the_true_story
02.11.11, 11:45
Witam,
Ponad 10 lat małżeństwa na papierze. Żyliśmy obok siebie. Rzadko razem. Raczej kroczyliśmy róznymi ścieżkami, czasem w tym samym kierunku, częściej nie. Podczas osatniego urlopu a naszego pierwszego wspólnego coś we mnie pękło. Doszłam do wniosku, że dłużej tak nie wytrzymam.
Rozstaliśmy się z wielkimi wyrzutami w moim kierunku. Oczywiście moja wina. Nigdy go nie kochałam, nie wspierałam, byłam zła, okrutna, wredna.... Przeprowadziłam na nim psychiczną kastrację. On poświęcił dla mnie wszystko a ja nie potrafiłam nic docenić. Potem chwilowy zwrot-wróc, wybaczę, nie umiem żyć bez ciebie. Kolejną falą były oskarżenia o zdrady, itd.
Aktualnie od połowy sierpnia nie mieszka ze mną. Mieliśmy sie dogadać co do pozwu i zabrania jego rzeczy, ale on nie ma czasu. Przeżywa nową młodość. Ma 16-letnią dziewczynę, stawia alkohol niepełnoletnim. Wozi się po mieście, okłamuje że ma jedynie 24 lata, firme za granicą.... roztrwonił oszczędności.
Wszystko do niego pasuje. Nie spodziewałam się innego zachowania. Z perspektywy czasu widzę, że zawsze był niestabilny emocjonalnie i psychicznie. Ale... niepojęte....
Wyjechałam na dlugi weekend. Wiedział o tym bo napisałam mu smsa, że wyjeżdżam i jak będzie chciał się spotkać to dopiero po weekendzie. Mieszkam z mamą i akurat mojej siostry dzieciak zrobił sobie u mnie weekendzik. "Jeszcze mąż" pod pozorem spotkania się z młodym wszedł do mieszkania ukradł klucze i zjawił się w środku nocy z dwoma koleżkami lat 17. Postawił im alkohol. Zrobił sobie knajpe w kuchni. Usmażyli kolacyjkę a z pokoju zrobili noclegownie. W między czasie przeszukał całe mieszkanie. Zabrał ipoda, porozrzucał książki, napluł na telewizor i ściany, pociął i porozrywał moje ubrania. Jedzenie rzucił na podłogę i w nią wdeptał. Nie wiem co jeszcze. Nie oceniłam strat. Klucze odzyskałam. Ale ani przeprosin ani wyjaśnień nie dostałam.
Mama dobiega do 70-tki, zamknęła się w pokoju i udawała że śpi. Młody jak zobaczył co się święci to uderzył wujka i położył do łóżka, rano posprzątał największy burdel i wystraszony wrócił do domu.
Co zrobić? policja? Dzielnicowy? Kurcze mało miasto i syndrom DDA mi się włączył. To mi jest wstyd

Mama jest w kiepskim zdrowiu, dobrze że serducho jej wytrzymało. Boję się powtórki i jakaś część mnie boi się że to ja będę następna. Też mnie potnie i na mnie napluje?
Nic nas nie łączy. Dzieci brak. Zobowiązań brak. Oszczędności trzymał on i też już ich brak.
Mieliśmy polubownie bez orzekania o winie. Umówić się, złożyć pozew i pozostać przyjaciółmi.