Do matek, które grają dziećmi

20.12.11, 19:09
Jeżeli takie tutaj są
Chciałam Wam powiedzieć, że nie kochacie swoich dzieci i nie jesteście dobrymi matkami.
Maszcząc się na ojcu za SWOJE własne niepowodzenia, nie pozwalając dzieciom widywać się z ojcem, żeby GO ukarać, tak naprawdę nie każecie go TYLKO swoje dzieci.
Dzieci nie są tylko Waszą własnością! ( chyba, że któraś z Was wierzy w niepokalane poczęcie )
Wciąganie w takie rozgrywki dzieci jest wstrętne, perfidne i dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Jest podłe!
    • mayenna Re: Do matek, które grają dziećmi 21.12.11, 09:36
      Kategemi, myślisz, że dotrze?
      Ale urzekło mnie, że tak napisałaś i podbijam wąteksmile
      • malgolkab Re: Do matek, które grają dziećmi 21.12.11, 09:56
        mayenna napisała:

        > Kategemi, myślisz, że dotrze?
        obawiam się, że nie dotrzeuncertain mam taką znajomą - babka wykształcona, inteligentna, towarzyska, można z nią pogadać na każdy temat, ale jak chodzi o kotakty ojca z dzieckiem - uparta i złośliwa strasznie i chyba sama nie zdaje sobie z tego sprawy.

    • karolina12805 Ale o so chodzi? 21.12.11, 09:54
      Bardzo to chwalebne co piszesz i możliwe, że masz rację, tylko... może tak konkretniej...?
      Bo znam mnóstwo przykładów oczerniania matek przez tatusiów, którzy jakby uważają, że mają same prawa wobec dziecka, obowiązków zaś żadnych, a nie daj boziu alimenty płacić...
      • nowel1 Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 10:21
        A co ma piernik do wiatraka? Kategemi pisze jasno, o matkach grających dzieckiem w celu ukarania tatusia; jakie ma znaczenie w tym kontekście, jakich Ty znasz ojców, od czego się uchylających i kogo szkalujących?
      • altz Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 10:27
        karolina12805 napisała:

        > Bardzo to chwalebne co piszesz i możliwe, że masz rację, tylko... może tak konk
        > retniej...?

        Konkretniej to jest tak, że w sądzie jest gładka gadka, że będzie ładnie i przyjemnie, nawet są umowy co do finansowania pobytów dziecka. W rzeczywistości następuje przemyślenie i mnóstwo warunków, ukrytych gwiazdek do umowy i taka, zdawałoby się mądra, pani decyduje, że nie teraz, nie tak, nie dzisiaj, bo to, bo sio, zaczyna mocno liczyć pieniądze i traktować pieniądze na dziecko jako "nasze". Kończy się wszystko na deklaracjach i na pretensjach do ojca dziecka, a "ona nic nie może" i święcie w to wierzy. big_grin
        • errormix Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 10:56
          Altz. Wszyscy wiemy, że w sądzie umowy mają więcej gwiazdek i małego druczku niż dużego. Tylko powiedz mi co zwalnia faceta od przeczytania całości i wniesienia nawet do tej umowy swoich własnych punktów, może nawet też małym druczkiem?

          Kobiety potrafią być podłe. Faceci zresztą też, ale nie o tym jest wątek.

          Zastanawiam się jednak często dlaczego facet sobie na takie podłości pozwala? Bo w większości przypadków jest tak, że sobie pozwala. Bo on się "kłócić z głupią babą nie będzie", bo "nie chce się po sądach włóczyć", bo "jak dzieci dorosną, to i same zrozumieją, że ojciec chciał, a wredna matka nie".

          A guzik prawda!

          Faceci w większości uwielbiają porównywać się do nieszczęśników. Pasuje im to. Podświadomie, bo w rzeczywistości oni naprawdę cierpią.

          Ale pokaz mi tu na tym forum babę, która będąc na miejscu faceta nie ciągałaby go po sądach, nie przyjeżdżała z policją, nie wystawałaby pod szkoła, nie dzwoniłaby, albo nie leżałaby na wycieraczce pod drzwiami żeby tylko spotkać się z dzieckiem.

          Baby potrafią. Faceci wolą uniki.

          P.S. Moja ex się nie liczy big_grin
          • garibaldia Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 11:06
            Dużo wygodniej jest tylko narzekać, że matka ogranicza dostęp do dzieci i dusi alimentami(panienki się wzruszaja i lecą pocieszać biednego mena oraz wieszają psy na wacikach exi) niż faktycznie kilka razy w tygodniu znaleźć czas by dzieckiem się zajać, uporządkowac sprawy sądownie, wyłożyć konkretny czas , zaangażowanie i gotówkę, itd (panienki się wkurzaja bo jakiś obcy dzieciak się plącze i men ani kasy ani czasu dla nich nie ma).
            To nader częsta wersja. Męskie narzekanie i nicnierobienie jest chlebem codziennym.


            • lolita1985 Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 11:14
              Niestety kobiety są dużo bardziej wredni niż faceci (choć nie wszystkie). Był czas, że ex mojego M dosłownie płaciła ich dzieciom aby te mówiły przy moim M do jej nowego (następnego z kolei) faceta TATO. I jak tu walczyć w Sądzie o takie coś?! Dzieci były małe i jak dostały 5 zł to się cieszyły z pieniędzy a nie że ... mój M po tym zdarzeniu w domu ryczał jak małe dziecko sad a skąd to wiemy, że płaciła - otóż po jakimś czasie były szwagier (jej rodzony brat) nam o tym powiedział (mój na początku myślał, że dzieci faktycznie wolą nowego tatusia itp.). Upłynęło kilka lat i sprawa wygląda już zupełnie inaczej, dzieci zmądrzały i zrozumiały - są przy nas ale co przeszliśmy to nasze ...
              • altz Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 11:30
                > Upłynęło kilka lat i sprawa wygląda już zupełnie inaczej, dzieci zmądrzały
                > i zrozumiały - są przy nas ale co przeszliśmy to nasze ...

                Współczuję i wierzę, że tak było. :-\
          • altz Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 11:27
            errormix napisał:

            > Altz. Wszyscy wiemy, że w sądzie umowy mają więcej gwiazdek i małego druczku ni
            > ż dużego.

            O to chodzi, że tych gwiazdek nie ma w sądzie i jest umowa niby między dorosłymi ludźmi. Potem się okazuje, że pojawiają się jakieś warunki.

            > Ale pokaz mi tu na tym forum babę, która będąc na miejscu faceta nie ciągałaby
            > go po sądach, nie przyjeżdżała z policją, nie wystawałaby pod szkoła, nie dzwon
            > iłaby, albo nie leżałaby na wycieraczce pod drzwiami żeby tylko spotkać się z d
            > zieckiem.
            >
            > Baby potrafią. Faceci wolą uniki.
            Facetom albo nie zależy, albo mają mniej agresji, niż kobiety i chyba stąd to wynika.
            Ja za Chiny bym nie pojechał po dziecko z policją, chociaż miałbym podstawy to zrobić.
            Kobieta jest inaczej oceniana, jeśli walczy wszelkimi metodami, to się mówi, że bardzo jej zależy. Mężczyzna za to samo zostanie oceniony jako agresywny, zagrożenie dla dzieci i byłej i być może dostanie zakaz zbliżania się do dzieci.
            Jak się mówi o przemocy w rodzinie, to od razu są skojarzenia wielkiego faceta, a przecież bywa różnie. Znam takie przypadki, że żona zachowywała się agresywnie, dostała szału. Na prośbę męża przyjechała policja i od razu padło pytanie, czy to ona zgłosiła agresywne zachowanie męża? Taka jest prawda.
            • errormix Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 11:37
              altz napisał:

              > Kobieta jest inaczej oceniana, jeśli walczy wszelkimi metodami, to się mówi, że
              > bardzo jej zależy.

              Jest dokładnie tak jak mówisz. Kobieta jest inaczej oceniana. Facet inaczej.

              Tylko dylematy odnośnie tego jak ja jestem oceniany mogę mieć w przypadku kiedy oddaję moją ex do komornika, albo wynoszę meble z chaty, czy przecinam szklanki czy samochód na połowę.

              Ale tutaj chodzi o dziecko. Nasze. Wspólne. W moim przypadku w dupie miałbym ocenę. Niechby się ze mnie śmiali, nabijali, mówili żem frajer, ale ja pod szkołę bym chodził (zresztą chodziłem i się tu ze mnie śmiali. Również baby) i pod drzwiami bym leżał i do sądu chodził nawet codziennie.

              Jak już jakoś mam. Chyba przez ten mój damski pierwiastek big_grinDDDDDD

              Nie mylić z gejowym smile
              • altz Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 12:17
                Co sobie ludzie myślą, to też dla mnie nie jest takie ważne. U mnie akurat ludzie o mnie myślą bardzo dobrze, w przeciwieństwie do matki dzieci.
                Ale to się często przekłada na sprawy sądowe, sąd widzi oszołoma i potrafi powiedzieć, żeby dołożył więcej na dziecko, bo za dużo wydaje na dojazd na spotkania raz w tygodniu, przecież "dwa razy w miesiącu powinno mu wystarczyć". Znam takie przypadki.
                Czasami sąd powie, że ojciec nęka matkę, gdy chce się umówić i dzwoni raz/dwa razy w tygodniu, takie przypadki też znam. Policja nie interweniuje, bo on "jest oszołomem", zresztą ile razy mają dyscyplinować matkę? Komu by się chciało? Przecież dziecko nie choruje, nie ma zagrożenia życia, więc "mała szkodliwość społeczna...".
            • kategemi Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 12:32
              altz napisał:

              > Ja za Chiny bym nie pojechał po dziecko z policją, chociaż miałbym podstawy to
              > zrobić.
              > Kobieta jest inaczej oceniana, jeśli walczy wszelkimi metodami, to się mówi, że
              > bardzo jej zależy. Mężczyzna za to samo zostanie oceniony jako agresywny, zagr
              > ożenie dla dzieci i byłej i być może dostanie zakaz zbliżania się do dzieci.
              > Jak się mówi o przemocy w rodzinie, to od razu są skojarzenia wielkiego faceta,
              > a przecież bywa różnie. Znam takie przypadki, że żona zachowywała się agresywn
              > ie, dostała szału. Na prośbę męża przyjechała policja i od razu padło pytanie,
              > czy to ona zgłosiła agresywne zachowanie męża? Taka jest prawda.

              To prawda co piszesz. Facet jest oceniany inaczej, a inaczej znaczy GORZEJ tylko dlatego , ze jest facetem. Kiedyś wierzyłam w równouprawnienie w tych tematach, dziś
              nie sad

              Wyraziłam swoją opinię, nie rozumiem takiego postępowania, jest mi przykro, że są takie sytuacje .

              --



              " Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywać to przeznaczeniem" C.G. Jung
          • zmeczona100 Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 12:57
            No Error, już Ci dawno nie wyznawałam miłości big_grin
            Prosto, bez ogródek, zgodnie z rzeczywistością smile Ajlawju, error tongue_out
          • niutka Re: Ale o so chodzi? 22.12.11, 00:13
            Inaczej... Ja bylam tak zahukana, zgnojona przez meza (juz ex smile), ze zgadzalam sie na poczatku na wszystkie jego propozycje odnosnie kontaktow z dziecmi...
          • kasper254 Re: Ale o so chodzi? 22.12.11, 04:57
            1. Errormix, to, co piszesz, absolutnie nie przekłada się na życie. I nijak ma się do praktyki sądowej. W USA Murzyn dostaje o kilka lat więcej, niż biały, gdy obaj znajdują się w podobnej sytuacji prawnej. Podobnie jest w Polsce w sprawach rozwodowych i opieki nad dziećmi. Mamy segregację płciową. Możesz sobie zadrukowywać każdą umowę stosowyymi coraz bardziej szczegółowymi, drobiazgowymi normami instrukcyjnymi, reglamentować zachowania podczas postępowania w trakcie wizyty "x" w miejscu "y" itd., możesz ciągać kobiete po sądach, stosować ostracyzm, wzywać nawet ducha świętego. Jak się podła, zła, bezwględna i wyrachowana kobieta uprze, to w każdej uregulowanej sprawie, w każdej zaplanowanej wczesniej sytuacji, np. wizyty, zrobi coś, co uniemożliwi dostowanie się do wcześniejszych ustaleń. Druczki można sobie do tyłka włożyć w sytuacji nieprzejednanej złości drugiej strony.
            Życzenie bierzesz za rzeczywistość, a to dlatego, że tobie się udało. I to nie dlatego, że robiłeś to, czy tamto. Mógłbyś nawet leżeć nago na tej wycieraczce, chodzić pod szkołę i śpiewać czteroaktówki i tak nic byś nie wskórał, gdyby twoja była żona chciała waszego dziecka. Taka jest prawda, którą prezentujesz - samorodna - wynikająca z tego a nie innego miesca siedzenia. Nie mów więc, że faceci robią uniki. Ci, którzy kochają dziecko, nie robią uników, ale choćby nie wiem, co robili, nie mają żadnych szans. Mogą się powiesić.
            2. Dzięki "działalności" mojej byłej żony, a jakże - humanistki - straciłem dzieci, a wnuków nie widziałem cztery lata. Gdy jej tłumaczyłem, żeby nie robił tego, czy tamtego, odpowiadała, że nieobecni nie mają racji, że kiedyś może mnie wysłuchają, ale raczej po okresie indotrynacji nie będą już chcieli itd. Gdy poszedłem do przedszkola, aby zanieść prezenty bożonarodzeniowe, usłyszałem, że dzieci nie zejdą, bo zabroniono. Gdy na ulicy widziałem wnuka, następował zwrot idących do mnie "bliskich" o 90 stopni itd.
          • obrazo-burca Re: Ale o so chodzi? 22.12.11, 18:58
            > Faceci w większości uwielbiają porównywać się do nieszczęśników. Pasuje im to.
            > Podświadomie, bo w rzeczywistości oni naprawdę cierpią.

            Error, udało Ci się i chwała Ci za to, nawet Cię oskarżyła o pedofilię, ale nie poleciała z tym do prokuratury.

            A ja znam takiego faceta co jego baba poleciała do prokuratury, zamkli go na kilka miechów, potem miał zakaz zbliżania. Potem się wreszcie sprawa wyjaśniła, no ale RODK napisało, że dziecko ma większą więź uczuciową z matką (trudno w tej sytuacji o co innego), więc dziecko z matką. Uważasz go za grającego nieszczęśnika? Jesteś pewien, że po takich przejściach, nie odpuściłbyś?

            A i znam jeszcze takiego (nie michszyb), co oskarżył matkę o pedofilię, przy czym najpierw zrobił research rozmawiał z seksuologami i wszyscy mówili, że zachowania matki są nie halo . Złożył doniesienie. Czy mam mówić co z tym doniesieniem zrobiono i czy w ogóle potraktowano je jakkolwiek poważnie?

            Zresztą BTW czy przykład michszyba uważasz za godny naśladowania? A on się zachowuje momentami jak najgorsza baba.
            • altz Re: Ale o so chodzi? 22.12.11, 20:07
              > Potem się wreszcie sprawa wyjaśniła, no ale RODK napisało, że dziecko ma większą więź
              > uczuciową z matką (trudno w tej sytuacji o co innego), więc dziecko z matką.

              Ponieważ dziecko miało większą więź z przestępcą, więc zostało z przestępcą zgodnie z prawem.
          • yo-anna84 Re: Ale o so chodzi? 28.12.11, 19:21
            > Ale pokaz mi tu na tym forum babę, która będąc na miejscu faceta nie ciągałaby
            > go po sądach, nie przyjeżdżała z policją, nie wystawałaby pod szkoła, nie dzwon
            > iłaby, albo nie leżałaby na wycieraczce pod drzwiami żeby tylko spotkać się z d
            > zieckiem.

            Znam taką - naprawdę, niestety znam taką...
            Ale jej nie ma tu na forum, bo musi dbać o swojego nowego, sporo młodszego misia, co by nie uciekł...://
        • niutka Re: Ale o so chodzi? 22.12.11, 00:09
          No to ja teraz czegos nie kumam... Skoro w sadzie sie dogadali i sad to przyklepal (jest na papierze na pewno), to czemu ojciec nie walczy o te kontakty w tymze sadzie! Moj ex sam wystapil o spotkania z chlopcami, zgodzilam sie. Potem uleglo to modyfikacji (w trakcie rozprawy rozwodowej ale za aprobata ex). Ale to teraz tatulek, tak walczacy o kontakty, co raz czesciej ma ICH gdzies (po przeprowadzce do kobiety - byla zona jego najlepszego "przyjaciela"... non comments).
          -
          "Żyj!" - powiedziała Nadzieja. "Bez Ciebie nie umie" - odpowiedziało cicho Życie...
      • darek9634 Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 10:51
        Konkretniej "
        Dziecko, 9 lat mówi do mnie "Tato, mogę ci zadać pytanie ? Dlaczego mama na mnie krzyczy jak skończy rozmawiać z tobą ?" (przez telefon)
        Rozmawiałem wieczorem jak co dzień z dzieckiem (nie było to wypytywanie się) i dowiedziałem się, że pierwszy posiłek dziecka to była kolacja.
        To co sobie pomyśli dziecko i jak będzie rozmawiało następnym razem.
        • garibaldia Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 10:59
          A rozważałeś taką interpretację: dziecko lubi koloryzować, powiedziało ci że cały dzień matka nic mu do jedzenia nie dała (co nie wydaje mi się realne - chyba, że widzisz na własne oczy że że dziecko jest głodne, zabiedzone i masz podstawy sadzić że matka go zaniedbuje) matka zrobiła mu burę żeby przestało tak ściemniać, bo wie, że jeśli dziecko będzie ci opowiadać takie bajki to ty będziesz się awanturował do niej i posądzał o niestworzone rzeczy.

          • darek9634 Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 11:27
            Wiem, że w ten dzień tygodnia jak co tydzień od kilku lat na obiad jest potrawa, którą dziecko nie je. (Wiem bo mieszkaliśmy razem). Jak powiedziało mi, że obiadu w szkole też nie jadło to zapytałem czy chociaż drugie śniadanie. Też nie. Dziecko nie jest głodzone. Nie ma po co koloryzować.
            Chodzi mi brak zainteresowania matki czy coś jadła i późniejsze krzyki na dziecko, że to powiedziało. Chce się wyżyć to może na mnie .
            • darek9634 Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 11:32
              "Dużo wygodniej jest tylko narzekać, że matka ogranicza dostęp do dzieci ... niż faktycznie kilka razy w tygodniu znaleźć czas by dzieckiem się zajać"
              Dwa razy w tygodniu dziecko jest u mnie. Plus sobota
              • garibaldia Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 11:58
                Nie napisałam bezpośrednio o Tobie, bo Cię nie znamsmile. Znam kilka przypadków w otoczeniu gdzie panowie mocno narzekają na ex żonę i gdybym nie znała faktycznej sytuacji i zachowania obojga to bym gotowa im uwierzyć, a rzeczywistość taka że facetowi odpowiada nicnierobienie i brak obowiązków.
              • zolta_iwulka Re: Ale o so chodzi? 22.12.11, 08:27
                Darku9634, a czy w któryś z tych dwóch dni, które córka spędza z Tobą, Jej mama dzwoni i wypytuje, czy córka coś jadła u Ciebie?
                Skoro wiesz, że dziecko nie lubi jakiejś potrawy (np. ryby) i jest to serwowane w np. każdy piątek, to może zasugeruj córce rozmowę z mamą: "mamo, wiesz że nie lubię..., czy mogłabym w ten dzień przygotować sobie np. kanapkę z nutellą zamiast ..."?
                Już kilkulatek zrobi sobie taką kanapkę wink))

                P.S. Sama mam dziecko w wieku wczesnoszkolnym i nie znalazałam sposobu, jak je przypilnować, zeby zjadło obiad w szkole albo drugie śniadanie, więc winienie za to matki, że dziecko nie zjadło jest nie na miejscu.


                • argentusa Re: Ale o so chodzi? 22.12.11, 08:55
                  Mogę tylko powiedzieć, że ja tez nie mam wpłwu na mojego pierwszaka czy gimnazjalistę w kwestii zjedzenia obiadów czy drugiego śniadania. A o tym, że maluch wyrzuca zakupione Obiady do śmietnika to mi wychowawczyni przez telefon powiedziała. dzieć się nie zająknął nawet, ze tych obiadów nie zjada.
                  I podzieliłam się ta wiedzą z eksiem. Tez nie miał pomysłu jak dziaciaków zmobilizować do jedzenia.
              • nangaparbat3 Re: Ale o so chodzi? 28.12.11, 20:06
                Darek, to Ty zabieraj dziecko w ten dzień tygodnia kiedy matka gotuje na obiad Danie Niejadalne.
        • malgolkab Re: Ale o so chodzi? 21.12.11, 11:00
          darek9634 napisał:

          > Konkretniej "
          > Dziecko, 9 lat mówi do mnie "Tato, mogę ci zadać pytanie ? Dlaczego mama na mni
          > e krzyczy jak skończy rozmawiać z tobą ?" (przez telefon)
          odpowiadasz, że niestety nie dopowiadasz za to co robi i mówi mama i proponujesz dziecku, by zapytało o to mamę.
    • ekscytujacemaleliterki Re: Do matek, które grają dziećmi 21.12.11, 11:50
      na pamięć się co poniektórzy powinni nauczyć tego :
      "Wasze dzieci"
      Wasze dzieci nie są Waszą własnością;
      Są synami i córkami samej mocy Życia!
      Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
      Możecie dać im swą miłość - ale nie ich duszom,
      ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
      którego Wy nie możecie odwiedzić
      nawet w Waszych snach.
      Możecie wysilać się,
      aby dotrzymać im kroku, ale nie żądać,
      aby byli podobni do Was,
      ponieważ życie się nie cofa
      ani nie możecie zatrzymać się
      na dniu wczorajszym.
      Wy jesteście jak łuk, z którego Wasze dzieci,
      jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód.
      Strzelec mierzy do celu
      na szlaku nieskończoności
      i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
      ażeby strzały mogły poszybować
      szybko i daleko.
      Poddajcie się z radością rękom strzelca,
      ponieważ on kocha równą miarą
      i strzały, które szybują,
      i łuk, który pozostaje niewzruszony
      • kategemi Re: Ja juz sie nauczyłam ;-) 21.12.11, 12:36
        smile
    • zmeczona100 Do ojców, którzy rozwiedli się ze swoimi dziećmi 21.12.11, 13:05

      Jeżeli takcy tutaj są.

      Chciałam Wam powiedzieć, że nie kochacie swoich dzieci i nie jesteście dobrymi ojcami.
      Maszcząc się na matce za SWOJE własne niepowodzenia, nie widując się i nie brać udziału w życiu dziecka żeby JĄ ukarać, tak naprawdę nie każecie jej, TYLKO swoje dzieci.
      Dzieci nie są tylko JEJ własnością! ( chyba, że któryś z Was wierzy w niepokalane poczęcie )
      Wciąganie w takie rozgrywki dzieci jest wstrętne, perfidne i dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Jest podłe!
      • kategemi Re: Do ojców, którzy rozwiedli się ze swoimi dzie 21.12.11, 14:56
        zmeczona100 napisała:

        >
        > Jeżeli takcy tutaj są.
        >
        > Chciałam Wam powiedzieć, że nie kochacie swoich dzieci i nie jesteście dobrymi
        > ojcami.
        > Maszcząc się na matce za SWOJE własne niepowodzenia, nie widując się i nie brać
        > udziału w życiu dziecka żeby JĄ ukarać, tak naprawdę nie każecie jej, TYLKO sw
        > oje dzieci.
        > Dzieci nie są tylko JEJ własnością! ( chyba, że któryś z Was wierzy w niepokala
        > ne poczęcie )
        > Wciąganie w takie rozgrywki dzieci jest wstrętne, perfidne i dla mnie zupełnie
        > niezrozumiałe. Jest podłe!
        >

        Chciałam zrobić to samo, ale wiedziałam, że i tak ktos to za mnie zrobi.
        Dzięki wink
        • zmeczona100 Re: Do ojców, którzy rozwiedli się ze swoimi dzie 21.12.11, 15:01
          tongue_out
Inne wątki na temat:
Pełna wersja