albo mąż albo dziecko adptowane!

27.12.11, 16:47
No właśnie, nie udaje się mi zajść w ciążę, ja mam jeden jajnik, mąż słabe nasienie.
Chiałam się zapisać do ośrodka adpcyjnego aby móc za kilka lat adptować dziecko, bo wiadomo procedury trwają, a w tym czasie starać się o dziecko własne.
Jedank mąż jest przeciwny adopcji i mówi, że jakby co to będziemy bez dziecka, bo on tego nie czuje.
Ja znowu nie wyobrażam sobie naszeego małżeństwa bez dziecka. Zawsze chciałam mieć prawdziwą rodzinę, tym bardziej że nie mam rodzeństwa.
Zostaje mi wybrać: albo się rozwieść i zostać samą-mam obecnie niecałe 30 lat,, mąż niecałe 36 lat i adoptować ewentualnie samotnie dziecko, albo pozostać z nim do końca moich dni, tylko we dwoje.
ten wybór odbiera mi chęć życia, to tak jakby wybór - wyrzec się ojca czy wyrzec się matki!
    • moniapoz Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 17:02
      jak rozumiem in vitro nie wchodzi z jakiś powodów w grę ?

      ja mogę tylko powiedzieć, że jeżeli słuchałabym lekarzy to bym się chyba załamała bo według nich nigdy nie miałam zajść w ciążę, a dzieci mam.

      może nie podejmuj jakiś drastycznych kroków i spróbuj też zrozumieć męża ?

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • yoma Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 17:39
      W zasadzie, skoro mąż ci jest potrzebny tylko do zrobienia dziecka, to faktycznie lepiej się rozwiedź.
      • moniapoz Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 17:53
        pary które długo starają się o dziecko a zwłaszcza kobiety, tak się fiksują na tym punkcie, że często tracą cel tych starań z oczu...a celem miała być rodzina. to nie oznacza, że kobieta (przeważnie) potrzebuje mężczyzny tylko do tego celu...po prostu w tej danej chwili widzi tylko to i musi się odblokować psychicznie, żeby dojść do jakiś wniosków np. takich czy mąż miał być tylko narzędziem w macierzyństwie czy jest też podmiotem, który też przecież może tą sytuację przeżywać emocjonalnie.

        z drugiej strony to właśnie bardzo często Panowie nie biorą pod uwagę w ogóle adopcji (z powodów genetycznych nazwijmy to) - co jeszcze pogłębia kryzys w związku.

        to nie są proste sprawy i ja bym pochopnie nic nie robiła....

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • labadine Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 18:21
          Jak ma glupiego chlopa to trudno.
          • triss_merigold6 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 18:26
            Przecież ten związek i tak sie rozpadnie jeśli facet pozbawi ją szansy na macierzyństwo.
    • pendzacy_krolik Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 19:25
      jeden jajnik nie jest przeszkoda w zajsciu w ciaze. raczej wymien modela na pelnowartosciowy, tzn. na faceta , ktory bedzie w stanie cie zaplodnic. bardzo szanuje i wspieram ludzi, ktorzy decyduja sie na adopcje. bo wychowac zaadoptowane dziecko to jest dla mnie bohaterstwo i akt milosierdzia. rozumiem tez obawy twojego meza, ale jesli cie kocha nie powinien miec oporow.
      • nowel1 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 20:12
        Problem w tym, że ona nie chce dziecka z miłosierdzia, tylko żeby zaspokoić SWOJE potrzeby.
        A już pisanie o "pełnowartościowym" modelu.. odrażające; równie dobrze możesz ją nazwać niepełnowartościową.
        • ciociacesia bo dziecka nie powinno sie adpotowac z milosierdzi 27.12.11, 20:15
          to nie jest dobra motywacja...
          autorka musi tez wziac pod uwage ze jako saotna bedzie miala marne szanse na adopcję
      • malgolkab Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 13:06
        pendzacy_krolik napisała:

        > jeden jajnik nie jest przeszkoda w zajsciu w ciaze. raczej wymien modela na pel
        > nowartosciowy, tzn. na faceta , ktory bedzie w stanie cie zaplodnic.
        ludzie bezpłodni lub z obniżoną płodnością są dla ciebie bezwartościowi?
        • rybak Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 13:10
          ojtamojtam, dla królików wszystko, co nie schodzi poniżej pięcioraczków jest niepełnowartościowe wink ;P
          • szizumami Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 16:01
            no nie
            czyli ja tez uszami machluje!
            dem.. nie wartościujmy sie w ten sposób--ile kto ma -kasy,fakultetów,,dzieci,czy wg długości uszoli!
        • pendzacy_krolik Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 19:30
          nie, bezwartosciowi sa dla mnie ci, ktorzy pozbawieni sa wyzszych wartosci. a za takie uwazam np.chec posiadania dziecka. przy czym,jesli ktos nie chce miec dzieci niech sobie szuka podobnego sobie. a wec.jesli gosc ma slabe nasienie w sam raz nada sie dla kobiety,ktora nie chce miec dziec. a takich jest coraz wiecej w tych czasach.

          malgolkab napisała:

          > pendzacy_krolik napisała:
          >
          > > jeden jajnik nie jest przeszkoda w zajsciu w ciaze. raczej wymien modela
          > na pel
          > > nowartosciowy, tzn. na faceta , ktory bedzie w stanie cie zaplodnic.
          > ludzie bezpłodni lub z obniżoną płodnością są dla ciebie bezwartościowi?
    • plujeczka Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 20:34
      znam pary, ktore po zaadoptowaniu upragnionego dziecka w niedlugim czasie rozwiody się,znam 3 malzenstwa gdzie lekarze niedawali im szany na ojcostwo i macierzynsto, srtosowali sie do zalecen lekarzy mierzyli tempretaure, kochali sie w dni plodne i takie tam bzdury, kiedy w koncu odpuscili ..........pojawialy siedzieci biologiczne, wlasne-nie odpuszczajcie, tylko przestan o tym myslec w kołko bo pewnie gdybym była facetm tez bym sie wsciekala ,ze jestem tylko reproduktorem, wiecej spontanu, wyluzuj, przestan zyc macierzyństwem a zobaczysz ,ze zajdziesz w ciaze nawet nie bedziesz wiedziala kiedy....ale pamietaj ,ze czasami lata staran wypalają uczucia malzonków do siebie.Jesli jednak twoje pragnienie dzicka jkest u Ciebie tak silne to warto po prostu otwarcie o tym powiedziec i rozwieśc sie jak ddwoje kulturalnyvh ludzi -tylko dobrzxe to przemysl,powtarzam znam kilka par , ktorym sie udalo mimi ,ze ani lekarze ani oni sami nie dawali sobie szans-dziś corka jednych znivh ma 20 lat a drugi chłpoiec ma 2 lata.
    • kami_hope Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 22:33
      Powiem tak. Małżeństwo, w moim pojęciu zawierane jest z myślą gotowości założenia rodziny. Jeśli, powiedzmy z przyczyn biologicznych z danego związku dzieci nie może być lub bynajmniej są trudności, to zawsze dysponujemy innymi możliwościami by zrealizować cel małżeństwa. Jeśli któryś z małżonków unika zrealizowania tego celu lub w inny mniej lub bardziej mętny sposób wypisuje się z zobowiązania, to dla mnie znaczy to tyle, co oszustwo. I to szczególnego rodzaju. Bo osoba, która chce założyć rodzinę inwestuje w związek różne pokłady energii: emocjonalne, uczuciowe, finansowe, itd. Oczywiście rozwój związku (na którym ma być zbudowana rodzina) wymaga czasu, zaangażowania i pracy. To są rzeczywiście ogromne inwestycje!
      Jeśli okazuje się, że partner zebrał wszelkie profity tylko dla siebie i nie jest na tyle dojrzały aby chcieć się tym dobrem dzielić, to należy się z nim jak najszybciej pożegnać. Nie oglądając się za siebie. Nie tracąc więcej czasu! I przekazać swój potencjał osobie, która ma podobne pragnienia, z którą można zrealizować to wielkie wyzwanie jakim jest założenie rodziny.
      Durniami nie ma co sobie dupy zawracać. Czas płynie.
      • triss_merigold6 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 27.12.11, 22:38
        Pan może sobie pozwolić na to, żeby marnować jej czas. uncertain
        • yoma Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 11:10
          Tak tak, to wina chłopa, że pani ma jeden jajnik. To nasienie pewnie też sobie sam złośliwie osłabiał.
    • tehuana Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 00:19
      Zostaw tego chlopa i tak go nie kochasz. Nie liczysz sie z jego uczuciami i wolisz wyimaginowane dziecko niz czlowieka - ktory sie z toba zwiazal.
    • pati_1 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 07:58
      Ja zawsze marzyłam o prawdziwej rodzinie, dziecko adptowane nie stanowi dla mnie problemu, że ja go nie urodziłam. Po to m.in. wychodziałm za mąż, żeby taką rodzinę stworzyć.
      Maż twierdzi, że nie pokocha adptowanego dziecka i nie ma zamiaru się mu poświęcać i odkładać sobie od buzi kosztem tego dziecka. Woli żyć wygodnie, beztresowo, jeździć na wakacje, kupić lepszy samochód, niż podcierać dupę obcemy bachorowi, który kiedyś być może mu się źle odpłaci- to jego słowa.
      Zachęca mnie, że wtedy będę mogła kupić sobie wszystko na co mam ochotę, płaszcz za np. 400 zł. a dla mnie nie ma to jakiegoś znaczenia, mogę chodzić w takim za 100 zł, albo kilka lat w tym samym.
      Poza tym stwierdził, że jakby miał gwarancje, że dziecko to go nie wykoleguje, to wtedy może i tak!
      • moniapoz Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 08:14
        jestem w stanie zrozumieć niechęć do adopcji, ale takie podejście jak Twojego męża to moim zdaniem lekka przeginka.
        jeżeli woli żyć wygodnie i bez stresów to chyba w ogóle nie chce mieć dzieci żadnych nawet tych biologicznych .... może po prostu nie dojrzał do ojcostwa ?
        a co oznacza, że dziecko go wykoleguje - nie umiem tu nic sensownego dopasować.

        jesteś młodą osobą ale zegar biologiczny tyka....

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • altz Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 08:37
        Chroń nas Matko Naturo przed człowiekiem, który przelicza dziecko na samochody i wycieczki zagraniczne! Nie wyobrażam sobie takich tekstów skierowanych do dziecka, a mogę się założyć, że tak by było.
        Może i dobrze, że nie macie wspólnego dziecka, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że to jest trauma. Mogłoby się to skończyć bardzo przykrym stwierdzeniem, że nie jest stworzony do dzieci i odejściem do innej pani. Może by coś zaskoczyło, albo i nie.
        Ja bym poszukał innego pana na życiowego partnera, ale ja myślę zadaniowo, nie znam całej prawdy i niekoniecznie mam rację. big_grin
      • malgolkab Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 13:41
        pati_1 napisała:

        > Ja zawsze marzyłam o prawdziwej rodzinie, dziecko adptowane nie stanowi dla mni
        > e problemu, że ja go nie urodziłam. Po to m.in. wychodziałm za mąż, żeby taką r
        > odzinę stworzyć.
        >
        czy rozmawialiście o tych kwestiach przed podjęciem decyzji o wspólnym życiu?
    • pati_1 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 10:48
      Parę dni temu wymksnęło mu się, że już mu przeszło na dzieci, że ma już tyle lat i najlepiej to żebyśmy nie starali się o dziecko na siłę.jak będzie to będzie!
      Słysząc moje namowy na ewentualną adpcje stwierdził, że on bardzo chce mieć dziecko i jeśli ma się poświecać to tylko i wyłącznie dla swojego.
      Twierdzi, że skoro nie możemy mieć swoich naturalnie to może tak miało być i nic na siłę.
      Możemy wtedy żyć na troszkę wyższym poziomie bez zmartwień i wyrzeczeń, bo nasz dochód na rękę jest ok.4000 zł. wiec nie za dużo i nie za mało, ale na dziecko by starczyło i na wakacje pewnie też, tym bardziej że mamy własne mieszkanie 3 pokoje i zero kredytów.
      A co do wykolegowania przez adoptowane dziecko, to chodzi mu o to, że niedajboże nas kiedyś zostawi i odejdzie do swoich biologicznych rodziców, ktorych poszuka, albo nie będzie nas chciało znać jak dorośnie i o nas zapomni, bedzie interesowne i czekało tylko na nasze pieniądze itp.
      • ewela1_1 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 11:08
        W takiej sytuacji, gdy już na początku kalkuluje nie zawracałabym sobie głowy na adopcję z nim. Przede wszystkim dla dobra tego dziecka, niech ma szansę na oboje rodziców, ktorzy będą go pragnąć i kochać za to, że jest.

        Wykolegować może i biologiczne dziecko. Należy przede wszystkim dziecko kochać bezinteresownie , nauczyć kochac to i on sie tego nauczy, będzie szanował rodziców. Jeśli mąż da odczuc adoptowanemu dziecku to o czym piszesz powyzej może się odwrócić, co nie znaczy, że was okradnie.

        Znajoma mojej przyjaciółki(bezplodna), jak mowili lekarze zaadoptowała z męzem dziecko. Po 5 latach zaszła w ciążesmile.
        -------------
        "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
      • moniapoz Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 11:15
        wiesz co ? ja mam kilka znajomych par które starały/ starają się latami o dziecko - jedna z tych par jest obecnie na etapie adopcji (faktycznie jest to dluuga droga przez mękę), inna zdecydowała się na kolejne in vitro ( z sukcesem w postaci bliźniaków), inna rozpadła się...bo obydwu stronom siadła psychika.

        kobity się fiksują na punkcie dziecka - czasem naprawdę jest to przerażające - dziecko staje się u nich jedynym celem, wszystko inne w tym mąż odchodzi na bok.
        A panowie bardzo często tych fiksacji już nie mogą znieść i się wycofują, przedstawiają właśnie takie rozwiązanie jak "widocznie tak musi być, nic na siłę" ale też to przeżywają i szczerze chcą dzieci, rozważają różne opcję, z reguły wspierają partnerkę.

        nie spotkałam się natomiast z takim czymś, żeby ktoś wysuwał argumenty pieniężne, że bez dzieci będzie nam się lepiej żyć, wygodniej...... i to dla mnie jest dziwne. Wydaje mi się, że Twój małżonek po prostu nie chce dzieci w ogóle tylko jakoś uległ Twojej presji w tym zakresie ? nie wiem...

        a z takim podejściem do dziecka adoptowanego to faktycznie lepiej żeby do adopcji w Waszym przypadku nie doszło, bo jak widać Twój mąż takiego rozwiązania w ogóle nie akceptuje i dziecko adoptowane odrzuca z zasady.

        rozstanie jest chyba dla Was najlepszą opcją - takie jest moje zdanie, choć oczywiście sama znasz partnera najlepiej i to Ty musisz ocenić czy to tylko jego reakcja obronna czy po prostu dla niego rodzina to nie koniecznie dzieci

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • altz Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 11:31
          Też tak myślę, że ludzie mają jedno życie i są po coś ze sobą, żeby się spełniać i robić coś, czego się bardzo chce, a małżeństwo powinno chociaż w tym nie przeszkadzać, jeśli już nie pomaga.
          Autorka "obudzi się" za 30 lat i powie, że miała ekonomicznie nie najgorzej, tylko nie będzie wiedziała, po co? Gdybyśmy mieli takie warunki, jak Autorka, to bym się zupełnie nie zastanawiał.
          • szizumami Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 12:00
            --przed gabinetem do ginekologa usiadłysmy razem,przypadkiem
            -ona--bo od wielu lat stara sie o dziecko,ja --która musi cholernie uważac ,żeby nie zaskoczyc z kolejnym
            i tak sobie pogadałyśmy ---o bólach wychowania własnych dzieci--kiedy małżeństwo jest do d........ i o niezaspokojonym pragnieniu
            klinika zdarła z niej multum kasy--a za scianą przyjmował jeden z najlepszych lekarzy w województwie i ogólnie facet na poziomie

            wiec--mysle,że może nie znalazłaś dobrego lekarza---i takiego który rozmawiał z twoim facetem..i poszłabym po konsultacje do bioener. ale poleconego
            czasami jest tak że blokada psychiczna jest b.silna
            i przy okazji zobaczy sie na ile wytrwałosci i checi ma mąz
            futrem niczego nie zrekompensuje

            podzielam twój smutek altz---ludzie maja warunki do wychowywania
            a domy dziecka są pełne
            nie ma żadnej gwarancji-że nasze biologiczne dziecko nie odstawi numeru,nie pójdzie w świat,nie umrze wcześniej niż my,nie bedzie miało charakteru po wrednej prababci i nie zada sie z kimś nieodpowiednim żeby wyladowac w wiezieniu

            można adoptowac dziecko ,których rodzice nie żyja albo sa juz bardzo "w wieku"
            małe-i wdrażac swoje --ale z takim podejsciem,że to bachor i nie bedzie mu podcierał pupy--
            bo nie moje--to chyba nie ma co próbowac
            • szizumami Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 12:05
              w necie są rankingi najlepszych lekarzy-
              ludzie piszą o ich "skuteczności"
              sprawdzałas?
              mój jest z gdanska
      • rybak Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 12:16
        Zakładam, żeście się obydwoje wyczerpująco przebadali, skoro piszesz tu o medycznych uwarunkowaniach - i że wiesz to na pewno. Zatem tylko dwa pytania:
        Pierwsze - czy on chce z Tobą W OGÓLE mieć dziecko - nawet swoje biologiczne?. I tu MUSI dać Ci jak najszybciej jasną odpowiedź (a powiedz mu chocby, że są lekarze i metody dające duże szanse na wasze własne dziecko - ciekawe jak zareaguje). Jesli NIE CHCE - bo woli zycie na luzie i w wygodzie - no to... no to raczej niewłaściwy dla Ciebie MĄŻ jest (sprawdż sobie etymologię tego pełnego piękna, mądrości i siły słowa - MĄŻ)
        Drugie - czy Ty chcesz mieć za WSZELKĄ cenę SWOJE (obojętnie - naturalne czy adoptowane) dziecko, czy raczej - DZIECKO Z NIM? Jeśli to pierwsze - to ja osobiście na jego miejscu bym się wahał, czy z Tobą być. Jesli to drugie - Zastanów się - po (prawdopodobnie - jak podejrzewam - negatywnej) odpowiedzi na pierwsze pytanie - czy aby na pewno chcesz tego nadal.
        A jak już będziesz to wiedziała na pewno, to rób swoje. Powodzenia.
        • pati_1 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 12:38
          Tak ja chcę mieć z nim dziecko/ci, ale też wogóle chcę mieć dzieci i to że nawet byłby całkowicie bezpłodny, to nie myślę kategoriami że to przez niego jest tak a nie inaczej, tylko że to nam nie udaje się. A że chcę mieć normalną rodzinę, dlatego dziecko urodzone przez inna kobietę nie stanowi dla mnie problemu.
          Chciałabym ratować nasz związek, tym bardziej, że mamy slub kościelny-jestem wierząca, ale co będzie jak nam się nie uda? Upłyną np. 2-3 lata, bo tyle planujemy jeszcze na inseminacje i ewentualne in-vitro, a on później kategorycznie powie że nie zgadza się na adopcję, bo tak dzisiaj jest, a ja będę miała 32 lata i marne perspektywy na przyszłość.
          To już lepiej chyba zostać samą teraz w wieku 29-30 lat.
          Jednak boję się zostać sama, jak nie znajdę partnera to zostanę już całkowicie sama!
          Gdzieś w głębi duszy liczę na to że może zmieni zdanie. Myśle że dużo pokaże czas w ciągu 0,5 roku.żal mi też go zostawiać, choć daje mi taki wybór i sam tego chce, ale nie łatwo zostawić czlowieka po 8 latach znajomości i za którego wyszło się z milości. Myślałam, że wyszłam za ciepłego pełnego serca człowieka a okazuje się że tak nie jest.
          Gdybym miała już teraz innego partnera to bymsię nie zastanawiała raczej i odeszła, z bólem serca ale odeszła do niego.
          Zdrady nie zaliczę, bo mam zasady i nie będe nikogo oszukiwać, nie będę robiła farsy z mojego małżeństwa.
          • moniapoz Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 13:25
            > Jednak boję się zostać sama, jak nie znajdę partnera to zostanę już całkowicie
            > sama!

            to bardzo niedobry powód do bycia razem sad sorry
            nie liczyłabym także na zmianę jego poglądów odnośnie adopcji - on tego nie czuje i mów o tym wprost - nie możesz go zmusić bo nic z tego dobrego nie będzie zwłaszcza dla dziecka adoptowanego.

            spytaj go wprost czy on chce mieć dzieci z Tobą.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • pati_1 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 14:06
              Tak on chce mieć dziecko ze mną, ale kiedyś coś żle zrozumiał o in-vitro, że zapłodnią mnie nasieniem innego mężczyzny i wtedy zdecydowanie się oburzył i powiedział, że jakby tak było to odchodzi, mogę to sobie zrobiś sama,bez niego i wtedy ze mną nie będzie.
              Tak więc chodzi mu tylko o to by to dziecko było jego z krwi i kości. Reszta się nie liczy, nawet jakby było ze mnie.
              • triss_merigold6 I tak byście nie zostali zakwalifikowani 28.12.11, 14:24
                I tak byście nie zostali zakwalifikowani jako rodzice adopcyjni. Procedury długo trwają i przechodzi się kurs, są wywiady środowiskowe, wywiady z małżonkami. Jakiekolwiek brzęknięcie na temat obaw względem "niewdzięczności" dziecka adoptowanego by was zdyskwalifikowało. Kolejka chętnych do zaadoptowania dzieci jest ogromna, a dzieci z uregulowaną sytuacją prawną bardzo niewiele, ośrodki mogą przebierać w rodzicach i Twego męża nikt nie będzie błagał o zmianę zdania.
                • pati_1 Re: I tak byście nie zostali zakwalifikowani 28.12.11, 14:30
                  wiem to, pytają też czy nasi rodzice wyrażają zgodę, i wyobraźcie sobie że jego matka stwierdziła, że jak byśmy takie coś zrobili, to można już do niej nie przyjeżdżać, nawet jej własny syn i żebyśmy tego bachora nawet do niej nie przywozili, bo nie chce go widzieć na oczy.
                  Mieszka od nas godzine drogi samochodem, ja i tak rzadko tam jeżdżę.
                  • triss_merigold6 Re: I tak byście nie zostali zakwalifikowani 28.12.11, 14:42
                    To zapomnij o adopcji. Jako samotna teoretycznie możesz się starać ale na niemowlę czy małe i zdrowe dziecko masz zerowe szanse z prostego powodu - pierwszeństwo mają małżeństwa i to też względnie młode.
                    Powiem Ci tak, jeśli Twój mąż podnosi takie argumenty jak ten o płaszczu czy podobne materialne, nie dowiaduje się z własnej inicjatywy o możliwości inseminacji, in vitro czy inne techniki wspomaganego rozrodu i ogólnie uważa, że najwyraźniej brak dzieci był wam pisany, to nie masz z nim żadnych szans na dziecko. Będzie torpedował każdy Twój pomysł, żałował kasy, olewał badania, zawsze znajdzie jakiś powód. Nie oszukuj się.
          • zmeczona100 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 14:12
            Chciałabym ratować nasz związek, tym bardziej, że mamy slub kościelny-jestem wi
            > erząc
            a, ale co będzie jak nam się nie uda? Upłyną np. 2-3 lata, bo tyle planuje
            > my jeszcze na inseminacje i ewentualne in-vitro

            Co to za mania powoływania się na swój rzekomy katolicyzm w sytuacji, kiedy nie jest ważne życie wg wartości, które powinien wyznawać katolik? Katolik nie neguje tego, co jest mu niewygodne- albo przyjmuje się wszystko z całym dobrodziejstwem inwentarza i znosi wszelkie niedogodności, albo nie uważa się siebie za katolika. Jeszcze rozumiem grzechy, potknięcia, bo jesteśmy tylko ludźmi, ale in vitro? To tak, jakby popierać aborcję czy eutanazję i dalej twierdzić, że się jest katolikiem. Obłuda.
            • pati_1 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 14:26
              Jeśli się rozwiodę, to czuję, że źle zrobię, właśnie ze względu na te moje zasady.Zawsze to pozostanie w moich myślach. Za in-vitro też do końca nie jestem , ale chcę za wszelką cenę ratować nasz związek.
              Może aż tak gorliwym katolikiem nie jestem. Może słaba jestem w tym wypadku, bo boję się samotności i spędzenia reszty życia w domu w mężczyzną który jak się okazało nie jest zdolny do wyższych uczuć, ale chce tylko zaspokoić swoje potrzeby i prędzej myśli żeby uskładać sobie na motor itp. niż zainwestować w dziecko adoptowane, choć oczywiście jedno drugie nie wyklucza.
              • altz Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 14:39
                Zbieranie na motor i marzenie o tym jest czymś zdrowym.
                Gorzej, gdy ma się niekończący się ciąg potrzeb i myśli się tak dziecinnie tylko o kolejnych potrzebach i o sobie.
              • rybak Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 14:56
                A z tym ratowaniem za wszelką cenę... ZA JAKĄ CENĘ???? Postawiłaś sobie kiedyś sama takie pytanie - ILE SIEBIE jesteś gotowa poświęcić BEZSKUTECZNIE aby temu panu nadal... piwo przynosić? Po mojemu (może na kobietach to ja się nie znam, ale na swojem własnem gatunku i owszem - gość dojrzał do powrotu do mamusi. A Ty do zastanowienia się nad swoją przyszłością. SWOJĄ a nie waszą, niestety. Aha - jeden jajnik to dziś naprawdę mały pikuś dla ludzi, którzy chcą mieć RAZEM dziecko. A bać się samotności i tylko dlatego brnąć w coś, co skończy się za parę lat i tak - tyle że znacznie gorzej niż dziś... Bez sensu (przećwiczyłem na sobie, to wiemwink. Tyle.
                • yoma Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 19:58
                  Po mojemu, choć ja się może na facetach nie znam, wcale się nie dziwię kolesiowi, że woli inwestować w motor niż w cudze dziecko. Które to dziecko miałoby się pojawić tylko i wyłącznie dlatego, że małżonka ma, wybaczcie wyrażenie, wściek macicy.

                  Koleżanka natomiast, mam wrażenie, traktuje chłopa wybitnie instrumentalnie. Ma wychowywać razem z nią dziecko, może być adoptowane, i zapewnić ochronę przed samotnością.
    • zmeczona100 Jestem z innej planety 28.12.11, 13:47
      Mam jedno dziecko; drugie poroniłam. Nie wiem, jak by było, gdybym chciała mieć dziecko, a nie moglibyśmy zostać rodzicami. ALE: urodzenie dziecka dla mnie było urodzeniem dziecka tego konkretnego mężczyzny. Może to zabrzmi dla niektórych zbyt po katolicku, jednak to, co napiszę, wcale nie wynika z tego, że katoliczką jestem. Otóż dziecko jest dla mnie najwyższą formą miłości- ono poczęło się własnie z naszej miłości, z tego, że obydwoje chcieliśmy stworzyć nowego człowieka- naszego wspólnego tak pod względem pochodzenia, jak i pod względem wychowania. Tzn. takie były moje zapatrywania i -wydawało mi się- ojca dziecka; tak ja to traktowałam.

      "Jakieś" dziecko nie wchodziło w grę, tzn. nie brałam pod uwagę w ogóle adopcji, ale- jak napisałam wyżej- nie wiem też, czy nie zmieniłabym zdania, gdyby z "naszego" nic nie wyszło; chociaż biorąc pod uwagę fakt "tworzenia", jego powody, to raczej wątpię, abym była adopcją zainteresowana. Po prostu to jest tak, że chodzi mi o dziecko ze mnie i z mężczyzny i powołanie go do życia dlatego, że jest to konsekwencja, następstwo miłości między ojcem i matką.

      Bardzo, bardzo żałuję, że mój syn jest jedynakiem- chodzi mi o przyszłość. Dla mnie rodzina jest ogromnie ważna- dla poczucia wartości, bezpieczeństwa, poczucia przynależności i udzielenia wsparcia w sytuacjach trudnych. To po prostu rodzina stworzyła mnie (wychowała) taką, jaką teraz jestem- i takiej samej rodziny chciałabym dla mojego syna. W sytuacjach trudnych moi bliscy zawsze mi pomocy udzielili- przede wszystkim chodzi o wsparcie emocjonalne, bo zazwyczaj tylko takiego oczekiwałam (jak wszyscy, zresztą). Moi rodzice, ze względu na wiek i stan zdrowia, nie wiedzą wszystkiego, ale moje rodzeństwo- i owszem; to oni mi pomagali i robią to do tej pory. Zdaję sobie sprawę z tego, że rodzice kiedyś odejdą- wtedy moje rodzeństwo nadal będzie, nadal będę mogła na nich liczyć- choćby na wspólne święta. Mój syn takie możliwości będzie miał ograniczone.

      Dzisiaj, z perspektywy czasu, nie żałuję, że poroniłam. Wiem, że to brzmi okrutnie, ale tak jest. Gdybym jednak wtedy donosiła i urodziła, to wiem, że dzisiaj wszystko wyglądałoby inaczej- znacznie, znacznie gorzej.

      Owszem, dobija mnie też inna sprawa- tj. obarczenie jedynego syna organizacją opieki nade mną, kiedy już będę tego wymagała, tzn. będzie to odpowiedzialność jednej osoby, a nie- jak w przypadku moich rodziców- podzielenie się nią z kilkoma innymi osobami. Ale z tego powodu na pewno nie brałabym pod uwagę adopcji.

      Wracając do głównego wątku dyskusji- nie sądzę, że celem małżeństwa jest posiadanie potomstwa. Wg mnie dziecko to uwieńczenie miłości dwojga ludzi. Niektórzy nie czują takiej potrzeby- z różnych powodów- np. angażują się w inne sprawy, które dają im ogromną satysfakcję i są motorem napędzającym sens życia (np. działalność charytatywna). Płodność małżeństwa wcale, wg mnie, nie oznacza tylko i wyłącznie spłodzenia potomstwa, ale też ten inny rodzaj płodności (twórczości), gdzie wspólne działanie daje satysfakcję, zadowolenie i poczucie spełnienia-jako człowieka.

      Skończyłam w tym roku 40 lat i choćby z racji wieku nie urodzę więcej dzieci. Ale wykorzystuję ten inny rodzaj płodności- równie ciekawy, satysfakcjonujący, chociaż do pełni szczęścia pewnie brakuje mi kogoś, z kim mogłabym się dzielić tą "płodnością", tj. wspólnie przeżywać sukcesy i porażki. Piszę "pewnie", bo mogę tylko przypuszczać, że z kimś u boku może osiągnęłabym jeszcze wyższy poziom satysfakcji i zadowolenia.

      Pogoni za dzieckiem bez względu na drugiego potencjalnego rodzica, tj. jego uczuć, pragnień, po prostu nie akceptuję i nie rozumiem. Związek dla mnie oznacza to, co się dzieje między dwojgiem; dziecko może ewentualnie taki związek dopełnić- o ile są oni w stanie biologicznie zostać rodzicami. A w ferworze starań o dziecko, ciągłego pilnowania, sprawdzania, monitorowania owulacji często tak się dzieje, że mężczyznę traktuje się jak reproduktora, który ma być w gotowości i w określonym dniu sprawnie zapłodnić partnerkę. A gdzie tu miejsce na miłość i seks jako jej wyraz???? Kiedyś problemu niepłodności w zasadzie nie było- bo kobieta i mężczyzna byli po prostu aktywni seksualnie i nie musieli współżyć "na gwizdek", bo to nie lekarz decydował o tym, kiedy mają współżyć, a oni sami. Nic tak dobrze nie robi na możliwość zostania rodzicami, jak regularny seks. A że teraz o dziecko starają się coraz starsi (bo ustawieni życiowo, z jako takim zabezpieczeniem finansowym i pracą, domem/ mieszkaniem, samochodem) to regularny seks jest u nich już o wiele rzadszy, niż wtedy, gdy byli na początku związku. Stąd złudna potrzeba pilnowania cyklu i współżycia "na gwizdek"...
      Oczywiście, uogólniam. Ale to rozwój medycyny przekonuje pary z problemami z płodnością, że dzisiaj wszystko jest możliwe- jak nie monitoring, to inseminacja czy in vitro. Niestety, niektórzy dopiero po wielu latach, kiedy sypią się ich związki, a bank upomina się o zaległe raty kredytu, zaciągniętego na koleje badania i kolejne procedury, rozumieją, że to była tylko złudna nadzieja, bo w zdecydowanej większości przypadków medycyna- mimo jej rozwoju- nadal jest po prostu bezsilna.
      • pati_1 Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:20
        Wiem o czym piszesz! O satysfakcji z bycia razem, o robienie różnych rzeczy razem.
        To też biorę pod uwagę.
        Od kilku lat naszego małżeństwa, mąż nigdy nic nie ugotował, choć były ku temu okazje, kiedy przychodzilam w weekend z inwentarycacji po 10-12 godzinach, a on cały dzień wylegiwał się na kanapie, nic nie pomyślał o mnie, że będę zmęczona i glodna, nawet nie zrobił kanapek i harbaty, nawet jak póżniej mówiłam mu że miłoby było, że padam z nóg, a wręcz przeciwnie czekał żeby to jemu zrobić jeszcze kolację bo jest glodny.
        Tak więc piorę, sprzątam, bo lubie, ale czasem dobrze by było gdyby mnie wyręczył, robię zakupy, gotuję.
        Nasze życie wygląda tak: praca do 15 obydwoje, potem ja robię zakupy jak trzeba, gotuję, mąż się zdrzemnie, albo spędzi cały czas przed tv lub internetem.
        Kiedy proszę go, by poszedł ze mną na specer mówi że jest zmęczony, nogi go bolą, a najczęściej, że mu się nie chce, nie wychodzimy też nigdzie, bo jak przyjdzie co do czego to też mu się nie chce. a jak już kiedyś zostaliśmy zaproszeni na ognisko to w ciągu 2 godz. upił się prwie do nieprzytomności, musiałm go prawie targać na siłę do domu, potem wymiotował, ma słabą głowę, ale tak już ma że jak wypije kilka kieliszków, to upiłby się na śmierć i nikt ani nic nie jest mu w stanie przetlumaczyć.
        Na co dzień nie pije, tylkoczaasem piwo ale to normalne.Sama mu nieraz kupuję.
        Teraz nagle chce korzystać z życia, jeździć na wakacje, święta, kupować drogie buty itp. na nic sobie nie żałować.
        Nie wiem czy tak chcę spędzić resztę zycia, praca tv, internet, jedzenie, spanie i od nowa to samo.
        Gdyby nawet zaczął wychodzić gdzieś nagle ze mna na spacer, to i tak byłoby to pewnie naciagane, nie byloby to z chęci czy potrzeby serca.
        Nie mamy żadnych pasji bo i pieniadze nie te, ale i tak mu się nic nie chce.
        Czasem patrzę i widzę teraz w nim wynaturzonego staruszka, ktory kocha tylko siebie i niby mnie, ale chyba mu się to ostatnie tylko wydaje.
        • szizumami Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:35
          przeczytałam ten twój ostatni post
          DAJ SE Z NIM SPOKÓJ
        • altz Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:35
          > Nie mamy żadnych pasji bo i pieniadze nie te, ale i tak mu się nic nie chce.
          Nie przesadzaj. Z takimi pieniędzmi mi by to wystarczyło na większość, może nawet bym odłożył na zagraniczną wycieczkę raz w roku. wink

          Po co być z kimś, kto nie chce się w nic angażować? Dla mnie facet jest dziwny, bo nic mu się nie chce. U zdrowego faceta to coś zupełnie niezrozumiałego. Męczysz się dla zasad, a życie ucieka. Nie macie żadnych zobowiązań, nie macie dzieci, oboje jesteście zdrowi, macie pracę i gdzie mieszkać, więc dla mnie wybór jest łatwy.
        • zmeczona100 Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:41
          Ożesz... Sorry, ale desperackie usiłowanie bycie z tym facetem tylko dlatego, aby nie być w życiu samej, jest kompletnym nieporozumieniem, a jeszcze fundowanie sobie z nim dzieciaka- to już zakrawa na paranoję.
          Piszesz, że nie chcesz być sama- ja sama nigdy nie byłam i nie będę- bo robię rzeczy, które mnie fascynują, zadowalają- i to do tego stopnia, że czasami trudno mi znaleźć czas na przygotowanie się do sprawy w sądzie. Dziewczyno, po co Ty na siłę chcesz zaktywizować tego faceta?? Nie możesz zająć się sama sobą i samej znaleźć pasję, zainteresowania, grupę przyjaciół? Dlaczego trzymasz się tego kogoś, jak rzep psiego ogona? Naprawdę satysfakcjonuje Cię takie życie, taki związek?? Wyjdź do ludzi, zostań wolontariuszem i idę o zakład, że wtedy będziesz w głowę zachodzić, z kim chciałaś mieć dziecko i tworzyć prawdziwą rodzinę.
          • zmeczona100 Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:44
            PS Naprawdę nie chodziło mi o wspólne sprzątanie, pranie czy gotowanie; w ogóle nie chodziło mi o to, żeby czerpać satysfakcję z tego, co się robi we dwoje- bo równie dobrze, a nawet czasami lepiej jest wtedy, gdy każde ma własne pasje, a druga strona nie tylko, że je akceptuje, ale wspiera swego partnera.
        • triss_merigold6 Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:44
          Jesteś jeszcze w miarę młoda, z tym mężczyzną nie będziesz mieć dziecka ani naturalnie, ani z adopcji ani z in vitro. On nie chce. Jeszcze jaśniej ma Ci pokazać jak bardzo Cię olewa?
        • rybak Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:48
          Pati, słowem jest tak: z jednej strony Ty dazysz do PEŁNEJ rodziny. Angazujesz sie, więcej dajesz niż bierzesz w tym związku - i to nie dlatego, że on nie moze, ale dlatego - że on NIE CHCE. Z drugiej strony jest on - którego potrzeby liczą sie przede wszystkim. I który ma w nosie Twoje potrzeby, jak widzę (fakt, że Ci nawet herbaty i jajecznicy głupiej (naprawdę nie trzeba umieć gotowac, by ją usmazyc) nie podał mówi sam za siebie).
          No to pozwól, że będę zgadywać. Jedynak? Jego mamusia roszczeniowa a przy tym dominująca? A on sam starannie się szykuje do wyjścia, kiedy ostatnio gdzieś wychodzi? Jakoś specjalnie się ubiera, myje, goli?
          Coś mi się wydaje, żeś kolejną osobą tu, która wyhodowała sobie odśrodkowego leniwego egoistę na własnem łonie ... Ja bym się naprawdę zastanowił na Twoim miejscu, czy chcę mieć Z NIM dziecko... Tyle
          Aha - nie łudź się - z takimi ludżmi (tego typu) z wiekiem jest tylko gorzej. Przerobiłem to ze swoją ex. Też nie chciała dziecka... I też myslała tylko o sobie. Miłością i samopoświęceniem takiej osoby nie zgwałcisz. Daj se spokój i myśl, co dalej.
          A propos - jesli cię to nie krepuje - intymność jeszcze jakaś i ciepło między Wami jest, czy już nie?
          • triss_merigold6 Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:51
            Pewnie sporadycznie jak znam życie, za to pan ma bogatą kolekcję porno. uncertain
          • zmeczona100 Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:52
            > Pati, słowem jest tak: z jednej strony Ty dazysz do PEŁNEJ rodziny.

            Tyle tylko, że dla Pati pełna rodzina to rodzice i dzieci... I do tego nie ma potrzeby dokładać więzi emocjonalnych, wartości, poczucia bezpieczeństwa, satysfakcji z bycia razem itp.... Pati nie rozumie jeszcze, że mama, tato i dziecko/ dzieci to jednak za mało, aby tworzyć pełną rodzinę...
            • rybak Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 15:08
              Pełna rodzina po mojemu, zmęczona, to taka rodzina, która dziecka może nawet i nie ma, ale... do czegoś WSPÓLNIE dązy. Związek dwojga ludzi to przecież DROGA. Po to się jest razem, żeby tą drogą było lepiej i mądrzej iść niż samotnie. Czy to z dziecmi, czy bez. A w przypadku Pati widzisz tę ICH WSPÓLNĄ drogę? Bo ja nie, niestety. Za to widzę kobietę ciągnącą samotnie, beaz żadnego wsparcia wózek, na którym rozsiada się coraz wygodniej Pan i Władca... Basza...
          • pati_1 Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 17:04
            wcześniej był zupełnie inny, potrafił przyjechać do mnie po nocnej zmianie, tylko dlatego, żeby zawieść mnie do miejsca gdzie chciałam się zalapać do pracy-praca dorywcza, wtedy studiowałam, rodzice mnie utrzymywali, kupwał kwiaty, zasypywał smsami, dzwonil, chodził do kościoła, dużo się modlił, tak że aż mnie było głupio.
            • szizumami Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 18:26
              pati-co ty z tym kosciołem?
              myslisz,że jak ktoś lata doń i składa raczki czesto to jest dobrym człowiekiem?1
              otwórz oczy dziewczyno!
              kwiaty sms--to naprawde żadne poswiecenie-
              normalne rzeczy jak sie kogoś chce zdobyc..ludzie wiecej robia a nie zawsze kochaja
              tak prawdziwie
              nie gracie w 1 trąbke--i nie zagracie...
              zasługujesz na faceta który chce coś w zyciu zrobić --tak jak ty---z którym pójdziesz ta sama DROGA--do przodu,do góry,
              dokłądnie jak napisał rybak
              nie trzeba miec dzieci żeby tworzyć wspaniały zwiazek--ale oboje musza czuc sie w nim spełnieni,takie twórcze "być" tworzyc a nie ja sobie on sobie..

              nie jesteś obarczona jakims wzorem -gdzie meżczyznie wiecej wolno
              takim katolickim patriarchatem ?!




            • moniapoz Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 19:52
              Pati, wcześniej był inny a teraz jest jaki jest i nie sądzę, żeby nagle się zmienił.
              jak chcesz brnąć w in vitro to musisz mieć solidne wsparcie wbrew pozorom to nie jest bułka z masłem tylko ciężka praca, dużo stresu i kupę kasy. musisz mieć wtedy partnera który Cię wesprze i będzie pragnął dziecka równie mocno jak Ty.

              a z Twojego opisu wynika, że takowego partnera nie masz.....

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • yoma Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 20:01
          No i było tak od razu, a nie się dzieckiem zasłaniasz smile
      • szizumami Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 14:31
        pati--przecież tu nie ma miłości,..tylko bycie ze soba--jak ty to--to ok,,,a jak nie to żegnaj
        z jednej i z drugiej strony
        i rozmijacie sie w najwazniejszych sprawach--macie inne priorytety życiowe
        ty jesteś wrazliwa,oddana a on woli dobrobyt
        a co byłoby gdyby z inseminacji wyszły bliżniaki--tez mogłoby byc za mało kasy na wakacje
        albo chore dziecko?
        jesli ty nosiłabyś w połowie nie jego dziecko-TO NIE ZASŁUGIWAŁABYS NA WSPARCIE Z JEGO STRONY???! to żegnaj?!to ma być "maz"--etymologicznie i nie..?!

        jakbym widziała swojego byłego--tylko moje sie liczy...
        nie mam szacunku a wrecz obrzydzenie do niego za te ceche


      • yoma Re: Jestem z innej planety 28.12.11, 20:01
        Zmęczona, szacun.
    • xciekawax Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 18:13
      in vitro nie wchodzi w gre?

      Mysl o sobie kobieto. Facet moze kiedys zmieni zdanie i odejszie, kto to wie,a ty bedziesz sama. a dziecko bedzie zawsze Twoje. Jezeli tego chcesz to powinnas zaadoptowac.
      • maciekqbn Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 19:24
        xciekawax napisała:

        > Facet moze kiedys zmieni zdanie i odejszie, kto to wie,a
        > ty bedziesz sama. a dziecko bedzie zawsze Twoje. Jezeli tego chcesz to powi
        > nnas zaadoptowac.

        Tia, weźmie i zaadoptuje sobie, bez zgody partnera.
        Zejdź na ziemię smile
      • nowel1 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 19:29
        Drobiazg taki - dziecko nie jest po to, żeby kobieta nie była sama.
        Dziecko- to wartość i istnienie samo w sobie.
        Nie jest jego rolę ocalić od samotności rodziców.
        A już adoptowanie w tym własnym celu - tragedia, kończy się często dramatycznie; bo o ile własnemu dziecku jakoś - zwykle - przebaczamy niespełnienie naszych oczekiwań, to już adopcyjnemu wybaczyć to jest trudniej.
        Nie będę opowiadać adopcyjnej historii na potwierdzenie mojego zdania, historii którą uslyszałam w święta, bo jest zbyt drastyczna; w każdym razie to, co piszę powyżej, to nie jest tylko moje "wydaje-mi-sie"
        • ulkar Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 20:04
          Hmmm.... najlepsza motywacja do adopcji, to nie żadne miłosierdzie, nie żadna chęć uszczęśliwienia dziecka.... tylko zwykła naturalna chęć człowieka do posiadania potomstwa... dokładnie tak samo jak w przypadku dziecka biologicznego. Czyż ktokolwiek dążąc do spłodzenia potomka mysli o tym, żeby okazać miłosierdzie tej właśnie prokreowanej istocie? Nie... myśli o tym, że chce mieć dziecko, które będzie kochał i troszczył się o nie, i które będzie kochało rodziców. Dokłdanie tak samo jest przy adopcji.... Czy łatwiej wybacza się biologicznemu? a trudniej adopcyjnemu? Hmmm... może każdy ma inaczej... ja z pozycji matki dziecka i biologicznego i adopcyjnego z własnego doświadczenia wiem, że oboje kocham tak samo, starszego kiedy żył też i tuliłam i ganiłam, młodą też... kocham najbardziej jak potrafię wcale nie mniej niż syna... i czasem hmmm... wydzieram się jak mnie zeźli.... a potem tłumaczę, że kocham zawsze... jak jestem zła też.... i nic nie ma tu do rzeczy fakt, że nie ja ją urodziłam...
          Nie oczekujcie od autorki postu że ma się kierować heh miłosiedziem, ona ma jak najbardziej prawidłową motywację do adopcji - chce mieć dziecko! jak każdy z nas ....
          • nowel1 Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 20:23
            ulkar, to że Ty masz dobrą motywację do adopcji, niestety nie oznacza, że jesteś w większości.
            • ulkar Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 20:28
              Owszem, novel,nie każdy ma dobrą, chciałam powiedzieć tylko, że chęć posiadania dziecka, to dobra motywacja, a nie żadne tam miłosierdzie, jak ktoś tam pisał ...
            • garibaldia Re: albo mąż albo dziecko adptowane! 28.12.11, 20:36
              A niby wystarczy być naturalnym rodzicem /nie adopcyjnym/ by powoływać na świat dziecko tylko z wyższych celów i motywacji?
              Pełno jest biologicznych rodziców którzy powołują dziecko na świat np żeby... dostać becikowe i móc je przepić.
              Bycie rodzicem adopcyjnym bywa trudniejsze psychologicznie, lecz nie wiem, czy robił ktoś porównanie "komfortu" życia dzieci adoptowanych i bilologicznych, znam niejedno dziecko mające biologicznych rodziców a przeorane przez nich emocjonalnie tak, że żal myśleć..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja