maarcjanna
20.12.11, 16:57
Witam wszystkich.
O alimentach na tym forum już było nie raz, czytałam ile się dało, ale mimo wszystko mam kilka pytań... właściwie to lekturze forum kilka z nich przyszło mi do głowy.
Na początek bardzo krótkie wprowadzenie: po rozwodzie jestem prawie 5 lat ( brakuje 2 miesięcy), mam 18-to letniego syna w klasie maturalnej. W czasie rozprawy rozwodowej orzeczone zostały alimenty w wysokości 500 zł i od tamtej pory kwota ta nie była podwyższana. To, że w ciągu 5 lat wszystko zmieniło swoje ceny a i chłopak 13-to letni ma inne potrzeby niż 18-to letni jest jasne i nie ma o czym mówić. Problem jest w czym innym; żeby zapewnić sobie i synowi życie na jakimś tam poziomie ( bez szaleństw), spłacać kredyt we frankach, zapłacić za jęz. włoski, angielski, dodatkowe podręczniki do przedsiębiorczości, zapłacić za psychologa, dermatologa itd biorę duuuużo zleceń. Tym samym przed sądem stanę z plikiem różnych zaświadczeń o dochodach naprzeciw faceta, który przyjdzie z jednym papierkiem zaświadczającym, że jest zatrudniony za najniższą krajową.... bo taką faktycznie ma umowę, reszta "pod stołem"... nie wspominając już o "napiwkach" wpływających bezpośrednio od klienta (jest mechanikiem-diagnostą samochodowym). Jakich argumentów użyć, kiedy (być może??) dowiem się, ze jestem osobą nieźle zarabiającą i sama powinnam radzić sobie z wydatkami? Czy będzie wzięte pod uwagę to, że zaharowuję się nie dla przyjemności, tylko żeby związać koniec z końcem?
I jeszcze jedno.... mój syn w tym roku zarobił sobie trochę pieniędzy, w zeszłą zimę przy odśnieżaniu, w lecie kosząc trawniki... powiedzieć o tym, czy nie? Czy nie zostanie to potraktowanie jako możliwość zarobkowania przez syna a tym samym powód do zakończenia jego alimentowania? Może ktoś miał podobną sytuację? Proszę o podpowiedzi i dziękuję.