męskiego punktu widzenia. Że trzeba chodzić do pracy od 9:00 do 17:00 żeby być wartościowym człowiekiem. Ja nie lubię rywalizacji, nie sprawia mi też przyjemności udowadnianie innym czy "światu" że jestem "dostatecznie dobra" przez zdobywanie dóbr (wynagrodzenia). Zdecydowanie wolę, żeby to czym się zajmuję było wartościowe, czyli pożyteczne, dawało realną wartość innym. Takie zajęcia często jednak nie wiążą się z przelewem na konto. Tak jak Pan uważam, że większość kobiet jednak rywalizacji i robienia kariery nie chce i nie lubi. Myślę, że wiele kobiet dzisiaj uległo kreowanej wizji niezależności finansowej wbrew własnej osobowości i potrzebom. W rezultacie wśród większości znajomych par, kobieta udaje że spełnia się w pracy robiąc karierę a mężczyzna głosi, że popiera partnerski układ w związku ale brakuje mu ciepła i troski ze strony małżonki. Nie znaczy to oczywiście, że nie ma kobiet, które autentycznie uwielbiają swoją pracę i w pełni angażują się w rozwój własnej kariery. Choć ich mężowie zazwyczaj nie robią zawrotnych karier, chyba że naukowe. Może dlatego, że związek dwóch "alf" byłby zbyt wybuchowy i nie miałby kto zadbać o dom w rozumieniu ogniska domowego.
        Summa summarum najważniejsze, to pamiętać, że mamy wybór, i że żaden z nich nie jest lepszy lub gorszy.
        Pozdrawiam
        • osmiol Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 14:30
          Rozsądne przemyślenia są warte komentarza.
          1. Ludzie z moimi poglądami niekoniecznie się ukrywają. Zazwyczaj po prostu nie stac ich na takie zorganizowanie życia i ich partnerki nie mają zadnego wyboru - idą do pracy. Moim zdaniem ich rodzina na tym cierpi, ale lepiej zracjonalizować niekorzystny system wmawiając sobie, że robię coś , bo lubię, mimo,że ktoś na tym traci, niż otwarcie przyznać, że robię to, bo nie mam wyjścia a system, który mnie do tego zmusza jest niereformowalny. To się nazywa mechanizm obronny osobowości - jest pożyteczny i naturalnie z niego korzystamy.
          2. Nie mam nic przeciwko równym prawom i zarobkom. Tylko,że natura uczyniła nas nierównymi. To naturalne, że ludzie mają dzieci i się nimi opiekują, mają też starszych rodziców wymagających opieki i zainteresowania. Socjalistyczny system przerzuca odpowiedzialnośc rodziny na państwo w imię rzekomej satysfakcji jednostki. Kończy się to niestety tak,że dzieci wychowuje urzędnik a starym ojcem zajmuje się obca opiekunka w domu starości, bo dzieci robią karierę. Tak wychowane ich dzieci dokładnie tak samo porzucają tych karierowiczów na ich starość, bo zostały nauczone , że najważniejsze jest robienie kariery zawodowej. To jest proszę pani konsekwentnie realizowana przez obecny system cywilizacji zachodniej droga do osamotnienia jednostek i pozbawienia ich wsparcia najbliższych. Tacy obywatele są wspaniałym materiałem do manipulacji.
          Dziadek bez rodziny zawsze zagłosuje za politykiem podnoszącym podatki jego dzieciom, bo z tych podatków zorganizuje dziadkowi opiekę i wypłaci rentę. Dziadek funkcjonujący w rodzinie będzie przeciw, bo woli,żeby w kieszeni jego dzieci zostało więcej pieniędzy. Jego dzieci lepiej je wydadzą na opiekę nad nim niż jacyś państwowi urzędnicy.
          3. Niestety zawsze wybór prowadzi do określonych konsekwencji. Prosze poobserwować aberracje społeczne w tzw rozwiniętym świecie. Całe osiedla starych porzuconych ludzi bez żadnego zainteresowania dzieci. Tak ich wychowali. I teraz te dzieci nie widzą innej alternatywy. Muszą placić coraz wyższe podatki i i tak nie wystarcza. Rozrósł się system państwowej opieki nad jej porzebującymi, bo wydawało się nam kiedyś, że zawsze będzie nas stać na to, że nasze podstawowe funkcje rodzinne wykona ktoś za nas. Okazuje się, że niestety już nas nie stać. Kiedyś dziadek po przejściu na emeryturę żył 2-3 lata i umierał. Dziś zyje lat 30. I trzeba mu to życie zorganizować.
          Ja twierdzę, że najlepiej byłoby gdyby zajęła się tym rodzina. A socjaliści chcą pognać jak największą liczbę ludzi do pracy zarobkowej, ograbić ich podatkami z dochodów i udawać, że będa dla nich lepszą rodziną i lepiej zrealizują jej funkcje. To się nie udaje i udać się nie ma prawa.
          • bifka Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 14:46
            teraz to już poleciałeś - znam całkiem sporo dzieci wychowanych przez niepracujące matki, które jednak mimo to niekoniecznie przyjęły sposób życia rodziców i biegają za karierą a starych rodziców oddają do przytułku - bo tak zwane porządne wychowanie dzieci w domu ma coraz mniejszy na nie wpływ, bo dzieci wychowują w większej mierze media, szkoła i grupa rówieśnicza niż choćby najbardziej się poświęcająca dla nich matka ... więc fakt siedzenia przez twoją żonę w domu i starań w kierunku wychowania córki niekoniecznie się "opłaci" i zaowocuje opieką na starość, nie generalizuj, bo sporo ludzi już się na tym przejechało.
            • elajulia Re: Nieporozumienie? 28.10.11, 09:29
              bifka napisała:

              > teraz to już poleciałeś - znam całkiem sporo dzieci wychowanych przez niepracuj
              > ące matki, które jednak mimo to niekoniecznie przyjęły sposób życia rodziców i
              > biegają za karierą a starych rodziców oddają do przytułku - bo tak zwane porząd
              > ne wychowanie dzieci w domu ma coraz mniejszy na nie wpływ, bo dzieci wychowują
              > w większej mierze media, szkoła i grupa rówieśnicza niż choćby najbardziej się
              > poświęcająca dla nich matka ... więc fakt siedzenia przez twoją żonę w domu i
              > starań w kierunku wychowania córki niekoniecznie się "opłaci" i zaowocuje opiek
              > ą na starość, nie generalizuj, bo sporo ludzi już się na tym przejechało.


              Mam babcię. Ona ma 87 lat, więc sporawo, całkiem dobrze sobie radzi jak na swój wiek. Z czwórki dzieci pozostało jej jedno, które się nią wcale nie interesuje - to mój wujek. Za to na mnie i moje rodzeństwo może liczyć jakby co, ale nie w tym rzecz. Moja babcia mówi cały czas, żeby jak już nie będzie dawać rady, żeby ją oddać do domu starców, wcale nie liczy, że ktoś się ją zajmie.
      • krining Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 14:42
        Osmiol, dobrze piszesz.

        Trza dać odpór temu lewactwu czy pseudo-feminizmowi, kojarzącemu się li tylko z pracującymi kobietami (robotnicami ?).

        Moja żona podobnie jaku Osmiola. Dwójka dzieci, duży dom i ogród. Do tego inne nieruchomości, którymi zarządzaniem zajmuje się moja żona właśnie, na marginesie codziennych obowiązków domowych.

        Moja żonka jest niejako managerem naszego majątku, konto na które przychodzi kasa jest jej. Robi z tą kasą prawie co chce, tyle że "posmakowała" w inwestowaniu (nieruchomości, opcje, lokaty) i obok zajmowania się domem i dziećmi zajmuje się również inwestycjami i ich zarządzaniem. Nie pracuje w żadnej firmie, jeśli o to chodzi. Co więcej, nie ma nawet takiego zamiaru. Bo po co ? Zakładając zarobki 2000zł, to 25% zjadłaby benzyna na dojazd, 50% opiekunka/sprzątaczka/kucharka, pozostałe 25% usługi ogrodnicze. Tak zona jak ja i dzieci mamy różne polisy. Nieruchomości mamy wspólne. Dom czysty, wysprzątany, dzieci zadbane, żona wygląda na 10 lat młodszą niż w rzeczywistości. I trzyma oko na wszystkim, a nie zwala się zmęczona po 1700 każdego dnia narzekjąc na pracę...

        Pozdrawiam wszystkie zdrowo myślące panie.
        • bifka Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 14:54
          "Zakładając zarobki 2000zł, to 25% zjadłaby benzyna na dojazd, 50% opiekunka/sprzątaczka/kucharka, pozostałe 25% usługi ogrodnicze." - faktycznie, zakładając tylko tyle - nie warto.
          pytanie tylko dlaczego zakładasz że twoja żona, tak biegła w zarządzaniu nieruchomościami i inwestowaniu, mająca różne inne zdolności zarobiłaby tylko tyle? to jest właśnie świetny przykład deprecjonowania możliwości kobiet - z góry wiesz, że twoja żona mało zarobi, więc niech siedzi w domu! a gdyby spróbowała się z tego domu wyrwać, to może byś się zdziwił ile by zarobiła? ja zarabiam więcej niż mój mąż (co nie jest problemem ani dla mnie ani dla niego) i jest to wielokrotność 2000 zł, a nie znam się na zarządzaniu nieruchomościami i inwestowaniu, więc może niech żona wychynie z domu i się sprawdzi?
          • krining Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 15:15
            > twoja żona mało zarobi, więc niech siedzi w domu! a gdyby spróbowała się
            > z tego domu wyrwać, to może byś się zdziwił ile by zarobiła? ja zarabiam więcej
            > niż mój mąż (co nie jest problemem ani dla mnie ani dla niego) i jest to wielo
            > krotność 2000 zł,

            Gratuluję dobrych zarobków. Tylko pozazdrościć, bo nie każda kobieta osiąga taki status. Co więcej, powiem wręcz, że mało która. 0.01% wszystkich kobiet ? Ale to tak na marginesie. Zacytowane 2tys. zł to myślę po prostu średnia, ale nie to najważniejsze.

            Najważniejsze w moim poście jest to, że tak żona jak i ja jesteśmy po prostu zadowoleni z obecnej sytuacji, dzieci chodzą zadbane i nie są puszczane samopas. Dom zadbany, wysprzątany, żona cudowna tak psychicznie jak i fizycznie. Do tego bardzo dużo czasu spędzamy razem, jako rodzina.

            Co z argumentem wymęczonego powrotu do domu o 1700 po pracy?
            Zniknął ? I jak wygląda wtedy życie rodzinne ?

            Pozdrawiam.
            • bifka Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 17:16
              cóż, jeżeli obojgu wam to odpowiada, to ok, po co to zmieniać? tylko że ja nie do końca wierzę, że kobieta jest w pełni z takiej sytuacji szczęśliwa, no chyba że faktycznie jest zawołanym garkotłukiem ... ja siedziałam w domu, gdy moje dziecko było malutkie (mąż mnie utrzymywał - żeby nie było, że nie wiem jak to jest!) i szlak mnie trafiał, a tak zwane "ogarnianie" domu (100 m. kw.) zajmowało mi ok. godziny dziennie, bo ile ma trwać włączenie pralki, zmywarki i odkurzenie paru dywanów? i jaka jest z tego satysfakcja, małpa to potrafi! zadbane dziecko? moje jest bardzo zadbane, chodzi do dobrej prywatnej szkoły, gdzie czas ma zorganizowany do późnego popołudnia, masę zajęć sportowych, językowych, kółko teatralne, ma tam wyżywienie, nad którym czuwa dietetyk, więc w domu i tak jest ok. 17 bez względu na to czy ja w tym domu jestem czy nie. a jak wracam do domu (niestety często dużo później niż o 17, podobnie mąż), to odpoczywamy razem - schodzimy na basen albo do siłowni, gramy w gry komputerowe albo planszowe, idziemy do kina albo do restauracji, itp. czarną robotę w domu odwala gosposia, na którą nie byłoby mnie stać gdybyśmy żyli tylko z pensji męża (też dużo wyższej niż 2000 PLN, bo tyle to ja właśnie pani Ukraince płacę za sprzątanie i gotowanie). nie narzekam na swoje życie rodzinne, moje dziecko też nie, jest bardzo samodzielne, nie zachuchane na śmierć, matka nie wisi na nim z nudów i braku własnego życia jak to się właśnie zdarza tym niepracującym ...
              wogóle panowie odnoszę wrażenie, że wasze połowice strasznie was wkręcają jeżeli chodzi o te ciężkie obowiązki domowe, rzekomo nie do ogarnięcia, które jednak większość pracujących kobiet w tym kraju ogarnia, podobnie jak dzieci, psy i ogródki ...
              • krining Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 21:57
                >ja siedziałam w domu, gdy moje dziecko było malutkie (mąż mnie
                >utrzymywał - żeby nie było, że nie wiem jak to jest!) i szlak mnie trafiał,
                >a tak zwane "ogarnianie" domu (100 m. kw.) zajmowało mi ok. godziny
                >dziennie, bo ile ma trwać włączenie pralki, zmywarki i odkurze
                > nie paru dywanów? i jaka jest z tego satysfakcja, małpa to potrafi!

                Gratuluję wysokiej samooceny. Nie ma to jak leczyć kompleksy, czy też dowartościowywać, się pracą.

                Pracujesz żeby żyć, czy żyjesz żeby pracować ?
                >moje jest bardzo zadbane, chodzi do dobrej prywatnej szkoły,
                >gdzie czas ma zorganizowany do późnego popołudnia, masę zajęć
                >sportowych, językowych, kółko teatralne, ma tam wyżywienie,
                >nad którym czuwa dietetyk, więc w domu i tak jest ok. 17.

                Ja bym nie dopuścił do takiej sytuacji, by dziecko wychodziło z domu o 0700 i wracało o 1700.

                Za pozostały mój komentarz niech posłuży artykuł:
                wyborcza.pl/1,75480,10513690,Szkola_waznych_ludzi.html
                Pozdrawiam.
          • krining Re: Nieporozumienie? 26.10.11, 15:25
            I proponuję sensu opieki nad domem i dziećmi nie porównywać z zarobkami.
            Dobrze wychowane dzieci to największy kapitał, większy niż jakiekolwiek zarobki.
            Rodzina w tradycyjnym pojęciu to podstawa, a do tego funkcjonująca w miarę prawidłowo to mam nadzieję cel większości tu piszących.

            A zaspakajanie potrzeb ekonomicznych rodziny może odbywać się na wiele sposobów, mamy w końcu równouprawnienie (kobiety na dołowych do kopalni czy do hut), prawda ?

            Ale rodzina to coś więcej niż li tylko stan konta w banku, ot co...

            A rozwody zdarzają się też i kobietom pracującym, a może przede wszystkim taki kobietom, bo jest ich zdecydowanie więcej, prawda?
            Tak swoją drogą, jak wygląda życie kobiety po 40, bezdzietnej, robiącej karierę, dobrze zarabiającej i po rozwodzie ?

            Pozdrawiam.

    • timurek1 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 21:45
      no nie dziwię się, ze musisz pracować, bo jak ty- świadomie z małej litery "zazdraszczasz" koleżankom to to bez pracy się nie obejdzie. albo obsługujesz szalet miejski, albo jesteś jakąś sprzątaczką- nie uwłaczając ich godności. dlaczego admin szanownej wyborczej toleruje takie słowa? ludzie miejscie trochę rozumu, wykształcenia i szacunku dla innych.
    • izomorfia3 Re: żona pasożyt - dlaczego? 25.10.11, 22:06
      kobieta306 napisała:

      > Zauważam jak naszych forumowych panów mocno boli fakt, że na świecie są mężczy
      > źni, którzy mogą pozwolić sobie na luksus, by ich małżonka nie pracowała, wycho
      > wywała dzieci, piękniała w domu. Jeśli żonie i mężowi to odpowiada, jeśli nie m
      > a przymusu ekonomicznego to skąd w was panowie taka zawiść?? Wyjaśnijcie mi dla
      > czego taka kobieta jest Waszym zdaniem pasożytem? Sama pracuję więc akurat nies
      > tety się do tej grupy nie zaliczam ale szczerze zazdraszczam moim koleżankom, k
      > tóre maja takiego farta, że mają męża który je kocha, utrzymuje i do tego jeszc
      > ze wszyscy są zadowoleni i szczęśliwi.
      > Jedyny minus, który obecnie przychodzi mi do głowy, to ekonomiczna zależność od
      > innej osoby na wypadek gdyby się to w przyszłości miało ewentualnie zmienić.

      Jednego tylko nie wiesz -jak to sielskie zycie wyglada za sciana domu.Czy nie ma dnia np by ona tego nie slyszala ;tych wypominek ,ze zerem z ulicy wzietym i przygarnietym jest .A ona znosi to bo lubi takie nie inne zycie ;taki przyklad + dziecko nr 1 przyrobione ,ale poszlo na konto biednego meza wink rude jak wiewiorka ,ale coz ... nie raz po pysku dostala ,nie raz wyrzucil jej co mysli o niej ,ale na pozor idealne malzenstwo wink w koncu auto pod choinke dostala wink aa i by nie bylo skad wiem .... swojego czasu mialam przyjemnosc bywac na biesiadach w domku i nie mieli oporow by takie brudy przy gosciach wywlekac wink