żyć w pojedynkę

06.12.11, 18:23
czy są tu kobiety, albo panowie, którzy podjęli taką decyzję? chodzi mi o sposób na życie, o osoby, które nie chcą związku, stałego partnera i wolą być same. ja się właśnie nad takim życiem zastanawiam. po rozwodzie jestem obecnie z innym mężczyzną, mieszkamy razem od jakiegoś czasu, jednak ja cały czas czuję się w tym mieszkaniu z nim nieswojo. nie jak u siebie, czuję, że nie jestem sobą. bez przerwy myślę o tym, czy nie lepiej byłoby, gdybym się od niego wyniosła i zamieszkała osobno. chwilami wręcz marzę, żeby być sama. i powiem Wam, że zaczęłam zastanawiać się czy wszystko ze mną ok. wszędzie wokół ludzie szukają partnerów, często wręcz desperacko. a ja odwrotnie. kurcze, nie wiem. co o tym myślicie?
    • moniapoz Re: żyć w pojedynkę 06.12.11, 18:54
      a może za szybko weszłaś w tą drugą relację i stąd takie odczucia ?

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • nangaparbat3 Re: żyć w pojedynkę 06.12.11, 18:59
      Ja.
      Jak powiedziałam mamie, że się rozstajemy, usłyszałam: Jak sie macie rozstać, to lepiej wcześniej, jeszcze sobie jakoś życie ułożysz.
      Na to ja, że własnie sobie ułożyłam.
      Miałam co prawda jedno wahnięcie, bo nawet przy najbardziej stanowczych postanowieniach można się zadurzyć, ale szczęśliwie przeszło bokiem.
      • lampka_witoszowska Re: żyć w pojedynkę 07.12.11, 09:26
        o, mam podobnie
        wciąz słyszę - życzenia, szczególnie ze strony ukochanego wujka, żebym sobie życie ułożyła, albo: jeszcze sobie życie ułożysz
        i zawsze odpowiadam, że własnie dopiero teraz mam ułożone
        wujek martwi się, że nikt mi nei pomaga i nei może pogodzić się z tym, że sama w domu zajmuję się "męskimi" pracami (albo wołam fachowców, bo rozgałęzień elektrycznych i podłączenia kilkużarówkowej lampy jeszcze nei rozgryzłam i nei umiem)
    • pendzacy_krolik Re: żyć w pojedynkę 06.12.11, 18:59
      ja mysle,ze to zdrowy odruch,ten twoj,nie tych desperatowsmile uczucie powinno przyjsc nagle, a nie byc wynikiem usilnego szukania. szukac, to mozna grzybow w lesie, albo okazji w sklepach.
      zaufaj swojej intuicjismile

      iiona napisała:

      > czy są tu kobiety, albo panowie, którzy podjęli taką decyzję? chodzi mi o sposó
      > b na życie, o osoby, które nie chcą związku, stałego partnera i wolą być same.
      > ja się właśnie nad takim życiem zastanawiam. po rozwodzie jestem obecnie z inny
      > m mężczyzną, mieszkamy razem od jakiegoś czasu, jednak ja cały czas czuję się w
      > tym mieszkaniu z nim nieswojo. nie jak u siebie, czuję, że nie jestem sobą. be
      > z przerwy myślę o tym, czy nie lepiej byłoby, gdybym się od niego wyniosła i za
      > mieszkała osobno. chwilami wręcz marzę, żeby być sama. i powiem Wam, że zaczęła
      > m zastanawiać się czy wszystko ze mną ok. wszędzie wokół ludzie szukają partner
      > ów, często wręcz desperacko. a ja odwrotnie. kurcze, nie wiem. co o tym myślici
      > e?
    • zulek.1 Re: żyć w pojedynkę 06.12.11, 20:32
      Są tusmileJa jetsem już ponad 3 lata po rozwodzie,początkowo desperacko szukałam, wydawało mi się ,że się zakochałam ,związałam się tak na poważnie,zamieszkaliśmy razem...No i wtedy wszystko zaczęło mi przeszkadzać. Teraz jestem sama, z dzieciakami i wreszcie mogę odetchnąć pełną piersią ,jest mi po prostu dobrze. Nie wiem czy to już taki stan na zawsze, czy przejściowy-już nie szukam, nie wypatruję w każdym napotkanym facecie potencjalnego partnera, a jeśli kogoś spotkam- to widocznie tak miało byćwink Ale samotność jest nam też potrzbna...
    • argentusa Re: żyć w pojedynkę 06.12.11, 21:19
      Według moich standardów jesteś zupełnie normalna smile.
      A nawet wyjątkowo zdrowa. I jeśli nie czujesz się dobrze w tej relacji, którą masz, posłuchaj siebie i zrób jak Ci intuicja i potrzeby podpowiadają smile. A moze warto podzielić się wątpliwościami z partnerem? Czy po prostu porozmawiać szczerze, tak by go nie zranić.
      Powodzenia,
      Ar.
    • mola1971 Re: żyć w pojedynkę 06.12.11, 22:30
      Nie powiem, że podjęłam taką decyzję bo to byłaby nieprawda. Natomiast perspektywa życia w samotności absolutnie mnie nie przeraża. Samotność też ma swój urok, ja swoją mam oswojoną a nawet polubioną smile Jednego jestem pewna - lepsza samotność niż życie z nieodpowiednim partnerem.
      Po rozwodzie zdarzyło mi się kilka zauroczeń, ale nie były na tyle silne (a panowie na tyle ciekawi) by coś z tego wyszło. Rozchodziło się po kościach.
      Może kiedyś z kimś się zwiążę a może nie. Obie opcje mają swoje wady i zalety, nie zamykam się na żadną z nich. Po prostu żyję dniem dzisiejszym, tu i teraz.

      • nowel1 Re: żyć w pojedynkę 07.12.11, 09:28
        Mam dokładnie tak samo jak Mola.
        Życie dla mnie jest wartością samą w sobie; spotkanie kogoś, z kim byłoby mi dobrze, byłoby cudowne, ale może się już nie zdarzyć i ja to akceptuję.
        2 miesiące temu zakończyłam trwający pół roku związek, bo poczułam, że mnie on bardziej uwiera niż cieszy.
        Czuję się ze sobą dobrze, moje życie sprawia mi radość i dopuszczam możliwość, że pozostanę - nie samotna, bo mnóstwo ludzi, naprawdę bliskich ludzi wokół mnie - ale sama, do końca.
    • tricolour Trochę szkoda faceta... 06.12.11, 22:44
      ... bo on może i gotowy do związku, a Ty na pewno nie. Dobrze by było byś uczciwie poinformowała partnera, że żyjesz obok, a nie z nim. Jemu pewnie wydaje się inaczej... szkoda. Z drugiej strony: co to związek, że facet nie widzi, że kobiety w nim nie ma?

      BTW: po raz kolejny widać jak na dłoni, że wspólne zamieszkanie powinno być konsekwencją miłości i decyzji z niej płynących, a nie mieć wymiaru tylko wspólnych sztućców.
      • searam Re: Trochę szkoda faceta... 08.12.11, 13:52
        Eh,tam. Nie szkoda faceta. Jestem sam pare lat , ale ma to dobre strony.A w damsko-meskich relacjach w szczegolnosc. Ale zycze zauroczenia w kims. To jest fajne.
    • altz Re: żyć w pojedynkę 08.12.11, 15:10
      Nie chce mi się szukać po wpisach, kto ma dzieci przy sobie, sami lepiej wiecie. Więc tylko z tego wątku:

      zuzek.1:
      >Teraz jestem sama, z dzieciakami

      Co Wy kobiety wiecie o samotności? big_grin
      • mola1971 Re: żyć w pojedynkę 08.12.11, 15:27
        altz napisał:
        > Co Wy kobiety wiecie o samotności? big_grin

        Ale co ma piernik do wiatraka? Dzieci to jest inny, oddzielny temat. Nie daj Panie Boże by kiedykolwiek dzieci mi partnera zastępowały. Dzieci to dzieci a partner to partner.
        Poza tym można być przeraźliwie samotnym w małżeństwie. Wiem coś o tym. A niby ktoś taki samotny nie jest bo ma męża/żonę.

        No i trochę złośliwością pojadę... A co Ty Altz wiesz o samotności skoro chwilę po rozwodzie z kimś się związałeś?
        • altz Re: żyć w pojedynkę 08.12.11, 16:59
          Zupełnie się z Tobą nie zgadzam, nie chcę pisać więcej, to za bardzo osobiste.
          Powiem tylko tyle, że dla mnie życie z dzieckiem nie jest już tytułowym życiem w pojedynkę.
          Uważam, że jeśli ktoś tak myśli, że nie powinien mieć dzieci obok siebie.
          • mola1971 Re: żyć w pojedynkę 08.12.11, 17:07
            A myśl sobie co tylko chcesz. Na szczęście nie od Twoich myśli zależy to, kto ma dzieci przy sobie a kto nie ma.
            • iiona kompromisy 08.12.11, 21:50
              czyli nie jestem dziwaczką, a już się zaczynałam tego obawiać. wink a może to egoizm z mojej strony? że wolę być sama niż wciąż się naginać do drugiej osoby. podobno bez kompromisów nie ma dobrego związku. ale mi się wydaje, że ja bez przerwy idę na jakies ustępstwa. fakt, mam dość silny charakter, chyba wolę dominować........ i on też. czuję się w tym związku niewiele warta, nie zauważana do końca, nie brana pod uwagę przy podejmowaniu decyzji.... wolałabym być partnerem a nie kimś podrzędnym. wiem, że dominujący facet raczej się nie zmieni, zresztą wcale bym tego nie chciała - żeby czuł się tak jak ja teraz. jakie to pokręcone. czy mogą funkcjonować razem szczęśliwie dwie silne osobowości? przykład: czy miałyście kiedyś taką sytuację, kiedy będąc w towarzystwie swojego partnera i jeszcze innego kolegi wy zadajecie swojemu pytanie a on odpowiadając na nie - patrzy na tego drugiego gościa? i mówi do niego. poczułam się jak nic nie warta gęś. dyskusja się toczyła ponad moją głową jednak przy moim czynnym udziale (przynajmniej przy moich staraniach o ten udział), własciwie dzięki mnie. to chyba nienormalne by ciągle zabiegać o uwagę bliskiej osoby wśród ludzi. gdy jestesmy sami, raczej to się nie zdarza. byc moze marudzę, ale tak sobie rozmyślam, czy może powinnam jeszcze troche popracować nad tym związkiem. mój partner dużo w niego zainwestował, czy nie będę żałować, że nie walczyłam dłużej? ile czasu sobie dać?
              • mola1971 Re: kompromisy 08.12.11, 22:00
                Na pytanie czy warto jeszcze pracować nad tym związkiem sama sobie musisz odpowiedzieć. Ty sama wiesz najlepiej czy chcesz i czy warto. Chłopa na pewno nie zmienisz. No chyba, że na innego, ale chyba nie o to Ci chodzi wink Możesz zmienić swoje podejście do niego.
                Wiesz, jak tak sobie obserwuję świat, ludzi, analizuję własne doświadczenia, to coraz częściej dochodzę do wniosku, że trzeba spotkać odpowiednią osobę. Odpowiednią dla nas. A i wtedy trzeba się napracować. Bo związek to praca. Byle tylko ta praca dawała nam więcej satysfakcji i radości niż przysparzała smutków. Ja mam podobnie jak Nowel - w pewnym momencie robię bilans "zysków" i "strat" (bynajmniej nie o finanse tu chodzi). Jeśli dana relacja przysparza mi więcej stresów, smutków i innych negatywnych emocji niż daje radości, to wieję.
                • argentusa Re: kompromisy 09.12.11, 12:49
                  Ja bym dodała za Molką, że spotkac tę odpowiednia osobę jest niezwykle trudno. Ale się zdarza.
                  A ostatnio gdzieś przeczytałam: zamiast zmieniać chłopa trzeba było go wymienić. Na innego. Albo siebie samą.
                  Coś w tym jest.
                  Ar.
                • tonyolomanolo Re: kompromisy 10.12.11, 20:41
                  mola1971 napisała:

                  > Wiesz, jak tak sobie obserwuję świat, ludzi, analizuję własne doświadczenia, to
                  > coraz częściej dochodzę do wniosku, że trzeba spotkać odpowiednią osobę
                  > . Odpowiednią dla nas. A i wtedy trzeba się napracować. Bo związek to praca.

                  odpowiednią dla obydwóch smile bo może się zdarzyć że jak w końcu trafisz na tą odpowiednią dla siebie to Ty tej spotkanej osobie nie będziesz odpowiadać wink
                  i jaka praca nad osobą ? albo obydwóch sobie pasuje albo jeden chce narzucić coś drugiemu wink
    • wawrzanka Re: żyć w pojedynkę 10.12.11, 17:36
      iiona napisała:

      > czy są tu kobiety, albo panowie, którzy podjęli taką decyzję?

      Chyba większość. Rozwód polega właśnie na tym, że przestajesz żyć z kimś i zaczynasz żyć w pojedynkę, więc Twoje pytanie jest jakby z kosmosu.

      > jestem obecnie z innym mężczyzną, mieszkamy razem od jakiegoś czasu, jednak ja cały czas czuję się w tym mieszkaniu z nim nieswojo.

      "Gratuluję" kroku wstecz. Rozwód jest po to, by pomieszkać samodzielnie, dojść do siebie, a w razie złego samopoczucia najlepiej mieć bliskie osoby, które pocieszą, zrobią drinka, wysłuchają - a nie faceta, z którym czujesz się nieswojo. Teraz czeka cię drugi "mały" rozwód. Gratuluję... Mam przyjaciółkę, która zamieszkała z facetem jeszcze przed swoim rozwodem. Potem wyszła za niego za mąż, a rok temu dzwoniła do mnie z płaczem i pytaniem, czy się nie rozwieźć. Zarówno rozwód jak i drugi partner to mają być przemyślane decyzje, bo inaczej krzywdzisz nie tylko siebie, ale siejesz zło dookoła: źle dla Twojego partnera, dla Twoich dzieci (jeśli masz), dla Twojej pracy (jeśli masz), dla przyjaciół (jeśli masz).
      • wawrzanka Re: żyć w pojedynkę 10.12.11, 17:46
        errata: "rozwieść", nie "rozwieźć" wink
      • niutka Re: żyć w pojedynkę 10.12.11, 18:22
        Rozna sa zwiazki, rozne rozstania i rozne rozwody... Ja wyprowadzilam sie z dziecmi (wynajelam mieszkanie) od meza w trakcie trwania sprawy rozwodowej (nie oponowal).
        Tez bylam zwiazana z innym facetem przed rozwodem, ktory trwal 2 lata. Nie wypalilo bo byl to zwiazek na odleglosc. Od ponad 1,5 roku jestem z KIMS, nie mieszkamy razem ale zawsze moge na niego liczyc.
        --
        "Żyj!" - powiedziała Nadzieja. "Bez Ciebie nie umie" - odpowiedziało cicho Życie...
    • malwi-na356 Re: żyć w pojedynkę 10.12.11, 18:18
      iiona napisała:

      > czy są tu kobiety, albo panowie, którzy podjęli taką decyzję? chodzi mi o sposó
      > b na życie, o osoby, które nie chcą związku, stałego partnera i wolą być same.
      > ja się właśnie nad takim życiem zastanawiam. po rozwodzie jestem obecnie z inny
      > m mężczyzną, mieszkamy razem od jakiegoś czasu, jednak ja cały czas czuję się w
      > tym mieszkaniu z nim nieswojo. nie jak u siebie, czuję, że nie jestem sobą. be
      > z przerwy myślę o tym, czy nie lepiej byłoby, gdybym się od niego wyniosła i za
      > mieszkała osobno. chwilami wręcz marzę, żeby być sama. i powiem Wam, że zaczęła
      > m zastanawiać się czy wszystko ze mną ok. wszędzie wokół ludzie szukają partner
      > ów, często wręcz desperacko. a ja odwrotnie. kurcze, nie wiem. co o tym myślici
      > e?



      to po co z nim jesteś bo się nawinął???dla sexu ??? a może zwyczajnie za wcześnie dla ciebie na związek ???
      • kalpa Re: żyć w pojedynkę 10.12.11, 22:32
        Ja po rozstaniu z mężem zachłysnęłam się szczęściem bycia właśnie SAMODZIELNIE STANOWIĄCĄ O SOBIE jednostką. Niestety jak żona z glupoty własnej zapomniałam, że jestem przede wszystkim SOBĄ. Ten etap życia w samotności był mi potrzebny. Ale teraz po dwóch latach - a były to naprawdę dobre lata wypełnione wszelkimi doświadczeniami i pracą- zaczynam odczuwać chęć wejścia ponownie w bliską relację z kimś. Ale nie na odległość, nie wirtualną- już z tego wyrosłam. Ale nic na siłę .... zdecydowanie z osobą, z którą nam razem będzie ze sobą wspaniale. Wiem, że to jest możliwe. Wyjaśniam , że słowie "wspaniale" mieści się naprawdę wiele...
        Taniec i wiatr to moje żywioły!
        • dezoksa Re: żyć w pojedynkę 10.12.11, 23:04
          Ja. Kilka lat po rozwodzie. Kilka nieudanych lub mniej udanych związków. I zatęskniłam za byciem ze sobą. Muszę odnaleźć siebie.
          • teuta1 Re: żyć w pojedynkę 10.12.11, 23:44
            Ja. U mnie jednak wynika to z przeżytego zawodu miłosnego.Już więcej nie chcę. Za dużo kosztuje wychodzenie na prostą.
    • jeriomina Re: żyć w pojedynkę 11.12.11, 17:17
      To, co przeszłam w tym roku (kalendarzowym) pomogło mi odnaleźć siebie - uświadomić sobie, że żyłam w "niewoli" przekonania, że będąc w związku jestem bardziej wartościowa. W małżeństwie nie byłam szczęśliwa, próbowałam podświadomie (bo na pewno na poziomie świadomości nie) szukać poza nim szczęścia i uświadomiłam sobie, że skoro tak się dzieje, to trzeba zakończyć małżeństwo. Nie chciałam nigdy "grać na dwa fronty". Poznałam kogoś kto też był w trakcie rozwodu, wtedy chciał być ze mną i zdecydowałam się na ten krok. Ten mój niby związek w końcu nie wypalił, poświadczając jedynie, że osoby w takim stanie nie powinny się wiązać zanim się nie uporają z samymi sobą i swoimi emocjami. Ale ja swój rozwód doprowadziłam do końca konsekwentnie i teraz jestem sama. I na razie chcę być sama. Na razie w ogóle nie umiem sobie wyobrazić, że mogłabym znów kogoś pokochać, chcieć z nim mieszkać, dzielić tak zwane smutki i radości. Odpoczywam od roli służącej i opiekunki, w którą wrobił mnie mój eks-mąż. Rzuciłam się w wir ustawiania sobie na nowo życia zawodowego, bo trochę je odsunęłam w małżeństwie, co było błędem. Zaplanowałam sobie podróżowanie, realizowanie pasji, rozwijanie nowych zainteresowań, spokojne poznawanie nowych ludzi - przede wszystkim chodzi mi o przyjaźń.
      Mając 21 lat strasznie chciałam związku, małżeństwa, rodziny, życia tzw. osobistego. Mając 29 lat chcę się przede wszystkim realizować zawodowo. Czasem różne rzeczy muszą w życiu nastąpić, żeby człowiek przewartościował swoje priorytety, zrozumiał, na czym mu naprawdę zależy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja