ronald.tusk Nawet nie wchodzę w ten wątek, bo dostanę zawału.. 26.10.11, 07:31 Co druga wypisuje tu jakieś bzdury o rodzeniu dzieci facetom, alimentach (wysokich) po rozwodzie itp. Wniosek jest jeden. Większość kobiet to jednak pasożyty z wrodzoną zdolnością do tłumaczenia na swoją korzyść wszystkiego co tylko się da. Część facetów, którzy jeszcze nie dostali po doopie wypisuje tu jakieś brednie o symbiozie itp. Prawda jest taka, że większość siedzi w tych chorych związkach bo jest im wygodnie. Do czego jest zdolna kobieta przekonają się jak znajdą czuły sms od kolegi albo zastaną swoją lubą w łóżku z sąsiadem. Idę do pracy bo mnie szlag trafi. Jednak siła przyzwyczajeń, stereotypów i tzw. opinii społecznej jest porażająca. Szkoły powinny w tym kraju uczyć przede wszystkim samodzielnego myślenia... Odpowiedz Link
elajulia Re: Nawet nie wchodzę w ten wątek, bo dostanę zaw 26.10.11, 22:31 ronald.tusk napisał: > Co druga wypisuje tu jakieś bzdury o rodzeniu dzieci facetom, alimentach (wysok > ich) po rozwodzie itp. Wniosek jest jeden. Większość kobiet to jednak pasożyty > z wrodzoną zdolnością do tłumaczenia na swoją korzyść wszystkiego co tylko się > da. Część facetów, którzy jeszcze nie dostali po doopie wypisuje tu jakieś bred > nie o symbiozie itp. Prawda jest taka, że większość siedzi w tych chorych związ > kach bo jest im wygodnie. Do czego jest zdolna kobieta przekonają się jak znajd > ą czuły sms od kolegi albo zastaną swoją lubą w łóżku z sąsiadem. Idę do pracy > bo mnie szlag trafi. Jednak siła przyzwyczajeń, stereotypów i tzw. opinii społe > cznej jest porażająca. Szkoły powinny w tym kraju uczyć przede wszystkim samodz > ielnego myślenia... > Wiesz, to może się nie żeń, nie miej dzieci, a na starość traf do kiepskiego domu opieki z którego nawet nikt cię nie wyciągnie, bo nikomu na tobie nie będzie zależało. Odpowiedz Link
ronald.tusk Ja zawszę będę radził młodszym, niedoświadczonym 26.10.11, 23:09 kolegom...zresztą stanowisko pani mnie nie dziwi, wszak niewiasty wszystko robią z jakiegoś powodu...Nawet kochają za coś. W każdym razie młodszym panom, którzy jeszcze nie dali się omotać radzę więc skupienie się na swojej pasji, na swoim wewnętrznym rozwoju, i gdy coś osiągną to dopiero wtedy szukanie stabilizacji życiowej z kobietą. Lepiej w wieku 35 lat poznać uroczą 20 - 25 latkę niż w wieku 35 lat być z 35 latką która zawsze miała nadwagę, była niewykształcona i niezaradna - tylko taka była w tamtym momencie dla Ciebie dostępna, inne dziewczyny nie zwracały na Ciebie uwagi. Teraz spójrz na nich - umęczony facet z piwnym brzuchem i brązowymi zębami idący wściekły w supermarkecie z potwornie otyłą, spocona kobietą trzymającą siatę z parówkami, chlebami, lodami i hoop colą, a za nimi wrzeszczące, pucołowate dzieciaki. Porównaj to do wizji gdzie wybierasz siebie i swoje życie, i idziesz z elegancką, seksowną dziewczyną której zazdroszczą Ci wszyscy, na parkingu wsiadacie w dobry samochód, stać was na dobrą restaurację, operę, wyjazdy by zwiedzać świat. To i to jest życiem, tak samo jak seicento i mercedes sa samochodami. To co się liczy, to jakość. Posiadanie wcześniej dzieci nie gwarantuje pewnej przyszłości, to mit który nagminnie powtarzają jak mantrę dzieciaci - że Ci bez dzieci będą umierali samotnie, i nikt nie poda im szklanki wody. Wszystko super, tylko że samo życie pokazuje że to oni kończą w przytułkach, gdy rodzina ich wygania by przejąć nieruchomości i kupić sobie nowy samochód i telewizor. Człowiek samotny odłożył wystarczająco dużo pieniędzy by mieć zapewnioną pielęgniarkę do podcierania pomarszczonego zadka, i umiera bez żalu że dzieci które wychował, nie odwdzięczyły mu się. Odpowiedz Link
elajulia Re: Ja zawszę będę radził młodszym, niedoświadczo 27.10.11, 10:13 to zależy jak się dzieci wychowa - np ja bym się moim ojcem nie zajęła na starość, bo sobie na to zasłużył. Za to np moja kochana babcia zawsze może liczyć na mnie i na moje rodzeństwo mimo, że praktycznie wszystkie dzieci jej poumierały, bo z czwórki dzieci zostało jej jedno - mój wujek - na którego z resztą nie może liczyć to na wnuczki od swojej córki może Odpowiedz Link
der.kohl Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 07:37 Siedzenie w domu i zajmowanie się domem to frustrująca,niepłatna,nie dająca doświadczenia praca.Jak chce żeby zona piękniała to niech lepiej jej załatwi jakąś lekką rozrywkową pracę, ażeby mogła się rozerwać a nie zakiśnieć w domu.Takie jest moje zdanie!!! Odpowiedz Link
elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 22:35 der.kohl napisał: > Siedzenie w domu i zajmowanie się domem to frustrująca,niepłatna,nie dająca doś > wiadczenia praca.Jak chce żeby zona piękniała to niech lepiej jej załatwi jakąś > lekką rozrywkową pracę, ażeby mogła się rozerwać a nie zakiśnieć w domu.Takie > jest moje zdanie!!! Po części racja, z tym pachnieniem w domu to lipa, ale tu nie o to chodzi, tylko o seksistowski punkt widzenia co niektórych panów, którzy by pewnie chcieli żeby ich żony cały etat pracowały, a później jeszcze zadbały same o dom i dzieci i podały im pod nos smaczniutki obiadek. Odpowiedz Link
muchozodor Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 08:00 Ja swoją byłą zachęcałem do robienia kursów i jakieś aktywności w czasie ciąży i po porodzie, sugerowałem w miarę możliwości chodzenie do pracy, ja bym się jakoś dopasował z dzieckiem. Okazało się podczas rozwodu, że byłem potworem, bo ją "zmuszałem", a ona przecież się tak źle czuła i przy tym nic nie pomagałem. Taka była ze mnie bestia! Odpowiedz Link
elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 28.10.11, 08:38 muchozodor napisał: > Ja swoją byłą zachęcałem do robienia kursów i jakieś aktywności w czasie ciąży > i po porodzie, sugerowałem w miarę możliwości chodzenie do pracy, ja bym się ja > koś dopasował z dzieckiem. Okazało się podczas rozwodu, że byłem potworem, bo j > ą "zmuszałem", a ona przecież się tak źle czuła i przy tym nic nie pomagałem. T > aka była ze mnie bestia! Ja jestem w ciąży i np jak jestem za dużo aktywna to później przez kilka dni haftuję i mnie muli Odpowiedz Link
tonik777 Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 08:16 Wad jest wiele. Żona cały dzień siedząca w domu ma za dużo czasu na "myślenie" i czasami przychodzą jej do głowy takie pomysły, że aż strach słuchać. Czasami pojawia się też jakiś smutek związany z nic nie robieniem. Z aspektów ekonomicznych trzeba brać jeszcze pod uwagę sytuację na rynku pracy. Dzisiaj mąż ma pracę, jutro może jej nie mieć i wtedy rodzina nie ma już żadnych dochodów. Gdy oboje pracują to w sytuacji gdy jedno traci pracę ich dochody tylko się zmniejszają, ale coś tam jeszcze mają. No i jest jeszcze kwestia uzależnienia. Nie pracująca nie ma własnych pieniędzy i jest skazana na łaskę swojego męża. Jak ten się wkurzy to przestanie dawać i nie będzie za co pójść kupić trzysetnej pary butów czy setnej torebki. Nie wiem jak kobiety, ale ja nie czuł bym się dobrze będąc utrzymankiem. Może wy macie inaczej i wam to nie przeszkadza, ale ja osobiście nie chciałbym tak żyć, Odpowiedz Link
elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 28.10.11, 08:46 tonik777 napisał: > Wad jest wiele. > Żona cały dzień siedząca w domu ma za dużo czasu na "myślenie" i czasami przych > odzą jej do głowy takie pomysły, że aż strach słuchać. > Czasami pojawia się też jakiś smutek związany z nic nie robieniem. > Z aspektów ekonomicznych trzeba brać jeszcze pod uwagę sytuację na rynku pracy. > Dzisiaj mąż ma pracę, jutro może jej nie mieć i wtedy rodzina nie ma już żadny > ch dochodów. Gdy oboje pracują to w sytuacji gdy jedno traci pracę ich dochody > tylko się zmniejszają, ale coś tam jeszcze mają. > No i jest jeszcze kwestia uzależnienia. Nie pracująca nie ma własnych pieniędzy > i jest skazana na łaskę swojego męża. Jak ten się wkurzy to przestanie dawać i > nie będzie za co pójść kupić trzysetnej pary butów czy setnej torebki. > Nie wiem jak kobiety, ale ja nie czuł bym się dobrze będąc utrzymankiem. Może w > y macie inaczej i wam to nie przeszkadza, ale ja osobiście nie chciałbym tak ży > ć, Każdy żyje jak chce i każdy patrzy na świat inaczej. Odpowiedz Link
derduch.antykatolik Banda zakompleksionych i brzydkich bab tu pisze 26.10.11, 08:28 Zobaczyłem ten temat na gazeta.pl i nie zdziwiłem się temu co przeczytałem. Typowa "Polskość" przez wiekszość przemawia. Mój przypadek: Zona nie pracuje od zawsze bo jej się nie chce, nie ma na to czasu, nie jest to nam do niczego potrzebne. Oczywiście jakby chciała to spoko, Jej wola. Tylko kiedy? Wstaje koło ósmej, je śniadanie, szykuje się, ubiera, potem zależnie od dnia albo rano jedzie na siłownię z sauną i solarium albo też zakupy bo akurat na fitness chodzi po południu czy pod wieczór. Czyli: wstaje, ogarnie się, siłownia i już jest 14, drobne zakupy, to kiedy niby ma pracowac? A kiedy czas na koleżanki, wyjście do knajpy, jakieś zakupy dla siebie? Wyjście z koleżankami do klubu czy na disco. A jeszcze przecież mamy córkę, nastolatkę już ale wiadomo że też wymaga sporo uwagi. Pieniądze, pewnie to jest dla korporacyjnych paskud problemem wielkim. U nas nie ma tego tematu. Ja zarabiam, przywożę kasę do domu i albo rzucam do schowka albo pytam "Kochanie potrzebujesz kaski czy sobie brałaś?" Bo na cholerę mam chowac żeby zaraz musiała wyjmowac? Karty kredytowe mamy wspólne, podobnie jak konta, lokaty z upoważnieniami, nikt nikomu niczego nie wylicza, po prostu sie bierze kasę i tyle. Wstydziłbym się zapytac ile i na co wydała, skoro wydała znaczy takie miała potrzeby i koniec. Bardzo mi się podoba powiedzonko "chciałeś Panią to rób na nią". Jestem dumny z tego że moja żona nie musi pracować, a ja utrzymuję rodzinę na zdecydowanie wyższym niż średnia w cywilizowanych krajach, bo o polskim skansenie nie ma co pisac. Intercyza? Ta, bardzo potrzebna, jak rybie ręcznik. Jeśli się kogoś kocha to nie myśli o takich rzeczach. Ile ze sobą jesteśmy? Dłuuugo przed ślubem i 16 lat po ślubie, a kocham Ją tak jak pierwszego dnia. Zalet jest więcej, choćby to że latamy sobie na wakacje tyle razy w roku ile nam sie chce, nie musi przejmowac się urlopem czy innymi pierdołami. Moja zona jest przesliczną i mądrą kobietą, w 100% dowartościowaną, która robi to co chce. I to jest prawdziwa wolnośc. Odpowiedz Link
mazel_tov Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 09:07 Heloł, czasy utrzymanek mamy już dawno za sobą. Ja wiem, że można żyć wspomnieniami z lat młodości naszych babek, kiedy żona na utrzymaniu męża świadczyła o zamożności rodziny, ale to co mamy dzisiaj, to jest inna rzeczywistość. Baba siedząca w domu jest postrzegana trochę jak leń, na dodatek średnio rozgarnięty. I wcale nie ładnie utrzymany, tylko jakiś taki... Ferdek Kiepski, tyle, że z cyckami. Odpowiedz Link
ciuciumorales Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 09:34 Ale Ci te nowe czasy wode z mozgu zrobily. Faktycznie wklepywnie danych z exela jest wyjatkowo inspirujace i rozwijajace. Odpowiedz Link
elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 28.10.11, 08:54 Panie mazel_tov chyba jest pan samotny i bez potomstwa, albo po rozwodzie i żyjący też samotnie ------------- Odpowiedz Link
ciuciumorales Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 09:32 Mam wrazenie, ze albo wszystkie NIEZALEZNE finansowo Panie na tym forum albo zarabiaja min 10000 albo tylko im sie zdaje, ze sa niezalezne. Tytulem wstepu, to ze ja zarabiam na utrzymanie rodziny a moja zona nie otrzymuje co miesiac przelewu, pracujac ciezko w domu, nie oznacza, ze ja jestem niezalezny finansowo!!! Skonczcie z ta demagogia. Kazde wydatki musze i chce omawiac z zona bo budzet domowy jest wspolny! W razie rozwodu to ja bede tolnie finansowo w d... Bo jak sad mi dowali na niepracujaca zone i dwojke malolatow to z moich przykladowo 10000 zl zostawi mi do dysp. 3000 zl. Na wypadek smierci mozna zone rowniez zabezbieczyc. Polisa na 150 tys € kosztuje 120€ rocznie. Mozna? I znow to ja ryzykuje, ze mnie zonka podtruje jak jej sie znudze i bedzie chciala byc niezalezna finansowo. Wiec prosze, mozna argumentowac w kazdy sposob ale nie ta niezaleznoscia finansowa. Jezeli przyjmiemy ze oboje zarabia ponad srednia krajowa powidzmy 2x 4000 zl a maja kosztow stalych 3500 tys zl, to w razie rozpadu zwiazku i gdy malzonek wyjedzie z mloda doopa do klasztoru buddyjskiego zonkla zostaje z 500 zl niezaleznosci finansowej. Super. Cala dyskusja jest bez sensu. Jedyna opcja jest danie mozliwosci wyboru. Jesli kobieta chce pracowac poza domem to prosze bardzo, ale prosze mi tu nie mowic, ze w ten sposob sobie zapewnia niezaleznosc. No lae zapomnialem, ze tu nie ma zwyklych pracownic tylko same PR managers i Dyrektorki Generalne, prawniczki i lekarki. Pozdrawiam i zycze szczerze dalszego zycia w uludzie niezaleznosci. Odpowiedz Link
bifka Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 12:14 po pierwsze primo: alimenty w Polsce przyznaje się z zdecydowanie skromniejszej wysokości niż 10000 zł, no chyba, że dochód małżonka zobowiązanego do alimentacji jest 40000 PLN, bo obowiązuje zasada adekwatności świadczenia do możliwości zobowiązanego i faktycznych kosztów utrzymania. po drugie primo: lepsze własne 500 PLN wpływające na konto, za które można wyżywić siebie i dziecko, niż hipotetyczne alimenty, które trzeba ściągnąć np. przez komornika, bo to że sąd jakieś alimenty przysądzi nie oznacza jeszcze, że masz je od razu do dyspozycji. unikających płacenia alimentów mężów jest w Polsce chyba więcej niż płacących regularnie, ściąganie trwa latami, a jeść trzeba co dzień. i po trzecie primo: to fajnie że ty akurat wszystko z żoną ustalasz wydatki, ale wielu panów tego nie robi wydzielając pieniążki na wydatki i zachowując pełną kontrolę nad swoją wypłatą, poza tym nie wierzę, aby twoja żona będąc na twoim utrzymaniu mogła spełniać swoje kaprysy i zachcianki, jak ot tak kupiła sobie futro z norek, bo jej się spodobało a akurat miała tyle kasy ... sądzę, że czekałaby ją awantura męża, że trwoni pieniądze, które on ciężką krwawicą ... itp. a kobieta pracująca może sobie kupić, bo poza rachunkami i bieżącym życiem nic ją nie ogranicza, ma to wydaje i już. Odpowiedz Link
derduch.antykatolik Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 12:27 bifka napisała: >nie wierzę, aby twoja żona będąc na twoim > utrzymaniu mogła spełniać swoje kaprysy i zachcianki, jak ot tak kupiła sobie > futro z norek, bo jej się spodobało a akurat miała tyle kasy ... sądzę, że czek > ałaby ją awantura męża, że trwoni pieniądze, które on ciężką krwawicą Od trzech lat dosłownie błagam ją żeby sobie kupiła nowe futro, niestety nie jest zainteresowana, na szpilki Laboutina dała się namówić w NY, bo twierdziła że ceny w komunistycznej UE są idiotyczne i złodziejskie. > a kobieta pracująca może sobie kupić, bo poza rachunkami i bieżącym życiem nic > ją nie ogranicza, ma to wydaje i już. Jaaasne, ma pełen luz finansowy, Każda. ROTFL Odpowiedz Link
bifka Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 12:51 Od trzech lat dosłownie błagam ją żeby sobie kupiła nowe futro, niestety nie je > st zainteresowana, na szpilki Laboutina dała się namówić w NY, bo twierdziła że > ceny w komunistycznej UE są idiotyczne i złodziejskie. naturalnie - zazdrościmy twojej żonie zagryzając ze złości palce, że nie jesteśmy na jej miejscu, ale nie rozciągaj swojego przykładu na ogół, ok? bo niestety z doświadczeń wielu kobiet wynika coś dokładnie przeciwnego ... a kobieta pracująca może sobie kupić, bo poza rachunkami i bieżącym życie > m nic ją nie ogranicza, ma to wydaje i już. > Jaaasne, ma pełen luz finansowy, Każda. ROTFL nie każda i nawet rzadko która, ale rzadko która trafia też na takiego męża jak ty, czyż nie? poza tym nawet jeżeli wolność finansowa dotyczy 100 zł i radosnej decyzji czy wydać je na szminkę czy kino, to i tak jest więcej niż ma twoja żona, która tylko dzięki twojej uprzejmości ma Louboutiny (wątpię czy rzeczywiście ma, skoro nawet nie wiesz jak się pisze nazwisko tego sławnego projektanta butów, bynajmniej nie z NY Odpowiedz Link
alfalfa Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 13:35 bifka napisała: ale nie rozciągaj swojego przykładu na ogół, ok? bo niestety > z doświadczeń wielu kobiet wynika coś dokładnie przeciwnego ... I w związku z tym ... rozciągają swój przykład na ogół np. "jak skończy 40lat to pan znajdzie młodszą" itd. itp. Co ciekawe tylko zdaje się jedna pani zauważyła, że pani może się znudzić panem zarabiającym i puścić się z "listonoszem", hahaha, zamontuję monitoring w domu! A. Odpowiedz Link
heksa_2 Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 13:45 To może lepiej gps do obcasa, bo może się zapomnieć z jakimś tatusiem odprowadzając dziecko do szkoły, albo z sąsiadem wynosząc śmieci do zsypu lub wychodząc z pieskiem na spacer. Naprawdę możliwości jest dużo. Monitoring w domu nie wystarczy. I założenie podsłuchu w telefonie tez nie wystarczy, bo panie bardzo często mają do kontaktów z kochankiem odrębny aparat. Odpowiedz Link
alfalfa Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 14:04 I gołębie, zawsze można jeszcze gołębiem. Nic to - wiatrówkę kupię. A. Odpowiedz Link
bifka w sumie racja ;) 26.10.11, 14:28 więcej - liczba samców porzucających swoje kobiety po ukończeniu przez nie 40 - lat jest ciągle chyba mniejsza niż niż tych, którzy jednak z nimi zostają, sama mam egzemplarz, o którym myślę że zostanie ale wiesz - przezorny zawsze ubezpieczony! no i ten odsetek "porzucających" facetów jakoś dziwnie koncentruje się właśnie na tych, którzy mają luksusowe - żony trofea, nie sądzisz? Odpowiedz Link
alfalfa Re: w sumie racja ;) 26.10.11, 14:42 > żony trofea, nie sądzisz? Pewnie coś w tym jest. Nie przestaję się dziwić jak bardzo pokręconone mogą być układy męsko-damskie. Potem są niestety efekty. A. Odpowiedz Link
ciuciumorales Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 15:26 >a kobieta pracująca może sobie kupić, bo poza rachunkami i bieżącym życiem nic > ją nie ogranicza, ma to wydaje i już. O czym ty piszesz? Ale okej idac twoim tokiem rozumowania. Ja zarabiam przykladowo 4000, zona 2000, Wydatki wspolne= 4000. I teraz w twoim stylu zarzadzania budzetem domowym zrzucamy sie wspolnie na te 4000 tysiace. Ja daje 2000 zona 2000 i reszta ktora kazdemu pozostanie mozemy sobie rozporzadzac. Super uklad. Czyli mojej zonie zostanie ZERO zl na niezaleznosc i futro z norek a ja moge sobie pozostale 2000 zl przeznaczyc na co tylko zechce. Tak to sobie wyobrazasz? Ile dajesz szczesliwego pozycia na TWOICH warumkach? Odpowiedz Link
affera123 A ja uważam, że takie baby to pasożyty 26.10.11, 10:00 Dlaczego? A dlatego, że nie czują obciachu w byciu na utrzymaniu innej osoby. A to jest obciach, szczególnie w dzisiejszych czasach. Co innego, jeśli kobieta pozostaje w domu, bo ma małe dzieci wymagające opieki, a wysłanie ich do żłobka, przedszkola czy zatrudnienie niani nijak się nie opłaca, jeśli porówna się ewentualne zarobki matki z kosztami niani czy czesnego za żłobek albo przedszkole. Nie mam też pretensji do matek dzieci obłożnie chorych, niepełnosprawnych, czy tak wrażliwych, że wysłanie ich do placówek typu żłobek, przedszkole wywołuje tak duży stres, że większe są problemy niż pozytywny aspekt uspołeczniania dziecka od najmłodszych lat. Nie mogę jednak pojąć zachowania kobiet, które nie mają dzieci i po prostu siedzą na tyłku w domu wydając pieniądze męża, bo akurat dobrze się powodzi. A co będzie, jeśli nagle mężowi powinie się noga i jedyne źródełko dochodu w postaci pracującego faceta wyschnie? Co będzie, jeśli mąż nagle zachoruje albo nie daj Boże, umrze, w wyniku wypadku, choroby właśnie lub zostanie trwale okaleczony i przyjdzie żyć tylko z głodowej renty? Jakie szanse na znalezienie godziwej pracy po kilku-, kilkunastu latach słodkiego nieróbstwa ma taka kobieta? Jaką odpowiedzialność, poza dbaniem o wygląd, żołądek męża i wystrój mieszkania bierze na siebie niepracująca baba? Mam takie dwie w rodzinie. Jedna, to moja macocha. Najpierw nie pracowała, bo miała małe dziecko nr 1. Potem urodziło się dziecko nr 2. Potem musiała się troszczyć o tę dwójkę, bo przedszkole jakoby było toksyczne. Szkoła była niesprawiedliwa i stresująca, a potem było liceum, też stresujące, więc mamusia ciągle siedziała w domu. Teraz córka ma własne dziecko i powtarza schemat mamusi, a synek zapisał się na kolejne stresujące studia, ale że mąż zaczął mieć problemy z pracą, małżonka poszukała kolejnego powodu, żeby przypadkiem nie rozejrzeć się za jakimś zajęciem, na którego znalezienie i tak ma małe szanse, gdyż nie pracuje już ćwierć wieku. Otóż, nowy hit z serii "powody do niepodejmowania pracy" to rzekomo chore serce , wprawdzie diagnoza nie została potwierdzona przez lekarzy, ale symulantka radzi sobie świetnie. Możnaby na to machnąć ręką, gdyby nie coś, co wywołało u mnie napad szału. Otóż, w momencie, kiedy ojciec zaczął mieć problemy w pracy, to leniwe krówsko, zamiast go wspierać, zaczęło mu robić wymówki. "Co my zrobimy? Z torbami pójdziemy? Wylądujemy na ulicy? Za słabo się starasz" itp. klimaty. Możnaby pomyśleć, że gdyby taka żona była młodsza, to by sobie innego faceta poszukała. Wiele kobiet to pijawki, które idą za zapachem forsy. A najgorsze jest to, że wielu facetów takie panie uwielbia, bo myśli, że w nie inwestuje. Lecz gdy dochodzi do sytuacji skrajnej, dziunia pakuje manatki i tyle ją widzieli. Znam sytuację, gdzie kobieta wzięła rozwód z facetem, kiedy przestało mu iść w biznesie i jeszcze mu przywaliła alimenty na siebie i dziecko, a w konsekwencji przesłała "uszanowania" za pośrednictwem komornika. Mamy równouprawnienie, kobiety studiują, zdobywają wysokie kwalifikacje, jest kryzys, więc, moim zdaniem, pozostawanie na utrzymaniu męża z własnego wyboru to przejaw egoizmu i krótkowzroczności. Bo zapomniałam dodać, że facetom też potrafi się odwidzieć po latach małżeństwa i wymieniają żonę na nowszy model i wtedy kobieta budzi się z ręką w nocniku - bez pracy i z głodowymi alimentami. Odpowiedz Link
stara_dominikowa Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 10:29 W pokoleniu moich rodziców, w ich środowisku lub sąsiedztwie, funkcjonowało kilka par prezentujących tzw. tradycyjny model rodziny. W każdym przypadku, w KAŻDYM, skończyło się niewesoło. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy po prostu zwykła prawidłowość. Para nr 1: Mężczyzna rozchorował się w wieku 50 lat, za chwilę będzie biednym rencistą, żona nie ma praw do emerytury - w perspektywie bieda. Para nr 2, 3 i 4: Zmieniły się czasy i dobrze płatne zajęcie mężczyzny stało się niepotrzebne, żona nie ma praw do emerytury, żyją z jego niskiej pensji, ewentualnie z jej dorywczych prac typu sprzątanie. Para nr 5: On ją rzucił i założył nową rodzinę. Zrobił jednak coś, czego się nie spotyka, mianowicie zostawił jej dom, który utrzymuje dorosła córka. Kobiety powinny mieć na uwadze to, że mężczyźni żyją krócej, zdarza im się również porzucać żony. Wystarczy spojrzeć na statystyki. Są bezlitosne. Młodość i uroda szybko przeminą, dzieci odejdą z domu. Mężczyzna koło 50, o ile zdrowie mu dopisuje i konto jest imponujące - może założyć rodzinę z dużo młodszą kobietą. Kobieta koło 50, bez pracy, jest tylko odpadem na śmietniku ewolucji. Odpowiedz Link
zielony.raj Nie mogę uwieżyć, że XXi wieku sa jeszcze takie 26.10.11, 10:55 kobiety - bez ambicji i godności. Same sobie jesteście winne przemocy - skoro same siebie nie traktujecie jak ludzi tylko jak su.ki na zawołanie. Odpowiedz Link
elajulia Re: Nie mogę uwieżyć, że XXi wieku sa jeszcze tak 26.10.11, 22:41 Nawet nie zacytuje, ale ty chyba nienormalny jesteś. Twoja matka to chyba musiała cię porzucić, że masz takie zdanie o kobietach. Odpowiedz Link
xxl007 Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 11:31 To nie chodzi o pieniądze, tylko o higienę umysłu znam przypadki kobiet oderwanych całkowicie od rzeczywistości tylko dlatego że ich jedynym zadaniem było "pięknienie w domu", ciężko z taką żoną rozmawiać ciężko się zrozumieć, nie rozumiem tego gdy ktoś zostaje w domu. Praca to nie tylko pieniądze to znacznie więcej ale nie wiem czy Ty to rozumiesz.... Odpowiedz Link
qwertysia widać, że niektórzy są tutaj bardzo sfrustrowani 26.10.11, 16:31 dlaczego kobieta w domu ma być pasożytem albo kimś gorszym? co to za związek, jeśli facet zarabia to kobieta 'nie może mu fiknąc', mieć własnego zdania czy gospodarować pieniędzmi? dla mnie żaden i jeśli partner ma takie cechy to w większośći przypadków widać je raczej jeszcze przed ślubem, nie? dla mnie chore jest myślenie, że KOBIETA musi pracować, a najlepiej brać udział w wyścigu szczurów i jeszcze lepiej - ścigać się, rywalizować z własnym partnerem/mężem - kto więcej zarabia, bo według was ten, kto więcej zarabia MOŻE i MA PRAWO stawiać warunki. co gorsza takie rzeczy piszą kobiety, które deklarują się jako wyzwolone - współczuję Waszym przyszłym/obecnym mężom... sama wolę jednak pracować, nie tylko po to, żeby zarabiać, ale też rozwijać się. co nie znaczy, że jak wychodzę z pracy to już rozwijać się nie mogę. w domu mogę mieć swoje hobby, zajmować się swoimi pasjami lub po prostu relaksować się i korzystać z życia - to nikogo chyba nie czyni złym człowiekiem. mam nadzieję, że w życiu będę dalej robić to co lubię, do pracy chodzić z przyjemnością, a nie pod presją - MUSZE ZAROBIĆ PIENIĄDZE. oczywiście - jeśli pojawią się dzieci - to mam zamiar skorzystać z urlopu macierzyńskiego i zająć się moimi najbliższymi, a nie pracą(bo ona nie jest najważniejsza dla mnie w życiu). i nie będę miała z tego powodu wyrzutów sumienia - czemu panuje powszechne przekonanie, że tylko praca i wysokie stanowiska dają szczęście? poza tym - w większości domów - kobieta pracuje na dwa etaty - najpierw praca zarobkowa, później ta w domu, a mąż leży na kanapie. w takim przypadku - kurde, jeśli są środki, a obu osobom to pasuje to czemu kobieta ma nie pracować tylko w domu i mieć również czas na relaks, dla siebie? to dla mnie niepojęte. jestem w stanie zrozumieć, jeśli kobiety wypowiadają się na ten temat - ok, ale faceci - jak wam się nie podoba taki układ to znajdzie sobie partnerkę, która będzie zajęta swoją karierą i jej rozwijaniem i - spoko. ale po co krytykujecie innych? ja mam w swoim otoczeniu kilka przykładów ludzi, którzy mają gdzieś pracę i żyją sobie całkiem nieźle. znam nawet małżeństwo, gdzie ona pracuje - w urzędzie miasta - zarabia pieniądze, stać ich na wiele rzeczy, maż jest elektrykiem z zawodu, ale w sumie zajmuje się domem - gotuje sobie, bo lubi, mają wielki dom pod Warszawą i są super ludzmi. to rodzice mojej koleżanki z liceum - nigdy jej niczego nie brakowało, wakacje, korepetycje, zajęcia dodatkowe i świetni rodzice. nikt nie ma do siebie pretensji, każdy robi to, co lubi i jest ok. moi sąsiedzi z naprzeciwka, żona od rana do wieczora w pracy, a on co drugi dzień w domu - dba o ogród, tnie sobie drewno na zimę, ciągle cośtam remonuje - mają własną firmę i nie wydają się jacyś strasznie nieszczęśliwi. mam też znajomych rodziców, którzy mają dwa biura nieruchomości, w domu mają gosposie, dla zajawki prowadzą sobie jakąś małą galerię z pierdołami do domu, a na codzień korzystają sobie z życia, rozwijają swoje pasje i nikt nie ma do nikogo pretensji. widocznie można. z innej beczki - bo to zupelnie inne czasy, ale moja babcia odkad urodzilo sie dziecko nie pracowala, w sumie chciala, ale dziadek wolal, zeby zajmowala sie domem. pod koniec miesiaca dostawala od niego cala kase i sie gospodarowala. nigdy sie nie klocili - a przynajmniej ani moja mama ani jej rodzenstwo nigdy nic nie zauwazylo. moim zdaniem, jeśli kobieta może nie pracować, a mąż ją jest w stanie utrzymać na jakimstam poziomie, kochają się, są szczęśliwi - to po co ich oceniać? może wam za kilka lat ktos powie, że źle, że nikogo w domu nie było, może dzieciaki zaczną sprawiać problemy, bo pracowaliście, wracaliście zmęczeni i nie mieliście dla nich czasu. podstawa zwiazku, małżeństwa - jest miłość, no i moim zdaniem odpowiedzialnośc, zrozumienie. nie wyobrazam sobie sytuacji, w której nagle zmieniamy zasady umawiamy się z prtnerem - dobra zakladamy rodzine, ja rodze dzieci, a Ty na nas zarabiasz, a po 5 czy 10 latach zaczęłoby mi się nudzić w domu, chciaabym wrocic do pracy i mial by cos przeciwko - to co to za partner? tak samo, jak takki, który wypomina swojej żonie, że nie pracuje(przy okazji nie pomagając jej w jej obowiązkach domowych)? rzeczywiście - dziwię sie ludziom, których na życie nie stać, a babeczka siedzi w domu, ale ich nie oceniam. bo to nie moja sprawa, skoro tak woli. ale jeśli ktos finansowo daje rade, jest w stanie utrzymac dwie dorosle osoby + dzieci bez wyrzeczeń - to rzeczywiscie po co maja oboje pracować? żeby mieć więcej pieniędzy na koncie? a nie lepiej mieć po prostu święty spokój, zajmować się swoją rodziną i ewentualnie realizowac się na innych polach niż praca zawodowa?? czy taki ktoś musi być koniecznie gorszy? poza tym - co to znaczy, że jak kobieta zrezygnuje z pracy to nagle nie będą miec o czym rozmawiać? jak laska jest głupia to będzie głupia nawet jak pójdzie do pracy, a jeśli rozmowy w związku są tylko na temat 'co sie dzisiaj zdarzylo w pracy?' to ja wspolczuje takim ludziom. Odpowiedz Link
krining Re: widać, że niektórzy są tutaj bardzo sfrustrow 26.10.11, 16:57 >może wam za kilka lat ktos powie, że źle, że nikogo w domu nie było, może dzieciaki zaczną sprawiać problemy, bo pracowaliście, wracaliście zmęczeni i nie mieliście dla nich czasu. Witam, Pod warunkiem, że w tym szczurzym wyścigu był czas na dzieci, bo z tego co widzę, dzieci (macierzyństwo) to przecież "przeszkoda" w karierze... Ciekawe, czy wtedy, jak już będzie za późno na macierzyństwo, jakieś pieniądze, kariera czy stanowisko pomogą coś w tej sprawie... Odpowiedz Link
qardonia ciekawa dyskusja 26.10.11, 18:01 moi drodzy, ja 12 lat byłam taką właśnie "luksusową żoną" i przestrzegam wszystkie szanowne koleżanki przed fundowanie sobie takiego losu! przede wszystkim: strasznie odmóżdżające, kobieta, która zajmuje się tylko porządkami w domu, gotowaniem, hodowaniem dzieci strasznie szybko głupieje i brak jej motywacji do rozwoju, czyta, ogląda to co łatwe i przyjemne, plotkuje z psiapsiółami, robi tipsy i buszuje po sklepach, ale to strasznie dołujące dla kobiety po studiach, z ambicjami, szansami rozwoju ... a wokól męża różne ambitne laski, które na dodatek daje ci za przykład: ta świetnie wygląda, tamta robi karierę, ta dostała awans, a tamta zabalował na imprezie integracyjne ... a ty słuchasz i się zastanawiasz, czy aby z którąś z nich nie sypia ... poza tym: 1. uzależnienie od męża - niby konto wspólne, niby uzgadnianie wydatków, ale jak nagle wpływa na te konto połowa tego co przedtem a mąż mówi, że "przecież i tak wystarczy na dom", to co możesz zrobić? nic i zwróć uwagę, że na dom ma wystarczyć, a na ciebie już nie musi ... 2. wymawianie przy każdej sprzeczce: ja haruję na was, a ty się byczysz ... siedzisz sobie w domu, gówno wiesz o świecie, więc nie podskakuj ... ja zarabiam - ja ustalam warunki i tej kiecki nie kupisz, a dziecko pójdzie do tej szkoły, która ja opłacę ... na wszystko w tym domu zarobiłem ja, ty możesz co najwyżej kolor zasłon wybrać ... itp, itd. 3. skupianie się na dzieciach i wyolbrzymianie ich potrzeb i problemów - myślałam, ze dzieci umrą jak pójdę do pracy, będą głodne, niedopilnowane i przestaną się uczyć - nic bardziej błędnego! niepracujące matki pozbawiają dzieci samodzielności, wmawiają choroby, tuczą i przekarmiają, nadmiernie kontrolują i w efekcie wychowują wychuchane mamisynki! dla dzieci lepiej mieć matkę, która ma swoje życie poza nimi, której czas trzeba szanować, którą można się pochwalić przed kolegami, bo - uwaga! dzieci się wstydzą niepracujących matek, bo takie uchodzą za życiowe niedojdy i się nimi pogardza, szkoła też nie uczy szacunku do takich matek, raczej pyta: gdzie pracuje twoja matka? w domu, aaa, no tak, nie masz właściwych wzorców partnerstwa w domu! reasumując: jak poszłam do pracy moje życie zmieniło się na lepsze i żałuję że tyle lat tkwiłam w domu! praca bez względu na zarobki powoduje, że człowiek jest inaczej traktowany, jego czas jest ważny, ma prawo być zmęczony, ma prawo mieć zły humor, może mieć swoje własne wydatki do których nic nikomu, nie musi się ze wszystkiego tłumaczyć, trzeba o niego bardziej zabiegać, bo taka niepracująca żona to przecież jest i będzie, nie odejdzie, więc po co się dla niej starać? nie dajcie się w to wpędzić! Odpowiedz Link
elajulia Re: ciekawa dyskusja 26.10.11, 23:01 Jeżeli punkt 1 i 2 jest z twojego życia to ci współczuje. Mimo tego, że nie mam etatu i zamierzam "po części" zajmować się domem i dzieckiem, to to nie oznacza, że nie mam swojego życia. Miałam je przed ślubem i będę mieć dalej. Nie zamierzam 100% mojego czasu poświęcać na potrzeby najbliższych - może jestem egoistką, ale mimo, że od jakiegoś czasu nie pracuje, to i tak mam swoje pasje, hobby i znajomych i nie zamierzam nic w tym zmieniać. Mój mąż o tym wie i już teraz mimo tego, że ja nie pracuje, a on tak też przygotowuje od czasu do czasu posiłki dla nas i też sprząta. Dobra rada dla wszystkich. Zanim zechcemy z kimś być na stałe należy partnera przetestować, pomieszkać trochę razem zanim się zwiążecie na stałe i zaczniecie mieć większe zobowiązania np hipoteka czy dzieci. Żeby na końcu się nie okazało, że nasz partner do zwyczajny DUPEK. Odpowiedz Link
tangerka Re: ciekawa dyskusja 27.10.11, 07:17 "Dobra rada dla wszystkich. Zanim zechcemy z kimś być na stałe należy partnera przetestować, pomieszkać trochę razem zanim się zwiążecie na stałe i zaczniecie mieć większe zobowiązania np hipoteka czy dzieci. Żeby na końcu się nie okazało, że nasz partner do zwyczajny DUPEK" Dobra rada o tyle bzdurna, że ludzie się niestety zmieniają z czasem i pod wpływem okoliczności i narzeczony, który na początku związku nosił na rękach za 10 lat zmienia się zgryźliwego despotę! Na tym właśnie polega problem, że kontrakt na zostanie żony w domu zawiera się wtedy, gdy w związku jest cud - miód i motyle w brzuchu, a potem następuje tzw. samo życie i cudowny chłopak, za którego wyszłyśmy za mąż, zmienia się się domowego tyrana wypominającego każdą złotówkę (mąż pewnie twierdzi że żona zmieniła się we wredne babsko i też pewnie ma swoje racje ...) Miałam wśród znajomych kilka takich par i w żadnej model "udomowionej żony" się nie sprawdził, przede wszystkim dlatego, że dla męża żona w domu służy do pozbycia się na jej rzecz wszelkich upierdliwych życiowych spraw typu porządki, dzieci, urzędy, zakupy i wkrótce taka żona nie ma już czasu, siły i ochoty na hobby, pasje i rozrywki, tylko uwija się wśród domowników, z których każdy ma do niej jakieś roszczenia, bo przecież ona nie pracuje więc ma czas, niech się zajmie, zorganizuje, załatwi, co ty masz do roboty i podobne teksty ... I mówili to mężowie, którzy kiedyś zapewniali, że żona będzie leżeć i pachnieć, ale sami nie wiedzieli co mówili ... W efekcie wszystkie znane mi żony domowe poszły do pracy i mówiły to samo, co Gardonia: że wreszcie przestały być darmozjadem i domową niewolnicą a zaczęły być osobą, której czas i uczucia trzeba szanować. Oczywiście, wszystko zależy od ludzi i być może zdarzają się i tacy mężowie jak Osmiol, ale niestety jest on chyba w zdecydowanej mniejszości. I tak naprawdę żadna z nas na początku związku nie wie w co wyewoluuje jej małżonek: w czułego faceta doceniającego co robi dla rodziny niepracująca żona czy też w aroganta i tyrana poniewierającego "domową" kobietą ... Odpowiedz Link
dorata351 Re: ciekawa dyskusja 27.10.11, 07:46 Święta racja. Życie mnie nauczyło, ze nic nie jest na zawsze. Pracowałam będąc mężatką, chociaż nie musiałam. Dzisiaj wiem, że to było najlepsze rozwiązanie, radzę sobie i nie oczekuję pomocy od exa. A jaka to satysfakcja kiedy mając prawo do alimentów od niego mogę zapytac,: jesli masz problemy, to ja chetnie pożyczę. Zobaczyć jego minę bezcenne. Odpowiedz Link
pyzz Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 17:26 > Wyjaśnijcie mi dla > czego taka kobieta jest Waszym zdaniem pasożytem? Za wikipedią: "Pasożytnictwo, parazytyzm – forma antagonistycznego współżycia dwóch organizmów, z których jeden czerpie korzyści ze współżycia, a drugi ponosi szkody. Termin ten stosowany jest w biologii – w odniesieniu do dwóch organizmów różnych gatunków – oraz w socjologii, gdzie pasożytnictwem nazywany jest próżniaczy tryb życia osoby zdolnej do pracy." Po prostu pasuje jak ulał. > Jedyny minus, który obecnie przychodzi mi do głowy, to ekonomiczna zależność od > innej osoby na wypadek gdyby się to w przyszłości miało ewentualnie zmienić. Acha. Tylko, że jeżeli z jakiegoś powodu temu mężowi odechce się być "żywicielem", to żona może wysuwać skuteczne roszczenia. To sytuacja podobna do tej, w której żebrak miałby prawo do alimentów od obcego człowieka tylko z tego tytułu, że ten mu kiedyś wrzucał do czapki pieniądze pod kościołem. Odpowiedz Link
elajulia Re: żona pasożyt - dlaczego? 26.10.11, 23:05 > Acha. Tylko, że jeżeli z jakiegoś powodu temu mężowi odechce się być "żywiciele > m", to żona może wysuwać skuteczne roszczenia. To sytuacja podobna do tej, w kt > órej żebrak miałby prawo do alimentów od obcego człowieka tylko z tego tytułu, > że ten mu kiedyś wrzucał do czapki pieniądze pod kościołem. Nie do końca podobna, bo ten mężczyzna nie ponosi samych szkód, a żebrak z przypadkowym człowiekiem nie umawia się, że mu wychowa dzieci będzie dbał o dom i że będą razem do końca życia -- Odpowiedz Link
pyzz Re: żona pasożyt - dlaczego? 09.11.11, 18:54 elajulia napisała: > ... a żebrak z przy > padkowym człowiekiem nie umawia się, że mu wychowa dzieci będzie dbał o dom i ż > e będą razem do końca życia Żona nie umawia się z mężem, że będzie dbała o dom i że MU wychowa dzieci. Ona zazwyczaj SOBIE wychowuje dzieci na JEGO koszt. A dom prowadzą wspólnie. Odpowiedz Link
kara_mia do osmiola: refleksje 26.10.11, 18:39 W sumie się z Panem zgadzam. I chciałabym dodać, że dla mnie jedynym "przeciw" takiemu życiu jest słowo: dywersyfikacja. jeżeli całe finansowe dochody rodziny są w jednym ręku : Pana jeżeli całość potrzeb zony finansowych i emocjonalnych ( w partnerstwie ) zaspokaja jedna i ta sama osoba: Pan, jeżeli jedna osoba jest odpowiedzialna za "obsługę" i organizowanie życia domowego: Pana żona to z punktu widzenia biznesowego, jest to o wile bardziej ryzykowne niż w przypadku, gdy te wszystkie zależności są dzielone między dwa "ośrodki" - tzn Pana i Pana żonę. Nie koniecznie po równo - ale w ogóle. I kwestia zdrady, wymiany modelu na inny (biznesowy) lub czulszy i piękniejszy ( młody czyściciel basenów.. ) jest na samym końcu listy moich obaw. Wystarczy, że ktoś zachoruje i jego obowiązki nie mogą być w miarę gładko przejęte przez drugą osobę - bo ona po prostu o nich nie ma zielonego pojęcia. I dla tego z powodu m.in mojej ostrożności dokonaliśmy z mężem innego wyboru i pracujemy razem utrzymując gosposię. Odpowiedz Link
osmiol i tu pomału wychodzą róznice - naturalne zresztą 26.10.11, 19:51 Otóż jedną z istotnych róznic między męskością a kobiecością jest stosunek do ryzyka. Kobiecość to odpowiedzialność, przewidywanie, planowanie, konsekwencja i bezpieczeństwo.Męskość to zdolność do nagłej zmiany frontu, działania doraźne, ciągła weryfikacja planów, zmienność i chęć ryzyka. Obie postawy są potrzebne. Pierwsza zapobiega szaleństwu i wydłuża życie; druga zapewnia rozwój i szansę na poważny skok poziomu życia. Bez uzupełniania się wzajemnego albo mamy stagnację albo co rusz pojawiające się kryzysy. Mądrością rodziny jest utrzymanie obu sił w stabilnej równowadze. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: i tu pomału wychodzą róznice - naturalne zres 26.10.11, 19:53 Masz może wolnego brata bliźniaka? Odpowiedz Link
alinawk Re: i tu pomału wychodzą róznice - naturalne zres 27.10.11, 13:49 Dwóch, zmęczona, dwóch braci Odpowiedz Link
tangerka do całej dyskusji dorzucę jeszcze jedno 27.10.11, 07:47 Kwestia bezpieczeństwa finansowego. Oczywiście zaraz odezwą się panowie, którzy są tak ustawieni zawodowo, że zawsze będą prezesami albo ich firmy zawsze będą miały prosperity, ale niestety życie pokazuje, że nawet najlepsze posady się traci, że znalezienie nowych, równie atrakcyjnych finansowo jest trudne, żmudne i czasochłonne a koniunktura rynkowa i dopływ klientów czy kontraktów jest zmienny jak prognoza pogody. Znałam kilka małżeństw, które w dobie świetnej koniunktury i obfitości gotówki podejmowały decyzje o pozostaniu kobiety w domu i zaciągnięciu kredytów, aby za parę lat gorzko tego żałować, bo sytuacja finansowa zmieniła się diametralnie - żona szła sprzątać albo siedzieć na kasie aby zarobić na najbardziej podstawowy byt a komornik zajmował domy i samochody. Rzecz jasna - wszystkiego się w życiu nie przewidzi i czasem trzeba podjąć ryzyko, ale dobrze wówczas mieć polisę ubezpieczeniową, np. w postaci pracy żony. Wówczas strata pracy i upadek biznesu męża jest tylko przejściowym problemem a nie życiową katastrofą, bo jednak są wpływy finansowe pozwalające rodzinie przeżyć, natomiast w sytuacji kiedy mąż jest jedynym żywicielem rodziny wszystko (często i związek) wali się w gruzy. Dziwne więc, że tacy zapobiegliwi i życiowo zaradni ludzie jak wszyscy tu piszący nie widzą tej prostej prawdy. Odpowiedz Link
elajulia prawie wszyscy mają racje 27.10.11, 10:42 W tym wszystkim jednak chodzi o to, żeby nie potępiać innych. Każdy może wybrać, to co im odpowiada, a to jak to zaowocuje w przyszłości, to jedynie ich interes i ich konsekwencje z którymi będą musieli się zmierzyć w przyszłości. Odpowiedz Link
kobieta306 Re: żona pasożyt - dlaczego? 28.10.11, 10:19 jeśli mój wątek dobije do 200 to sobie dzis strzele drinka więc piszcie Kochani, piszcie Odpowiedz Link