podwyższenie alimentów

20.12.11, 16:57
Witam wszystkich.
O alimentach na tym forum już było nie raz, czytałam ile się dało, ale mimo wszystko mam kilka pytań... właściwie to lekturze forum kilka z nich przyszło mi do głowy.
Na początek bardzo krótkie wprowadzenie: po rozwodzie jestem prawie 5 lat ( brakuje 2 miesięcy), mam 18-to letniego syna w klasie maturalnej. W czasie rozprawy rozwodowej orzeczone zostały alimenty w wysokości 500 zł i od tamtej pory kwota ta nie była podwyższana. To, że w ciągu 5 lat wszystko zmieniło swoje ceny a i chłopak 13-to letni ma inne potrzeby niż 18-to letni jest jasne i nie ma o czym mówić. Problem jest w czym innym; żeby zapewnić sobie i synowi życie na jakimś tam poziomie ( bez szaleństw), spłacać kredyt we frankach, zapłacić za jęz. włoski, angielski, dodatkowe podręczniki do przedsiębiorczości, zapłacić za psychologa, dermatologa itd biorę duuuużo zleceń. Tym samym przed sądem stanę z plikiem różnych zaświadczeń o dochodach naprzeciw faceta, który przyjdzie z jednym papierkiem zaświadczającym, że jest zatrudniony za najniższą krajową.... bo taką faktycznie ma umowę, reszta "pod stołem"... nie wspominając już o "napiwkach" wpływających bezpośrednio od klienta (jest mechanikiem-diagnostą samochodowym). Jakich argumentów użyć, kiedy (być może??) dowiem się, ze jestem osobą nieźle zarabiającą i sama powinnam radzić sobie z wydatkami? Czy będzie wzięte pod uwagę to, że zaharowuję się nie dla przyjemności, tylko żeby związać koniec z końcem?
I jeszcze jedno.... mój syn w tym roku zarobił sobie trochę pieniędzy, w zeszłą zimę przy odśnieżaniu, w lecie kosząc trawniki... powiedzieć o tym, czy nie? Czy nie zostanie to potraktowanie jako możliwość zarobkowania przez syna a tym samym powód do zakończenia jego alimentowania? Może ktoś miał podobną sytuację? Proszę o podpowiedzi i dziękuję.
    • altz Re: podwyższenie alimentów 20.12.11, 17:06
      A swoje życie też masz czy tylko żyjesz życiem syna?
      To już jest stary chłop, ciekawe jak sobie poradzi, jak już wyjdzie spod klosza i będzie musiał żyć na początku za 900 zł miesięcznie?

      O trawnikach i śniegu nie mów, ale też nie sugeruj, że ojciec dorosłego już faceta może kraść, brać łapówki czy zrobić napad na bank. big_grin
      • triss_merigold6 Re: podwyższenie alimentów 20.12.11, 17:30
        To jest maturzysta.
        Wiesz Altz, po to się inwestuje w wykształcenie dzieci i dba, żeby nie musiały zarabiać 900 zł.
    • tricolour W kwestii formalnej... 20.12.11, 17:09
      ... kredyty we frankach, podręczniki do przedsiębiorczości i inne sprawy związane z Twoim życiem nie są sprawą o alimenty. To jest wyłącznie Twoja sprawa.

      Po drugie: prace dorywcze nie są powodem do zakonczenia alimentowania.

      Po trzecie: nic nie mówisz o kosztach utrzymania młodzieńca, a te koszty trzeba konkretnie wyliczyć i zsumować, a nie roztaczać wizji wielkich wydatków. Ojciec robiąc przelew musi wpisać liczbę, a nie ilustrację z wizji.
      • mola1971 Re: W kwestii formalnej... 20.12.11, 17:13
        Podręczniki do przedsiębiorczości są dla syna, więc dlaczego niby są związane z życiem Autorki a nie jej syna?
        • tricolour Skoro podręczniki są dla syna... 20.12.11, 23:15
          ... to niech ojciec współfinansuje. Były te podręczniki wymienione jednym tchem z kredytem we frankach więc myslałem, że to Marcjanna się doszkala.

          Ale tu jest rzecz inna: facet ma wedle zamysłu dokładać się do kredytu na mieszkanie, które syna nie jest i jakoś mało kto protestuje...
          • lampka_witoszowska Re: Skoro podręczniki są dla syna... 20.12.11, 23:36
            eeetam, mieszkanie syna nie jest i pewnie nigdy nei będzie, bo autorka wątku zabierze je sobie na tamten świat
            ojciec może kredyt współfinansować mając pewność, że mieszkanie dziedziczy dziecko - a taką gwearancję może mu ex żona sprezentować na piśmie przy dwóch niezależnych świadkach tudzież u notariusza

            oczywiście to w przypadku, gdyby ojciec chciał uczestniczycw spłacaniu kredytu smile i jak najbardziej ojciec chcieć nie musi, wszak przy dziedziczeniu mieszkania nikt staruszkowi niczego wytykać nei będzie, bo to by było nieludzkie
          • mola1971 Re: Skoro podręczniki są dla syna... 21.12.11, 00:15
            Mieszkanie wynajęte jest kosztem matki i dziecka. Kredyt na mieszkanie jest kosztem matki bo to jej majątek odrębny. Proste jak budowa cepa. Wystarczy się nauczyć odróżniać koszty od inwestycji tongue_out

            A podręcznik... Teraz złośliwa będę smile Gdybyś aktywnie uczestniczył w życiu córki to wiedziałbyś, że podstawy przedsiębiorczości to jest przedmiot w liceum. Nie schrzań tego przy synu.
        • altz Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 11:08
          Przedsiębiorczość.... jeszcze jeden przedmiot z typu "ważne pierdy". big_grin
          Nie przesadzajmy, to nie jest przedmiot akademicki, poziom nie jest zbyt wysoki, a koszty podręczników nie są super wysokie.
          Znajomość zasad rynku i tak jest przy tym mizerna, o czym świadczą nawet wpisy na forum osób pod doktoratach. :-\
          • mola1971 Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 20:23
            Altz, a Ty jak zwykle malkontencisz tongue_out
            Nieważne czy taki podręcznik jest tani czy drogi, chodzi o samą świadomość, że taki przedmiot jest i że trzeba kupić do niego podręcznik. Rodzic, który uczestniczy w życiu dziecka wie bo za ten podręcznik musi zapłacić a rodzic, który ma dziecko w nosie żyje w błogiej nieświadomości i przekonaniu, że te alimenty, które płaci na fanaberie jakieś idą. Nie mówiąc już o tym, że tu 25 zł na podręcznik, tam 20 zł na składki, za chwilę jakaś wycieczka i w skali miesiąca z takich pierdół kilkaset złotych potrafi się zrobić.

            Co do samych podstaw przedsiębiorczości to oczywiście, że nie jest to przedmiot akademicki, ale nie zgodzę się, że to są pierdy. Uczą się dzieciaki jak wypełnić PIT, jak napisać CV i masę innych pożytecznych rzeczy.
            • altz Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 21:49
              > Nieważne czy taki podręcznik jest tani czy drogi, chodzi o samą świadomość, że
              > taki przedmiot jest i że trzeba kupić do niego podręcznik.

              Pewno, że tak, tylko to jest takie rozmydlanie i śmiesznie to brzmi, gdy się mówi o dużych kosztach i jakieś jednej książce. Poza tym, wydajemy tyle, ile nam pozwala budżet, w każdym razie ja tak robię.
              • mola1971 Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 21:56
                Czy ja wiem czy rozmydlanie? Właśnie z takich drobnych kwot robią się duże kwoty.
                • altz Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 22:00
                  Czy mają się zrobić duże kwoty, jest decyzją rodziców. Dla mnie te 1000 zł na osobę, gdy mieszka z kimś jest wystarczającą kwotą, o ile nie jest to osoba chora. Nie wiem, jak jest tutaj, skoro syn chodzi do psychologa.
                  • mola1971 Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 22:08
                    Altz, a Ty znów swoje... Każdy żyje na takim poziomie, na jaki może sobie pozwolić.
                    Coś co dla jednego jest fanaberią, dla drugiego jest rzeczą podstawową. Takie jest życie po prostu. Bywa też tak, że to życie pokory uczy i nagle z dnia na dzień trzeba z czegoś zrezygnować (a nawet z wielu rzeczy) i okazuje się, że bez nich też da się żyć. Tyle, że powodem tych zmian nie powinien być rozwód a konkretnie to, że jeden rodzić wypiął się na dziecko i ma w nosie jego potrzeby. Choć bywa i tak i czasem nie ma innego wyjścia i po prostu trzeba się z tym pogodzić i tyle.
                    • altz Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 22:19
                      mola1971 napisała:

                      > Altz, a Ty znów swoje... Każdy żyje na takim poziomie, na jaki może sobie pozwolić.
                      Widzisz, zgadzam się z Tobą. Ale o poziomie życia decydują możliwości rodziców i sami rodzice. Uważam, że powinni się dogadać co do możliwości finansowania prawie dorosłego człowieka. Wcale nie oznacza, że muszą pokrywać wszystkie koszty, syn się sam w to włączył i dobrze, że tak robi. Ja miałem w jego wieku, ile dostałem pieniędzy od rodziców, i co najmniej tyle samo dorabiałem.
                      • mola1971 Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 22:24
                        Altz, do matury dzieciak ma mieć spokój by mógł się uczyć, zdał maturę i dostał się na studia. Przynajmniej ja tak uważam. Po maturze to już inna bajka jest, można (a nawet trzeba) dużo więcej wymagać.
          • maciekqbn Re: W kwestii formalnej... 22.12.11, 03:19
            altz napisał:

            > Znajomość zasad rynku i tak jest przy tym mizerna, o czym świadczą nawet wpisy
            > na forum osób pod doktoratach. :-\

            10/10
      • niutka Re: W kwestii formalnej... 20.12.11, 21:41
        tricolour napisał:

        > ... kredyty we frankach, ....i inne sprawy związane z Twoim życiem nie są sprawą o alimenty. To jest wyłącznie Twoja sprawa.

        Hmmm. Moj ex musi (w/g formularzy dostepnych w necie) dokladac sie do kosztow utrzymania dziecka, czyli tez do kosztow wynajmu mieszkania. A jak kobieta kupi mieszkanie (na kredyt 35-letni), to juz NIE MUSI?
        • niebieski_lisek Re: W kwestii formalnej... 20.12.11, 22:35
          tak, nie musi, bo mieszkanie jest byłej żony, a nie dziecka - to naprawdę jest sprawiedliwe.
          • zmeczona100 Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 00:10
            Gdyby dziecko zostało nie z ną, tylko z nim, ona miałaby mniejszy kredyt do spłacania, bo mogłaby kupić mniejsze mieszkanie. Gdzie tu sprawiedliwość?
            • tricolour Sprawiedliwość jest w tym... 21.12.11, 00:15
              ... że ma większe mieszkanie, które po wyprowadzce dziecka może zamienic na mniejsze odzyskując pieniądze za tę część, która była "przewidziana tylko" dla dziecka
              • zmeczona100 Re: Sprawiedliwość jest w tym... 21.12.11, 00:20
                No popatrz, ja takiego przypadku nie znam, za to takich, gdzie mieszkanie owszem, zamienia się na mniejsze, ale po to, aby z pozostałości dołożyć... dzieciom, żeby kredyty ich nie zżarły.
                Zresztą, ja też nie potrzebuję tak dużego mieszkania, jak mam teraz. Ale myślę o synu i o tym, aby nie musiał dorabiać na zmywaku w czasie swego urlopu, pracując na odsetki od kredytu na 25 lat.
                No cóż, ja wiem, że jestem dziwna. Bo któż przy zdrowych zmysłach wybiega tak daleko w przyszłość, no nie?
                • tricolour Jeżeli masz jedno dziecko... 21.12.11, 00:27
                  ... to może zamiana mieszkania na mniejsze uwolni syna od kredytu, choć wątpię. Gdybyś miała parkę - jak ja - to mogłby sie okazać, że tylko wyprowadzka pod most pozwoli kupić dwa małe mieszkania.

                  A ja pod mostem mieszkać nie zamierzam.
                  • argentusa Re: Jeżeli masz jedno dziecko... 21.12.11, 08:46
                    ojeju jeju, ja z trójka to mogiła.
                    Tata moich dzieci spłaca część kredytu na moje mieszkanie, bo jak uznał sąd -możłiwość zamieszkiwania w tym domu jest kosztem utrzymania dzieci. PRzed rozwodem chałupa była wspólnotą małżeńską.
                    • tricolour Wg Zmęczonej - mogiła... 21.12.11, 08:59
                      ... bo masz kredyt, a Twoi rodzice nie dołożyli Ci.

                      smile
                      • zmeczona100 Re: Wg Zmęczonej - mogiła... 22.12.11, 13:11
                        A powinni?
            • niebieski_lisek Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 06:26
              > Gdyby dziecko zostało nie z ną, tylko z nim, ona miałaby mniejszy kredyt do spł
              > acania, bo mogłaby kupić mniejsze mieszkanie. Gdzie tu sprawiedliwość?

              To oczywiście prawda, co piszesz. Sprawiedliwość pojawia się później, kiedy po wyprowadzce dziecka/dzieci dysponujesz większym mieszkaniem, możesz je sprzedać i kupić mniejsze. Naprawdę nie uważam, że rozwiedziony małżonek powinien partycypować w powiększaniu majątku byłego partnera. Moim zdaniem uczciwe płacone alimenty na bieżące potrzeby dziecka załatwiają sprawę.
            • tautschinsky Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 14:51
              zmeczona100 napisała:

              > Gdyby dziecko zostało nie z ną, tylko z nim, ona miałaby mniejszy kredyt do spł
              > acania, bo mogłaby kupić mniejsze mieszkanie. Gdzie tu sprawiedliwość?

              To znaczy, jakie? 25 metrów z aneksem kuchennym?
              I takie by kupiła nie mając na wychowaniu dziecka?
              Po spłacie kredytu mieszkaniowego zostanie z tym
              większym mieszkaniem, które będzie miało wyższą
              wartość od tego mniejszego. I będzie mogła zrobić
              ze swoją WYŁĄCZNĄ własnością, co będzie chciała.
              Nigdzie prawo nie mówi, że rodzic nie może takiego
              mieszkania sprzedać za życia, pieniądze wydać na
              przyjemności, że musi takie mieszkanie zachować,
              by po jego śmierci przejęło je na własność potomstwo.
              A więc chęć, by ojciec dziecka dokładał się do kredytu
              mieszkaniowego, ponieważ mieszka w nim też jego
              dziecko jest niczym innym jak rżnięciem tego ojca
              z kasy na SWOJĄ WYŁĄCZNĄ rzecz. Czym innym
              byłoby dopłacanie do wynajmu większego mieszkania,
              w którym mieszkałaby matka z dzieckiem, konkretnie
              do pokoju, które by zamieszkiwało to dziecko. Czym
              innym jest współfinansowanie kredytu mieszkaniowego
              lokum, które własnością jest obcej mu kobiety,
              z którą łączy go wspólne dziecko.
              • zmeczona100 Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 14:55

                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,131717902,131740428,Re_Skoro_kredyt_jest_Twoj_.html
                • altz Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 15:12
                  Sama siebie cytujesz? big_grin
                  Tak powstają w Polsce prace "naukowe". wink
                  • zmeczona100 Re: W kwestii formalnej... 21.12.11, 15:42
                    Ja siebie cytuję?? Nie tylko intelekt Ci siadł; ze wzrokiem też masz problemy.
    • triss_merigold6 Re: podwyższenie alimentów 20.12.11, 17:23
      Absolutnie nie mów o tym, że syn dorabiał. Uczy się w liceum, nie ma obowiązku zarabiania.
      Poradzę Ci otwartym tekstem: jeśli możesz bierz część zleceń na czarno, nie wykażesz większych dochodów.
      Wylicz koszty utrzymania syna, z zajęciami dodatkowymi, wakacjami, podręcznikami etc. Są arkusze kalkulacyjne.Możesz próbowac udokumentować, że eks ma znacznie wyższy standard życia niż wynika to z jego zarobków.
      • maarcjanna Re: podwyższenie alimentów 20.12.11, 22:28
        Bardzo dziękuję i jednocześnie odpowiadam...
        1. altz - tak, mam również swoje życie i nie żyję życiem syna i nie wychowuję go pod kloszem... mam nadzieję, że dzięki moim staraniom i inwestycjom nie będzie musiał żyć za 900 zł/mies. Nie sugeruję, że jego ojciec kradnie, ale jeśli nie wiesz jak i ile zarabiają diagności to gratuluję naiwności.
        2. tricoulor - kredyt jest mój, ale gdzie niby miałabym mieszać z dzieckiem? Przecież to taki sam koszt jak wynajęcie mieszkania.

        Podręczniki nie są dla mnie, tylko dla syna, nie chcę też by ex dokładał się do kredytu, tylko do kosztów utrzymania i edukacji syna.
        Czy za każdym razem kobieta, która napisze coś o alimentach musi być traktowana jak sep czyhający na dochody byłego? Nie chcę niczego dla siebie. Eks nie kontaktuje się z synem od półtora roku. Tylko ja siedzę po nocach nad kolejnym zleceniem, kiedy młody przychodzi z informacją, że nowe książki do włoskiego będą kosztowały 125 zł. Za chwilę studniówka, matura.

        Bardzo dziękuję triss-merigold6 za konstruktywną radę a ninutce i moli za wsparcie i zdroworozsądkowe podejście do problemu.
        • tricolour Skoro kredyt jest Twój... 20.12.11, 23:22
          ... to spłacasz sama, a po spłacie rzecz przechodzi tylko i wyłącznie na Twoją własność. Rozumiesz? Nikt, nawet syn, którego teraz liczysz do kredytu, nie będzie miał żadnego prawa nawet do odrobiny Twojej własności. Mąz także i z tego powodu kredytu nie doliczamy do alimentów.

          Innymi słowy: spłacasz samodzielnie i nabywasz 100% własności. Jesli chcesz, by ktoś partycypował w kredycie, to adekwatnie do wniesionego kapitału należy mu się część własności.
          • maarcjanna Re: Skoro kredyt jest Twój... 20.12.11, 23:31
            czy to jest takie trudne do zrozumienia - nie chcę by eks dokładał się do kredytu, tylko to kosztów utrzymania i edukacji syna
            • tricolour Teraz już jest. 20.12.11, 23:39
            • lampka_witoszowska Re: nie przejmuj się :) 21.12.11, 15:16
              kto chce, rozumie, kto nie chce zrozumieć, choćbys rysunki zamieszczała, nie zrozumie

              w sądzie po prostu wykaż wydatki, miej udokumentowane i wyliczone wszystko, nie zawyżaj i nei zaniżaj - i jak najbardziej powiedz o możliwościach zarobkowych diagnostów
              może uda Ci się przedstawić poziom życia byłego męża

              a przede wszystkim - poradź się adwokata, jak sprawę najrozsądniej załatwiać
              skoro Ci zależy - to zainwestuj w taką poradę, może się przydać

              i adwokat nei będzie miał zapewne problemów ze zrozumieniem normalnie, tak jak tu, przedstawionej sprawy
          • zmeczona100 Re: Skoro kredyt jest Twój... 21.12.11, 12:27
            > Innymi słowy: spłacasz samodzielnie i nabywasz 100% własności.

            A skoro spłaca sama kredyt, to nie może zaspokoić potrzeb swoich i dziecka na optymalnym dla nich poziomie, więc to oczywiste, że wtedy partycypowanie ojca w kosztach wychowania dziecka jest wyższe, niż 50%.
            Tak więc nie spłaca ojciec kredytu, ale płaci wyższe alimenty.
            A że do pozwu o alimenty trzeba też dołączyć wydatki własne (matki), to pozycja "Spłata kredytu miesięcznie" też się tam znajdzie, a co za tym idzie zaważy na wysokości przyznawanych alimentów na dziecko.
            Tri to purysta egocentryczny i w tym wypadku oczywiście nie chodzi mu o wysokość środków, jakie płaci ojciec (chociaż to sedno tej dyskusji), lecz o to, aby części tych środków nie nazywać spłatą kredytu tylko po prostu alimentami na dziecko. Coś pokręciłam, Tri?
            • z_mazur Re: Skoro kredyt jest Twój... 21.12.11, 15:12
              Ale nikt matki nie zmusza do spłacania kredytu. Może wynająć mieszkanie i koszt wynajmu większego mieszkania uwzględnić jako koszt utrzymania dziecka.

              Jest samodzielną niezależną osobą, jeśli podejmuje decyzję o kupnie SOBIE mieszkania, to chyba powinna odpowiednio skalkulować, czy będzie ją stać na taki zakup i czy nie przeszkodzi jej to zaspokajać potrzeb swoich i części potrzeb dziecka.
              • altz Re: Skoro kredyt jest Twój... 21.12.11, 15:31
                Dla mnie spłata części kredytu jest do przyjęcia pod pewnymi warunkami. Jeśli rata kredytu za mieszkanie i koszty utrzymania nie przekraczają kosztów wynajęcia podobnego mieszkania z kosztami utrzymania, a takie mieszkanie byłoby na poziomie naszych możliwości finansowych, to 1/4 całych kosztów jest do przyjęcia. Czasami lepiej płacić na swoje, niż wynajmować, bo wychodzi taniej i nie ma o co się obrażać, a co zrobi matka z tym mieszkaniem po odejściu dziecka, już by mnie nie obchodziło.
              • zmeczona100 Re: Skoro kredyt jest Twój... 21.12.11, 15:39
                Nie musi wynajmować ani brać kredytu. Noclegownie dla bezdomnych są bezpłatne. W końcu jest samodzielną, niezależną osobą, więc co- nie wolno jej?
            • tricolour Owszem - pokręciłaś... 21.12.11, 22:23
              ... bo alimenty na dziecko wylicza się na podstawie potrzeb dziecka. Tylko potrzeb dziecka.

              Jest co prawda zapis o możliwościach alimentujących, ale tylko w tym celu, by było jakieś ograniczenie. Od dołu i od ogóry. By dziecko bogacza nie chodziło w łachamanach oraz by dziecko nie skubało alimentującego biedaka aż do jego śmierci głodowej. Przerysowując.

              Tak więc kredyt matki ma się nijak do alimentów na dziecko. A gdyby nawet jego spłata tak nadwyrężała budżet matki, że jej część finansowego udziału w wychowanie dziecka nie mogła być zaspokojona, to nie jest to powód, by sięgać do cudzej kieszeni. Ponieważ matka ma mieć rozum i odpowiednio bilansować dochody z wydatkami kosztem własnego żołądka od dnia rozwodu. Od dnia rozwodu nikt nie ma obowiązku matki wspierać w niczym, czego sama chciała idąc do sądu po rozwód.

              "Tri to purysta egocentryczny" - dziekuję. Odebrałem jako komplement.
              • zmeczona100 Re: Owszem - pokręciłaś... 22.12.11, 13:20

                > Tak więc kredyt matki ma się nijak do alimentów na dziecko. A gdyby nawet jego
                > spłata tak nadwyrężała budżet matki, że jej część finansowego udziału w wychowa
                > nie dziecka nie mogła być zaspokojona, to nie jest to powód, by sięgać do cudze
                > j kieszeni.

                No cóż, ja wiem, że nie jesteś w stanie zakodować pewnych elementarnych, lecz nijak niepasujących Ci zapisów, że dziecko ma prawo żyć na poziomie rodzica, który je alimentuje (nie- obowiązek!), ale to nie powód, aby inni nie przyjmowali tego do wiadomości. Matka spłaca kredyt, a ojciec płaci większe alimenty.

                Od dnia rozwodu nikt nie ma ob
                > owiązku matki wspierać w niczym, czego sama chciała idąc do sądu po rozwód.

                Matki nie, ale dziecko- i owszem.

                > "Tri to purysta egocentryczny" - dziekuję. Odebrałem jako komplement.

                Wcale mnie to nie dziwi i nie zaskakuje.
                • z_mazur Re: Owszem - pokręciłaś... 22.12.11, 13:28
                  A czy matka w takim razie powinna ojcu finansować kredyt jeśli kupi mieszkanie w którym będzie dodatkowy pokój w którym w weekendy będzie mieszkało dziecko?

                  Powiedzmy, że na etapie ustalania alimentów ojciec mieszkał kątem u rodziny lub przyjaciół.

                  Czy zakup takiego mieszkania przez ojca byłby uzasadnieniem do obniżenia kwoty płaconych alimentów? No bo płaci wysoki kredyt, to obniża jego możliwości alimentacji.

                  Czy może Twoim zdaniem taki zakup nie powinien mieć nic wspólnego z płaconymi alimentami?
                  • zmeczona100 Re: Owszem - pokręciłaś... 22.12.11, 13:33
                    Poza weekendami pokój może wynajmować.

                    > Czy może Twoim zdaniem taki zakup nie powinien mieć nic wspólnego z płaconymi a
                    > limentami?

                    Owszem. Większe dochody- większe alimenty.


                    Coś jeszcze Cię nurtuje?
                    • z_mazur Re: Owszem - pokręciłaś... 22.12.11, 13:39
                      Tia jak kupi do niego łóżeczko dla kilkulatka, to pewnie mógłby je wynajmować innemu kilkulatkowi.

                      A jak matka ma ten dodatkowy pokój wolny, bo akurat dziecko spędza czas z ojcem, to może go wynajmować na godziny i też mieć wyższe dochody. Stawki za godziny potrafią być całkiem niezłe.

                      Możemy się tak przerzucać.

                      Mieszkanie kupione na własność przez matkę i środki, które ona na to prznacza (w tym ich źródło) to problem matki i nie powinien być pretekstem do określania kwoty alimentów.
                      • zmeczona100 Re: Owszem - pokręciłaś... 22.12.11, 13:48
                        Łóżeczko dla kilkulatka? Osobny pokój? Na weekend?
                        No cóż... Skoro kilkulatek jest tam gościem, to wystarczy łóżko i pokój wykorzystywany dla gości, a ten nie ma związku z wydatkami na dziecko

                        Taki pokój na godziny, to, rozumiem. O ile atrakcyjna okolica, sprzyjająca intymności. Stawki nie mogą być jednak wyższe, niż te w hotelu za dobę, bo wtedy nici z zarabiania na godziny.

                        Jeszcze jakieś inne pomysły?
                        • z_mazur Re: Owszem - pokręciłaś... 22.12.11, 14:05
                          > Łóżeczko dla kilkulatka? Osobny pokój? Na weekend?
                          > No cóż... Skoro kilkulatek jest tam gościem, to wystarczy łóżko i pokój wykorzy
                          > stywany dla gości, a ten nie ma związku z wydatkami na dziecko

                          A jeśli ojciec chce stworzyć dziecku przyjazne warunki na codzień? Żeby u taty czuło się jak u siebie, a nie jak gość?

                          Jak już pisałem możemy się przerzucać, ale już mi się nie chce, więc sobie podaruję.
                          • zmeczona100 Re: Owszem - pokręciłaś... 22.12.11, 14:14
                            > A jeśli ojciec chce stworzyć dziecku przyjazne warunki na codzień?

                            To wtedy opiekuje się nim na co dzień, więc to zmienia postać rzeczy.

                            Mnie też się nie chce dalej ciągnąć tej bezsensownej dyskusji.
                            Miłych świąt.
                            • z_mazur Re: Owszem - pokręciłaś... 22.12.11, 14:22
                              Nie byłaby bezsensowna gdybyś jej taką nie uczyniła zamiast odpowiedzieć na pytanie:
                              "Czy Twoim zdaniem ojciec kupujący większe mieszkanie dla zapewnienia lepszych warunków dla jego spotkań z dzieckiem, mógłby kosztami tego zakupu uzasadniać obniżenie kwoty płaconych alimentów?"
                              • tricolour Nie dostaniesz odpowiedzi na to pytanie... 22.12.11, 14:36
                                ... poniewaz jej zakres wykracza poza zasoby naszej koleżanki: jakakolwiek odpowiedz postawi we wzajemnej sprzeczności poprzednie jej wypowiedzi. Dostaniesz tylko uniki i agresywne aluzje, byś się odpimpał.
                                • zmeczona100 Re: Nie dostaniesz odpowiedzi na to pytanie... 22.12.11, 14:45
                                  ja też Cie kocham, Tri.
                              • zmeczona100 Re: Owszem - pokręciłaś... 22.12.11, 14:42
                                > "Czy Twoim zdaniem ojciec kupujący większe mieszkanie dla zapewnienia lepszych
                                > warunków dla jego spotkań z dzieckiem, mógłby kosztami tego zakupu uzasadniać o
                                > bniżenie kwoty płaconych alimentów?"

                                Proszę bardzo:
                                Chodzi o miejsce życia, codziennego funkcjonowania dziecka, a nie miejsce spotkań z rodzicem.
                                • tricolour Ale to już było! 22.12.11, 15:17
                                  Pytanie dla zespołu z Zabrza: o jaki procent łóżek szpitalnych powiększyła się ilość miejsc|w ostatnim okresie?
                                  - 7218 godzin.
                                  - He... No tak. Ale to jest odpowiedź na trzecie pytanie, którego jeszcze nie czytałem, a które brzmi: Ile godzin w czynie społecznym przepracowała służba zdrowia? Ale mam nadzieję, że jury uzna tę odpowiedź awansem. Prawda?
                                  - Tak, jury uznaje odpowiedź.

                                  Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?
                • tricolour Wiesz co, Zmęczona... 22.12.11, 14:41
                  ... moja córka przed kilkoma miesiacami wyprowadziła się od mamy i podjęła naukę dalej. Do którego poziomu życia ona ma prawo skoro alimentują ją obydwoje? Czy wybór przez córkę określonego poziomu implikuje dostosowanie drugiego rodzica z poziomem alimentacji?
                  • zmeczona100 Re: Wiesz co, Zmęczona... 22.12.11, 14:44
                    Cz
                    > y wybór przez córkę określonego poziomu implikuje dostosowanie drugiego rodzica
                    > z poziomem alimentacji?

                    Nie ma mowy w żadnych przepisach o tym, że obydwoje rodziców ma łożyć 50% kosztów utrzymania dziecka.
                    • tricolour Oprócz przepisów jest jeszcze głowa! 22.12.11, 15:12
                      Przypomniała mi się mowa końcowa jednego ze zbrodniarzy wojennych sądzonych w Norymberdze: mnie, jako sędziego, obowiązywało kierowanie się przepisami prawa, a nie subiektywnym poczuciem sprawiedliwości.

                      Dlatego jego wyrokiem zginęły tysiące.
                      • zmeczona100 Re: Oprócz przepisów jest jeszcze głowa! 22.12.11, 17:22
                        Wysyłasz dorosłą córkę do pracy (wszak dorosła)- i Twoje subiektywne poczucie sprawiedliwości powinno być zaspokojone.
                  • altz Re: Wiesz co, Zmęczona... 22.12.11, 15:39
                    Tu nie będzie odpowiedzi, bo specjalnie tak jest skonstruowane prawo.
                    Państwo nie wprowadzi tabel alimentacyjnych, bo wtedy trzeba by było jasno powiedzieć, że ludzie żyją poniżej poziomu ubóstwa, być może dać jakieś pieniądze na dzieci, a być może i zasiłki rodzicom, a przecież specjalnie się już mnoży argumenty za tym, żeby wykreślić ludzi z listy bezrobotnych. Wszechobecna fikcja, faktyczne bezrobocie na poziomie 30%, a na papierze tylko 15%, ogromne możliwości zarobkowe przy jednoczesnym braku sensownej pracy.

                    Tak samo będą działać matki. Im się należą dobre warunki dla dziecka, bo przecież zajmują się dzieckiem na co dzień. Gdyby ojciec chciał mieć dziecko u siebie w dobrych warunkach, to też są chętne, ale powinien z własnych środków to opłacić, a jeśli by chciał wspólnie, to już się pojawi argument, że potrzeba dziecku stabilności i nie powinno latać między rodzicami, jak ta paczka, a z drugiej strony każdy ma prawo do szczęścia i własnego wyboru (oprócz dziecka i ojca!).

                    Wszystko się rozbija o brak pieniędzy, nie o złą wolę, o dodatki, o alimenty, o możliwości. Gdybyśmy mieli możliwości utrzymania dzieci samotnie, to pewno część problemów umarłaby nagłą śmiercią.
                    A tak, to są tylko sprzeczności, ojciec ma obowiązek spotykać się z dzieckiem, ale powinien być pokorny, stanąć przed domem i zaczekać i bron Boże nie brać dziecka do siebie, a na pewno nie powinien mieć lepiej od matki. Powinien się dokładać, ale nie może mówić o własnych planach czy potrzebach. Powinien zarabiać i nigdy nie wspominać, że nie ma pracy i że nie może jej znaleźć. I niech mu do głowy nie przychodzi liczyć na dzieci na starość, bo to chamskie i prostackie.
        • altz Re: podwyższenie alimentów 21.12.11, 11:52
          maarcjanna napisała:

          > Bardzo dziękuję i jednocześnie odpowiadam...
          > 1. altz - tak, mam również swoje życie i nie żyję życiem syna i nie wychowuję g
          > o pod kloszem... mam nadzieję, że dzięki moim staraniom i inwestycjom nie będ
          > zie musiał żyć za 900 zł/mies.

          Na początku wszyscy tak zarabiają, chyba że już na studiach pracują na część etatu, wtedy startują od wyższych kwot. Ludzie bez doświadczenia na początku mało zarabiają i to jest, według mnie, uczciwe.

          > Nie sugeruję, że jego ojciec kradnie, ale jeśli
          > nie wiesz jak i ile zarabiają diagności to gratuluję naiwności.
          Ja znam stawki. Wiem, że co 20 osoba jest z Warszawy, może na forum nadreprezentacja, być może co 10-ty forumowicz jest z Warszawy. Tam się zarabia więcej, ale nie można przyrównywać wszystkiego do stolicy, bo jednak 80% pracowników zarabia dużo mniej.

          Sugerowanie, że się dostaje w łapę jest nie na miejscu. To można sugerować kelnerowi, bo tam napiwki są przyjęte, a w diagnostyce "napiwki" są nadużyciem i za to można siedzieć.
          • malgolkab Re: podwyższenie alimentów 21.12.11, 11:56
            altz napisał:

            > maarcjanna napisała:
            >
            > > Bardzo dziękuję i jednocześnie odpowiadam...
            > > 1. altz - tak, mam również swoje życie i nie żyję życiem syna i nie wycho
            > wuję g
            > > o pod kloszem... mam nadzieję, że dzięki moim staraniom i inwestycjom nie
            > będ
            > > zie musiał żyć za 900 zł/mies.
            >
            > Na początku wszyscy tak zarabiają, chyba że już na studiach pracują na część et
            > atu, wtedy startują od wyższych kwot. Ludzie bez doświadczenia na początku mało
            > zarabiają i to jest, według mnie, uczciwe.
            >
            skoro Twoim zdaniem tyle zarabiają ci po studiach to ile dostaja ci bez studiów? Pewnie w niektórych rejonach Polski tak jest, ale nie jest to reguła.
            • altz Re: podwyższenie alimentów 21.12.11, 15:35
              > skoro Twoim zdaniem tyle zarabiają ci po studiach to ile dostaja ci bez studiów
              > ? Pewnie w niektórych rejonach Polski tak jest, ale nie jest to reguła.

              Chłopak po zawodówce zarabia dużo więcej na początku, niż chłopak po studiach, bo ten po zawodówce już coś sam potrafi zrobić, a ten po studiach udaje, że coś potrafi. wink
          • zmeczona100 Re: podwyższenie alimentów 21.12.11, 14:57
            > Na początku wszyscy tak zarabiają, chyba że już na studiach pracują na część et
            > atu, wtedy startują od wyższych kwot. Ludzie bez doświadczenia na początku mało
            > zarabiają i to jest, według mnie, uczciwe.

            Gdzie wtedy mieszkają? Pod mostem czy w noclegowni dla bezdomnych?
      • tricolour Triss, to mi się bardzo podoba... 20.12.11, 23:27
        ... kobieta ma żal, że ex zarabia część kasy na czarno więc zachęcasz ją do zarabiania też na czarno. Znaczy sugerujesz, że dwaj złodzieje jakoś się dogadają w okradaniu siebie nawzajem. Piękne. Polskie czyli tandetne...
        • maarcjanna Re: Triss, to mi się bardzo podoba... 20.12.11, 23:34
          wiesz tri.... do tej pory miałam Cię za całkiem rozsądnego faceta... ..." kobieta ma żal, że ex zarabia część kasy na czarno więc zachęcasz ją do zarabiania też na czarno. Znaczy sugerujesz, że dwaj złodzieje jakoś się dogadają w okradaniu siebie nawzajem"... to co napisałeś, to przechodzi ludzkie pojęcie.
          • tricolour Moje słowa, to konsekwencja... 20.12.11, 23:42
            ... pomysłu Triss, byś zarabiała na czarno, nie ujawniała dochodów, oszukiwała Urząd Skarbowy i popełniała przestepstwo karno-skarbowe.

            To powinnaś uznać za przechodzące ludzkie pojęcie - pomysł Triss.
            • maarcjanna Re: Moje słowa, to konsekwencja... 21.12.11, 07:43
              Pomysł Triss był taki, by nie ujawniać dochodów o ile zarabiam na czarno ( nie - wyłącznie udokumentowane dochody), ale wstawka o złodziejach była już Twoja własna - przegięcie total.
        • triss_merigold6 Re: Triss, to mi się bardzo podoba... 20.12.11, 23:47
          Jeśli w sądzie zażądają zaświadczenia o dochodach to wtedy nie zostałaby ukarana za swoją zaradność.
          Sugeruję, że do chama idzie się z cepem, a nie subtelnie i uczciwie.
          Aha, w razie gdybyś się czepiał - mam wyłącznie legalne i opodatkowane dochody. I właśnie dlatego nie załapałam się na ulgę żłobkową dla nowego dziecka qrrr... , bo jest skalkulowana jak dla zbieraczy złomu/łowców zasiłków, a nie dla zarabiających przeciętną pensję.
          • tricolour A dlaczego do chama? 20.12.11, 23:53
            Słowem nie ma, że facet nie płaci lub się spóźnia. Słowem nie ma, że w sądzie bedzie zadyma, na którą facet się szykuje jak na wojnę. W ogóle nie ma nic napisanego na temat chamstwa faceta, a są tylko jakieś chore obawy.

            A najbardziej chore jest to, że pięc lat Marcjanna zaniedbywała regularne podwyzki alimentów gdy była potrzeba, a teraz nadyma się na podwyżkę za pięc lat!
            • triss_merigold6 Re: A dlaczego do chama? 20.12.11, 23:59
              A jak określić ojca, który nieźle zarabiając płaci na maturzystę 500 zł miesięcznie?
              • tricolour Należy nazwać tak... 21.12.11, 00:06
                .. jak nazwać matkę, która godziła się na tak niskie alimenty.
                • zmeczona100 Re: Należy nazwać tak... 21.12.11, 00:17
                  No własnie- wszystkiemu winne są kobiety. Bo facet zupełnie nie orientuje się, ile kosztuje życie i zupełnie nie interesuje go to, co porabia i co zamierza z sobą robić dorastająca pociecha...
                  No po prostu wzór cnót wszelakich- aż trzeba go bronić.

                  Tri, tylko tych swoich poglądow nie zmieniaj przez najbliższe 25 lat, ja Ciebie proszę. I trzymaj się ich sztywno.
                  • tricolour To jest oczywiste, że poglądów nie zmienię... 21.12.11, 00:22
                    ... i gdy faceta nie bronię, to go bronić nie będę. Gdy nie mówię o winie kobiety teraz (tylko o wpółodpowidzialności za alimenty) to nagle winą jej nie obarczę. Tylko współodpowiedzialnością. Gdu nie piszę o jego cnotach wszelakich, to w przyszłości pisać nie będę.

                    Nie mam zamiaru dopuszczać się manipulacji nawet dłużej niż przez 25 lat.
                    • maarcjanna Re: To jest oczywiste, że poglądów nie zmienię... 21.12.11, 08:11
                      Zadałam niezbyt skomplikowane pytanie...
                      Dyskusja jaką wywołałam budzi we mnie zdziwienie? mało powiedziane...
                      Od Tri słyszę że chcę by eks do kredytu się dokładał, że zaniedbywałam przez 5 lat sprawę podwyższania alimentów a teraz nadymam się o podwyżkę za 5 lat... Czytam to forum jakieś 5-6 lat i w większości przypadków posty Tri były wyważone, konkretne, z dużą dawką zdrowego rozsądku. Teraz i wstawka o złodziejach się znalazła.
                      Od początku więc, choć w dużym skrócie:
                      Jestem po rozwodzie prawie 5 lat, alimenty na pierwszej sprawie ustalone na 500zł. odeszłam od przemocowca, nie do innego faceta. Po roku eks nawiązał kontakt z synem, zaczął zabierać go do kina, do swojej rodziny, kupował jakieś elementy ubrania, dawał kieszonkowe. Dlatego nie podwyższałam alimentów. Koszty układały się mniej więcej po równo. Półtora roku temu eks zerwał kontakt z synem. Sprawa jest zbyt skomplikowana, by opisać ją w kilku słowach. W każdym razie nie zawinił mój syn. Odczekałam rok w nadziei na ponowne nawiązanie kontaktu, syn kilkakrotnie wychodził z taka inicjatywą. Niestety nic takiego się nie zdarzyło. Po roku od ustania kontaktów złożyłam wniosek do sądu i na sprawę czekam pół roku.
                      Tri... czy nadal uważasz, że coś zaniedbałam albo się nadymam?
                      • tricolour W mojej ocenie zaniedbałaś... 21.12.11, 08:23
                        ... bo 500zł to za mało. Od kilku lat za mało i to uważam z Twoje zaniedbanie.

                        Poza tym w Twego postu jasno wynika, że alimenty podwyższasz, bo ojciec zerwał kontakty. Czy ta podwyżka alimentów to jest zemsta i kara? Tak to wygląda, a nie powinno.

                        PS. A wzmianka o złodziejach była do Triss, która namawiała Ciebie do złodziejstwa.
                        • bramstenga Re: W mojej ocenie zaniedbałaś... 21.12.11, 08:37
                          > Poza tym w Twego postu jasno wynika, że alimenty podwyższasz, bo ojciec zerwał
                          > kontakty.

                          Jasno wynika całkiem co innego - że nie chodzi o zerwanie kontaktów, ale zaprzestanie polubownego łożenia przez ojca (kupowanie ubrań, kieszonkowe). Danie ojcu roku na opamiętanie się to rozsądny czas.
                        • maarcjanna Re: W mojej ocenie zaniedbałaś... 21.12.11, 08:39
                          to przeczytaj jeszcze raz co napisałam. Napisałam, że wcześniej eks utrzymywał kontakt z synem, zabierał go w różne miejsca, kupował ciuchy i dawał kieszonkowe. I koszty sie utrzymywały na równym poziomie. Wtedy miałam go szarpać o podwyższenie alimentów? Nie jestem pijawką, było mniej więcej równo i ok. Skoro od półtora roku nie kontaktuje się z synem i to ustało tez i dodatkowe finansowanie a koszty wzrosły!! Klasa maturalna. Dodatkowe lekcje, dodatkowe podręczniki, garnitur z całą resztą na studniówkę, na szczęście do użycia i w czasie matur, bo nie będę kupować smokingu ani fraka. To według ciebie jest zemsta i kara?
                          • argentusa Re: W mojej ocenie zaniedbałaś... 21.12.11, 08:53
                            Marcjanna, luz i tyle.
                            Dzieciak dorabia - super, znaczy praca wychowawcza nie poszła na marne. Dziecko myślące i zaradne smile
                            Zbieraj WSZYSTKIE wydatki na dziecię, wystąp do sadu o podwyższenie alimentów.
                            Wskaż na możliwości zarobkowe taty i tyle.
                            AR.
                          • tricolour Tak to właśnie wygląda... 21.12.11, 08:55
                            ... bo alimenty mają się bilansować bez prezentów od ojca. Kieszonkowe i sporadyczne ciuchy mają być dobrowolne i być właśnie prezentem, a alimenty mają być niewrażliwe na przypadki i wypadki, że kto się obrazi i zerwie kontakt.

                            Alimenty mają być na bieżące potrzeby, a u Ciebie dopiero wraz z dodatkami potrzeby były zaspokojone. Tu leży problem: dodatki są dobrowolne i ojciec z nich zrezygnował.
                            • maciekqbn Re: Tak to właśnie wygląda... 21.12.11, 09:27
                              Tutaj nie zgodzę się z Tobą. Bilansowanie kosztów utrzymania dziecka poprzez dobrowolny wkład jak najbardziej przystaje do wkładu rodzica z którym dziecko mieszka (przecież nie ma zasądzone, że musi wydawać miesięcznie np. 800 zł na utrzymanie, niezależnie od dodatkowych ponoszonych kosztów, nazwijmy to "nieperiodycznych").

                              Podejście autorki wątku uważam za jak najbardziej OK, nic nie zaniedbywała. Niepotrzebnie tylko miesza koszty SWOJEGO kredytu do kosztów utrzymania dziecka, ale to już zostało dobitnie wyjaśnione i autorka zdaje się "czuje bluesa", w przeciwieństwie do niektórych kobiet o postawie roszczeniowej (np. zmeczona...).

                              Co do złodziejstwa, to niestety w świetle prawa praca na czarno jest złodziejstwem, jednak rozumując nieco "janosikowo", usprawiedliwionym, bo największymi złodziejami są US, ZUS i tzw. rządzący, którzy w świetle prawa nas okradają marnotrawiąc płacone przez nas podatki.
                              Tak więc nie ma się co oburzać, że pewne rzeczy zostały nazwane po imieniu, tylko robić swoje smile
                              • maciekqbn Re: Tak to właśnie wygląda... 21.12.11, 09:30
                                BTW. O pracy syna nie wspominaj, dobrze, że chłopak sobie dorabia i uczy się samodzielności. Dobrze go wychowujesz - nie na jakiegoś pasożyta, który tylko patrzy jak tu się przyssać i doić karmiciela tak długo jak tylko się da.
                                • malgolkab Re: Tak to właśnie wygląda... 21.12.11, 11:21
                                  maciekqbn napisał:

                                  > dobrze, że chłopak sobie dorabia i uczy się sa
                                  > modzielności. Dobrze go wychowujesz - nie na jakiegoś pasożyta, który tylko pat
                                  > rzy jak tu się przyssać i doić karmiciela tak długo jak tylko się da.
                                  >
                                  też tak uważam. Sama zawsze dorabiałam sobie przez część wakacji. choć jak widać choćby w tym wątku dla niektórych dorabianie w czasie urlopu "na zmywaku" to straszny wstyd...
                                  • zmeczona100 Re: Tak to właśnie wygląda... 21.12.11, 12:30
                                    malgolkab napisała:

                                    choć jak wida
                                    > ć choćby w tym wątku dla niektórych dorabianie w czasie urlopu "na zmywaku" to
                                    > straszny wstyd...

                                    To jeśli się wstydzisz, to faktycznie masz problem.

                                    Skoro urlop, zamiast jego przeznaczenia, tj. wypoczynku po całorocznej wytężonej pracy, mozna czy wręcz trzeba przeznaczyć na podratowanie swego budżetu domowego, to równie dobrze można tego dokonywać we wszystkie weekendy- ostatecznie są u większości wolne.

                                    A na ewentualne konsekwencje takiego stylu życia są przecież lekarze i leki.
                                    • maciekqbn Re: Tak to właśnie wygląda... 22.12.11, 03:13
                                      Wiesz zmęczona, Ty jesteś wykształconą kobietą, ale głupią jak...

                                      Czy wiesz, że np. w USA dzieci ludzi rzeczywiście dobrze prosperujących pracują w wakacje i jest to czymś oczywistym, gdyż kształtuje te cechy osobowości, które pozwalają dobrze, samodzielnie egzystować w społeczeństwie.

                                      A co do Twojej tezy, że wakacje to urlop po wytężonej całorocznej pracy - owszem masz rację, dlatego w wakacje młodzież przeważnie zajmuje się prostymi pracami, które są odskocznią od wytężonej intelektualnej pracy w szkole/na uczelni. W pewnym sensie jest to forma relaksu - tak jak intensywny wysiłek fizyczny dla inżyniera/naukowca czy jakaś forma aktywności umysłowej dla pracownika fizycznego.
                                      • zmeczona100 Re: Tak to właśnie wygląda... 22.12.11, 12:54
                                        Może i jestem głupia, ale nie tak zmęczona, jak Ty.

                                        Poczytaj ze zrozumieniem, czy piałam o dzieciach.
                                        • maciekqbn Re: Tak to właśnie wygląda... 22.12.11, 23:23
                                          zmeczona100 napisała:

                                          > Poczytaj ze zrozumieniem, czy piałam o dzieciach.

                                          W tym wątku dyskutujemy (m.in.) o dorabianiu przez dzieci/młodzież. Nie obchodzi mnie o czym Ty piałaś.
                                          • zmeczona100 Re: Tak to właśnie wygląda... 23.12.11, 00:37

                                            > W tym wątku dyskutujemy (m.in.) o dorabianiu przez dzieci/młodzież. Nie obchodz
                                            > i mnie o czym Ty piałaś.

                                            Mnie tym bardziej. Bo nie zamierzam z Tobą dyskutować.

                                            > Czy wiesz, że np. w USA dzieci ludzi rzeczywiście dobrze prosperujących pracują
                                            > w wakacje i jest to czymś oczywistym, gdyż kształtuje te cechy osobowości, któ
                                            > re pozwalają dobrze, samodzielnie egzystować w społeczeństwie.
                                            >
                                            > A co do Twojej tezy, że wakacje to urlop po wytężonej całorocznej pracy - owsze
                                            > m masz rację, dlatego w wakacje młodzież przeważnie zajmuje się prostymi pracam
                                            > i, które są odskocznią od wytężonej intelektualnej pracy w szkole/na uczelni. W
                                            > pewnym sensie jest to forma relaksu - tak jak intensywny wysiłek fizyczny dla
                                            > inżyniera/naukowca czy jakaś forma aktywności umysłowej dla pracownika fizyczne
                                            > go.

                                            Dzieci urlopu nie mają, ani rat kredytu do spłaty. To tak na wszelki wypadek, gdybyś o tym nie wiedział. Bo odpowiadałam na post o rzekomym wstydzie, wynikającym z pracy podczas urlopu na zmywaku, aby dorobić do spłat kredytu na mieszkanie.

                                            Nie sądziłam, że to takie skomplikowane i przytrafi się ktoś, kto niekoniecznie chce dyskutować (bo wtedy potrzebna jest jednak znajomość tematu do dyskusji), a jedynie chodzi mu o zamieszczenie posta na forum.
                                            • maciekqbn Re: Tak to właśnie wygląda... 23.12.11, 00:45
                                              zmeczona100 napisała:

                                              >
                                              > > W tym wątku dyskutujemy (m.in.) o dorabianiu przez dzieci/młodzież. Nie o
                                              > bchodz
                                              > > i mnie o czym Ty piałaś.
                                              >
                                              > Mnie tym bardziej. Bo nie zamierzam z Tobą dyskutować.

                                              A jednak zawsze chcesz mieć ostatnie zdanie.
                            • altz Re: Tak to właśnie wygląda... 21.12.11, 23:21
                              Ciekawe, jak to było widziane z drugiej strony?
                              Jakie są faktyczne możliwości finansowe ojca?
                              Ciekawe, czemu ojciec zerwał kontakty z synem, ale to wszyscy mają w dupie, takie pytanie nie padło.
                              Mężczyźni też mają swój honor. Facet powinien wziąć nóż, wyciąć sobie wątrobę i rzucić pod nogi. Wtedy byłaby pewno inna rozmowa, ale i tak ojciec byłby winny.
                              • sonia_30 Re: Tak to właśnie wygląda... 22.12.11, 00:01
                                Tego co ma do powiedzenia w temacie ojciec niestetyż się nie dowiesz, z tej prostej przyczyny że na forum go nie ma.
                                Możliwości finansowe diagostów samochodowych są całkiem niezłe (sądzę że zdecydowanie powyżej średniej krajowej)... stwierdzam na podstawie osobistych doświadczeń - dość często mam do czynienia z automechanikami i każdy kontakt mocno wali po kieszeni... po wtóre mam kumpla pracującego w ASO, orientuję się ile zarabia .. zarówno na umowę o pracę, jak i na boku, naprawiając samochody znajomym i znajomym znajomych. Patos z wątrobą w tym konkretnym przypadku można sobie zdecydowanie darować.
                                A o powód zerwania kontaktów pytanie nie padło, bo Autorka wątku napisała "Półtora roku temu eks zerwał kontakt z synem. Sprawa jest zbyt skomplikowana, by opisać ją w kilku słowach. W każdym razie nie zawinił mój syn. Odczekałam rok w nadziei na ponowne nawiązanie kontaktu, syn kilkakrotnie wychodził z taka inicjatywą"...co sugeruje że nie ma ochoty się na ten temat wywnętrzać, ale jeżeli drążyć chcesz - zadaj pytanie, zamiast zrzędzić że wszyscy mają w dupie..
                                • altz Re: Tak to właśnie wygląda... 22.12.11, 00:30
                                  > co sugeruje że nie ma ochoty się na ten temat wywnętrzać
                                  To niech się pocałuje w nos, jeśli jej to nie jest wygodne. Stary zabieg, napisać tyle prawdy, żeby było na moje.

                                  > zadaj pytanie, zamiast zrzędzić że wszyscy mają w dupie..
                                  Zrzędzić mogę o możliwościach zarobkowych, natomiast o tym, że wszyscy mają w dupie powody zerwania kontaktów, napisałem tylko raz, więc nie było to zrzędzenie.
                                  Rozumiem, że to był zabieg, żeby się pozbyć niewygodnego pytania.
                                  • sonia_30 Re: Tak to właśnie wygląda... 22.12.11, 00:32
                                    Nie wiem czy "zabieg".. Ty się na Forum wywnętrzyłeś do cna??? Bo coś mi się wydaje że chyba nie...
                                  • sonia_30 Re: Tak to właśnie wygląda... 22.12.11, 00:35
                                    Poza tym co ma powód zerwania kontaktów do wysokości alimentów? Wyjaśnij pls, bo może czegoś nie dostrzegam
                                    • altz Re: Tak to właśnie wygląda... 22.12.11, 00:55
                                      sonia_30 napisała:

                                      > Poza tym co ma powód zerwania kontaktów do wysokości alimentów? Wyjaśnij pls, b
                                      > o może czegoś nie dostrzegam

                                      Tego nie wiem, bo o tym Autorka nie napisała. Ale tak to wygląda, jakby to była kara. Poza tym mnie interesuje uczciwie cała sprawa i jakoś nie łykam tego wszystkiego, że to niby takie proste jest.

                                      A ja się nie będę chwalił specjalnie na forum, osoby, z którymi rozmawiałem, znają całą prawdę, z matką dziecka też rozmawiałem uczciwie, też zna całą prawdę, otwartym tekstem mówiłem, ale chyba sama się oszukuje i coś sobie wynajduje, jakieś inne powody i udaje, że szuka tej prawdziwszej prawdy. big_grin Stać mnie na mówienie całej prawdy, mam dość w sobie pogardy dla siebie i dla swojego życia. big_grin
    • z_mazur Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 09:45
      O dochodach syna nie wspominaj, bo nie masz takiego obowiązku, syn nadal się uczy więc jest na utrzymaniu obojga rodziców.

      Jak pewnie wiesz, wysokość alimentów zależy nie od formalnej kwoty wynagrodzenia wykazywanej przez ojca, ale od jego możliwości zarobkowych.

      Wydaje mi się, że możliwości zarobkowe diagnosty są wyższe niż minimalna krajowa, ale z drugiej strony kwota 500 zł alimentów (wbrew temu co tu na forum się często pisze) w polskich sądach wcale nie jest uważana za taką niską. Myślę jednak, że skoro kilka lat temu była ustalona taka kwota i mąż nie miał problemu z jej płaceniem, to samo uwzględnienie inflacji i wzrostu wynagrodzeń za ten okres uzasadniałoby podwyżkę w wysokości około 20% czyli o 100 zł.

      Skupiłbym się na wykazaniu aktualnych kosztów utrzymania dziecka i ich wzrostu w stosunku do momentu, w którym były orzekane alimenty. Dodatkowo w uzasadnieniu warto napomknąć o wzroście wynagrodzeń (zarówno średnich jak i minimalnych w tym okresie). Myślę, że podwyżka o 100 zł jest bardzo realna, niezależnie od dochodów wykazywanych przez ojca.
      • altz Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 11:02
        z_mazur napisał:

        > Wydaje mi się, że możliwości zarobkowe diagnosty są wyższe niż minimalna krajow
        > a, ale z drugiej strony kwota 500 zł alimentów (wbrew temu co tu na forum się c
        > zęsto pisze) w polskich sądach wcale nie jest uważana za taką niską.

        Zarobki diagnosty to około 1500 zł netto. Szaleństw nie ma. Syn dostaje 500 zł od ojca, 500 zł od matki, ma więc tyle samo, co ojciec, bo 1000 zł. Uważam, że to uczciwe, a matka wydaje mi się z tych, co będą wydawać nawet 10000 miesięcznie, o ile by tyle miały. To jest choroba i to trzeba leczyć. sad
        A chłopak ma prawo do wolnego czasu dla siebie, do odpoczynku, musi mieć czas na jakieś zainteresowania i naukę dla siebie i dla przyjemności, nie może mieć całkowicie zapełnionego kalendarza, bo to ogłupia strasznie.
        • malgolkab Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 11:13
          altz napisał:

          >
          >
          > Zarobki diagnosty to około 1500 zł netto.
          od regionu zależy przede wszystkim, bo znam i takich co wyciągają 3 razy więcej
          • z_mazur Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 11:35
            No właśnie zależy od regionu.

            Zakładam, że skoro 5 lat temu było go stać na płacenie 500 zł, to po tylu latach podwyżka o 20% nie powinna stanowić problemu i jest jak najbardziej uzasadniona (sama inflacja i wzrost średniej płacy to uzasadniają, a jeszcze dochodzi kwestia wzrostu kosztów utrzymania dziecka.).
          • altz Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 11:42
            malgolkab napisała:

            > > Zarobki diagnosty to około 1500 zł netto.
            > od regionu zależy przede wszystkim, bo znam i takich co wyciągają 3 razy więcej

            Chyba tacy, co mają własny punkt. Wierzyć mi się nie chce, żeby ktoś dostawał 4500 za takie stanowisko, bo znam takich, co dostają mniej, niż 1500 zł.
            Znajdź taką pracę, to od razu podeślę kogoś, kto chce połowę w z tego, ma uprawnienia, a jest na bezrobociu. wink Jeden telefon i przyjedzie.
            Wydaje mi się, że w sądzie bierze się pod uwagę opcję optymistyczną, dzieci otrzymują wszystko, a rodzice mają najwyższe zarobki. To jest głupie i tyle.
            Myślę, że gdyby matka była rozsądna i umiała rozmawiać z ojcem, to by się już dawno dogadali i sama by wiedziała, jak jest i jakie możliwości finansowania dziecka ma ojciec.
            • malgolkab Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 11:45
              altz napisał:

              > malgolkab napisała:
              >
              > > > Zarobki diagnosty to około 1500 zł netto.
              > > od regionu zależy przede wszystkim, bo znam i takich co wyciągają 3 razy
              > więcej
              >
              > Chyba tacy, co mają własny punkt. Wierzyć mi się nie chce, żeby ktoś dostawał 4
              > 500 za takie stanowisko, bo znam takich, co dostają mniej, niż 1500 zł.
              tacy co maja własny punkt zarabiają sporo więcejsmile
              > Znajdź taką pracę, to od razu podeślę kogoś, kto chce połowę w z tego, ma upraw
              > nienia, a jest na bezrobociu. wink Jeden telefon i przyjedzie.
              nie pośredniczę w szukaniu pracysmile
        • z_mazur Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 11:41
          No nie wiem czy 1500 zł netto.

          diagnostasamochodowy.pl/?category=5
          Jak widać, 1.500 zł to sie dostaje na początek. Doświadczony diagnosta wyciąga spokojnie 2 razy tyle.
          • altz Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 12:07
            z_mazur napisał:

            > No nie wiem czy 1500 zł netto.
            >
            > diagnostasamochodowy.pl/?category=5
            > Jak widać, 1.500 zł to sie dostaje na początek. Doświadczony diagnosta wyciąga
            > spokojnie 2 razy tyle.

            Liczyłeś, ile ma wtedy godzin pracy? big_grin
            252 godziny w miesiącu! W zasadzie ciągle siedzi w pracy i nie ma własnego życia, jest tylko parobkiem do roboty. wink
            • argentusa Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 13:07
              A kto powiedział, że życia ma być łatwe, lekkie i przyjemne?
              Jak się ma dziecko to się ma konsekwencje.
              Jak mam dziecko z innym mężczyzną niz ten, którego kocham, to jasne jest dla mnie,że wychowywanie dziecka jest dla mnie "kosztowniejsze"* niz gdybyśmy wspólnie w jednym gospodarstwie domowym wychowywali to dziecko.
              Żadnej magii, taki lajf.
              * nie chodzi tylko o pieniądz (chociaż o to też, najłątwiej policzalne toto jest), ale też o czas, obowiązki i "dyspozycyjność" życiowa w ogóle. No i jeszcze cholera Obecny ma potomstwo, to do tego potomstwa też się musze dostosowywać, bo akurat jak ja mam czas na randkę, to Obecny na zebraniu rodzicieli u swego dziecia.
              Nie wiem dlaczego Altz ciebie to tak dziwi, że bedzie czasem trzeba pracować 60h/tydzień. Po rozwodzie też bywa trudniej. Finansowo na ten przykład.
              Ar.

              ps a czas na życie będzie po wychowaniu dziecka. Jak się dożyje. W dobrym zdrowiu ofkors.
              • altz Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 13:12
                > Nie wiem dlaczego Altz ciebie to tak dziwi, że bedzie czasem trzeba pracować 60
                > h/tydzień. Po rozwodzie też bywa trudniej. Finansowo na ten przykład.
                > Ar.

                Mnie nie dziwi, jeśli ktoś lubi, to tak pracuje. Czasami przy czymś, co się lubi, można pracować i 18 godzin na dobę, natomiast nikt nie ma prawa wymagać od rodzica pracy ponad te 44 godziny tygodniowo. Ludzie też mają swoją wytrzymałość, rodzic ma też prawo do życia, a zdrowy rodzic jest lepszy, niż przepracowany i martwy. big_grin
                • zmeczona100 Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 13:29
                  > Mnie nie dziwi, jeśli ktoś lubi, to tak pracuje.

                  A jeśli nie lubi, a pracuje, bo musi? Wtedy Cię to dziwi? Bo nie rozumiem, "co poeta miał na myśli".
                  • altz Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 16:32
                    zmeczona100 napisała:

                    > > Mnie nie dziwi, jeśli ktoś lubi, to tak pracuje.
                    >
                    > A jeśli nie lubi, a pracuje, bo musi? Wtedy Cię to dziwi? Bo nie rozumiem, "co
                    > poeta miał na myśli".

                    Jeśli ktoś ma takie hobby i chce pracować po 18 godzin na dobę, bo się w tym spełnia i to lubi, a że przy okazji ma z tego dodatkowe pieniądze, to nic w tym złego.
                    A jeśli ktoś jest zmuszany do takiej pracy parobka, to powinien udać się do psychiatry, ja tego nie rozumiem. Dziecko nie jest ważniejsze od rodzica, ani rodzic od dziecka, jakaś równowaga musi być.
                    • zmeczona100 Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 21.12.11, 16:36
                      > A jeśli ktoś jest zmuszany do takiej pracy parobka, to powinien udać się do psy
                      > chiatry, ja tego nie rozumiem.

                      Cóż za światła mysl...

                      Dziecko nie jest ważniejsze od rodzica, ani rodz
                      > ic od dziecka, jakaś równowaga musi być.

                      dokładnie tak. Skoro matka może jeśc raz dziennie, to i dziecku też się nic nie stanie, jak zje tylko darmowy obiad w szkole.

                      Twoja była z pewnością bardzo żałuje, że jest byłą.
                      • altz Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 22.12.11, 00:20
                        > Cóż za światła mysl...
                        cieszy mnie to, że się ze mną zgadzasz.

                        > dokładnie tak. Skoro matka może jeśc raz dziennie, to i dziecku też się nic nie
                        > stanie, jak zje tylko darmowy obiad w szkole.
                        Nie ma darmowych rzeczy, ktoś musi za to zapłacić.

                        > Twoja była z pewnością bardzo żałuje, że jest byłą.
                        Nie wiem, co myśli i nie obchodzi mnie to.
                        • zmeczona100 Re: Zrobiła się trochę offtopowa dyskusja 22.12.11, 12:55
                          > Nie ma darmowych rzeczy, ktoś musi za to zapłacić.

                          Zapewne ten, kto pracuje po kilkanaście godzin na dobę, bo lubi.
    • argentusa Re: Wg Zmęczonej - mogiła... 21.12.11, 12:41
      ja mam tylko taką uwagę, rodzice nie mają obowiązku dokładania dorosłym, samodzielnym dzieciom do czegokolwiek.
      Po to wychowuję dziecki na samodzielne jednostki, żeby same potrafiły zadbać o się w przyszłosci. Tak, jestem aż taką egoistką. (no dobra, jeszcze systematycznie odkładam coś na 3 kupki, żeby łatwiej im było na starcie). Ale... różnie bywa. Co z tym zrobią, ich rzecz.
      Ar.
      • zmeczona100 Re: Wg Zmęczonej - mogiła... 21.12.11, 12:53
        Ależ ja też nie uważam tego za swój obowiązek. Natomiast w tej chwili nie będę się cisnąć w kawalerce, z synem, tylko dlatego, aby nie mieć kredytu na karku. A że nie zamierzam syna niańczyć po maturze, to mam zamiar własnie sprzedać mieszkanie i kupić dwa małe- dla siebie i syna, oczywiście z jakimś kredytem jednak, bo się nie zbilansuje.

        Ja też inwestuję w wychowanie syna tak, aby był- z czasem- zupełnie samodzielny finansowo i dane mu było żyć normalnie, bez zabijających rat kredytu. Ale jestem świadoma, że na początku, bez większego doświadczenia, nie zarobi nigdzie kokosów, a więc albo musiałby mieszkać ze mną (wykluczone), albo... wynajmować pokój, bo nawet na najmniejszą kawalerkę pewnie nie byłoby go stać- nie dostałby kredytu, a gdyby jednak dostał, to spłacałby go do końca swego zycia. Wkład własny po prostu zmniejsza okres kredytowania/ raty i wtedy nawet z niewielkiej pensji jednak można sobie poradzić (wtedy kawalerka byłaby już na syna- po skończeniu edukacji i podjęciu pierwszej pracy). A w przyszłości, gdyby założył rodzinę i potrzebował czegoś większego, więc analogicznie- raty ich nie zabiją, bo można sprzedać kawalerkę.
        • maarcjanna dziekuję... 21.12.11, 20:11
          ... za sensowne rady i zainteresowanie.
    • zolza42 Re: podwyższenie alimentów 22.12.11, 10:43
      A dlaczego w ogóle się wtrącasz w sprawy, które powinny być reglulowane wyłącznie pomiędzy synem a ojcem? Dorosły, młody i silny mężczyzna nie może sam, po męsku porozmawiać z własnym ojcem o alimentach, musisz się bez potrzeby we wszystko nadal wtrącać?
      Młody mężczyzna łaski nie robi, że dorabia sobie kosząc trawniki. Byłoby moralniej gdyby tych trawników nie kosił, tylko brał spokojnie kasę od matki, która pracuje dodatkowo, gdzie się tylko da? Przestań robić ze swojego dorosłego syna mięczaka i nieudacznika!

      Trochę hartu przyda mu się, bo czasy idę ciężkie. Także dla młodych, silnych mężczyzn.
      • argentusa Re: podwyższenie alimentów 22.12.11, 12:20
        Zołza, z choinki się urwałaś?
        > Młody mężczyzna łaski nie robi, że dorabia sobie kosząc trawniki. Byłoby moraln
        > iej gdyby tych trawników nie kosił, tylko brał spokojnie kasę od matki, która p
        > racuje dodatkowo, gdzie się tylko da? Przestań robić ze swojego dorosłego syna
        > mięczaka i nieudacznika!
        a nie zauważyłam, że się robi mieczaka i nieudacznika. Nie wyciągam aż tak daleko idących wniosków. Ale może jednak szerzej patrzę.
        Ar.


      • lampka_witoszowska Re: podwyższenie alimentów 22.12.11, 12:52
        tak sobie myślę, że jednak wdzięczna jestem rodzicom, gdy przed moją maturą wspomnieli, żebym już może odpuściła udzielanie korepetycji i spokojnie wzięła się za naukę

        tak koło marca się wzięłam, zaraz po założeniu lokat, na których zarobiłam jakieś 16 zł na dzisiejsze i dołożyłam do pierwszego "studenckiego" wyjazdu wakacyjnego te grosidła

        na studiach bezczelnie korzystąłam z pieniedzy, jakie dostawałam z domu,
        ale jeden z kolegów musiał utrzymać się sam, co słabo mu zdrowotnie wychodziło przy pakowaniu pralek i lodówek nocami, gdy mieliśmy zwykle jakies 45 godzin zajęć tygodniowo...

        ale fakt, z pomocy rodziców nei korzystał
        ciekawe, czy mają w ogóle kontakt, jego rodzice studia traktowali jako fanaberie
        • zmeczona100 Re: podwyższenie alimentów 22.12.11, 13:10
          ja też byłam darmozjadem. Nie dość, że nie pracowałam zarobkowo w liceum, to nawet na studiach pracą się nie zhańbiłam. A jakby tego było mało, to otrzymałam od rodziców trochę grosza na mieszkanie, dzięki czemu nie musiałam brać dodatkowej roboty, aby wygrzebać się z kredytów.
          Ale to jeszcze nie wszystko. Otóż jak miałam jakiś problem, to dzwoniłam do nich. Ich problemy były też moimi. Cholera, a przecież my wszyscy dorośli jesteśmy i radzić powinniśmy sobie sami. O zgrozo, tak jest do dziś.

          Za to mój "mąż" był puszczony na głęboką wodę, także z problemami. W końcu jego rodzice mieli własne życie, problemy.

          W efekcie rodzina dla mnie to źródło siły, bo wyrosłam w przekonaniu, że wszyscy jesteśmy ważni, że nie jesteśmy na tym świecie sami i że nieoceniona wartość w życiu to bezinteresowność w obie strony. Kilka razy do roku, a z okazji Wielkanocy i Bożego Narodzenia obowiązkowo, spotykamy się na zjazdach rodzinnych- nawet z różnych krańców Polski. Przy czym dziwny to obowiązek, bo wszyscy nie możemy się takich spotkań doczekać.

          Za to mój "mąż" radzi sobie sam doskonale. Jego rodzice też. Także w święta.
          • zolza42 Re: podwyższenie alimentów 22.12.11, 15:10
            Naprawdę nie widzicie śmieszności tej sytuacji?
            Naprawdę uważacie, że dorosły syn nie może porozmawiać z własnym ojcem na temat wysokości alimentów?
            Naprawdę uważacie, że dorosły syn potrzebuje tu ingerencji swojej mamusi, która jako zobowiązana do alimentacji na rzecz uczącego się syna jest przecież stroną w sprawie?

            Kogo zamierzacie wychować?!

            No to zacznę chyba brać stronę mężczyzn z tego forum, bo poglądy goszczących tu pań przyprawiają mnie coraz cześciej o młdłości.
            • tricolour No ale przecież o to chodzi... 22.12.11, 15:38
              ... że dopóki mamusia rozmawia o alimentach tak długo sama "nie jest" zobowiązana do alimentacji. Gdyby syn zaczął samodzielnie ustalać alimenty, to niechybnie trafiłby i do matki po żywą gotówkę, nie daj Boże w wysokości takiej jak od ojca. W każdym razie odbyło by się liczenie kosztów jakie matka (rodzic mieszkający z dzieckiem) ponosi na utrzymanie pociechy. A pociecha widziałaby jedną rzecz jasno: złotówka zawyżonych kosztów, to złotówka mniej w kieszeni.

              Uważasz, że opiekunowi łatwo przyjdzie taki potencjalny spór może na wiele miesięcy? To jest istota problemu.
              • altz Re: No ale przecież o to chodzi... 22.12.11, 15:45
                A gdyby syn chciał zamieszkać sam, to co wtedy? Tragedia! Trzeba by utrzymywać trzy domy! Kto dałby radę? big_grin Mama wie lepiej, czego chłopczykowi potrzeba! wink
                Ja od początku sugeruję, żeby rozmawiać i negocjować, bo świadomy rodzic widzący zdrowy sposób wydawania pieniędzy, jest bardziej skory do pomocy i dobrze się z tym czuje.
                A i tak się nie dowiemy, o co poszło, skąd konflikt między rodzicami i dzieckiem, bo to nie jest ważne dla sprawy. wink
                • zolza42 Re: No ale przecież o to chodzi... 22.12.11, 16:31
                  Z przykrością przyznaję Panom rację, co jest dla mnie o tyle bolesne, że do tej pory zawsze rację miały dla mnie prawie wyłącznie kobiety - no chyba, że były to kobiety ekstremalnie głupie.

                  Ojciec to też człowiek i trzeba o tym pamiętać.
                  A młody mężczyzna powinien porozmawiać z własnym ojcem na temt alimentacji uwzględniając w rozmowie możliwości zarobkowe matki oraz własny wkład finansowy w swoje utrzymanie i edukację.

                  Tak trudno młodemu meżczyźnie zadzwonić do ojca i zapytać:
                  - Tato, możemy porozmawiać?
                  • altz Re: No ale przecież o to chodzi... 22.12.11, 16:35
                    > Tak trudno młodemu meżczyźnie zadzwonić do ojca i zapytać:
                    > - Tato, możemy porozmawiać?

                    W tej sytuacji raczej trudno, bo z tego, co wyczytałem, to tu jest jakiś stary i zabagniony konflikt.
            • zmeczona100 Re: podwyższenie alimentów 22.12.11, 17:27
              > Naprawdę uważacie, że dorosły syn nie może porozmawiać z własnym ojcem na temat
              > wysokości alimentów?

              A kto tak uważa??
              Ja uważam np. , że porozmawiałby, gdyby mógł.
              Weź pod uwagę, że są ojcowie- jajka przepiórcze, z którymi podczas rozmowy trzeba się pilnować, aby nie urazić czymś pana- choćby np. prośbą o zwiększenie alimentów. Nie daj Boże, jak za takie okropności ojciec zerwie kontakt z synem. A syn marzy o dniu, w którym ojciec nie będzie go traktować jak pozycję ujemną w swoim bilansie i dostrzeże w nim własne dziecko, czyli także jego potrzeby.
              • tricolour Przeczytaj, co napisałaś... 22.12.11, 20:05
                ... że "porozmawiałby gdyby mógł". Czyli nie rozmawiał.

                Wynika z tego, że dalszy ciąg wypowiedzi, a szczególnie "są ojcowie- jajka przepiórcze, z którymi podczas rozmowy trzeba się pilnować, aby nie urazić czymś pana" nie ma odniesienia w rzeczywistości, bo syn nie rozmawiał. Czy nie jest tak, że przenosisz na syna swoje problemy? Że chcesz go ochronić przed Twoimi przykrymi doświadczeniami (co jest absurdalne) a w rzeczywistości uniemożliwiasz wszelkimi emocjonalnymi sposobami normalny kontakt z ojcem?

                Bo jeszcze się okaże, że nawiążą bliższą relację i co wtedy z Tobą?
                • zmeczona100 Re: Przeczytaj, co napisałaś... 22.12.11, 20:46
                  big_grin Marnujesz swój talent big_grin

                  > ... że "porozmawiałby gdyby mógł". Czyli nie rozmawiał.
                  Dlatego, że nie miał ochoty, czy dlatego, że z ojcem nie da się normalnie rozmawiać? Nie sądzisz, że tu jest clou problemu?

                  Ale jeśli o mnie ma być, to Ci napiszę, że mój syn ciagle ma nadzieję na to, że kiedyś ojciec się jednak obudzi i będzie dla niego ojcem. Póki co, to przez tę własnie nadzieję nie prosi ojca np. o parę groszy na wycieczkę klasową- żeby ojca nie urazić, bo wtedy mógłby (ojciec) go ukarać tym, że w ogóle przestanie się z nim spotykać.

                  Teraz przypomnij sobie, jak tu pisują czasem płacący alimenty ojcowie, żeby nie podwyższać alimentów, bo ojciec zerwie kontakty ze swoim dzieckiem.
                  • tricolour Tak sobie myślę... 22.12.11, 22:46
                    ... że jednak jakoś ze sobą rozmawialiście więc się generalnie da z nim dogadać.
                • zmeczona100 PS 22.12.11, 20:47
                  tricolour napisał:


                  >
                  > Bo jeszcze się okaże, że nawiążą bliższą relację i co wtedy z Tobą?

                  Miałabym wolne weekendy i miesiąc wakacji?
                  • maarcjanna opanujcie się! 22.12.11, 22:05
                    MATKO JEDYNA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    Co tutaj się stało? Zadałam pytanie.... zostałam zarzucona, nie... WYLANO MI NA GŁOWĘ wiadro fustracji i negatywnych emocji. Zaczęło się od pytań, czy mam własne życie a skończyło na tym, że mamnisynka wychowuję, który z własnym ojcem nie może się dogadać, ja się we wszystko wtrącam a pewnie inaczej bym śpiewała, gdybym to ja miała płacić alimenty. 5 lat po rozwodzie jestem już pozbierana i ustabilizowana, radze sobie, ale gdyby coś takiego spotkało mnie wcześniej na bank bym się posypała. Po co powstało to forum? Żeby się wzajemnie wspierać, czy pomyje na głowę wylewać? Masakra.
                    • tricolour Na tym wlasnie polega wsparcie... 22.12.11, 22:43
                      ... ze sie spraw nie zamiata pod dywan tylko o nich otwarcie mowi. A że wygląda to może jak kłótnia, to nie ma czym się przejmować, bo znamy się forumowo jak łyse konie.
                      • maarcjanna Re: Na tym wlasnie polega wsparcie... 22.12.11, 22:52
                        .... wiesz, twoja definicja (??) wsparcia jest dla mnie mało zrozumiała
                        • zolza42 Re: Na tym wlasnie polega wsparcie... 23.12.11, 10:43
                          Jeśli spodziewałaś się klepania po pleckach, to parę pań przecież wyraziło chęć klepania więc nie rozumiem o co jeszcze chodzi?
                          Nawet panie poszły znacznie dalej i doradzały składanie fałszywych zeznań, czyli przestępstwo.
                          I doradzały uczenie dorosłego syna, że poświadczenie nieprawdy w sądzie ma głęboki sens, bo może się korzystnie przełożyć na finanse...
                          Dno.

                          WTRĄCASZ się w relacje syna z ojcem zamiest porozmawiać z synem, aby SAM porozmawiał z ojcem na temat wysokości dalszej alimentacji. I guzik mnie obchodzi, czy jest jakiś stary, zadawniony konflikt pomiędzy panami i kto tym konfliktem sterował - syn ma sprawę do ojca, to się do niego zwraca i tyle.
                          SPRAWY SIĘ ZAŁATWIA, A NIE PRZEŻYWA.

                          Dorosły syn ma się teraz umówić z ojcem i MATKĄ w kwestii wysokości dalszych alimentów oraz sposobu ich przekazywania i wydatkowania z UCZCIWYM UWZGLĘDNIENIEM WŁASNEGO wkładu finansowego: np. tato, mamo - jestem w stanie dorobić 1200 zł rocznie i chciałbym te pieniądze w całości przeznaczyć na buty oraz skrypty.

                          Oszukiwanie ojca w sądzie i zakłądanie z góry, że ten drań ojciec to oszust i sknera - całkowicie wyjaśnia, dlaczego ojciec nie garnie się do kontaktów z tak toksyczną byłą żoną i zmanipulowanym przez nią synem.

                          Zupełnie nie rozumiem, DLACZEGO TO ZWSZE OJCIEC ma PIERWSZY wyciągać rękę do zgody i prosić o wybaczenie. To sprawa pomiędzy mężczyznami: starszym i młodszym.
                          Nie wtrącaj się więc.
                          • altz Re: Na tym wlasnie polega wsparcie... 23.12.11, 13:46
                            Podoba mi się podejście! duży +
                          • obmc Re: Na tym wlasnie polega wsparcie... 23.12.11, 14:15
                            zolza42 napisała:

                            > SPRAWY SIĘ ZAŁATWIA, A NIE PRZEŻYWA.

                            Zołza, jestem pod wrażeniem smile
                            Coś tak oczywistego ale z ust kobiety brzmi wręcz szokująco... choć może rzeczywiście oceniam panie przez pryzmat swoich doświadczeń wink
                          • moniapoz Re: Na tym wlasnie polega wsparcie... 23.12.11, 14:24
                            myślę, że miedzy klepaniem po ramionkach a bezpodstawnym wymyślaniem całej historii na podstawie szczątkowych informacji jest jeszcze środek - i tego oczekuje autorka (również ja sama pisząc na forum)
                            nie da się co prawda opisać całej sytuacji w kilku zdaniach i do tego tak żeby ten opis pasował w 100 % do rzeczywistości, ale Ty jak widzę już doskonale wiesz jak wygląda sytuacja autorki, pewnie lepiej niż ona sama.

                            dlatego mimo , że zgadzam się z Tobą co do zasady i to co napisałaś jest dokładnie tym co sama czuję to jednak uważam, że Twoja wypowiedź to nadinterpretacja sytuacji autorki. faktycznie gdyby autorka była w gorszym stanie psychicznym (np. w trakcie rozwodu a nie 5 lat po nim) to mogłoby to wywołać więcej szkody niż pożytku - i to by było kopaniem leżącego.

                            ------
                            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                          • maarcjanna Re: Na tym wlasnie polega wsparcie... 26.12.11, 12:22
                            przeczytaj jeszcze raz [b][b] ze zrozumieniem to co napisałam.... nie tylko pierwszy wpis ale też moje odpowiedzi...
                            • zolza42 Re: Na tym wlasnie polega wsparcie... 27.12.11, 10:56
                              Jeśli ten wpis jest do mnie to powiem tak.
                              To nie ja mam problemy ze zrozumieniem słowa pisanego, tylko Ty masz problem z uczciwością oraz z oceną własnej roli i sytuacji.

                              Jesteś matką dorosłego syna, który od tej pory SAM, bez Ciebie POWINIEN załatwiać własne sprawy. Jako matka dosrosłego, uczącego sie syna jesteś w tym samym stopniu i wysokości zobowiązana do alimentacji, co ojciec tegoż syna. Tu już nie możesz się tłumaczyć, że np. synowi pierzesz, sprzątasz, prasujesz i gotujesz, bo nie jesteś do tego w żadnym razie zobowiązana i fakt, że np. wykonujesz tego rodzaju świadczenia na rzecz syna - robisz to dobrowolnie i guzik to sąd obchodzi przy określeniu wysokości alimentów od Ciebie.
                              Sąd bierze pod uwagę możliwości zarobkowe obojga rodziców oraz dorosłego syna - wystarczy, że ojciec wniesie o określenie tych mozliwości, np. na stacji benzynowej, w magazynie przy sprzątaniu, w McDonaldzie.
                              Zrozum, od tej pory dorosły, czyli pełnoletni syn ma obowiązek uczestniczyć we własnym utrzymaniu pracując choćby w wakacje lub w weekendy kosząc te trawniki lub myjąc okna sąsiadom. I jeśli tego nie robi, sąd go POUCZY, że ma się wziąć do pracy.
                              Nie masz prawa zatajać dochodów syna, ani syn nie ma prawa tego robić bo to jest przestępstwo.

                              Natomiast porady kreatywnych forumek, abyś zatajała dochody syna i własne, to jest to zwykłe namawianie do poważnego przestępstwa skarbowego i na to jest paragraf w K.K.

                              Jeśli masz poważne podjrzenia lub dowody na to, że ojciec syna zataja swoje dochody - idź z tym do Urzędu Skarbowego.

                              I przestań się wtrącać w sprawy syna, bo jest DOROSŁY, czego Ty najwyraźniej nie rozumiesz.
                              Kastrujesz młodego mężczyznę swoim głupim, kwoczym podejściem, a efektem będzie jego gorsza pozycja na rynku pracy chociażby. Sama biorę pod uwagę, czy kandydat na etat ma za sobą doświadczenie zawodowe, nawet jako wolontariusz, bo dla mnie jest to znak, że osoba potrafi działać w zespole, potrafi wygospodarować sobie czas na pracę i potrafi łączyć pracę z nauką. To świadczy o jej zorganizowaniu, pracowitości i przyzwoitości. No i można sprawdzić u poprzedników, jakim pracownikiem jest taka osoba, bo ma już referencje.
                              Odsyłam bez zastanowienia synków i córeczki nie skalanych pracą, bo po co mi taki strup?
                              Tak samo robią inni pracodawcy.

                              Ale tego wszystkiego pewnie nie rozumiesz, choć usiłuję Ci to wytłumaczyć.
                              • maarcjanna Re: Na tym wlasnie polega wsparcie... 27.12.11, 14:54




                                problem polega na tym, że ty nie odpowiadasz MNIE, tylko wszystkim, którzy wpisali się do tego wątku.... skąd takie pomysły, że ograniczam, kastruję, ingeruję? przecież to nie ja napisałam, tylko to są komentarze wszystkich którzy oczywiście wiedzą lepiej jaką mam sytuację i w jakiej znalazł się mój syn. Na początku zapytałam jak zachować się w obliczu sądu z plikiem zaświadczeń o dochodach na przeciw ukrywającego dochody diagnosty (tak, mam dowody) i czy wspomnieć o kilku zł zarobionych przez syna. Wytworzyła się z tego cała historia o matce kastrującej, ingerującej, ograniczającej itd itd.... Cieszę się, że nie zdradziłam na szczęście bardziej drastycznych kwestii swojego rozwodu, podziału majątku i innych bardzo bolesnych spraw, bo nie pozbierałabym się gdyby wówczas rzuciły się na mnie "pomocne dłonie" twojego pokoju. I nie zastanawiaj się już nad tym więcej, bo nie wiadomo, co wymyślisz.
                                • tricolour Ale jakby na sprawę nie patrzeć... 27.12.11, 14:58
                                  ... to masz dorosłego syna i to nie Ty, ale on ma dochodzić alimentów w sądzie.

                                  I teraz pojawia się pytanie: czy syn chce iśc do sądu przeciw ojcu? Chce? Bo może to Ty chcesz choć nie masz prawa dopóki nie masz pełnomocnictwa.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja