anulkalin Re: A po rozwodzie..... 25.11.11, 14:21 Okłamujecie siebie nawzajem. To nie ma ani sensu ani przyszłości. No chyba że chcecie budować waszą przyszłość na kłamstwach. Odpowiedz Link
luciva Re: A po rozwodzie..... 25.11.11, 14:28 A skąd wniosek o wzajemnym kłamstwie? W czym ja go okłamuję? W czym on mnie? Odpowiedz Link
ada828 Re: A po rozwodzie..... 03.12.11, 22:11 Twój post jest odpowiedzią na wątpliwości. Odpowiedz Link
kiszczynska Re: słuchaj intuicji i wiej 07.12.11, 23:20 Mozna to zrzucić na karb niewychowanie, przebywania tylko z rodzicami, w gronie kobiet, na brak doświadczeń z kobietą, ale nie ulega wątpliwości, że on jest już w pełni ukształtowany. To człowiek, który juz nie dorasta, a się starzeje. Podejście do dziecka, do długu za mieszkanie świadczy o takiej mentalności PRL-owskiej, ale nie tylko. Mowi o stereotypach,i infantylności, o tym, żeby uważać, byc ostrożnym, bo a nóż, ta kobieta z dzieckiem wrobi go w coś i jeszcze na tym straci. To niebezpieczne dla niego, to przecież "taki dobry chlopak", uczciwy, sumienny, pracuje, oszczędza! A to, że mu się do tej pory nie udało: kwestia szczęścia, uchował się. To wszystko pachnie wychowaniem socjalistycznym, ale w jego wieku uległoby ot zmianie, gdyby.. nie kontynuował "życia w rodzinie" i miał jakiekolwiek nawet najsmutniejsze relacje z kobietami. Do tego te straszne konserwatyzmy: studenci pala trawkę/lepiej: biorą narkotyki! Przecież tak mówi do 14 latka babcia, żeby go przed czymś ustrzec, albo-co gorsze-wytłumaczy jego nieuctwo i pocieszyć, gdy obleje maturę! Nie postrzegam go jako człowieka złego, ale niestety "nacechowany" został juz w sposób nieodwracalny i jak tylko coś w Twoim zachowaniu ukaże mu się w sposób niewłaściwy- taki jak opowiadała babcia, od razu wysunie 'swoj wniosek i pomyśli: miały racje, miały racje. Jestem dzieckiem kobiety samotnie mnie wychowującej i gdy przychodził do niej "pan" ja musiałam wyjść, bo mama "szuka sobie przyjaciela". To jest mentalność z tamtych czasów. Dziecko to wstyd, przeszkoda, ale z drugiej strony, on by bardzo chciała, dałaś mu tego skosztować i "złamałabyś" mu serce, gdybyś go zostawiła. odebrałby to jako wykorzystanie go, nie wiem tylko w jaki sposób. Babcia by powiedziała: płacił za jej taniec, za kolacje, a ona z racji tego ze sama z dzieckiem, nigdy by sobie tego nie opłaciła. Bałabym się tego czloweika i tych strasznych konsekwencji, jakie zycie z nim niesie. To ktos kompletnie niedzisiejszy, niedostosowany, nieobyty i juz niestety niereformowalny. Zachłysnął się kobietą, tym co ona sobą mu oferuje i nie chce pościć! Gdyby jego dusza umiała mówić powiedziałaby; nie odchodź jeszcze chciałabym zobaczyć jak się całuje ustami a jak nosem! Dla mnie ot ktoś niedorozwinięty emocjonalnie. Zaprzepaścił lata, kiedy czloweika rozwija się najbardziej; pierwsze miłości, pęknięte serca, paroby samobójcze, nawet rozwód ! To jest cos co opancerza, ale przede wszystkim uczy. Odpowiedz Link
kiszczynska Re: słuchaj intuicji i wiej 15.12.11, 17:08 malgorzato napisała: > co tam u was słychać? cos taka ciekawa? Odpowiedz Link
luciva Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 13:57 Witajcie. Kilka razy robiłam podejście do tego wątku....i nie mogłam się przemóc. Ale wracam, obiecałam, że napiszę, więc piszę. Historii ciąg dalszy. Po przemysleniu wszystkiego - choć generalnie, z kim bym nie rozmawiała, miał takie samo zdanie jak Wy - uznałam, że poczekam. Niech miną święta, sylwester, zobaczymy, co dalej. Święta minęły, było poprawnie. Sylwester. Wiedziałam od wspólnego kolegi, że organizują tu i tu. "Mój" przyjaciel milczał. W koncu, na tydzien przed powiedział, że sylwester tu i tu, będą ci i ci, trzeba przyniesc to i to, koszt taki i taki. Zachorowałam, ale i tak chciałam iść, uwielbiam tanczyć. Po czasie wyznał, że miał nadzieję, że będę tak chora, że nie pójdziemy. Że w domu posiedzimy, we dwójkę. Jeden zgrzyt - odmówił zamówienia taksówki. Zażartowałam, że sylwester, kobieta w szpilkach z wielką michą sałatki, chora w dodatku.......Nie , więc zamówiłam ja. Nie chciałam sobie psuć wieczoru, wiec nie gadaliśmy na ten temat, może błąd, ale tak bardzo chciałam być wesoła, tańczyć, itd. Po sylwestrze wszystko zaczęło zjeżdżać w dół. Przestaliśmy gdziekolwiek wychodzić, spotkania ograniczały się do "herbatki" u mnie w domu, którą to on zresztą coraz częściej wymuszał. Jak słyszałam w telefonie "mogę na herbatkę?" to mnie trzęsło. Poziom mojej frustracji był wysoki, nie powiem Zaczęło się też kręcenie na temat pieniędzy, zaczał narzekać, że mało zarabia, rzucał rózne sumy, sam sobie przeczył, opowiadał, jak kiepsko w pracy, brak premii, itd. Wyraźnie chciał, abym myslała, że jest bez kasy. Niestety trochę wygladało to tak - zdobyta, wystarczy inwestowania; lub - nie mogę zamieszkać w jej mieszkaniu, nie opłaca się inwestowac. Potem miałam jeszcze rozmowę z pewną bardzo mądrą kobietą, ktora poradziła, podobnie jak Wendd, abym zluzowała, traktowała tą znajomość na luzie, na zasadzie: "boyfriend do kina". Próbowałam, ale spotkały mnie wyrzuty, pretensje, łzy i płacz, dlaczego nie chcę się spotkać, dlaczego tak rzadko, narzekanie: przez Ciebie jestem smutny, nie moge spać, itd. Zaczęło sie też kontrolowanie - co bedziesz robić, będziesz w domu, gdzie będziesz, z kim, gdzie idziesz, gdzie byłaś, dlaczego nie odbierasz, dlaczego nie odbierałaś, itd. Potrafił wydzwaniać do mnie co 5-10 minut, 6-7-9 razy, bo nie odbierałam telefonu (a ja np w pracy, usypiam dziecko, itd). Mówiłam, tłumaczyłam. Ciekawa byłam walentynek. "Zachorował" na ten dzień, w smsie buziaki, aby mi nie było smutno, zdjęcie bukietu kwiatów przez gg. Imieniny - po wywiadzie, czy wyprawiam imprezę czy nie (nie wyprawiam) dostałam maskotkę. Pewnego dnia przyszedł, bawił się przez godzinę z moim dzieckiem, a potem zapytał czy doceniam to, że miałam tyle wolnego dla siebie, itd. Generalnie doceniam, natomiast na kogoś, kto rozważał wspólne życie (a więc i z tym dzieckiem), gdzie taka zabawa byłaby codziennością, było to dziwne, bolesne. Było parę sytuacji, nie tylko ze mną, gdzie wyszło (z opowiesci jego), że strasznie z niego wyrachowany gość. Nie zmieniło się też nic w kwestii seksu. Tak jak było między nami gdy znaliśmy się 3 miesiące, tak jest i teraz po 11 miesiącach. Nie zrobił ani jednego kroku naprzód, nie próbuje, nie cwiczy, cały czas ręczna robota Raz go zapytałam, jak tam w kwestii gumek, to na drugi raz przyniósł ... puste pudełko i ze zdziwioną miną: "ojej, myslalem, że są...." Zapytałam go o to, jak dalej sobie wyobraża, co z antykoncepcją, czy próbuje, itd. Powiedział, że boi się, że to dla niego stres (założyć prezerwatywę), że on potrzebuje czasu, itd. Nic na temat moich potrzeb. Niestety, było też tak, że ja próbowałam go pieścić, tak by chociaż odszedł od swoich nawyków, aby wprowadzić coś innego. Niestety, w kulminacyjnym momencie "brał sprawy w swoje ręce". W międzyczasie wyszło wiele innych rzeczy, bicie przez ojca w dziecinstwie, kłótnie, okazało się, że mama kogoś miała (kiedyś), więc były awantury. Tym trochę tłumaczyłam to kontrolowanie mnie, ale zauważyłam też trochę podejście na zasadzie: kobieta to gorszy gatunek, po co coś jej tłumaczyć i tak nie skuma, ja i tak mam rację, będzie tak jak chcę, itd. Byłam u psychologa, uznała, że raczej nie będzie z tego dobrego związku. Ze widzi we mnie lęk przed samotnością, itd. Poza tym poruszyła jedną kwestię - jeśli on myśli o wspólnej przyszłości, to 9-10 miesięcy to już właściwie czas na to, aby włączyć w to wszystko dziecko (wszak wchodzi w układ kobieta+dziecko). Niestety tego dziecka nie bylo w jego myślach, planach, spędzaniu czasu itd. Nie proponował wspólnych wyjść, basenu, spacerów, czegokolwiek. Była rozmowa. Poruszyłam wiele spraw. On w zasadzie do niczego się nie odniósł konkretnie, powiedział tylko, że wtedy gdy zaproponował pomoc w spłacie długu poprzez wspólne mieszkanie a ja odmówiłam, poczuł się dziwnie, a on chciał jeszcze tym mi pomóc, że dałby mi 30 tysięcy. Za free. Nie nie chciałby dopisania do własności. Nie, niczego w zamian by nie oczekiwał. No, ale WTEDY tego nie powiedział, teraz po fakcie, gdy ja wcześniej odmówiłam. Powiedziałam więc tylko, że trudno mi w to uwierzyć, skoro szkoda mu na taksówkę w sylwestra i na kwiaty dla kobiety. Tak tak Yoma , kwiatów nie dostałam (poza zdjęciem bukietu na gg), zapytałam z ciekawości - powiedział, że on nie uważa, że kwiaty są potrzebne, że jak facet daje kwiaty to niby taki jest fajny bo dał kwiaty - a fajny wcale może nie być. Ech taka ideologia, trochę jak przy studentach i studiowaniu. On nie potrafi rozmawiać. Gdy poruszałam jakąś kwestię - mowił, no tak, no tak, już dobrze, dobrze. Czasem pisałam na gg, myśląc, że może będzie łatwiej, niektórzy wolą tak "rozmawiać" - odpisywał "buziaczki", albo ikonkę przytulania. I tyle w temacie. Podjęłam więc decyzję, powiedziałam, że mamy inne oczekiwania, że się bardzo różnimy, że on jest na innym etapie drogi życiowej, że może raczej relacja koleżeńska. Że nie potrafię zaakceptować jego bierności w każdym aspekcie życia. Na drugi dzień powiedział, że od tygodnia mysli o prawie jazdy, jaką szkółkę wybrać (a zaczął mówić o prawku w lipcu). Powiedziałam mu, że widzę, że boryka sie z problemami emocjonalnymi, że wiele spraw nie przepracował i mam odczucie, że oczekuje, że ja go poprowadzę za rękę, że wskażę, podpowiem, będę nauczycielem. Powiedziałam, ze nie chcę tak, że człowiek dorosły musi radzić sobie sam, że mozna czytać, że są specjaliści, że ja mogę mu pomóc, ale nie chcę być niczyim terapeutą. On powiedział: "jakbyś chciała to byś mogła". Przyznał, że ma osobowość depresyjną, że często miewa dołki. To sie odczuwa, bo o ile na początku znajomości chyba sie pilnował, potem bylo tylko narzekanie. Teraz sytaucja wygląda tak, ze on pogodził sie, że się nie widujemy, nie zabiega o to, nie walczy - ale też chyba do niego nic nie dotarło, traktuje mnie dalej jakbyśmy byli w związku, jednak nie próbując o niczym rozmawiać. Dzwoni, pisze smsy (w smsach tylko wysyła całusy na rózne sposoby, rymem, prozą, limerykiem, itd ) ) Rację miała Edik70, że im dłużej tym gorzej. Rację miała Yoma, że będzie łaził, jęczał, brał na litość. Odpowiedz Link
luciva Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 13:58 Koleżanki mówią mi, że powinnam jednoznacznie powiedzieć, jednym cięciem. Pewnie mają rację. A ja sama nie wiem czego chcę. Dajcie kopa, bo czy to wszystko jest normalne? teorię widzę, ale w praktyce......Dlaczego nie potrafię zerwać? Dlaczego mam tyle wątpliwości? Dlaczego tyle we mnie strachu (że to ostatni facet jaki się mną zainteresował, że ostatnia szansa na związek) i nie potrafię go zwalczyć, nie wiem jak? Cały czas jest we mnie nieutulony żal, pragnienie drugiego dziecka - ale jednak z nim dziecka nie chciałabym (choć raz miałam totalny dół, zaczęłam rozważać nawet z nim, z góry zakładając, że byłoby to samotne macierzyństwo, wiem, wiem, egoistyczne i głupie). Czasem mam uczucie, że jestem dla gościa totalnie niesprawiedliwa. Czasem mi tak bardzo przykro i czuję się sfrustrowana. Już sama nie wiem, co jest normalne a co nie w zachowaniach faceta. Po czym poznać, że to będzie ok. Najbardziej boje się, ze jak zerwę i nikogo nie poznam, zacznę żałować. Na myśl o powtórnym spotykaniu się czuję niechęć. Ale coś mnie trzyma, co? Kontakt, rozmowa, strach - przed czym, skoro nic nie ma między nami? Nic nie robimy, nie mamy planów......Może seks, ale on zaczynał już być frustrujący....... Bardzo Was przepraszam za tą potworną długość. Odpowiedz Link
maciekqbn Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 14:10 Poznasz jeszcze niejednego, dużo bardziej udacznego. Tylko nie startuj od razu z intencjami 'związku' bo to wielu facetów odstrasza. Ot kumpel do kina, do sexu, do pogdania. A jak coś ma być więcej to będzie. Nic na siłę i nie oczekiwać od razu zbyt wiele (ale i nie dac sie wykorzystywać), cieszyć się tym co jest. Oczywiście nie z tym gościem, o którym piszesz, uciekaj od niego bo sobie jeszcze bardziej życie schrzanisz. Odpowiedz Link
magda_el Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 14:43 cześć, nie gniewaj się, ale ten Twój facet to jakiś ciapciak. Postaw gdzieś wyżej poprzeczkę swojemu "przyszłemu". Uczepiłas się go jakby był jakimś bożyszczem. I żeby zaraz myśleć o dziecku. Nie wiem, ale musiałabym bardzo kogoś kochać i musiałby mi taki facet imponowac żeby mieć z nim dziecko. W tym co piszesz nie widzę miłości - widzę jakiś dziwny układ. trzymaj się, słuchaj swojej intuicji, bo widzę, że wnioskujesz dobrze i... "odczep" się od tego Pana, po co Ci kłopot. Odpowiedz Link
puzzle33 Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 14:44 Mam nieodparte wrażenie, że należysz do kobiet, dla których posiadanie faceta jest pierwszoplanową wartością. Zamykasz oczy na różnice, które nie pozwolą zbudować Tobie i jemu sensownego związku. Samotność? Można wszakże wpaść z deszczu pod rynnę. Wybacz, jeśli poczułaś się dotknięta. Odpowiedz Link
puzzle33 Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 14:57 Gdzieś w Tobie odzywa się marzenie o spełnieniu w pełnej rodzinie. Na moje wyczucie z obecnym m to Ci się jednak nie uda. Do wszystkich psychicznych problemów (potrzeb) dorzucisz jeszcze jeden: chybiony związek z nowym mężczyzną. Moim zdaniem nie warto. Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 15:28 > > Bardzo Was przepraszam za tą potworną długość. I dobrze. Wyrzuć z siebie, nie zostawiaj na rozplenienie. Co do meritum, słuchaj, co ci ludzie dobrze mówią: i Magda, i Maciek, i Puzzle. Wszyscy nie mogą się mylić. Nawet psycholog Chcesz kopa? Proszę uprzejmie: > Dlaczego tyle we mnie strachu (że to ostatni facet jaki się mną zainteresował, > że ostatnia szansa na związek) powiem tak: normalni widzą, że trzymasz przy sobie nieudacznika i sirotę bożą, to nawet nie startują... Odpowiedz Link
mayenna Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 16:34 Trzyma Cię przy nim potrzeba bycia z kimś. Luciva, może napisz mu to co nam tutaj piszesz. Albo pan zrozumie i podejmie środki naprawcze, albo ostatecznie zniknie z horyzontu. Jeszcze jedno wyjście widzę, oprócz natychmiastowego dania dyla: zaakceptowanie, ze on jest jaki jest, przełamanie swojego dobrego wychowania i "instruowanie" na bieżąco co i jak ma robić. Mordęga to straszna ale, albo wychowasz, albo sam ucieknie. Jednak to co piszesz o seksie to zniechęca do pana okrutnie i szans na zmiany nie widzę bo to jest jakieś nienormalne uwarunkowanie. Terapii u profesjonalistki mu trzeba albo seksuolog, tylko jak nie zasmakował w klasyce do tej pory to trudno to będzie przełamać. Prezent w postaci maskotki to jest jakaś dziecinada. Luciva, moja znajoma często pakuje się w takie związki. Jak już traci serce do pana i jego naciągactwa, prezentów za 5 zł, to mówi mu bezczelnie wprost to co myśli. Ma przynajmniej satysfakcję, że nie dała się robić w durnia. Odpowiedz Link
puzzle33 Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 16:42 Dla mnie wszystko, o czym piszesz, to próba reanimacji trupa. Wybaczcie dosłowność. Czy nie lepiej dać sobie spokój z nietrafionym partnerem? Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 16:47 > i "instruowanie" > na bieżąco co i jak ma robić. Mordęga to straszna ale, albo wychowasz, albo s > am ucieknie. A idźże. Ona już ma małe dziecko. Odpowiedz Link
mayenna Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 19:24 yoma napisała: > A idźże. Ona już ma małe dziecko. Wiem Ale co tu doradzić jak być z facetem się nie da i odejść tez nie ma siły? Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 19:42 To niech mu kupi paczkę pampersów, może zajarzy... Odpowiedz Link
mayenna Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 20:24 On na bank pomyśli, że to aluzja jest do wspólnego potomstwa Nie zasłużył też na taki prezent. Za drogi. Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 20:45 W Tesco, w Tesco Raczej pomyśli, że to aluzja, żeby przewinął istniejące młode... Odpowiedz Link
mayenna Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 20:48 yoma napisała: > W Tesco, w Tesco Raczej pomyśli, że to aluzja, żeby przewinął istniejące mło > de... ...i jest szansa, ze się wystraszy i zerwie Odpowiedz Link
luciva Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 10:34 Zerwałam totalnie. Czuję się jak ostatnia świnia i najgorsza sucz. Co zrobić, aby się tak nie czuć? Co zrobić, aby nie czuć strachu? Że to był ostatni facet na ziemi, hyhyhy p.s. Yoma, dzięki. Rozum swoje, ale uczucia swoje. Ale trzech mówisz?......To jakaś pociecha. Odpowiedz Link
maciekqbn Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 10:40 luciva napisała: > Zerwałam totalnie. > Czuję się jak ostatnia świnia i najgorsza sucz. Daj spokój. Jesteś OK. > Co zrobić, aby się tak nie czuć? Doraźnie: kup w Biedronce porto, bardzo dobre i tanie. Napij się - najlepiej z jakąś koleżanką/kolegą. > Co zrobić, aby nie czuć strachu? Że to był ostatni facet na ziemi, hyhyhy > Tego kwiatu jest pół światu. Jak ma być to będzie, jak nie to po co się samemu unieszczęśliwiać? Korzystaj z uroków wolności. Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 10:42 Dobrze mówisz, dać ci porto Porto z Biedrony jest faktycznie dobre... Odpowiedz Link
maciekqbn Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:05 yoma napisała: > Porto z Biedrony jest faktycznie dobre... Ano, znajomy Portugalczyk potwierdził, że jest to dobrej jakości porto i wg niego jest sprzedawane po wyjątkowo niskiej cenie. W sklepie 'markowym' kosztowałoby z 2x tyle. Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:07 Chyba trzeba będzie zanabyć i wypić wieczorem za Lucivy nowe życie, nie? Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:24 A psiakość, zapomniałam, że wieczorem mam dentystę. To ty wypij dzisiaj, a ja jutro, niech ma dziewczyna podwójnie Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 10:41 No widzisz, a mogłaś mnie nazwać kobietą rozwiązłą Czy ciebie nie wychowywano przypadkiem tak, żebyś broń Boże nie robiła nikomu przykrości? Bo jakieś takie znajome objawy widzę. Nie jesteś świnią. Nie jesteś suczą. Nie jesteś matką tej swojej siroty, ani siostrą, ani w ogóle nikim takim. Nie jesteś odpowiedzialna za swoją sirotę. Świnią i suczą mogłabyś ewentualnie być, gdybyś dalej pozwalała mu na złudzenia. A tak wie chłopak, na czym stoi, a co z tym zrobi, to on sam i nikt inny musi się dowiedzieć. A życie toczy się dalej Odpowiedz Link
luciva Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:31 tak, Yoma, chyba tak trochę mnie wychowano. Na wszelki bunt, zdanie inne niż powinnam moja mama reagowała złością, wyrzutami, wtłaczaniem w poczucie winy. Tyle już o sobie wiem. Chyba jeszcze długa drogą przede mną. Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:41 No i teraz czujesz się winna, że książę jest żabą. Niepotrzebnie. Żaba odpowiada za to, że jest żabą, ewentualnie jeszcze żaby rodzice. Nie ty. W sumie nawet i dobrze, że ci się ten koleś teraz trafił, doświadczenie życiowe jest bezcenne. A ty jesteś mądra dziewucha, aczkolwiek ciut pogubiona. Będzie dobrze. Odpowiedz Link
mayenna Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:11 Przecież jak z nim zostaniesz to unieszczęśliwisz go totalnie. Niech idzie i znajdzie taką co dla niej będzie księciem na białym koniu. Luciva, jak chcesz, żeby nie dzwonił to mu uczciwie i dokładnie napisz albo powiedz czemu zerwałaś. Może chociaż coś z tym seksem zrobi bo to jest jednak ogromny problem jeśli chce być z kobietą. Martini też jest dobre) Odpowiedz Link
luciva Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:23 Dlaczego go unieszczęśliwiłabym? Powiedziałam wszystko dokladnie Mayenna, ale on.....nie wiem, nie przejął sie, udal, że się nie przejął....nic nie powiedział, a ptoem jakby nigdy nic - buziaczki, telefony, itd. Odebrałam to na zasadzie - no dobra, pewnie ma PMS, musi sobie pogderać. Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:27 Dlatego, że on by sobie wyobrażał, że jest księciem (przecież gdybym nie był, toby ze mną zerwała), ty byś cierpiała, aż wszystko by pękło z hukiem albo zwariowałabyś. Właśnie odebrałaś ważną lekcję życiową pt. Jak zrywać. To też jest potrzebne Odpowiedz Link
mayenna Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:38 Pięknie. Udaje że nic się nie stało Jedyne wyjście to stanowczo odpisywać na sms -y, żeby nie pisał i nie kontaktował się z Tobą bo to koniec. Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:42 Poprawka: raz odpisać, grzecznie acz stanowczo. Kolejne ignorować. Odpowiedz Link
mayenna Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:48 luciva napisała: > Dlaczego go unieszczęśliwiłabym? Bo go nie kochasz, bo jest ci z nim źle i nie ma szans na lepiej. Już go nawet dotknąć nie chcesz. A jest szansa, ze wśród kobiet na świecie znajdzie taka co go pokocha i zaakceptuje.Trudne to, przyznaję, ale kto wie... A ciebie too on tylko denerwuje, zniesmacza i on pewnie to czuje. Stara się a kobieta niezadowolona. Brak porozumienia i zadowolenia oznacza pretensje i kłótnie - o tym myślałam. Przekonałaś się że z tej mąki chleba nie będzie to wiej i bądź stanowcza. Powodzenia Odpowiedz Link
yoma Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:28 > Może chociaż coś z tym seksem zrobi Nie zrobi. Taki typ. Odpowiedz Link
mozambique Re: słuchaj intuicji i wiej 29.03.12, 11:59 nie zrobi mialam kiedys podobnego egzemplarza - tez nie zrobil Odpowiedz Link
mysz1978 Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 19:47 o rany... to sa tacy beznadziejni faceci?????? Bo wybacz szczerosc, ale ten Twoj "przyjaciel" to jakis mega hardcore jesli chodzi o podejscie do wielu spraw - do Ciebie ,Waszeg ozwiazku, Twojgo dziecka, przyszlosci, seksu itp. A kultura i inteligencja tez nie grzeszy... Powiedz tak z reka na sercu co Cie przy nim trzyma?????? Bo chyba a taka zdesperowana nei jestes???? Zycze szybkiego uwolnienia sie z tego dziwnego "zwiazku" i znalezienia kogos normalniejszego Odpowiedz Link
elennara Wiej i nie oglądaj się za siebie 27.03.12, 20:54 Niestety miałam zbliżoną sytuację, całkiem niedawno. Pan ciapa, mieszkający z mamusią, oszczędny, typ depresyjny, w łóżku średni, ale przy tym inteligentny, tego bardzo miły i na każde skinienie. To normalne, że po tym jak skrzywdził Cię mąż, potrzebowałaś pocieszyciela, chciałaś aby ktoś Cię "chciał", miałaś silną potrzebę poczucia bezpieczeństwa, bardzo bałaś się samotności. Tak to już jest. Natomiast ten facet już spełnił swoją rolę. Zastanów się nad sobą i pomyśl, czego oczekujesz od życia, od mężczyzny, jakie cechy charakteru są dla Ciebie ważne? No i powiedz co Ci wychodzi? To nie jest ten facet, to nie ta bajka. Uwierz w siebie, bo dasz radę być sama, sama, nie samotna! Czas podjąć męską decyzję i podziękować panu grzecznie i stanowczo. Zerwij, nie dzwoń, nie pisz, nie odbieraj telefonów. Nie daj się wciągnąć w powtórkę, bo będziesz żałować. Jeśli nie zrobisz tego w miarę szybko to doprowadzisz do użygu. Nie będziesz miała nawet ochoty go dotknąć i po co Ci to? Nie lepiej zachować kilka miłych wspomnień? Życzę odwagi i wytrwałości w jedynej słusznej decyzji. Odpowiedz Link
luciva Re: Wiej i nie oglądaj się za siebie 28.03.12, 15:37 Tak, Maciek, masz rację, to trochę taki bluszcz w męskim wydaniu. Co do związku, to też nie jest tak, że od razu tego oczekuję, tutaj była taka sytaucja, że on sam zaczął o wspólnej przyszłosci, w dodatku po 3 miesiącach znajomości. Magda_el, no tak chcę mieć dziecko, drugie......ale nie z nim. Taka sprzeczność we mnie. Puzzle33, nie nie poczułam się dotknięta, ale nie jest też tak, że posiadanie faceta to dla mnie najważniejsza wartość. Gdyby tak było - nie miałabym żadnych wątpliwości, jest facet=jest ok. A nie jest ok, nie chcę wpaść z deszczu pod rynnę, tym bardziej, że to nie tylko moje zycie, ale i dziecka, całkiem ode mnie zależnego. Tak, mam marzenie o spełnieniu w rodzinie. Niestety nie posmakowałam tej rodziny, nie było też tak, że małżeństwo się rozpadło, bo latami źle się działo. Tak, może miałabym uraz, złe wspomnienia. Ja czuję zwyczajnie niedosyt, tak jakby ktoś pokazał Ci super deser lodowy (o ile lubisz lody), a potem go nagle zabrał sprzed nosa. Yoma, jak zwykle, samo sedno Za kopa dzięki, choć to nie jest tak, że jęczę, dlaczego inni się nie interesują. Jęczę, bo boję się, ze inny się nie pojawi. Ale masz rację, z tym przy boku nie pojawi się. Mayenna, tak to chyba to - potrzeba bycia z kimś. Choć i już to zwalczyłam (tzn potrzebę caly czas mam), bo nie jestem z nim. On dzwoni, jakby nie zrozumiał co się stało. Nie nie chcę isntruować faceta. Po pierwsze jeśli dorosły się zmieni, to na chwilę, po drugie to nie kwestia zmiany rozrzucanych skarpetek a całego podejscia do życia, priorytetów. Uważam, że nikogo, kto jest dorosły nie da się wychować. Co do seksu - tak ja tu widzę duży problem, cięzko mu będzie zrezygnować z wyćwiczonej formy i chyba bez seksuologa się nie obędzie. Co też mu zasugerowałam, ale nie podjął tematu. Puzzle33 nie kumam tekstu, że wystarczy aby facet się sam utrzymał, że bywają skromne wymagania? Mysz 1978 to samo pytanie zadała mi psycholog - co Cię przy nim trzyma. Powiedziałam chyba strach. No, ale nabrałam odwagi aby zerwać. Zrobiłam to. Ellenara, dotknąć go już teraz nie mam ochoty. Problem polega na tym, że zerwałam, a on dzwoni. A ja wtedy zaczynam mieć doły, wątpliwości. Nie wiem, jak to urwać raz a dobrze. Również w swojej głowie. Dzięki wszystkim! Odpowiedz Link
yoma Re: Wiej i nie oglądaj się za siebie 29.03.12, 10:13 > to nie jest tak, że jęczę, dlaczego inni się nie interesuj > ą. Jęczę, bo boję się, ze inny się nie pojawi. Oj, dziewczyno Trzech byłych miałam, aż się pojawił ten właściwy, a ten właściwy też miał trzy byłe, a starsi jesteśmy od ciebie. Daj życiu żyć się swoim torem Odpowiedz Link
orien Re: Wiej i nie oglądaj się za siebie 29.03.12, 10:54 On dzwoni, jakby nie zrozumiał co się stało. On doskonale rozumie, co sie dzieje. Wyczul slabosc, ze sie wahasz, wiec w subteny sposob manipuluje Toba, by osiagnac swoj cel. Ty jako ty nie jestes tu wazna. Jestes jego celem. Problem polega na tym, że zerwałam, a on dzwoni. > A ja wtedy zaczynam mieć doły, wątpliwości. I o to mu chodzi. Nie daj sie. Dodaj do tego silna potrzebe kontrolowania, niechec do socjalizowania sie, a stajesz przed opcja zwiazania sie z przemocowcem psychicznym i do tego ekonomicznym. Nie bede odkrywcza, jesli powiem to co inni tutaj na forum: wiej ile masz sily w nogach i nie ogladaj sie za siebie. Nie odpowiadaj na sms, tel czy maile.... Znam jedna pare, kiedy to pani zwiazala sie z tego typu osoba, i dzis jest niezrownowazonym psychicznie wrakiem czlowieka, zaleznym psychicznie i ekonomicznie od tego jegomoscia. A poczatki, jak mi opowiadala, byly bardzo podobne do Twoich... Odpowiedz Link
endrju957 Re: Wiej i nie oglądaj się za siebie 29.03.12, 11:54 Problem polega też na tym, że Tobie nie zależy, ale mile cię łechce fakt, że jemu zależy i możesz o tym poplotkowac Gdyby pojawił się na horyzoncie ktoś bardziej interesujący nie wahała byś się pięciu minut a nie pięć miesięcy. Odpowiedz Link
luciva Re: Wiej i nie oglądaj się za siebie 29.03.12, 17:27 Endrju uwierz, gdyby jemu nie zależało, mnie byłoby łatwiej. To, że komuś zależy łechce mnie wtedy, gdy mnie też zależy. Nie jestem typem plotkary. Nie zaczynam związków na "zakładkę" Nie lubię komuś zadawać bólu, bo zwyczajnie wiem, jakie to uczucie, zostać odrzuconym. A wahałam się 5 miesiecy, bo cały czas zdawało mi się, że mam 'muchy w nosie", że facet nie bije, nie pije, nie zdradza, więc o co mi chodzi? może przesadzam? Cały czas biłam się z myslami, czy to nie jest tak, że po rozwodzie na siłę wyszukuję u dobrego faceta wady, bo może coś mnie przyblokowało przed związkami. Próbowałam też stworzyć luxny układ, z dystansem, tak jak radziła Wendd. Odpowiedz Link
izak28 Re: Wiej i nie oglądaj się za siebie 29.03.12, 17:58 A wystarczy ci, że nie pije, nie bije i nie zdradza??? Nie chcesz niczego więcej od związku?? Wydajesz się być fajną babką i zasługujesz na coś więcej od życia. Należy ci się więcej niż taka popierdoła. Odpowiedz Link
triss_merigold6 A nie mówiłam? 29.03.12, 18:36 A nie mówiłam, że z gościa nic nie będzie? Rzuć go bez żalu. Odpowiedz Link
pen-y-cat Re: Wiej i nie oglądaj się za siebie 29.03.12, 23:44 po pierwsze - yoma, bardzo cenię Twoje przemyślenia. Trafiasz w sedno co oznacza, że potrafisz skupić się na emocjach, doznaniach i słuchasz/czytasz ze zrozumieniem a nie tylko prześlizgując się po informacjach. Chapeau bas, to niezwykle cenna umiejętność w dzisiejszych, tak powierzchownych czasach. po drugie -luciva - rozumiem pragnienie bliskości, obecności drugiej bliskiej osoby. W tym kontekście rozumiem, że tyle czasu poświęciłaś temu człowiekowi. Są takie momenty w życiu, że trzymamy się zębami i pazurami tego co mamy. Bo to po prostu JEST, zostało nam dane, przytrafiło się. Może na więcej w życiu nie zasługuję, może to jest najlepsze co może mi się przydarzyć. Jest, jak jest ale przecież bywają dobre chwile więc jak mogłabym z tego zrezygnować dla...dla niczego w zamian. Nie, nie i jeszcze raz NIE. Nikt z nas nie zasługuje na trwanie w bylejakości. To nas, jako człowieka, po prostu upokarza, wiesz? To sprawia, że obniżamy poprzeczkę myśląc, że to co właśnie "dostaliśmy" jest najlepszym, co może nas spotkać. Nie ma ludzi idealnych, nie ma związków idealnych - życie nie jest idealne i nie jest bajką. Ale mając tyle wątpliwości, tyle wskazówek - z których zdajesz sobie sprawę (tylko, że one bolą, trafiają w samo sedno) - czy warto? Czy warto ulegać teraz jego prośbom, oczekiwaniom, pseudo-słodkim emotikonom? Wiesz czym one są? Dbaniem o jego własną d..ę, niczym więcej... Odpowiedz Link
maciekqbn Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 14:06 Czyli typowy bluszcz w samczym wydaniu (celowo nie pisze męskim). Z dala od takich ludzi, niezależnie od płci. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: słuchaj intuicji i wiej 27.03.12, 20:45 O mamooooooo, a co to za, przepraszam, palant?? Musiałabym śmiertelnie zgrzeszyć, aby się zgodzić na pokutę w postaci co miesięcznych kilkugodzinnych spotkań z tym panem. Odpowiedz Link
teraz-otwarte Re: A po rozwodzie..... 02.04.12, 23:45 to jakaś podpucha. Nie wiem jak to można wziąć poważnie. Odpowiedz Link
luciva Re: A po rozwodzie..... 03.04.12, 09:13 Dlaczego podpucha? I dlaczego nie poważnie? Donoszę z frontu. Nie wytrzymuję sama ze sobą i własnymi myslami. Podziwiam osoby, które podejmują decyzję i mają pewność - tak to właśnie to! Jak osiągnąć to uczucie, tą wewnętrzną harmonię, przekonanie - to co robię jest ok. Teraz boli ale jest ok. Wystarczy, że koleżanka zapytała - a nie chcesz dać mu szansy? A ja mam myślówę. Jest weekend, słońce, pary, rowerzyści - a ja już zaczynam sie łamać, czuję się tak samotnie. Z jego strony mam telefony, z błaganiem o możliwość szansy, żeby pokazać mi, że się zmieni, ale też milczenie totalne, albo rozmowa, jakby nic się nie stalo - o zwykłych sprawach, z przesyłaniem buziaków. Jestem zdezorientowana, bo ja coś mu tłumaczę, a on jakby nie rozumie, bagatelizuje. Nie rozumiem, skąd we mnie ten strach, może dlatego, że wokół mam pełno samotnych kobiet, ktore po rozstaniu, rozwodzie nie ułożyły sobie życia. Pen-y-cat trafiłaś w samo sedno. po drugie -luciva - rozumiem pragnienie bliskości, obecności drugiej bli > skiej osoby. W tym kontekście rozumiem, że tyle czasu poświęciłaś temu człowiek > owi. Są takie momenty w życiu, że trzymamy się zębami i pazurami tego co mamy. > Bo to po prostu JEST, zostało nam dane, przytrafiło się. Może na więcej w życiu > nie zasługuję, może to jest najlepsze co może mi się przydarzyć. Jest, jak jes > t ale przecież bywają dobre chwile więc jak mogłabym z tego zrezygnować dla...d > la niczego w zamian. A tego nie rozumiem: Czy warto ulegać teraz jego prośbom, oczekiwaniom, pseudo-słodkim > emotikonom? Wiesz czym one są? Dbaniem o jego własną d..ę, niczym więcej... Co masz na myśli, że to dbanie o jego własną d...ę? Odpowiedz Link
yoma Re: A po rozwodzie..... 03.04.12, 09:33 > > Z jego strony mam telefony, z błaganiem o możliwość szansy, żeby pokazać mi, że > się zmieni, Szansę już miał. > rozmowa, jakby nic się nie stalo - > o zwykłych sprawach, z przesyłaniem buziaków. No widzisz. Koleś nic nie kuma. Jakie jest prawdopodobieństwo, że skuma, jeśli dasz mu szansę? Mniej więcej takie, jak spontanicznej teleportacji... > > Co masz na myśli, że to dbanie o jego własną d...ę? Zwyczajnie. On też się czuje samotny i trzyma się zębami i pazurami fajnej laski, którą wyhaczył, jak była na życiowym zakręcie. Bo jakoś tam intuicyjnie zdaje sobie sprawę, że w innym momencie życia fajnej laski nie miałby szans na fajną laskę. A że łatwiej jest wbijać fajną laskę w poczucie winy niż popracowac nad sobą, więc... > wokół mam pełno samotny > ch kobiet, ktore po rozstaniu, rozwodzie nie ułożyły sobie życia. Nie będę ci powtarzać haseł, że układanie życia nie polega na istnieniu portek w chałupie, bo w tej chwili i tak w to nie uwierzysz Raczej wspomnij moich trzech byłych, Lampkę Witoszowską, która jest sama, szczęśliwa i odżyta jak nigdy, Małgolkę, która właśnie wyszła za mąż i inne babeczki tu z forum. Jak już tu wlazłaś, to przepadło, teraz forum to też jest twoje "wokół" Odpowiedz Link
luciva Re: A po rozwodzie..... 03.04.12, 10:07 Jak już tu > wlazłaś, to przepadło, teraz forum to też jest twoje "wokół" Tego staram się trzymać. ) Odpowiedz Link
pen-y-cat Re: A po rozwodzie..... 03.04.12, 10:50 no tak, yoma już Ci odpowiedziała za mnie Nie tylko na pytanie związane z dbaniem o własną d...pę ale dopowiedziała resztę, która miałam na myśli. Ja nie wiem czy to jest reguła ale zdecydowanie więcej znam kobiet, które maja dużą samoświadomość, potrafią czytać emocje własne i innych i wyciągać z nich wnioski. Za to większość znanych mi mężczyzn ma nikłe pojęcie o własnych pragnieniach, potrzebach, o tym co im w duszy gra i dlaczego robią to co robią. Oni tak jakoś płyną na fali, zupełnie bezmyślnie i bezrefleksyjnie. To udawanie, że nic się nie stało, że przejdźmy nad tym do porządku dziennego, zachowujmy się tak jak przedtem - to jakaś plaga. Zero przemyśleń, zero wyciągniętych wniosków a na dodatek całkowite tchórzostwo przed stanięciem twarzą w twarz z problemem. Zamiećmy pod dywan, może się uda... I nie przychodzi im do głowy, że jak zamieciemy pod dywan to wcześniej czy później te śmieci spod dywanu, ten Czarny Lud z Szafy wylezą. I będą większe i okropniejsze. Kilka postów wcześniej orien napisała mądrą rzecz - to nie jest tak, że on nie rozumie co się stało, co się dzieje. Owszem, on to rozumie ale tylko i wyłącznie na własnym, nikłym poziomie. A wszystkie jego obecne działania nie są skierowane na Ciebie - są ukierunkowane tylko na niego. A Ty jako Ty mały kawałek w tym zajmujesz, jesteś "czymś" co mu spadło z nieba, bez żadnych starań i zachodu niemalże i teraz on wpada w panikę, że to wszystko nie idzie tak jak miało iść w jego mętnych i bliżej nie sprecyzowanych wyobrażeniach. Odpowiedz Link
triss_merigold6 Re: A po rozwodzie..... 03.04.12, 11:01 Bo to taki dziecięcy odruch - zamieść pod dywan, przemilczeć, udać, że nic się nie stało. Paniczny lęk przed konfrontacją. Odpowiedz Link
mayenna Re: A po rozwodzie..... 03.04.12, 11:40 Dodałabym do tego, że on udaje przed sobą samym, że wszystko jest świetnie, ze jego zachowanie jest doskonałe, nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie słyszy Twoich argumentów i ich nie przyjmuje. Możesz sobie tkwić w tym i udawać razem z nim, ze jest cudownie, albo poszukać autentycznego zaangażowania i partnerstwa. Jemu też dasz szansę na ułożenie sobie życia z kobietą, która będzie w stanie przyjąć jego sknerstwo, brak zaangażowania i powierzchowną relację i z nim żyć. Luciva, moim zdaniem lepiej być samą niż nieszczęśliwą. Za chwilę stracisz szacunek do samej siebie. Odpowiedz Link
yoma Re: A po rozwodzie..... 04.04.12, 10:51 Podsumowując, Luciva jest na etapie, że cokolwiek zrobi, będzie żałować. A czy będzie żałować długo, dogłębnie i coraz bardziej, czy krótko i powierzchownie - wybór należy do niej. PS. Koleżance, która radzi dać mu jeszcze raz szansę, odpowiedziałabym "a bierz go sobie i sama mu daj" Odpowiedz Link
luciva Re: A po rozwodzie..... 05.04.12, 09:25 No Yoma, nie pocieszasz mnie. Nie chcę żałować, chce mieć w sercu taki spokój, że podjęłam dobrą decyzję. Parę dni temu miałam akcję. Zadzwonił, czy może przyjechać. Nie chcialam, zresztą nie pasowało mi. W domu była mama z maluchem. Około 22 on i tak przyjechał, najpierw dobijał się do domofonu, potem jakoś dostał się do klatki schodowe, pukał do drzwi. W telefonie 10 połączeń (miałam wyłączony tel, z racji spotkania). Na wycieraczce znalazłam 3 róże. Następnego dnia w ogóle się nie odzywał. A teraz pisze smsy jakby nigdy nic. Odpowiedz Link
yoma Re: A po rozwodzie..... 07.04.12, 19:09 Współczuję. Ale po co odbierasz? Nie radziła ciocia Yoma uciąć kontakty? Ja cię nie chciałam pocieszać, ja cię chciałam kopnąć. Bo albo teraz odpracujesz miesiąc żalu pod tytułem "już mnie nikt nie zechce", aż ci przejdzie, albo rzucisz się sirocie w ramiona i wtedy już na pewno nikt cię nie zechce (jeśli akurat to jest dla ciebie w tej chwili najważniejsze). Odpowiedz Link
mayenna Re: A po rozwodzie..... 07.04.12, 22:20 yoma napisała: > Współczuję. Ale po co odbierasz? Nie radziła ciocia Yoma uciąć kontakty? Nie tylko ciocia Yoma. Odpowiedz Link
xciekawax Co jest z TOBA nie tak? 06.04.12, 18:55 Nie chce komentowac zachowania tego niedojrzalego, egoistycznego chlopca ze sklonnosciami sknery. Mnie bardziej dziwi co z Toba jest nie tak ze tak bardzo boisz sie samotnosci ze jestes w stanie przechodzic przez ten caly dramat trwajacy miesiacami aby tylko nie byc sama. Bo spojrzmy prawdzie w oczy: poki dzwoni, poki cyrki odprawia, poki swiruje - cos sie dzieje w Twoim zyciu. Zamiast samej wziasc swoje zycie za kark, zamiast samej zaczac rozwijac wlasne skrzydla to ty zajmujesz sie takimi duperelami. Bo on przynajmniej daje ci sporo atracji, a tak - bylaby tylko cisza. Jest na takie osoby jak ty okreslenie: Drama Queen. I nie mow mi ze wolalabys aby nigdy do ciebie nie dzwonil - swoimi czynami pokazujesz ze tak nie jest. Ty zyjesz tym dramatem. Co do zwiazku: Nie znacie sie az tak dlugo, nic mu nie obiecywalas, zmienilas zdanie i juz. Na tym randkowanie polega: poznajemy kogos, randkujemy aby poznac sie lepiej, i potem decydujemy czy chcielibysmy z ta osoba tworzyc zwiazek. Ty nie chcesz zwiazku (dziwilabym sie gdybys chciala - moze z Toba nie jest az tak zle), randkowanie zostaje zawieszone i rozpoczynasz dalsze zycie. Ty, natomiast, ustalas w miejscu. Juz nie jestescie w zwiazku a emocjionalnie jestes zaangazowana jakbys przechodzila przez kolejny rozwod. Daj sobie na luz. Zastanawiam sie co z Toba nie tak, ze 1) przyciagasz niewlasciwych mezczyzn do siebie - musisz przeciez wysylac sygnaly jakies. 2) ze nie masz poczucia wlasnej wartosci aby wiedziec ze JESTES WARTA WIECEJ. Sorry, ale wiele kobiet darowalo sobie TEGO pana wiedziac ze sa warte wiecej (dlatego do tej pory jest sam). TY, jednak, nie tylko go zaakceptowalas, ale mialas/masz nadzieje na wspolne zycie. Pomysl ze moze te wszystkie kobiety ktore pana omijaly szerokim kolem - mialy powod??? 3) ze myslisz ze na zawsze zostaniesz sama - przeciez takim mysleniem strzelasz sobie w noge. Zaden normalny funkcjionalny facet nie chce dziewuchy ktora mysli o sobie jako o istocie niepelnej. Mozna myslec o sobie jak o kalece, nieudaczniku zyciowym, z dzieckiem na dodatek, ble - przepraszac ze sie zyje itd... albo mozna tez myslec jak o niesamowitej kobiecie z doswiadczeniami powyzej normy, ktora swoje wie, bogatrza o doswiadczenia, z super dzieciakiem z ktorego jestes dumna i nie boisz sie to uwzglednic, z super edukacjia i w miare dobra praca, i wszyscy ci moga podskoczyc do piet bo jestes the best i juz. Wiesz ze masz duzo do zaoferowania bo jestes lojalna, fajna, inteligentna, dobra do konwersacji itd, itp.... i czekasz na kogos kto zaoferuje przynajmniej tyle samo. Ty niestety wybralas jakis najdziwniejszy z dziwnych okazow, i jeszcze przez ostatnie cztery lub wiecej miesiecy sie nad nim rozczulasz. Nie uwazasz ze cos jest z Toba nie tak? Moze Twoje dziecko nie jest jedyna osoba ktore powinno chodzic do psychologoa? Pozdrawiam! PS: Acha, ja rowniez po rozwodzie, w samotnosci troche bylam, swoje przeszlam, a od roku w zwiazku. I ciesze sie ze nie poszlam na latwizne aby zwiazac sie emocjonalnie z pierwszym lepszym. Odpowiedz Link
luciva Re: Co jest z TOBA nie tak? 10.04.12, 11:47 Xciekawax, dzięki za posta. Też zastanawiam się co ze mną nie tak, że tak boję się samotności. Nie wiem, nie wiem. Choć może to nawet nie strach, raczej żal za straconymi marzeniami. Gdzieś tam, kiedyś tam cos tam sobie wymarzyłam, nie zdążyłam zrealizować, bo małżeństwo rozpadło się na chwilę po tym, jak powstała rodzina - i chyba tkwi we mnie ta tęsknota, żal, smutek, że czas leci, że może już nigdy...... W sumie nie doświadczyłam w małżeństwie złych rzeczy typu przemoc, może dlatego........Gdybym latami była zmęczona małżeństwem, może inaczej bym to widziała? Nie wiem. Natomiast co do tego, że przez kilka miesięcy przeżywam dramat - noo, nie jest tak, że to dramat i że tym żyję. Nie, nie. Może tak wygląda, bo na tym skupia się wątek, ale jest wiele innych spraw w mym życiu, o wiele ważniejszych........ z nimi sobie radzę, jest ok. Na pewno nie jestem zaangażowana emocjonalnie tak, jakbym przechodziła rozwód. Czy moje wpisy tak brzmią dramatycznie? W taki razie może i lepiej, że nie znałam forum, gdy mąż odszedł...... Lepiej oczywiście dla foruma, bo dla mnie na pewno nie Co do tego: Zastanawiam sie co z Toba nie tak, ze 1) przyciagasz niewlasciwych mezczyzn do > siebie - musisz przeciez wysylac sygnaly jakies. 2) ze nie masz poczucia wlasn > ej wartosci aby wiedziec ze JESTES WARTA WIECEJ też mnie to zastanawia. Skąd te moje wątpliwości, wahania, tym bardziej, że wiele spraw po rozwodzie widzę bardzo dokładnie, zrozumiałam wiele mechanizmów, itd. No, ale jak widać znajomość teorii niekoniecznie potwierdza praktykę, prawda pewnie stara jak świat. Co do innych kobiet, z jego opowieści wynikało, że to raczej on omijał kobiety, nie wierzył w siebie, nie zagadywał, miał kompleksy itd. Był bardzo gruby, otyły, dlatego. Poza tym jest dość nieśmiały. Absolutnie nie typ imprezowicza, raczej samotnika, lubi samotne spacery w lesie, itd. Może to stąd. Ale może i nie stąd, masz rację, nigdzie nie jest powiedziane, że mówił prawdę. Dzięki za wydobycie wszystkich moim pozytywów! I w ogóle dzięki! Yoma, ciocia radziła i miała rację. Padam na kolana. a kopniaki dziękuję (nie tylko Tobie ) i pożądam jeszcze! W czerwcu jadę na wesele. Sama. Odpowiedz Link
blue_ania37 Re: Co jest z TOBA nie tak? 10.04.12, 12:26 A ja sobie obiecałam, że nic na siłę, i tego się trzymam. Faktem jest też, że nie mam zbyt wiele mozliwośći, ale dla chcącego nic trudnego Pamiętam jak zaczęłam być sama, sypiać sama..to mi było straszno Bałam się bycia samemu, szczególnie w nocy, niby duża a powychodziły takie jakieś śmieszności. Ale dałam sobie czas, na zaakceptowanie samotności. I ją polubiłam, nadal mam zawieszki ( choć zaraz będzie rok ), nadal czuję się taka zawieszona pomiędzy niebem a piekłem, ale wiem, że muszę nie mieć ŻADNYCH wątpliwości, żeby z kimś być. Bo to też już dobrze wiesz po swoim małżeństwie, że wszelkiego rodzaju "naciąganie, naginanie się i dochodzenia do kompromisów na siłę" w końcu odbijają się cholerną czkawką. Mi na samotność pomaga książka, zawsze w każdej ilości A Odpowiedz Link
kramasa Re: Co jest z TOBA nie tak? 10.04.12, 14:12 Podpisuję się dwoma ręcami pod powyższymi opiniami. ABSOLUTNIE NIE WOLNO CI IŚĆ NA KOMPROMIS ZE SWOIM POCZUCIEM SZCZĘŚCIA ... o ile nie chcesz potem pisać, jak ja... (vide wątek: ależ jestem niewdzięczna). Ja związałam się z podobnym facetem i teraz gorzko tego żałuję... a nie był tak niesamodzielny i mimozowaty, jak ten Twój... (sorki), ale przemawia przeze mnie doświadczenie ... I w pełni zgadzam się, że wartościowych facetów spotyka się tylko wtedy, gdy docenia sie samą siebie, inwestuje w swój rozwój i hobby i gdy czuje się dobrze samą ze sobą... bo wtedy interesują się Tobą normalni faceci, a nie jakieś wiszące na człowieku mimozy Tak myślę, że inni wyczuwają z kim mają do czynienia Odpowiedz Link
nextvivi Re: A po rozwodzie..... 11.04.12, 08:50 A czy on mieszka u Ciebie czy dąży do tego? Piszesz o jego relacjach z ojcem a jak mu się układa z mamą, jaka jest? Z moich obserwacji wynika, że jak facet jest skąpy to mu tak zostaje. Pozdrawiam i trzymaj się ciepło, może Wam się ułoży. A jak długo się znacie, może za krótko. Odpowiedz Link
izak28 Re: A po rozwodzie..... 11.04.12, 09:16 A ja ci życzę, żebyś wytrwała w tym "sama"-znaczy bez tego konkretnego, nie wartego twojego czasu i uwagi chłopca. Odpowiedz Link
luciva Re: A po rozwodzie..... 11.04.12, 09:38 Tak, do wspólnego zamieszkania dążył już po 3-miesięcznej znajomości. Mama jest osobą cichą, z boku, obrabia cały dom i tyle. Przypuszczam, że niewiele tam znaczy. Jak jemu się układa z mamą? Chyba dobrze, ale nie mówił o tym wiele. Na pewno mama nie miała pretensji, że mieszka z nimi (rodzicami), tak jak ojciec (wyczułam z opowieści). Jedna rzecz mnie się nie podobała - mama pracuje różnie, m.in w niedziele. Kiedyś mi pisał, że jak mama wróci do domu po pracy, dopiero zrobi obiad. A ja sobie pomyslałam jakie to przykre, dwóch dorosłych zdrowych facetów siedzi w domu i nawet palcem nie kiwnie. Ja nie dążę do tego, żeby nam się ułożyło. Yoma, Maciek, wypiliście za moje zdrowie? Odpowiedz Link
nextvivi Re: A po rozwodzie..... 11.04.12, 09:57 Może już Ci na nim nie zależy a czy na początku byłaś w nim zakochana? Wydaje mi się, że o ile jego wykształcenie Tobie nie przeszkadza, to mogłabyś go nauczyć w łóżku jak powinno być, myślę że by się nauczył, moze by w tym kierunku się zaczął dokształcać choćby z netu czy gazet. A odnośnie wyjść do restauracji czy na grila, sądzę, że gdybyście mieszkali razem i wychodzili np. na grila to byś mu mogła powiedzieć, wiesz idziemy do Twojego kumpla/czy mojego wypadało by kupić chociaż pół kilo kiełbasek i chleb/sok czy 4 piwa... Nauczył by się chłopina, że jak gdzieś idzie to nie z pustą łapą. Przecież w małżeństwie tak jest, ze ludzie sobie doradzają co wziąć itp. Albo gdyby kupował spodnie zapytał by się Ciebie jaki fason dobrze na nim leży. Miłe jest to, że ma dobry kontakt z Twoim dzieckiem. Ale Ty najlepiej wiesz co do niego czujesz. Powodzenia Odpowiedz Link
luciva Re: A po rozwodzie..... 11.04.12, 10:32 Hmmmm O to chyba chodzi, że ja jestem dorosła i uważam, że facet który ma 35 lat tez jest dorosły. Nie chcę być niczyją nauczycielką. Ja chcę faceta wyrobionego, ukształtowanego. Tak trochę było z moim eks, że pokazywałam, doradzałam. Pewna znajoma powiedziała, że byłam drabiną, że na moich plecach wspiął się wyżej. Na koniec kopnął mnie w d...... Nie chcę tak. Poza tym uważam, ze pewnych rzeczy w dorosłym człowieku nie zmieni się, np podejścia do życia, nastawienia: uśmiechu albo malkontenctwa, tzw energii życiowej, werwy, zaradności. Takiego - jak ktoś chce szuka sposoby, jak nie chce, szuka powodu. Nie muszę pisać, którą stroną on jest. Dużo do myślenia dał mi post Xciekawax. Przez święta miałam wiele refleksji. Uświadomiłam sobie, że trochę z nim jest tak, że on szuka we mnie oparcia, siły, pomocy. Zwierza się, opowiada o problemach, lękach, bólach. Trochę jak zagubione dziecko, które u matki szuka schronienia i akceptacji. Ale ja już dziecko mam. I to nim naprawdę muszę się zająć, aby wyrósł na szczęśliwego człowieka. Na nim się skupić. Dlatego obok chcę mieć faceta ukształtowanego i stabilnego, który nawet jak ma jakieś kłopoty i lęki - szuka rozwiązania. Czytałam kiedyś artykuł, który co prawda dotyczył seksu, ale było w nim napisane, że kobieta oczekuje od mężczyzny zdecydowania, pewności, aby wiedział co robić, dawał oparcie. Myślę, że tak własnie jest. Co nie oznacza, że ja jemu mam tego nie dawać i nie być oparciem, owszem, też. On mi tego nie daje. Co do seksu - na pewno by się nauczył, ale wygląda to tak, jakby nie chciał. Doszłam wo wniosku, że niechęc do gumek to wymówka. Jak facet może bać się założyć prezerwatywę? Faceci, jak uważacie? Ja myślę, że on ma świadomość, że gdyby załozył prezerwatywę, będę dążyła do stosunku. Wie też, że bez prezerwatywy nie będę chciała. Więc zasłania się tym, żeby nie było stosunku. Bo jemu jest dobrze. Ma kobietę, na która może patrzeć, dotykać, masować, itd, jednocześnie zaspokajając się samemu (bo moje pieszczoty odrzucał po chwili, nie satysfakcjonowały go), czyli tak jak lubi, jak umie, tak jak sprawia mu to największą przyjemnosć. Bo inaczej nie zna. Nie mogę tylko zrozumieć, czemu nie chce doświadczyć, jak jest inaczej, "w pełni". Wydaje mi się, że pierwszy raz faceta nie boli, mam rację? Kiedyś powiedział, że to dla niego taki stres (założenie prezerwatywy), że musiałby się upić. Zabolało, bo gdzie w tym wszystkim ja? Czy ja bym chciała robić to z pijanym gościem? No i w tych wszystkich rozmowach o seksie nie było z jego strony pytania - a co Ty na to? Czy Tobie to nie przeszkadza? Jak się z tym czujesz? Czy chciałabyś coś więcej a może nie? Czy jesteś w stanie czekać? Czy znajdujesz spełnienie w tej formie? Jest problem, ale mamy takie czasy, że to nie problem iść do specjalisty, szukać jakoś pomocy. Wiedza jest dostępna, zresztą o tym też z nim rozmawiałam. Generalnie on wcale nie angażował sie w moją osobę, byłam dla niego jakimś romantycznym mitem do którego się wzdycha, ale konkretne sprawy go nie interesowały. O nic nie pytał, nie był ciekaw, nie oferował pomocy w kłopotach. Niestety długie życie w samotności swoje zrobiło. Jest mi go żal, a z drugiej strony czuję zdenerwowanie. Z dzieckiem ma dobry kontakt, bo lubi się bawić, ale dziecko jako takie go nie obchodzi. Na początki nie byłam zakochana, ale byłam zainteresowana i gdyby to poszło w innym kierunku, a on okazał się takim cżłowiekiem, jakim go widziałam na początku to pewnie bym się zakochała. Mimo wiszących spodni, misiowatego kroku, niezdarności i otyłości (zresztą wtedy był lekko przy kości, w ciągu naszej znajomości bardzo bardzo utył, nic z tym nie robi) oraz niskiego wzrostu. Dziś miałam sen. Śnił mi się jakiś facet przy moim boku, bylismy razem. I było fajnie, lekko, pogodnie, jakoś tak....normalnie. Czułam się spełniona. Bylam kobietą, troskliwą, ale kobietą nie matką, która mogła uwodzić, która uwodzono i o którą się troszczono. Takie uczucie miałam z eks na początku, tego nie miałam teraz. Odpowiedz Link
luciva Re: A po rozwodzie..... 11.04.12, 10:36 Acha, bardzo przepraszam za dosłowność w wypowiedzi dotyczącej seksu, ale inaczej już się nie dało...... Odpowiedz Link
yoma Re: A po rozwodzie..... 11.04.12, 13:09 > Yoma, Maciek, wypiliście za moje zdrowie? Ja tak, aczkolwiek nie portem z biedronki, lecz moim ulubionym czerwonym wytrawnym > Ja nie dążę do tego, żeby nam się ułożyło. Bardzo dobrze. To jeszcze podąż trochę do tego, żebyś w lustrze widziała fajną laskę, do której świat należy Odpowiedz Link
luciva Re: A po rozwodzie..... 11.04.12, 20:49 To jeszcze podąż trochę do tego, żebyś w lustrze widziała fajną > laskę, do której świat należy Bardzo, bardzo bym chciała. Tylko nie wiem jak. Brak mi środków. Ostatnio fajną laskę w lustrze widziałam jak miałam jakieś 7-10 lat. Szczerze wtedy uważałam, że jestem fajna, ładna i w ogóle. Odpowiedz Link
koto.podobna Re: A po rozwodzie..... 01.05.12, 21:43 Bardzo ciekawy wątek i cała historia. Ja rownież, jak większość poprzedników, polecałabym szybkie i zdecydowane rozstanie z tym typem. Jesteś fajną babką i zasługujesz na kogoś o niebo lepszego; na prawdziwego mężczyznę - nie zadowalaj sie bylejakim substytutem. Poinformuj go po raz ostatni, że między Wami koniec i zacznij go kompletnie ignorować, nie odbieraj sms-ów, telefonów, maili, a jeśli będzie Cię nachodził - nie wpuszczaj absolutnie do siebie czy nie wychodź porozmawiać. Możesz nawet postraszyć go policją i "stalkingiem", jeśli nic innego nie poskutkuje to może to... I zapomnij o nim jak najprędzej! To tyle, jeśli mogę poradzić. Odpowiedz Link
mayenna Re: A po rozwodzie..... 02.05.12, 12:32 luciva napisała: Ostatnio fajną > laskę w lustrze widziałam jak miałam jakieś 7-10 lat. Szczerze wtedy uważałam, > że jestem fajna, ładna i w ogóle. Ale w tym wieku to raczej nie wchodzi się w związki Odpowiedz Link
smarhta Re: A po rozwodzie..... 09.05.12, 02:51 luciva napisała: > Ja nie wiem. Nie radzę sobie, nie potrafię spojrzeć na wiele spraw obiektywnie, > jestem krytyczna i podejrzliwa z uwagi na przeszłość - a może nie? Jak dla mnie idealny artykul jak sie ma takie rozterki... potencjalosobowosci.com/2011/09/23/partner-na-zycie-jak-go-rozpoznac/ Odpowiedz Link